Pokazywanie postów oznaczonych etykietą J.K.Rowling. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą J.K.Rowling. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 11 grudnia 2016

"Harry Potter i przeklęte dziecko"

Wydawnictwo: Media Rodzina  |  Liczba stron: 368
Dziewiętnaście lat po wydarzeniach z "Insygni śmierci" powracamy do magicznego świata wykreowanego przez J. K. Rowling z tą jednak różnicą, że za sprawą scenariusza do sztuki stworzonego przez wspomnianą autorkę oraz Johna Tiffany'ego i Jacka Thorne'a. Naszym głównym bohaterem będzie natomiast Albus Severus Potter, młodszy z synów Harry'ego i Ginny. Nie tak utalentowany jak jego brat, a do tego stale odczuwający społeczną presję… oj, nie było mu łatwo. I jeszcze ta świdrująca cisza, gdy syn Pottera zostaje przydzielony do Slytherinu. Na szczęście ma u swojego boku przyjaciela, a jest nim Scorpius, syn... Dracona Malfoya.

Albus i Scorpius stanowią ciekawy duet, tak różny od stale zwracającego na siebie uwagę potterowskiego trio. Samotnicy, nieśmiali, trochę nieporadni, dający się lubić. Do tego obaj zmagający się z problemami. Albus stale przyćmiewany przez sławę swojego ojca, czarna owca w rodzinie. Scorpius nieustannie nękany teoriami spiskowymi o jego rzekomym pokrewieństwie z Voldemortem. W końcu Albus zmęczony takim stanem rzeczy postanawia się zbuntować i wziąć pewne sprawy w swoje ręce, a Scorpius idzie w jego ślady. Tym sposobem chłopcy, choć kierowani dobrymi intencjami, o mało nie doprowadzają do katastrofy...

"Prawda to cudowna i straszliwa rzecz, więc trzeba się z nią obchodzić ostrożnie."

Przed tą książką przez długi czas się wzbraniałam... czy raczej byłam pewna, że sama z siebie jej nie kupię, bo byłam zbyt niepewna tego, co znajdę w środku. Kiedy jednak nadarzyła się okazja, żeby ją od kogoś pożyczyć, postanowiłam z niej skorzystać. I nie żałuję, chociaż zachwycać też nie mam się za bardzo czym. Niby miło było zobaczyć, jak po tylu latach powodzi się znanym z poprzednich części bohaterom, jednak nie poczułam tu tej magii, co kiedyś. Poza tym, ponieważ mamy do czynienia ze scenariuszem, nie uświadczymy tu bogatych opisów ani wielowątkowej, zagmatwanej historii. Przypuszczam jednak, że bardzo ciekawie byłoby zobaczyć całość na scenie ze wszystkimi opisanymi tu efektami specjalnymi.

Nie przepadam za wątkiem cofania się w przeszłość. Nie przepadam z tego względu, że zdaję sobie sprawę, jak źle może się to skończyć i nie lubię patrzeć na to, jak bardzo zagubieni i nie na miejscu potrafią być bohaterowie po powrocie do teraźniejszości. Przy "Harrym Potterze i przeklętym dziecku" miałam więc wiele powodów do obaw. Poza tym przykro było mi też obserwować, w jak kiepskim stanie są relacje Harry'ego i Albusa, jak trudno jest im znaleźć wspólny język. Podoba mi się za to fakt, że obraz Slytherinu, właściwie od początku stawianego w złym świetle, został nieco złagodzony. Historia ta jednoznacznie pokazała, że ślizgoni nie muszą być stale spiskującymi draniami z czarnomagicznymi zapędami, że to czarodzieje jak wszyscy inni. Z bardzo pozytywnej strony dał się poznać również Draco, któremu, choć również ma problemy w porozumieniu się z synem, wyraźnie zależy na Scorpiusie i - w przeciwieństwie do Harry'ego - nie ma zamiaru sprzeciwiać się jego przyjaźni z Albusem.

Nie miałam wygórowanych oczekiwań względem "Harry'ego Pottera i przeklętego dziecka". Od początku znałam też pewien dość istotny szczegół, co mogło wpłynąć na moje nastawienie do tej historii. Książka nie zachwyca, ale nie zaszkodzi jej przeczytać, zwłaszcza dla możliwości poznania Albusa i Scorpiusa, a przy okazji także alternatywnej przyszłości, która mogłaby nastąpić, gdyby coś poszło nie tak.

"Ci, których kochamy, nigdy tak naprawdę nas nie puszczają, Harry.
Pewnych spraw śmierć nie dotyka. Farby... wspomnienia... i miłości."

poniedziałek, 21 grudnia 2015

J. K. Rowling "The Tales of Beedle the Bard"

Wydawnictwo: Bloomsbury  |  Ilość stron: 105
"Baśnie barda Beedle'a" - te same, z których pochodzi "Opowieść o trzech braciach" przedstawiona przez Hermionę w "Harrym Potterze i Insygniach Śmierci" - miałam w planach już od dłuższego czasu. Powstrzymywała mnie jednak cena, aż w końcu zdecydowałam się na tańszą opcję - wydanie po angielsku. Nie przedłużając, na początek otrzymujemy wstęp z kilkoma ogólnymi informacjami. Już tutaj Rowling uczula nas na to, że w baśniach dla czarodziejów  - w przeciwieństwie do tych mugolskich - bohaterki nie czekają bezczynnie na księcia na białym koniu, ale biorą swój los we własne ręce. Z kolei magia nie jest tu jedynie atrybutem antagonistów lub dobrych wróżek i nie jest też złotym środkiem na wszystkie problemy ("magic causes as much trouble as it cures"). Dodatkowo każde z opowiadań zawiera notatki spisane przez samego Albusa Dumbledore'a, czasami dłuższe od samych baśni. A więc co tu znajdziemy?

"The Wizard and the Hopping Pot" ("Czarodziej i skaczący garnek") opowiada o czarodzieju, który - w przeciwieństwie do swojego ojca - nie zamierzał pozostawać w przyjacielskich stosunkach z mugolami, ani przy użyciu magii pomagać im w rozwiązywaniu problemów. Ojciec przewidział jednak taką sytuację i przygotował coś, co pomoże jego synowi się zmienić. W "The Fountain of Fair Fortune" jesteśmy świadkami próby odnalezienia tytułowej fontanny szczęśliwego losu, która raz w roku pozwala jednemu z nieszczęśliwych śmiałków obmyć się w swojej wodzie. A co jeśli tę szansę dostanie kilka osób? Będą w stanie połączyć swoje siły czy może pozabijają się nawzajem? I co im się bardziej opłaca? Następne jest "The Warlock's Hairy Heart" ("Włochate serce czarodzieja"), które zdecydowanie odróżnia się od pozostałych baśni, a opowiada o czarodzieju, który zakochanie i miłość uważał za coś, co osłabia człowieka. "Babbitty Rabbitty and her Cacling Stump" ("Czara Mara i jej gdaczący pieniek") przedstawia historię oszusta, który, znając parę sztuczek, postanowił wzbogacić się na naiwności króla bardzo skorego do nauki magii oraz prawdziwej czarownicy, która miała okazję całą tę farsę zobaczyć. I w końcu ostatnia, najbardziej znana baśń - "The Tale of the Three Brothers" o losach trzech braci, którzy w nagrodę za przechytrzenie Śmierci dostali od niej pewne podarki. Tylko czy aby na pewno przemyśleli swoje wybory? W końcu czy można zaufać takiemu darczyńcy?

Same baśnie mogą być ciekawą rozrywką dla osób w każdym wieku, jednak tutaj dostajemy coś więcej. Możemy nie tylko zapoznać się z historiami, które w dzieciństwie czytano bohaterom znanym nam z serii o Harrym Potterze, ale i dowiedzieć się więcej o sprawach, których dotyczą. Nie ma co przesadnie słodzić - nie są to baśnie nie wiadomo jak niezwykłe. Zwłaszcza pierwsza z nich jest prosta i mocno przewidywalna, koncepcja drugiej też nie jest jakąś nowością, z kolei przy następnej można się trochę zdziwić ze względu na jej niepozostawiający złudzeń charakter. "Babbitty..." okazało się całkiem przyjemne, a do tego w subtelny sposób sugeruje, że magia ma swoje ograniczenia, natomiast ostatnie z opowiadań (i niestety najkrótsze) jest moim zdecydowanym faworytem i jestem pewna, że jeszcze wiele razy do niego zajrzę. Notatki Dumbledore'a zawierają między innymi informacje na temat tego, jak poszczególne baśnie były odbierane przez magiczne społeczeństwo, jakim zmianom podlegały na przestrzeni lat oraz co zarzucali im ich przeciwnicy. Znajdą się też ewentualne interpretacje i różnego rodzaju ciekawostki. Zwłaszcza ostatniemu z opowiadań zostało poświęcone sporo miejsca. Tym samym dostajemy wiele informacji na temat kontrowersyjnego w pewnych kręgach zagadnienia Insygniów Śmierci. Wszystko to sprawia, że "Baśnie barda Beedle'a" stanowią prawdziwą gratkę dla fanów Harry'ego Pottera.

Książka została naprawdę ładnie wydana - ma twardą oprawę, klimatyczną, stylizowaną na starą, okładkę, a w środku ilustracje autorstwa samej J. K. Rowling. Papier nie jest najlepszej jakości, żółtawy, co dla niektórych mogłoby być wadą, jednak moim zdaniem pasuje do całości. Jeśli chodzi o język (w końcu to angielski), nie był jakoś przesadnie trudny, jednak znalazło się całkiem sporo słówek, których znaczenia nie znałam, a część z nich było ważnych dla zrozumienia całości. Ale przecież od tego są słowniki, prawda? Podsumowując, bardzo się cieszę, że w końcu miałam okazję zapoznać się z tą książką i jak najbardziej polecam to też Wam.