Pokazywanie postów oznaczonych etykietą S.Simukka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą S.Simukka. Pokaż wszystkie posty

sobota, 8 lipca 2017

S. Simukka "Czarne jak heban"

Wydawnictwo: YA!  |  Liczba stron: 192  |  Seria: Lumikki Andersson (3)
Po wydarzeniach w Pradze, które przyniosły jej pewną sławę, Lumikki wraca do codziennego życia, które - o dziwo - zaczyna się układać. Wreszcie zdołała pozbierać się po rozstaniu z Liekkim, a do tego znalazła kogoś, przy kim dobrze się czuje. Sampsa zdołał ją nawet namówić na wzięcie udziału w przedstawieniu! Byłoby jednak zbyt pięknie, gdyby tak już zostało. Zaczynają się pojawiać liściki, esemesy, grożby. Lumikki ma cichego wielbiciela… czy raczej prześladowcę, który nie tylko wie to, z czego niewielu zdaje sobie sprawę, on zdaje się wiedzieć to, czego tak desperacko poszukuje Lumikki. Prawdę o jej rodzinnym sekrecie.

Poprzednie części serii czytałam dość dawno, więc nie byłam pewna, czy pamiętam wszystko, co powinnam. Na szczęście "Czarne jak heban" zawiera w sobie wystarczająco podpowiedzi, by nawet ci, którzy nieco już pozapominali, byli w stanie stopniowo zorientować się w tym wszystkim. Lumikki wciąż pozostaje silną postacią, choć do tej pory mogła przy Sampsie nieco spuścić gardę i po prostu cieszyć się tym, co ma. Wraz z pojawieniem się prześladowcy, Lumikki na nowo zaczyna się obawiać, dostrzega, że jej przeszłość wciąż kładzie się cieniem na jej życiu i jak bardzo różni ją to od Sampsy. Niespodziewanie pojawia się także Liekki. Jak w tym wszystkim odnajdzie się nasza bohaterka?

Książkę tą, choć porusza dość ciężkie tematy, czyta się lekko. Jest napisana prostym językiem i tak jak poprzednie części nawiązuje w pewien sposób do baśni. Tutaj przede wszystkim za sprawą przedstawienia, w którym Lumikki gra swoją imienniczkę, Śnieżkę. Czasami miałam wrażenie, że pewne elementy były przesadzone (podobnie jak poprzednio), chociażby umiejętności Lumikki, ale potrafię przymknąć na to oko.

"Czarne jak heban", choć króciutkie, jest dobrym zakończeniem serii. Nie rewelacyjnym, po prostu dobrym. Poznajemy odpowiedzi na dręczące nas i główną bohaterkę już od pierwszego tomu pytania. Do tego książkę czyta się szybko i tak też płynie akcja. Nada się na lekkie czytadło na jeden wieczór.

sobota, 28 listopada 2015

S. Simukka "Białe jak śnieg"

Wydawnictwo: YA!  |  Ilość stron: 256  |  Seria: Lumikki Anderson (2)
Od wydarzeń z pierwszej części minęło już trochę czasu, nastało lato i Lumikki postanowiła wybrać się do Pragi. Miasto to bardzo jej się spodobało, jednak na kilka dni przed planowanym powrotem stało się coś całkowicie niespodziewanego, zagadnęła ją kompletnie obca dziewczyna, oświadczając, że prawdopodobnie są siostrami. Stek kłamstw? Teoretycznie tak właśnie powinno być, jednak coś nie pozwala Lumikki ot tak zignorować słów niewiele od niej starszej Lenki. Dziewczyna zdaje się wiedzieć o niej i jej ojcu nieco za wiele, zna szwedzki, a w dodatku wszystkie te rewelacje obudziły w Lumikki jakieś niejasne wspomnienia z dzieciństwa, na nowo przywołały dawno pogrzebany w zakamarkach pamięci koszmar. Co to może oznaczać? Czyżby panująca od zawsze w jej rodzinie atmosfera tajemnicy i niedomówień właśnie zaczynała nabierać sensu? Przed Lumikki trudny wybór - zignorować całe to zamieszanie, czy może uwierzyć w domniemane więzy krwi łączące ją z Lenką? Ale, ale! Jest jeszcze coś. Matka dziewczyny zmarła kilka lat temu, a ona sama ma teraz nową rodzinę - Białą Rodzinę.

Tym oto sposobem Lumikki z dnia na dzień znów wplątuje się w niebezpieczeństwo, tym razem w postaci sekty, która wcale nie jest tą dobrą rodziną, za jaką ma ją Lenka. Tylko jak udowodnić to dziewczynie, która od lat żyła pod całkowitym wpływem jej pełnego fałszu przywódcy? I czy w ogóle warto narażać się dla kogoś, kto jedynie przypuszczalnie może być jej krewnym? W międzyczasie poznajemy również Jiriego, ambitnego dziennikarza (z nie najgorszą osobowością), który ostatnio dostał cynk na Białą Rodzinę. Czyżby szykowało się coś większego?

Lumikki wciąż pozostaje twardą i zaradną dziewczyną, którą da się lubić, jednak poznanie Lenki nieco wytrąca ją z dotychczas utrzymywanej równowagi, budzi wątpliwości. Tym razem to nie wspomnienia prześladowania, jakiego doświadczyła, grają tu główną rolę. Upalne dni przypominają jej poprzednie lato, a konkretnie te dni pełne szczęścia, które utraciła. Dziewczyna boi się uwierzyć w swoje powiązania z Lenką, jednocześnie przyłapując się na tym, że coraz bardziej zależy jej na domniemanej siostrze. Czy pozwoli sobie ponownie otworzyć się na drugą osobę?

Przyznam szczerze, że z początku nie byłam przekonana do całego tego wątku z sektą i to wcale nie dlatego, że uważałam go za nieciekawy, nieprzekonujący czy coś w tym stylu - po prostu kompletnie nie miałam ochoty zagłębiać się w ten temat. Autorka jednak na swój sposób sobie z nim poradziła. Ta - co tu ukrywać - nienależąca do najprzyjemniejszych kwestia za sprawą niezwykle lekkiego stylu Simukki stała się zdecydowanie łatwiejsza w odbiorze, nie czuło się jej ciężaru, a akcja toczyła się bardzo szybko. Co więcej, nie powiedziałabym, że intryga należy do szczególnie skomplikowanych, jednak całkiem prosta też nie jest. Dzięki temu "Białe jak śnieg" świetnie sprawdza się jako niezbyt zobowiązująca lektura na wieczór czy dwa.

W końcu dostałam odpowiedź na dręczące mnie od pierwszej części ("Czerwone jak krew") pytanie - co zaszło między Lumikki a jej ukochanym. I przyznam, że wyjaśnienie mnie zaskoczyło, czegoś takiego kompletnie się nie spodziewałam. Jednocześnie dostałam kolejne niewiadome, których rozwiązania mam nadzieję znaleźć w ostatniej części przygód Lumikki, "Czarne jak heban". Oby było warto.

"Właściwe informacje otwierają te drzwi, które zazwyczaj zamknięte są na cztery spusty."

poniedziałek, 13 kwietnia 2015

S. Simukka "Czerwone jak krew"

Wydawnictwo: YA!  |  Ilość stron: 256  |  Seria: Lumikki Andersson (1)
Gdy Lumikki jak co dzień weszła do szkolnej ciemni, jej oazy spokoju, nie była przygotowana na to, co tam zastała. Widok ociekających rozwodnioną już krwią banknotów był dla niej szokiem. A to tylko pierwsze z wydarzeń prowadzących do uwikłania się w pewną niebezpieczną historię. Czy dziewczyna będzie w stanie wyjść z tego bez szwanku?

Skąd na podwórku szkolnej piękności wzięła się torba pełna zakrwawionych pieniędzy? Trafiła na niewłaściwy trawnik? A może jednak to ukochany tatuś Elisy, szanowany policjant jest zamieszany w szemrane interesy? Gdy staje się jasne, że Lumikki dowiedziała się o pieniądzach, Elisa korzysta z okazji, by podzielić się z nią swoimi obawami. Z kolei nasza dotąd unikająca kłopotów jak ognia bohaterka nie potrafi odmówić tak bezpośredniej prośbie i tym samym brnie coraz dalej w nieswoje sprawy, wystawia się na niebezpieczeństwo dużo większe niż troje znajomych, którzy znaleźli pieniądze. Podejmuje ryzyko dla osób, z którymi do tej pory nie zamieniła praktycznie ani słowa.

"Była sobie raz dziewczynka, która nauczyła się bać."

Książkę czyta się szybko i sprawnie, po części dzięki krótkim rozdziałom. Nie znajdziemy tu też przydługich opisów. Poza tym potrafi wciągnąć, a rozgrywające się wydarzenia mamy okazję poznawać z różnych perspektyw. Warto wspomnieć o tym, że autorka inspirowała się bajką o Królewnie Śnieżce, choć nie na tyle, by powieść stała się przewidywalna. Znajdziemy tu kilka jej fragmentów, a także bezpośrednie nawiązanie, jakim jest imię głównej bohaterki, ponieważ Lumikki jest właśnie odpowiednikiem naszej Śnieżki. Mroźna zima jest dla tej historii ciekawym tłem. Śnieg nadaje pewnego klimatu, utrudnia ucieczkę, zabarwia się na czerwono.

Spotkałam się z porównaniem Lumikki do Holmesa. Przyznam, że jest w tym trochę prawdy, jednak nie potrafię się z tym całkowicie zgodzić. Lumikki wykształciła pewien mechanizm obronny, z którego do tej pory korzystała jedynie dla własnych potrzeb i nie uległoby to zmianie, gdyby nie została wmieszana w tę sprawę. Można powiedzieć, że jej umiejętności są przesadzone. Można to też zrzucić na karb przystosowania do niesprzyjających warunków, do których niewątpliwie można zaliczyć dręczenie, jakiego doznawała w przeszłości. Jedno jest pewne - gdyby Lumikki choć trochę bardziej przypominała rozpieszczoną Elisę, jej szanse na wyjście cało z tej niespodziewanej sytuacji drastycznie by spadły. Poza tym jej działania wcale nie były tak doskonałe, popełniała błędy jak każdy.

"Nie zbieraj sił, aby się mścić. Zbieraj siły, aby uniknąć sytuacji, po której mogłabyś szukać zemsty."

To dziewczyna nieco pesymistycznie nastawiona do świata, a jednak bardzo wytrwała i pewna siebie. Nie jest osobą, która pogrąża się w beznadziei. Zamiast poddawać się, walczy do końca i zawsze szuka rozwiązania, jednak widać, że przeszłe zdarzenia mocno odcisnęły na niej swoje piętno. Choć jest silna, brzydzi się przemocą, ponieważ sama jej doświadczyła. Można się zastanawiać, dlaczego Lumikki nie powiedziała nikomu o swoich problemach, jednak właśnie takie nastawienie panuje w jej domu, gdzie o złych rzeczach się po prostu nie rozmawia. Ale dlaczego? Czyżby nie tylko ona ukrywała dramatyczne wydarzenia? Odpowiedź na to mogą przynieść dopiero kolejne tomy.

Do "Czerwone jak krew" podchodziłam z pewnym przymrużeniem oka chociażby ze względu na nieco zbyt wymyślne niebezpieczeństwa, z którymi musiała się zmierzyć Lumikki. Wciąż jest to jednak ciekawa i wciągająca lektura z wartką akcją i inteligentną główną bohaterką, na której przeczytanie nie zaszkodzi się skusić. Chętnie zapoznam się także z pozostałymi częściami "barwnej" trylogii.

"W domu wytapetowanym milczeniem nie można ni stąd, ni zowąd zaczynać generalnego remontu."