Pokazywanie postów oznaczonych etykietą niewydane w Polsce. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą niewydane w Polsce. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 3 marca 2019

Jakie mangi BL chętnie zobaczyłabym u siebie na półce?

Od pewnego czasu nawet jeśli wychodzą u nas mangi BL, które już znam i nawet lubię, coraz częściej rezygnuję z ich kupienia, po części jako oszczędność pieniędzy, po części miejsca na półce, bo - powiedzmy sobie szczerze - zamiast kupować i ponownie czytać to, co znam i pewnie długo do tego nie wrócę (jeśli w ogóle), wolę wybrać coś innego (chociaż znajdzie się i parę takich, nad którymi wciąż się zastanawiam). Są jednak takie tytuły, które z radością powitałabym na półce. I przyszło mi na myśl, żeby o paru takich mangach napisać.
PS próbuję wrócić do bardziej regularnego blogowania, ale jakoś ciężko mi to idzie :<<<

Zacznę z grubej rury, a co! Z grubej, bo seria liczy sobie aż 26 tomów. Nie żebym miała wielką nadzieję na jej wydanie, jednak kiedy zaczęłam tworzyć tę listę, jakoś naturalnie była jedną z pierwszych mang, jakie przyszły mi na myśl. Seria jest dość stara, a kreska zwłaszcza z początku może odstraszać, jednak autorka świetnie się spisała jeśli chodzi o ukazanie bohaterów i rozwoju zarówno ich relacji, jak i charakterów, o czym z resztą rozpisywałam się już jakiś czas temu.

Meguru Hinohara Therapy Game
To akurat (mam nadzieję) jak najbardziej realne mangowe marzenie, bo to spin-off już wydanej u nas mangi - Secret XXX. Już wtedy zakochałam się w przepięknej kresce i polubiłam bohaterów (i króliki!), ale to Minato od samego początku Therapy Game ujął mnie najbardziej. Chociaż Shizuma oczywiście też miał w tym swój udział. Czytałam mangę kiedy jeszcze wychodziła, a że bardzo chciałam wiedzieć co będzie dalej, to o ile tylko było to możliwe, rzucałam się na rozdziały po japońsku.

Chise Ogawa Owaranai Fukou ni Tsuite no Hanashi
Od tej autorki dostaliśmy już Caste Heaven i To nie tak, że cię kocham!. Pierwszego mam jeden tom, ale postanowiłam nie zbierać dalej, drugiej nie kupiłam, bo spośród mang autorki ta jakoś średnio mi się podobała. Owaranai... z kolei jakoś szczególnie zapadło mi w pamięć. Co tu wiele kryć? Mam słabość do bohaterów pokroju Takayukiego (Minato z Therapy Game też zalicza się do tej grupy), dumnych i niezależnych, często też z niewyparzonym językiem (co często nie ułatwia sprawy, a wręcz ją komplikuje), niedających łatwo poznać swoich nadziei czy słabości (przy czym to dość skrótowy opis). Życzę im jak najlepiej i już. Jest to jednak spin-off, więc pierwsze musiałoby pewnie być Gosan no Heart.

Sagami Waka Kuchizuke wa Uso no Aji
Manga z przepiękną kreską i fabułą pełną kłamstw oraz intryg. Czy można się zakochać w kimś, kto zarabia oszukując innych i przez kogo już na wstępie zostało się poważnie oszukanym? Okej, zakochać się to jedno, ale jak długo można wytrwać w związku-nie-związku z osobą, której działań i intencji nigdy nie możemy być pewni? Zdecydowanie nie jest to układ dla każdego, a jednak w przypadku tej dwójki działa (chociaż wątpliwości i podejrzeń jest cała masa, w końcu to one - oraz dawanie im wiary lub nie - są główną osią fabuły). Jak na razie manga ma cztery tomy.

Kei Ichikawa Blue Sky Complex
Od autorki mamy już Slow Starter (mam) i Uśmiechnij się do mnie (może jeszcze kupię) i zdaje się że dużo osób było zainteresowanych Blue Sky Complex, jednak, o ile dobrze pamiętam, przez jakieś komplikacje ze strony japońskiej (okej, sprawdziłam, chodziło o za duże wymagania) manga nie doczekała się wydania w Polsce. A szkoda, bo to naprawdę dobra historia.

Jest jeszcze jedna manga, nad której umieszczeniem tu się zastanawiałam, ale - niespodzianka! Nie tak dawno (a w każdym razie kiedy byłam w trakcie pisania) zapowiedziało ją Studio JG. Konkretnie chodzi mi o Kazoku ni Narouyo Kurahashi Tomo. Może nie jest jakaś wybitna, jednak czytało się ją całkiem miło, więc myślę, że się na nią skuszę.

sobota, 6 października 2018

Nakamura Asumiko "Yobidashi Hajime"

A tym razem nietypowo, bo o mandze, której nie widziałam nigdzie poza japońskim wydaniem, nawet w postaci skanów w jakimkolwiek języku. "Yobidashi Hajime" trafiło do mnie wraz innymi mangami Nakamury, które kupiłam po japońsku i grzecznie czekało na swoją kolej, by w końcu stać się pierwszą mangą, którą w całości przeczytałam po japońsku. A ponieważ jest to tytuł (jak mi się wydaje) mało znany, uznałam, że dobrze byłoby coś na jego temat napisać.

sobota, 19 maja 2018

Natsuhiko Kyogoku & Aki Shimizu "Ubume no Natsu"

"Ubume no Natsu" poznałam już jakiś czas temu dzięki przetłumaczonej na język angielski powieści Natsuhiko Kyogoku ("The Summer of the Ubume"). To pierwsza część serii książek pełnych tajemnic i mocno nawiązujących do japońskich wierzeń i folkloru. Niestety, tylko ta jedna została przetłumaczona (a i ją aktualnie bardzo trudno dostać). Są za to powstałe na ich podstawie mangi, a ponieważ bardzo chciałabym tę serię kontynuować, postanowiłam sprawdzić, jak "Ubume no Natsu" ma się do swojego książkowego pierwowzoru.

sobota, 25 czerwca 2016

Ishiwata Youji & Yamane Akihiro "Dendrobates"

"Dendrobates" już od dawna miałam w planach. Od tak dawna, że sama o tym zapomniałam i dopiero recenzja myszy mi o niej przypomniała (dziękuję! :D). A więc, zmotywowana, zaczęłam czytać i naprawdę nie spodziewałam się, że tak bardzo się wciągnę. Z początku zastanawiałam się, czy w ogóle pisać tę recenzję, ale ponieważ jakoś szczególnie dobrze pisało mi się o tej mandze, dylemat zniknął samoistnie. c:
Kojarzycie pewne małe żabki produkujące niezwykle silną truciznę? To właśnie tytułowe dendrobates, choć to nie na owych płazach skupia się akcja tej mangi. Przynajmniej nie bezpośrednio. Sengawa, choć niepozorny, podobnie jak wspomniane żabki, potrafi być zabójczy. Wielu stwierdziłoby pewnie, że nie skrzywdziłby nawet muchy. Co prawda formalnie jest funkcjonariuszem policji, ale jako że pracuje w księgowości, nikt nie bierze go na poważnie, często traktowany jest jak popychadło. On jednak uwielbia swoją pracę - daje mu dostęp nie tylko do pilnie strzeżonych danych, ale i do sejfu pełnego broni i innych skonfiskowanych przedmiotów. Co to ma do rzeczy? No cóż, nasz bohater prowadzi bardzo aktywne podwójne życie, a jego sekretna tożsamość obrosła już w legendę.

Jako Człowiek z Tysiącem Broni za odpowiednią opłatą działa tam, gdzie policjanci pozostają bezsilni lub w ogóle nie podejmują działania. Wypełnia zemstę w imieniu tych, którzy się do niego zwrócą, a jego zawód dodatkowo mu to ułatwia. Co więcej, jest w tym tak niezrównany, że nawet nie wszyscy wierzą w jego istnienie.

Pierwsze rozdziały przebiegają według podobnego schematu - ktoś przychodzi na posterunek, policja zawodzi, po czym do akcji wkracza Sengawa. I o ile ciekawie jest obserwować jego umiejętności i tak ogromną rozbieżność w jego zachowaniu, to jednak taka epizodyczność mogłaby się szybko znudzić. Na szczęście z czasem pojawiają się bardziej złożone historie oraz wątki, które będą się przewijać przez dłuższy czas, niektóre do samego końca.
Zaczynamy więc coraz lepiej poznawać Sengawę, jego przeszłość i możliwości. Z czasem niektórzy są coraz bliżej poznania jego sekretnej tożsamości, co zwykle kiepsko się dla nich kończy. Nie zabraknie również kilku innych bohaterów. Na początek jego koleżanka z pracy, Yoshimura, której, jak z czasem coraz wyraźniej można zauważyć, nie jest obojętny. Dziewczyna nie ma jednak pojęcia, jak wiele Sengawa ma do ukrycia. Ważną postacią jest również inspektor Miura, który twardo obstaje przy istnieniu Człowieka z Tysiącem Broni i prowadzi śledztwo w jego sprawie (przez co niektórzy z niego pokpiwają). I należy zaznaczyć, że nie jest to jakiś podrzędny glina, czego dowodem niech będzie chociażby to, że zaczął podejrzewać właśnie Sengawę. Spośród całej masy innych (często epizodycznych) postaci wyróżnia się też niewidoma artystka uliczna, która co prawda nie odgrywa jakiejś wielce znaczącej roli, jednak jest ciekawym urozmaiceniem. Poza tym wspomnę jeszcze o pewnej dociekliwej reporterce.

Za scenariusz odpowiedzialny był Ishiwata Youji, a rysunki to zasługa Yamane Akihiro. Może nie jest to kreska, którą wychwala się pod samo niebo (no... chyba że chodzi o ilustracje w kolorze, wtedy naprawdę jest na co popatrzeć), jednak jest całkiem w porządku i dobrze się tu sprawdza. Nie trzeba się zastanawiać, co się tak właściwie dzieje, jest czytelnie, tła też dobrze wyglądają. Sprawy, z którymi mamy w tej mandze do czynienia, są bardzo różnorodne - od oszustw, korupcji, handlu narkotykami i innych wykroczeń, aż po wykorzystywanie, gwałty i przestępczość zorganizowaną. Autorzy w żaden sposób nie starają się ugrzeczniać poruszanych tematów, przedstawiają je prosto, takie, jakimi są. Nie zabrakło tu również zagrań typowo fanserwisowych - skąpych strojów czy nagości. No i oczywiście Sengawa potrafi się naprawdę dobrze prezentować z tym swoim charakterystycznym uśmieszkiem.
Za plus "Dendrobates" uważam również to, że nie ma tu niepotrzebnych dylematów moralnych. Może i od czasu do czasu ktoś wspomni o słuszności lub jej braku w tym, co się dzieje, jednak sam Sengawa nie przeżywa żadnego kryzysu egzystencjalnego. Robi to, w czym jest dobry, cieszy się też zwyczajnym życiem, w międzyczasie próbując osiągnąć swój główny cel. Manga skupia się bardziej na akcji i całej masie niewiadomych dotyczących głównego bohatera oraz kolejnych wydarzeń, niż kwestii psychologicznej i właśnie tego od niej oczekiwałam. Ach! I podobało mi się zakończenie.

Prawda jest taka, że "Dendrobates" niezwykle wciąga. Ciekawy główny bohater, rozdziały przepełnione wartką akcją, brak niepotrzebnych dłużyzn - wszystko to sprawia, że tych sześć tomów kończy się bardzo szybko. Jeśli o mnie chodzi, w dalszym ciągu z chęcią czytałabym o podwójnym życiu Sengawy. Nie pogniewałabym się, gdyby ta historia była choć o jeden tom dłuższa. A jeśli "Dendrobates" zostanie wydane w Polsce, na pewno trafi na moją półkę.

sobota, 26 września 2015

Tagura Tohru "Koimonogatari" [BL]

Zwykle nie lubię recenzować pojedynczych tomów mang (oczywiście spośród tych, które liczą ich sobie więcej) czy też serii wciąż trwających i to nie tylko dlatego, że moje odczucia względem nich mogą ulec zmianie. Po prostu wolę wiedzieć więcej o opisywanych tytułach, lepiej poznać bohaterów, okoliczności, mieć pełny wgląd w sytuację. A jednak, jak to często bywa, istnieją również wyjątki i właśnie dlatego macie teraz okazję poczytać o "Koimonogatari" - mandze shounen-ai, która od samego początku oczarowała mnie nie tylko piękną kreską, ale i bardzo świeżym spojrzeniem na ten gatunek, wolnym od tak często powielanych schematów. Mam jednocześnie ogromną nadzieję, że któreś z wydawnictw spojrzy na ten tytuł łaskawym okiem i będę mogła się cieszyć upragnionym, papierowym wydaniem "Koimonogatari" na półce. Ale po kolei, na początek trochę na temat fabuły.

Hasegawa Yuiji już od pewnego czasu podejrzewał, że Yoshinaga Yamato jest gejem, a pewność zyskał, gdy przypadkiem podsłuchał jego rozmowę. Uwadze chłopaka nie umknęły również ukradkowe spojrzenia rzucane w stronę jego przyjaciela, wiedział jednak, że Yamato nie ma szans - Kyousuke uwielbia dziewczyny, a szczególną słabość ma do idolek. Nie zamierza jednak wnikać w sprawy Yoshinagi. Zrządzenie losu w postaci niezwykle sympatycznej Shibaty Natsumi i zorganizowanych z jej inicjatywy spotkań (wzajemna pomoc w nauce) sprawiło, że Yuiji, choć z początku nieco uprzedzony i niechętny, wkrótce przekonał się, że Yamato jest naprawdę w porządku. Zdążył go przez ten czas polubić, dlatego, kiedy dalsze udawanie, że o niczym nie ma pojęcia traci sens, Yuiji podejmuje decyzję i mówi mu o tym wprost - nie zamierza w żaden sposób ingerować w jego relacje z Kyousuke czy też zdradzać komukolwiek jego sekretu. Zamiast tego oferuje dalszą znajomość oraz coś niezwykle cennego - możliwość swobodnych rozmów na delikatne tematy, które dotąd z oczywistych powodów mógł poruszać jedynie przy zdającej sobie sprawę z jego orientacji Natsumi.

Tytuł tej mangi może być dość mylący. "Koimonogatari", a więc "Historie miłosne" w sposób naturalny kojarzy się z romansem, którego, jak dotąd, nie przyjdzie nam tu uświadczyć. Jest tylko nieodwzajemnione uczucie Yamato oraz Yuiji i jego dziewczyna (których związkowi również zostało poświęcone nieco miejsca). Zamiast tego dostajemy piękną, stopniowo rozwijającą przyjaźń. Yuiji, jak to ma w zwyczaju, jest szczery do bólu i, co ważne, nie zamierza traktować Yamato jakoś inaczej przez wzgląd na jego orientację. Chociaż zdaje się być lekkoduchem (i po części rzeczywiście nim jest), naprawdę bierze pod uwagę uczucia innych i chce być wobec nich w porządku, co dobrze widać po jego chęci wspierania Yamato. I to działa. Dzięki temu nasz drugi bohater może poczuć się nieco pewniej, ma przed kim wyznać swoje obawy, których nie brakuje. W mangach boys love jest to raczej rzadkość, jednak w tym przypadku nie miałabym kompletnie nic przeciwko, gdyby do końca zostali jedynie przyjaciółmi (zwłaszcza że na razie na nic więcej się nie zanosi). Dalej mamy jeszcze Natsumi, którą uwielbiam za jej otwartość, radosną postawę, przyjazne usposobienie i wsparcie, jakie od dawna zapewnia Yamato. Warto też wspomnieć o Sekim, którego Yamato uważa za najlepszego przyjaciela i czasami czuje się winny, że ukrywa przed nim swoją orientację. I na koniec (choć przez mangę przewija się zdecydowanie więcej postaci) Kyousuke, który również sprawia wrażenie całkiem sympatycznego. Podsumowując, "Koimonogatari" może się poszczycić naprawdę ciekawymi, umiejętnie wykreowanymi bohaterami, których zachowanie jest naturalne i zrozumiałe. Co więcej, znajdziemy tu sporo humoru, z którym autorka radzi sobie równie dobrze.

Tym, czego zdecydowanie nie mogłabym pominąć, jest kreska. Tagura Tohru naprawdę pokazała, na co ją stać, zwłaszcza w porównaniu z jej wcześniejszym zbiorem opowiadań, "Cello Mellow", gdzie kreska, choć już wtedy dość interesująca, miała sporo niedoróbek, szczególnie w kwestii anatomii i zachowania proporcji. Tutaj widać, że jej warsztat znacznie się rozwinął. Można powiedzieć, że postaci są nieco kanciaste, jednak ta cecha jest u autorki bardzo charakterystyczna i podoba mi się. Wprost uwielbiam kadry, na których autorka do cieniowania używa kresek - wygląda to naprawdę pięknie i przypomina mi trochę rysunki Hozumi. No i oczywiście postaci. Jeśli szukacie urodziwych chłopców, "Koimonogatari" jest strzałem w dziesiątkę, jednak i pojawiającym się tu dziewczynom nie brakuje uroku i można by się w nie wpatrywać przez dłuższą chwilę. Tagura Tohru nie ma też problemów z odpowiednim ukazaniem mimiki bohaterów, a niektórzy z nich mają charakterystyczne dla siebie gesty. Samo otoczenie również wygląda dobrze, a choć sporo teł pozostaje białych, nie sprawiają wrażenia pustki. W tle możemy znaleźć pełno roślinności, nie są to jednak kwiaty, a liście (czasami mam wręcz wrażenie, że to taka mała obsesja autorki).

Jak na razie manga Tagury Tohru liczy sobie jeden tom (cztery rozdziały). Sama autorka planuje zamknąć tę historię w trzech tomach, ale co z tego wyjdzie - zobaczymy. W każdym razie jestem bardo ciekawa, jak dalej potoczą się losy bohaterów i niecierpliwie czekam na kolejne rozdziały.

niedziela, 9 sierpnia 2015

Abe Miyuki "Komatta Toki ni wa Hoshi ni Kike!" [BL]

Tym razem nieco nietypowo, bo o mandze długiej (26 tomów), niewydanej w Polsce, a do tego nieco starszej (1997r.). Uprzejmie informuję, że zawiera wątki boys love. Wszystkich, którzy po tym stwierdzeniu nie zamierzają uciekać gdzie pieprz rośnie, zachęcam do przeczytania recenzji, bo myślę, że jest to manga naprawdę warta uwagi.
Po śmierci ukochanej babci Fujishima Takara, chłopak o dziewczęcej urodzie, która jednak w żaden sposób nie współgra z jego porywczą osobowością,  ma się wprowadzić do szkolnego dormitorium Kaze no Mon (Brama Wiatru). I tak też by było, gdyby nie mający miejsce już pierwszego dnia liceum incydent. Sprowokowany zaczepkami siedzącego obok ucznia Fujishima zakłóca ceremonię rozpoczęcia roku szkolnego i zostaje zawieszony w prawach ucznia na dwa tygodnie. Z tego właśnie powodu rozpoczyna szkołę nieco później, zaczyna od zera, w czasie gdy pozostali uczniowie zdążyli już nawiązać pierwsze znajomości. Co więcej, jego współlokatorem okazuje się być wzbudzający grozę Hosaka Kiyomine, ten sam, z którym pokłócił się już pierwszego dnia. No cóż, początek ich znajomości do łatwych nie należał, podobnie z resztą jak i dalsze jej etapy, jednak przy ich charakterach nie można się było spodziewać niczego innego.

Czyżby kolejne banalne love story rozgrywające się w męskim akademiku? W żadnym wypadku! Już po ilości tomów (26) można przypuszczać, że jest w tym coś więcej. W końcu jak długo można by było pisać o niczym, wciąż powielając mocno utarte schematy? Co do przydługiego tytułu, nie niesie ze sobą jakiegoś większego przesłania, a znaczy tyle, co "Jeśli masz kłopot, poproś gwiazdy o pomoc!". Autorka sama wspomniała, że kiepsko jej idzie wymyślanie tytułów.

"Komatta Toki ni wa Hoshi ni Kike!" (w skrócie "KomaHoshi") nie skupia się jedynie na dwójce głównych bohaterów - mamy tu całą gamę postaci pobocznych, w tym i przedstawicielki płci pięknej. Sporo miejsca zostało poświęcone sprawującym władzę w Kaze no Mon. Są to Kashiwagi Reiichi i Okuno Yoshiya. Niech was nie zmyli  wygląd i uprzejme zachowanie tego pierwszego - mimo pozorów, jakie sprawia, jest kuzynem Kiyomine, co już samo w sobie powinno stanowić ostrzeżenie. A trzeba wam wiedzieć, że rodzina Kashiwagich jest niezwykle wpływowa. Reiichi pod powłoką przykładnego ucznia (którym rzeczywiście jest) skrywa wiele cech charakterystycznych dla jego rodziny. Jest bardzo pewny siebie, potrafi być przebiegły, próżny, a nawet złośliwy. Ze swoim współlokatorem i zastępcą zna się od dziecka i bardzo dobrze się dogadują, jednak czuje się winny za coś, co w przeszłości spotkało Okuno. Z pozostałych mieszkańców dormitorium najbardziej wyróżnia się Aritomo, właściciel śnieżnej fretki imieniem Sakura i wielbiciel wszystkiego, co urocze. Szczególnie upodobał sobie Fujishimę, przez co często zdarza mu się od niego oberwać.

Mutsume i Nanase są przyjaciółkami Fujishimy z dzieciństwa, z którymi kiedyś był praktycznie nierozłączny. Obie traktują go jak członka rodziny, troszczą się o niego i martwią zmianami, jakie zaszły w nim po śmierci babci. Początkowo mają również wątpliwości co do towarzystwa, w jakim zaczął się obracać Fujishima, zwłaszcza co do jego współlokatora. Kiyomine nie należy do osób szczególnie towarzyskich - to nie ulega wątpliwości. A jednak zauroczona nim w gimnazjum Akari nie zamierzała stracić swojej szansy na znajomość z nim i nie poddawała się, choć jako jedyna się starała. Czy się opłaciło? Ta kwestia w znacznej mierze zależy od oczekiwanych rezultatów. Tak czy inaczej, odkąd pojawił się Fujishima i ona mogła zacząć lepiej dogadywać się z Kiyomine. Akari bywa dość porywcza, a jej hobby i jednocześnie źródło zarobku to robienie zdjęć dwójce naszych głównych bohaterów (najlepiej wspólnie), które następnie sprzedaje (w szkole jest to bardzo ceniony towar, zarówno wśród dziewcząt, jak i chłopców). Dalej mamy starszą siostrę Kiyomine, pracującą w policji Ayako, dla której chłopak zrobiłby praktycznie wszystko. I nawet nie próbujcie wspominać przy nim o jego siostrzanym kompleksie, chyba że życie wam niemiłe. Tata Fujishimy i jednocześnie jego jedyny krewny jest stale podróżującym fotografem i choć bardzo troszczy się o syna, czasami trudno jest mu to wyrazić słowami, a to, że widują się jedynie parę razy w roku również w niczym nie pomaga. Z chęcią napisałabym o jeszcze kilku postaciach, jednak pojawiają się one dopiero później, a nie chcę zdradzać za wiele.
Relacja między dwójką głównych bohaterów została przedstawiona iście mistrzowsko! Zaczęło się więc od obopólnej niechęci wywołanej kiepskim pierwszym wrażeniem. Ta z kolei nie przekształciła się ni stąd ni zowąd w zażyłość. Chłopcy powoli poznawali siebie nawzajem (co w dużym stopniu ułatwiało mieszkanie w jednym pokoju) - nie tylko zalety, ale przede wszystkim wady i słabości. Ze strony Kiyomine będzie to więc zwłaszcza jego trudny charakter, przez który wszyscy wolą trzymać się od niego z daleka i nie wchodzić mu w drogę, przygodne znajomości ze starszymi od siebie kobietami, a także siostrzany kompleks, który podchodzi już właściwie pod obsesję. Z kolei Fujishima przechodzi przez dość ciężki okres - śmierć babci mocno się na nim odbiła, nie może też liczyć na wsparcie ojca, który jako zawodowy fotograf jedynie sporadycznie przyjeżdża do Japonii; nie licząc Mutsumi i Nanase, których nie chce kłopotać, jest więc zdany na siebie. Jego początkowo wrogie nastawienie, porywczość i upartość również nie przysparza mu popularności, jednak stopniowo próbuje wprowadzać w życie rady ukochanej babci. Ale nie można się skupiać tylko na wadach, prawda? Ostatecznie Fujishima jest przecież odpowiedzialny, pracowity i życzliwy, a Kiyomine... też ma swoje dobre strony, choć nie pozwala tego dostrzec byle komu. Z czasem sytuacja między tą dwójką się klaruje, co wcale nie oznacza, że nie ma już nic, czego by o sobie nie wiedzieli. Praktycznie każde kolejne okoliczności przynoszą ze sobą coś nowego, a my otrzymujemy coraz lepiej rozwinięte portrety psychologiczne naszych nieco pokręconych bohaterów. Strach Fujishimy przed samotnością, pragnienie akceptacji i bycia kochanym; przeszłość, która kryje się za obecną postawą Kiyomine, wpływ tej dwójki na siebie nawzajem oraz wiele, wiele więcej tylko czeka na odkrycie. Ponadto autorka uwzględnia nie tylko bohaterów pobocznych, ale i tych epizodycznych. Wielu z nich będzie można się bliżej przyjrzeć, gdyż czasami to właśnie na nich skupia się fabuła.

Więc jak to jest z tymi wątkami boys love? Pocałunki są jedynie sporadyczne, jednak nawet wtedy nie uświadczymy tu żadnych namiętności. Jest to raczej jeden z wielu sposobów Kiyomine na drażnienie się z Takarą, czasami wręcz robienie mu na złość. Choć jeśli chodzi o przytulanie lub pewne sytuacje, które mogą zostać dwuznacznie odebrane, znajdzie się tego o wiele więcej (czasami nawet w miejscach publicznych). Ich relacja nie daje się łatwo określić - niby wykracza już poza ramy przyjaźni, a jednak trudno ją jednoznacznie zdefiniować i właściwie nikt się tego nie podejmuje, zachowując swoje spostrzeżenia dla siebie. Właśnie ten minimalizm sprawia, że istniejąca między nimi więź jest tym bardziej wyjątkowa. Urocze, a nawet i chwytające za serce momenty nie są jednak taką rzadkością - wiele razy będzie nam dane doświadczyć, jak wielkim są dla siebie nawzajem wsparciem, nawet jeśli poprzedzą to błędami i nieporozumieniami. Kiyomine nieco łagodnieje, staje się bardziej towarzyski (o ile w jego przypadku można w ogóle brać coś takiego pod uwagę), a Fujishima, który dotąd ze wszystkimi problemami radził sobie sam, pozwala sobie na odrobinę egoizmu, gdyż w jego towarzystwie czuje się swobodnie. Większość po prostu akceptuje taki stan rzeczy, choć są też osoby, którym to nie odpowiada. A jak to jest z pozostałymi bohaterami? Cóż, wśród nich również można zauważyć pewne przejawy bliższych relacji, jednak u nikogo nie jest to tak widoczne, jak w przypadku Fujishimy i Kiyomine.

Choć wiele osób daje się zwieść delikatnej powierzchowności Fujishimy, szybko zostają wyprowadzeni z błędu.  Czasami nawet dość gwałtownie. Tego typu sytuacje przewijają się przez całą mangę wielokrotnie, jednak nie na tyle często, by zaczęły być nudne. Przez wszystkie 26 tomów przewija się cała masa zarówno dramatów, jak i sytuacji komicznych, nie brakuje też wzruszeń i choć autorce zdarza się zahaczyć o przesadę, całość czyta się naprawdę przyjemnie. Kreska z początku mnie do siebie nie przekonywała, jednak należy pamiętać, że manga ta bierze swój początek w roku 1997. Zwłaszcza na początku można mieć kłopoty z odróżnieniem niektórych postaci (czasami jedyną różnicą jest właściwie fryzura), a Fujishima rzeczywiście bywa bardziej dziewczęcy od niektórych dziewczyn. Pomimo drobnego zniechęcenia, wkrótce się do tego przyzwyczaiłam i nie stanowiło to dla mnie żadnego problemu. Co więcej, o ile w kwestii postaci kreska raczej nie zachwyca, to już piękne krajobrazy, zwierzęta i skrupulatnie narysowane miejsca mogą robić wrażenie.

"KomaHoshi" nie należy do mang zbyt popularnych, nad czym przyszło mi ubolewać już wiele razy. To naprawdę interesująca, wielowątkowa historia, którą mogłabym czytać praktycznie bez końca, wciąż znajdując w niej coś nowego, przypominając sobie te szczegóły, które zatarły mi się w pamięci. I chociaż przeczytałam tę mangę już w całości (nie licząc kilku rozdziałów pod koniec, których po prostu nigdzie nie mogłam znaleźć), wiem, że jeszcze nieraz do niej powrócę. Zdaję sobie sprawę, że szanse na to są niezwykle znikome, jednak z ogromną chęcią postawiłabym sobie tę serię na półce.