Pokazywanie postów oznaczonych etykietą psychologiczny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą psychologiczny. Pokaż wszystkie posty

piątek, 13 lutego 2015

S. Fitzek "Kolekcjoner oczu"


Wydawnictwo: G+J
Ilość stron: 438

Są decyzje, których konsekwencje mogą zaważyć na całym dalszym życiu. Decyzje będące źródłem niekończących się wyrzutów i wątpliwości pomimo aprobaty innych. Zwłaszcza gdy chodzi o ludzkie życie. Właśnie w obliczu takich okoliczności - nie przez złą decyzję, ale następstwa nieustannych wyrzutów sumienia - Alexander Zorbach został zdegradowany z pozycji policjanta  do stanowiska policyjnego reportera z rozległymi kontaktami.

Teraz przejdźmy na chwilę do kwestii kolekcjonera oczu - seryjnego mordercy, który najpierw zabija matkę, a następnie porywa dzieci, by po upływie wyznaczonego czasu i one podzieliły jej los. Do tej pory nikt nie wygrał w tej makabrycznej zabawie w chowanego. Po rozpoczęciu czwartej rundy na miejscu zbrodni pojawia się Zorbach. Problem w tym, że nie miał prawa znać jego położenia, bo policyjny komunikat, który rzekomo podsłuchał, nigdy nie został nadany. Sytuacji nie poprawia także znaleziony nieopodal portfel reportera. Co to ma znaczyć? Czy stan psychiczny byłego policjanta znów się pogorszył? A może to sam kolekcjoner oczu stara się go wrobić? Tylko dlaczego właśnie jego i skąd go zna?

Zaczyna się więc wyścig z czasem - zaskakujący, niebezpieczny i pełny niewiadomych. W miejscu, które, jak przypuszczał Zorbach, zna tylko on sam, spotyka niespodziewanego gościa - niewidomą twierdzącą, że widziała ostatnią zbrodnię kolekcjonera oczu. Oczywiście nie dosłownie, tylko w wizji, którą zawdzięcza swojej nietypowej umiejętności. Ale czy w coś takiego można uwierzyć? Niezależnie od tego, jak dziwne by się to wydawało, wizje Aliny okazują się przydatne, jednak wiele szczegółów się nie zgadza, co jeszcze bardziej gmatwa sytuację i wzmaga niepewność bohaterów. A policja? Cóż, wciąż szuka Zorbacha, jako że na razie jest jedynym podejrzanym.

"Kolekcjoner oczu" zaczyna się nietypowo, bo od epilogu. Następnie mamy ostatni rozdział i tak dalej, aż dojdziemy do rozdziału pierwszego.  Także strony są ponumerowane malejąco. Zabieg ten niewątpliwie ciekawi, zastanawia. Co więcej, nieustannie towarzyszy nam odliczanie do chwili wygaśnięcia ultimatum. Kolejna gra w chowanego trwa. Tym razem nawet bardziej intensywna, gdyż poszukujący dzieci Zorbach jednocześnie ukrywa się przed policją. Granica między rzeczywistością a urojeniami bywa tu bardzo cienka, a zaskakujących wydarzeń i niewyjaśnionych okoliczności stale przybywa. Autor zdecydowanie wie, jak zbudować odpowiednie napięcie. Interesująca była również możliwość spojrzenia na rozgrywające się wydarzenia z perspektywy sprawcy, który wytyka prasie szukanie taniej sensacji bez skupiania się na jego prawdziwych motywach. Były to jedynie sporadyczne maile, jednak właśnie ich niewielka częstotliwość sprawiała, że były ciekawą odmianą. Ważnym elementem były także rozdziały z perspektywy uwięzionego chłopca oraz jego próby samodzielnego uwolnienia się.

Alexander Zorbach, choć wiele mogłoby na to wskazywać, nie powiela utartego schematu nieprzyjemnego w obyciu gliny z problemami i nadmiernym zamiłowaniem do alkoholu. Tak, ma kłopoty rodzinne, znajduje się pod opieką psychiatryczną, jednak nie jest kompletnym wrakiem człowieka i da się go lubić. Również Alina jest udaną postacią, ma naprawdę silny charakter i stanowi idealny dowód na to, że niewidomy nie znaczy bezradny. Ona bynajmniej nie da sobie w kaszę dmuchać czy też traktować się z pobłażliwością. Ostatnim sprzymierzeńcem Zorbacha jest Frank - młody, kompetentny współpracownik, którego przemądrzały sposób bycia nie nastręcza mu popularności w pracy.

Co mnie zaskoczyło? W pewnym momencie dobrze obstawiłam mordercę. Mimo to wkrótce tę myśl zignorowałam, by zamiast tego popłynąć z prądem i zwyczajnie śledzić kolejne wydarzenia. No cóż, trochę żalu pozostaje, co nie zmienia faktu, że lektura "Kolekcjonera oczu" stanowiła świetną rozrywkę i nieraz zmusiła mnie do snucia własnych wniosków. To moje pierwsze spotkanie z twórczością Sebastiana Fitzeka i z pewnością nie ostatnie.

"Z upływem lat nasze życie coraz bardziej opiera się na niespełnionych obietnicach."
8/10

wtorek, 1 lipca 2014

S. J. Watson "Zanim zasnę"



Ilość stron: 408
Wydawnictwo: Sonia Draga

Jak by to było każdego ranka budzić się przy obcej nam osobie? Jak by to było codziennie od nowa dowiadywać się, że to właśnie nasz współmałżonek, a my połowę życia mamy już za sobą? Jak by to było co dzień poznawać siebie od nowa ze świadomością, że po ponownym zapadnięciu w sen nic z tego nie będziemy pamiętać? Wręcz nie do pomyślenia, prawda? A właśnie tak wygląda życie Christine.

Codziennie budzi się w obcym łóżku, z obcym mężczyzną u boku. Idzie do łazienki, a z lustra spogląda na nią kobieta w średnim wieku. I z niedowierzaniem uświadamia sobie, że to właśnie jej odbicie. Porozwieszane naokoło zdjęcia mają jej pomóc w oswojeniu się ze swoją sytuacją, jednak to wcale nie pomaga. Wraca do sypialni. Potem następuje niekończąca się seria pytań i odpowiedzi. I choć trudno w to wszystko uwierzyć, Christine właściwie nie ma innej opcji, gdyż zachowuje wspomnienia jedynie do czasu ponownego zapadnięcia w sen. Tak więc zachowuje się jak przykładna żona (choć nie jest pewna, czy właśnie tak to ma wyglądać), a Ben, jej mąż, wychodzi do pracy i, chcąc nie chcąc, zostawia ją samą ze swoimi rozterkami. Nie jest to jednak koniec niespodzianek, gdyż wkrótce kontaktuje się z nią doktor Nash, z którym ponoć od pewnego czasu regularnie się widuje i wraz z nim próbuje poczynić jakieś postępy odnośnie swojego bardzo nietypowego przypadku amnezji. I ponoć już całkiem nieźle im szło. To właśnie za jego radą zaczęła prowadzić pamiętnik, który ostatnio pozwoliła mu przeczytać. A więc dlaczego jej domniemany mąż nic jej o tym nie powiedział?

Szkopuł tkwi w tym, że kobieta postanowiła nie wtajemniczać Bena w te próby leczenia. Przynajmniej do czasu osiągnięcia pewnych postępów. No i tu zaczęły się schody, gdyż na podstawie zapisków z pamiętnika stwierdza, że Ben nie jest z nią całkiem szczery, a rzadkie przebłyski pamięci tylko to potwierdzają i pozwalają przypuszczać, że przyczyną jej obecnego stanu wcale nie był wypadek samochodowy... Czy z pomocą doktora Nasha Christine zdoła odzyskać wspomnienia? Co takiego może skrywać jej przeszłość?

W obecnej sytuacji Christine niczego nie może być pewna. Nieścisłości w wyjaśnieniach Bena nie dają jej spokoju niezależnie od tego, czy dotyczą błahostek, czy spraw ważniejszych. Wątpliwości dopadają ją na każdym kroku. Miota się między obojętnością, miłością, czy nawet nienawiścią. Nieraz przyjdzie jej się też zmierzyć z myślą, że zapiski w pamiętniku są jedynie wytworem jej wyobraźni. Wszystkie jej działania i rozterki zostały przedstawione naprawdę wiarygodnie, a choć część jej dziennej rutyny przedstawia się dość monotonnie, wcale nie czułam znudzenia. A inni bohaterowie? Choć wiemy o nich zdecydowanie mniej, każdy z nich został umiejętnie wykreowany. Troskliwy, choć nieco nieprzewidywalny Ben, ambitny, pełen cierpliwości i dobrych chęci doktor Nash, czy najlepsza przyjaciółka Christine, z którą ponoć nie utrzymuje już kontaktu - oni wszyscy wtrącają do tej historii swoje trzy grosze. "Zanim zasnę" ciekawi, trzyma w napięciu i nie pozwala się nudzić. To przemyślany thriller psychologiczny i naprawdę świetny debiut, zdecydowanie warty polecenia.

8/10

niedziela, 17 lutego 2013

C. Stevens "Jak kamień w wodę"


Jak kamień w wodę - Chevy Stevens

Przypominające zabawę w kotka i myszkę zmagania ofiary z psychopatą
Wydawnictwo: Świat Książki
Rok wydania: 2011
Ilość stron: 367

"Annie O'Sullivan, trzydziestodwuletnia agentka handlu nieruchomościami, postawiła sobie tego dnia trzy cele: sprzedać dom, zapomnieć o kłótni z matką i nie spóźnić się na randkę z ukochanym. Akcja »Otwarty dom«, którą prowadzi, przyciąga niewielu chętnych, kiedy więc pod ganek zajeżdża furgonetka, w Annie wstępuje nadzieja, że to jednak będzie jej szczęśliwy dzień. Nie mogła wiedzieć, że to będzie najstraszliwszy dzień w jej życiu."

Bardzo spodobało mi się wydanie książki, które już od pierwszej chwili (przynajmniej w moim wypadku) przyciąga wzrok. Choć okładka jest raczej niepozorna, to ma w sobie "to coś".

Każdy rozdział to kolejna sesja terapeutyczna Annie, która po traumatycznych przeżyciach próbuje znów zacząć normalnie funkcjonować. Pierwszoosobowa narracja jest prowadzona w pewien specyficzny sposób. Annie dość otwarcie opowiada o tym, co się zdarzyło, choć nie potrafi tego zrobić jednym ciągiem. Pomiędzy kolejnymi częściami jej historii dowiadujemy się też trochę o teraźniejszości - o jej strachu, przez który noce spędza w szafie, o niechęci do wychodzenia z domu, bo wszyscy przyglądają się jej tak, jakby była niezwykłym zjawiskiem. Tak właśnie toczy się akcja - naprzemienne historie z życia pod jednym dachem z psychopatą i wywody Annie na temat tego, co działo się po jej powrocie.

"I jeszcze jedno... Gdyby to pani przyszło do głowy... Nie, nie zawsze byłam taką bezwzględną suką."

Annie była więziona gdzieś w odciętym od świata zewnętrznego domku w górach. Wszystkie szafki były zamknięte na kłódki, zasłoniętych okien nie dało się otworzyć, wszelkie naczynia były nietłukące, nie miała dostępu do niczego, co mogłoby okazać się niebezpieczne. Musiała przyzwyczaić się do rygorystycznych zasad narzucanych przez Davida, a pory dnia mogła rozróżnić tylko wtedy, gdy Świr (bo właśnie tak go nazywała) postanowił powiedzieć jej która godzina. Codziennie mieli swój rytuał, w którym biernie uczestniczyła, a gdy coś szło nie tak, jej porywacz stawał się naprawdę brutalny. Wkrótce zdominował ją strach o najbliższych, który wymusił na niej pewne zachowania. Wydawało się, że z tej sytuacji nie ma dobrego wyjścia. Jak więc w końcu udało jej się uciec? Co jeszcze zdarzyło się podczas jej pobytu w górach?

„Świr to szaleńców król, rajcuje go strach i ból. Świr to szaleńców król, rajcuje go strach i ból.”

Jako ciekawostkę wspomnę, że jest tu mowa o kilku książkach, ponieważ porywacz je uwielbiał. Zdaniem Annie miał dobry gust, codziennie musiała mu czytać. Lubiła te chwile, bo miała szansę zapomnieć o tym, co ją spotkało przynajmniej na chwilę. Mogła z nim szczerze podyskutować. Jak przyznała: "Ilekroć krążył nerwowo, rozprawiając o jakiejś postaci albo zwrocie akcji, robił wrażenie tak elokwentnego i przejętego, że jego nastrój udzielał się mnie i mimowolnie ujawniałam własne przemyślenia. [...], a że nigdy nie wpadał w szał, nawet wtedy, gdy się z nim nie zgadzałam, z czasem zaczęłam swobodnie traktować te nasze dyskusje literackie."

Książka nie kończy się jednak wraz z wyjaśnieniem okoliczności powrotu Annie. Wciąż pozostało wiele spraw, które trzeba wyjaśnić, doprowadzić do końca. Dlaczego Świr wybrał właśnie ją? To tylko jedno z pytań. Annie próbuje na nowo nawiązać relacje z najbliższymi, z rodziną, przyjaciółką, narzeczonym, choć zdaje sobie sprawę, że Annie, która została porwana, a kobieta, którą stała się po powrocie, to wręcz dwie różne osoby. Nawiązuje też nowe znajomości, choć z początku czysto zawodowe. Wkrótce dowiaduje się, jak bardzo była jej potrzebna ta terapia.

"Zastanawiam się tylko, czemu nikogo nie obchodzi to, co jest potem, jakby na tamtej historii wszystko się zakończyło.
Chciałabym, żeby tak było."

Już od dłuższego czasu żadna książka tak mnie nie wciągnęła. Na początku myślałam, że autorka skupi się niemal wyłącznie na chwilach, które Annie spędziła w domku w górach, jednak z czasem ten wątek zaczynał mnie lekko nudzić i zastanawiałam się jak dotrwam do końca. Nagle okazało się, że ta książka to coś więcej, a terapia nie zakończyła się zaraz po tym, jak bohaterka opowiedziała o swojej ucieczce. Możemy zagłębić się w śledztwo prowadzone już po jej powrocie. Jesteśmy świadkami rozterek Annie, tego jak uświadamia sobie, że już nie wie komu ufać. Co dalej?

Teraz jeszcze coś o zakończeniu. Podczas czytania snułam wiele teorii - bardziej lub mniej prawdopodobnych, ale wyjaśnienie całej tej sytuacji było dla mnie ogromnym zaskoczeniem, a po doczytaniu do końca na chwilę zaszkliły mi się oczy. Podsumowując, "Jak kamień w wodę" to naprawdę świetna książka, którą zdecydowanie mogę polecić, zwłaszcza jeśli macie ochotę na ciekawy thriller psychologiczny z wątkiem kryminalnym. Książkę tą z pewnością mogę zaliczyć do moich ulubionych i bardzo się cieszę, że miałam okazję ją przeczytać.

6/6
Książka przeczytana w ramach wyzwania z półki.

sobota, 17 listopada 2012

P. Magden "Przed kim uciekamy, Mamo?"



Wydawnictwo: Świat Książki
Rok wydania: 2011
Ilość stron: 224

"Kim jest dziwna nerwowa kobieta i jej piękna nastoletnia córka, ubierana jak mała dziewczynka? Z jakiego powodu muszą ciągle zmieniać kraje i hotele? Dlaczego podróżują bez bagażu, za każdym razem kupując ubrania i zabawki, które potem zostawiają? Jacy »oni« rzekomo je ścigają? Czego tak bardzo boi się matka? Co zdarzyło się w przeszłości? Prosta, opowiedziana po dziecięcemu historia dziewczynki wpatrzonej w niezrównoważoną matkę zmienia się w przejmujący obraz chorej miłości."

Jak możemy się dowiedzieć z okładki jest to "Thriller psychologiczny: sugestywne studium paranoi, wyobcowania i toksycznych stosunków matki z córką". Czy rzeczywiście? Jak najbardziej.

Głównymi bohaterkami są matka i córka. historię poznajemy przede wszystkim z perspektywy tej drugiej, więc została napisana z charakterystyczną dziecięcą naiwnością, choć według recepcjonistki ma ona około 14 lat. Dziewczynka wierzy, że jej matka jest doskonała, też chciałaby taka być. Pracownicy hotelu zgodnie twierdzą, że jest ona najpiękniejszą dziewczynką na świecie.

"Moja Mama jest bardzo zła na mamę Bambiego. Gdybyśmy ją gdzieś spotkały, albo natknęły się w jednym z hoteli na osobę podobną do niej, dostałaby za swoje. Aż tak nie lubi mamy Bambiego."

Gdy poznajemy ich losy z perspektywy osób trzecich czujemy, że oni już poznali zakończenie, jednak nie chcą nam go zdradzić. Mimo wszystko powoli dowiadujemy się coraz więcej. To sprawia, że chcemy jak najszybciej poznać finał tej historii. Tylko czy będzie nam to dane?
Po około 80 stronach zorientowałam się, że jeszcze ani razu nie zostało wymienione imię córki. Matka wciąż nazywa ją "moja Bambi". Dlaczego akurat Bambi? Jest to ich ulubiona książka. Uważają ją za swój modlitewnik pełny ukrytych znaczeń, znajdują w niej wszystko, czego im trzeba. Jednocześnie podkreślają, że szanują modlitewniki innych ludzi.

"Mama nauczyła mnie nie zadawać niepotrzebnych pytań.
Bardzo lubi, kiedy pytam. Tylko nie powinnam zadawać pytań trudnych."

Dziewczynka opowiada nam epizody ze swojego życia. Jest ona całkowicie podporządkowana matce. Boi się, zadawać z kimkolwiek, bo wie co jej rodzicielka na ten temat uważa. Jak to wszystko się skończy? I czy to aby na pewno będzie koniec? Czy dziewczyna kiedyś się dowie przed kim uciekają? Czy naprawdę można komuś tak ślepo wierzyć?

"Nie zaniedbuję niczego, Mamusiu. Kiedy ty zaniedbujesz mnie coraz bardziej, ja wykonuję wszystkie swoje obowiązki."

Książkę czytało mi się dobrze, jednak czasami zaczynały mnie nudzić te ciągłe opowieści. Mimo wszystko czytałam dalej i poznawałam kolejne szczegóły z ich życia. Rozdziały są krótkie, więc szybko się je czyta.
W pewnym momencie dziewczyna zaczyna pisać trochę inaczej, doroślej. Przestaje już być dzieckiem, co dostrzega także jej matka. Jak na to zareaguje? Przecież chciałaby, żeby jej Bambi pozostała jej małą córeczką. Im jest starsza tym więcej rozumie, czy dziewczyna w końcu przejrzy na oczy? A może nadal pozostanie pod wpływem swojej matki?

"Jesteśmy jednością. Jesteśmy Księżycową Jednością."

"Przed kim uciekamy, Mamo?" to przede wszystkim historia dziewczynki ślepo zapatrzonej w swoją niezrównoważoną psychicznie matkę. Córka nie zdaje sobie z tego w pełni sprawy, ponieważ zawsze była tylko z nią i nie ma pojęcia, że ich relacje nie są do końca normalne. Dla niej one dwie są dobre, a cała reszta świata jest zła. Są z tym wszystkim same i muszą sobie jakoś poradzić. Już nawet nie myśli o tym, że mogłyby zostać gdzieś na stałe.

"Czy naprawdę tak łatwo zabić człowieka?"

Tylko jak można tak żyć? Matka nie ma pracy, a wciąż bezmyślnie wydaje pieniądze, kupując w każdym kolejnym miejscu nowe rzeczy. Skąd je ma? Mimo wszystko ich zasoby nie są niewyczerpane. Co zrobią, gdy się skończą? Jest jeszcze coś... Gdy nadchodzi konfrontacja z nieżyczliwą im osobą, zawsze kończy się tak samo. Domyślacie się jak?
Książka pozostawia po sobie pewien niedosyt. Chcemy dowiedzieć się więcej o losach bohaterek, jednak wydaje się, że autorka resztę pozostawiła dla siebie. Cóż, są historie niedopowiedziane, czasami, gdy pytamy: 'dlaczego?' w odpowiedzi dostajemy tylko proste 'bo tak'...

"[...] możesz całkowicie zmienić wygląd, ale oczy... Oczy pozostają zawsze takie same. To oczy zdradzają człowieka. Są bramą do naszej duszy."

4/6

poniedziałek, 1 października 2012

N. Kirino "Prawdziwy świat"



Wydawnictwo: Sonia Draga
Rok wydania: 2010
Ilość stron: 245

"Zręcznie skonstruowany, mroczny i bezlitosny thriller psychologiczny przedstawiający gorzki obraz życia nastolatków w Japonii. Niepokojący i trzymający w napięciu - inny od wszystkiego, co do tej pory czytałeś."
"Cztery zobojętniałe na wszystko nastolatki spędzają upalne lato na przeludnionych przedmieściach spowitego smogiem Tokio, uczęszczając na nużące zajęcia w letniej szkole, której ukończenie ma zapewnić im zdanie egzaminów na najlepsze uniwersytety. Jest wśród nich Toschi, na której zawsze można polegać, wzorowa uczennica Terauchi, smutna, pogrążona w żalu po śmierci matki Yuzan, starająca się ukryć swoją seksualność przed koleżankami, oraz urocza Kirarin, której nocne eskapady i lekkomyślne zachowanie pozostają tajemnicą dla osób z jej otoczenia.
Po brutalnym morderstwie, którego ofiarą pada sąsiadka Toschi, dziewczyny nabierają przekonania, że zabójcą jest syn zamordowanej, uczeń szkoły średniej, przezywany przez nie Glistą. Kiedy jednak chłopiec znika (zabierając Toschi rower i telefon komórkowy), czwórka dziewcząt wikła się w niebezpieczną grę i musi zmierzyć się z całą falą zagrożeń, jakich nigdy wcześniej nawet sobie nie wyobrażały - a które rodzą się zarówno w nich samych, jak i w otaczających je świecie."

Pierwszą bohaterką książki jest Toschi, towarzyszy jej ciągła nieufność do otoczenia. Tego dnia, gdy ją poznajemy, pada ofiarą złodzieja, do domu wraca bez roweru i komórki. Potem bez szczególnego powodu składa fałszywe zeznania, co wydaje się dość dziwne, zwłaszcza, że prawdziwe informacje mogłyby pomóc we właśnie rozpoczętym śledztwie. Yuzan zaczyna kontaktować się ze zbiegłym chłopakiem. Dlaczego? Najwyraźniej uznała, że będzie to ciekawe doświadczenie. Co dalej?

"Obowiązek jest ciężki jak góra, ale śmierć lekka jak piórko."

Występuje tu narracja pierwszoosobowa, a każda z poznawanych postaci opisuje siebie i swoje przeżycia. Wśród nich jest Glista, to jego szuka policja. Czy poznamy motywy, które nim kierowały? To raczej dość dziwne, że przypadkowej osobie oświadczył przez telefon: "dzisiaj zabiłem swoją matkę". Co mogło doprowadzić do takiego czynu? Tak zaczyna się niebezpieczna gra. Czy wszyscy, którzy w niej uczestniczą dotrwają do jej końca?
Bohaterowie są wyraziści i bardzo się od siebie różnią. Mogą budzić w nas różne uczucia, ale trudno żebyśmy byli obojętni. Książka pozwala nam poznać realia tokijskiego życia. Z pewnością nie chciałabym być częścią tytułowego prawdziwego świata. Co zrobilibyście słysząc alarm smogowy? Dla tych ludzi to już rutyna. W pewnych sytuacjach używają też fałszywych nazwisk, bywa im ciężko, od małego muszą uczyć się jak przetrwać w tej betonowej dżungli. W jaki sposób?
Los Angeles Times Book Rewiew trafiło w dziesiątkę tym stwierdzeniem: "Zazdrość, strach, arogancja - umysł nastolatka może być naprawdę przerażającym miejscem. Ta opowieść otworzy wam do niego drogę."
Nie spodziewałam się po tej książce zbyt wiele, właściwie przeczytałam ją tylko dlatego, że pożyczyła mi ją koleżanka. Okazało się jednak, że to całkiem ciekawa książka, miałam okazję poznać całkiem inny świat. Chętnie przeczytam kolejną książkę tej autorki - "Groteska", jeśli nadarzy się taka sposobność.

5/6

niedziela, 19 sierpnia 2012

G. Heivoll "Zanim spłonę"




Oparta na faktach powieść o serii podpaleń w spokojnym norweskim miasteczku
Wydawnictwo: Świat Książki
Rok wydania: 2011
Ilość stron: 256

"Niezwykła powieść, którą można czytać jak thriller, ale również jak psychologiczne studium szaleństwa"
"Życie w małym Finsland toczyło się zawsze spokojnie - aż do pewnej nocy, gdy jedno z domostw staje w płomieniach i w ciszę wdziera się ostry dźwięk syreny alarmowej. Ten pożar zapoczątkowuje serię dziwnych podpaleń. W miasteczku narasta strach. Tragiczne wydarzenia splatają się z wewnętrznymi dramatami mieszkańców, którzy odkrywają w końcu przerażającą prawdę, kim jest piroman. O wiele trudniejsze do wyjaśnienia są natomiast przyczyny działania człowieka ulegającego destrukcyjnej sile, która popycha go do zbrodni."

Piromanem okazał się ktoś, kogo chyba nikt by nie podejrzewał. Jak to możliwe, że taki grzeczny, uczynny chłopiec był zdolny do czegoś takiego? To pytanie zadawał sobie każdy w miasteczku. Masz szansę się tego dowiedzieć, czy jesteś na to gotowy?
Autor opowiada nam nie tylko o pożarach i podpalaczu. Zdradza nam też wiele faktów ze swojego życia, tłumaczy jak powstała książka, próbuje wyjaśnić kim właściwie jest. Moim zdaniem powieść miejscami jest napisana trochę chaotycznie, bywało, że gubiłam się w jej treści nie wiedząc o kim w tej chwili mowa (potem się przyzwyczaiłam).

"Przeczytałem to, co napisałem. Tu i tam coś wstawiłem, coś poprawiłem, z grubsza jednak zostawiłem tekst taki, jaki się pojawił. [...] Po raz pierwszy przeczytałem coś, co napisałem, bez wstydu. Uczucie było trochę nierealne, jakby ulotne. Nierealne, niemniej bardzo piękne."

Miałam trochę inne wyobrażenia co do tej lektury. Gaute Heivoll napisał naprawdę wiele o sobie i czasem nawiedzała mnie myśl, że zrobił to, by książka nie była zbyt krótka. Uważałam tak, pomimo że powoli się w jego opowieść wciągałam. Po chwili jednak autor przeskakiwał do innego wątku, co mnie trochę zniechęcało. Chciałam przeczytać dalszą część tego, co się urwało, ale nie na tyle, żeby najpierw zacząć coś innego.

Kilka razy zastanawiałam się nad zaprzestaniem lektury, ale uznałam, że jednak ją skończę, nie chciałam się poddawać. Dzięki temu mogłam się dowiedzieć jak doszło do tego, że Heivoll zaczął pisać. No i poznałam zakończenie.
Ostatecznie dobrze oceniam "Zanim spłonę". Nie zachwyciła mnie szczególnie, ale najwyraźniej nie jest to mój typ. Nie planuję kolejnego spotkania z twórczością tego autora, ale nie uważam też, żeby czas, który spędziłam przy jego książce był zmarnowany. Czy po nią sięgnąć, zdecydujecie sami. ;)

"Kogo widzimy, kiedy widzimy samych siebie?"

3/6

piątek, 29 czerwca 2012

V. C. Andrews "Płatki na wietrze"




Wydawnictwo: Świat Książki
Rok wydania: 2012
Ilość stron: 428
Seria: Dollanganger (cz. 2)

"Po śmierci jednego z braci rodzeństwo Dollangangerów decyduje się na ucieczkę z ponurego poddasza w domu dziadków, gdzie matka i babka więziły je przez blisko trzy i pół roku. Cathy, Chris i mała Carrie trafiają do domu doktora Paula Sheffielda, który osamotniony po śmierci żony i syna, roztacza opiekę nad dziećmi.Wydaje się, że ich los się wreszcie odmienił i że każde z nich znalazło właściwą drogę w życiu. Jednak koszmary przeszłości nie pozwalają tak łatwo o sobie zapomnieć, a wiszące nad młodymi bohaterami rodzinne przekleństwo wciąż daje o sobie znać..."

"Dalszy ciąg „Kwiatów na poddaszu”, na który czekają czytelnicy! Książka wznowiona po 17 latach okupuje listy bestsellerów! Druga część niezwykłej historii rodzeństwa. Dzieci trafiają do domu doktora Sheffielda, który roztacza nad nimi opiekę. Straszne przejścia nie pozwalają im jednak powrócić do normalnego życia. Może im pomóc jedynie znienawidzona matka… Intrygujące połączenie powieści obyczajowej, psychologicznej, przygodowej i thrillera. Sugestywna rzecz o rodzinnej tajemnicy, trudnym wchodzeniu w dorosłość i poszukiwaniu miłości. "

Choć rodzeństwo uciekło, problemy się nie skończyły. Pojawiają się skutki tak długiego zamknięcia. Biedna Carrie ma 8 lat, a wygląda na dużo młodszą.
Cathy, świadomie lub nie, budzi pożądanie u mężczyzn, choć ma tylko 15 lat. Podoba jej się to, ale z odrazą zauważa u siebie pewne cechy swojej matki. Za swój cel wyznaczyła sobie zostać znaną primabaleriną i zaprosić rodzicielkę na swój występ. Chce się na niej zemścić i powoli obmyśla plan.Chris wkrótce idzie na studia, medyczne oczywiście.
Cathy nie może żyć bez miłości, otacza się więc tymi, którzy mogą jej ją dać. Ważne miejsce w jej życiu zajmuje chęć zemsty, która potrafi być niszcząca.
Rodzeństwu towarzyszą kolejne śmierci bliskich, czy kiedyś znajdą swoje szczęście?
Każda decyzja niesie za sobą pewne konsekwencje, bywa też tak, że wybierając "mniejsze zło" jeszcze bardziej pogarszamy sprawę

Kolejne błędy, kolejne niewłaściwe wybory, a w tym wszystkim przeświadczenie, że wszystkiemu co złe jest winna matka.

W "Płatkach..." jest więcej namiętności, niż w poprzedniej części. Po pierwszych rozdziałach dziwiłam się, że zdecydowałam się na tą książkę. Dopiero po wielu przeczytanych stronach zaczynało dziać się coś poważniejszego. Na początku obawiałam się, że będzie to opowieść o tym, jak Cathy stacza się moralnie, jednak potem cała sprawa nabrała głębszego sensu. Po przeczytaniu całości nie liczył się dla mnie dość kontrowersyjny początek, a jedynie przejmujące zakończenie. Mimo wszystko okazuje się, że jest to wartościowa lektura.
Właściwie losy naszych bohaterów mogłyby kończyć się na tej powieści. Istnieje jednak jeszcze kilka części, a ja zastanawiam się, czy chcę wiedzieć na jakie kłopoty będą narażeni.

Ta książka była dla mnie jak narkotyk - bierzesz, potem uświadamiasz sobie, że to nie ma sensu, nie chcesz do tego wracać, ale po jakimś czasie chcesz więcej. Nie mogłam jej czytać jednym ciągiem. Co jakiś czas ją odstawiałam, a potem kontynuowałam lekturę zastanawiając się co będzie dalej. Prawdopodobnie będzie mnie nękać jeszcze przez jakiś czas.
Sama historia może nie jest rewelacyjna, a niekiedy niewiarygodna lub zawiera dużo niepotrzebnych scen namiętności. Mimo wszystko jest w niej "to coś", które sprawia, że chce się ją czytać.
Przez dłuższy czas zastanawiałam się nad oceną tej książki i choć budzi ona wiele emocji, zdecydowałam się na 4/5. (Na lubimyczytać dałam jej jednak 9/10)

5/6
Kwiaty na poddaszu | Płatki na wietrze | A jeśli ciernie | Kto wiatr sieje | Ogród cieni