Pokazywanie postów oznaczonych etykietą obyczajowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą obyczajowa. Pokaż wszystkie posty

sobota, 22 lutego 2014

J. Green "Szukając Alaski"



Wydawnictwo: Bukowy Las
Rok wydania: 2013
Ilość stron: 317

Są książki, po które sięgam w ciemno, nawet nie wiedząc dokładnie (lub wcale) o czym są. Lubię ten element zaskoczenia, gdy nie wiem czego się spodziewać, a jednocześnie jestem wręcz pewna, że się nie rozczaruję. Jest tak chociażby w przypadku książek Murakamiego. I tak też było w przypadku "Szukając Alaski".

Miles Halter postanawia wybrać się do oddalonej od domu szkoły z internatem, aby tam rozpocząć poszukiwania Wielkiego Być Może. Pomimo jego obaw okazało się, że trafił na całkiem niezłe towarzystwo. Co prawda może niezbyt normalne, ale ponoć tylko szaleńcy są coś warci na tym świecie. Już na wstępie został przechrzczony na Kluchę, przeciwko czemu jakoś zawzięcie nie oponował. Co do owego towarzystwa, są to Pułkownik o niesamowitej pamięci i zamiłowaniu do opracowywania szczegółowych planów, Alaska, która sama w sobie jest niezwykła oraz rapujący Takumi. On sam również ma swoje dziwactwo, a jest nim zapamiętywanie ostatnich słów znanych ludzi. Uwielbia też czytać biografie, nawet jeśli nie ma najmniejszego pojęcia na temat twórczości opisywanych osób.

Miles szybko przekonał się jak to dobrze jest mieć przy sobie przyjaciół, w szkole też szło mu całkiem nieźle, a choć jego życie nie było pozbawione trosk, cieszył się z tego co ma. Wkrótce jednak wyrosła przed nim przeszkoda, której nie da się tak łatwo przeskoczyć. A może raczej labirynt, bo właśnie to określenie byłoby w tym przypadku bardziej adekwatne...

A co jeśli osoba, która jest dla ciebie najważniejsza nagle zniknie z twojego życia? Co jeśli bez podania przyczyny, bez żadnego wytłumaczenia i definitywnie stracisz ją z oczu? Pogodzisz się z tą myślą, czy może będziesz szukać sensu, jakiegokolwiek pocieszenia? A co w takiej sytuacji zrobił Miles i jego przyjaciele?

"W którymś momencie wszyscy podnosimy wzrok i uświadamiamy sobie, że zgubiliśmy się w labiryncie."

W książkach Greena uwielbiam to, że wykreowane przez niego postacie są pełne życia, nietypowe i różnorodne, a każda z nich ma swój niepowtarzalny charakter. No i jest jeszcze jedna niezaprzeczalna zaleta dla moli książkowych - lubią czytać. Miles to dość niepozorny chłopak, który pragnąc wyrwać się z monotonii dotychczasowego życia zdecydował się na konkretne działania. Jego decyzja z pewnością nie okazała się daremna, bo choć o Alasce można powiedzieć wiele, zdecydowanie nie jest osobą, przy której da się nudzić. Nieprzewidywalna, inteligentna, humorzasta, szalona i piękna - taka jest właśnie Alaska Young, a i to nie oddaje w pełni jej charakteru.

Pojawiające się w książce ostatnie słowa (zawsze oznaczone pogrubioną czcionką) nieodzownie przywodzą na myśl tematy związane z przemijaniem. Również wzmianki na temat religii, ich znaczenia w życiu człowieka, podobieństw i różnic w poszczególnych wyznaniach sprzyjają tego typu rozmyślaniom. Bohaterowie próbują sobie odpowiedzieć na pytania, które od zawsze nurtowały ludzkość, a także na kilka pomniejszych, choć również bardzo dla nich ważnych.

Moje kolejne spotkanie z twórczością Johna Greena uważam za jak najbardziej udane. Książka ta prezentuje sobą wiele wartości, jest kopalnią trafnych cytatów, a jej lektura to czysta przyjemność. Nieodzownym elementem jest również humor w najlepszej odsłonie. Nie mogę się doczekać wydania w Polsce kolejnych powieści tego autora. Może i Wy wyruszycie razem z Milesem na poszukiwania Wielkiego Być Może?

"Jasne, że głupio tęsknić za kimś, z kim ci się nie układało.
Ale nie wiem, fajnie było mieć kogoś, z kim można się kłócić."
10/10

poniedziałek, 10 lutego 2014

T. Webber "Tak blisko..."



Wydawnictwo: Jaguar
Rok wydania: 2013
Ilość stron: 336

Dwa tygodnie po rozstaniu z chłopakiem (po trzech latach związku uznał, że musi się wyszaleć póki jeszcze może) Jacqueline po wyjściu z imprezy (na którą właściwie nie zamierzała iść) o mały włos nie zostaje zgwałcona przez znajomego, który do tej pory praktycznie nie zwracał na nią żadnej uwagi. Jej wybawcą staje się nieznany jej ciemnowłosy chłopak z kolczykiem w wardze i zachwycającymi, jasnymi oczami. O tym traumatycznym przeżyciu nie mówi nikomu, chcąc jak najszybciej wyprzeć je ze świadomości. Tak łatwo jednak nie będzie, bo odtąd jej drogi coraz częściej będą się przecinać z tymi, którymi chadza jej przystojny wybawca, Lucas, a i Buck (niedoszły gwałciciel) nie zamierza odpuścić. Jakby nie dość miała problemów, przez opuszczenie egzaminów semestralnych z ekonomii może nie zdać tego przedmiotu. Na szczęście dostaje drugą szansę, a także namiary na korepetytora. Choć kontaktuje się z nim tylko mailowo, Landon szybko zyskuje jej sympatię, a ona niecierpliwie oczekuje na kolejne wiadomości. Jednocześnie za radą Erin wciela w życie plan "faza niegrzecznego chłopca", który ma na celu zbliżenie się do fascynującego ją coraz bardziej Lucasa. A choć poznaje go coraz lepiej, on wciąż pozostaje dla niej zagadką. Którego z nich wybierze? I czy ma w ogóle jakiś wybór? Przekonajcie się sami.

Choć "Tak blisko..." zostało napisane lekkim piórem i ze sporą dawką humoru, nie brakuje tu kilku ważniejszych tematów ze skutkami nieudanej napaści na czele. Jacqueline po rozstaniu z Kennedym traci wielu znajomych, uświadamia sobie jak bardzo była od niego do tej pory zależna, próbuje się pozbierać, odnaleźć w nowej sytuacji. Dziewczyna walczy z samą sobą, nie mogąc się zdecydować na podjęcie działań względem Bucka. Na szczęście ma po swojej stronie nie tylko Lucasa, ale także swoją współlokatorkę i przyjaciółkę Erin. Wsparcie bliskich ma dla niej ogromne znaczenie.

Nie brakuje tu scen miłosnych, jednak są one umiejętnie wplecione w fabułę. Autorka nie skupia się jedynie na wzajemnych uczuciach tej dwójki, pogłębia ich charaktery, stawia przed nimi przeszkody, pozwala błądzić wśród niepewności i popełniać błędy. Przytacza problemy ofiar gwałtu, czy też jego próby. Ujawnić się, czy może siedzieć cicho? Szukać pomocy, czy ograniczyć spotkania towarzyskie do minimum i mieć nadzieję, że to się już więcej nie powtórzy? Wszystkie te sprawy przedstawia w sposób bardzo wiarygodny.

Autorka z powodzeniem wciągnęła mnie w wykreowany przez siebie świat. Radość, smutek, oburzenie, współczucie - to tylko niektóre z emocji, których doświadczyłam podczas lektury. Podobnie było w przypadku bohaterów - żywych, wyrazistych postaci wyróżniających się swoimi indywidualnymi cechami. Nie jest to kolejne banalne love story, co bardzo się autorce chwali. Z książki jestem bardzo zadowolona i z chęcią przeczytałabym inne powieści Tammary Webber.

"Przyznanie się do błędu i przeprosiny są cenne i wartościowe, ale czasami przychodzą zbyt późno."
7/10

sobota, 11 stycznia 2014

N. Sparks "Dla ciebie wszystko"


Dla ciebie wszystko - Nicholas Sparks

Wydawnictwo: Albatros
Rok wydania: 2012
Ilość stron: 399

W młodości zakochali się w sobie nawzajem, jednak ich związek z góry skazywany był na porażkę. Ona pochodziła z szanowanej rodziny Collier'ów, on był jednym z Cole'ów, zbrodniarzy z dziada pradziada. I choć całkowicie różnił się od swoich krewnych, nikogo to nie obchodziło. Dla wszystkich mieszkańców był kimś, z kim nie należy się zadawać. Mimo to starali cieszyć się sobą dopóki mogli. Aż nadszedł czas rozstania i każde z nich poszło swoją drogą. Oboje przekonali się jednak, że o prawdziwej miłości nie tak łatwo zapomnieć, a natrętnie wkradające się do umysłu wspomnienia przeszłych zdarzeń wciąż są żywe...
Po ponad 20 latach, za sprawą śmierci człowieka, który obojgu był bliski, Dawson i Amanda znów powracają w rodzinne strony. On jako stary kawaler mający za sobą ciężkie życie, ona jako szczęśliwa matka trójki dzieci i nieco mniej szczęśliwa żona mężczyzny, który popadł w alkoholizm. Jak wpłynie na nich ponowne spotkanie? Czy pozwolą tłumionemu przez lata uczuciu znów rozkwitnąć pomimo tak licznych przeciwności? Jaką podejmą decyzję w chwili, gdy żadna z możliwości nie wydaje się w pełni właściwa? Wieczna tęsknota za utraconą miłością, czy rozbicie rodziny? Nie ma nic pomiędzy...

Może nie jest wciągająca od samego początku (w końcu najpierw przydałoby się naświetlić całą sytuację), jednak wkrótce akcja zaczyna się rozwijać. Poza wspomnieniami głównych bohaterów i ich rozterkami pojawia się cały szereg dodatkowych wątków - zawistna rodzina Cole'ów (zwłaszcza pewien nieprzewidywalny kuzyn), pretensje matki Amandy, a także trochę na temat rodziny Bonnerów i człowieka, który był dla dwójki naszych bohaterów jak drugi ojciec. Każdy z nich jest w pewien sposób powiązany z główną historią, a wydarzenia powoli się zazębiają, zmierzając do finału. Co do Amandy i Dawsona, zostali oni ciekawie przedstawieni, nie są to jedynie płytkie postacie, które żyją wyłącznie miłością. Zdają sobie sprawę z otaczającej ich rzeczywistości, która sprawia, że targają nimi sprzeczne uczucia. Które z nich okażą się silniejsze?

W "Dla ciebie wszystko" nie brakowało też zwrotów akcji, nawet biorąc pod uwagę, że znalazło się kilka dość przewidywalnych momentów, zwłaszcza końcówka. To przyjemne i raczej wciągające love story o miłości szczerej, jedynej w swoim rodzaju, a jednocześnie trudnej, niosącej ze sobą ogromne konsekwencje. Nie można przecież mieć wszystkiego.
Było to moje pierwsze spotkanie z twórczością Sparks'a i myślę, że nie ostatnie. Choć zwykle nie sięgam po romanse, nie mam nic przeciwko przeczytaniu czegoś takiego raz na jakiś czas. Ale raczej niezbyt często. ;)

"Miłość zawsze mówi więcej o tych, którzy ją odczuwają niż o tych, którzy są jej obiektem."
7/10

niedziela, 5 stycznia 2014

J. Fielding "W pajęczej sieci"


W pajęczej sieci - Joy Fielding

Wydawnictwo: Świat Książki
Rok wydania: 2010
Ilość stron: 432

Charlie Webb, niezamężna matka dwójki dzieci, z zawodu reporterka, nie boi się poruszać kontrowersyjnych tematów. Ma swoją stałą rubrykę w pewnym magazynie, gdzie co tydzień ukazują się jej felietony. Zawsze jest ze sobą szczera, pisze, co myśli i nie zważa na innych. Dzięki swojej postawie zjednała sobie nie tylko wielu wiernych czytelników, ale i zagorzałych przeciwników. Nie ma też co liczyć na wiele sympatii ze strony współpracowników, jednak jest do tego przyzwyczajona. Również relacje w jej rodzinie nie są do pozazdroszczenia. No ale tymczasem dość na ten temat, przejdźmy teraz do innej kwestii.
Pewnego dnia dostała list od Jill, swojej fanki. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nadawczyni nie przebywała w tej chwili w więzieniu. Ta młoda jeszcze dziewczyna jest tą samą osobą, o której jakiś czas temu napisała Charlie, nazywając ją krwawą nianią. Pomimo wielu niewybrednych słów, które przeczytała na swój temat w felietonie, nadal pozostała wielbicielką jej twórczości, co więcej, pragnie aby Charlie przekonała się, że nic nie jest czarno-białe i pomimo popełnionych zbrodni ma także swoje drugie oblicze. Proponuje reporterce współpracę. Tylko czy to rozsądne?
Charlie wie, że nie powinna się w to mieszać, jednak zawodowa ciekawość wkrótce zwycięża, a historia niani, która doprowadziła trójkę dzieci do śmierci poprzedzonej torturami wywiera na nią znaczący wpływ. Prace nad książką trwają, Jill świetnie się bawi, zwodząc dziennikarkę, która z powodu kolejnych niepokojących maili coraz bardziej zaczyna obawiać się o swoje dzieci. A jej strach jest najwyraźniej uzasadniony. W tym samym czasie wdaje się również w romans i próbuje na nowo nawiązać rodzinne więzi, które od dawna były w opłakanym stanie. Czy podoła temu wszystkiemu?

Wraz z rozwojem akcji, życie Charlie stopniowo ulega zmianie, najwyraźniej na lepsze, choć w międzyczasie spotka ją także wiele przykrości, także te związane z jej rodziną. Siostry, wszystkie odnoszące sukcesy, praktycznie się do siebie nie odzywają, ojciec zerwał z nią kontakt za to, że pozwoliła matce (która dawniej odeszła od nich do innej kobiety) na nowo stać się częścią jej życia. Jest jeszcze brat z potencjałem przysłoniętym przez problemy z alkoholem i narkotykami. A do tego wszystkiego mamy jeszcze Jill, pogróżki oraz nową sympatię. Na brak wrażeń nie mamy co narzekać, jednak najlepiej będzie, jeśli o tym przekonacie się już sami.

Z początku czułam do Charlie pewną niechęć i choć z czasem było już lepiej, nadal podchodziłam do niej z dystansem. Zdecydowanie większą sympatię poczułam do Brama (jej brata) i to pomimo jego nałogów. Dziwne? Może trochę, ale tak po prostu było. Jill z kolei z początku wydaje się szczera, jednak złudzenie to szybko opada, dając wyraz jej prawdziwej naturze - przebiegłej, pozbawionej uczuć manipulantce. Co takiego zrodziło się w jej chorym umyśle, że była zdolna do takiego okrucieństwa? Co jeszcze nie wyszło na jaw? I rzecz najważniejsza, jaki będzie jej następny krok?
Książka całkiem pozytywnie mnie zaskoczyła. Była wciągająca i choć nie zawsze zgadzałam się z główną bohaterką, była ona wyrazista i ciekawa. Jeśli chcecie wiedzieć, jak zakończyła się ta historia, zapraszam do lektury.

8/10

czwartek, 5 grudnia 2013

Y. Ogawa "Miłość na marginesie"


Miłość na marginesie - Yōko Ogawa

Wydawnictwo: WAB
Rok wydania: 2011
Ilość stron: 208

Nasza bohaterka cierpi na głuchotę czuciowo-nerwową, która może się objawiać na różny sposób - nie tylko brakiem dźwięków, ale i obecnością tych nieistniejących lub zaburzeniami w ich postrzeganiu. Dzień przed jej wystąpieniem opuścił ją mąż, wkrótce potem zdecydował o rozwodzie. Y spotkała na wywiadzie z innymi chorymi do pewnego czasopisma. Był stenografem i nikt poza nią zdawał się nie dostrzegać jego obecności. Tym, co ją zafascynowało były jego dłonie, sprawnie poruszające się po kartce. Właśnie z powodu tego artykułu mieli okazję spotkać się ponownie i wdali się w miłą, niezobowiązującą rozmowę, a jej fascynacja Y (czy raczej jego dłońmi) rosła. Po wyjściu ze szpitala powróciła do codziennego życia, jednak nie zerwali kontaktu.
Właściwie nie traktowała swojej przypadłości jak choroby. Wciąż chodziła na badania, zażywała leki, jednak te dźwięki, do których tylko ona miała dostęp przyjmowała niemal z wdzięcznością, wierząc, że tak ma być, że poświęcając im uwagę będzie mogła lepiej zrozumieć samą siebie. Tak oto uszy przywoływały jej dawno zapomnienie wspomnienia, które następnie Y spisywał. Oboje świetne się dogadywali, wymieniając się swoimi nietypowymi poglądami - o przelewaniu słów na papier, o postrzeganiu dźwięków... Ich rozmowy były swobodne i naturalne, i w taki też sposób rozwijała się ich relacja. Tylko czy łączące ich uczucie można określić mianem miłości?

Dawno nie czytałam takiej ciepłej, niezobowiązującej lektury. Lekki i przystępny styl autorki sprawił, że skończyłam ją w mgnieniu oka. Ta historia ma też pewien swój specyficzny, jakby nieco eteryczny charakter. W dużej mierze składa się z plastycznych opisów, z odczuć i przemyśleń naszej bohaterki. Jeśli nie macie więc cierpliwości, aby słuchać ciągłych wywodów na temat idealnych dłoni Y (to trochę jak jakiś podchodzący pod obsesję fetysz), może lepiej sobie odpuścić. Mimo to lektura "Miłości na marginesie" była dla mnie miłą odskocznią od codzienności i z czystym sercem mogę ją polecić zainteresowanym. Mam jednak pewne niejasne, ale i nieodparte wrażenie, że gdzieś pomiędzy kolejnymi stronami zagubiłam jej sens... Sama historia też pewnie nie pozostanie w mojej pamięci na długo. Ale było miło. ;)

"Podczas choroby odkryłam, że jeśli ludzie mówią cichym głosem, stają się wobec siebie bardziej łagodni."
7/10

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

S. King "Joyland"


Joyland - Stephen King


Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2013
Ilość stron: 336

Dwudziestojednoletni student Devin Jones decyduje się na wakacyjną pracę w parku rozrywki. Właśnie tam, w świecie kuglarzy i zabawy, otoczony niezwykłą aurą tego miejsca i równie niezwykłymi ludźmi zdołał uporać się ze złamanym niedawno sercem i zacząć żyć na nowo. Tam poznaje też historię tragicznej śmierci pewnej dziewczyny, której duch ponoć nawiedza to miejsce i postanawia dowiedzieć się na ten temat czegoś więcej. Do czego doprowadzą jego poszukiwania?

Wydawałoby się, że park rozrywki jest wymarzoną scenerią dla mrożącego krew w żyłach horroru. Rzeczywiście, jednak Stephen King nie wykorzystał tego faktu w "Joyland". Zamiast tego napisał całkiem niezłą obyczajówkę z wątkiem kryminalno-paranormalnym. Wiele miejsca autor poświęcił na rozmyślania Devina, jego próby radzenia sobie ze złamanym sercem, chwile zwątpienia, kiedy to miał wszystkiego dość. A jednak ludzie wokół niego nie pozwolili mu zejść na manowce. Dzięki nim odkryje, że czasem trzeba po prostu pogodzić się z losem i iść dalej. Kogo tam poznał? Jaki mieli na niego wpływ? Nie będę Wam psuła niespodzianki...

Najlepsze w tej książce wydaje mi się przedstawienie codzienności w parku rozrywki. Charakterystyczna dla jego pracowników gadka, ich wzajemne relacje, wszelkie atrakcje i ta radosna atmosfera... "Joyland" warto przeczytać chociażby z ich powodu. Choć nie zawsze było kolorowo, choć nie każdy był duszą towarzystwa, to jednak takie życie wydaje się być fantastyczną przygodą. Do podobnego wniosku musiał dojść Devin, skoro uznał, że było to najlepsze lato i jesień jego życia. Najlepsze, a jednak pod pewnymi względami najgorsze... Komuś bowiem nie podoba się to, że próbuje dociec kim był morderca.
Autor dość swobodnie przeskakuje pomiędzy wydarzeniami rozgrywającymi się w różnym czasie, jednak robi to w taki sposób, że nie wprowadza do książki niepotrzebnego zamieszania. To moje pierwsze spotkanie z twórczością Kinga. Może trochę nietypowe biorąc pod uwagę to, że kojarzony jest głównie jako autor horrorów, a jednak nie żałuję. Co więcej, chętnie sięgnę po inne jego książki.

"[...]bo same słowa nic nie znaczą, jeśli nie wypełni się ich treścią"
7/10

sobota, 6 lipca 2013

J. Green "Gwiazd naszych wina"


Gwiazd naszych wina - John Green


Wydawnictwo: Bukowy Las
Rok wydania: 2013
Ilość stron: 312

Mogłabym napisać, że szesnastoletnia Hazel Grace już od trzech lat dzielnie walczy z rakiem i nie poddaje się. Mogłabym, jednak takie stwierdzenie nie spodobałoby się naszej bohaterce. Dziewczyna walczy, bo właściwie nie ma innego wyboru. Robi to też przez wzgląd na rodziców. Tak więc wciąż idzie przez życie z podniesioną głową, choć jej choroba sprawia, że nawet odrobina wysiłku więcej pozbawia ją tchu i choć wciąż towarzyszy jej aparat tlenowy. Swój wolny czas dzieli pomiędzy oglądanie powtórek "America's Next Top Model", czytanie wciąż tej samej ulubionej powieści, bierne uczestniczenie w spotkaniach grupy wsparcia i sporadyczne wyjścia z przyjaciółką ze szkoły, do której od dawna przestała uczęszczać. I pewnie byłoby tak nadal, gdyby na jednym ze spotkań grupy wsparcia nie poznała Augustusa, który z powodu choroby stracił jedną nogę, jednak od tej pory nie ma nawrotu. Wkrótce okazuje się, że bardzo odpowiada im wspólne towarzystwo, a ich zażyłość przeradza się w uczucie i choć oboje są świadomi, że w ich sytuacji nie mają co liczyć na bajkowy happy end, cieszą się każdą wspólnie spędzoną chwilą.

Po tak wielu pozytywnych recenzjach to raczej zrozumiałe, że miałam względem niej dość duże oczekiwania. Jak się okazuje, całkiem słusznie. Są życiowe powieści, które fascynują bardziej niż niejeden naprawdę dobrze napisany kryminał. Są proste sytuacje, które poruszają bardziej, niż ubrane w piękne słowa sentencje. Są też bohaterowie, o których nie da się tak po prostu zapomnieć. We wszystkich tych stwierdzeniach jako przykład posłużyć może właśnie "Gwiazd naszych wina", książka niezwykła w swojej prostocie i głęboko zapadająca w pamięć.
Także kreacja bohaterów zasługuje na pochwałę - są realni, jakbyśmy rzeczywiście mogli ich spotkać, mają też bogatą osobowość i łatwo się z nimi zżyć. Z przyjemnością czytałam o ich wzajemnych relacjach, przysłuchiwałam się rozmowom na te poważne i te raczej błahe sprawy (ach te przemyślenia na temat powszechnego mniemania, że jeśli jajecznica, to tylko na śniadanie), często okraszonym tak charakterystycznym dla nich wisielczym humorem. Do tego dochodzą także ich zmartwienia, troska nie o samych siebie, ale o otaczających ich bliskich. Hazel wciąż martwi się o rodziców, o to, że po jej śmierci całkiem się załamią, a właśnie tego chciałaby uniknąć najbardziej.

"Tak cię pochłania bycie sobą, że nie masz nawet pojęcia jaka jesteś nadzwyczajna."

John Green w swojej powieści porusza bardzo wiele kwestii - trud radzenia sobie z chorobą i wszelkimi jej następstwami, strach przed zbliżeniem się do innych spowodowany chęcią zaoszczędzenia im zmartwień czy bólu, próby urzeczywistnienia własnych marzeń, a także akceptowanie rzeczywistości, która nie zawsze bywa zgodna z naszymi oczekiwaniami. Te i wiele innych spraw autor wplata w życie dwójki zakochanych w sobie nastolatków, którzy za sprawą choroby nie mają łatwego życia. Na uwagę zasługują również ich rodzice, którzy starają się radzić sobie z nieuchronnością losu swoich dzieci.
O tej książce mogłabym się rozwodzić jeszcze przez długi czas, jednak najlepiej będzie, jeśli sami przekonacie się o jej niezwykłości. Na koniec dodam jeszcze tylko, że jest to wręcz kopalnia różnorodnych cytatów - jednych zabawnych, innych poważnych - i zapewnię, że moja przygoda z twórczością tego autora na pewno nie zakończy się na tej jednej historii. Polecam serdecznie. :)

"Tak to jest z bólem. Domaga się, byśmy go odczuwali."
6/6

środa, 22 maja 2013

H. Murakami "Na południe od granicy, na zachód od słońca"


Na południe od granicy, na zachód od słońca - Haruki Murakami


Wydawnictwo: MUZA
Rok wydania: 2006
Ilość stron: 232

"Hajime od lat pielęgnuje w sobie wspomnienie Shimamoto, pierwszej ukochanej z okresu dzieciństwa, i porównuje do niej każdą poznaną dziewczynę. Kiedy już jako dorosły mężczyzna spełniony w życiu osobistym i zawodowym przypadkowo spotyka Shimamoto, okazuje się, że dawna fascynacja przetrwała. Hajime decyduje się rzucić swą rodzinę i wykorzystać szansę daną mu przez los. Czy jednak możliwy jest powrót do przeszłości? To piękna opowieść o niespełnionej miłości i pogoni za nieosiągalnym ideałem. Co leży na zachód od słońca i czy na południe od granicy znajdziemy raj, czy też zwykłą szarą rzeczywistość?"

O czym jest ta książka? O zwykłym życiu. Całą historię przedstawia nam właśnie Hajime, który wspomina dawne dzieje, znajomości, opowiada jak potoczyły się jego losy. Zwykła szara codzienność, można by powiedzieć. A jednak coś sprawiało, że książkę czytałam z niemałym zainteresowaniem, wręcz pochłaniałam. Co takiego wyróżnia ją spośród tysięcy tytułów o podobnej tematyce?

Nie chcę zdradzać zbyt wiele odnośnie fabuły, bo to bez sensu. Już sam opis dość dosadnie informuje nas czego możemy się spodziewać, choć mimo wszystko podczas lektury towarzyszyła mi swego rodzaju niepewność: może jednak coś sprawi, że losy bohaterów potoczą się inaczej? Może oni sami jednak zmienią zdanie?
"Na południe..." to historia o niespełnionej miłości, o samotności, którą można odczuwać pomimo obecności bliskich nam osób. Bohater snuje wiele refleksji na temat swojego życia i daje czytelnikowi do myślenia. Postać Hajime została świetnie wykreowana, a dzięki takiemu sposobowi narracji możemy go dobrze poznać - nie tylko jego zalety, ale i liczne wady. Czytając, łatwo możemy uwierzyć, że taki ktoś naprawdę istnieje. Ponadto książka nie pozostawia uczucia niedosytu.

"Nawet zamkom z bajki przydaje się warstwa świeżej farby."

Książka Murakamiego charakteryzuje się dużą plastycznością języka, co sprawia, że jej czytanie to sama przyjemność, a wykreowany przez niego świat jest jak na wyciągnięcie ręki. Nie można powiedzieć, że akcja jest wartka, a jednak ani przez chwilę nie byłam znudzona i z chęcią zaczytywałam się w przemyśleniach Hajime na temat jego egzystencji, a także w wywodach na najróżniejsze tematy. Nie potrafię tego skonkretyzować, tak po prostu jest. Poza tym bardzo spodobało mi się jej wydanie, które na swój własny, subtelny sposób przyciąga wzrok.

To moje pierwsze i z pewnością nie ostatnie spotkanie z twórczością Murakamiego. Słyszałam o nim sporo dobrego, więc miałam dość wygórowane oczekiwania. Na szczęście nie zawiodłam się i jestem bardzo ciekawa innych jego dzieł, zwłaszcza, że podobno "Na południe..." nie zalicza się do jego najlepszych książek.

"Obietnice - nawet te niezobowiązujące - pozostają człowiekowi w pamięci."
5/6

czwartek, 28 lutego 2013

M. Zych "Siedem szklanek"


Siedem szklanek - Magdalena Zych


Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2011
Ilość stron: 263

"Skrajność charakterów, zaskakujące wydarzenia, oczarowania i frustracje - to wątki pełnej humoru i trafnych obserwacji społecznych powieści o odkrywaniu samego siebie, o niebezpieczeństwie utknięcia wśród szablonów i komunikatów, o odwadze przełamywania tabu i eksponowania odmienności. Powieść o fascynacji niespodziewaną metamorfozą, o mozolnym tworzeniu własnego świata i wyzwalaniu się z objęć jednych stereotypów, by z impetem wpaść w kolejne.
Kuba - wycofany, niepozorny facet, kontra Emil - otoczony chmarą znajomych egocentryczny i ekscentryczny artysta. Ich spotkanie na szalonej imprezie staje się początkiem niezwykłego związku, z którego każdy z nich wyjdzie odmieniony..."

Na początku zaciekawiła mnie okładka, potem przeczytałam opis, który sprawił, że moje zainteresowanie książką wzrosło i uznałam, że koniecznie muszę po nią sięgnąć. Teraz już wiem, że był to dobry wybór. Poza tym byłam trochę zaskoczona (oczywiście w pozytywnym sensie), że jest to polska książka.
Na wstępie autorka przytacza nam fragment z "Akademii Pana Kleksa", który niewiele nam mówi i nabierze znaczenia dopiero później, choć i tak nie jest to zbyt jasny przekaz.

Do ich spotkania doszło przez przypadek na imprezie. Kuba już wtedy wiedział, że Emil całkowicie zmieni jego życie, choć nie zdawał sobie sprawy w jaki sposób i co z tego wyniknie. Wkrótce nawiązali znajomość, zaprzyjaźnili się, aż w końcu okazało się, że łączy ich coś więcej. Jak zareagował na to Kuba, który do tamtej pory był pewien swojej orientacji? Czy to prawdziwe uczucie?

„Na świecie w ogóle nie ma heteryków. Są tylko źle podrywani biseksualiści”

Emil to postać bardzo wyrazista, może i trochę przekoloryzowana, ale wcale nie przeszkadzało mi to podczas czytania. Nie wstydził się swojej odmienności - wręcz przeciwnie, a jego sposób bycia sprawiał, że ludzie garnęli się do niego. A Kuba? Kuba był dość niepozornym studentem anglistyki. Nie wyróżniał się niczym szczególnym, nie zwracał na siebie większej uwagi. Bohaterowie przeżywali swoje wzloty i upadki. W żadnym wypadku nie można powiedzieć, że byli wyidealizowani. Mieli swoje wady i zalety - jak każdy człowiek, byli po prostu ludzcy. "Siedem szklanek" to historia pełna nie tylko humoru, ale i pewnego przekazu, historia o akceptacji samego siebie i innych, o uczuciach, stereotypach i wielu innych.

Drażnił mnie język powieści, który, zwłaszcza na początku, był mocno stylizowany na slang młodzieżowy (później nie było to już takie zauważalne). Muszę przyznać, że sama nie byłam pewna co do znaczenia niektórych zwrotów. Poza tym jest tu sporo obcojęzycznych zwrotów (głównie cytatów z piosenek). Te angielskie mi nie przeszkadzały, jednak dość uciążliwe były te francuskie. Pomimo tego książka szybko wciągnęła mnie w swój świat i z przyjemnością poznawałam dalsze losy Kuby i Emila, a uśmiech nierzadko sam cisnął mi się na usta.

„To bardzo dziwne i trudne nie wiedzieć, gdzie się jest, nie wiedzieć, kim i jak się jest, jeśli się nie zostanie wywołanym, określonym, zdefiniowanym jak Kochanie, Miś Kubuś, Bejbe albo Skarb”

Wydarzenia z książki co jakiś czas przeplatane były marzeniami sennymi Kuby i jego przemyśleniami na różne tematy, często całkowicie oderwane od treści poprzednich rozdziałów. Z pewnością obyłoby się bez tego, ale odebrałam to jako dość ciekawe urozmaicenie. Dodatkowo autorka przytacza wiele cytatów z piosenek i podaje ich tytuły. W ten sposób możemy stworzyć sobie cały (bardzo różnorodny) podkład muzyczny do słuchania w trakcie lektury. Nie jest to konieczne i nie zawsze do mnie przemawiało. Pod koniec ostatecznie z tego zrezygnowałam, bo ciągłe wyszukiwanie kolejnych utworów za bardzo mnie rozpraszało.

A o co chodzi z tymi siedmioma szklankami? Już wyjaśniam. W ważnych momentach bohaterom towarzyszyły szklanki - po jednej na każdy z nich. Muszę przyznać, że kilka z nich przegapiłam, ale mam nadzieję to nadrobić. Jak? "Siedem szklanek" spodobało mi się do tego stopnia, że za jakiś czas chętnie do nich powrócę. Książkę polecam, jednak wiem, że nie każdemu przypadnie do gustu. W końcu ostateczna decyzja należy do was. :)

5/6

poniedziałek, 4 lutego 2013

A. Niffenegger "Lustrzane odbicie"


Lustrzane odbicie - Audrey Niffenegger


Wydawnictwo: Nowa Proza
Rok wydania: 2010
Ilość stron: 522

"Po oszałamiającym sukcesie bestsellerowych »Zaklętych w czasie«, Audrey Niffenegger powraca z »Lustrzanym odbiciem«, niepokojącą powieścią o skomplikowanej miłości, tożsamości i rywalizacji między bliźniętami. Powieść rozpoczyna się śmiercią Elspeth Noblin, która zapisuje swoje londyńskie mieszkanie swym siostrzenicom - bliźniaczkom. Te dwudziestoletnie, niedoświadczone dziewczyny chętnie przeprowadzają się do Anglii, by przymierzyć się do nowego życia, tak samo jak przymierzają swoje identyczne stroje. Zabytkowy cmentarz Highgate - obok którego stoi dom Elspeth - służy za znakomite tło, na którym siostry wplątują się w losy swych sąsiadów: dawnego partnera Elspeth, Roberta, a także Martina, chorego na agorafobię specjalisty od krzyżówek, i wreszcie ducha Elspeth, która rozpaczliwie próbuje się odnaleźć w swoim nowym 'życiu po życiu'. Niffenegger nadaje swym nękanym licznymi problemami postaciom cudowną głębię, a historia zmierza do nieoczekiwanego zakończenia."

Na tą książkę miałam ochotę już od dłuższego czasu, więc nie wahałam się ani chwili, gdy znalazłam ją w sklepie w bardzo atrakcyjnej cenie. :)
Historia ta rozpoczyna się końcem. I to dosłownie, bo taki właśnie tytuł ma pierwszy rozdział. Elspeth przegrywa walkę z chorobą i odchodzi z tego świata. Czy jednak na zawsze? Jeszcze przed śmiercią napisała do swojej siostry bliźniaczki, którą kochała, choć ta najwyraźniej nie chciała mieć z nią nic wspólnego. W liście poinformowała ją, że dom zapisuje w spadku swoim siostrzenicom - też bliźniaczkom, dodając, że w ten sposób chce przeprowadzić pewien eksperyment. Na czym ma on polegać?

Julii i Valentiny nie można nazwać zwykłymi bliźniaczkami. Są ze sobą niezwykle zżyte i stanowią swoje lustrzane odbicia. Nie byłoby to tak zaskakujące, gdyby nie to, że ich podobieństwo nie odnosi się jedynie do ich powierzchowności - Valentina nawet narządy wewnętrzne ma po przeciwnej stronie niż normalny człowiek, stanowi więc idealne odbicie swojej starszej (o sześć minut) siostry. To właśnie Julia gra w tym duecie pierwsze skrzypce i często się rządzi, a jej bliźniaczka (często nazywana Myszką) godzi się na to, choć powoli zaczyna się w niej rodzić cichy bunt. Jak potoczą się ich losy w nowym miejscu?

"Wiesz, żeby być sobą, nie trzeba się starać, nie trzeba robić nic."

Teraz przejdźmy do innych mieszkańców tej części Londynu. Robert nie może się pozbierać po śmierci ukochanej, a gdy w końcu przyjeżdżają jej siostrzenice, obawia się spotkania z nimi, chociaż bardzo chciałby je poznać. Czy któraś z nich wypełni pustkę pozostałą po Elspeth? Poza tym już od dłuższego czasu pisze pracę na temat pobliskiego cmentarza, lubi też odwiedzać go w nocy.
Martin od wielu lat zmaga się ze swoją chorobą, która objawia się w dręczących go natręctwach. Do tego opuściła go zmęczona już takim życiem Marijke. Samotność jedynie pogłębia jego wyobcowanie. Mimo wszystko Julia poczuła do niego sympatię i pewną nić porozumienia. Czy to mu w jakiś sposób pomoże? Czy pokona swoje lęki, by wrócić do żony?
Z całkiem innymi problemami zmaga się Elspeth, która, choć już umarła, nadal błąka się po swoim mieszkaniu jako zjawa i próbuje zrozumieć sytuację, w jakiej się znalazła. Pragnie zostać zauważoną, choć z marnym skutkiem. Jedynie Valentina zdaje się wyczuwać jej obecność. Poza tym zmarła ciotka sprawdza w jaki sposób może wpłynąć na to, co ją otacza.

"Elspeth miała wrażenie, że znalazła się na progu przełomu. Od jakiegoś czasu bardzo poważnie zastanawiała się nad straszeniem. Istnieje pewna równowaga między jego estetyczną i praktyczną stroną."

"Lustrzane odbicie" to opowieść o siostrzanej miłości i konfliktach, o życiu po śmierci i stracie bliskiej osoby, a także o skrywanej przez lata tajemnicy. Właśnie. Co takiego zdarzyło się w przeszłości? Co doprowadziło do tego, że Elspeth i Edie przestały się ze sobą kontaktować? Czy tą samą drogą nie podążają Julia i Valentina? Tego możecie się dowiedzieć już z książki.
Muszę przyznać, że spodziewałam się czegoś innego, choć sama nie potrafię określić czego dokładnie. Myślałam, że będzie bardziej magicznie, jednak zamiast tego było bardziej życiowo. Valentina chciała rozpocząć życie na własny rachunek, natomiast Julia nawet nie chciała o tym słyszeć. Tak narodził się niecodzienny, bardzo ryzykowny plan. Do czego doprowadzi?

"Mhm, pamiętaj tylko, że to zwykle nieśmiali zaskakują nas najbardziej."

Autorka wykreowała barwne, ciekawe postacie, a Londyn i cmentarz Highgate stanowiły świetne tło dla tej historii. Co do nieoczekiwanego zakończenia, nie do końca takie było. Do pewnego stopnia domyślałam się co może się stać. Mimo wszystko reszta była zaskoczeniem i cieszę się, że w końcu sięgnęłam po "Lustrzane odbicie". Tą książkę z pewnością będę miło wspominać.

5/6

niedziela, 27 stycznia 2013

D. Steel "Dom przy Hope Street"




Wydawnictwo: Świat Książki
Rok wydania: 2001
Ilość stron: 208

"Dla Lizy i Jacka Sutherlandów życie było łaskawe. W ciągu 18 lat małżeństwa stworzyli ciepły, szczęśliwy dom z piątką dzieci, ich kancelaria prawnicza świetnie prosperuje. Jest radosny poranek Bożego Narodzenia, dzieci cieszą się z prezentów od Mikołaja, nic nie zapowiada tragedii. I oto Jack, który na chwilę opuszcza dom, ginie w tragicznych okolicznościach. Liz zostaje sama, załamana, z piątką zdruzgotanych nieszczęściem dzieci. Czy znajdzie w sobie dość siły, by podołać wszystkim obowiązkom, jakie na nią spadły? Tym bardziej, że los nie szczędzi jej kolejnych ciosów. Dom przy Hope Street to książka o zmaganiu się z rozpaczą, o odżywającej nadziei, to książka krzepiąca."

Na tą książkę trafiłam przy okazji przeglądania domowej biblioteczki. Już od dawna planowałam sięgnąć po którąś z powieści pani Steel, więc chętnie skorzystałam z okazji.
Liz i Jack wiedli życie, którego niejedno małżeństwo mogłoby im pozazdrościć. Satysfakcjonująca praca, szczęśliwa, kochająca rodzina, świetnie dogadujące się ze sobą dzieci. Po prostu sielanka. Tak to już jednak w życiu bywa, że przez pewne wydarzenia wszystko może się wywrócić do góry nogami. Tak było i w tym przypadku. Trudno się dziwić, że śmierć męża była dla Liz szokiem. Nagle została sama (nie licząc gosposi) z piątką dzieci i bez Jacka jako wspólnika w pracy. Co ją teraz czeka? Czy udźwignie to wszystko, co spadło na jej barki? Czy da radę sama poprowadzić kancelarię? Czy będzie potrafiła znów pokochać?

Rodzinie Sutherlandów może się wydawać, że śmierć Jacka to koniec świata, jednak życie toczy się dalej. Ostatecznie trzeba zacząć znów normalnie funkcjonować, choć nikt nie mówił, że będzie to łatwe. W pierwszych dniach było przy nich wielu ludzi gotowych do pomocy, jednak w końcu rodzina została sama. Liz musiała znów wrócić do pracy, dzieci do szkoły. Nie byli już tacy sami jak wcześniej, rodzeństwo w krótkim czasie znacznie wydoroślało, a więź między nimi jeszcze bardziej się zacieśniła. Jak od teraz będzie wyglądać ich życie? Czy uda im się jeszcze czerpać radość z życia? Czy pozwolą komuś jeszcze pojawić się w ich życiu?

Akcja ma swoje własne tempo - raz przyspiesza, raz zwalnia. Ważną rolę odgrywają tu przemyślenia Liz, których jest niemało, w końcu musi wiele zmienić w swoim życiu. Dzięki narracji trzecioosobowej znamy nie tylko jej uczucia, ale i wszystkich bohaterów. Liz imponuje swoją determinacją, najstarszy syn Peter dojrzałością, a mały Jamie urzeka swoją prostolinijnością. Śledzimy zmagania rodziny z tragedią i powrotem do swoich codziennych zajęć, dowiadujemy się jak reagują na wyrazy współczucia ze strony innych ludzi. Choć jest to smutny temat, nie brakuje i optymizmu, który w życiu jest niezbędny. Pomimo problemów mają i swoje dobre chwile.

To moje pierwsze spotkanie z twórczością Danielle Steel. Jej styl pisania przypadł mi do gustu. Były chwile wzruszenia, chwile radości, a choć wiedziałam, że Jack zginie, wciąż miałam irracjonalną nadzieję, że jednak do tego nie dojdzie. Gdy sięgnęłam po tą książkę nie miałam zbyt wygórowanych oczekiwań, pomimo popularności jej autorki. Okazało się, że spodobała mi się bardziej, niż początkowo zakładałam i chętnie sięgnę po kolejne dzieła pani Steel.

5/6
Książka przeczytana w ramach wyzwania z półki. :)

sobota, 15 grudnia 2012

P. Lewis "Idealna rodzina"


Idealna rodzina - Pam Lewis

Każdy sekret wyjdzie w końcu na jaw. A wtedy...
Wydawnictwo: Świat Książki
Rok wydania: 2010
Ilość stron: 303

"Straszny wypadek zmienia losy bogatej i szanowanej rodziny Cartretów. Pam, pełna życie najmłodsza córka Jaspera Cartreta, zostaje znaleziona w jeziorze nieopodal ich letniej posiadłości. Jej brat William podejrzewa morderstwo. Choć rodzina chce rozpaczliwie zatuszować sprawę, on próbuje dojść prawdy. Rezultaty są wstrząsające. Co przez lata skrzętnie ukrywała ich nieżyjąca matka? Dlaczego żadne z dzieci nie widziało zdjęć matki sprzed urodzenia najstarszej z sióstr? Kim jest nieznajomy mężczyzna, obecny na pogrzebie Pam..."
Hm... zdaje się, że komuś pomyliły się imiona, ponieważ zmarła nie Pam, a Pony.

Na początku każdego rozdziału dowiadujemy się z czyjej perspektywy będziemy poznawać tą historię.
Pony prosi brata o spotkanie, chce z nim o czymś porozmawiać. William zgadza się na to, ale z powodu małej sprzeczki wkrótce wyjeżdża. Jeszcze tego samego dnia sąsiadka wzywa policję, ponieważ Poly zostawiła roczne dziecko na dworze, a sama gdzieś zniknęła. Jej ubranie leży na brzegu jeziora... Następnego dnia nurkowie wyławiają jej ciało z wody. Co się tam stało? Czy był to zwykły wypadek, a może coś więcej?
Rodzina nie może się z tym wszystkim pogodzić, jednak ostatecznie wszyscy przyjęli do wiadomości, że był to wypadek. Wszyscy poza Williamem, który postanawia na własną rękę dowiedzieć się co stało się z jego siostrą. Co odkryje?
Nieznajomy, który był na pogrzebie Pony, prosi Mirę, jej siostrę, o spotkanie. Dziewczyna, choć pełna wątpliwości, zgadza się. Mężczyzna wydaje się miły, dobrze czuje się w jego towarzystwie, a nawet zaczyna mu się zwierzać. Miałam wrażenie, że Mira zbyt szybko mu zaufała, poza tym w niektórych momentach naprawdę mnie denerwował.

Wygląda na to, że mam jakiś wybrakowany egzemplarz... Od 64. strony powtarza się poprzedni rozdział, właściwy tekst zaczynia się dopiero od 97. strony, jednak te dwa brakujące rozdziały przepadły. Zniechęciło mnie to trochę do czytania, jednak miałam nadzieję, że nie straciłam tak wiele i jeszcze dam radę połapać się w akcji. Na szczęście rzeczywiście tak było.

Na początku czytałam książkę ze średnim zainteresowaniem. Ot, tajemnicza śmierć w rodzinie. Przez dłuższy czas bohaterowie kręcili się w kółko, nie wiedząc co zrobić aby wyjaśnić całą tą sprawę. Wszystko zmieniło się za sprawą rodzinnego spotkania i jednego zdania wypowiedzianego przez Mirę. W jednej chwili tajemnica skrywana przez matkę ujrzała światło dzienne, co pozwoliło Williamowi z całkiem innej strony spojrzeć na wiele wydarzeń. Od tego momentu akcja rozwijała się jeszcze szybciej, a ja coraz bardziej się w nią wciągałam. Co takiego rodzice ukrywali przed swoimi dziećmi przez cały ten czas? Co Pony miała do powiedzenia Williamowi? Jeśli chcecie się tego dowiedzieć, sięgnijcie po tą książkę.
Poza tym mamy tu świetnie opisane postacie, od czasu do czasu wspomnienia z dzieciństwa, poznajemy rozterki bohaterów, uczucia które nimi kierowały. "Idealną rodzinę" uważam za świetną książkę, czytało mi się szybko, a w jej odbiorze nie przeszkodził mi nawet ten brakujący fragment. Polecam. :)

5/6

niedziela, 9 grudnia 2012

K. Ishiguro "Pejzaż w kolorze sepii"


Pejzaż w kolorze sepii - Kazuo Ishiguro


Wydawnictwo: Albatros, A. Kuryłowicz
Rok wydania: 2009
Ilość stron: 247

"Mieszkającą w Anglii japońską wdowę Etsuko nieustannie prześladuje wspomnienie samobójstwa córki. Czy ponosi odpowiedzialność za jej śmierć? Dlaczego Keiko odebrała sobie życie? Dzień po dniu Etsuko wraca do przeszłych wydarzeń, szczególnie zaś do upalnego lata w Nagasaki. Krótko po zakończeniu II wojny światowej ona i jej przyjaciele próbowali tam odbudować zrujnowane życie, poradzić sobie w nowej rzeczywistości. Gdy Etsuko przypomina sobie dziwną przyjaźń z Sachiko, zamożną kobietą, która utraciła cały majątek, i jej córka Mariko, reminiscencje przybierają dziwne i niepokojące kształty. Przeszłość zlewa się z teraźniejszością, zacierają się granice między jawą a snem."

Książka podzielona jest na dwie części. Etsuko wspomina w niej przyjaźń z Sachiko, swoje życie w powojennym Nagasaki i wydarzenie dużo późniejsze - odwiedziny młodszej, jednak już dorosłej córki Niki. Dręczy ją też wspomnienie samobójstwa Keiko.
W Nagasaki Etsuko mieszkała w bloku nad rzeką razem ze swoim mężem Jiro, była wtedy w ciąży z pierwszym dzieckiem. Pewnego dnia do znajdującego się w pobliżu domku wprowadza się Sachiko i jej około dziesięcioletnia córka Mariko. Tak zaczyna się ich znajomość. Spotykają się, czasem chodzą na wycieczki, po prostu codzienne życie. Sachiko od początku wydawała mi się trochę dziwna, choć nie potrafiłam tego ubrać w słowa. Często powtarza, że nie ma nic do ukrycia, czym chce zachęcić Etsuko do zadawania pytań. To trochę tak, jakby chciała do tego przekonać samą siebie. Różnie zachowuje się też w stosunku do córki - zostawia ją samą na całe godziny, pozwala wychodzić na zewnątrz po zmroku, jakby to wszystko traktowała z przymrużeniem oka.

"- Wiem, że to, co wydarzyło się w Nagasaki, było straszne - powiedziała Sachiko. - Lecz ten koszmar nie ominął także Tokio.. Sytuacja stale się pogarszała. Pod koniec żyliśmy w tunelach i zburzonych budynkach.- A ta kobieta... czy zginęła w czasie nalotu? - spytałam.
- Popełniła samobójstwo. Mówią, że poderżnęła sobie gardło. Nie znałam jej. Widzisz, Mariko wybiegła pewnego ranka, a ja ruszyłam za nią. Było wcześnie i ulice świeciły pustkami. Mariko wbiega w jakąś boczną uliczkę. Na jej końcu był kanał, a przy nim klęczała kobieta z rękami zanurzonymi po łokcie w wodzie. Młoda kobieta, bardzo chuda. Gdy ją zobaczyłam, od razu wiedziałam, że coś jest nie tak. Mariko też to wyczuła, bo nagle się zatrzymała. W pierwszej chwile myślałam, że ta kobieta jest ślepa, miała takie niewidzące oczy. Potem wyciągnęła ręce z kanału i pokazała nam, co trzyma pod wodą. To było niemowlę.
- Ile lat miała wówczas Mariko?
- Pięć, prawie sześć. Widziała też inne rzeczy w Tokio. Ciągle jednak pamięta tę kobietę."


W tym samym czasie w odwiedziny do Etsuko przyjeżdża ojciec jej męża. Swój czas spędza przede wszystkim z nią, gdyż Jiro jest wciąż zajęty swoją pracą. Byłam przekonana, że dowiem się coś więcej na temat śmierci Keiko, ale nie doczekałam się tego. Autor skupił się na innych wątkach, które mogą nas zachęcić do refleksji, chociaż nie skupiałam się na tym za bardzo. Pozostaje tu wiele niedokończonych spraw, na których rozwiązanie nie możemy liczyć. Czytając niektóre opinie na temat tej książki na lubimyczytac.pl wydawało mi się, że mam jakieś inne wydanie, ponieważ nie dostrzegłam w niej pewnych szczegółów przytoczonych w opiniach. Pozwolę sobie też zacytować fragment stąd: "Ta powieść, jej konstrukcja kojarzy mi się z rozsypanymi puzzlami, a czytelnik stopniowo układa sobie całą historię, by na końcu stwierdzić, że jednak coś tu nie pasuje.", dokładnie coś takiego czuję.

"Dzieci dorastają, lecz pozostają dziećmi."

Nie wiedziałam czego mam się spodziewać po tej książce, jednak jestem zadowolona, że ją przeczytałam. Raczej rzadko mam okazję sięgnąć po literaturę azjatycką, ale muszę przyznać, że coraz bardziej zaczynam ją lubić. Opis książki wydaje mi się odrobinę nieadekwatny do jej treści, zwłaszcza co do tych zacierających się granic między jawą a snem. No cóż, mówi się trudno.
Właściwie są to po prostu wspomnienia i przemyślenia Etsuko, co nie zmienia faktu, że z "Pejzażem w kolorze sepii" miło spędziłam czas i chętnie sięgnę po inne dzieło pana Ishiguro. Książka jest w grubiej czarnej okładce, a ta, którą widzicie powyżej jest na nią jedynie założona, co było dość niewygodne przy czytaniu. Są to jednak tylko moje końcowe narzekania, z którymi jakoś sobie poradziłam. ;)

+4/6

piątek, 29 czerwca 2012

V. C. Andrews "Płatki na wietrze"




Wydawnictwo: Świat Książki
Rok wydania: 2012
Ilość stron: 428
Seria: Dollanganger (cz. 2)

"Po śmierci jednego z braci rodzeństwo Dollangangerów decyduje się na ucieczkę z ponurego poddasza w domu dziadków, gdzie matka i babka więziły je przez blisko trzy i pół roku. Cathy, Chris i mała Carrie trafiają do domu doktora Paula Sheffielda, który osamotniony po śmierci żony i syna, roztacza opiekę nad dziećmi.Wydaje się, że ich los się wreszcie odmienił i że każde z nich znalazło właściwą drogę w życiu. Jednak koszmary przeszłości nie pozwalają tak łatwo o sobie zapomnieć, a wiszące nad młodymi bohaterami rodzinne przekleństwo wciąż daje o sobie znać..."

"Dalszy ciąg „Kwiatów na poddaszu”, na który czekają czytelnicy! Książka wznowiona po 17 latach okupuje listy bestsellerów! Druga część niezwykłej historii rodzeństwa. Dzieci trafiają do domu doktora Sheffielda, który roztacza nad nimi opiekę. Straszne przejścia nie pozwalają im jednak powrócić do normalnego życia. Może im pomóc jedynie znienawidzona matka… Intrygujące połączenie powieści obyczajowej, psychologicznej, przygodowej i thrillera. Sugestywna rzecz o rodzinnej tajemnicy, trudnym wchodzeniu w dorosłość i poszukiwaniu miłości. "

Choć rodzeństwo uciekło, problemy się nie skończyły. Pojawiają się skutki tak długiego zamknięcia. Biedna Carrie ma 8 lat, a wygląda na dużo młodszą.
Cathy, świadomie lub nie, budzi pożądanie u mężczyzn, choć ma tylko 15 lat. Podoba jej się to, ale z odrazą zauważa u siebie pewne cechy swojej matki. Za swój cel wyznaczyła sobie zostać znaną primabaleriną i zaprosić rodzicielkę na swój występ. Chce się na niej zemścić i powoli obmyśla plan.Chris wkrótce idzie na studia, medyczne oczywiście.
Cathy nie może żyć bez miłości, otacza się więc tymi, którzy mogą jej ją dać. Ważne miejsce w jej życiu zajmuje chęć zemsty, która potrafi być niszcząca.
Rodzeństwu towarzyszą kolejne śmierci bliskich, czy kiedyś znajdą swoje szczęście?
Każda decyzja niesie za sobą pewne konsekwencje, bywa też tak, że wybierając "mniejsze zło" jeszcze bardziej pogarszamy sprawę

Kolejne błędy, kolejne niewłaściwe wybory, a w tym wszystkim przeświadczenie, że wszystkiemu co złe jest winna matka.

W "Płatkach..." jest więcej namiętności, niż w poprzedniej części. Po pierwszych rozdziałach dziwiłam się, że zdecydowałam się na tą książkę. Dopiero po wielu przeczytanych stronach zaczynało dziać się coś poważniejszego. Na początku obawiałam się, że będzie to opowieść o tym, jak Cathy stacza się moralnie, jednak potem cała sprawa nabrała głębszego sensu. Po przeczytaniu całości nie liczył się dla mnie dość kontrowersyjny początek, a jedynie przejmujące zakończenie. Mimo wszystko okazuje się, że jest to wartościowa lektura.
Właściwie losy naszych bohaterów mogłyby kończyć się na tej powieści. Istnieje jednak jeszcze kilka części, a ja zastanawiam się, czy chcę wiedzieć na jakie kłopoty będą narażeni.

Ta książka była dla mnie jak narkotyk - bierzesz, potem uświadamiasz sobie, że to nie ma sensu, nie chcesz do tego wracać, ale po jakimś czasie chcesz więcej. Nie mogłam jej czytać jednym ciągiem. Co jakiś czas ją odstawiałam, a potem kontynuowałam lekturę zastanawiając się co będzie dalej. Prawdopodobnie będzie mnie nękać jeszcze przez jakiś czas.
Sama historia może nie jest rewelacyjna, a niekiedy niewiarygodna lub zawiera dużo niepotrzebnych scen namiętności. Mimo wszystko jest w niej "to coś", które sprawia, że chce się ją czytać.
Przez dłuższy czas zastanawiałam się nad oceną tej książki i choć budzi ona wiele emocji, zdecydowałam się na 4/5. (Na lubimyczytać dałam jej jednak 9/10)

5/6
Kwiaty na poddaszu | Płatki na wietrze | A jeśli ciernie | Kto wiatr sieje | Ogród cieni