Pokazywanie postów oznaczonych etykietą C.R.Zafón. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą C.R.Zafón. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 26 września 2016

C. R. Zafon "Gra anioła"

Wydawnictwo: Muza  |  Liczba stron: 512  |  Seria: Cmentarz Zapomnianych Książek (2)
Hmm, od czego by tu zacząć? Może na początek wspomnę, że nie do końca dowierzałam temu, jakoby powieści z cyklu Cmentarza Zapomnianych Książek można było czytać w całkiem dowolnej kolejności, ale może jednak? Choć pewne miejsca i osoby łączą te historie, robią to w sposób tak subtelny, że nie powinno to mieć wpływu na czerpanie przyjemności z lektury którejś z nich, można całkiem spokojnie zacząć od "Gry anioła", zwłaszcza że chronologicznie to ona jest pierwsza (chociaż z tego, co słyszałam, "Więźnia nieba" lepiej przeczytać po "Cieniu wiatru"). Tym razem przyjdzie nam obserwować, jak młody David Martin stawia swoje pierwsze kroki w literackim świecie. Począwszy od nic nieznaczącego gryzipiórka, poprzez dobrze zapowiadającego się debiutanta, aż po poczytnego autora - a to wciąż nie koniec. W trakcie swojej kariery David trafiał różnie - raz lepiej, raz gorzej i zwłaszcza na początku trudno mu było wiązać koniec z końcem. Nie musiało minąć wiele czasu, by zainteresował się nim pewien tajemniczy wydawca, którego propozycję pracy David przyjmuje jednak dużo później… Tylko czy naprawdę powinien? Dalej będziemy obserwować kolejne zmagania naszego bohatera: z terminami, wydatkami, uczuciami… ale nie będę się nad tym bardziej rozwodzić. Dodam jednak, że w końcu natrafi na ślad człowieka, który niegdyś był w całkiem podobnej do niego sytuacji, na pogrzebaną w przeszłości tajemnicę, której ujawnieniu pewni ludzie będą się starali zapobiec, a która może zaważyć na jego życiu. Czy będzie niebezpiecznie? Zdecydowanie.

"Nie da się żyć zbyt długo w realnym świecie. W każdym razie istota ludzka nie potrafi. 
Większą część życia spędzamy śniąc, przede wszystkim na jawie."

David to człowiek z pasją. Jego miłość do książek i pisania widać od samego początku. Zajęcie to pochłania go tak bardzo, że nieraz podporządkowuje mu wszystko inne, zamyka się na całe tygodnie w domu, pisze nocami, a w ciągu dnia odsypia, jada przy tym nieregularnie, na czym cierpi jego zdrowie. Pisanie jest więc nie tylko jego powołaniem, ale i przekleństwem. I chociaż z wiekiem stał się raczej oschły, wciąż potrafi wykrzesać z siebie trochę dobrej woli. Wiele zawdzięcza swojemu mentorowi, który nie tylko stale go wspierał, ale i stworzył mu szansę na debiut (chociaż uprzedzam, że z czasem ich relacje dość mocno się skomplikowały). Sporą rolę w życiu Davida odegrał także stary Sempere, służył swoją przyjaźnią i pomocą w trudnych chwilach, a także wprowadził go do Cmentarza Zapomnianych Książek. Jest też Cristina, do której David wzdychał od najmłodszych lat, nie licząc właściwie na wzajemność oraz Isabella, młoda pasjonatka literatury, którą, chcąc nie chcąc wziął pod swoje skrzydła (chociaż czasami można by się zastanawiać, czy aby nie było na odwrót). A tajemniczy wydawca o nazwisku Corelli? No cóż, myślę, że będzie najlepiej, jeśli poznacie go sami, aby nie uszczknąć nic z jego tajemniczości.

"- Proszę nie zmieniać tematu. Ja szukam przeciwieństwa intelektualisty, 
to znaczy kogoś inteligentnego. I już znalazłem.
- Schlebia mi pan.
- Nawet więcej, płacę panu."

Wierzcie lub nie, ale wiele razy musiałam się powstrzymywać (zwłaszcza na początku), żeby z tej mojej całej pisaniny nie wyszła recenzja porównawcza względem "Cienia wiatru". Wybaczcie więc (chyba że Waszym zdaniem nie ma czego), ale chociaż w tym akapicie chcę trochę się na ten temat rozpisać. O ile w kwestii bohaterów to Daniela polubiłam bardziej, to jednak mam wrażenie, że właśnie w "Grę anioła" łatwiej było mi się wgryźć, a czytanie szło mi po prostu szybciej. Życie Davida pełne jest niespodzianek, przeciwności, wciąż coś się zmienia, coś się dzieje. Nie ma więc miejsca na nudę, podczas gdy w "Cieniu wiatru" przez pewien czas wisząca nad Danielem groźba znacznie się oddaliła, by ponownie dać o sobie znać dopiero po latach. A co z elementami łączącymi obie historie? Na początku po prostu miło było znów usłyszeć o znajomych miejscach czy bohaterach oraz wszechobecnej na kartach powieści literaturze (jaki mól książkowy tego nie uwielbia?), jednak z czasem kolejne elementy układanki zaczęły do siebie pasować, dostajemy szerszy obraz całości.

"Nie ufam tym, którzy są przekonani, że mają wielu przyjaciół. To znak, iż nie znają ludzi."

Zafon w dalszym ciągu czaruje słowami, co sprawia, że powieść czyta się z przyjemnością, a opisywaną przez niego Barcelonę chce się poznawać coraz lepiej. Nie brakuje tu literatury, nie brakuje tajemniczości, zagadek i niebezpieczeństw. Jest też miłość, ale nie jakaś banalna. Jest miłość pod różnymi postaciami, ale jest też nienawiść, uraza oraz poczucie obowiązku, wszystko to należycie oddane, wciągające coraz głębiej w pogmatwaną, miejscami mroczną historię. Znalazłam tu także całą masę wartych zapamiętania cytatów (więc wybór tylko kilku, które tu umieszczę był naprawdę trudny). Mój powrót do Cmentarza Zapomnianych Książek okazał się bardzo udany i już nie mogę się doczekać, by sięgnąć po kolejną powieść autora (a Wam polecam zrobić to samo).

"[...] książki mają duszę, duszę tych, którzy je piszą, którzy je czytają i którzy o nich marzą."

sobota, 7 listopada 2015

C. R. Zafón "Cień wiatru"

Wydawnictwo: Muza  |  Ilość stron: 516  |  Seria: Cmentarz Zapomnianych Książek (1)
Czy książka może zaważyć na całym dalszym życiu jej właściciela? Zdecydowanie tak, zwłaszcza jeśli jest to powieść pochodząca z Cmentarza Zapomnianych Książek. Właśnie tam w roku 1945 spośród niezliczonych tomów na ciągnących się w nieskończoność półkach mały Daniel Sempere wybrał "Cień wiatru" autorstwa Juliana Caraksa. To za sprawą fascynacji tą książką i jej twórcą (znanym jedynie przez wąskie grono odbiorców) chłopiec poznała Gustava Barcelo oraz jego siostrzenicę, a swój pierwszy obiekt westchnień, Klarę. To tej książki - jedynego istniejącego egzemplarza - chciał tajemniczy, roztaczający woń spalonego papieru nieznajomy, który przedstawiał się imieniem diabła z powieści Caraksa. I choć chłopiec ze strachu znów ukrył "Cień wiatru" na Cmentarzu Zapomnianych Książek, po latach na nowo rozpoczyna swoje poszukiwania. Te, choć nieraz szły dość mozolnie, powoli odsłaniały mu coraz więcej szczegółów z życia uwielbianego autora, jednocześnie formując cały ciąg powiązań z różnymi, do tej pory mu nieznanymi ludźmi. To z kolei prowadzi do niebezpieczeństw, zwłaszcza gdy komuś nie odpowiada rozgrzebywanie przeszłości, a powiązane z tą historią osoby karmią go jedynie półprawdami.

Tym, co w "Cieniu wiatru" zdecydowanie przypadnie bibliofilom do gustu jest stała obecność książek. Julian wraz z ojcem prowadzi księgarnię, wielu ich znajomych przejawia zamiłowanie do literatury, poszukiwanie informacji o Caraksie prowadzi do poznania ludzi zafascynowanych jego twórczością, a ponad to wszystko jest jeszcze Cmentarz Zapomnianych książek, stanowiący spełnienie marzeń niejednego książkoholika. Dalej mamy bohaterów. Na początek Daniela, którego losy śledzimy już od dzieciństwa, a więc całkiem nieźle będzie nam dane go poznać. I choć teoretycznie wszystko powinno się obracać wokół "Cienia wiatru", w ciągu całego tego czasu znajdziemy wiele chwil, gdy bohater zapomina o powieści, a wspomniany już wcześniej antagonista zdaje się być jedynie odległą przestrogą, sposobem na przypomnienie Danielowi o Caraksie. W końcu przychodzi jednak czas, gdy dawne dążenia do poznania losów autora nabierają niejako rozmachu, a przed Danielem pojawiają się wyzwania i zagrożenia bardziej naglące oraz... miłość.

"W chwili, kiedy zastanawiasz się czy kogoś kochasz, przestałeś go już kochać na zawsze."

Książkę czytało mi się całkiem przyjemnie, jednak czasami (z pewnym zrezygnowaniem) zastanawiałam się, kiedy w końcu zacznie się coś dziać, zwłaszcza wtedy, gdy szukanie informacji o Caraksie schodziło na dalszy plan. W międzyczasie mogliśmy jednak poznać kilku innych bohaterów. Niewybaczalnym błędem byłoby nie wspomnieć chociażby o niezwykle barwnej postaci, jaką był Fermin Romero de Torres, uratowany od nędzy przez Daniela. Ten elokwentny, raz szarmancki, raz nieco wyzywający, lubujący się w wielkich teoriach i niewybrednych żartach człowiek niejednokrotnie stanowił dla naszego bohatera źródło wsparcia, a samej powieści dostarczał wiele humoru i szaleństwa. Patrząc na jego postawę aż trudno uwierzyć w to, jak wyglądała jego przeszłość. Dalej Bea, w której Daniel zakochał się z wzajemnością, choć rodzina wybrała jej już innego narzeczonego. Chyba domyślacie się, że nie obejdzie się bez kłopotów? Ojciec Daniela zawsze pozostawał gdzieś na uboczu, zwłaszcza że młody Sempere nie chciał wplątywać go w przybierające coraz niebezpieczniejszy obrót sprawy, jednak przez wielu był bardzo ceniony. I na koniec nieobliczalny, reprezentujący sobą wszystko to, co najgorsze inspektor Fumero, którego trudno byłoby nazwać stróżem prawa. Co prawda jest jeszcze kilka osób, o których mogłabym wspomnieć, jednak są na tyle powiązane z przeszłością Caraksa, że wolałabym tego uniknąć.

Wiele słyszałam o tej powieści, dlatego też moje oczekiwania były dość spore i przez dłuższy czas myślałam, że autorowi nie uda się ich spełnić. Na szczęście pomyliłam się i choć znalazło się kilka szczegółów, których się domyśliłam czy chociażby przypuszczałam, że mogą się okazać prawdziwe, zwłaszcza pod koniec dałam się wciągnąć w wir wydarzeń i bacznie obserwowałam, w jaki sposób Zafón splótł ze sobą losy tak wielu bohaterów. Już samo poznawanie przeszłości Caraksa ciekawiło, a co dopiero jej wpływ na życie Daniela i pozostałych postaci. Ostatecznie mogę z przekonaniem stwierdzić, że warto było sięgnąć po "Cień wiatru" i na pewno jeszcze zabiorę się za kolejne książki z serii o Cmentarzu Zapomnianych Książek.

"Książki są lustrem: widzisz w nich tylko to co, już masz w sobie."

czwartek, 12 czerwca 2014

C. R. Zafón "Marina"



Wydawnictwo: MUZA
Ilość stron: 304

"Marina" to ostatnia z powieści Zafóna zaliczających się jeszcze do młodzieżowych i jednocześnie ta, którą - jak sam autor twierdzi - darzy szczególnym sentymentem.  A choć nie czytałam jeszcze późniejszych jego dzieł, nie dziwię się, że tak właśnie jest. Ale o tym za chwilę...

Tajemnicze uliczki Barcelony, a gdzieś pośród nich z pozoru opuszczony dom, w którym jakby za zrządzeniem losu Óscar poznaje Marinę, piękną i równie zagadkową, jak otaczające ich miasto. Ale to nie koniec zbiegów okoliczności, gdyż już wkrótce ta dwójka nieświadomie wplątuje się w niebezpieczną sprawę, która od lat pozostaje poza świadomością ogółu. I może właśnie tak powinno zostać...

"Czas robi za ciałem to samo co głupota z duszą."

Choć był to początek czegoś niespodziewanego, nie musiało minąć dużo czasu, by niedawne wydarzenia stały się jedynie niewyraźnym zarysem, bliżej niesprecyzowaną obawą. Przynajmniej na razie. Tymczasem Óscar raz po raz wymyka się ze szkoły z internatem i spędza kolejne dni w towarzystwie Mariny i Germana, jej ojca, czując, że w końcu znalazł swoje miejsce. Nie są to jednak chwile pozbawione trosk, gdyż Óscar, choć niewtajemniczony w szczegóły, zdaje sobie sprawę, że za jakiś czas mogą nie spotkać się już w tym samym składzie.

A jednak wkrótce tajemnicze wydarzenia zaczynają konkurować z niezwykłą codziennością bohaterów, aż w końcu stają się na tyle poważne, na tyle natarczywe, by zdominować troski dnia powszedniego. Óscar i Marina wkraczają na pełną niebezpieczeństw drogę do poznania prawdy o pewnym okrytym złą sławą człowieku, Michale Kolveniku. Nie zabraknie elementów grozy, chociażby groteskowych postaci, zniekształconych chorych ludzi i bardzo nietypowych upodobań. Znajdzie się też miejsce na miłość, choć w dość niespodziewanej formie.

Przepełniona baśniowością, podszyta mrokiem - tak właśnie w dużym skrócie opisałabym "Marinę". Powieść ta jest inna od poprzednich dzieł autora (a tak się składa, że czytałam je zgodnie z kolejnością ich powstawania), jakby dojrzalsza, czy nawet lepiej przemyślana Jest magiczna, ujmuje swoim urokiem, na który składa się wiele czynników - od tytułowej bohaterki, poprzez malowniczą scenerię, aż po skrywaną od lat tajemnicę pełną sprzecznych emocji i ludzkich tragedii.

"Czasami to, co najbardziej prawdziwe, dzieje się tylko w wyobraźni. Wspominamy tylko to, co nigdy się nie wydarzyło."

Spośród bohaterów na pierwszy plan wybija się Marina - piękna, inteligentna i pełna zalet, jednak nie miałam wrażenia, by była zbytnio wyidealizowana. A jeśli już, to jedynie z powodu narracji z perspektywy Óscara, całkowicie podporządkowanego swojej fascynacji dziewczyną. German z kolei zwykle żyje jakby w półśnie - jak przystało na niezwykłego artystę, którym kiedyś był. Cóż, ten starszy pan z pewnością zasługuje na sympatię ze strony czytelnika. O innych nie będę się wypowiadać, gdyż bliżej można ich poznać wraz z rozwojem fabuły. Mogę jednak zapewnić, że znajdzie się tu jeszcze kilka ciekawych charakterów.

"Marina" naprawdę wciągnęła mnie w swój świat, zasypała mnogością wartych zapamiętania cytatów, zainteresowała niezwykłą tajemnicą, a także zaskoczyła niespodziewanym zakończeniem. Poza tym emocje bohaterów były tu równie ważne, jak tragiczna historia Kolvenika, co uważam za dobre rozwiązanie.Tak jak i autor, będę do tej książki żywić pewien sentyment, niewykluczone też, że za jakiś czas do niej wrócę, a jak na razie serdecznie ją polecam.

"Wszystkie baśnie są kłamstwem, choć nie wszystkie kłamstwa są baśniami."
9/10

wtorek, 15 kwietnia 2014

C. R. Zafon "Światła września"



Wydawnictwo: MUZA
Rok wydania: 2011
Ilość stron: 255

"Książę Mgły" naprawdę mi się spodobał i zachwycił niepowtarzalnym klimatem. Z "Pałacem Północy" już nie było tak dobrze, jednak dalej całkiem nieźle. I choć obiło mi się o uszy kilka mniej pochlebnych opinii odnośnie "Świateł września", postanowiłam na własną rękę przekonać się, czy rzeczywiście jest to najgorsza z wymienionych wyżej książek. Jakie były moje wnioski? Przekonajcie się.

Po wielu ciężkich chwilach, jakie nastały dla rodziny Sauvelle po śmierci Armanda - męża Simone i ojca Irene oraz Doriana - wreszcie uśmiechnął się los. Dobrze płatna praca na północy Francji i zapewnione zakwaterowanie było dla nich wybawieniem. Co więcej, ich gospodarz, choć ekscentryczny, sprawia wrażenie naprawdę miłego człowieka. Również nadmorskie miasteczko wraz z wszystkimi mieszkańcami bez komplikacji przyjęło ich w swoje progi. To ich szansa na lepsze życie. Coś jest jednak nie tak, a mające wkrótce miejsce niewyjaśnione morderstwo jedynie to potwierdza. Wraz z nim zaczynają się szerzyć pogłoski o podobnej sprawie z przeszłości. Jest też pewna legenda, tytułowe światła września. Co to wszystko ma znaczyć? I co takiego kryje się w otaczającym Cravenmoore lesie oraz samej posiadłości?

Wszechwiedzący narrator potęguje baśniowość powieści, jednak jest ona podszyta mrokiem, bliżej nieokreśloną obawą, która często towarzyszy bohaterom. Wystarczyło kilka barwnych opisów posiadłości pełnej lalek i wszelkiego rodzaju rękodzieł (zwłaszcza tych groteskowych), bym pozwoliła się wciągnąć w świat tej powieści. Uwielbiam takie klimaty. Niewątpliwą zaletą jest również dość kunsztowny, choć pozbawiony zbędnego patosu język, jakim posługuje się autor.

"Na tym świecie cieni i świateł wszyscy, każdy z nas, musimy odnaleźć swoją własną drogę."

Po latach niedostatku cała rodzina Sauvelle'ów z ulgą i wdzięcznością przyjmuje nastające w ich życiu zmiany. Dorian w końcu ma możliwość oddania się swojej pasji, Irene znajduje nie tylko przyjaciółkę, ale i swoją pierwszą, prawdziwą sympatię. Z kolei Simone powoli odnajduje się w swoich nowych obowiązkach, a także odkrywa, że Lazarus, jej chlebodawca może być świetnym kompanem do rozmów. Nie da się jednak nie zauważyć pewnych niepokojących faktów, chociażby korespondencji, która, nieotwierana, stale ląduje w płomieniach kominka. Poza tym rodząca się między nimi sympatia do niczego nie doprowadzi - ona jest wdową, on wciąż ma żonę, choć ta na skutek tajemniczej choroby od lat nie opuściła swojego pokoju. Ale czy uczucia można od tak zignorować?

Czytając "Światła września" nie mogłam się powstrzymać od skojarzeń z przeczytanymi wcześniej dziełami Zafona. Miałam wrażenie, że to już było, że autor się powtarza. I tak to właśnie wygląda, bo Zafon niejednokrotnie wykorzystuje użyte już w poprzednich historiach schematy. Zwłaszcza obecność latarni morskiej nieodmiennie przywodziła mi na myśl "Księcia Mgły". Poza tym nie przypadł mi do gustu wątek miłosny między Irene i Ismaelem (głównie jego początek) - ot, widzą się pierwszy raz, razem płyną na wyspę i już się w sobie po uszy zakochują. Taka banalna i zupełnie bezpodstawna miłość od pierwszego wejrzenia. Nie twierdzę, że nie mogłoby tak być, ale pasowałoby to jakoś umiejętniej rozegrać.

Nieodmiennie powraca również motyw błędów przeszłości, które nieustannie kładą cień na życie bohaterów, w tym przypadku właśnie Lazarusa Janna, utalentowanego fabrykanta zabawek i gospodarza rodziny Sauvelle. Co takiego zdarzyło się w przeszłości i jaki miało na niego wpływ? I oczywiście, jakie skutki dawne wydarzenia wywrą w obecnej sytuacji? Tego nie zdradzę, sprawdźcie sami.

Mimo tych kilku moich skarg książkę czytało mi się całkiem przyjemnie. Podobała mi się również sama historia, na której oparta była akcja. Kolejna książka Zafona również ma w sobie coś magicznego, choć to już nie to samo uczucie, co za pierwszym razem. Jeśli nie macie względem niej zbyt wygórowanych wymagań lub będzie to Wasze pierwsze spotkanie z twórczością autora, śmiało możecie po nią sięgnąć.


"Szkoda czasu na jakiekolwiek próby zmieniania świata, wystarczy uważać, by świat nie zmienił ciebie."
7/10

sobota, 21 grudnia 2013

C. R. Zafon "Pałac północy"


Pałac Północy - Carlos Ruiz Zafón

Wydawnictwo: MUZA
Rok wydania: 2011
Ilość stron: 287

W dniu, gdy stworzona przez grupkę podopiecznych St. Patrick organizacja ma zostać oficjalnie rozwiązana (ponieważ wkrótce mają opuścić sierociniec), historia opowiedziana przez Sheere zmienia wszystko. Do Chowbar Society, organizacji zobowiązującej swoich członków do niesienia sobie wzajemnej pomocy, dołącza kolejna osoba (choć przyjechała tu na krótko). Za cel stawiają sobie odnalezienie w Kalkucie pewnego domu, jednak niespodziewanie sprawy bardzo się komplikują. Ben dowiaduje się, że ktoś czyha na jego życie i nie tylko on sam jest w niebezpieczeństwie. Niedopowiedzenia, tajemnice, niezwykłe zdarzenia i morderca, który nie cofnie się przed niczym... Czy w tej sytuacji członkowie Chowbar Society wywiążą się z nałożonych na siebie zobowiązań?

Wciągająca, przepełniona mieszanką magii i tajemnicy, a jednocześnie lekka, napisana przystępnym i barwnym językiem. Taka jest właśnie ta historia. Bohaterowie są różnorodni, może nieszczególnie zaskakujący czy warci większej uwagi (może poza Benem), po prostu zwyczajni i dzięki temu wiarygodni. Widać, że ich wzajemne oddanie jest szczere. Chętnie dowiedziałabym się więcej o samym Benie, charakteryzującym się ciekawą osobowością, której jednak nie było mi dane poznać bliżej, gdyż na pierwszy plan niezmiennie wysuwała się owa tajemnica, mająca swój początek w nieznanej mu przeszłości. Przeszłości, od której nie da się uciec, nawet nie będąc świadomym, czego dotyczyła. Ucieczka jest jedynie odwlekaniem w czasie nieuniknionego, ponieważ demony przeszłości bywają bardzo cierpliwe. Czy nasi bohaterowie będą w stanie sprostać czekającym na nich wyzwaniom? Ile będą musieli poświęcić, aby wyjść cało z niebezpieczeństwa?

Choć ta książka nie wywarła na mnie aż takiego wrażenia, jak "Książę Mgły", nie można odmówić jej swoistego uroku, sprawiającego, że tak dobrze się ją czyta. Mimo to muszę przyznać, że opisana tu historia nie do końca mnie przekonała. Czegoś mi brakowało, jednak nie przeszkodziło mi to w czerpania przyjemności z lektury. Właściwie dopiero teraz poczułam chęć zapoznania się z późniejszymi powieściami autora i z niecierpliwością będę wyczekiwać tej sposobności. Czy przeczytać "Pałac północy"? Na to pytanie niech każdy odpowie sobie sam. Ja w każdym razie nie żałuję tej decyzji.

"Bo dać wiarę prawdzie, to rzecz najtrudniejsza i nic tak nie kusi jak kłamstwo, zwłaszcza potężne."
7/10

piątek, 17 maja 2013

C. R. Zafón "Książę Mgły"


Książę Mgły - Carlos Ruiz Zafón


Wydawnictwo: MUZA
Rok wydania: 2010
Ilość stron: 198

"Rodzina Carverów przeprowadza się w roku 1943 do malej osady rybackiej na wybrzeżu Atlantyku. Zamieszkuje w domu należącym niegdyś do rodziny Fleischmannów, których dziewięcioletni syn Jacob utonął w morzu. Od pierwszych dni dzieją się tutaj dziwne rzeczy; nocą w ogrodzie Max widzi posągi artystów cyrkowych. Dzieci poznają kilkunastoletniego Rolanda, od którego usłyszą różne ciekawostki o miasteczku i o zatopionym pod koniec pierwszej wojny statku. Poznają również dziadka Rolanda, latarnika Victora Kraya. To on opowie im o złym czarowniku, Księciu Mgły, który gotów jest spełnić każde życzenie lub każdą prośbę, ale w zamian żąda bardzo wiele. Coś, co dzieciom wydaje się jeszcze jedną miejscową legendą, niebawem okazuje się zatrważającą prawdą."

Opinie na temat przeprowadzki były podzielone – ojciec zachwycał się nowym miejscem, matka przyjmowała to wszystko bez większego entuzjazmu, młodsza z sióstr, Irina, była raczej pozytywnie nastawiona ze względu na przygarniętego pupila, a Alicja podchodziła do tej sytuacji z rezerwą. Jeśli chodzi o Maksa, podobało mu się nowe miejsce, jednak nie mógł oprzeć się wrażeniu, że jest tu intruzem. Odczucie to jedynie potęgowały dziwne zdarzenia, napotykany w wielu miejscach tajemniczy symbol oraz pełen posągów zapuszczony ogród, który napawał go nieokreślonym lękiem. Wkrótce chłopiec poznaje Rolanda, który staje się jego przyjacielem. Razem z nim Max i Alicja spędzają dużo czasu i mają okazję na własne oczy zobaczyć wrak zatopionego wiele lat wcześniej statku. Poznają też związaną z nim historię, która, w połączeniu z kolejnymi wydarzeniami, zaczyna bardzo niepokoić całą trójkę…

"Pewne obrazy z dzieciństwa zostają w albumie pamięci wyryte niczym fotografie, niczym sceneria, do której człowiek zawsze wraca pamięcią, choćby upłynęło nie wiadomo jak wiele czasu."

Ciągłe tajemnice spędzają sen z powiek naszym bohaterom, robi się niebezpiecznie, a słowa dziadka Rolanda jedynie pogłębiają ich niepewność. Maksowi wydaje się, że nadal nie znają całej prawy, a stary latarnik najwyraźniej nie zamierza się nią z nimi podzielić. Czy uda im się dostrzec sens tego wszystkiego zanim będzie za późno? Co planuje złowieszczy Książę Mgły? I kim on właściwie jest?

Książka już od samego początku roztacza aurę magii i tajemniczości (także za sprawą urzekającej okładki), która sprawia, że trudno się od niej oderwać nawet na chwilę. Podobny skutek wywiera lekki język powieści. Bardzo spodobał mi się wykreowany przez autora świat - z jednej strony taki prawdziwy i niezwykle interesujący, a jednocześnie baśniowy. Z wielką chęcią śledziłam losy bohaterów, dałam się porwać w wir wydarzeń i niemal całą książkę przeczytałam za jednym razem. Przeczytamy tu o przyjaźni, pierwszej miłości, a także poświęceniu i wielu innych tematach, które warto poruszyć. Ponadto, choć "Książę Mgły" jest raczej krótką książką, nie pozostawia po sobie uczucia niedosytu, jak to czasami bywa.

Tak się złożyło, że swoją przygodę z twórczością Zafóna rozpoczęłam właśnie od pierwszej jego książki i jestem pewna, że na tym nie poprzestanę. Choć "Książę Mgły" zaliczany jest do literatury młodzieżowej, moim zdaniem dzięki tej baśniowości każdy znalazłby tu coś dla siebie. To świetna lektura, aby oderwać się na chwilę od rzeczywistości. Polecam. :)

„Ale błędem, poważnym błędem jest wiara w to, że można ziścić swoje marzenia, nie dając nic w zamian.
Nie wydaje ci się? Powiedzmy, że nie byłoby to sprawiedliwe.”
6/6