Pokazywanie postów oznaczonych etykietą W.Gombrowicz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą W.Gombrowicz. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 14 stycznia 2016

Trochę na temat "Ferdydurke" W. Gombrowicza

Tutaj, podobnie jak w przypadku "Lalki", nie zdecydowałam się na pełną recenzję, jednak postanowiłam wtrącić na temat tej lektury kilka słów. ;) (a o zdjęciu książki znów zapomniałam >,<)

Za "Ferdydurke" zabrałam się po obejrzeniu mniej więcej połowy ekranizacji (nie do końca z własnej woli), która nie nastawiła mnie do tego utworu zbyt przychylnie. Humor wydawał mi się denerwujący, a wydarzenia absurdalne w sposób, który mi nie odpowiadał. W końcu się przemogłam i zaczęłam czytać... I co? Pierwsze, co mnie zaskoczyło, to nietypowy styl autora (wymyślny i mocno zagmatwany), który kupił mnie już od pierwszych zdań... Przynajmniej na początku, bo później bywało różnie. Czasami wręcz zmuszałam się do tego, by czytać dalej, czasami czytało mi się lekko, a nawet z przyjemnością, przez co ostatecznie naprawdę trudno mi ocenić tą książkę.

Tytuł, który nic nie znaczy, wszechobecna groteska, która sprawia, że praktycznie nigdy nie można być pewnym, co się za chwilę stanie i dlaczego oraz absurdalność doprowadzona do granic możliwości (a może nawet dalej) - Gombrowicz zdecydowanie zaskakuje i może zainteresować, jednak "Ferdydurke" zdecydowanie nie jest powieścią dla każdego, o czym świadczy już sam mocno poplątany styl autora. A jeśli już o to chodzi, to czasami przypominał mi on twórczość Murakamiego, która również niejednokrotnie bywa niezwykle pogmatwana i przez to nie każdemu przypadnie do gustu.

"Gdyż nie ma ucieczki przed gębą, jak tylko w inną gębę, 
a przed człowiekiem  schronić się można jedynie w objęcia innego człowieka."

No i jeszcze kwestia poruszanych przez Gombrowicza tematów oraz nietypowych symboli - pupy jako zdziecinnienia, łydki jako nowoczesności i gęby jako przybieranych przez ludzi masek. Taka symbolika tym bardziej udowadnia, że autor szokuje niemal na każdym kroku. Podejmowane przez niego tematy demaskują fałszywość i pozory, przez przerysowanie i ukazywanie rzeczywistości w krzywym zwierciadle hojnie pokrytym groteską ośmieszają pewne postawy.

A jeśli chodzi o rozdziały z Filidorem i Filibertem, no... na pewno były dziwne. W przypadku tego drugiego plusem była dość zwarta akcja (a przy tym i krótkość), jednak poprzedzający go wstęp wydał mi się kompletnym laniem wody. Jeśli chodzi o historię Filidora, choć od samego początku była podszyta sporą dozą absurdu, to już końcowe wydarzenia były tak groteskowe, że kompletnie nie wiedziałam, co o tym sądzić.

Ostatecznie "Ferdudurke" jest dla mnie ciężkim orzechem do zgryzienia i nie wiem, czy mogłabym szczerze przyznać, że mi się podobało. Zdecydowanie doceniam pomysł autora, jak i poruszane przez niego tematy, jednak taka ilość groteski to dla mnie chyba za dużo. Mimo to nie żałuję, że przyszło mi przeczytać tę lekturę i pozostaje mi się cieszyć z tych kilku momentów, które rzeczywiście śledziłam z przyjemnością.
"Koniec i bomba
A kto czytał, ten trąba!"