Pokazywanie postów oznaczonych etykietą K.Ishiguro. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą K.Ishiguro. Pokaż wszystkie posty

sobota, 13 września 2014

K. Ishiguro "Okruchy dnia"


Wydawnictwo: Albatros
Ilość stron: 306

Stevens należy jeszcze do tych kamerdynerów, którzy całym sobą oddawali się pracy. Mając za wzór chociażby swojego ojca, starał się jak najlepiej służyć swojemu pracodawcy i czuł satysfakcję z sukcesów - zarówno swoich jak i chlebodawcy. Po latach wiernej służby nawet do wiekowego Darlington Hall zawitały jednak nowe czasy, a wraz z nimi całkiem inny styl życia. Stevens wciąż nieprzyzwyczajony do bezpośredniego usposobienia nowego pracodawcy Amerykanina dostaje propozycję krótkiej podróży po Anglii. Początkowe niezdecydowanie powoli przekształca się w decyzję, a podróż po rodzimym kraju okazuje się świetną okazją do wspominania dawnych zdarzeń. Te z kolei mimowolnie skłaniają do stopniowego rozliczania się ze swoją przeszłością. Do jakich wniosków może dojść kamerdyner, który całe swoje życie poświęcił pracy? Czy mógł wybrać lepiej?

Na początek wspomnę, że spodziewałam się czegoś nieco innego. Oczekiwałam jakiegoś wielkiego bum na koniec i nie dostałam go. Mimo to nie narzekam. Ta subtelna, zabawna i nieco nostalgiczna powieść bardzo trafnie ukazuje społeczne konwenanse, różne postrzeganie pewnych aspektów, pokazuje, jak z perspektywy czasu lub odmiennego punktu widzenia niegdysiejsze sukcesy mogą się okazać błędami. Świetnym pomysłem okazało się również wplecenie do powieści rzeczywiście istniejących osobistości, które dodały jej realizmu. Wymiana niektórych uprzejmości nieodzownie wywoływała u mnie uśmiech, podobnie jak duma i upór, często występujące w rozmowach między Stevensem a panną Kenton (gospodynią), choć te przywoływały też czasem lekką nutkę goryczy. Mimo to Ishiguro nikogo tu nie ocenia, przedstawia jedynie sytuacje, resztę pozostawiając nam. W jego powieściach czuć pewną melancholię, która stale nam towarzyszy.
"Zły kamerdyner to taki, który z byle powodu zastępuje postawę zawodową postawą prywatną. Dla takich osób zawód kamerdynera jest czymś w rodzaju roli w pantomimie; najmniejszy poślizg, najdrobniejsze potknięcie i już spada maska, za którą ukrywał się aktor."
Autor świetnie dobiera sposób, w jaki wyrażają się jego bohaterowie. O ile w "Malarzu świata ułudy" narracja przypominała swobodną, niespieszną rozmowę, o tyle w "Okruchach dnia" od razu dostrzegamy, że mamy do czynienia z szanującym swoją profesję kamerdynerem, przez którego przemawia wieloletnie doświadczenie. Poza tym dystyngowany język i estyma, z jaką zwraca się do czytelnika, dodatkowo umilają lekturę. Stevens również daje się lubić, choć bywa dość nieporadny. Czasami trudno też zrozumieć jego wybory, co wynika z jakże odmiennego sposobu bycia, tą "zawodową godnością", jak zwykł mawiać. Jego oddanie naprawdę robi wrażenie, w niektórych sytuacjach wzbudza też niekłamany podziw, choć jednocześnie może dać pewne powody do współczucia. Ale czy słusznie?

Nie odnieście żadnego mylnego wrażenia, patrząc na moją ocenę. Prawda jest taka, że książka mi się spodobała i niejednokrotnie zastanawiałam się nad podniesieniem jej oceny (nawet teraz mam taką chęć), jednak coś mi nie pozwalało. Ulotność, którą zdecydowanie poczytuję jako jedną z jej zalet, jest jednocześnie tą cechą, która sprawia, że szczegóły powieści mogą szybko zatrzeć się w pamięci, pozostawiając po sobie głównie ogólne wrażenie i jedynie te elementy, które z jakiegoś powodu nie pozwoliły o sobie zapomnieć. Nie ma tu nic, co wstrząsnęłoby czytelnikiem, wywołało jakieś intensywniejsze uczucia. Mimo to zdecydowanie nie żałuję czasu spędzonego z "Okruchami dnia" i z chęcią kolejny raz sięgnę po twórczość Kazuo Ishiguro.

"Obrał w życiu jakąś drogę, okazało się, że niesłuszną, ale przynajmniej coś wybrał.
A ja? Ja nie mogę powiedzieć o sobie nawet tego."
6/10

piątek, 25 lipca 2014

K. Ishiguro "Malarz świata ułudy"


Wydawnictwo: Albatros
Ilość stron: 302

Z twórczością Kazuo Ishiguro po raz pierwszy spotkałam się przy okazji "Pejzażu w kolorze sepii". I choć w tej chwili już dość niewiele z tej powieści pamiętam, pozostała chęć, by zapoznać się z innymi dziełami autora. Zwłaszcza z "Malarzem świata ułudy". A to wszystko z prostego i jednocześnie dość banalnego powodu - tytułu, który urzekł mnie już od pierwszej chwili.

Ceniony malarz, obecnie już emerytowany, opowiada nam historię swojego życia. Snując swą opowieść, jednocześnie krąży gdzieś wokoło, raz po raz zbaczając z obranego tematu. Przybliża nam sytuację powojennej Japonii, radości i troski swojej, teraz już niepełnej, rodziny - córki martwiące się o jego melancholijny nastrój, stres związany z wydaniem młodszej z nich za mąż, spotkania z wnukiem i wiele więcej. Nieustannie przytacza też historie z przeszłości przedstawia swoje przypuszczenia, powoli, jakby od niechcenia kreśląc obraz japońskiego społeczeństwa i zachodzących w nim na przestrzeni lat zmian, a także wspominając własne działania. Działania, których nie zamierza się wstydzić, nawet jeśli z perspektywy czasu okazały się niesłuszne, ponieważ wie, że robił tylko to, co w tamtych chwilach uważał za słuszne.

Właściwie trudno jednoznacznie stwierdzić, o czym jest ta książka. A jednak Kazuo Ishiguro prowadzi narrację w taki sposób, że przestaje to mieć jakiekolwiek znaczenie. Zamiast próbować znaleźć sedno tej opowieści raz po raz zatapiałam się w lekturze, delektowałam się tym naturalnym, niewymuszonym, krótko mówiąc urzekającym stylem wypowiedzi autora, tracąc przy tym poczucie czasu. Pomimo wyodrębnienia kilku etapów podział między nimi pozostaje jedynie umowny, gdyż teraźniejszość nieustannie przeplata się z przeszłością - zarówno tą bliższą, jak i dalszą. Z jednego tematu autor płynnie przechodzi do drugiego, tak więc czytelnik nawet nie zauważa, kiedy zaczyna czytać o czymś zupełnie innym, niż jeszcze przed chwilą. Jest w tym coś ulotnego, coś ujmującego w tej niespiesznej, niepostrzeżenie wciągającej fabule.

Mogłabym teraz wspomnieć nieco więcej na temat niektórych bohaterów, jednak nie widzę takiej potrzeby. To jedna z tych książek, z którymi najlepiej zapoznać się samemu, stopniowo odkrywając jej treść. Jeśli ktoś spodziewa się dogłębnej analizy powojennej Japonii, niewątpliwie poczuje się rozczarowany. Zamiast tego Ishiguro oferuje czytelnikom pięknie ubraną w słowa, bliżej niesprecyzowaną, a jednak czarującą opowieść. Bardzo się cieszę, że w końcu zapoznałam się z tą historią. Czytając "Malarza świata ułudy" naprawdę miło spędziłam czas, więc z pewnością sięgnę też po inne książki tego autora. A w najbliższych planach mam "Okruchy dnia".

"Trudno ocenić piękno świata, kiedy się wątpi w samą jego wartość."
7/10

niedziela, 9 grudnia 2012

K. Ishiguro "Pejzaż w kolorze sepii"


Pejzaż w kolorze sepii - Kazuo Ishiguro


Wydawnictwo: Albatros, A. Kuryłowicz
Rok wydania: 2009
Ilość stron: 247

"Mieszkającą w Anglii japońską wdowę Etsuko nieustannie prześladuje wspomnienie samobójstwa córki. Czy ponosi odpowiedzialność za jej śmierć? Dlaczego Keiko odebrała sobie życie? Dzień po dniu Etsuko wraca do przeszłych wydarzeń, szczególnie zaś do upalnego lata w Nagasaki. Krótko po zakończeniu II wojny światowej ona i jej przyjaciele próbowali tam odbudować zrujnowane życie, poradzić sobie w nowej rzeczywistości. Gdy Etsuko przypomina sobie dziwną przyjaźń z Sachiko, zamożną kobietą, która utraciła cały majątek, i jej córka Mariko, reminiscencje przybierają dziwne i niepokojące kształty. Przeszłość zlewa się z teraźniejszością, zacierają się granice między jawą a snem."

Książka podzielona jest na dwie części. Etsuko wspomina w niej przyjaźń z Sachiko, swoje życie w powojennym Nagasaki i wydarzenie dużo późniejsze - odwiedziny młodszej, jednak już dorosłej córki Niki. Dręczy ją też wspomnienie samobójstwa Keiko.
W Nagasaki Etsuko mieszkała w bloku nad rzeką razem ze swoim mężem Jiro, była wtedy w ciąży z pierwszym dzieckiem. Pewnego dnia do znajdującego się w pobliżu domku wprowadza się Sachiko i jej około dziesięcioletnia córka Mariko. Tak zaczyna się ich znajomość. Spotykają się, czasem chodzą na wycieczki, po prostu codzienne życie. Sachiko od początku wydawała mi się trochę dziwna, choć nie potrafiłam tego ubrać w słowa. Często powtarza, że nie ma nic do ukrycia, czym chce zachęcić Etsuko do zadawania pytań. To trochę tak, jakby chciała do tego przekonać samą siebie. Różnie zachowuje się też w stosunku do córki - zostawia ją samą na całe godziny, pozwala wychodzić na zewnątrz po zmroku, jakby to wszystko traktowała z przymrużeniem oka.

"- Wiem, że to, co wydarzyło się w Nagasaki, było straszne - powiedziała Sachiko. - Lecz ten koszmar nie ominął także Tokio.. Sytuacja stale się pogarszała. Pod koniec żyliśmy w tunelach i zburzonych budynkach.- A ta kobieta... czy zginęła w czasie nalotu? - spytałam.
- Popełniła samobójstwo. Mówią, że poderżnęła sobie gardło. Nie znałam jej. Widzisz, Mariko wybiegła pewnego ranka, a ja ruszyłam za nią. Było wcześnie i ulice świeciły pustkami. Mariko wbiega w jakąś boczną uliczkę. Na jej końcu był kanał, a przy nim klęczała kobieta z rękami zanurzonymi po łokcie w wodzie. Młoda kobieta, bardzo chuda. Gdy ją zobaczyłam, od razu wiedziałam, że coś jest nie tak. Mariko też to wyczuła, bo nagle się zatrzymała. W pierwszej chwile myślałam, że ta kobieta jest ślepa, miała takie niewidzące oczy. Potem wyciągnęła ręce z kanału i pokazała nam, co trzyma pod wodą. To było niemowlę.
- Ile lat miała wówczas Mariko?
- Pięć, prawie sześć. Widziała też inne rzeczy w Tokio. Ciągle jednak pamięta tę kobietę."


W tym samym czasie w odwiedziny do Etsuko przyjeżdża ojciec jej męża. Swój czas spędza przede wszystkim z nią, gdyż Jiro jest wciąż zajęty swoją pracą. Byłam przekonana, że dowiem się coś więcej na temat śmierci Keiko, ale nie doczekałam się tego. Autor skupił się na innych wątkach, które mogą nas zachęcić do refleksji, chociaż nie skupiałam się na tym za bardzo. Pozostaje tu wiele niedokończonych spraw, na których rozwiązanie nie możemy liczyć. Czytając niektóre opinie na temat tej książki na lubimyczytac.pl wydawało mi się, że mam jakieś inne wydanie, ponieważ nie dostrzegłam w niej pewnych szczegółów przytoczonych w opiniach. Pozwolę sobie też zacytować fragment stąd: "Ta powieść, jej konstrukcja kojarzy mi się z rozsypanymi puzzlami, a czytelnik stopniowo układa sobie całą historię, by na końcu stwierdzić, że jednak coś tu nie pasuje.", dokładnie coś takiego czuję.

"Dzieci dorastają, lecz pozostają dziećmi."

Nie wiedziałam czego mam się spodziewać po tej książce, jednak jestem zadowolona, że ją przeczytałam. Raczej rzadko mam okazję sięgnąć po literaturę azjatycką, ale muszę przyznać, że coraz bardziej zaczynam ją lubić. Opis książki wydaje mi się odrobinę nieadekwatny do jej treści, zwłaszcza co do tych zacierających się granic między jawą a snem. No cóż, mówi się trudno.
Właściwie są to po prostu wspomnienia i przemyślenia Etsuko, co nie zmienia faktu, że z "Pejzażem w kolorze sepii" miło spędziłam czas i chętnie sięgnę po inne dzieło pana Ishiguro. Książka jest w grubiej czarnej okładce, a ta, którą widzicie powyżej jest na nią jedynie założona, co było dość niewygodne przy czytaniu. Są to jednak tylko moje końcowe narzekania, z którymi jakoś sobie poradziłam. ;)

+4/6