Pokazywanie postów oznaczonych etykietą J.Chmielewska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą J.Chmielewska. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 18 sierpnia 2015

J. Chmielewska "Krokodyl z Kraju Karoliny"

Wydawnictwo: Olesiejuk  |  Ilość stron: 268  |  Kolekcja: Królowa Polskiego Kryminału (3)
Czyżby u Alicji wystąpiły pierwsze objawy paranoi? Niestety nie. Chwileczkę... "Niestety"? Dokładnie tak, gdyż rzeczywistość okazała się o wiele niebezpieczniejsza. Obawy, które Joanna początkowo zlekceważyła okazały się jak najbardziej słuszne i wkrótce stało się jasne, że Alicja wie za dużo. Komuś z kolei bardzo to nie odpowiada, więc usilnie stara się ją uciszyć. Ze sporym powodzeniem, gdyż dzień po pierwszej, poważnej rozmowie na ten temat Joannie pozostaje jedynie spełnić ostatnią wolę przyjaciółki i bacznie rozejrzeć się po jej mieszkaniu - obecnie miejscu zbrodni. To, na szczęście, nie okazało się trudne z jej znajomościami ze stróżami prawa, a szczególnie bliską relacją z pewnym prokuratorem (poznanym w "Wszyscy jesteśmy podejrzani"). Gorzej ze zrozumieniem pozostawionych przez zamordowaną wskazówek. Czyżby Alicja przeceniła możliwości Joanny?

Odtąd nasza bohaterka za punkt honoru stawia sobie rozwiązanie tej sprawy i - co istotne - odsunięcie od podejrzeń osoby, którą Alicja z takim oddaniem kryła. Ale o co w tym wszystkim może chodzić? Kolejne domysły Joanny prowadzą do nader śmiałych wniosków, a tymczasem ma jeszcze na głowie przesłuchania, których nie uniknie nawet we własnym domu (sprawa o tyle delikatniejsza, że jej zwyczajowe wykręty mogą nie zadziałać na ukochanego, potocznie zwanego Diabłem), oraz obronę przyjaciela przed niesłusznymi oskarżeniami. Czyżby była to afera na skalę światową, a może jednak za bardzo ponosi ją wyobraźnia? Czego mogła się dowiedzieć jej przyjaciółka? Jakby tego było mało, dziwnym trafem z kostnicy znikają zwłoki Alicji. I jak tu nie zwariować?

Na Joannę czeka wiele dylematów - z wielkimi trudnościami dalej prowadzić własne dochodzenie i zwodzić policję, czy jednak dla dobra śledztwa podzielić się ze stróżami prawa posiadaną wiedzą? Tyle szczegółów wciąż wymaga wyjaśnienia, a przecież nawet nie wie, ile może powiedzieć, by nie zaszkodzić osobie, którą chciała chronić Alicja. Co więcej, informacje, jakie mogłaby uzyskać w zamian stanowią bardzo kuszącą perspektywę. W końcu na jaw wychodzi, że cała afera ma coś wspólnego z ich pobytem w Danii, a utrudniony kontakt z narzeczonym Alicji, skądinąd Duńczykiem, w tej sytuacji wydaje się jeszcze bardziej podejrzany. Czyżby miał coś na sumieniu?

W tym wszystkim nie zabrakło oczywiście tak charakterystycznego dla Chmielewskiej humoru, którego źródło stanowiła głównie Joanna i jej wymyślne przekręty. Te jednak nie zawsze działały tak, jak powinny - Diabeł za dobrze ją zna, co więcej w kilku przypadkach nie pozostaje jej dłużny. Również jej pobyt w Danii - zarówno ten związany ze śledztwem, jak i wcześniejszy, który wspomina - jest przepełniony komicznymi sytuacjami, a szpilki z krokodyla i hazardowe zapędy bohaterki nie pozostają bez echa dla całej powieści. No i jeszcze jedna sprawa - Alicji należy się spore uznanie za stworzenie tak sprytnych wskazówek i to jeszcze pod presją czasu. Joanna z kolei, choć miała pewne problemy, całkiem nieźle poradziła sobie z ich rozwikłaniem.

Królowa polskiego kryminału znów mnie nie zawiodła i naprawdę dobrze bawiłam się śledząc kolejne poczynania Joanny, której dziwne okoliczności zdają się nie opuszczać ani na chwilę. Z nią po prostu nie można się nudzić. I chociaż znalazłam tu parę nieścisłości, które nie dają mi spokoju (a których nie będę przytaczać, ponieważ pojawiły się na samym końcu), jestem zadowolona z lektury.

"Podobno myślenie daje niekiedy oszałamiające rezultaty..."

poniedziałek, 16 marca 2015

J. Chmielewska "Wszyscy jesteśmy podejrzani"

Wydawnictwo: Olesiejuk | Ilość stron: 250 | Kolekcja: Królowa Polskiego Kryminału (2)
Joanna od zawsze chciała napisać powieść, jednak tworzone przez nią ewentualne scenariusze z reguły nie przebiegały tak, jak by sobie tego życzyła. Bujna wyobraźnia z powodzeniem działała bez udziału jej świadomości, stawiając wyimaginowanych bohaterów w sytuacjach, które trudno następnie rozwinąć. Mówiąc krótko, była ofiarą swojej własnej wyobraźni.

Pewnego razu stanęła jej przed oczami niespodziewana scena - jeden ze współpracowników duszony paskiem od fartucha. Zaintrygowana nietypową wizją, opowiada o niej kolegom z pracy, prosząc następnie o ich opinie na temat owej zbrodni i ewentualnych sprawców. Ostatecznie w całą historię zostaje wtajemniczona niemal cała pracownia, wliczając w to Tadeusza - ofiarę ewentualnej zbrodni. Już i tak nietypowa codzienność zespołu kompletnie wywraca się do góry nogami w chwili, gdy Tadeusz zostaje odnaleziony w sali konferencyjnej martwy, z paskiem owiniętym wokół szyi...

Wezwani na miejsce przedstawiciele władzy będą mieli twardy orzech do zgryzienia. Popełniona w zamkniętej przestrzeni zbrodnia, o której jeszcze niedawno rozprawiało niemal całe biuro, a do tego około dwudziestu zżytych ze sobą podejrzanych, z których, jak się okazuje, praktycznie każdy mógł mieć motyw. Sprawy nie ułatwia także panująca w pracowni absurdalna atmosfera, która niejednego wyprowadziłaby z równowagi oraz liczne, choć niekoniecznie znaczące, machlojki, których podejrzani nie mają najmniejszego zamiaru ujawniać. Poza tym na  cały personel składają się niezwykle barwne, zdrowo pomylone osobowości.

"Ostatnim przebłyskiem świadomości pomyślałam jeszcze, że skoro nie mogę dyskutować z Alicją, to niech będzie, podyskutuję z diabłem. I rzeczywistość skończyła się definitywnie."

Joanna, bez której ingerencji cała sprawa nie byłaby tak niezwykła, nie mogła oczywiście siedzieć z założonymi rękami. Zaczęła działać niejako na dwa fronty, prowadząc własne śledztwo i służąc pomocą przedstawicielom władzy, od których mogła w ten sposób wyciągnąć nieco informacji. Poza tym osoba przystojnego prokuratora z pewnością pozytywnie wpływała na chęć współpracy... Joanna (uznana za względnie niewinną, choć nie do końca oczyszczona z podejrzeń) z powodzeniem zbierała kolejne, często poufne informacje od współpracowników i nie bez pewnych trudności wysilała swoje szare komórki, w czym to pomagała jej koleżanka oraz wyglądający dziwnie znajomo diabeł (wytwór bujnej wyobraźni, czy rzeczywisty twór? To zostawiam już pod Waszą rozwagę). Ale czy zdoła w pełni racjonalnie ocenić sytuację, skoro wmieszani są w nią tak bliscy jej ludzie? Czy będzie w stanie przekazać policji najważniejsze informacje, nie tracąc przy tym zaufania kolegów z pracy?

I to jest właśnie Chmielewska, którą lubię! Po rozczarowaniu, jakim mimo wszystko był "Lesio" mogę już odetchnąć z ulgą, bo szalony (i jednocześnie nie tak głupawy) humor autorki wraz z nieobliczalnymi zwrotami akcji powrócił. Co prawda przedstawionych nam już na samym początku bohaterów trudno spamiętać, jednak wraz z rozwojem akcji umieszczone na samym początku opisy nabierają coraz więcej sensu. Jeśli chodzi o wątek romantyczny, podobał mi się. Był widoczny, czasami nawet mocno akcentowany, jednak nie przyćmiewał głównych wydarzeń. Poza tym polubiłam dialogi między prokuratorem i Joanną (inne jej wypowiedzi, zwłaszcza te najbardziej cięte, z resztą też). "Wszyscy jesteśmy podejrzani" jak najbardziej mogę polecić.

środa, 7 stycznia 2015

J. Chmielewska "Lesio"


Wydawnictwo: Olesiejuk
Ilość stron: 315
Kolekcja: Królowa Polskiego Kryminału (1)

Myślę że, autorka już na początku książki bardzo trafnie ujęła, jak to z tym Lesiem jest, dlatego też po prostu przytoczę jej słowa: "Lesio bowiem istnieje. Istnieje wyraźnie, realnie, zdecydowanie, a niekiedy nawet z hukiem. [...] Charakter Lesia, acz szlachetny, jest nad wyraz skomplikowany, dusza pełna fantazji, a życiorys bogaty w wydarzenia. Może nie wszystkie z opisanych tu czynów popełnił. Ale z pewnością do wszystkich był zdolny."

Na tę książkę składają się trzy opowiadania. W "Zbrodni niedoskonałej" przede wszystkim przyzwyczajamy się do nietypowości Lesia. A przynajmniej mi zajęło to dłuższą chwilę. Możemy przyjrzeć się jego zbrodniczym zapędom (w końcu właśnie one są tu głównym tematem), codzienności i wpływowi różnych czynników na efektywność jego działalności zawodowej. Poznamy też opinię, jaką mają na jego temat współpracownicy. "Napad stulecia" ukazuje losy naszego zespołu architektów w czasie bezpośrednio poprzedzającym ogłoszenie wyników pewnego bardzo dla nich ważnego konkursu. A łatwo im nie będzie, gdyż pochłonięci konkursowym projektem zaniedbali pozostałe obowiązki. Jak wydostać się z poważnych kłopotów finansowych? Cóż, sposoby mogą być różne, a ponieważ mamy tu do czynienia z Lesiem... Podczas ostatniego opowiadania - "Droga do chwały" - zespół architektów, powiększony o osobę pewnego cudzoziemca, wybiera się na prace w terenie. Aby nie zdradzać za wiele dodam tylko, że bez kłopotów się oczywiście nie obejdzie.

Względem "Lesia" miałam dość duże oczekiwania, gdyż słyszałam o nim sporo dobrego. A jednak tym, co odczułam po rozpoczęciu lektury było rozczarowanie. Rozczarowanie, gdyż jedna z najpopularniejszych książek Chmielewskiej (skądinąd lubianej przeze mnie autorki) zdawała się reprezentować ten typ humoru, którego, krótko mówiąc, nie trawię. Z każdą kolejną stroną z pewnym niesmakiem cisnęło mi się na usta pytanie: jak taki Lesio zdołał się do tej pory uchować na tym świecie? Pomimo początkowych zgrzytów, później było już lepiej. Może przywykłam, może autorka nieco spuściła z tonu, ale tak czy inaczej zaczęło się robić zabawnie. Nic jednak nie poradzę na to, że mimo wszystko akcja jakoś mi się dłużyła. Momenty, w których szczerze się śmiałam przeplatane były wydarzeniami w moim mniemaniu przeciętnymi lub nawet gorzej. Aż przyszedł czas na ostatnie z opowiadań, które sprawiło, że dałam "Lesiowi" lepszą ocenę, niż początkowo zamierzałam. Bo było naprawdę zabawnie, bo praktycznie żaden szczegół mnie nie denerwował. I to jest właśnie Chmielewska, którą lubię.

Pozwólcie więc, że teraz skupię się na plusach. Obecność obcokrajowca, z którym zespół ledwo był w stanie się porozumieć, wprowadziła naprawdę wiele humoru. Liczne nieporozumienia, przeinaczanie słów, mieszanka języków i próby zrozumienia sensu całości dawały przekomiczny efekt. Do tego dochodzą również zabawne, niekiedy niebezpieczne sytuacje, których inicjatorem zwykle jest Lesio oraz wydarzenia przebiegające niebezpiecznie blisko granicy ze zbrodnią. A wszystko to z dużą dawką wszechobecnego humoru i ironii.

Mimo wszystkich moich uwag nie odradzam nikomu "Lesia". Początkowe trudności w zaakceptowaniu tytułowego bohatera ostatecznie zostały mi w pełni wynagrodzone. "Droga do chwały" zdołała przyćmić wszystkie moje dotychczasowe narzekania. Może i w Waszym przypadku tak będzie, może nawet będziecie się dobrze bawić już od samego początku, pomimo fajtłapowatości, nieporadności i niewątpliwych braków w charakterze Lesia. Ostateczna decyzja jak zawsze należy do Was.
"Człowiek, który stracił wszystko, siłą rzeczy nie ma już nic do stracenia. Lesio stał się nagle takim właśnie człowiekiem. Po trzecim kolejnym klinie poglądy na swoją sytuację ustalił ostatecznie i poczuł się nawet dumny, że tak imponująco udało mu się stoczyć w przepaść."
6/10

środa, 26 grudnia 2012

J. Chmielewska "Upiorny legat"




Wydawnictwo: Czytelnik
Rok wydania: 1977
Ilość stron: 318

"Różne osoby zaczęły się interesować, co on w tym ma i dlaczego mu tak na tym muzeum zależy. W końcu odbadano, że posiada znaczki, jakich świat nie widział, bez mała lepsze niż królowa Elżbieta. Chyba je kiedyś komuś pokazał, rozumiem, że na wabia, żeby pchnąć sprawę muzeum, ten ktoś prawdopodobnie nie wytrzymał, puścił farbę, no i trochę się rozeszło. Od razu się nim zaciekawiły tak zwane elementy." (fragment z okładki)

Ostatnimi czasy trudno mi było znaleźć chwilę na czytanie, jednak w końcu nie wytrzymałam i uznałam, że muszę sięgnąć po jakąś niezobowiązującą lekturę, najlepiej z odrobiną humoru. Z pomocą przyszedł mi "Upiorny legat" Joanny Chmielewskiej, którego wypatrzyłam w domowej biblioteczce. Z twórczością tej autorki miałam okazję się zapoznać już kilka razy i nie byłam zawiedziona. Uznałam, że ta książka nada się świetnie.

"Ktoś mnie w coś wrabia. Obcy nieboszczyk do mnie dzwonił. Chyba w ogóle coś się dzieje..."

Naszej bohaterce już od jakiegoś czasu zdarzają się dziwne rzeczy, tym razem jednak było to coś innego. Zadzwonił do niej człowiek proszący o wezwanie milicji, podał też adres. Początkowo myślała, że to żart. Mieszkał blisko, więc postanowiła to sprawdzić. Co zastała na miejscu? Swojego rozmówcę, jednak już martwego. Tak oto została wmieszana w sprawę zabójstwa, jednak zanim przyjrzymy jej się bliżej, opowiada nam o owych dziwnych zdarzeniach, które ją spotkały. Chętnie współpracuje z milicją, jednak o niektórych sprawach nie mówi i próbuje na własną rękę dowiedzieć się o co w tym wszystkim chodzi. Czy jej się uda? Do tego wszystkiego dochodzi afera przemytnicza, kradzieże dolarów, bardzo cenne znaczki i Wiśniewski, który co jakiś czas przekazuje spore kwoty na skarb państwa. Centralnym punktem tego wszystkiego wydaje się być nasza bohaterka. Dlaczego właśnie ona? Cała sytuacja gmatwa się coraz bardziej. Czy to możliwe, że to wszystko jakoś się ze sobą łączy?

"Najgorzej, jak się za przestępstwa biorą przyzwoici ludzie, pomysły mają nie z tej ziemi i sam diabeł za nimi nie trafi."

Co ciekawe, niemal do połowy książki nie mamy pojęcia jak nazywa się główna bohaterka, a gdy się tego dowiemy, na naszej twarzy może się pojawić nieśmiały uśmiech. ;P
Lubię styl Chmielewskiej. Pisze o zbrodni tak swobodnie, jakby opowiadała jak jej minął dzień. Do tego trochę humoru, co sprawia, że książkę czyta się bardzo przyjemnie. Wątek kryminalny był bardzo zagmatwany, co sprawiało, że czasami całkiem rezygnowałam z prób wyjaśnienia tego na własną rękę, choć wcale mnie nie zniechęcało do czytania. Przedstawione tu postacie są barwne i różnorodne. Jeśli lubicie kryminały Chmielewskiej, polecam. ;)

+4/6

niedziela, 15 kwietnia 2012

Joanna Chmielewska "Boczne drogi"



Wydawnictwo: Czytelnik
Rok wydania: 1976
Ilość stron: 302

"Teresa wyjrzała właśnie z kuchni, czyniąc jakieś gwałtowne gesty. Wzywała nas do siebie, zarazem nakazując milczenie. Zerwałyśmy się, bardzo zaintrygowane, i na palcach pośpieszyłyśmy ku niej.
- O co ci... - zaczęła Lucyna i natychmiast zamilkła.
Ktoś był na podeście za drzwiami. Rozlegało się tam lekkie poskrzypywanie desek i ostrożne, skradające się kroki. Odgłosy dobiegały cicho, wydawały się jakoś dziwnie podejrzane i napawały zgrozą. Brzmiały tak, jakby ów ktoś zbliżył się do naszych drzwi i zastygł za nimi w bezruchu.
Na długą chwilę również zastygłyśmy w bezruchu. Coś przerażającego powiało przez gościnną kuchnię i na moment zabłysło mi ponętne przypuszczenie, że, być może, w tej baszcie straszy."

Jest to kryminał, ale całkiem inny. Dziwi to, że nikogo tam nie mordują, ale nie nastawiajcie się przez to sceptycznie. Do Polski przyjeżdża ciotka z Kanady. Razem z siostrami i siostrzenicą zwiedza rodzinny kraj. Z początku wszystko jest w porządku. Potem w hotelu przez przypadek podsłuchuje tajemniczą rozmowę, ale o tym wkrótce zapomina. Dalej jeżdżą po Polsce i choć czasami dzieje się coś niepokojącego, to nie martwią się tym długo. Niebezpiecznie robi się, gdy Teresa zostaje porwana. Dlaczego? Jaki cel chcą osiągnąć oprawcy? Gdy dowiadujemy się wszystkiego, nasuwa się pytanie: śmiać się czy płakać?
Lektura jest bardzo ciekawa, autorka daje nam możliwość snucia domysłów wraz z bohaterami. Wspomnę też, że nie jest zbyt współczesna, co mnie nie zraża. Warto czasem przeczytać coś innego.
Książkę polecam.

4/6