Pokazywanie postów oznaczonych etykietą muzyka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą muzyka. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 31 grudnia 2018

Zapadające w pamięć (2018)

Jak ja lubię te podsumowania roku! To dobra okazja, żeby jeszcze raz przejrzeć to, co czytałam (oglądałam i tak dalej), tym razem dodatkowo o tyle ważniejsza, że z moim pisaniem o książkach było raczej kiepsko, więc o niewielu książkach wspomniałam na blogu (a z tych poniżej o żadnej). Z czytaniem było za to całkiem nieźle - wyszło tego 73 książki. Zwykle do pisania zabieram się na długo przed końcem grudnia, tym razem jakoś tak wyszło, że zajęłam się tym praktycznie na ostatnią chwilę.

Ursula K. Le Guin "Ziemiomorze"
Co prawda to cała seria, ale właśnie tak pozwolę ją sobie przedstawić (tym bardziej, że mój ebook właśnie całość zawierał). Już od dość dawna byłam ciekawa tej serii i wreszcie na początku tego roku ją zaczęłam, a skończyłam w sierpniu. I tak na przykład po przeczytaniu Czarnoksiężnika z Archipelagu bardzo chętnie od razu przeczytałabym go jeszcze raz, a to o czymś świadczy. Kolejne części serii były równie dobre i jestem pewna, że jeszcze kiedyś do nich wrócę, bo Ziemiomorze stało się jednym z moich ulubionych magicznych światów. Chętnie sięgnęłabym też po inne serie autorki.

M. Zusak "Złodziejka książek"
Wreszcie i ja poznałam tę wielu dobrze znaną i cenioną historię. Tak wyszło, że jeszcze o niej nie pisałam, więc napiszę parę słów teraz. Przyznam, że miałam na jej temat nieco inne wyobrażenie. Okazała się odmienna od tego, czego się po niej spodziewałam, jednak było to zaskoczenie jak najbardziej pozytywne. Powieść już od samego początku oczarowała mnie piękną narracją z perspektywy śmierci - z jednej strony mimo wszystko bardzo ludzką, z drugiej zawierającą odmienne spojrzenie na życie i jego kres. Bardzo ciekawe było też to, jak śmierć postrzega barwy, szuka ich i docenia. W ramach ciekawostki dodam, że słuchałam jej akurat w drodze do i z Berlina. ;)

T. Canavan "Anioł Burz"
W tym roku przeczytałam zarówno Złodziejską Magię jak i Anioła Burz (obie wchodzące w skład Prawa Milenium), jednak to tę drugą książkę postanowiłam wyróżnić z tego prostego względu, że w niej fabuła była już zdecydowanie bardziej rozwinięta, dzięki czemu było też ciekawiej. Bardzo lubię to, że Canavan przy każdej swojej trylogii od podstaw tworzy całkiem inny od poprzednich magiczny system (oczywiście nie licząc Trylogii Zdrajcy, która jest przecież kontynuacją Trylogii Czarnego Maga), tutaj nawet jeszcze bardziej różnorodny ze względu na istnienie wielu światów. Ostatnia część trylogii jeszcze przede mną.

B. Sanderson "Alcatraz kontra Bibliotekarze"
I jeszcze jedna seria w całości, bo nie chciałam jej rozbijać na poszczególne tomy. Książek, z których najbardziej słynie Sanderson wciąż jeszcze nie czytałam (poza króciutką Duszą cesarza), za to mam już za sobą jego serię książek młodzieżowych. W końcu jak tu się nie zainteresować gdy się słyszy o złych Bibliotekarzach? Przecież trzeba to sprawdzić! Jest ciekawie i niekoniecznie poważnie, a humor autora oraz częste zwroty bezpośrednio do czytelników i nietypowe zagrywki wprost powalają. Gdybym miała całą serię na półce, z pewnością byłyby kolorowe od wszystkich pozaznaczanych fragmentów. Jeszcze to nadrobię, a jak na razie całość znam z audiobooków, z czego ostatni tom przesłuchałam po angielsku, bo jeszcze nie był dostępny po polsku. Postaram się jeszcze napisać o tej serii więcej.

J. Jonasson "Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął"
O tej akurat książce jeszcze napiszę osobno. Przesłuchana po prostu dlatego, że była taka możliwość i nie miałam względem niej większych oczekiwań... Tymczasem bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła i świetnie się przy niej bawiłam. Do tego stopnia, że postanowiłam ją tu wymienić. Do tego jak Złodziejkę książek słuchałam przy okazji wyjazdu do Berlina (świadomy wybór), tak ze Stulatkiem... zapoznałam się na krótko przed podróżą do Szwecji (skąd pochodzą zarówno autor, jak i bohater powieści, co uświadomiłam sobie dopiero w trakcie słuchania audiobooka).

A. Lange "Clovis LaFay. Magiczne akta Scotland Yardu"
Długo miałam tę książkę w planach, a kiedy w końcu się za nią zabrałam, praktycznie od razu wiedziałam, że był to strzał w dziesiątkę. Nie dość, że Scotland Yard (a więc zagadki kryminalne), to jeszcze magia! Do tego dobrze pomyślana historia i ciekawi, złożeni bohaterowie - w to mi graj! Nic tylko pogratulować (polskiej!) autorce świetnego debiutu i liczyć na więcej.

A. Sapkowski Wiedźmin
A konkretnie dwa zbiory opowiadań - Ostatnie życzenie i Miecz przeznaczenia. Zaczęło się od tego, że od dłuższego czasu rzucały mi się one w oczy podczas przeglądania oferty Storytel. Następnie brat zaczął grać w Wiedźmina. Pewnego razu zaproponowałam mu, że skoro lubi grę, to może da szansę audiobookom, a ponieważ na to przystał, sama też postanowiłam poznać książkowego Wiedźmina bliżej (co stanowiło moją pierwszą styczność zarówno z nim, jak i w ogóle z twórczością Sapkowskiego). Był to bardzo dobry wybór, a audiobooki miały jeszcze tę zaletę, że zostały nagrane z podziałem na role i sporadycznymi efektami dźwiękowymi. Na tych dwóch tomach na pewno nie poprzestanę.

M. Kisiel "Siła niższa"
Chociaż bardzo dobrze wspominam Dożywocie, jakoś długo zwlekałam z sięgnięciem po jego kontynuację. Co prawda nieco zajęło mi ponowne wdrożenie się w historię, jednak kiedy już się z tym uporałam, okazało się że jest równie dobrze, jeśli nie lepiej niż poprzednio. Szalony humor, masa absurdów i nieobliczalnych bohaterów nie pozwalają się nudzić. Wspomnę jeszcze, że od autorki przeczytałam jeszcze Toń (też bardzo udane) i naprawdę kochane Małe Licho i tajemnicę Niebożątka.

Boku no Hero Academia
Już trzeci sezon. Tym, którzy oglądają (lub czytają) chyba nie trzeba tłumaczyć dlaczego jest to świetna seria (albo po prostu używam tego jako wymówki żeby się za bardzo nie rozpisywać). ^^''

Hoozuki no Reitetsu
Uznałam, że wyjście drugiego sezonu to dobry powód, żeby umieścić tutaj Hoozukiego. Uwielbiam czarny humor tej serii, a to, że dodatkowo możemy (z przymrużeniem oka) dowiedzieć się czegoś o tradycyjnym japońskim postrzeganiu piekła jest dodatkowym plusem.

Saiki Kusuo no Ψ-nan
Tu też drugi sezon. Yay! O ile przy pierwszym sezonie bawiłam się nieźle, tak dopiero teraz naprawdę zaczęłam doceniać tę serię i przywiązywać się do bohaterów. Ogłaszam więc: to świetne anime! Lećcie oglądać Saikiego! Do tego dosłownie parę dni temu wyszedł special będący adaptacją ostatnich rozdziałów mangi, też świetny (choć trochę przykro, że nie wszystko doczekało się anime... chyba czas zacząć mangę!), a że nie mogłam się doczekać napisów, to uznałam, że jakoś zrozumiem po japońsku (i myślę, że wyszło mi to całkiem nieźle).

Wotaku ni Koi wa Muzukashii (Wotakoi)
Oczywiście nie mogłam pominąć tej kochanej i w wielu kwestiach tak reletable serii. ♥ Zawsze miło (chyba zawsze?) miło obejrzeć anime o kimś, kogo zainteresowania podzielamy. Plus też za to, że akcja wcale nie dzieje się w szkole, tylko w pracy, między dorosłymi ludźmi. I bardzo pozytywny opening!

Paprika
Nie wiem jak to jest, że jakoś ciężko jest mi zdecydować się na film, czy to aktorski, czy anime. Paprikę miałam w planach już od bardzo dawna, w końcu można powiedzieć, że jest to film już kultowy. Po tym jak coraz to kolejne osoby mi go polecały i zachwalały muzykę, wreszcie go obejrzałam. I jak się można domyślić, było warto.

Violet Evergarden
Seria, którą zaczęłam po zobaczeniu przepięknych kadrów, a którą wkrótce pokochałam także za chwytającą za serce historię. Po prostu polecam.

Steins;Gate
Wreszcie i ja mogę się pochwalić znajomością tej serii, o której słyszałam chyba prawie od samych początków mojej przygody z anime. I okazuje się, że naprawdę było warto, choć gdyby nie świadomość jej sławy, możliwe że przez początkowe zachowanie pewnych bohaterów szybko bym ją porzuciła.

Banana Fish
Najświeższe z wszystkich przedstawionych tutaj anime. Uwspółcześniona wersja sporo starszej mangi. Ma swoje niedoróbki (choć wciąż jeszcze nie mogę porównać jej z pierwowzorem), jednak wciąż pozostaje warta uwagi. I ma dwa przepiękne endingi - Prayer X i RED.
Nakamura Asumiko "Yobidashi Hajime"
Trochę ze względu na to, że jest to pierwsza manga, którą w całości przeczytałam po japońsku, głównie dlatego, że to po prostu bardzo dobrze zapowiadająca się historia. Tym bardziej jest mi przykro, że prawdopodobnie nie poznam jej dalszego ciągu i nawet tych parę rozdziałów nie doczeka się większego rozgłosu.
Natsuo Kumeta "Nasz cud"
Świetna manga, wciągająca, pełna intryg i niespodzianek historia oraz ciekawi bohaterowie. Gdyby tylko kreska pozwalała łatwiej rozróżnić poszczególne postaci... no ale to nie jest aż taki problem, zwłaszcza gdy czyta się kilka tomów pod rząd. Jedna z tych mang, na których skompletowaniu mi zależy, więc ze smutkiem przyjęłam wiadomość, że przez kiepską sprzedaż będzie rzadziej wydawana. Obecnie mamy 13 tomów.
Tohru Tagura "Historia o miłości"
Tę mangę postanowiłam wymienić dlatego, że Dango zaczęło ją wydawać w Polsce. Yay! A pisałam o niej jeszcze na długo przed tym. Coś wolno to idzie, ale podejrzewam, że to kwestia jakichś trudności ze strony japońskiej. Oby jednorazowych. Drugi tom ma mieć premierę na początku marca.
W ramach wyjątku, bo ogólnie w nic raczej nie gram (chociaż wcześniej mogłam uwzględnić Mystic Messengera... no trudno), w tym roku mogę stworzyć dodatkową kategorię i wrzucić do niej One Piece Pirate Warriors 3. Przyznam, że się tego nie spodziewałam, a jednak szybko się w nią wkręciłam (chociaż raczej grając w towarzystwie, nie sama).
Uznałam, że wymienię nieco więcej tytułów niż początkowo zakładałam. Jak można się było spodziewać, większość obejrzanych przeze mnie w tym roku filmów było produkcji Marvela. Czarna pantera na przykład. Nie mogłam też oczywiście przegapić Avengers: Infinity War (nie mogę się doczekać drugiej części). Był i świetny Deadpool 2, któremu udało się przewyższyć pierwszą część. Twój Simon niestety nie spełnił moich oczekiwań, o czym pisałam tutaj. Po drodze załapali się też Iniemamocni 2 oraz Ant-Man i Osa, oba filmy oglądało się całkiem przyjemnie. Krzysiu, gdzie jesteś? zdecydowanie zasługuje na to, by go wyróżnić. Bardzo ładny film. Trafił się i Venom, a z okazji 5 listopada uznałam, że wreszcie obejrzę V jak Vendetta i nie był to czas stracony.
Tym razem (głównie za sprawą Netflixa, na który w końcu się zdecydowałam) także w tej kategorii mam coś do powiedzenia. Dokończyłam na przykład oglądanie Lucifera (w każdym razie drugiej serii i od tamtej pory nieustannie ubolewam nad tym, że trzecia wciąż nie jest dostępna na Netflixie). Wreszcie znalazłam też czas na obejrzenie Belfra, którego specjalnie kupiłam na DVD i przyznam, był całkiem niezły. Dalej poszło hurtem - Jessica Jones, Iron Fist i po dłuższej przerwie powrót do Daredevila, a skoro ich osobne seriale już co najmniej napoczęłam, czym prędzej zabrałam się za Defenders, którego ze swoim zamiłowaniem do crossoverów po prostu nie mogłam przegapić. Ostatnio zaczęłam też Ultraviolet, polski serial o detektywach-amatorach. A! I oczywiście Brooklyn 9-9, który jest świetną komedią, a przy okazji i niezłym serialem kryminalnym.
Panic! At the Disco Pray for the Wicked
W tym roku (prawie na moje urodziny) wyszedł nowy album Panic! at the Disco i to chyba pierwszy taki przypadek, żebym miała płytę tak szybko po jej premierze. Mieć płytę - fajna rzecz, ale niewielu mam lubianych wykonawców, przy których czuję jakąś wielką potrzebę jak najszybszego posłuchania ich nowych piosenek czy ogólnie śledzenia co się w tym temacie dzieje. A wracając do płyty, choć mam swoich ulubieńców (chociażby King of the clouds), szybko polubiłam wszystkie z pojawiających się tu utworów. Odtwarzacz jakoś się nie chciał dodać, więc pozostaje użyć linku.

Ruelle
Ruelle tworzy przede wszystkim muzykę do filmów i seriali. Zaczęło się od tego, że zaczęłam ją kojarzyć z piosenek pojawiających się w Shadowhunters, jednak do przyjrzenia się bliżej jej twórczości zmotywowała mnie chyba piosenka z The Darkest Minds (samego filmu nie widziałam, za to zwiastun kilkakrotnie w kinie) i jakoś to już wtedy poszło. Bardzo podoba mi się jej głos i ogólny klimat utworów.

Kenshi Yonezu (米津 玄師)
Najpierw usłyszałam go w openingu do Boku no Hero  Academia, ale wtedy jeszcze nie zwróciłam na niego większej uwagi. Właściwie nawet nie wiem dokładnie od czego się zaczęło, ale w końcu jego piosenki bardzo przypadły mi do gustu.

Daoko
I z pośpiechu zapomniałam o jeszcze jednej osobie, jakoś mi się wydawało, że już o niej pisałam. Daoko poznałam przy okazji endingu do Kekkai Sensen & Beyond (poniżej) i przez jakiś czas na tym się moja wiedza kończyła, ale w końcu zaczęłam słuchać innych jej piosenek. To, że tak ją polubiłam było dla mnie trochę zaskoczeniem, bo zwykle wolę raczej inny typ wokalu.

czwartek, 22 marca 2018

Stosik 1/2018

Pierwszy stosik w tym roku, choć składający się w sporej mierze z nabytków jeszcze z poprzedniego (tym dziwniejsze, że dopiero teraz się pojawia, no cóż... tak to jest jak się cały czas zwleka). Poza mangami i książkami wpadło mi też parę płyt, którymi też postanowiłam się pochwalić.
C. Bukowski "O kotach" - Właściwie powinna się już znaleźć w poprzednim stosiku, ale jakoś mi to umknęło. Moja pierwsza książka Bukowskiego.
Akutagawa Ryuunosuke "Życie szaleńca" - Zbiór opowiadań. Już przeczytane.
M. Witkiewicz "Czereśnie zawsze muszą być dwie" - Naczytałam się tyle pozytywnych opinii na jej temat, że w końcu trafiła na moją półkę, a teraz czeka na swoją kolej.
T. Canavan "Trylogia Zdrajcy" - Już od dłuższego czasu przymierzałam się do tego zakupu, bo choć uwielbiam książki Canavan, do tej pory żadnej nie miałam na półce. Uznałam, że razem z tym boxem będą się świetnie prezentować. Przydałaby się jeszcze Trylogia Czarnego Maga.
T. Canavan "Złodziejska magia" - Skoro już zdecydowałam się kupić coś Canavan, uznałam, że wreszcie zabiorę się też za jej najnowszą trylogię (wreszcie, bo z czytaniem czekałam aż ukaże się cała). Już przeczytane.
Shusaku Endo "Morze i trucizna" - Kolejna książka do kolekcji literatury japońskiej.
"Cień wschodzącego słońca" - Jak wyżej.
R. Tyler "Baśnie japońskie" - Pożyczone od koleżanki. Cała masa krótszych lub dłuższych (ale raczej krótszych) historii. A czy warte uwagi, to się jeszcze okaże.
T. Canavan "Anioł burz" - I najnowszy nabytek, bo tak jak przypuszczałam, po pierwszej części od razu chciałam się zabrać za kolejną. Właśnie czytam.
W. Collins "The Woman in White" - Skrócona wersja przeznaczona do ćwiczenia angielskiego, pożyczona od koleżanki. Była okazja, więc uznałam, że skorzystam. Czytało się naprawdę dobrze i szybko, jednak ze względu na sporą skrótowość jakoś nie wczułam się w samą historię.
M. Musierowicz "Ciotka Zgryzotka" - Jeden z tych niewielu przypadków, gdy książkę kupuję zaraz po premierze. Trochę już minęło od poprzedniej części Jeżycjady, jednak mam nadzieję, że stopniowo sobie przypomnę co się tam działo.
Yuki Fumino "Usłyszeć ciepło słońca. Limit" (1) - I kolejna część serii.
"Sen o Japonii" - Króciutka historia, która zdobyła trzecie miejsce w 10 edycji Japan International MANGA Award. Była okazja, to postanowiłam zobaczyć co to takiego.
Yuji Iwahara "Dimension W" (8-9) - Już coraz bliżej do końca wydarzeń, które objęło anime. Coraz więcej jest też mniejszych lub większych rozbieżności między obiema wersjami, co tym bardziej wzmaga ciekawość.
Natsuo Kumeta "Nasz cud" (2) - Powolutku, powolutku, ale zbieram. Może następnym razem kupię więcej niż jeden? Chciałabym trochę nadgonić tę serię.
Kiri Wazawa "Posępny Mononokean" (4-5) - Może i już znam te wydarzenia z anime, jednak i tak nie mogę się doczekać kolejnych tomów.
Aya Kanno "Requiem Króla Róż" (8) - Zastanawiałam się, co po ostatnich wydarzeniach przygotowała dla swoich bohaterów autorka. Okazuje się, że wraz z tym tomem przenosimy się parę lat do przodu. Znów nadchodzą niespokojne czasy, intrygi i niebezpieczeństwa wiszą w powietrzu.
Takano Ichigo "Orange" (6) - Dodatkowy tom przedstawiający rzeczywistość, w której nie udało się uratować Kakeru. To mogło wypalić albo nie. Na szczęście wyszło całkiem nieźle.
KattLett "Artificial People: Magenta" (2) - Jak już z sentymentu do tej historii kupiłam pierwszy tom, to pasowało zdobyć i drugi. Teraz jednak wydarzenia jeszcze bardziej odbiegają od tego, co pamiętam z pierwotnej wersji i... sama nie wiem co o tym myśleć. Wtedy była to w miarę zamknięta historia, teraz dużo bardziej stanowi prequel do dalszych wydarzeń, serii, w którą nie za bardzo chcę się pakować. No cóż...
THE ORAL CIGARETTES "FIXION" - Marzyły mi się jakieś płyty japońskich zespołów, których słucham (a których niestety u nas nie dostaniemy) i po namyśle padło na tą. Wszystkie te piosenki już wcześniej znałam, ale zawsze miło dołączyć płytę do kolekcji i właśnie z niej słuchać.
Creephyp "Hitotsu ni narenai nara, semete futatsu dake de iyou" (tak bardzo już przywykłam do widoku znaków, że jakoś dziwnie mi pisać to w romaji :o) - Podobnie jak powyżej, z tą tylko różnicą, że część piosenek jest dla mnie nowością, więc tym bardziej cieszę się, że znalazłam się w jej posiadaniu.
Radwimps "Your name." - Jak sam tytuł wskazuje, soundtrack do "Kimi no Na wa". Byłam zaskoczona, gdy okazało się, że jest dostępny w Empiku i postanowiłam skorzystać z okazji.
Selah Sue - Od dawna czaiłam się na tę płytę. Nawet jeśli samej piosenkarki nie znacie, to pewnie obiło Wam się o uszy "This world", które swego czasu pojawiło się w reklamie Kinder Bueno. ;)
ONE OK ROCK "Ambitions" - W ubiegłym roku jakoś zaniedbałam słuchanie ONE OK ROCK (może trochę przez to, że teraz śpiewają głównie po angielsku i nie do końca mi to pasuje), ale postanowiłam to zmienić.

środa, 23 listopada 2016

Muzycznie: Panic! at the Disco "Too weird to live, to rare to die!"

Dawno, dawno temu, kiedy jeszcze mi się chciało, napisałam parę recenzji płyt. Uznałam, że znów zacznę od czasu do czasu pisać o muzyce, jednak obecnie nawet nie zamierzam się silić na uznanie mojej pisaniny za recenzje - będą to raczej dość luźne przemyślenia, bez żadnych technicznych szczegółów (chociaż i wcześniej raczej ich nie było) czy ogólnych informacjach o wykonawcy.
Panic! at the Disco słucham już od dłuższego czasu, jednak dopiero jakiś rok temu zaopatrzyłam się w jedną z ich płyt. Mój wybór padł na "Too weird to live, to rare to die!", a powodem był… interesujący tytuł i naprawdę ładna okładka (tak, wiem, świetne uzasadnienie ;D). Znałam jedynie dwie piosenki ("This is gospel" i "Girls/Girls/Boys", obie bardzo polecam) z całego albumu, więc reszta była dla mnie zagadką.    ♫ poniższa piosenka ma dość... interesujący teledysk ;D
Po pierwszym odsłuchaniu byłam trochę zaskoczona. Płyta wydawała mi się jakaś… bardziej popowa niż przypuszczałam (chociaż może bardziej chodziło mi o nieco elektryczne brzmienie niektórych fragmentów), jednak powoli to wrażenie mijało (albo się przyzwyczaiłam) i z prawdziwą przyjemnością zasłuchiwałam się w kolejnych utworach. Jedną z piosenek ("Miss Jackson") Brendon Urie śpiewa razem z LOLO, o której wcześniej nie słyszałam. "Vegas Lights" ma nietypowy początek - odliczające dzieci (które słychać także w dalszej części) oraz dźwięki kojarzące się z kasynem. Co by tu więcej napisać? W tej chwili uwielbiam już wszystkie piosenki z tej płyty i właściwie nie potrafiłabym wybrać ulubionej, każda jest inna, a to, na którą się akurat zdecyduję, zależy raczej od mojego nastroju. A! Dodam jeszcze, że podoba mi się, gdy ostatnia piosenka na płycie w jakiś sposób nawiązuje do końca (podobnie jest na przykład u Placebo, o których napiszę innym razem), sama nie wiem dlaczego. W tym przypadku jest to spokojne, wręcz melancholijne "The end of all things".
Teraz z kolei marzy mi się ich najnowsza płyta - "Death of a bachelor", z której znam już kilka piosenek i każdą z nich uwielbiam. Tytułowy utwór (koniecznie posłuchajcie!) bardzo długo nie dawał mi spokoju (i wzajemnie), potem przyszedł czas na żywsze utwory, ale o tym może już napiszę kiedy indziej, o ile nowa płyta trafi w moje ręce. I już tak na koniec uraczę Was jeszcze jedną piosenką, koniecznie z teledyskiem. Bardzo podoba mi się to, że na początku został tu użyty fragment "This is gospel", dzięki czemu zespół stworzył jakby jej kontynuację w następnym utworze, "Emperor's new clothes" (również na dłuuugo wpadł mi w ucho).

piątek, 6 maja 2016

Ulubione openingi #2

poprzednie: openingi #1  |  endingi #1

Pierwsza tura już była, czas na kolejną. Tworzenie tego typu notek to zbyt przyjemne zajęcie, żeby sobie odpuścić, a do tego taki lekki temat świetnie nadaje się na czas okołomaturalny, przez który przez który pisanie praktycznie wszystkich recenzji odłożyłam na później. No to przedstawiam moją kolejną dziesiątkę muzycznych ulubieńców.

Fullmetal Alchemist: Brotherhood "Golden Time Lover" Sukima Switch
Zacznę od kolejnego openingu z mojego ukochanego FMA. Ta piosenka po prostu brzmi tak pozytywnie, że nie mogłabym jej nie uwielbiać. ♥

Durarara!! "Complication" ROOKiEZ is PUNK'D
I znów powtórka, bo inny opening z "Drrr!!" znalazł się też w poprzednim zestawieniu. No ale co ja poradzę, że ta seria rozpoczyna się tak świetnymi utworami? Nic, tylko słuchać. :D

Ao no Exorcist "CORE PRIDE" UVERworld
Ostatnim razem było "IN MY WORLD", teraz na jego miejsce wskakuje wcześniejszy opening z AnE, również świetny.

Ranpo Kitan: Game of Laplace "Speed and Friction" amazarashi
Cóż, ten utwór po prostu musiał się tu znaleźć, zwłaszcza że to właśnie z jego powodu zdecydowałam się obejrzeć "Ranpo Kitan". Lubię też towarzyszącą mu animację, która jest w podobnym stylu, co teledyski amazarashi.
Z kolei właściwy teledysk do tego utworu jest... dość specyficzny.

Naruto Shippuuden "Hero's come back" nobodyknows+
Już dawno odpuściłam sobie Shippuudena (ilość fillerów mnie przerosła o.o), jednak ilość powiązanych z nim utworów sprawia, że przynajmniej od czasu do czasu znajdzie się coś wartego uwagi. A akurat ten opening po prostu nie pozwolił mi o sobie zapomnieć.

Noragami Aragoto "狂乱 Hey Kids!!" THE ORAL CIGARETTES
Jak ja lubię, kiedy za sprawą utworów z anime mam okazję poznać jakieś świetne zespoły! Tak było i tym razem, a THE ORAL CIGARETTES szybko dołączyło do moich muzycznych ulubieńców.

Darker Than Black: Kuro no Keiyakusha "Howling" Abingdon Boys School
Zastanawiałam się, który z openingów tu wstawić, ale ostatecznie stwierdziłam, że ten pierwszy lubię minimalnie bardziej.


Death Parade "Flyers" BRADIO
"Flyers" uwielbiam za to, jak kontrastuje z tematyką samego anime, a jednocześnie świetnie do niego pasuje. Do tego towarzysząca mu animacja ma w sobie coś takiego, że po prostu chce się ją oglądać. A widzieliście już teledysk do tego utworu? Też jest dość interesujący. ;)


Gekkan Shoujo Nozaki-kun "Kimi ja Nakya dame Mitai" Masayoshi Ooishi
Ten opening jest po prostu tak szalenie pozytywny, że musiał się tu znaleźć. Uwielbiałam słuchać go w anime, a odkąd jakiś czas później sobie o nim przypomniałam, coraz częściej można go usłyszeć w moich głośnikach.


Naruto Shippuuden "Tsuki no Ookisa" Nagizaka 46
Co prawda jeden opening z Naruto już się tu znalazł, jednak przeglądając listę utworów, które mogłabym tu umieścić właśnie ten szczególnie zwrócił moją uwagę. To był już chyba czas, kiedy zaczynałam pomijać openingi w Shippuudenie, jednak dla tego utworu zawsze robiłam wyjątek. Naprawdę świetnie brzmi. ^^

czwartek, 3 marca 2016

Ulubione endingi #1

Pierwszą notkę o openingach dodałam już chwilę temu, teraz przyszedł czas na endingi. Ponieważ poprzednio wybrałam dziesięć utworów, tym razem też będzie ich właśnie tyle, w kolejności losowej.

Tokyo Ghoul √A"Kisetsu wa Tsugitsugi Shindeiku" amazarashi
Dzięki tej piosence (polecam pełną wersję!) poznałam amazarashi, które jakiś czas później stało się jednym z moich ulubionych zespołów i nadal do nich należy.

No.6 "Rokutousei no Yoru" Aimer
"No.6" oglądałam już dawno, jednak wciąż mam spory sentyment do tego endingu.
Nie mogłam znaleźć wersji z anime, więc dodaję od razu pełną.

Code Geass "Waga Routashi Aku no Hana" ALI PROJECT
ALI PROJECT ogólnie ma dość ciekawe utwory, jednak postanowiłam wybrać właśnie ten.

Ansatsu Kyoushitsu "Hello,shooting-star" moumoon
Po pierwszym przesłuchaniu mnie chyba jeszcze nie zachwyciło, jednak wkrótce się to zmieniło.

Death Parade "Last Theater" Noisycell
Początkowo miał się tu znajdować inny utwór, ale ostatecznie stwierdziłam, że zastąpię go tym. Od razu mi się spodobał i długo czekałam, aż wreszcie będzie dostępny w pełnej wersji. ♥


Kiseijuu: Sei no Kakuritsu "IT'S THE RIGHT TIME" Daichi Miura
Chyba po prostu mam słabość do spokojnych, klimatycznych endingów. I do tego to pianino... ♥
A tak poza tym, za jakiś czas możecie się spodziewać recenzji "Kiseijuu" :)

Sekaiichi Hatsukoi "Ashita, Boku wa Kimi ni Ai ni Iku" Wakaba
Prawda jest taka, że zwyczajnie uwielbiam wszystkie cztery piosenki z "Sekaiichi" i chyba nic tego nie zmieni. Mają w sobie coś charakterystycznego, jakiś taki pozytywny wydźwięk.

Naruto "Wind" Akeboshi
Pierwszy ending w "Naruto" i od razu ulubiony. Co prawda teraz nie słucham go już tak często, jednak wciąż mam do tej piosenki ogromy sentyment i od czasu do czasu chętnie podśpiewuję.


UN-GO "Fantasy" LAMA
Właściwie nie wiem dlaczego, ale naprawdę spodobał mi się ten ending. Jest jakiś taki nietypowy i może właśnie to mnie w nim ujęło. Po prostu ma coś w sobie.

Ranpo Kitan: Game of Laplace "Mikazuki" Sayuri
Początkowo miał się tu znaleźć ending z "Arslan Senki", jednak ostatecznie zdecydowałam się na "Mikazuki", które przez dłuższy czas nie dawało mi spokoju i które wciąż uwielbiam podśpiewywać.

środa, 26 sierpnia 2015

Ulubione openingi #1

W porywie chwili przyszło mi na myśl, by zaprezentować Wam listę moich ulubionych utworów z anime. Na pierwszy ogień idą openingi, których wybrałam dokładnie dziesięć (jakoś się tak samo udało).

Tokyo Ghoul "Unravel" Ling Tosite Sigure
Listę otwiera "Unravel", do którego wciąż mam słabość (podobnie jak do innych utworów tego zespołu, które - możecie być tego pewni - pojawią się w kolejnych zestawieniach), choć minęło już sporo czasu, odkąd po raz pierwszy go usłyszałam (i pewnie długo się to nie zmieni).

Fullmetal Alchemist: Brotherhood "Again" Yui
Piosenka, którą pokochałam od samego początku, a po pewnym czasie wytrwale próbowałam nauczyć się ją śpiewać (co nie było zadaniem łatwym, biorąc pod uwagę to, jak bardzo Yui w wielu momentach przyspiesza). Tak przy okazji, idzie mi już całkiem nieźle, choć wciąż zdarza mi się pogubić ze słowami.


Ao no Exorcist "IN MY WORLD" ROOKiEZ is PUNK'D
Miałam problem przy wyborze tylko jednego openingu z AnE, ale ostatecznie zdecydowałam się na ten późniejszy, po części dlatego, że jest bardziej uczuciowy. Poza tym UVERworld i tak znajdzie się jeszcze w tym zestawieniu


Naruto Shippuuden "newsong" tacica
Dlaczego tak bardzo polubiłam tę piosenkę? Sama nie wiem. Może dlatego, że brzmi tak bardzo pozytywnie. Taniec bohaterów, który możecie obejrzeć poniżej, pewnie też miał w tym swój udział, ale już nie tak znaczący. No i świetnie się ją śpiewa. ♫ kimi ga ima ichiban aitai hito wa dare ♫


Mushishi "The Sore Feet Song" Ally Kerr
Co tu wiele tłumaczyć? Tak jak całe anime, także opening jest bardzo klimatyczny.


Durarara!! "Uragiri no Yuuyake" Theatre Brook
Cóż, "Durarara!!" ogólnie może się pochwalić całkiem niezłą ścieżką dźwiękową, a ja postanowiłam wybrać pierwszy opening, który właściwie od pierwszej chwili wpada w ucho.


Bleach "Rolling Star" Yui
I znów Yui (chociaż naprawdę starałam się nie powtarzać wykonawców). Ten jej utwór śpiewało się już łatwiej. ^^''


Noragami "Goya no Machiawase" Hello Sleepwalkers
No cóż, mam słabość do openingów z nieco mocniejszymi brzmieniami, a "Goya no Machiawase" świetnie się w tę kategorię wpisuje. Wiem też, że nie jestem w tym osądzie osamotniona. :3


Kekkai Sensen "Hello, world!" BUMP OF CHICKEN
A teraz coś z nowszych serii. Kekkai Sensen uwielbiam właściwie pod każdym względem (chociaż na ostatni odcinek wciąż muszę czekać... oby się opłaciło) i muzyka nie jest tu wyjątkiem. Nie mogłam znaleźć wersji prosto z openingu (która nie byłaby w jakiś sposób zmieniona), więc dodaję pełną, wraz z teledyskiem.


Arslan Senki "Boku no Kotoba de wa nai, Kore wa Bokutachi no Kotoba" UVERworld
I na koniec wspominany już wcześniej UVERworld wraz z ich piosenką o długaśnym tytule (na szczęście nie tak trudnym do zapamiętania), która już po kilku odsłuchaniach trafiła do moich ulubionych. ♫ du di di ding... ♫

sobota, 10 maja 2014

Stosik 4/2014

I tym oto sposobem moja kolekcja mang zawiera obecnie 61 tomików.

Shirow Miwa "DOGS: Bullets & Carnage" (5,6) - z powodu nieszczególnie zachęcających opinii na temat 5. tomiku wstrzymywałam się z jego zakupem i ostatecznie kupiłam dwa na raz, aby zatuszować ewentualne kiepskie wrażenie; trzeba przyznać, że walka ciągnąca się przez cały tom, to rzeczywiście trochę za dużo, jednak przy okazji 6. tomiku dowiedziałam się nieco więcej na temat przeszłości Heine'go.
Kato Kazue "Ao no Exorcist" (1-4) - czytałam ją na internecie po angielsku jeszcze przed wydaniem w Polsce, ale ostatecznie zdecydowałam się zaopatrzyć również w nasze rodzime wydanie; z początku wydawało mi się, że skoro już wiem co i jak, nie będzie to już takie ciekawe, ale jednak się wkręciłam; i te okładki... ;3
Hiromu Arakawa "Fullmetal Alchemist" (1-3) - od jakiegoś czasu zastanawiałam się nad tą mangą, a że cena była dość zachęcająca, to kupiłam pierwsze trzy tomy; taka mała uwaga, mangi te są bez obwoluty
Yana Toboso "Kuroshitsuji" (16) - pod względem ilości  manga ta zdecydowanie króluje na mojej półce; po części kupuję ją już z przyzwyczajenia, jednak sama historia również jest niczego sobie, choć czasami już mnie odrobinę nudzi...
Akino Matsuri "Pet Shop of Horrors" (2,3) - do kreski już zdążyłam się przyzwyczaić, co więcej - spodobała mi się; przedstawione historie są interesujące, oderwane od rzeczywistości, a jednocześnie całkiem sporo w nich o ludzkich tęsknotach; no i sam hrabia D też jest bardzo ciekawy, choć wiele osób mógłby denerwować :3
J. R. R. Tolkien "Hobbit, czyli tam i z powrotem" - pożyczone od koleżanki; to moje pierwsze spotkanie z tym autorem
S. King "Cmętarz zwieżąt" - z biblioteki; po kolejną książkę Kinga, tym razem mającą więcej wspólnego z horrorem niż "Joyland", miałam zamiar sięgnąć już od dawna; a tak na marginesie, bardzo miłym zaskoczeniem były dla mnie ślady po poprzednich czytelnikach (czytelniku?) w postaci zaznaczonych cytatów :3
A. Christie "Kieszeń pełna żyta" - z biblioteki; akurat naszła mnie ochota na kryminał Christie ;)
C. Bradford "Młody samuraj. Droga wojownika" - z biblioteki; wcześniej kompletnie nie zwracałam na tą serię uwagi, jednak ostatnio przeczytałam trochę na jej temat i postanowiłam spróbować; no bo przecież Japonia ;D
C. R. Zafon "Marina" - z biblioteki; akurat rzuciła mi się w oczy, a że i tak miałam ją przeczytać, to ją przygarnęłam
Poza tym do moich ebooków dołączyły dwa tytuły - "Morderstwo w Orient Expressie" A. Christie i "Wszystkie kwiaty Szanghaju" D. Jepson. Dodam też, że dopiero po zakupie zauważyłam, że drugi z nich to nowość. :P

I oczywiście nie mogłabym przepuścić okazji, by pochwalić się swoją pierwszą płytą japońskiego zespołu, a konkretnie najnowszym albumem the GazettE - "Beautiful Deformity". Co prawda była nieco droższa niż to zwykle z płytami bywa i kupiłam ją praktycznie w ciemno (nie było jak przesłuchać znajdujących się na niej piosenek, przynajmniej w oryginale), ale było warto. Może nawet nieco się wysilę i napiszę o niej trochę więcej w osobnym poście. Ach, jak ja dawno nie pisałam o płytach...

środa, 12 czerwca 2013

Green Day "21st Century Breakdown"

okładka z empik.com

Tytuł płyty: 21st Century Breakdown
Autor: Green Day
Liczba utworów: 18
Gatunek: rock alternatywny, punk rock
Nośnik: CD
Rok wydania: 2009
Pochodzenie: Stany Zjednoczone
Ocena: 6/6


Green Day to punkrockowy zespół ze Stanów Zjednoczonych (dokładniej z Kalifornii) założony w 1987r. W jego skład wchodzą: Billie Joe Armstrong (wokal prowadzący, gitara, fortepian, harmonijka ustna), Mike Dirnt (gitara basowa, wokal wspierający), Tre Cool (perkusja, instrumenty perkusyjne, wokal wspierający) i Jason White (gitara, wokal wspierający). Pierwszym wielkim sukcesem zespołu była płyta "Dookie" z 1994r. sprzedana w 15 milionach egzemplarzy na całym świecie. Kolejnym najlepiej sprzedającym się krążkiem jest "American Idiot" [recenzja].


"21st Century Breakdown" to ósmy studyjny album zespołu, nad którym pracowali od 2006r. To opowieść o Christianie i Glorii mająca zachęcić ludzi do aktywnego życia politycznego. Na jego temat Billie Joe Armstrong powiedział kiedyś: "Możemy zrobić krok w bok lub powrócić do naszych korzeni. Wybraliśmy posuwanie się do przodu. Chodzi o odzwierciedlenie tego, co działo się w ciągu ostatnich trzech lat i oddanie tego w melodii z pewnym odważnym oświadczeniem."

Płyta rozpoczyna się krótkim wstępem, następnie piosenki podzielone są na trzy akty. Słuchało mi się jej bardzo przyjemnie. Pierwsze utwory, które mi się spodobały to "21st Century Breakdown", "Know Your Enemy" i "21 Guns". Płyta zdecydowanie różni się od "American Idiot". Utwory są bardzo różnorodne - jedne skoczne, inne spokojne, mające zabawiać i te o poważniejszych tematach. Ponadto jest kilka piosenek, których melodia od razu kojarzy mi się z hiszpańskimi klimatami, co było dla mnie miłym zaskoczeniem.
Poza tym warto wspomnieć o "¡Viva La Gloria!""¿Viva La Gloria? (Little Girl)" i "Restless Heart Syndrome", choć inne piosenki też mi się spodobały i z pewnością jeszcze nie raz będą rozbrzmiewać w moich głośnikach. Nie mogłabym też przejść obojętnie obok okładki płyty, która bardzo mi się spodobała. :) Dodatkowo mamy tu książeczkę z tekstami w postaci napisów i graffiti na murze.

"Do you know what's worth fighting for?
When it's not worth dying for?"




1. "Song of The Century"
Act I − Heroes and Cons
2. "21st Century Breakdown"
3. "Know Your Enemy"
4. "¡Viva La Gloria!"
5. "Before the Lobotomy"
6. "Christian's Inferno"
7. "Last Night on Earth"
Act II − Charlatans and Saints
8. "East Jesus Nowhere"
9. "Peacemaker"
10. "Last of the American Girls"
11. "Murder City (Desperate)"
12. "¿Viva La Gloria? (Little Girl)"
13. "Restless Heart Syndrome"
Act III − Horseshoes and Handgrenades
14. "Horseshoes and Handgrenades"
15. "The Static Age"
16. "21 Guns"
17. "American Eulogy"
  • A. "Mass Hysteria"
  • B. "Modern World"
18. "See the Light"

wtorek, 16 kwietnia 2013

R. Rynkowski "Razem"

okładka z empik.com


Tytuł płyty: Razem
Autor: Ryszard Rynkowski
Liczba utworów: 23
Gatunek: różne (głównie pop)
Nośnik: CD
Rok wydania: 2012
Pochodzenie: Polska
Ocena: +4/6


Ryszard Rynkowski to polski wokalista, a także kompozytor, pianista i aktor. Urodził się 9 października 1951r. w Elblągu. Już od dzieciństwa był związany z muzyką. W 1972r. przeniósł się do Warszawy i zaczął współpracę m.in. z  Operetką Warszawską. Od 1977 do 1978 roku był pianistą Grupy Bluesowej Gramine, następnie pracował w zespole Victoria Singers (później zmienili nazwę na VOX), dla którego skomponował wiele utworów. Karierę solową rozpoczął w roku 1987.

Na najnowszy album Ryszarda Rynkowskiego składają się dwie płyty - pierwsza to covery znanych piosenek w wykonaniu jego drużyny z programu "Bitwa na głosy", a druga to składanka dziesięciu jego przebojów w wersji symfonicznej z udziałem orkiestr "Sinfonia Baltica" i kameralnej z Elbląga. Dochód z jego sprzedaży ma zostać przeznaczony na Fundację Elbląg wspierającą młode talenty z tamtych okolic.
Album został wydany w tekturowym opakowaniu, w środku znajdziemy dwa zdjęcia - chóru i orkiestry. Dołączona została też książeczka, a w niej jeszcze więcej zdjęć i skład poszczególnych zespołów.

Jeśli chodzi o pierwszą płytę, spodobała mi się od razu, właściwie szybciej niż "The Voice of Poland". Znajdziemy tu piosenki po polsku i po angielsku. Utwory są różnorodne - od takich jak "Moves Like Jagger" do bardziej refleksyjnych typu "Szczęśliwej drogi już czas". Ponadto wokaliści zostali świetnie dobrani do poszczególnych piosenek. W skrócie - bardzo miło mi się tego słuchało.

Teraz druga płyta. Chyba każdy kojarzy chociaż jedną z tych piosenek, jednak tym razem mamy możliwość usłyszenia ich w nowej odsłonie. Z tymi utworami również z przyjemnością spędziłam czas, choć wolę pierwszą płytę. Właściwie nie mam nic więcej do dodania.
Jeśli ktoś jest tym zainteresowany, może posłuchać fragmentów poniższych utworów tutaj.

CD 1 – Album z chórem:
  1. The Lion Sleeps Tonight
  2. Moves Like Jagger
  3. I Believe I Can Fly
  4. Tolerancja
  5. Boogie Wonderland
  6. Szczęśliwej drogi już czas
  7. Sex Bomb
  8. No One
  9. Unchain My Heart
  10. True Colors
  11. Nie zadzieraj nosa
  12. Always Look On The Bright Side Of Life
  13. Sen o Viktorii
CD 2 – Album symfoniczny:
  1. Wypijmy za błędy
  2. Dobry dzień
  3. Natalie
  4. Nie mówimy, że to miłość
  5. Święta
  6. Za młodzi, za starzy
  7. Zwierzenia Ryśka – jedzie pociąg
  8. Bez miłości
  9. Wznieś serce nad zło
  10. Wyspa

sobota, 9 marca 2013

Muse "The 2nd Law"

okładka z empik.com

Tytuł płyty: The 2nd Law
Autor: Muse
Liczba utworów: 13
Gatunek: new prog
Nośnik: CD
Rok wydania: 2012
Pochodzenie: Anglia
Ocena: 5/6


Muse to pochodzący z Anglii zespół rockowy. Został utworzony w Teignmouht przez Matthew Bellamy'ego (śpiew, gitara, keyboard), Chrisa Wolstenholme'a (gitara basowa, keyboard, śpiew towarzyszący) i Dominica Howarda (perkusja) w roku 1994. Zespół w swojej twórczości łączy rock alternatywny, rock progresywny, muzykę poważną, funk i elektronikę, powstały w ten sposób podgatunek określamy jako new prog. Ich poprzednia płyta "The Resistance" otrzymała nagrogę Grammy za najlepszy album roku 2009.

"The 2nd Law" to szósty krążek zespołu. Prace nad nim rozpoczęły się we wrześniu 2011r.
Raczej rzadko się zdarza, żebym kupowała najnowszą płytę jakiegoś zespołu, zwłaszcza, gdy wcześniej nie poznałam zbyt wielu jego piosenek. Tym razem jednak zaryzykowałam i nie żałuję. Płyta została wydana w cienkim tekturowym opakowaniu, co najpierw mnie trochę zaskoczyło, jednak doszłam do wniosku, że nie ma to dla mnie znaczenia. Poza tym liczy się przede wszystkim to, co na płycie. ;) Dołączona jest też książeczka z tekstami urozmaicona o kilka obrazków podobnych do tego z okładki i zdjęciem zespołu.

Jako pierwszy utwór z tej płyty miałam okazję poznać "Madness", które zostało pierwszym oficjalnym singlem. Szybko wpada w ucho, przez dłuższy czas nie mogłam się pozbyć tej melodii z głowy. Co do reszty, najpierw musiałam przyzwyczaić się do dość oryginalnego brzmienia, jednak wkrótce uznałam, że jest całkiem interesujące. :) Wszystkie piosenki, w większym lub mniejszym stopniu, przypadły mi do gustu. Jako ciekawostkę dodam, że w piosence "Follow Me" Matthew Bellamy zawarł nagranie bicia serca swojego syna, a "Save me" jest pierwszą piosenką śpiewaną przez basistę zespołu (moim zdaniem ma świetny głos). W niej i "Liquid State" Wolstenholme opowiada o swojej walce z uzależnieniem od alkoholu. "Survival" było oficjalną piosenką Letnich Igrzysk Olimpijskich w Londynie. No i wspomnę też o "Big Freeze", które również mi się podobało. Obie piosenki "The 2nd Law" (12., 13.) na początku wydały mi się dość dziwne, ale po pewnym czasie zaczęłam się do nich przyzwyczajać.
Reasumując, zespół ma ciekawe brzmienie, piosenki są różnorodne i zapadają w pamięć. Naprawdę polubiłam Muse i nie wykluczam możliwości zakupienia jakichś wcześniejszych ich albumów. Wiem, że nie każdemu ta muzyka przypadnie do gustu, jednak może znajdzie się parę osób, które podzielają moje zdanie. ;D

  1. "Supremacy"
  2. "Madness"
  3. "Panic Station"
  4. "Prelude"
  5. "Survival"
  6. "Follow Me"
  7. "Animal"
  8. "Explorers"
  9. "Big Freeze"
  10. "Save Me"
  11. "Liquid State"
  12. "The 2nd Law: Unsustainable"
  13. "The 2nd Law: Isolated System"

piątek, 8 lutego 2013

Płyta "The voice of Poland"

okładka z empik.com
ta którą posiadam jest odrobinę inna


Tytuł płyty: The Voice of Poland
Autor: różni wykonawcy
Liczba utworów: 16
Gatunek: (różne)
Nośnik: CD
Rok wydania: 2011
Pochodzenie: Polska
Ocena: 4/6


Najpierw coś o samym programie... The Voice of Poland to polski program telewizyjny emitowany w 2011r. przez TVP2. Funkcję jurorów i trenerów objęli: Adam "Nergal" Darski, Ania Dąbrowska, Andrzej Piaseczny i Katarzyna "Kayah" Rooijens. Jest to adaptacja holenderskiego "The Voice of Holland". Celem programu było odkrycie talentów wokalnych w Polsce, a główną nagrodę stanowiła propozycja kontraktu fonograficznego z wytwórnią muzyczną Universal Music Polska. Finał odbył się 10 grudnia 2011r., a zwycięzcą został Damian Ukeje. Kolejna edycja programu planowana jest na wiosnę 2013r.

Płyta "The Voice of Poland" to składanka z nagraniami kilkunastu uczestników programu w coverach znanych artystów. (Swoją drogą, niby the voice of  Poland, a mamy tu tylko jedną polską piosenkę... ;P)

Piosenka "Use Somebody" pojawia się dwa razy - w wykonaniu Damiana Ukeje i Antka Smykiewicza, co uważam za lekkie niedopatrzenie, zwłaszcza, że tego pierwszego chętniej usłyszałabym śpiewającego "Smells Like Teen Spirit". No ale to jest już mój własny wymysł. ;) Byłam też trochę zawiedziona, że wśród wykonawców nie ma Piotrka Niesłuchowskiego, który, nie ukrywam, był moim faworytem. Po pierwszych żalach nadszedł czas na wysłuchanie płyty...
Za pierwszym razem moją uwagę przyciągnęły następujące wykonania: "Bleeding Love" (4.), "Tell Me 'Bout It" (8.), "Lost" (10.) i "California King Bed" (14.). Reszta nie zapadła mi zbytnio w pamięć. Ponadto miałam wrażenie, że płyta została nagrana, że tak powiem, "na odwal". Wydawało mi się, że piosenki mogłyby być lepsze technicznie, ale zawiniło czyjeś niedbalstwo, choć z czasem przestałam to dostrzegać. Nie odnalazłam w niej nic szczególnego, jednak nie poprzestałam tylko na jednym odsłuchaniu.
Później spodobało mi się też m.in. "Ain't No Sunshine" (5.) i "Empire State Of Mind" (16.), poza tym zaczęłam doceniać świetne głosy wokalistów. Bardzo przyjemnie słuchało mi się tej płyty, choć nie jest jakaś wybitna. Gdyby nie promocja, na którą trafiłam, pewnie bym z niej zrezygnowała, a tak będę ją sobie puszczać co jakiś czas. ;)
Jeśli chodzi o piosenki, które niezbyt mi się spodobały, zalicza się do nich "The Lazy Song" (11.), którą w oryginale bardzo lubię, jednak nijak nie pasuje mi do niej głos Gabriela Fleszara, utwór wydaje mi się przekrzyczany.
Płytę polecam przede wszystkim tym, którzy oglądali "The voice...". Nie jest ona jakaś wybitna, ale miło jest znów usłyszeć głosy uczestników. ;)

Lista piosenek:
  1. Damian Ukeje – Use Somebody (Kings Of Leon)
  2. Monika Urlik – I Say A Little Prayer (Aretha Franklin)
  3. Rafał Brzozowski – Everything (Michael Buble)
  4. Karolina Leszko – Bleeding Love (Leona Lewis)
  5. Adam Miroszczuk – Ain’t No Sunshine (Bill Withers)
  6. Kasia Jaźnicka – Lost (Anouk)
  7. Filip Sałapa – Alive (Pearl Jam)
  8. Edyta Strzycka – Tell Me ‘Bout It (Joss Stone)
  9. Ares Chadzinikolau – No Woman No Cry (Bob Marley)
  10. Kasia Klimczyk – Lost (Anouk)
  11. Gabriel Fleszar – The Lazy Song (Bruno Mars)
  12. Marta Florek – Testosteron (Kayah)
  13. Maciej Moszyński – You Are The Sunshine Of My Life (Stevie Wonder)
  14. Ewa Kłosowicz – California King Bed (Rihanna)
  15. Antek Smykiewicz – Use Somebody (Kings Of Leon)
  16. Ewelina Kordy – Empire State Of Mind (Alicia Keys)
Utwory te możecie przesłuchać tutaj.

sobota, 1 grudnia 2012

Green Day "American Idiot"

okładka z empik.com

Tytuł płyty: American Idiot
Autor: Green Day
Liczba utworów: 13
Gatunek: rock, punk rock
Nośnik: CD
Rok wydania: 2004
Pochodzenie: Stany Zjednoczone
Ocena: 5/6


Green Day to punkrockowy zespół ze Stanów Zjednoczonych (dokładniej z Kalifornii) założony w 1987r. W jego skład wchodzą: Billie Joe Armstrong (wokal prowadzący, gitara, fortepian, harmonijka ustna), Mike Dirnt (gitara basowa, wokal wspierający), Tre Cool (perkusja, instrumenty perkusyjne, wokal wspierający) i Jason White (gitara, wokal wspierający). Pierwszym wielkim sukcesem zespołu była płyta "Dookie" z 1994r. sprzedana w 15 milionach egzemplarzy na całym świecie.

"American Idiot" to już siódma i chyba najbardziej znana płyta zespołu. Ma charakter rock opery, czyli zawiera pewną historię. Choć treść albumu można różnie interpretować, powszechnie przyjmuje się, że jest to historia tytułowego "Amerykańskiego Idioty", a teksty napisane zostały w formie pamiętnika fikcyjnego "Jezusa z Przedmieścia". Album miał na celu krytykowanie wojen i postępowania ówczesnego prezydenta USA - George'a W. Busha. Do kwietnia 2006r. w samych Stanach Zjednoczonych krążek ten otrzymał status pięciokrotnej platynowej płyty. Została sprzedana w około 14 milionach egzemplarzy.
Co ciekawe, album "American Idiot" powstał poniekąd przypadkowo - płyta z utworami na ich nowy album została skradziona ze studia, a zespół nie próbował jej odtworzyć. Wkrótce członkowie Green Day zaczęli tworzyć nowe piosenki.

Po pierwszym przesłuchaniu do gustu przypadło mi przede wszystkim "American Idiot". Po kolejnych zaczęłam powoli rozróżniać pozostałe utwory. Moją uwagę przyciągnęła piosenka "Are We The Waiting", tekst nie mówi nam zbyt wiele, jednak rzeczywiście przypomina wpis do pamiętnika. Trochę przeszkadza mi to, że kończy się tak nagle, jakby urwana w połowie. Ponadto w ucho wpadło mi też "She's a Rebel". Tutaj treść znów niewiele nam mówi. To po prostu luźny opis, którego nie zdołają zrozumieć osoby nie wiedzące o kogo chodzi. ;p
Dwa utwory - "Jesus of Suburbia" (bardzo lubię) i "Homecoming" - są dłuższe od innych i podzielone na pięć części.

Trudno też nie wspomnieć o pomysłowej okładce. Przedstawiony tu granat w kształcie serca stał się pewnie dla wielu znakiem rozpoznawczym Green Day. :) W środku znajdziemy książeczkę z tekstami w formie zeszytu. Czasami słowa są bardzo nabazgrane, co jednak tu pasuje.

Po raz kolejny miałam problemy ze znalezieniem klipów na youtube, które można by było odtwarzać na blogu, więc wyżej dodałam same linki do nich. :(

Utwory:
1. "American Idiot" – 2:57
2. "Jesus of Suburbia" – 9:07
  • I. "Jesus of Suburbia"
  • II. "City of the Damned"
  • III. "I Don't Care"
  • IV. "Dearly Beloved"
  • V. "Tales of Another Broken Home"
3. "Holiday" – 3:52
4. "Boulevard of Broken Dreams" – 4:20
5. "Are We The Waiting" – 2:42
6. "St. Jimmy" – 2:54
7. "Give Me Novacaine" – 3:25
8. "She's a Rebel" – 1:58
9. "Extraordinary Girl" – 3:32
10. "Letterbomb" – 4:06
11. "Wake Me Up When September Ends" – 4:45
12. "Homecoming" – 9:18
  • I. "The Death of St. Jimmy"
  • II. "East 12th St."
  • III. "Nobody Likes You"
  • IV. "Rock and Roll Girlfriend"
  • V. "We're Coming Home Again"
13. "Whatsername" – 4:12

poniedziałek, 12 listopada 2012

Moje najnowsze zdobycze

...tym razem nie książkowe. ;)
W tym tygodniu piszę próbne egzaminy i nie mam za bardzo czasu na czytanie książek, więc nie będzie też recenzji. Z tego też powodu nie jestem na bieżąco z nowościami na waszych blogach, ale jeszcze to nadrobię. Teraz dodaję moje płytowe nowości, przez weekend skończę czytać "Przed kim uciekamy, Mamo?" i wtedy planuję też opublikować jej recenzję, tak więc do soboty. ;)
A oto płyty:

Green Day - "American Idiot" i "21st Century Breakdown" kupiłam w zestawie za 35,80zł (moim zdaniem całkiem tanio ;))
Lena - "Good News" za 6,58zł. Aż żal byłoby nie skorzystać przy takiej cenie, choć z twórczością tej artystki jeszcze nie miałam za bardzo styczności.
"The Voice Of Poland" za 4.08zł - jak sam tytuł wskazuje jest to muzyka z programu w wykonaniu jego uczestników. Tutaj również bardzo zachęciła mnie cena, a i sam program lubiłam. ;)

Płyty powoli przesłuchuję i jeszcze wolniej recenzuję, więc za jakiś czas będziecie mogli znaleźć na blogu moje opinie o nich.


sobota, 3 listopada 2012

Lady Pank "Maraton"

okładka z empik.com

Tytuł płyty: Maraton
Autor: Lady Pank
Liczba utworów: 10
Gatunek: rock
Nośnik: CD
Rok wydania: 2011
Pochodzenie: Polska
Ocena: 5/6

Lady Pank to polski zespół rockowy założony w 1981r. w Warszawie przez Jana Borysewicza i Andrzeja Mogielnickiego, należy on do najpopularniejszych grup w historii polskiego rocka. Skład zespołu zmieniał się kilkukrotnie, obecnie przedstawia się on tak: Jan Borysewicz (gitara solowa, śpiew), Janusz Panasewicz (śpiew), Kuba Jabłoński (perkusja), Krzysztof Kieliszkiewicz (gitara basowa).
Tutaj znajdziecie oficjalną stronę Lady Pank.

"Maraton" to już dziewiętnasty album zespołu i następca wydanej w 2007r. płyty "Strach się bać". Znajdują się na nim: "Dziewczyny dzisiaj z byle kim nie tańczą", "Utracona miłość w nas", "Mój świat bez Ciebie", "Zwykła prowokacja", "Z dachu", "Swojski chaos", "Miłość to jest wszystko", "Nie mamy nic do stracenia", "Freedom time" i "Życie jak maraton". Większość utworów napisał Janusz Panasewicz, dwa są autorstwa Andrzeja Mogielnickiego, a kompozycje do wszystkich tych piosenek stworzył Jan Borysewicz. 22 lipca 2011r. zespół ogłosił, że płyta ta zdobyła status złotej.

Do gustu zdecydowanie przypadła mi pierwsza piosenka, choć inne też uważam za udane. Wpadają w ucho, a później trudno się ich pozbyć z głowy. Teksty są ciekawe, niektóre zabawne, w większości opisują życie codzienne, no i do tego świetny wokal. Przy niektórych nogi same rwą się do tańca, inne nakłaniają do przemyśleń. Przy tym krążku można się odprężyć i na chwilę zapomnieć o całym świecie. ;)

Jeśli chodzi o szatę graficzną płyty, to moim zdaniem jak najbardziej do niej pasuje. Przedstawione jest tu miasto nocą i wnętrze lokalu nazwanego Lady Pank. Na okładce widzimy członków zespołu. Do płyty dołączona jest rozkładana książeczka z tekstami piosenek i informacjami dotyczącymi wydania płyty. W tle można się dopatrzeć kilku elementów humorystycznych, takich jak przyklejone na ścianach ogłoszenia (a dokładniej ich treść) czy lodówka z napojami, na której zamiast "cola" widnieje napis "coala".

"Miłość to jest wszystko, tym bardziej gdy zepsuty świat"

Chciałam dodać jeszcze kilka piosenek, ale coś jest nie tak, więc zamiast tego podaję do nich linki:
"Dziewczyny dzisiaj z byle kim nie tańczą""Mój świat bez Ciebie", "Zwykła prowokacja", "Z dachu"
Przepraszam za utrudnienia :(

To moja pierwsza opinia o płycie, chyba nie jest tragicznie. ;D Właściwie myślałam, że będzie tego trochę mniej, ale udało mi się coś napisać.

czwartek, 25 października 2012

In the end

Poznaje ktoś tą panią? ;) Trzeci rysunek nie do końca się udał, ale to jeden z niewielu, do których użyłam węgla. ;p
Ostatnio jakoś nie mam głowy do recenzji, trochę sobie poczytuję, ale jednak muszę pamiętać o nauce. W połowie listopada piszemy próbne testy i przydałaby się jakaś powtórka. Niedługo dodam recenzję "McDusi", a tymczasem zostawiam was z rysunkami i piosenką.
Mam też w planach napisać opinie o kilku płytach. Podkreślam, że miałyby to być tylko moje luźne opinie, bo recenzjami to bym tego nie nazwała. Byłby tym ktoś zainteresowany? ;P






I jeszcze coś w tematyce książkowej. ;) Więcej podobnych i całkiem innych obrazków dodaję tu.

wtorek, 4 września 2012

Kilka kolejnych rysunków

Ten pierwszy jest trochę dziwny, ale go lubię. ;) Niedługo dodam jakąś recenzję, a tymczasem trochę rysunków i coś do posłuchania.
No i zaczęła się szkoła. Jakoś przeżyłam pierwszy dzień. W tym roku zmieniło się parę przepisów (niektóre są naprawdę bezsensowne... np. w uchu można mieć tylko jednego kolczyka (w prawym mam trzy), co to za przepis.. -.- Tak poza tym od wtorku do piątku mamy na pierwszej lekcji wf, czegoś takiego, to jeszcze nie było. No ale chyba da się jakoś przyzwyczaić. ;)


czwartek, 9 sierpnia 2012

Some pictures

Jakoś nie mogę się zabrać za skończenie recenzji... Tak więc tymczasem dodam parę moich rysunków. ;pp
 

 
I piosenkę. Od pewnego czasu nie mogę się od niej uwolnić... ;)

piątek, 13 lipca 2012

Stosik z weltbildu :)


W skład mojego stosiku wchodzą:
Mathias Malzieu "Mechanizm serca" [recenzja]
Charlie Higson "Wróg" [recenzja]
Pittacus Lore "Jestem numerem cztery" [recenzja]
Vanessa Diffenbaugh "Sekretny język kwiatów" [recenzja]
Gaute Heivoll "Zanim spłonę" [recenzja]
John Marsden "Jutro, kiedy zaczęła się wojna" [recenzja]
Matt Haig "Radleyowie" [recenzja]
Liawood Barclay "Największy lęk" [opis]
Perihan Magden "Przed kim uciekamy, Mamo?" [recenzja]

Dodatkowo książki pożyczone:
Pam Lewis "Idealna rodzina" (też z tej promocji) [recenzja]
Natsuo Kirino "Prawdziwy świat" [recenzja]
Agata Mańczyk "Pierwsza noc pod gołym niebem" [recenzja]
Na brak książek do czytania przez jakiś czas nie będę narzekać. ;) Kupiłam też książkę "Szkoła rysunku" (którą może też zrecenzuję), no i coś do słuchania - płytę Lany Del Rey. :D