Pokazywanie postów oznaczonych etykietą klasyka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą klasyka. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 4 sierpnia 2016

J. Austen "Rozważna i romantyczna"

Wydawnictwo: Świat Książki  |  Liczba stron: 350  |  Seria: Angielski Ogród
Jakiś czas po śmierci męża pani Dashwood wraz z córkami przeprowadza się do nowego miejsca. Tam panie zostają wciągnięte przez swoich dobroczyńców w wir towarzyskiego życia i choć tęsknią za dawnym domem, z ulgą opuściły jego nowych właścicieli, co więcej, już wkrótce zadomowiły się w Barton. Powieść skupia się przede wszystkim na dwóch z panien Dashwood, Eleonorze i Mariannie, ukazując również towarzyskie konwenanse, obłudę pewnych zachowań oraz to, jak skomplikowane potrafią być uczucia.

Eleonora to postać, do której od razu czuje się sympatię - bystra, dobrze wychowana i pełna zdrowego rozsądku. Również Mariannę trudno nie polubić, choć jej marzycielska postawa i skłonność do uniesień potrafi namieszać. Nie podoba mi się natomiast, jak bardzo zepchnięta na margines została Małgorzata, najmłodsza z sióstr Dashwood. Po co było ją w ogóle tworzyć, skoro dla powieści nie miała praktycznie żadnego znaczenia, a najkonkretniejsze zdanie na jej temat dawało jedynie do zrozumienia, że nie dorównuje żadnej z sióstr? No i na koniec pani Dashwood, po której Marianna odziedziczyła swoją marzycielską naturę. Może i brak jej rozsądku Eleonory, jednak to całkiem sympatyczna postać. Czego by o niej nie mówić, nie można zaprzeczyć, że jest naprawdę kochającą matką, która dla dobra swoich córek zrobiłaby praktycznie wszystko.

I na tym zakończę przedstawienie poszczególnych postaci, o reszcie wyrażając się ogólnie lub wcale. Prawda jest taka, że większość stworzonych przez Austen bohaterów irytuje w ten czy inny sposób. Znajdziemy tu obłudników, osoby płytkie, dbające jedynie o pozory oraz te całkiem płytkie, które poza skrzętnie budowaną fasadą nie mają nic do zaoferowania. Autorka pokazuje też, że człowiek to skomplikowana istota, której prawdziwych intencji czasem nie sposób odgadnąć, a priorytety bywają zmienne. Uświadamia, jak mylne mogą być nasze sądy na temat innych oraz jak ranić potrafią słowa, nawet te zdaniem mówiącego całkowicie nieszkodliwe. Poza tym bardzo podoba mi się to, jak autorka prowadzi wątek romantyczny, jakby niepozornie, pozwalając, by przysłaniały go inne sprawy, jednocześnie nie dając o nim całkowicie zapomnieć.

Zarówno w "Dumie i uprzedzeniu", jak i tutaj z początku miałam autorce nieco za złe, że swoje główne bohaterki kreuje na tak przykładne, dobrze wychowane i w ogóle pełne zalet, przez co czasami zdają się być aż nazbyt idealne. Doszłam jednak do wniosku, że musząc znosić obecność tylu innych, o wiele mniej czarujących (czytaj: irytujących) osób, naprawdę ciężko byłoby czytelnikowi mieć za główną bohaterkę kogoś ich pokroju.

Jako że to pierwsza powieść z serii Angielski ogród, jaką recenzuję, chcę też poruszyć kwestię wydania. O ile z zewnątrz książka prezentuje się świetnie i cena również nie jest wygórowana, tak środek może pozostawiać nieco do życzenia. Nie zobaczymy tu żadnych dodatkowych ozdobników, a papier nie jest najlepszej jakości. To jednak nie musi być problem, zwłaszcza dla mniej wymagających. Najbardziej irytowały mnie pewne niedoróbki, na przykład, gdy jakiś list (a więc tekst pisany kursywą) zaczynał się na jednej stronie, na kolejnej powracał do zwykłej czcionki i tylko niektóre litery były pochyłe, co po prostu wyglądało źle. Zdarzały się też sporadyczne literówki. Nie wiem, czy ten sam problem występuje w innych powieściach tej serii. Mimo tych mankamentów nie odradzam tego wydania, chyba że osobom bardzo pedantycznym w tej kwestii, a samą powieść jak najbardziej polecam. Naprawdę miło spędziłam przy niej czas i z chęcią sięgnę po inne książki Jane Austen.

sobota, 29 sierpnia 2015

J. Austen "Duma i uprzedzenie"

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka  |  Ilość stron: 302
W sąsiedztwie państwa Bennetów pojawiają się nowi mieszkańcy. W tym samym momencie pani Bennet oczami wyobraźni już widzi, jak pan Bingley pojmuje za żonę jedną z jej córek. Już mniejsza o to którą, najważniejsze, że dla niej jest to już fakt. I rzeczywiście, trzeba przyznać, że najstarsza z córek, Jane, mocno zawróciła w głowie nowo przybyłemu młodzieńcowi - z wzajemnością. Również jego siostry traktują ją z wylewną życzliwością, choć, jak zauważyła Elizabeth, jedynie na pokaz. Gdyby jeszcze przyjaciel Bingley'a, majętny pan Darcy, był równie towarzyski... Na to jednak nie ma co liczyć. Ten gburowaty jegomość traktuje wszystkich z wyższością, na balach prawie wcale nie tańczy, a kobiety wokół uważa za co najwyżej znośne. Coś takiego nie przekreśli jednak planów dwójki zakochanych... prawda?

Jak to czasem bywa, los okazał się przewrotny - całe towarzystwo z Netherfield Park wyjechało do Londynu i nie zapowiada się, by wkrótce miało wrócić. Dla Jane jest to prawdziwy cios, a dla Elizabeth kolejny powód do antypatii. Życie toczy się jednak dalej i trzeba się zająć innymi sprawami. Najmłodszym siostrom bardzo pomaga w tym obecność wojskowego pułku, a i Elizabeth bardzo sobie ceni towarzystwo jednego z mundurowych. No i jest jeszcze uciążliwy kuzyn, który postanowił znaleźć sobie żonę. To jednak dopiero początek wielu wydarzeń, niekoniecznie dobrych. Jedne z nich będą przykładem na to, że pozory mogą mylić, inne mogą przynieść sporo problemów, ale znajdzie się i miejsce na bardziej pożądane zdarzenia, chociażby zakochanie. Przyjdzie nam poszukać różnicy między dumą a próżnością, pojęciami często mylonymi lub używanymi zamiennie i być świadkiem wielu rozmów, pośród których znajdą się zarówno inteligentne pogawędki, jak i całkowicie zbędne złośliwości, a także zaobserwować stopniowo rozwijające się uczucie.
"Jedyną przykrość sprawiało Elizabeth to, że opuszcza ojca, który z pewnością będzie za nią tęsknił. Był tak zasmucony, że kazał jej pisać i prawie obiecał, że odpisze."
Choć bohaterów tu nie brakuje, jedynie nieliczni rzeczywiście zasługują na uwagę, podczas gdy reszta budzi irytację czy wręcz niechęć. Jest więc inteligentna i zaradna Elizabeth, jej rozsądny i sarkastyczny (czasami aż do przesady bezpośredni) ojciec oraz przemiła, choć w wielu sytuacjach zbyt ufna Jane - to właśnie oni budzili we mnie najżyczliwsze uczucia. Z drugiej strony mamy wykazującą się niezwykle wąskimi horyzontami matkę dziewcząt, której największą życiową ambicją jest korzystne wydanie ich za mąż, pogardliwe siostry Bingley oraz pana Collinsa, którego charakter stanowi dziwne połączenie służalczości i pychy. No i jest jeszcze pan Darcy - zdawałoby się tajemniczy, skryty i cyniczny drań, który jednak znacznie zyskuje przy bliższym poznaniu i po wyjaśnieniu pewnych niedomówień (ostatecznie nie bez powodu dla wielu kobiet stał się wręcz wzorem idealnego mężczyzny). Do tej pory wymieniłam jednak dopiero kilkoro bohaterów, a nie omieszkam wspomnieć jeszcze o kilku z nich. Sporą sympatię poczułam do państwa Gardiner - ukochanego wujostwa Elizabeth, a przy tym bardzo zgodnego i świetnie dobranego małżeństwa o szerokich horyzontach. Sympatyczny, zapatrzony w Jane jak w obrazek pan Bingley również sprawiał całkiem miłe wrażenie. W przypadku trzech młodszych sióstr Bennet nie było już tak dobrze. O ile Mary braki w wyglądzie stara się po prostu na własny sposób nadrobić umiejętnościami (z różnym skutkiem), to już Lydię i Kitty mogłabym zaliczyć do rozpuszczonych panienek o wątpliwych manierach, których myśli obracają się wokół balów i przystojnych młodzieńców, najlepiej w mundurach (a za sprawą stacjonującego nieopodal pułku mają w czym wybierać). Pycha wyższych sfer, podziały klasowe - ich przykładów mamy tu na pęczki, wraz z kłamliwością, fałszywością i masą pozorów.

Niemal od razu wiadomo, kto jest główną bohaterką, gdyż to właśnie Elizabeth łączy w sobie najbardziej wartościowe, wyróżniające ją spośród innych cechy (nie wspominając już nawet o tym, że jest ulubienicą ojca), podczas gdy zachowania wielu innych nieodmiennie prowadzą do irytacji czy to nad ich bezmyślnością, czy też zwyczajną złośliwością. Nie poczytuję tego jednak autorce za złe, tym bardziej, że i Elizabeth nie uniknęła błędów a zwłaszcza błędnego mniemania i uprzedzeń wynikających z wysłuchania tylko jednej ze stron. Do tego można tu dostrzec rozwój postaci i stopniowe zmiany w ich zachowaniu, co dodaje powieści wiarygodności. Wątek głównej pary przez długi czas pozostaje na uboczu. Zabieg ten bardzo przypadł mi do gustu, gdyż pozwolił ich uczuciu powoli się rozwijać i umacniać - stopniowo przejść od niechęci, przez zainteresowanie czy szacunek aż do miłości. Poza tym w powieści nie brakuje humoru.

"Dumę i uprzedzenie" już od dawna miałam w planach, w końcu jak mogłabym odpuścić sobie tak wychwalaną powieść (zwłaszcza odkąd klasyka przestała być dla mnie tematem całkowicie obcym)? No i oczywiście był jeszcze pan Darcy. Jak się okazało, było warto, co więcej, czytało mi się tak przyjemnie, że nabrałam wielkiej ochoty na zapoznanie się z innymi powieściami autorki.

niedziela, 2 listopada 2014

E. Brontë "Wichrowe Wzgórza

Wydawnictwo: Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Ilość stron: 350 (nie licząc szczegółowego opracowania)

Ta niepozorna książka (wydanie z 1990r.) już od dłuższego czasu leżała sobie na jednej z półek domowej biblioteczki. Od dawna też planowałam ją przeczytać, ale zawsze odkładałam ją na później. Aż w końcu się doczekała. Pierwszy raz z "Wichrowymi Wzgórzami" miałam styczność przypadkiem, gdy natrafiłam na ich ekranizację (a było to już dawno), czego z początku żałowałam, bo z chęcią zagłębiłabym się w tą powieść, nie znając już na wstępie historii w niej przedstawionej. Dopiero teraz zdaję sobie sprawę, jak niewielkie miałam pojęcie na jej temat.

Miłość przybiera różne oblicza. Od miłości platonicznej, poprzez silne uczucie, chęć dzielenia z drugą osobą każdej chwili, radości i smutków, aż po miłość szaleńczą, trudną, zaborczą, bezkompromisową czy nawet toksyczną. Uczucie, jakie połączyło Katarzynę i Heathcliffa z pewnością zalicza się do ostatniej kategorii, co pociąga za sobą szereg konsekwencji, które wpłyną nie tylko na nich, ale i na całe ich otoczenie.
Czarnowłosy przybłęda staje się oczkiem w głowie ojca rodziny, najlepszym przyjacielem psotnej Katarzyny i największym wrogiem jej brata, Hindley'a. Chłopiec, choć często dręczony, potrafił umiejętnie wykorzystać swoje wpływy u ojca, a z Katarzyną wkrótce stał się nierozłączny, zwłaszcza w trudnych czasach, gdy to Hindley przejął opiekę nad młodszym rodzeństwem. A jednak przyszła chwila, gdy dziewczyna z niesfornej, nieobytej panienki stała się prawdziwą młodą damą i wkrótce przyjęła oświadczyny. Tymczasem Heathcliff, zdruzgotany odrzuceniem ze strony Katarzyny, którą przecież kochał z wzajemnością, ucieka bez słowa. A co potem? Cóż, jest spokojnie. Przynajmniej do czasu, gdy na horyzoncie znów pojawia się Heathcliff, powoli szykując swoją zemstę...

"Oboje dążyli do wspólnego celu, bo on kochał i pragnął ją wielbić - a ona kochała i pragnęła być uwielbiana."

Zaledwie ko kilku stronach nie mogłam już pojąć, dlaczego tak długo zwlekałam z sięgnięciem po "Wichrowe Wzgórza". Czytało mi się naprawdę świetnie (między innymi ze względu na czarujący styl wypowiedzi) i z żalem przerywałam lekturę choćby na chwilę. Przy tej opowieści nie da się zachować całkowitego opanowania. W obliczu mających tam miejsce niegodziwości nie da się nie współczuć osobom na nie wystawionym, choć bywa, że odczucie to zostaje szybko zastąpione przez gniew czy nawet nienawiść, gdy opada maska pozorów. Nawet osoby przepełnione pewnością siebie mogą mieć swoje chwile słabości, nawet draniom można w pewnych momentach współczuć, tak samo, jak można mieć chęć potrząsnąć kimś, kto przecież zwykle jawi nam się jako ofiara, nie łotr. Nieraz miałam też ochotę czymś rzucić (choć nie książką, za bardzo obawiałam się o jej późniejszy stan), nie mogąc znieść pewnych sytuacji. Wyraźna granica między dobrem a złem? Na pewno nie tutaj.

"Nasze dusze są jednakowe, niezależnie od tego, co w nich tkwi."

Bohaterowie "Wichrowych Wzgórz" nie są bez wad. Wręcz przeciwnie - mają ich całą masę, jednak właśnie to świadczy o ich autentyzmie i sprawia, że są pełni życia, jakby byli prawdziwymi ludźmi wciągniętymi na karty powieści. Świetnie sprawdził się również sposób, w jaki autorka przedstawiła całą tę historię - nie jako bezpośredni opis zdarzeń, ale opowieść snutą przez osobę dobrze zorientowaną w przeszłych wydarzeniach i zaznajomioną z wszystkimi, których dotyczy. "Wichrowe Wzgórza" z pewnością są lekturą ponadczasową, pełną skrajnych emocji, często wynikających z tego samego uczucia - miłości. Bezsprzecznie zaskarbiła sobie moje uznanie i... właściwie nie wiem, co miałabym jeszcze pisać. Z pewnością jeszcze do niej powrócę, może wtedy dodam na jej temat coś więcej. A więc, jeśli jeszcze macie jakieś wątpliwości, proponuję szybko się ich pozbyć i sięgnąć po "Wichrowe Wzgórza".

"Gość, który nie zamierza więcej powrócić, bywa mile widziany."
10/10

wtorek, 31 grudnia 2013

C. Bronte "Profesor"


Profesor - Charlotte Brontë

Wydawnictwo: MG
Rok wydania: 2012
Ilość stron: 312

William Crimsworth, ambitny i inteligentny młodzieniec postanowił porzucić wszelkie rodzinne koneksje, aby samodzielnie zapracować na swój sukces. Choć obrana przez niego droga nie była prosta, zawsze postępował zgodnie z własnym sumieniem, pozostawał wierny swoim zasadom. Pomimo wielu przeciwności wkrótce z Anglii zawędrował do Brukseli, gdzie objął posadę nauczyciela w szkole z internatem. Wybrany zawód bardzo mu odpowiadał i choć nadal czekało na niego wiele niewiadomych, szedł przez życie z podniesioną głową. Co go jeszcze czeka? Intrygi, życzliwość i wzgarda, niechęć, codzienne zmartwienia, radości i... miłość?

"Profesor" jest historią życia Williama i właśnie on nam ją przedstawia. Stosuje barwne i obszerne opisy, czasami zwraca się bezpośrednio do czytelnika. Wiele miejsca poświęca na przedstawienie swoich odczuć, także tych, które dostarcza mu niemal bezustanne analizowanie otoczenia. A trzeba przyznać, że obserwatorem jest bardzo spostrzegawczym. Można doznać wrażenia, jakoby potrafił z dużą precyzją odczytać główne cechy charakteru opisywanej osoby z samej tylko twarzy. Może też przez to wydać się nieco pyszałkowaty, czy zarozumiały, jednak mimo wszystko jako człowiek inteligentny i pozostający w zgodzie ze swoimi zasadami wzbudza sympatię. Chwilami wydawał mi się nieco wyidealizowany, zwłaszcza w czasie, gdy wytykał mankamenty otaczających go ludzi, jakby sobie samemu nie miał nic do zarzucenia. Zdawał się być jedyną prawą postacią. Przynajmniej do czasu, ponieważ wybranka jego serca okazała się być równie ambitną i elokwentną osobą, co on...

Znajdziemy tu zarówno postacie, które da się lubić, jak i sporo tych wywołujących w czytelniku antypatię, czy chociaż budzących mieszane uczucia. O głównym bohaterze już wspomniałam. Jedną z ciekawszych postaci jest też Hunsden, nietuzinkowy, na swój własny sposób życzliwy, choć cechę tą zwykle przesłaniają jego docinki i ignorancja. Choć lubi się wywyższać, wywołuje raczej pozytywne odczucia.
Język powieści bardzo przypadł mi do gustu. Od razu wiadomo, że mamy do czynienia z człowiekiem wykształconym, wręcz arystokratą. W jego mowie nie ma miejsca na prostactwo, co dodatkowo umila czas poświęcony na lekturę. Codzienne życie, powoli kiełkujące uczucie, krytyka ludzkiej interesowności i przewrotności, a to wciąż nie wszystko. Autorka świetnie przedstawia dziewiętnastowieczne realia, co będzie zaletą zwłaszcza dla miłośników tejże epoki.

"Profesor", pierwsza napisana przez Charlotte Brontë książka, jest jednocześnie pierwszą z jej dorobku, po którą sięgnęłam. Ze swojej decyzji jestem jak najbardziej zadowolona i chętnie przeczytam także inne dzieła tej autorki. Wam mogę zaproponować to samo. ;)

7/10