Pokazywanie postów oznaczonych etykietą z innej beczki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą z innej beczki. Pokaż wszystkie posty

piątek, 6 maja 2016

Ulubione openingi #2

poprzednie: openingi #1  |  endingi #1

Pierwsza tura już była, czas na kolejną. Tworzenie tego typu notek to zbyt przyjemne zajęcie, żeby sobie odpuścić, a do tego taki lekki temat świetnie nadaje się na czas okołomaturalny, przez który przez który pisanie praktycznie wszystkich recenzji odłożyłam na później. No to przedstawiam moją kolejną dziesiątkę muzycznych ulubieńców.

Fullmetal Alchemist: Brotherhood "Golden Time Lover" Sukima Switch
Zacznę od kolejnego openingu z mojego ukochanego FMA. Ta piosenka po prostu brzmi tak pozytywnie, że nie mogłabym jej nie uwielbiać. ♥

Durarara!! "Complication" ROOKiEZ is PUNK'D
I znów powtórka, bo inny opening z "Drrr!!" znalazł się też w poprzednim zestawieniu. No ale co ja poradzę, że ta seria rozpoczyna się tak świetnymi utworami? Nic, tylko słuchać. :D

Ao no Exorcist "CORE PRIDE" UVERworld
Ostatnim razem było "IN MY WORLD", teraz na jego miejsce wskakuje wcześniejszy opening z AnE, również świetny.

Ranpo Kitan: Game of Laplace "Speed and Friction" amazarashi
Cóż, ten utwór po prostu musiał się tu znaleźć, zwłaszcza że to właśnie z jego powodu zdecydowałam się obejrzeć "Ranpo Kitan". Lubię też towarzyszącą mu animację, która jest w podobnym stylu, co teledyski amazarashi.
Z kolei właściwy teledysk do tego utworu jest... dość specyficzny.

Naruto Shippuuden "Hero's come back" nobodyknows+
Już dawno odpuściłam sobie Shippuudena (ilość fillerów mnie przerosła o.o), jednak ilość powiązanych z nim utworów sprawia, że przynajmniej od czasu do czasu znajdzie się coś wartego uwagi. A akurat ten opening po prostu nie pozwolił mi o sobie zapomnieć.

Noragami Aragoto "狂乱 Hey Kids!!" THE ORAL CIGARETTES
Jak ja lubię, kiedy za sprawą utworów z anime mam okazję poznać jakieś świetne zespoły! Tak było i tym razem, a THE ORAL CIGARETTES szybko dołączyło do moich muzycznych ulubieńców.

Darker Than Black: Kuro no Keiyakusha "Howling" Abingdon Boys School
Zastanawiałam się, który z openingów tu wstawić, ale ostatecznie stwierdziłam, że ten pierwszy lubię minimalnie bardziej.


Death Parade "Flyers" BRADIO
"Flyers" uwielbiam za to, jak kontrastuje z tematyką samego anime, a jednocześnie świetnie do niego pasuje. Do tego towarzysząca mu animacja ma w sobie coś takiego, że po prostu chce się ją oglądać. A widzieliście już teledysk do tego utworu? Też jest dość interesujący. ;)


Gekkan Shoujo Nozaki-kun "Kimi ja Nakya dame Mitai" Masayoshi Ooishi
Ten opening jest po prostu tak szalenie pozytywny, że musiał się tu znaleźć. Uwielbiałam słuchać go w anime, a odkąd jakiś czas później sobie o nim przypomniałam, coraz częściej można go usłyszeć w moich głośnikach.


Naruto Shippuuden "Tsuki no Ookisa" Nagizaka 46
Co prawda jeden opening z Naruto już się tu znalazł, jednak przeglądając listę utworów, które mogłabym tu umieścić właśnie ten szczególnie zwrócił moją uwagę. To był już chyba czas, kiedy zaczynałam pomijać openingi w Shippuudenie, jednak dla tego utworu zawsze robiłam wyjątek. Naprawdę świetnie brzmi. ^^

czwartek, 3 marca 2016

Ulubione endingi #1

Pierwszą notkę o openingach dodałam już chwilę temu, teraz przyszedł czas na endingi. Ponieważ poprzednio wybrałam dziesięć utworów, tym razem też będzie ich właśnie tyle, w kolejności losowej.

Tokyo Ghoul √A"Kisetsu wa Tsugitsugi Shindeiku" amazarashi
Dzięki tej piosence (polecam pełną wersję!) poznałam amazarashi, które jakiś czas później stało się jednym z moich ulubionych zespołów i nadal do nich należy.

No.6 "Rokutousei no Yoru" Aimer
"No.6" oglądałam już dawno, jednak wciąż mam spory sentyment do tego endingu.
Nie mogłam znaleźć wersji z anime, więc dodaję od razu pełną.

Code Geass "Waga Routashi Aku no Hana" ALI PROJECT
ALI PROJECT ogólnie ma dość ciekawe utwory, jednak postanowiłam wybrać właśnie ten.

Ansatsu Kyoushitsu "Hello,shooting-star" moumoon
Po pierwszym przesłuchaniu mnie chyba jeszcze nie zachwyciło, jednak wkrótce się to zmieniło.

Death Parade "Last Theater" Noisycell
Początkowo miał się tu znajdować inny utwór, ale ostatecznie stwierdziłam, że zastąpię go tym. Od razu mi się spodobał i długo czekałam, aż wreszcie będzie dostępny w pełnej wersji. ♥


Kiseijuu: Sei no Kakuritsu "IT'S THE RIGHT TIME" Daichi Miura
Chyba po prostu mam słabość do spokojnych, klimatycznych endingów. I do tego to pianino... ♥
A tak poza tym, za jakiś czas możecie się spodziewać recenzji "Kiseijuu" :)

Sekaiichi Hatsukoi "Ashita, Boku wa Kimi ni Ai ni Iku" Wakaba
Prawda jest taka, że zwyczajnie uwielbiam wszystkie cztery piosenki z "Sekaiichi" i chyba nic tego nie zmieni. Mają w sobie coś charakterystycznego, jakiś taki pozytywny wydźwięk.

Naruto "Wind" Akeboshi
Pierwszy ending w "Naruto" i od razu ulubiony. Co prawda teraz nie słucham go już tak często, jednak wciąż mam do tej piosenki ogromy sentyment i od czasu do czasu chętnie podśpiewuję.


UN-GO "Fantasy" LAMA
Właściwie nie wiem dlaczego, ale naprawdę spodobał mi się ten ending. Jest jakiś taki nietypowy i może właśnie to mnie w nim ujęło. Po prostu ma coś w sobie.

Ranpo Kitan: Game of Laplace "Mikazuki" Sayuri
Początkowo miał się tu znaleźć ending z "Arslan Senki", jednak ostatecznie zdecydowałam się na "Mikazuki", które przez dłuższy czas nie dawało mi spokoju i które wciąż uwielbiam podśpiewywać.

środa, 26 sierpnia 2015

Ulubione openingi #1

W porywie chwili przyszło mi na myśl, by zaprezentować Wam listę moich ulubionych utworów z anime. Na pierwszy ogień idą openingi, których wybrałam dokładnie dziesięć (jakoś się tak samo udało).

Tokyo Ghoul "Unravel" Ling Tosite Sigure
Listę otwiera "Unravel", do którego wciąż mam słabość (podobnie jak do innych utworów tego zespołu, które - możecie być tego pewni - pojawią się w kolejnych zestawieniach), choć minęło już sporo czasu, odkąd po raz pierwszy go usłyszałam (i pewnie długo się to nie zmieni).

Fullmetal Alchemist: Brotherhood "Again" Yui
Piosenka, którą pokochałam od samego początku, a po pewnym czasie wytrwale próbowałam nauczyć się ją śpiewać (co nie było zadaniem łatwym, biorąc pod uwagę to, jak bardzo Yui w wielu momentach przyspiesza). Tak przy okazji, idzie mi już całkiem nieźle, choć wciąż zdarza mi się pogubić ze słowami.


Ao no Exorcist "IN MY WORLD" ROOKiEZ is PUNK'D
Miałam problem przy wyborze tylko jednego openingu z AnE, ale ostatecznie zdecydowałam się na ten późniejszy, po części dlatego, że jest bardziej uczuciowy. Poza tym UVERworld i tak znajdzie się jeszcze w tym zestawieniu


Naruto Shippuuden "newsong" tacica
Dlaczego tak bardzo polubiłam tę piosenkę? Sama nie wiem. Może dlatego, że brzmi tak bardzo pozytywnie. Taniec bohaterów, który możecie obejrzeć poniżej, pewnie też miał w tym swój udział, ale już nie tak znaczący. No i świetnie się ją śpiewa. ♫ kimi ga ima ichiban aitai hito wa dare ♫


Mushishi "The Sore Feet Song" Ally Kerr
Co tu wiele tłumaczyć? Tak jak całe anime, także opening jest bardzo klimatyczny.


Durarara!! "Uragiri no Yuuyake" Theatre Brook
Cóż, "Durarara!!" ogólnie może się pochwalić całkiem niezłą ścieżką dźwiękową, a ja postanowiłam wybrać pierwszy opening, który właściwie od pierwszej chwili wpada w ucho.


Bleach "Rolling Star" Yui
I znów Yui (chociaż naprawdę starałam się nie powtarzać wykonawców). Ten jej utwór śpiewało się już łatwiej. ^^''


Noragami "Goya no Machiawase" Hello Sleepwalkers
No cóż, mam słabość do openingów z nieco mocniejszymi brzmieniami, a "Goya no Machiawase" świetnie się w tę kategorię wpisuje. Wiem też, że nie jestem w tym osądzie osamotniona. :3


Kekkai Sensen "Hello, world!" BUMP OF CHICKEN
A teraz coś z nowszych serii. Kekkai Sensen uwielbiam właściwie pod każdym względem (chociaż na ostatni odcinek wciąż muszę czekać... oby się opłaciło) i muzyka nie jest tu wyjątkiem. Nie mogłam znaleźć wersji prosto z openingu (która nie byłaby w jakiś sposób zmieniona), więc dodaję pełną, wraz z teledyskiem.


Arslan Senki "Boku no Kotoba de wa nai, Kore wa Bokutachi no Kotoba" UVERworld
I na koniec wspominany już wcześniej UVERworld wraz z ich piosenką o długaśnym tytule (na szczęście nie tak trudnym do zapamiętania), która już po kilku odsłuchaniach trafiła do moich ulubionych. ♫ du di di ding... ♫

środa, 18 czerwca 2014

Ulubieni/ważni autorzy

Tym razem za temat postanowiłam obrać sobie autorów książek. I to nie byle jakich, a ulubionych oraz tych, którzy mieli duży wpływ na moją czytelniczą pasję. Tak więc bez zbędnego przedłużania... Zaczynam. :)


Lucy Maud Montgomery z pewnością zajmuje bardzo ważne miejsce w tym zestawieniu. Po części wynika to z tego, że miałam do jej książek swobodny dostęp, jednak nie jest to jedyny powód. Przyznaję się bez bicia, że nie doczytałam "Ani z Zielonego Wzgórza", gdy była to moja szkolna lektura. Ba, nie doszłam nawet do połowy. To przyszło z czasem. Zaczęło się od serii o Emilce i, choć już jakby przez mgłę, wciąż pamiętam uczucie euforii, które towarzyszyło mi tuż po przeczytaniu ostatnich stron "Emilki ze Srebrnego Nowiu". Kojarzę też, jak na j. polskim omawialiśmy opowiadanie o welonie panny młodej, które mocno zapadło mi w pamięć. I tak oto sięgnęłam po "Historynkę", z której owe opowiadanie pochodziło. W międzyczasie był też "Błękitny zamek", aż w końcu nadeszła pora na "Anię z Zielonego Wzgórza". I choć jak dotąd na tym poprzestałam, z pewnością jeszcze to nadrobię.

Nie będę zbyt oryginalna, wtrącając tu parę słów na temat Joanne Kathleen Rowling. Prawda jest jednak taka, że nie mogłabym nie wspomnieć o serii o Harym Potterze. Nawet jeśli początki nie były zbyt kolorowe... O co chodzi? Już spieszę z wyjaśnieniem. Założyłam się kiedyś z tatą o to, kto szybciej skończy czytać - ja "Harry'ego Pottera i Kamień Filozoficzny" (skądinąd najkrótszą książkę z serii), czy on wszystkie pozostałe części. Aż wstyd przyznać, ale wygrał tata. Dopiero jakiś czas później wznowiłam czytanie, by ostatecznie zaledwie od tamtego roku móc stwierdzić, że mam za sobą już całą serię. Względem kolejnych dzieł autorki nadal utrzymuję pewien dystans. Zwyczajnie odrzuca mnie ta cała medialna nagonka na jej osobę i twórczość. Zwłaszcza po tej historii z pseudonimem.

Moja przygoda z Trudi Canavan rozpoczęła się od "Gildii Magów", którą pożyczyła mi koleżanka. Było miło, nie zaprzeczę, jednak dopiero po pewnym czasie stwierdziłam, że chcę więcej, że wykreowany przez autorkę świat naprawdę mnie zainteresował. Tak więc sięgnęłam po kolejną część - "Nowicjuszkę" i... przepadłam. Następnie, czekając na ostatni tom Trylogii Czarnego Maga (cały czas wypożyczony), sięgnęłam po "Kapłankę w bieli", która również przypadła mi do gustu, choć już nie w tak dużym stopniu. Obecnie mam za sobą 5 książek tej autorki, jednak z pewnością na tym nie poprzestanę.
Do tej pory zrecenzowałam też: "Wielki Mistrz", "Ostatnia z Dzikich"

Teraz przyszedł czas na nazywaną królową kryminałów Agathę Christie. Jej twórczość również poznałam za sprawą pewnej koleżanki. Było to przy okazji "Niedzieli na wsi", której treść wciąż dość dobrze pamiętam. Następne było "I nie było już nikogo", które po dzień dzisiejszy jest moją ulubioną książką z dorobku pisarki. Od tamtego czasu metodycznie sięgam po kolejne tytuły, a czas przy nich spędzony bardzo sobie chwalę. Do tej pory na kartach powieści najczęściej towarzyszyła mi panna Marple, jednak Herkules Poirot również jest mi znany. Jak dotąd tylko raz udało mi się dobrze obstawić mordercę (i dotrwać w tym wyborze do końca), choć może był to jedynie łut szczęścia.
Do tej pory zrecenzowałam: "4.50 z Paddington", "Kieszeń pełna żyta", "Pięć małych świnek", "Śmiertelna klątwa", "Zatrute pióro"

Teraz trochę na temat polskiej pisarki, Małgorzaty Musierowicz, autorki Jeżycjady. Stworzona przez nią seria zaskarbiła sobie serca wieli czytelników, niezależnie od wieku. Pierwsze tomy, rozgrywające się jeszcze w czasach PRL-u, jednym mogą przypominać minione lata, dla innych będą dość surrealistyczną wizją, czy też po prostu całkiem inną rzeczywistością.  Jednak wraz ze wzrostem numeracji coraz bardziej zbliżamy się do współczesności. I właśnie ta rozpiętość czasowa jest wielkim atutem serii. Autorka stworzyła wielopokoleniową historię, w której wszystko ma swoje miejsce, wszelkie relacje są bardzo dobrze przemyślane, a występujące tam postacie niejednokrotnie możemy poznawać od lat dziecięcych po wiek dojrzały, śledząc zachodzące w nich zmiany. A ci bohaterowie! Jednocześnie ta seria pokazuje, że choć otoczka ulega zmianie, charakter problemów często pozostaje taki sam niezależnie od czasów. Uwielbiam tą uniwersalność Jeżycjady i z pewnością jeszcze powrócę do poszczególnych jej części. Poza tym twórczość Małgorzaty Musierowicz była dla mnie skarbnicą pięknych cytatów. Nieraz zdarzało mi się przepisywać całe strony.

Obecnością tu Johna Greena chyba też nie ma się co dziwić. Począwszy od "Gwiazd naszych wina", przez "Papierowe miasta" (które w moich oczach wypadły najsłabiej z całej trójki, choć i tak naprawdę dobrze), po "Szukając Alaski". I mam nadzieję, że na tym się nie skończy, bo jestem bardzo ciekawa innych jego dzieł. Nic tylko czekać aż kolejne jego książki wpadną mi w ręce.

Na koniec został jeszcze Haruki Murakami. Właściwie, to nawet nie pamiętam kiedy to się zaczęło. Wiem, że kiedyś, widząc w sklepie zbiór opowiadań "Zniknięcie słonia", nazwisko autora jeszcze niewiele mi mówiło. To, że zaczęłam czytać jego książki musiało się jakoś wiązać z moją fascynacją Japonią, ale naprawdę nie wiem, kiedy postanowiłam w końcu sięgnąć po którąś z jego powieści. Tak czy inaczej, na pierwszy ogień poszło "Na południe od granicy, na zachód od słońca" (tego tytułu długo nie mogłam zapamiętać, dałam radę dopiero po zapoznaniu się z treścią książki, gdy już te słowa nabrały dla mnie sensu) - choć nie najlepsza książka z dorobku Murakamiego, to jednak miała w sobie ten charakterystyczny klimat, który nawet z pozoru zwyczajną historię przemienia w fascynującą opowieść. Poza tym autor ten ma wyjątkowy dar, który sprawia, że możemy wczuć się w uczucia bohaterów, zaakceptować ich zachowanie i pobudki, nawet jeśli nie zgadzamy się z ich przekonaniami (a przynajmniej ja tak miałam). Dość charakterystyczne są również tematy, wątki, które porusza - często kontrowersyjne, czy wręcz zahaczające o perwersję (mam nadzieję, że nikogo tym nie zraziłam, wcale nie miałam takiego zamiaru). Również zbliżenia między bohaterami nie należą do rzadkości. Oczywiście, opinie na temat twórczości Murakamiego są podzielone, jednym jego proza przypadnie do gustu, innym nie. Na na szczęście zaliczam się do tej pierwszej grupy, a moją dość śmiałą ambicją stało się przeczytanie wszystkich jego książek.
Do tej pory zrecenzowałam też: "Kafka nad morzem", "Norwegian Wood", "Wszystkie boże dzieci tańczą"

niedziela, 10 listopada 2013

Jesteś pewny, że wiesz co czytasz?

Zaciekawiona zapoczątkowaną przez Jenny L. zabawą, postanowiłam pójść za jej przykładem i spróbować w pewnym stopniu określić, co ja właściwie czytam. Na początek parę informacji o samej akcji...

"Cała zabawia polegać więc będzie na zrobieniu zdjęcia książek, reprezentujących mniej więcej twój gust. NIE BÓJMY SIĘ POKAZAĆ CO CZYTAMY! Miło by było, gdybyś i Ty, potencjalny uczestniku zabawy, widniał na tym zdjęciu. W końcu są to książki opisujące właśnie Ciebie! Nie mniej jednak, jeśli nie masz ochoty udostępniać swojej twarzy w internetach, nie będę mieć nic przeciwko.

Przepis na Twoje zdjęcie:
1. Wstań z tego, na czym właśnie siedzisz
2. Rozejrzyj się po swoim pokoju/domu/mieszkaniu/biblioteczce w poszukiwaniu książek, które lubisz bardzo, lubisz tak zwyczajnie i takich, które czytasz od czasu do czasu
3. Wybierz te, które najbardziej pasują do akcji (nie ma konkretnych kryteriów. jedna książka może opisywać kilka kategorii na raz, ale również jeden gatunek może być rozdrobniony do tego stopnia, że opisywać go będzie kilka książek, bo każda ma coś, czego nie ma ta druga. tylko od Ciebie zależy, co chcesz pokazać)
4. Zgromadź je w jednym miejscu
5. Zrób zdjęcie (możesz również poprosić innych o pomoc, kiedy sam będziesz ustawiać się do zdjęcia)
6. Stwórz nowy post na blogu, w który wkleisz zdjęcie
7. Opisz książki, które się na nim znajdują (tytuł, autor, powód dlaczego właśnie ta książka). Może mieć to formę listy, tekstu ciągłego, komentarzy na zdjęciu - co tylko sobie wymarzysz.
8. Wyzwij kolejnych blogerów! Opublikuj. I ciesz się rezultatami."


Po głębszym zastanowieniu udało mi się uformować właśnie taki stosik. "Na południe od granicy, za zachód od słońca" ma reprezentować twórczość Murakamiego (wybrałabym "Norwegian Wood", jednak nie pochodzi ona z mojej domowej biblioteczki), którego uwielbiam za jego charakterystyczny styl, humor, trafne cytaty i takie tam. Następnie Z. Marriott i "Cienie na Księżycu", czyli książki z wątkami magicznymi/magicznopodobnymi, a w tym przypadku także powiązane z Japonią. Jakiś przyjemny wątek miłosny też nie zaszkodzi (byle nie był zbyt przesłodzony). "Gwiazd naszych wina" reprezentuje twórczość J. Greena, bo choć do tej pory poznałam tylko dwie jego książki, z pewnością na tym nie poprzestanę. "Brulion Bebe B." wybrałam na przedstawicielkę Jeżycjady autorstwa M. Musierowicz. Książki z tej serii były jednymi z pierwszych, po jakie sięgnęłam i mam do nich spory sentyment. Poza tym niektóre z nich chętnie przeczytałabym jeszcze raz. Przy okazji "Emilki ze Srebrnego Nowiu" wspomnę o twórczości L. M. Montgomery, która również jest mi bliska. Do tej pory przeczytałam jakieś sześć jej powieści, choć w przypadku serii o Ani jestem dopiero przy drugiej części - "Ania z Avonlea". Nic straconego, jeszcze to nadrobię. Nie można zapomnieć też o "Harrym Potterze", ale akurat tego wyboru chyba nie muszę tłumaczyć. Recenzowane niedawno "Zatrute pióro" niech będzie przykładem powieści królowej kryminałów - A. Christie - po które sięgam z chęcią. W ich przypadku zdaję się jednak na bibliotekę, na szczęście całkiem nieźle zaopatrzoną pod tym kątem. Nie przedłużając, jest jeszcze "Kiedy moja siostra śpi" B. Delinsky, czyli ciepła i przyjemna powieść obyczajowa oraz "Jak kamień w wodę" C. Stevens'a jako przykład thrilleru (dodatkowo znajdziemy tu wątek kryminalny). Jakoś niewiele tu fantastyki, jednak nie miałam pod ręką odpowiednich przykładów (tak na marginesie wspomnę chociażby o "Trylogii Czarnego Maga" T. Canavan). A jednak mimo wszystko mam wrażenie, że nie udało mi się we właściwy sposób przekazać tego, co chciałam. Trochę jakby to był dopiero początek. No ale już kończę.

Mam nadzieję, że Was zbytnio nie zanudziłam swoimi wywodami... ;) Na koniec zachęcam Was do zrobienia podobnego rozeznania we własnej biblioteczce. Tak jak ja przekonajcie się, że to naprawdę ciekawe doświadczenie. :)