Pokazywanie postów oznaczonych etykietą thriller. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą thriller. Pokaż wszystkie posty

piątek, 13 lutego 2015

S. Fitzek "Kolekcjoner oczu"


Wydawnictwo: G+J
Ilość stron: 438

Są decyzje, których konsekwencje mogą zaważyć na całym dalszym życiu. Decyzje będące źródłem niekończących się wyrzutów i wątpliwości pomimo aprobaty innych. Zwłaszcza gdy chodzi o ludzkie życie. Właśnie w obliczu takich okoliczności - nie przez złą decyzję, ale następstwa nieustannych wyrzutów sumienia - Alexander Zorbach został zdegradowany z pozycji policjanta  do stanowiska policyjnego reportera z rozległymi kontaktami.

Teraz przejdźmy na chwilę do kwestii kolekcjonera oczu - seryjnego mordercy, który najpierw zabija matkę, a następnie porywa dzieci, by po upływie wyznaczonego czasu i one podzieliły jej los. Do tej pory nikt nie wygrał w tej makabrycznej zabawie w chowanego. Po rozpoczęciu czwartej rundy na miejscu zbrodni pojawia się Zorbach. Problem w tym, że nie miał prawa znać jego położenia, bo policyjny komunikat, który rzekomo podsłuchał, nigdy nie został nadany. Sytuacji nie poprawia także znaleziony nieopodal portfel reportera. Co to ma znaczyć? Czy stan psychiczny byłego policjanta znów się pogorszył? A może to sam kolekcjoner oczu stara się go wrobić? Tylko dlaczego właśnie jego i skąd go zna?

Zaczyna się więc wyścig z czasem - zaskakujący, niebezpieczny i pełny niewiadomych. W miejscu, które, jak przypuszczał Zorbach, zna tylko on sam, spotyka niespodziewanego gościa - niewidomą twierdzącą, że widziała ostatnią zbrodnię kolekcjonera oczu. Oczywiście nie dosłownie, tylko w wizji, którą zawdzięcza swojej nietypowej umiejętności. Ale czy w coś takiego można uwierzyć? Niezależnie od tego, jak dziwne by się to wydawało, wizje Aliny okazują się przydatne, jednak wiele szczegółów się nie zgadza, co jeszcze bardziej gmatwa sytuację i wzmaga niepewność bohaterów. A policja? Cóż, wciąż szuka Zorbacha, jako że na razie jest jedynym podejrzanym.

"Kolekcjoner oczu" zaczyna się nietypowo, bo od epilogu. Następnie mamy ostatni rozdział i tak dalej, aż dojdziemy do rozdziału pierwszego.  Także strony są ponumerowane malejąco. Zabieg ten niewątpliwie ciekawi, zastanawia. Co więcej, nieustannie towarzyszy nam odliczanie do chwili wygaśnięcia ultimatum. Kolejna gra w chowanego trwa. Tym razem nawet bardziej intensywna, gdyż poszukujący dzieci Zorbach jednocześnie ukrywa się przed policją. Granica między rzeczywistością a urojeniami bywa tu bardzo cienka, a zaskakujących wydarzeń i niewyjaśnionych okoliczności stale przybywa. Autor zdecydowanie wie, jak zbudować odpowiednie napięcie. Interesująca była również możliwość spojrzenia na rozgrywające się wydarzenia z perspektywy sprawcy, który wytyka prasie szukanie taniej sensacji bez skupiania się na jego prawdziwych motywach. Były to jedynie sporadyczne maile, jednak właśnie ich niewielka częstotliwość sprawiała, że były ciekawą odmianą. Ważnym elementem były także rozdziały z perspektywy uwięzionego chłopca oraz jego próby samodzielnego uwolnienia się.

Alexander Zorbach, choć wiele mogłoby na to wskazywać, nie powiela utartego schematu nieprzyjemnego w obyciu gliny z problemami i nadmiernym zamiłowaniem do alkoholu. Tak, ma kłopoty rodzinne, znajduje się pod opieką psychiatryczną, jednak nie jest kompletnym wrakiem człowieka i da się go lubić. Również Alina jest udaną postacią, ma naprawdę silny charakter i stanowi idealny dowód na to, że niewidomy nie znaczy bezradny. Ona bynajmniej nie da sobie w kaszę dmuchać czy też traktować się z pobłażliwością. Ostatnim sprzymierzeńcem Zorbacha jest Frank - młody, kompetentny współpracownik, którego przemądrzały sposób bycia nie nastręcza mu popularności w pracy.

Co mnie zaskoczyło? W pewnym momencie dobrze obstawiłam mordercę. Mimo to wkrótce tę myśl zignorowałam, by zamiast tego popłynąć z prądem i zwyczajnie śledzić kolejne wydarzenia. No cóż, trochę żalu pozostaje, co nie zmienia faktu, że lektura "Kolekcjonera oczu" stanowiła świetną rozrywkę i nieraz zmusiła mnie do snucia własnych wniosków. To moje pierwsze spotkanie z twórczością Sebastiana Fitzeka i z pewnością nie ostatnie.

"Z upływem lat nasze życie coraz bardziej opiera się na niespełnionych obietnicach."
8/10

wtorek, 1 lipca 2014

S. J. Watson "Zanim zasnę"



Ilość stron: 408
Wydawnictwo: Sonia Draga

Jak by to było każdego ranka budzić się przy obcej nam osobie? Jak by to było codziennie od nowa dowiadywać się, że to właśnie nasz współmałżonek, a my połowę życia mamy już za sobą? Jak by to było co dzień poznawać siebie od nowa ze świadomością, że po ponownym zapadnięciu w sen nic z tego nie będziemy pamiętać? Wręcz nie do pomyślenia, prawda? A właśnie tak wygląda życie Christine.

Codziennie budzi się w obcym łóżku, z obcym mężczyzną u boku. Idzie do łazienki, a z lustra spogląda na nią kobieta w średnim wieku. I z niedowierzaniem uświadamia sobie, że to właśnie jej odbicie. Porozwieszane naokoło zdjęcia mają jej pomóc w oswojeniu się ze swoją sytuacją, jednak to wcale nie pomaga. Wraca do sypialni. Potem następuje niekończąca się seria pytań i odpowiedzi. I choć trudno w to wszystko uwierzyć, Christine właściwie nie ma innej opcji, gdyż zachowuje wspomnienia jedynie do czasu ponownego zapadnięcia w sen. Tak więc zachowuje się jak przykładna żona (choć nie jest pewna, czy właśnie tak to ma wyglądać), a Ben, jej mąż, wychodzi do pracy i, chcąc nie chcąc, zostawia ją samą ze swoimi rozterkami. Nie jest to jednak koniec niespodzianek, gdyż wkrótce kontaktuje się z nią doktor Nash, z którym ponoć od pewnego czasu regularnie się widuje i wraz z nim próbuje poczynić jakieś postępy odnośnie swojego bardzo nietypowego przypadku amnezji. I ponoć już całkiem nieźle im szło. To właśnie za jego radą zaczęła prowadzić pamiętnik, który ostatnio pozwoliła mu przeczytać. A więc dlaczego jej domniemany mąż nic jej o tym nie powiedział?

Szkopuł tkwi w tym, że kobieta postanowiła nie wtajemniczać Bena w te próby leczenia. Przynajmniej do czasu osiągnięcia pewnych postępów. No i tu zaczęły się schody, gdyż na podstawie zapisków z pamiętnika stwierdza, że Ben nie jest z nią całkiem szczery, a rzadkie przebłyski pamięci tylko to potwierdzają i pozwalają przypuszczać, że przyczyną jej obecnego stanu wcale nie był wypadek samochodowy... Czy z pomocą doktora Nasha Christine zdoła odzyskać wspomnienia? Co takiego może skrywać jej przeszłość?

W obecnej sytuacji Christine niczego nie może być pewna. Nieścisłości w wyjaśnieniach Bena nie dają jej spokoju niezależnie od tego, czy dotyczą błahostek, czy spraw ważniejszych. Wątpliwości dopadają ją na każdym kroku. Miota się między obojętnością, miłością, czy nawet nienawiścią. Nieraz przyjdzie jej się też zmierzyć z myślą, że zapiski w pamiętniku są jedynie wytworem jej wyobraźni. Wszystkie jej działania i rozterki zostały przedstawione naprawdę wiarygodnie, a choć część jej dziennej rutyny przedstawia się dość monotonnie, wcale nie czułam znudzenia. A inni bohaterowie? Choć wiemy o nich zdecydowanie mniej, każdy z nich został umiejętnie wykreowany. Troskliwy, choć nieco nieprzewidywalny Ben, ambitny, pełen cierpliwości i dobrych chęci doktor Nash, czy najlepsza przyjaciółka Christine, z którą ponoć nie utrzymuje już kontaktu - oni wszyscy wtrącają do tej historii swoje trzy grosze. "Zanim zasnę" ciekawi, trzyma w napięciu i nie pozwala się nudzić. To przemyślany thriller psychologiczny i naprawdę świetny debiut, zdecydowanie warty polecenia.

8/10

niedziela, 2 marca 2014

O. Rudnicka "Cichy wielbiciel"


Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2012
Ilość stron: 440

Kolejne podejście do polskiej literatury, tym razem o wiele bardziej udane.

Julia lubiła swoje dotychczasowe życie. Mieszkanie wynajmowane z przyjaciółkami, stała praca, która, choć niezbyt ambitna, odpowiadała jej, od pewnego czasu była też w związku i choć ze względu na charakter pracy Pawła nie mogli się zbyt często widywać, była szczęśliwa. Do czasu aż zjawił się ON. Zaczęło się niewinnie - kwiaty przysyłane do pracy i romantyczne wiadomości. Znajomi twierdzili, że posiadanie cichego wielbiciela jest słodkie. Problem w tym, że z czasem stawał się coraz bardziej natarczywy, obserwował każdy jej krok i nie dawał spokoju. Julia nie mogła skupić się na pracy, czuła się coraz bardziej osaczona i osamotniona. Spotkała się z brakiem zrozumienia ze strony bliskich, długo nie mogła się zdecydować na podzielenie się problemem z Pawłem. Cichy Wielbiciel zaczynał być coraz bardziej śmiały, często wpadał też w gniew. A jednocześnie nadal pozostawał całkiem anonimowy i bezkarny. Co mogła zrobić w sytuacji, gdy praktycznie w nikim nie miała oparcia, a policja z politowaniem traktowała jej zgłoszenia?

Śledząc tok myślenia jej prześladowcy, z każdą chwilą narastała we mnie irytacja. Bo w swoim zachowaniu nie widział nic niewłaściwego. Bo brnął coraz dalej. Bo od razu krytykował wszystkich, którzy ośmielili się zbliżyć do jego idealnej Julii. Bo miał wrażenie, że ona też jest nim zainteresowana. Bo z czasem robił się coraz bardziej nieprzewidywalny. Bo przez niego Julia stała się jednym, wielkim kłębkiem nerwów. Choć jesteśmy w tej uprzywilejowanej sytuacji, że możemy śledzić kolejne zdarzenia także z perspektywy stalkera, jego osoba przez dłuższy czas pozostaje dla nas tajemnicą. Kolejne fakty z jego życia są przed nami stopniowo ujawniane, dając coraz wyraźniejszy jego obraz.

"Oczekiwanie na kolejny ruch prześladowcy było gorsze niż same telefony i wiadomości. 
Wtedy przynajmniej wiedziała, co robił."

Autorka zdecydowała się poruszyć temat często bagatelizowany przez otoczenie ofiary. Prawda jest taka, że niewielu w pełni zdaje sobie sprawę z tego, co przeżywa osoba nękana. W przypadku Julii, dopiero po dłuższym czasie bliscy zaczęli ją wspierać. Do tego momentu zdążyła już bardzo się zmienić - stała się nieufna, nerwowa i zamknięta w sobie, straciła chęć do życia. Ona już nigdy nie będzie taka sama jak wcześniej. Przy okazji autorka daje rady również czytelnikom, przytaczając fachowe opinie i zaznaczając, gdzie można szukać pomocy.

"Cichy wielbiciel" przedstawia dwa całkiem odmienne oblicza miłości (choć kwestią sporną byłoby uznanie uczuć stalkera za miłość). Z jednej strony mamy nagłą, obsesyjną fascynację - zaborczą i nieobliczalną, która w jednej chwili może przekształcić się w nienawiść. Z drugiej jest miłość Pawła, która przez dłuższy czas stopniowo się rozwijała. Jest jego troska, chęć ochrony kochanej osoby. A pomiędzy tym wszystkim Julia - pełna obaw i niepewności. Autorka bardzo wiarygodnie przedstawiła jej rozterki oraz całą sytuację. Udowodniła też, jak ważną rolę odgrywa tutaj wsparcie rodziny. Po tym wszystkim stwierdzam, że jest to książka, którą warto przeczytać. A z twórczością Olgi Rudnickiej z chęcią spotkam się ponownie.

"Jak to możliwe, że to samo uczucie może mieć tak różne oblicza? Jedno wzbudza strach i odrazę, drugie wdzięczność."
8/10

niedziela, 5 stycznia 2014

J. Fielding "W pajęczej sieci"


W pajęczej sieci - Joy Fielding

Wydawnictwo: Świat Książki
Rok wydania: 2010
Ilość stron: 432

Charlie Webb, niezamężna matka dwójki dzieci, z zawodu reporterka, nie boi się poruszać kontrowersyjnych tematów. Ma swoją stałą rubrykę w pewnym magazynie, gdzie co tydzień ukazują się jej felietony. Zawsze jest ze sobą szczera, pisze, co myśli i nie zważa na innych. Dzięki swojej postawie zjednała sobie nie tylko wielu wiernych czytelników, ale i zagorzałych przeciwników. Nie ma też co liczyć na wiele sympatii ze strony współpracowników, jednak jest do tego przyzwyczajona. Również relacje w jej rodzinie nie są do pozazdroszczenia. No ale tymczasem dość na ten temat, przejdźmy teraz do innej kwestii.
Pewnego dnia dostała list od Jill, swojej fanki. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nadawczyni nie przebywała w tej chwili w więzieniu. Ta młoda jeszcze dziewczyna jest tą samą osobą, o której jakiś czas temu napisała Charlie, nazywając ją krwawą nianią. Pomimo wielu niewybrednych słów, które przeczytała na swój temat w felietonie, nadal pozostała wielbicielką jej twórczości, co więcej, pragnie aby Charlie przekonała się, że nic nie jest czarno-białe i pomimo popełnionych zbrodni ma także swoje drugie oblicze. Proponuje reporterce współpracę. Tylko czy to rozsądne?
Charlie wie, że nie powinna się w to mieszać, jednak zawodowa ciekawość wkrótce zwycięża, a historia niani, która doprowadziła trójkę dzieci do śmierci poprzedzonej torturami wywiera na nią znaczący wpływ. Prace nad książką trwają, Jill świetnie się bawi, zwodząc dziennikarkę, która z powodu kolejnych niepokojących maili coraz bardziej zaczyna obawiać się o swoje dzieci. A jej strach jest najwyraźniej uzasadniony. W tym samym czasie wdaje się również w romans i próbuje na nowo nawiązać rodzinne więzi, które od dawna były w opłakanym stanie. Czy podoła temu wszystkiemu?

Wraz z rozwojem akcji, życie Charlie stopniowo ulega zmianie, najwyraźniej na lepsze, choć w międzyczasie spotka ją także wiele przykrości, także te związane z jej rodziną. Siostry, wszystkie odnoszące sukcesy, praktycznie się do siebie nie odzywają, ojciec zerwał z nią kontakt za to, że pozwoliła matce (która dawniej odeszła od nich do innej kobiety) na nowo stać się częścią jej życia. Jest jeszcze brat z potencjałem przysłoniętym przez problemy z alkoholem i narkotykami. A do tego wszystkiego mamy jeszcze Jill, pogróżki oraz nową sympatię. Na brak wrażeń nie mamy co narzekać, jednak najlepiej będzie, jeśli o tym przekonacie się już sami.

Z początku czułam do Charlie pewną niechęć i choć z czasem było już lepiej, nadal podchodziłam do niej z dystansem. Zdecydowanie większą sympatię poczułam do Brama (jej brata) i to pomimo jego nałogów. Dziwne? Może trochę, ale tak po prostu było. Jill z kolei z początku wydaje się szczera, jednak złudzenie to szybko opada, dając wyraz jej prawdziwej naturze - przebiegłej, pozbawionej uczuć manipulantce. Co takiego zrodziło się w jej chorym umyśle, że była zdolna do takiego okrucieństwa? Co jeszcze nie wyszło na jaw? I rzecz najważniejsza, jaki będzie jej następny krok?
Książka całkiem pozytywnie mnie zaskoczyła. Była wciągająca i choć nie zawsze zgadzałam się z główną bohaterką, była ona wyrazista i ciekawa. Jeśli chcecie wiedzieć, jak zakończyła się ta historia, zapraszam do lektury.

8/10

czwartek, 10 października 2013

G. Hurwitz "Nie ufaj nikomu"


Nie ufaj nikomu - Gregg Hurwitz

Wydawnictwo: Albatros
Rok wydania: 2011
Ilość stron: 400

Nick Horrigan został kiedyś wplątany w zabójstwo swojego ojczyma - agenta służb specjalnych, pracującego przy ochronie wiceprezydenta Caruthersa. Choć było to oskarżenie całkiem bezpodstawne, wystarczyło, by wywrócić całe jego życie do góry nogami... Teraz, po latach żyje we względnym spokoju. Przynajmniej do czasu wtargnięcia do jego domu w środku nocy agentów służb specjalnych. Nagle okazuje się, że niebezpieczny terrorysta zgadza się porozmawiać wyłącznie z nim. Nie mając innego wyboru, Nick wyrusza na spotkanie. Na miejscu okazuje się jednak, że nie ma żadnej bomby, a domniemany terrorysta, który przedstawia się jako Charlie, znał Franka, jego ojczyma, gdy ten był jeszcze w wojsku. Mężczyzna przekazuje mu klucz i zaczyna tłumaczyć powody, dla których ściągnął tu Nicka. Nie ma jednak okazji dokończyć swojej opowieści, gdyż służby specjalne zaczynają działać...
Wkrótce Nick budzi się w szpitalu, gdzie wszyscy okrzykują go bohaterem. Ale czy słusznie? Przecież to nie był nawet prawdziwy atak terrorystyczny. Ponadto ze względu na zbliżające się wybory, na spotkanie z nim nalega sam prezydent Bilton. Jego osoba wzbudza wielkie zainteresowanie, jednak Nick woli pozostać anonimowy. Problem w tym, że teraz wszystko jest podejrzane, a on sam jest pod niemal stałą obserwacją. Dlaczego? Czy wpadł na trop jakiejś tajemnicy wagi państwowej? Pewnie dałby sobie z tym spokój, gdyby nie to, że nie daje mu spokoju wizja Franka wplątanego w niebezpieczną aferę. Przekonany o jego niewinności postanawia poznać prawdę, by oczyścić imię ojczyma.

"Nie da się przejść życia, by nikogo nie skrzywdzić."

Całkiem zgrabnie poprowadzona intryga, barwni bohaterowie, tajemnice i niedopowiedzenia, których z każdą chwilą przybywa... To wszystko sprawia, że w opisane tu wydarzenia są wciągające i czyta się je z niemałą przyjemnością. Nick - z całą swoją przeszłością i przesadną dbałością o bezpieczeństwo - jest postacią dość barwną. Gdy sytuacja tego wymagała, zwykle decydował się na ucieczkę, jednak nie tym razem. Za cel postawił sobie doprowadzenie tej sprawy do końca. Aby tego dokonać odświeża stare znajomości i zawiera nowe, poza tym przydatne okażą się umiejętności, które nabył mieszkając z Frankiem. Czy da sobie radę? Znajdziemy też kilka innych ciekawych postaci. Jedną z nich jest Induma, genialna informatyczka hinduskiego pochodzenia. Nick zawsze może na nią liczyć, choć ich związek od dawna należy do przeszłości. Gdyby nie jej kontakty, niewiele udałoby mu się zdziałać. Poza tym jest jeszcze Homer, pewien bezdomny, którego Nick uważa za przyjaciela, a który również miał swój udział w jego osobistym śledztwie. Jaki był powód całego tego zamieszania? Czy było warto? Sprawdźcie sami.
Ponadto znajdziemy tu pewien wątek polityczny. Raz po raz przewijały się tu opinie i inne takie na temat dwóch kandydatów na prezydenta, ich odmiennych poglądów i kampanii. Było to niezbędne, ponieważ sprawa ta dotyczyła również polityki. Może nie byłam jakoś szczególnie zachwycona tą książką, jednak prezentuje całkiem przyzwoity poziom i dobrze mi się ją czytało. Pierwszy raz miałam do czynienia z twórczością tego autora, jednak jeśli będę miała okazję, chętnie przeczytam inne jego dzieła.

"Najważniejsze, czego się nauczyłem w życiu, to że ludzi nie pogrąża jedna chwila, lecz tysiąc drobnych decyzji."
7/10

wtorek, 16 lipca 2013

N. Kirino "Ostateczne wyjście"


Ostateczne wyjście - Natsuo Kirino

Wydawnictwo: Sonia Draga
Rok wydania: 2005
Ilość stron: 584

Poznajemy losy czterech zaprzyjaźnionych ze sobą kobiet, które pracują na nocnej zmianie w tej samej fabryce. Poza pracą każda z nich wiedzie dość zwyczajne życie, które nie jest pozbawione różnego rodzaju problemów i dylematów. Pewnego dnia jedna z nich, w akcie desperacji zabija męża. Do tego nie ma wrażenia, że zrobiła coś złego, wręcz przeciwnie - wydaje się z tego całkiem zadowolona. Co się stało, to się nie odstanie, ale co dalej? Jeśli ma nadzieję nie ponosić żadnych konsekwencji, musi usunąć ciało. I właśnie tu wkraczają pozostałe kobiety, które mniej lub bardziej bezinteresownie postanawiają pomóc w zatajeniu morderstwa...

W międzyczasie poznajemy kilka innych osób w mniejszym lub większym stopniu powiązanych z głównymi wydarzeniami lub ludźmi, których dotyczą. Następnie obserwujemy przebieg śledztwa, przekonujemy się jak blisko odkrycia prawdy byli niektórzy, a jednak z braku niezbitych dowodów nic z tym nie robią. Jesteśmy świadkami tego, jak fałszywe oskarżenie może zrujnować czyjeś dotychczasowe życie i sprawić, że głęboko ukryte destrukcyjne pragnienia w końcu wychodzą na światło dzienne. Co dalej? Czy winowajczyniom uda się uniknąć odpowiedzialności? A może jednak czyjaś chęć zemsty postawi je na baczność? Jak bardzo niebezpieczny może się dla nich okazać człowiek, który nie ma już nic do stracenia?

Autorka bez skrępowania obnaża mroczne aspekty ludzkiej osobowości, ukazuje drzemiące w człowieku złowieszcze instynkty, które każą mu czerpać przyjemność z okrucieństwa, jakiego się dopuszcza. Wykreowane przez nią postacie wprowadzają nas w świat pełen obłudy i układów, a bohaterowie mają to do siebie, że trudno czuć do nich sympatię częściej niż sporadycznie. Yayoi, której na początku możemy współczuć, po zabiciu męża okazuje się bardzo powierzchowna i wypiera z pamięci niewygodne fakty. Masako, z początku najbardziej pozytywna postać, dopiero wraz z rozwojem akcji ujawnia swoje ciemne strony - przebiegłość, wyrachowanie. To ona jest motorem niemal wszelkich działań i dyryguje pozostałymi kobietami. Yoshie mająca na głowie całą masę problemów, ta sama Yoshie, która najbardziej przejęła się zabójstwem, diametralnie zmienia swoje nastawienie, gdy w grę wchodzą pieniądze i bez mrugnięcia okiem pomaga w ćwiartowaniu zwłok. Najbardziej jednak nie mogłam znieść wiecznie zadłużonej Kuniko, jej egoizmu, materializmu i bezmyślności (a może po prostu głupoty?). Zawsze potrafiła znaleźć usprawiedliwienie dla swoich czynów, a gdy coś szło nie tak, to bez względu na okoliczności właśnie siebie uznawała za poszkodowaną.

"- Wiesz - mruknęła - wszystkie zmierzamy wprost do piekła.
- Owszem - przyznała Masako [...]. - To jak jazda z góry bez hamulców.
- Chcesz przez to powiedzieć, że nie ma jak się zatrzymać?
- Nie, oczywiście, że się zatrzymujesz. W chwili zderzenia."

Czas akcji jest trochę chaotyczny. Na początku jest w porządku, jednak bywa, że poznajemy wydarzenia z perspektywy jednego z bohaterów, by nagle wraz z jego zmianą znów powrócić do tego, co miało miejsce kilka tygodni wcześniej. Nie stanowi to jednak jakiegoś istotnego problemu i można do tego przywyknąć. Mam jednak zastrzeżenia do tytułu polskiego wydania, który w żaden sposób nie oddaje wieloznaczności oryginalnego "OUT".
W książce panuje specyficzny klimat zwyczajności podszytej czymś złowieszczym - czasem wiąże się to ze zbrodniczą przeszłością bohaterów, a czasem z ich działaniami lub stosunkiem do pewnych spraw (za przykład mogę podać chociażby moment ćwiartowania zwłok). Ponadto bohaterowie zamiast jak najszybciej odciąć się od tych wydarzeń, nadal brną dalej zaskoczeni tym, jakie zmiany zaszły w nich od tego czasu. Właśnie psychologicznym aspektom tego wszystkiego autorka poświęciła sporo miejsca, udowadniając, że w każdym człowieku czai się zło lub też obojętność na jego przejawy.

Z twórczością Natsuo Kirino po raz pierwszy zetknęłam się właściwie przypadkiem. Było to przy okazji "Prawdziwego świata". Zaskoczyła mnie ta książka, jednak nie myślałam zbyt wiele nad sięgnięciem po kolejne. Teraz jednak chciałam znów poczuć panujący w niej specyficzny klimat i miałam nadzieję, że "Ostateczne wyjście" da mi taką możliwość. Jak się okazuje, moje przypuszczenia były całkiem trafne, jednak spodziewałam się po niej czegoś więcej. Może tak jak w przypadku "Prawdziwego świata" docenię ją dopiero po pewnym czasie? Chyba właśnie tak będzie. W każdym razie jestem zadowolona z jej przeczytania, a jeśli jesteście ciekawi co do zaoferowania ma Natsuo Kirino, zapraszam do lektury.

"- I co my teraz zrobimy, kotku? - mruknęła pod nosem. - Zabiłam go."
+4/6

niedziela, 17 lutego 2013

C. Stevens "Jak kamień w wodę"


Jak kamień w wodę - Chevy Stevens

Przypominające zabawę w kotka i myszkę zmagania ofiary z psychopatą
Wydawnictwo: Świat Książki
Rok wydania: 2011
Ilość stron: 367

"Annie O'Sullivan, trzydziestodwuletnia agentka handlu nieruchomościami, postawiła sobie tego dnia trzy cele: sprzedać dom, zapomnieć o kłótni z matką i nie spóźnić się na randkę z ukochanym. Akcja »Otwarty dom«, którą prowadzi, przyciąga niewielu chętnych, kiedy więc pod ganek zajeżdża furgonetka, w Annie wstępuje nadzieja, że to jednak będzie jej szczęśliwy dzień. Nie mogła wiedzieć, że to będzie najstraszliwszy dzień w jej życiu."

Bardzo spodobało mi się wydanie książki, które już od pierwszej chwili (przynajmniej w moim wypadku) przyciąga wzrok. Choć okładka jest raczej niepozorna, to ma w sobie "to coś".

Każdy rozdział to kolejna sesja terapeutyczna Annie, która po traumatycznych przeżyciach próbuje znów zacząć normalnie funkcjonować. Pierwszoosobowa narracja jest prowadzona w pewien specyficzny sposób. Annie dość otwarcie opowiada o tym, co się zdarzyło, choć nie potrafi tego zrobić jednym ciągiem. Pomiędzy kolejnymi częściami jej historii dowiadujemy się też trochę o teraźniejszości - o jej strachu, przez który noce spędza w szafie, o niechęci do wychodzenia z domu, bo wszyscy przyglądają się jej tak, jakby była niezwykłym zjawiskiem. Tak właśnie toczy się akcja - naprzemienne historie z życia pod jednym dachem z psychopatą i wywody Annie na temat tego, co działo się po jej powrocie.

"I jeszcze jedno... Gdyby to pani przyszło do głowy... Nie, nie zawsze byłam taką bezwzględną suką."

Annie była więziona gdzieś w odciętym od świata zewnętrznego domku w górach. Wszystkie szafki były zamknięte na kłódki, zasłoniętych okien nie dało się otworzyć, wszelkie naczynia były nietłukące, nie miała dostępu do niczego, co mogłoby okazać się niebezpieczne. Musiała przyzwyczaić się do rygorystycznych zasad narzucanych przez Davida, a pory dnia mogła rozróżnić tylko wtedy, gdy Świr (bo właśnie tak go nazywała) postanowił powiedzieć jej która godzina. Codziennie mieli swój rytuał, w którym biernie uczestniczyła, a gdy coś szło nie tak, jej porywacz stawał się naprawdę brutalny. Wkrótce zdominował ją strach o najbliższych, który wymusił na niej pewne zachowania. Wydawało się, że z tej sytuacji nie ma dobrego wyjścia. Jak więc w końcu udało jej się uciec? Co jeszcze zdarzyło się podczas jej pobytu w górach?

„Świr to szaleńców król, rajcuje go strach i ból. Świr to szaleńców król, rajcuje go strach i ból.”

Jako ciekawostkę wspomnę, że jest tu mowa o kilku książkach, ponieważ porywacz je uwielbiał. Zdaniem Annie miał dobry gust, codziennie musiała mu czytać. Lubiła te chwile, bo miała szansę zapomnieć o tym, co ją spotkało przynajmniej na chwilę. Mogła z nim szczerze podyskutować. Jak przyznała: "Ilekroć krążył nerwowo, rozprawiając o jakiejś postaci albo zwrocie akcji, robił wrażenie tak elokwentnego i przejętego, że jego nastrój udzielał się mnie i mimowolnie ujawniałam własne przemyślenia. [...], a że nigdy nie wpadał w szał, nawet wtedy, gdy się z nim nie zgadzałam, z czasem zaczęłam swobodnie traktować te nasze dyskusje literackie."

Książka nie kończy się jednak wraz z wyjaśnieniem okoliczności powrotu Annie. Wciąż pozostało wiele spraw, które trzeba wyjaśnić, doprowadzić do końca. Dlaczego Świr wybrał właśnie ją? To tylko jedno z pytań. Annie próbuje na nowo nawiązać relacje z najbliższymi, z rodziną, przyjaciółką, narzeczonym, choć zdaje sobie sprawę, że Annie, która została porwana, a kobieta, którą stała się po powrocie, to wręcz dwie różne osoby. Nawiązuje też nowe znajomości, choć z początku czysto zawodowe. Wkrótce dowiaduje się, jak bardzo była jej potrzebna ta terapia.

"Zastanawiam się tylko, czemu nikogo nie obchodzi to, co jest potem, jakby na tamtej historii wszystko się zakończyło.
Chciałabym, żeby tak było."

Już od dłuższego czasu żadna książka tak mnie nie wciągnęła. Na początku myślałam, że autorka skupi się niemal wyłącznie na chwilach, które Annie spędziła w domku w górach, jednak z czasem ten wątek zaczynał mnie lekko nudzić i zastanawiałam się jak dotrwam do końca. Nagle okazało się, że ta książka to coś więcej, a terapia nie zakończyła się zaraz po tym, jak bohaterka opowiedziała o swojej ucieczce. Możemy zagłębić się w śledztwo prowadzone już po jej powrocie. Jesteśmy świadkami rozterek Annie, tego jak uświadamia sobie, że już nie wie komu ufać. Co dalej?

Teraz jeszcze coś o zakończeniu. Podczas czytania snułam wiele teorii - bardziej lub mniej prawdopodobnych, ale wyjaśnienie całej tej sytuacji było dla mnie ogromnym zaskoczeniem, a po doczytaniu do końca na chwilę zaszkliły mi się oczy. Podsumowując, "Jak kamień w wodę" to naprawdę świetna książka, którą zdecydowanie mogę polecić, zwłaszcza jeśli macie ochotę na ciekawy thriller psychologiczny z wątkiem kryminalnym. Książkę tą z pewnością mogę zaliczyć do moich ulubionych i bardzo się cieszę, że miałam okazję ją przeczytać.

6/6
Książka przeczytana w ramach wyzwania z półki.

sobota, 15 grudnia 2012

P. Lewis "Idealna rodzina"


Idealna rodzina - Pam Lewis

Każdy sekret wyjdzie w końcu na jaw. A wtedy...
Wydawnictwo: Świat Książki
Rok wydania: 2010
Ilość stron: 303

"Straszny wypadek zmienia losy bogatej i szanowanej rodziny Cartretów. Pam, pełna życie najmłodsza córka Jaspera Cartreta, zostaje znaleziona w jeziorze nieopodal ich letniej posiadłości. Jej brat William podejrzewa morderstwo. Choć rodzina chce rozpaczliwie zatuszować sprawę, on próbuje dojść prawdy. Rezultaty są wstrząsające. Co przez lata skrzętnie ukrywała ich nieżyjąca matka? Dlaczego żadne z dzieci nie widziało zdjęć matki sprzed urodzenia najstarszej z sióstr? Kim jest nieznajomy mężczyzna, obecny na pogrzebie Pam..."
Hm... zdaje się, że komuś pomyliły się imiona, ponieważ zmarła nie Pam, a Pony.

Na początku każdego rozdziału dowiadujemy się z czyjej perspektywy będziemy poznawać tą historię.
Pony prosi brata o spotkanie, chce z nim o czymś porozmawiać. William zgadza się na to, ale z powodu małej sprzeczki wkrótce wyjeżdża. Jeszcze tego samego dnia sąsiadka wzywa policję, ponieważ Poly zostawiła roczne dziecko na dworze, a sama gdzieś zniknęła. Jej ubranie leży na brzegu jeziora... Następnego dnia nurkowie wyławiają jej ciało z wody. Co się tam stało? Czy był to zwykły wypadek, a może coś więcej?
Rodzina nie może się z tym wszystkim pogodzić, jednak ostatecznie wszyscy przyjęli do wiadomości, że był to wypadek. Wszyscy poza Williamem, który postanawia na własną rękę dowiedzieć się co stało się z jego siostrą. Co odkryje?
Nieznajomy, który był na pogrzebie Pony, prosi Mirę, jej siostrę, o spotkanie. Dziewczyna, choć pełna wątpliwości, zgadza się. Mężczyzna wydaje się miły, dobrze czuje się w jego towarzystwie, a nawet zaczyna mu się zwierzać. Miałam wrażenie, że Mira zbyt szybko mu zaufała, poza tym w niektórych momentach naprawdę mnie denerwował.

Wygląda na to, że mam jakiś wybrakowany egzemplarz... Od 64. strony powtarza się poprzedni rozdział, właściwy tekst zaczynia się dopiero od 97. strony, jednak te dwa brakujące rozdziały przepadły. Zniechęciło mnie to trochę do czytania, jednak miałam nadzieję, że nie straciłam tak wiele i jeszcze dam radę połapać się w akcji. Na szczęście rzeczywiście tak było.

Na początku czytałam książkę ze średnim zainteresowaniem. Ot, tajemnicza śmierć w rodzinie. Przez dłuższy czas bohaterowie kręcili się w kółko, nie wiedząc co zrobić aby wyjaśnić całą tą sprawę. Wszystko zmieniło się za sprawą rodzinnego spotkania i jednego zdania wypowiedzianego przez Mirę. W jednej chwili tajemnica skrywana przez matkę ujrzała światło dzienne, co pozwoliło Williamowi z całkiem innej strony spojrzeć na wiele wydarzeń. Od tego momentu akcja rozwijała się jeszcze szybciej, a ja coraz bardziej się w nią wciągałam. Co takiego rodzice ukrywali przed swoimi dziećmi przez cały ten czas? Co Pony miała do powiedzenia Williamowi? Jeśli chcecie się tego dowiedzieć, sięgnijcie po tą książkę.
Poza tym mamy tu świetnie opisane postacie, od czasu do czasu wspomnienia z dzieciństwa, poznajemy rozterki bohaterów, uczucia które nimi kierowały. "Idealną rodzinę" uważam za świetną książkę, czytało mi się szybko, a w jej odbiorze nie przeszkodził mi nawet ten brakujący fragment. Polecam. :)

5/6

poniedziałek, 26 listopada 2012

H. Coben "Zachowaj spokój"




Wydawnictwo: Albatros, Andrzej Kuryłowicz
Rok wydania: 2009
Ilość stron: 447

"Rodzice Adama Baye, zaniepokojeni tym, że po samobójstwie kolegi z klasy ich szesnastoletni syn zamknął się w sobie, instalują na jego komputerze program szpiegowski. Śledzą każdy ruch chłopaka, każdy wysłany i odebrany e-mail. Ze zgrozą odkrywają wiadomość przesłaną przez anonimowego nadawcę, która każe mu »siedzieć cicho«. Czy Adam wie coś na temat samobójstwa? I co ma wspólnego z brutalnym zabójstwem na przedmieściach Nowego Jorku, nad którego zagadką pracuje detektyw Loren Muse? Dlaczego rodziną Baye interesuje się FBI?"

Marianne zostaje porwana. Ale kim ona właściwie jest? I kim są jej porywacze? Dlaczego ona? Nash jest bardzo pewny siebie, uważa, że policja nie powiąże ze sobą dwóch jego ofiar. Czy aby się nie przeliczył?

Rodzice Adama bardzo się o niego martwią. Tak bardzo, że postanawiają go szpiegować. Tylko czy nie jest to przesada? Jak daleko można się posunąć mając na względzie dobro swojego dziecka?
Betsy, matka zmarłego chłopaka, zaczyna podejrzewać, że syn nie był sam w dniu śmierci. Postanawia spytać o to Adama, który wkrótce potem znika. Jego rodzice bardzo się martwią i zaczynają poszukiwania. Te z kolei zawiodły Mike'a (ojca Adama) w podejrzane miejsca. Co go tam czeka? Czy znajdzie Adama? Dlaczego wkrótce zaczyna się nim interesować FBI?
Wkrótce sprawy gmatwają się jeszcze bardziej, Tia (matka Adama) już nie wie komu ufać. W co wplątał się Adam?
Jest też sprawa brutalnego zabójstwa. Policjanci mają problem z identyfikacją ofiary. Dlaczego? Cóż, z jej twarzy niewiele zostało... Jak detektyw Loren Muse dojdzie do rozwiązania tej sprawy?

"Wszystko wydaje się być względne i to jest okropne."

Na początku akcja toczy się dość powoli, poznajemy codzienne życie bohaterów, dzielimy ich obawy. Dopiero później zaczyna dziać się coś konkretnego, aż w końcu dostrzegamy mniejsze lub większe powiązania wszystkich wątków, co autorowi wyszło naprawdę świetnie. Z pozoru niemające ze sobą nic wspólnego sprawy łączą się ze sobą w najmniej oczekiwanych momentach, więc czytelnik nie powinien się nudzić. Ponadto książkę wzbogacają bardzo ciekawie postacie takie jak Mike - lekarz z powołania dający z siebie wszystko także na lodowisku, kochający ojciec, który swoją pasją do hokeja zaraził także syna. Nie martwcie się, nie będę tu tworzyć całej jego charakterystyki, dodam tylko, że jest wytrwały. Czy bardzo? Tego możecie dowiedzieć już z książki.

"Dlaczego ludzie nigdy nie uczą się na cudzych błędach? Czemu pociąga nas to, co powinno nas odrzucać?"

Już od dość dawna nie czytałam książki, która by mnie wciągnęła w swój świat do tego stopnia, że nie chciałabym nawet na chwilę od niej odchodzić. "Przed kim uciekamy, Mamo?" zostawiło po sobie niedosyt przez niewyjaśnione sprawy, więc miło było przeczytać kryminał, który takiego odczucia nie pozostawia. "Zachowaj spokój" z pewnością jest książką, którą mogę polecić. Chętnie sięgnę też po kolejną książkę Harlana Cobena. ;)

5/6

sobota, 17 listopada 2012

P. Magden "Przed kim uciekamy, Mamo?"



Wydawnictwo: Świat Książki
Rok wydania: 2011
Ilość stron: 224

"Kim jest dziwna nerwowa kobieta i jej piękna nastoletnia córka, ubierana jak mała dziewczynka? Z jakiego powodu muszą ciągle zmieniać kraje i hotele? Dlaczego podróżują bez bagażu, za każdym razem kupując ubrania i zabawki, które potem zostawiają? Jacy »oni« rzekomo je ścigają? Czego tak bardzo boi się matka? Co zdarzyło się w przeszłości? Prosta, opowiedziana po dziecięcemu historia dziewczynki wpatrzonej w niezrównoważoną matkę zmienia się w przejmujący obraz chorej miłości."

Jak możemy się dowiedzieć z okładki jest to "Thriller psychologiczny: sugestywne studium paranoi, wyobcowania i toksycznych stosunków matki z córką". Czy rzeczywiście? Jak najbardziej.

Głównymi bohaterkami są matka i córka. historię poznajemy przede wszystkim z perspektywy tej drugiej, więc została napisana z charakterystyczną dziecięcą naiwnością, choć według recepcjonistki ma ona około 14 lat. Dziewczynka wierzy, że jej matka jest doskonała, też chciałaby taka być. Pracownicy hotelu zgodnie twierdzą, że jest ona najpiękniejszą dziewczynką na świecie.

"Moja Mama jest bardzo zła na mamę Bambiego. Gdybyśmy ją gdzieś spotkały, albo natknęły się w jednym z hoteli na osobę podobną do niej, dostałaby za swoje. Aż tak nie lubi mamy Bambiego."

Gdy poznajemy ich losy z perspektywy osób trzecich czujemy, że oni już poznali zakończenie, jednak nie chcą nam go zdradzić. Mimo wszystko powoli dowiadujemy się coraz więcej. To sprawia, że chcemy jak najszybciej poznać finał tej historii. Tylko czy będzie nam to dane?
Po około 80 stronach zorientowałam się, że jeszcze ani razu nie zostało wymienione imię córki. Matka wciąż nazywa ją "moja Bambi". Dlaczego akurat Bambi? Jest to ich ulubiona książka. Uważają ją za swój modlitewnik pełny ukrytych znaczeń, znajdują w niej wszystko, czego im trzeba. Jednocześnie podkreślają, że szanują modlitewniki innych ludzi.

"Mama nauczyła mnie nie zadawać niepotrzebnych pytań.
Bardzo lubi, kiedy pytam. Tylko nie powinnam zadawać pytań trudnych."

Dziewczynka opowiada nam epizody ze swojego życia. Jest ona całkowicie podporządkowana matce. Boi się, zadawać z kimkolwiek, bo wie co jej rodzicielka na ten temat uważa. Jak to wszystko się skończy? I czy to aby na pewno będzie koniec? Czy dziewczyna kiedyś się dowie przed kim uciekają? Czy naprawdę można komuś tak ślepo wierzyć?

"Nie zaniedbuję niczego, Mamusiu. Kiedy ty zaniedbujesz mnie coraz bardziej, ja wykonuję wszystkie swoje obowiązki."

Książkę czytało mi się dobrze, jednak czasami zaczynały mnie nudzić te ciągłe opowieści. Mimo wszystko czytałam dalej i poznawałam kolejne szczegóły z ich życia. Rozdziały są krótkie, więc szybko się je czyta.
W pewnym momencie dziewczyna zaczyna pisać trochę inaczej, doroślej. Przestaje już być dzieckiem, co dostrzega także jej matka. Jak na to zareaguje? Przecież chciałaby, żeby jej Bambi pozostała jej małą córeczką. Im jest starsza tym więcej rozumie, czy dziewczyna w końcu przejrzy na oczy? A może nadal pozostanie pod wpływem swojej matki?

"Jesteśmy jednością. Jesteśmy Księżycową Jednością."

"Przed kim uciekamy, Mamo?" to przede wszystkim historia dziewczynki ślepo zapatrzonej w swoją niezrównoważoną psychicznie matkę. Córka nie zdaje sobie z tego w pełni sprawy, ponieważ zawsze była tylko z nią i nie ma pojęcia, że ich relacje nie są do końca normalne. Dla niej one dwie są dobre, a cała reszta świata jest zła. Są z tym wszystkim same i muszą sobie jakoś poradzić. Już nawet nie myśli o tym, że mogłyby zostać gdzieś na stałe.

"Czy naprawdę tak łatwo zabić człowieka?"

Tylko jak można tak żyć? Matka nie ma pracy, a wciąż bezmyślnie wydaje pieniądze, kupując w każdym kolejnym miejscu nowe rzeczy. Skąd je ma? Mimo wszystko ich zasoby nie są niewyczerpane. Co zrobią, gdy się skończą? Jest jeszcze coś... Gdy nadchodzi konfrontacja z nieżyczliwą im osobą, zawsze kończy się tak samo. Domyślacie się jak?
Książka pozostawia po sobie pewien niedosyt. Chcemy dowiedzieć się więcej o losach bohaterek, jednak wydaje się, że autorka resztę pozostawiła dla siebie. Cóż, są historie niedopowiedziane, czasami, gdy pytamy: 'dlaczego?' w odpowiedzi dostajemy tylko proste 'bo tak'...

"[...] możesz całkowicie zmienić wygląd, ale oczy... Oczy pozostają zawsze takie same. To oczy zdradzają człowieka. Są bramą do naszej duszy."

4/6

poniedziałek, 1 października 2012

N. Kirino "Prawdziwy świat"



Wydawnictwo: Sonia Draga
Rok wydania: 2010
Ilość stron: 245

"Zręcznie skonstruowany, mroczny i bezlitosny thriller psychologiczny przedstawiający gorzki obraz życia nastolatków w Japonii. Niepokojący i trzymający w napięciu - inny od wszystkiego, co do tej pory czytałeś."
"Cztery zobojętniałe na wszystko nastolatki spędzają upalne lato na przeludnionych przedmieściach spowitego smogiem Tokio, uczęszczając na nużące zajęcia w letniej szkole, której ukończenie ma zapewnić im zdanie egzaminów na najlepsze uniwersytety. Jest wśród nich Toschi, na której zawsze można polegać, wzorowa uczennica Terauchi, smutna, pogrążona w żalu po śmierci matki Yuzan, starająca się ukryć swoją seksualność przed koleżankami, oraz urocza Kirarin, której nocne eskapady i lekkomyślne zachowanie pozostają tajemnicą dla osób z jej otoczenia.
Po brutalnym morderstwie, którego ofiarą pada sąsiadka Toschi, dziewczyny nabierają przekonania, że zabójcą jest syn zamordowanej, uczeń szkoły średniej, przezywany przez nie Glistą. Kiedy jednak chłopiec znika (zabierając Toschi rower i telefon komórkowy), czwórka dziewcząt wikła się w niebezpieczną grę i musi zmierzyć się z całą falą zagrożeń, jakich nigdy wcześniej nawet sobie nie wyobrażały - a które rodzą się zarówno w nich samych, jak i w otaczających je świecie."

Pierwszą bohaterką książki jest Toschi, towarzyszy jej ciągła nieufność do otoczenia. Tego dnia, gdy ją poznajemy, pada ofiarą złodzieja, do domu wraca bez roweru i komórki. Potem bez szczególnego powodu składa fałszywe zeznania, co wydaje się dość dziwne, zwłaszcza, że prawdziwe informacje mogłyby pomóc we właśnie rozpoczętym śledztwie. Yuzan zaczyna kontaktować się ze zbiegłym chłopakiem. Dlaczego? Najwyraźniej uznała, że będzie to ciekawe doświadczenie. Co dalej?

"Obowiązek jest ciężki jak góra, ale śmierć lekka jak piórko."

Występuje tu narracja pierwszoosobowa, a każda z poznawanych postaci opisuje siebie i swoje przeżycia. Wśród nich jest Glista, to jego szuka policja. Czy poznamy motywy, które nim kierowały? To raczej dość dziwne, że przypadkowej osobie oświadczył przez telefon: "dzisiaj zabiłem swoją matkę". Co mogło doprowadzić do takiego czynu? Tak zaczyna się niebezpieczna gra. Czy wszyscy, którzy w niej uczestniczą dotrwają do jej końca?
Bohaterowie są wyraziści i bardzo się od siebie różnią. Mogą budzić w nas różne uczucia, ale trudno żebyśmy byli obojętni. Książka pozwala nam poznać realia tokijskiego życia. Z pewnością nie chciałabym być częścią tytułowego prawdziwego świata. Co zrobilibyście słysząc alarm smogowy? Dla tych ludzi to już rutyna. W pewnych sytuacjach używają też fałszywych nazwisk, bywa im ciężko, od małego muszą uczyć się jak przetrwać w tej betonowej dżungli. W jaki sposób?
Los Angeles Times Book Rewiew trafiło w dziesiątkę tym stwierdzeniem: "Zazdrość, strach, arogancja - umysł nastolatka może być naprawdę przerażającym miejscem. Ta opowieść otworzy wam do niego drogę."
Nie spodziewałam się po tej książce zbyt wiele, właściwie przeczytałam ją tylko dlatego, że pożyczyła mi ją koleżanka. Okazało się jednak, że to całkiem ciekawa książka, miałam okazję poznać całkiem inny świat. Chętnie przeczytam kolejną książkę tej autorki - "Groteska", jeśli nadarzy się taka sposobność.

5/6

niedziela, 19 sierpnia 2012

G. Heivoll "Zanim spłonę"




Oparta na faktach powieść o serii podpaleń w spokojnym norweskim miasteczku
Wydawnictwo: Świat Książki
Rok wydania: 2011
Ilość stron: 256

"Niezwykła powieść, którą można czytać jak thriller, ale również jak psychologiczne studium szaleństwa"
"Życie w małym Finsland toczyło się zawsze spokojnie - aż do pewnej nocy, gdy jedno z domostw staje w płomieniach i w ciszę wdziera się ostry dźwięk syreny alarmowej. Ten pożar zapoczątkowuje serię dziwnych podpaleń. W miasteczku narasta strach. Tragiczne wydarzenia splatają się z wewnętrznymi dramatami mieszkańców, którzy odkrywają w końcu przerażającą prawdę, kim jest piroman. O wiele trudniejsze do wyjaśnienia są natomiast przyczyny działania człowieka ulegającego destrukcyjnej sile, która popycha go do zbrodni."

Piromanem okazał się ktoś, kogo chyba nikt by nie podejrzewał. Jak to możliwe, że taki grzeczny, uczynny chłopiec był zdolny do czegoś takiego? To pytanie zadawał sobie każdy w miasteczku. Masz szansę się tego dowiedzieć, czy jesteś na to gotowy?
Autor opowiada nam nie tylko o pożarach i podpalaczu. Zdradza nam też wiele faktów ze swojego życia, tłumaczy jak powstała książka, próbuje wyjaśnić kim właściwie jest. Moim zdaniem powieść miejscami jest napisana trochę chaotycznie, bywało, że gubiłam się w jej treści nie wiedząc o kim w tej chwili mowa (potem się przyzwyczaiłam).

"Przeczytałem to, co napisałem. Tu i tam coś wstawiłem, coś poprawiłem, z grubsza jednak zostawiłem tekst taki, jaki się pojawił. [...] Po raz pierwszy przeczytałem coś, co napisałem, bez wstydu. Uczucie było trochę nierealne, jakby ulotne. Nierealne, niemniej bardzo piękne."

Miałam trochę inne wyobrażenia co do tej lektury. Gaute Heivoll napisał naprawdę wiele o sobie i czasem nawiedzała mnie myśl, że zrobił to, by książka nie była zbyt krótka. Uważałam tak, pomimo że powoli się w jego opowieść wciągałam. Po chwili jednak autor przeskakiwał do innego wątku, co mnie trochę zniechęcało. Chciałam przeczytać dalszą część tego, co się urwało, ale nie na tyle, żeby najpierw zacząć coś innego.

Kilka razy zastanawiałam się nad zaprzestaniem lektury, ale uznałam, że jednak ją skończę, nie chciałam się poddawać. Dzięki temu mogłam się dowiedzieć jak doszło do tego, że Heivoll zaczął pisać. No i poznałam zakończenie.
Ostatecznie dobrze oceniam "Zanim spłonę". Nie zachwyciła mnie szczególnie, ale najwyraźniej nie jest to mój typ. Nie planuję kolejnego spotkania z twórczością tego autora, ale nie uważam też, żeby czas, który spędziłam przy jego książce był zmarnowany. Czy po nią sięgnąć, zdecydujecie sami. ;)

"Kogo widzimy, kiedy widzimy samych siebie?"

3/6

piątek, 10 sierpnia 2012

C. Higson "Wróg"




Myślisz, że wróg cię nie dopadnie?
Ty sam wkrótce nim będziesz...
Wydawnictwo: Świat Książki
Rok wydania: 2010
Ilość stron: 413

"Kończysz czternaście lat. Jesteś prawie dorosły. A teraz, gdy wszystkich powyżej czternastego roku życia opanowała tajemnicza choroba, wolałbyś na zawsze pozostać dzieckiem.
Wyniszczony EPIDEMIĄ Londyn staje się labiryntem śmierci.
Armia dzieci przeciwko armii oszalałych dorosłych - ZOMBIE.
Tylko w grupie jesteś bezpieczny. Ale grupa potrzebuje PRZYWÓDCY...
Czy istnieją takie miejsca, gdzie wszystko jest jak dawniej?"

Najpierw myślałam o tej książce jako o dość lekkiej lekturze, w której tytułowy wróg będzie traktowany z przymrużeniem oka. Tymczasem trzymałam w rękach historię niemal jak z "Resident Evil", w której to dorośli byli zombie, a dzieci musiały się przed nimi bronić.
Akcja rozgrywa się w Londynie. Ocalałe dzieci podzieliły się na dwie grupy i schroniły w supermarketach. Specjalne oddziały chodziły szukać jedzenia, z czasem zapuszczając się coraz dalej przez opustoszałe ulice Londynu. Czy są to jedyni, którzy ocaleli? Najwyraźniej nie.
Dzieci nagle dostają propozycję zamieszkania w bezpiecznym miejscu i to nie byle jakim, ale w pałacu. Po ciągłej walce o przetrwanie pomysł ten wydaje się spełnieniem marzeń. A co, jeśli okaże się, że wcale nim nie jest?

Dzieci musiały w krótkim czasie się usamodzielnić, by przeżyć. Czy choć raz marzyliście o spędzeniu nocy samemu w supermarkecie? Nasi bohaterowie tak właśnie żyli. Mieli do dyspozycji wszystko, co się tam znajdowało. Okazuje się jednak, że może się to szybko znudzić. Jest to książka o odpowiedzialności, zaufaniu, zdradzie, żądzy władzy i wielu innych pojęciach wplecionych w historię o przetrwaniu i walce z zombie. Napisana jest w duchu "Władcy much" W. Goldinga (nie czytałam, więc ich nie porównam).

Zaskoczył mnie koniec, który bynajmniej nie rozwiązywał wszystkiego, czułam pewien niedosyt. Autor pozostawił nas samych z naszymi domysłami. Nie do końca tego się spodziewałam, ale z pewnością nie jestem zawiedziona.

Książka z jednej strony mnie odpychała, a z drugiej chciałam wiedzieć jak poradzą sobie dzieci. Po pewnym czasie zaczęła mnie wciągać, by ostatecznie okazać się wartościową lekturą. Napisana jest prostym językiem, łatwo możemy wczuć się w emocje bohaterów.
Nie da się zapomnieć o oryginalnym pomyśle, jakim było zabarwienie boków książki na czarno. Dzięki temu z daleka możemy uznać ją za pudełko. Spodobało mi się to. ;) Na okładce widnieje ostrzeżenie o opisie brutalnych scen, jednak wydaje mi się to niepotrzebne.

"Zawsze mówiła, że kiedy człowiek jest przygnębiony, to potrzeba mu smutnej muzyki. »Ostatnie, czego ci trzeba, to żeby cię ktoś pocieszał. Chcesz wiedzieć, że ktoś jest tak przygnębiony jak ty i wie, co czujesz. Żebyś mógł poczuć, że nie jesteś sam«." Może ten cytat nie jest najlepszym określeniem "Wroga", ale bardzo mi się spodobał. :)

+4/6

piątek, 29 czerwca 2012

V. C. Andrews "Płatki na wietrze"




Wydawnictwo: Świat Książki
Rok wydania: 2012
Ilość stron: 428
Seria: Dollanganger (cz. 2)

"Po śmierci jednego z braci rodzeństwo Dollangangerów decyduje się na ucieczkę z ponurego poddasza w domu dziadków, gdzie matka i babka więziły je przez blisko trzy i pół roku. Cathy, Chris i mała Carrie trafiają do domu doktora Paula Sheffielda, który osamotniony po śmierci żony i syna, roztacza opiekę nad dziećmi.Wydaje się, że ich los się wreszcie odmienił i że każde z nich znalazło właściwą drogę w życiu. Jednak koszmary przeszłości nie pozwalają tak łatwo o sobie zapomnieć, a wiszące nad młodymi bohaterami rodzinne przekleństwo wciąż daje o sobie znać..."

"Dalszy ciąg „Kwiatów na poddaszu”, na który czekają czytelnicy! Książka wznowiona po 17 latach okupuje listy bestsellerów! Druga część niezwykłej historii rodzeństwa. Dzieci trafiają do domu doktora Sheffielda, który roztacza nad nimi opiekę. Straszne przejścia nie pozwalają im jednak powrócić do normalnego życia. Może im pomóc jedynie znienawidzona matka… Intrygujące połączenie powieści obyczajowej, psychologicznej, przygodowej i thrillera. Sugestywna rzecz o rodzinnej tajemnicy, trudnym wchodzeniu w dorosłość i poszukiwaniu miłości. "

Choć rodzeństwo uciekło, problemy się nie skończyły. Pojawiają się skutki tak długiego zamknięcia. Biedna Carrie ma 8 lat, a wygląda na dużo młodszą.
Cathy, świadomie lub nie, budzi pożądanie u mężczyzn, choć ma tylko 15 lat. Podoba jej się to, ale z odrazą zauważa u siebie pewne cechy swojej matki. Za swój cel wyznaczyła sobie zostać znaną primabaleriną i zaprosić rodzicielkę na swój występ. Chce się na niej zemścić i powoli obmyśla plan.Chris wkrótce idzie na studia, medyczne oczywiście.
Cathy nie może żyć bez miłości, otacza się więc tymi, którzy mogą jej ją dać. Ważne miejsce w jej życiu zajmuje chęć zemsty, która potrafi być niszcząca.
Rodzeństwu towarzyszą kolejne śmierci bliskich, czy kiedyś znajdą swoje szczęście?
Każda decyzja niesie za sobą pewne konsekwencje, bywa też tak, że wybierając "mniejsze zło" jeszcze bardziej pogarszamy sprawę

Kolejne błędy, kolejne niewłaściwe wybory, a w tym wszystkim przeświadczenie, że wszystkiemu co złe jest winna matka.

W "Płatkach..." jest więcej namiętności, niż w poprzedniej części. Po pierwszych rozdziałach dziwiłam się, że zdecydowałam się na tą książkę. Dopiero po wielu przeczytanych stronach zaczynało dziać się coś poważniejszego. Na początku obawiałam się, że będzie to opowieść o tym, jak Cathy stacza się moralnie, jednak potem cała sprawa nabrała głębszego sensu. Po przeczytaniu całości nie liczył się dla mnie dość kontrowersyjny początek, a jedynie przejmujące zakończenie. Mimo wszystko okazuje się, że jest to wartościowa lektura.
Właściwie losy naszych bohaterów mogłyby kończyć się na tej powieści. Istnieje jednak jeszcze kilka części, a ja zastanawiam się, czy chcę wiedzieć na jakie kłopoty będą narażeni.

Ta książka była dla mnie jak narkotyk - bierzesz, potem uświadamiasz sobie, że to nie ma sensu, nie chcesz do tego wracać, ale po jakimś czasie chcesz więcej. Nie mogłam jej czytać jednym ciągiem. Co jakiś czas ją odstawiałam, a potem kontynuowałam lekturę zastanawiając się co będzie dalej. Prawdopodobnie będzie mnie nękać jeszcze przez jakiś czas.
Sama historia może nie jest rewelacyjna, a niekiedy niewiarygodna lub zawiera dużo niepotrzebnych scen namiętności. Mimo wszystko jest w niej "to coś", które sprawia, że chce się ją czytać.
Przez dłuższy czas zastanawiałam się nad oceną tej książki i choć budzi ona wiele emocji, zdecydowałam się na 4/5. (Na lubimyczytać dałam jej jednak 9/10)

5/6
Kwiaty na poddaszu | Płatki na wietrze | A jeśli ciernie | Kto wiatr sieje | Ogród cieni