poniedziałek, 26 września 2016

C. R. Zafon "Gra anioła"

Wydawnictwo: Muza  |  Liczba stron: 512  |  Seria: Cmentarz Zapomnianych Książek (2)
Hmm, od czego by tu zacząć? Może na początek wspomnę, że nie do końca dowierzałam temu, jakoby powieści z cyklu Cmentarza Zapomnianych Książek można było czytać w całkiem dowolnej kolejności, ale może jednak? Choć pewne miejsca i osoby łączą te historie, robią to w sposób tak subtelny, że nie powinno to mieć wpływu na czerpanie przyjemności z lektury którejś z nich, można całkiem spokojnie zacząć od "Gry anioła", zwłaszcza że chronologicznie to ona jest pierwsza (chociaż z tego, co słyszałam, "Więźnia nieba" lepiej przeczytać po "Cieniu wiatru"). Tym razem przyjdzie nam obserwować, jak młody David Martin stawia swoje pierwsze kroki w literackim świecie. Począwszy od nic nieznaczącego gryzipiórka, poprzez dobrze zapowiadającego się debiutanta, aż po poczytnego autora - a to wciąż nie koniec. W trakcie swojej kariery David trafiał różnie - raz lepiej, raz gorzej i zwłaszcza na początku trudno mu było wiązać koniec z końcem. Nie musiało minąć wiele czasu, by zainteresował się nim pewien tajemniczy wydawca, którego propozycję pracy David przyjmuje jednak dużo później… Tylko czy naprawdę powinien? Dalej będziemy obserwować kolejne zmagania naszego bohatera: z terminami, wydatkami, uczuciami… ale nie będę się nad tym bardziej rozwodzić. Dodam jednak, że w końcu natrafi na ślad człowieka, który niegdyś był w całkiem podobnej do niego sytuacji, na pogrzebaną w przeszłości tajemnicę, której ujawnieniu pewni ludzie będą się starali zapobiec, a która może zaważyć na jego życiu. Czy będzie niebezpiecznie? Zdecydowanie.

"Nie da się żyć zbyt długo w realnym świecie. W każdym razie istota ludzka nie potrafi. 
Większą część życia spędzamy śniąc, przede wszystkim na jawie."

David to człowiek z pasją. Jego miłość do książek i pisania widać od samego początku. Zajęcie to pochłania go tak bardzo, że nieraz podporządkowuje mu wszystko inne, zamyka się na całe tygodnie w domu, pisze nocami, a w ciągu dnia odsypia, jada przy tym nieregularnie, na czym cierpi jego zdrowie. Pisanie jest więc nie tylko jego powołaniem, ale i przekleństwem. I chociaż z wiekiem stał się raczej oschły, wciąż potrafi wykrzesać z siebie trochę dobrej woli. Wiele zawdzięcza swojemu mentorowi, który nie tylko stale go wspierał, ale i stworzył mu szansę na debiut (chociaż uprzedzam, że z czasem ich relacje dość mocno się skomplikowały). Sporą rolę w życiu Davida odegrał także stary Sempere, służył swoją przyjaźnią i pomocą w trudnych chwilach, a także wprowadził go do Cmentarza Zapomnianych Książek. Jest też Cristina, do której David wzdychał od najmłodszych lat, nie licząc właściwie na wzajemność oraz Isabella, młoda pasjonatka literatury, którą, chcąc nie chcąc wziął pod swoje skrzydła (chociaż czasami można by się zastanawiać, czy aby nie było na odwrót). A tajemniczy wydawca o nazwisku Corelli? No cóż, myślę, że będzie najlepiej, jeśli poznacie go sami, aby nie uszczknąć nic z jego tajemniczości.

"- Proszę nie zmieniać tematu. Ja szukam przeciwieństwa intelektualisty, 
to znaczy kogoś inteligentnego. I już znalazłem.
- Schlebia mi pan.
- Nawet więcej, płacę panu."

Wierzcie lub nie, ale wiele razy musiałam się powstrzymywać (zwłaszcza na początku), żeby z tej mojej całej pisaniny nie wyszła recenzja porównawcza względem "Cienia wiatru". Wybaczcie więc (chyba że Waszym zdaniem nie ma czego), ale chociaż w tym akapicie chcę trochę się na ten temat rozpisać. O ile w kwestii bohaterów to Daniela polubiłam bardziej, to jednak mam wrażenie, że właśnie w "Grę anioła" łatwiej było mi się wgryźć, a czytanie szło mi po prostu szybciej. Życie Davida pełne jest niespodzianek, przeciwności, wciąż coś się zmienia, coś się dzieje. Nie ma więc miejsca na nudę, podczas gdy w "Cieniu wiatru" przez pewien czas wisząca nad Danielem groźba znacznie się oddaliła, by ponownie dać o sobie znać dopiero po latach. A co z elementami łączącymi obie historie? Na początku po prostu miło było znów usłyszeć o znajomych miejscach czy bohaterach oraz wszechobecnej na kartach powieści literaturze (jaki mól książkowy tego nie uwielbia?), jednak z czasem kolejne elementy układanki zaczęły do siebie pasować, dostajemy szerszy obraz całości.

"Nie ufam tym, którzy są przekonani, że mają wielu przyjaciół. To znak, iż nie znają ludzi."

Zafon w dalszym ciągu czaruje słowami, co sprawia, że powieść czyta się z przyjemnością, a opisywaną przez niego Barcelonę chce się poznawać coraz lepiej. Nie brakuje tu literatury, nie brakuje tajemniczości, zagadek i niebezpieczeństw. Jest też miłość, ale nie jakaś banalna. Jest miłość pod różnymi postaciami, ale jest też nienawiść, uraza oraz poczucie obowiązku, wszystko to należycie oddane, wciągające coraz głębiej w pogmatwaną, miejscami mroczną historię. Znalazłam tu także całą masę wartych zapamiętania cytatów (więc wybór tylko kilku, które tu umieszczę był naprawdę trudny). Mój powrót do Cmentarza Zapomnianych Książek okazał się bardzo udany i już nie mogę się doczekać, by sięgnąć po kolejną powieść autora (a Wam polecam zrobić to samo).

"[...] książki mają duszę, duszę tych, którzy je piszą, którzy je czytają i którzy o nich marzą."

wtorek, 20 września 2016

ARTBOOK: Nakamura Asumiko "Sotsugyo Album"

Moja pierwsza recenzja artbooka. Przygotujcie się na całą masę obrazków. :D
Artbook Sotsugyo Album, a więc album z zakończenia szkoły, jest powiązany z mangą "Koledzy z klasy" (Doukyuusei), jej kontynuacją "Stotsugyousei" i "O.B" oraz spin-offem "Sora to Hara", tak więc najwięcej wyniosą z niego osoby zaznajomione z tymi historiami (no ale obrazków tak czy inaczej nikt oglądać nie zabroni :P). Co ciekawe, na jednej z ilustracji razem z Harą i Sorano pojawia się także dwoje bohaterów "Utsubory" (poniżej). Sotsugyo Album zostało wydane w dwóch wersjach, ja mam tą nowszą (2016r.) powiększoną o dodatkowe treści.
A więc na początek parę słów na temat wydania. Artbook ma nieco szarawą okładkę, przez której środek na całej długości przebiegają chibikowe wersje postaci (głównie nauczyciele i uczniowie). Obwoluta jest natomiast ze śnieżnobiałego papieru kredowego (cudeńko!) z wytłaczanymi srebrnymi napisami z przodu i na grzbiecie.
Mniej więcej sto pierwszych stron to oczywiście ilustracje. Na większości z nich pojawiają się Kusakabe i Sajou, choć nie jest to żadna reguła. Znalazło się również miejsce dla Hary, Sorano i pozostałych bohaterów. Część stron pozostaje pustych, na niektórych pojawiają się przedmioty czy miejsca powiązane ze znajdującymi się obok ilustracjami lub życiem bohaterów. Z początku trochę dziwiły mnie puste miejsca, jednak w końcu uznałam, że to nawet dobrze. Artbook nie jest dzięki temu przeładowany i łatwiej jest się skupić na pojedynczej ilustracji. Papier w tej części jest naprawdę dobrej jakości, choć już nie tak bielutki jak obwoluta.
Pozostając jeszcze w temacie ilustracji, chciałabym wspomnieć o kilku z nich. Pierwsza przychodzi mi na myśl ta przedstawiająca większość bohaterów w jednej klasie, każdego z nich w wieku szkolnym (nawet dwóch nauczycieli). Zaraz obok biorą też udział w zajęciach sportowych. Są to okładki "O.B.". Znajdujące się tu ilustracje są naprawdę piękne. Autorka skupia się nie tylko na postaciach, ale i tłach, czasami właśnie im poświęcając najwięcej uwagi. Do tego mam wrażenie, że sama świetnie bawiła się przy ich tworzeniu. Skąd taka myśl? Właśnie to przychodzi mi do głowy, gdy widzę komiczne miny niektórych nauczycieli (patrz ilustracje poniżej).
Następnie mamy oś czasową Sajou i Kusakabe wraz z informacjami na ich temat (oczywiście wszystko po japońsku). Dalej możemy zobaczyć krok po kroku, jak Nakamura koloruje (częściowo ręcznie, a częściowo w programie graficznym). Kolejna część jest poświęcona wspomnianym na początku mangom. Znajdziemy tu daty poszczególnych wydań, okładki tomów i dram CD, a do tego inne różności, na przykład krótkie komiksy (posłowia?) (których przetłumaczenia się jak na razie nie podjęłam). Tę część kończą zdjęcia z wystawy prac Nakamury.
Dalej zaczynają się dodatkowe historie, stanowiące mniej więcej połowę objętości artbooka, już na nieco żółtawym papierze. Znajdziemy tu na przykład pierwszy rozdział "Kolegów z klasy" opowiedziany z perspektywy Sajou (co rzuca nieco więcej światła na te wydarzenia) i ich reakcje zaraz po, wizytę tej dwójki w kawiarni czy rozmowę o pierwszej miłości. Znalazło się też oczywiście miejsce dla Hary i Sorano, a także dla Arisaki i Sano. Teraz już praktycznie wszystkie te historie można znaleźć na skanach, jeśli nie po polsku, to po angielsku, chociaż jest parę krótkich wyjątków. No i jeszcze posłowie od autorki, które planuję jeszcze rozszyfrować (tekst jest pisany odręcznie, więc może mi to trochę zająć...).
To mój pierwszy artbook, więc nie mam żadnego porównania, mogę jedynie stwierdzić, że jestem z niego zadowolona - zarówno z wydania, jak i zawartości (chociaż nie pogardziłabym furiganą przy wszelkich tekstach...). A na koniec jeszcze małe porównanie polskiej obwoluty "Kolegów z klasy" z oryginalnym projektem. Jak widać, nasze rodzime wydanie ma bardziej zażółconą kolorystykę, nad czym nieco ubolewam.

piątek, 16 września 2016

Stosik 5/2016

Tym razem będzie tego dość sporo (nazbierało się od ostatniego stosiku... no i trochę zaszalałam, chcąc jak najszybciej skompletować Pandorę), nie tylko w kwestii mang, ale i książek.
Sui Ishida, "Tokyo Ghoul: Codzienność" LN - Novelka po początkowych problemach w końcu do mnie dotarła, a wraz z nią całkiem ładna pocztówka z Kanekim. Już przeczytana, niedługo recenzja.
Aya Kanno "Baraou no Souretsu" (Requiem Króla Róż) 1 - Tomik po japońsku wygrany na Otaku Campie. Wahałam się między nim a "Wilczymi dziećmi" (ta obwoluta z papieru kredowego była taka piękna...), ale ostatecznie uznałam, że kreska w Requiem bardziej mi odpowiada.
Aya Kanno "Requiem Króla Róż" (3) - Z każdym tomem coraz bardziej wciągam się w tę historię i już nie mogę się doczekać kolejnego! To manga pełna akcji i intryg, a do tego z naprawdę piękną kreską.
Yuji Iwahara "Dimension W" (1) - Do tej pory nie byłam pewna, czy zbierać tę mangę (chociaż, jak już pisałam, anime bardzo przypadło mi do gustu), jednak teraz mogę przyznać, że pierwszy tom zdołał rozwiać moje wątpliwości. Na początek wydanie - obwoluta z lakierem wybranym w odpowiednich miejscach świetnie się prezentuje (chociaż na wysokość jest nieco za duża, ale to szczegół), naprawdę miłą niespodzianką było też to, że parę kolorowych stron pojawiło się nie tylko na początku, ale i w jednym z późniejszych rozdziałów. Do tego kreska autora zaczyna mi się naprawdę podobać (te grube kontury są dość charakterystyczne). ^^ Historia jak na razie jest zgodna z tym, co działo się w anime. Ogólnie jestem więc zadowolona i na pewno skuszę się na kolejne tomy. :D
Yuki Fumino "Usłyszeć ciepło słońca" - Bardzo wyczekiwałam tej mangi. ^^ Zdecydowałam się na przedpłatę na stronie Dango, więc dostałam także zakładkę (trochę dziwnie szeroka, ale okej), notes i karteczkę z kluskowymi podziękowaniami. Recenzję możecie znaleźć tutaj.
Jun Mochizuki "Pandora Hearts" (9-24) - Tak, kupiłam wszystkie brakujące tomy. Czy to bardzo szalone? Naprawdę chciałam mieć już całość, żeby nie musieć się martwić, że tomiki skończą mi się w najmniej odpowiednim momencie (na przykład po jakimś ogromnym cliffhangerze czy coś), teraz nie będę się musiała o to martwić. A że jeszcze promocja na yatcie była (nie jakaś wielka, ale zawsze coś)...
Hitohai "Wolpertingermenschen" - Odkąd przeczytałam o tym tytule u Otai czekałam na okazję, by go kupić i w końcu się udało. Jeszcze tego samego dnia otworzyłam komiks z zamiarem jego wstępnego przejrzenia, po czym... zamknęłam go dopiero po przeczytaniu ostatniej strony. Moja reakcja? WOW! To było... bardzo ciekawe doświadczenie. Naprawdę świetna, pełna szaleństwa historia z bardzo charakterystyczną (i na swój sposób całkiem ładną) kreską. Chętnie przeczytałabym coś jeszcze autorki!
Keiko Suenobu "Vitamin" - Długo wahałam się nad tą mangą, ale w końcu postanowiłam ją kupić.
Yuki Kodama "Wzgórze Apolla" (6) - Wciąż nieprzeczytane.
Masasumi Kakizaki "Green Blood" (4) - Co prawda poprzedniego tomu wciąż jeszcze nie przeczytałam, ale chciałam być na bieżąco z tą mangą (jeszcze tylko ostatni tom).
KattLett "Artificial People: Magenta" (1) - To był pierwszy internetowy komiks KattLett, który przeczytałam, no i bardzo polubiłam Topaza i Smite'a, więc naprawdę wyczekiwałam jego ukazania się w nowej wersji na papierze. ^^ Chętnie rozpisałabym się na ten temat bardziej, ale poczekam z tym na drugi tom. Na razie wspomnę, że miło było wrócić do tej historii, tym razem trochę odmienionej (przy okazji mogę porównać różnice). Co prawda w niektórych momentach pojawiły się pewne niedociągnięcia, a to literówka, a to można było coś narysować dokładniej, ale ogólnie jest raczej w porządku, A! I warto wspomnieć o tym, że komiks jest po części czarno-biały, a po części w kolorze. :3
A. Christie "Uśpione morderstwo" - Z biblioteki. Uznałam, że już zbyt dawno nie czytałam nic Christie, więc postanowiłam to nadrobić. Już przeczytana, niedługo recenzja.
T. Canavan "Gildia Magów" cz. 1 - Długo zastanawiałam się, czy zbierać tę serię, a ponieważ pierwszy tom i tak był tani, to go kupiłam z nadzieją, że pomoże mi podjąć decyzję. I raczej sobie odpuszczę. Co prawda całość świetnie wyglądałaby na półce, jednak to dzielenie tomów (i w pewnym stopniu także mniejszy format) działa na mnie zniechęcająco. Książki Canavan po prostu kojarzą mi się z grubymi tomiszczami, które uwielbiam.
V. E. Schwab "Mroczniejszy odcień magii" - Dość spontaniczny zakup, byłam ciekawa tej historii.
R. L. Stevenson "Doktor Jekyll i pan Hyde" - Uznałam, że chcę się zapoznać z tą historią, a nie jedynie poprzestać na tym, co o niej słyszałam przy różnych okazjach. Do tego cena bardzo zachęcająca. ^^
C. R. Zafon "Książę Mgły" - Już dawno przymierzałam się do kupienia tej książki, chciałam ją mieć na półce, jednak pierwotny plan zakładał kupienie wersji kieszonkowej. Co zmieniło moje zdanie? Przypadkowe natrafienie na promocję, za sprawą której to wydanie było tylko jakieś 50 groszy droższe od kieszonkowego!
C. R. Zafon "Światła września" - Z początku nie planowałam kupować tej książki, nie ujęła mnie już tak, jak "Książę Mgły", ale przy cenie w granicach 6 zł aż szkoda nie wziąć. Do tego przypomniałam sobie, że ta historia podobno nabiera szczególnego znaczenia po "Grze anioła" (niedawno przeczytałam). Koniecznie będę musiała to sprawdzić!
C. R. Zafon "Więzień nieba" - Cóż, poprzednich części nie mam na własność, jednak aż żal byłoby nie kupić tej książki za nieco ponad 5zł (przecena z 50zł!)
R. Riordan "Złodziej pioruna" - Z biblioteki. Percy'ego znam z filmów, jednak książkową serię cały czas odkładałam na później, na lepszą okazję i tak dalej. Kiedy zobaczyłam cały stosik książek Riordana stwierdziłam, że teraz albo nigdy. I tym oto sposobem pierwszy tom już za mną.
L. Oliver "Delirium" - Z biblioteki. Nie udało mi się przeczytać "Delirium" kiedy był jeszcze na tę książkę szał, później mi się odechciało, aż w końcu uznałam, że jednak po nią sięgnę.
S. Larsson "Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet" - Z biblioteki (przyszłam po jedną, wyszłam z trzema - typowe). Tę książkę od naprawdę długiego czasu odkładałam na później, ale w końcu się zmobilizowałam, zdjęłam ją z bibliotecznej półki i zdecydowanie nie żałuję.
W międzyczasie tak długo czekałam na mangi, że nazbierał mi się kolejny stosik książek...
A. Christie "Morderstwo na plebanii" - Moja pierwsza własna książka Christie (nie licząc "Małych szarych komórek"), do tej pory wszystkie wypożyczałam z biblioteki, ale tej akurat nie było.
K. Hadley "Enigmas" "Near Death Experience" - Kupione w Biedronce gamebooki po angielsku.
A. Saint-Exupery "Mały Książę" - Do tej pory nie zamierzałam kupować własnego egzemplarza (wolałabym na przykład "Oskara i panią Różę"), ale widząc go za 5 zł i z kolorowymi ilustracjami... jak mogłabym nie skorzystać z takiej okazji? Poza tym uznałam, że nie zaszkodzi odświeżyć sobie tej historii.
K. Hancock "Tańcząc na rozbitym szkle" - Z biblioteki. Książka, której wcale nie spodziewałam się tam znaleźć, a już od dłuższego czasu bardzo chciałam ją przeczytać. Od razu się za nią zabrałam. ;)
A. Harmon "Prawo Mojżesza" - Rzadko zdarza mi się kupić jakąś książkę zaraz po premierze, ale tych kilka recenzji, które przeczytałam bardzo zachęciło mnie do przeczytania tej powieści, więc skorzystałam z okazji.
C. R. Zafon "Więzień nieba" i "Książę Parnasu" - To nie pomyłka, rzeczywiście mam dwa egzemplarze "Więźnia nieba" (chce ktoś jednego przygarnąć za niewielką cenę?). Po prostu wcześniej nie zauważyłam, że "Księcia Parnasu" można kupić jedynie w komplecie, a naprawdę chciałam go mieć.
Czy wspominałam już, że czytam.pl to moja ulubiona księgarnia internetowa? Jeśli nie, już to nadrabiam. Mają świetne ceny i dodają swoje własne zakładki. Co więcej, po opublikowaniu tego zdjęcia na instagramie z własnej inicjatywy przysłali mi nie tylko wspomniane zakładki z czytamkotem, ale i książkę M. Crilley'a "Tajniki rysunku MANGA". Na razie jedynie ją przeglądnęłam, ale myślę, że może się czasem okazać przydatna, zwłaszcza w kwestii proporcji, rysowania rąk itp. ;)

poniedziałek, 12 września 2016

H. Murakami "Po zmierzchu"

Wydawnictwo: Muza  |  Liczba stron: 199
"- W nocy czas płynie inaczej - wyjaśnia barman. Głośno pociera papierową zapałkę i przypala papierosa. - Nie ma sensu się temu przeciwstawiać."
W jakiś sposób - nie pytaj dlaczego - całkiem niezależnie spoglądamy na miasto, na rozgrywające się tam nocne życie. Obserwujemy Mari, samotnie czytającą książkę w całodobowej restauracji przy filiżance kawy. Widzimy chłopaka, którego kiedyś poznała, a który teraz przysiada się do niej i zagaja rozmowę do czasu, aż nie będzie musiał wyjść, by zdążyć na całonocną próbę zespołu. Przenosimy się też do ciemnego pokoju, w którym czas się jakby zatrzymał. Najwyraźniej coś się tam jednak dzieje, coś, czego nie jesteśmy w stanie pojąć, nie ważne jak bardzo byśmy się starali. Ostatecznie pozostajemy jedynie zwykłymi intruzami w cudzym życiu.

Właśnie taka jest to książka. Jako bierni obserwatorzy towarzyszymy wybranym jakby przypadkowo bohaterom, których drogi zdają się jednak w pewien sposób przecinać, nawet jeśli tylko nieznacznie. Jesteśmy świadkami niezobowiązujących rozmów, paru rozterek czy nieprzyjemnych sytuacji - wszystko to rozgrywające się pod osłoną nocy. Autor w sposób dość subtelny splata losy poszczególnych bohaterów tak, że często oni sami nie zdają sobie sprawy z tych drobnych powiązań. Niepostrzeżenie wciąga czytelnika w te wydarzenia. Przyznam też, że podoba mi się to, jak rozwija się relacja między Mari a Takahashim. Ciekawym dodatkiem jest pojawiająca się co jakiś czas tarcza zegara, dzięki której możemy się zorientować, o jakiej porze rozgrywają się poszczególne wydarzenia.
"Pamięć to coś naprawdę dziwnego. Szufladki ma wypchane kompletnie nieprzydatnymi, bezsensownymi rzeczami. A człowiek zapomina jedną po drugiej te ważne, naprawdę potrzebne."
"Po zmierzchu" to książka specyficzna (choć właściwie to samo można by powiedzieć o większości powieści Murakamiego), którą nie zaszkodzi przeczytać, a jednak równie dobrze można ją sobie odpuścić. Nie uświadczymy tu wielkich prawd życiowych, nie ma też co liczyć na zapierającą dech w piersiach akcję, a jednak z zainteresowaniem uczestniczyłam w tym nieszkodliwym podglądaniu zwyczajnych cudzych żyć. W kwestii bohaterów, choć nie było na to wiele czasu, zostali oni na tyle dobrze nakreśleni, by nie byli czytelnikowi całkowicie obojętni, choć użyty przez autora sposób narracji podkreśla zdystansowanie do rozgrywających się wydarzeń.

Możliwe, że przy innej okazji oceniłabym tę książkę bardziej krytycznie, a jednak w tej chwili bardzo odpowiadała mi właśnie taka lekka, niezobowiązująca, a do tego krótka opowieść z kilkoma ciekawymi dialogami i pewnym tajemniczym wątkiem. No i oczywiście z narracją Murakamiego. Jeśli właśnie na coś takiego liczycie, polecam.
"Mick Jagger czy Eric Clapton nie zostali gwiazdami, grając na puzonie. Czy Jimmy Hendrix albo Pete Townsend rozwalali na scenie puzon? Nie ma mowy. Wszyscy z zasady rozwalają gitary elektryczne. Jakby człowiek rozwalił puzon, to by go wyśmiali."

wtorek, 6 września 2016

T. Canavan "Szepty dzieci mgły"

Wydawnictwo: Galeria Książki  |  Liczba stron: 208
Biorąc pod uwagę to, jak długie i bogate w wydarzenia są powieści Trudi Canavan, nie dziwię się, że rzadko tworzy opowiadania (co sama przyznaje w przedmowie). Mimo to wystarczyło ich do stworzenia tego zbioru, tak jak i pozostałe dzieła autorki przepełnionego magią w najróżniejszych jej odsłonach.

Pierwsze odpowiadanie, od którego tytuł wziął cały zbiór, dotyczy pewnej sory (jak się wkrótce dowiedziałam, osoby posługującej się magią), która porzuciła swoje dotychczasowe zajęcie. Ze względu na to, że zostajemy wrzuceni od razu na głęboką wodę, niezrozumiałe z początku pojęcia i okoliczności mocno dezorientują, jednak z czasem można się w tym wszystkim połapać. Akcja "Markietanki" rozgrywa się gdzieś pośród kolejnych pól bitewnych, w świecie pogrążonym wojną za sprawą pełnego ambicji króla-czarownika. Tymczasem w jednym z żołnierskich namiotów pomieszkuje Kala, która nie jest zwykłą dziewczyną do towarzystwa. A więc kim? Sprawdźcie. W "Przestrzeni dla siebie" napisanej w formie pamiętnika przenosimy się do świata współczesnego, by przekonać się, że nawet tam może istnieć magia. Magia, która może się stać wielką szansą, jednak należy się liczyć z jej konsekwencjami. I jeszcze pewne niezwykłe "Biuro Rzeczy Znalezionych", z którego lepiej korzystać uczciwie.

"Vorl jest jak miecz, którego używa się i wyrzuca, kiedy się stępi. Doradcy są niczym zwoje albo księgi - korzysta się z nich wiele razy. Nie uderzysz wroga książką i nie pójdziesz następnie radzić się miecza, prawda?"

Pośród opowiadań znalazło się także jedno ze świata Czarnego Maga - "Szalony uczeń", które rozgrywa się na długo przed właściwą akcją trylogii, a dotyczy wydarzeń, które doprowadziły do zakazu używania wyższej magii w Imardinie. Od dawna zastanawiałam się, jakie były to okoliczności - teraz w końcu wiem i myślę, że będzie to interesująca ciekawostka dla każdego, kto poznał Trylogię Czarnego Maga. Świetnym pomysłem było też umieszczenie po każdym z opowiadań posłowia, w którym autorka wyjaśnia na przykład, co ją zainspirowało, co sprawiło, że się na nie zdecydowała, choć zwykle woli skupiać się na powieściach i tak dalej.

Zaskoczyło mnie to, jak grube strony i dużą czcionkę ma ta książka. Czyta się ją więc nawet szybciej, niż przypuszczałam i chociaż nie do końca podoba mi się takie sztuczne nadawanie objętości (ale to już tylko moje marudzenie), to jednak w ogólnym rozrachunku wygląda to naprawdę dobrze.

Trudi Canavan przyzwyczaiła mnie do długich, pełnych szczegółów historii i przewijających się przez nie prędzej czy później wątków miłosnych, dlatego jej opowiadania były dla mnie czymś nowym. Zdecydowanie wolę ją w pełnowymiarowych powieściach, przy których mam wiele okazji do zżycia się z bohaterami i przez dłuższy czas nie muszę się obawiać, że książka za szybko się skończy, jednak ten zbiór opowiadań również mi się spodobał. Może nawet kiedyś przeczytam go jeszcze raz.

piątek, 2 września 2016

Yuki Fumino "Usłyszeć ciepło słońca"

Wydawnictwo: Dango  |  Ilość stron: 188
Z powodu problemów ze słuchem Kohei ma również trudności z nawiązywaniem relacji z innymi. Z jednej strony są ci, których jego przypadłość zniechęca, z drugiej osoby, które chciałyby go we wszystkim wyręczyć, a przecież jego problemem jest jedynie słuch. Nie chce niczyjego współczucia, więc świadomie się izoluje. Na szczęście na jego drodze staje Taichi, chłopak tak bezpośredni, że za nic ma aurę niedostępności, która ponoć otacza Koheia. Tym samym stopniowo zaczyna dostrzegać, jaki jest naprawdę, przypomina mu, że nie jest niczemu winien i nie należy poddawać się już na samym początku.

Bardzo podoba mi się to, w jaki sposób autorka poprowadziła fabułę. Wszystko przebiega naturalnie, ani za szybko, ani za wolno, a charaktery obu bohaterów są dobrze nakreślone i świetnie się patrzy na to, jak się dogadują, jak dzięki Taichiemu Kohei stopniowo zaczyna się na nowo otwierać na świat. Jedynie do wątku romantycznego mam pewne zastrzeżenia, ale o tym za chwilę. Kwestia niepełnosprawności Koheia została potraktowana z należytą uwagą, poznamy tu chociażby jego własne zdanie na ten temat i przyjrzymy się reakcjom otoczenia, często w pewien sposób krzywdzącym. Wszystko to pozwala spojrzeć na problem porozumienia się niedosłyszących z dobrze słyszącymi z różnych perspektyw. Świetna robota, zwłaszcza jak na debiut!

Problem (jeśli mogę to tak określić) z tą mangą polega na tym, że balansuje gdzieś na granicy bycia i nie bycia historią z gatunku boys love. Co prawda zapowiada to opis ("Więcej niż przyjaźń, nie do końca miłość") i nieco wyjaśnia posłowie (przypomnienie autorce, że tworzy dla magazynu BL), jednak wciąż coś mi tu nie grało. Gdyby nie dosłownie kilka kadrów, parę słów ich relację można by było uznać za czysto przyjacielską (co wcale by mi nie przeszkadzało), a tak dostajemy coś bliżej nieokreślonego. I tu dochodzimy do kolejnej kwestii - wydawnictwo słowem nie napomknęło, że istnieje kontynuacja (poprawka: informacja była, jednak wciąż brakuje mi wspomnienia o tym w samym tomiku) i nie miałabym o tym pojęcia, gdyby nie MAL (swoją drogą tam całość zalicza się do jednej, wciąż powstającej mangi). Bogatsza o tę wiedzę mogę przyznać, że jako pojedynczy tom "Usłyszeć ciepło słońca" wydaje mi się lekko (naprawdę lekko!) niedorobione, natomiast z dalszym ciągiem... No, nad tym będę się rozwodzić mając już w rękach kolejny tom, jednak przyznaję, że zabrakło mi cierpliwości i zerknęłam na angielskie skany, a to, co tam zobaczyłam całkiem dobrze rokuje. Bardzo możliwe, że moja ocena tej mangi jeszcze wzrośnie.
Dość szkicowa kreska Yuki Fumino jest naprawdę ładna, co robi jeszcze większe wrażenie ze świadomością, że to jej pierwsza manga. Co prawda nie jest idealnie, przy niektórych ujęciach - głównie z daleka, choć i z bliska parę się trafiło - oczy są na przykład zbyt szeroko rozstawione, sporadycznie można też mieć wątpliwości co do proporcji. Te błędy można jednak wybaczyć, zwłaszcza że niektóre kadry potrafią być naprawdę piękne, a tła są porządnie narysowane i nie ma się tu wrażenia pustki.

Mangę kupiłam w przedsprzedaży, więc wspomnę jeszcze o dodatkach od wydawnictwa, a są to zakładka (przyzwyczaiłam się do tych Waneko, więc nieco zaskoczył mnie szerszy format), notesik z Koheiem oraz liścik z podziękowaniami od Dango (to naprawdę miłe ^^). Jeśli chodzi o wydanie, tak jak w przypadku "Monster Petite Panic" nie ma obwoluty, dostajemy za to matową okładkę ze skrzydełkami (swoją drogą naprawdę podoba mi się ta kolorystyka i słoneczne refleksy). W środku znajdziemy kolorową stronę, onomatopeje są wyczyszczone i przetłumaczone, a całość dobrze się czyta i nie wyłapałam żadnych błędów.

Druga manga z dorobku Dango spełniła moje oczekiwania (choć, jak już wcześniej wspomniałam, dziwi mnie brak informacji o kontynuacji). Dostałam pokrzepiającą, dobrze wyważoną historię i naprawdę lekko zarysowany wątek romantyczny, do tego w świetnej oprawie graficznej. Z niecierpliwością czekam na dalszy ciąg!

piątek, 26 sierpnia 2016

Asumiko Nakamura "Utsubora. The story of a novelist"

Wydawnictwo: Vertical  |  Ilość stron: 460 (wydanie 2w1)
manga w języku angielskim
"I'd thought only two things existed in this world. Here and There. And that I stood Here at all times - I'd always thought so. But without Here, there's no There. Without There, no Here. When I realized the two couldn't exist without each other, I lost sight of the boundary of the world."
Poznajcie Shuna Mizorogi, znanego i cenionego pisarza, który już od dłuższego czasu przeżywał kryzys twórczy. To już na szczęście przeszłość, a jego najnowsze dzieło, "Utsubora", stanowiące niejako powrót do korzeni, zostało powitane z niemałym entuzjazmem. Z tym właśnie Shunem Mizorogi kontaktuje się policja w celu identyfikacji zwłok. Okazuje się, że młoda samobójczyni (przypuszczalnie Aki Fujino) miała w swoim telefonie jedynie dwa kontakty - jeden z nich należał do niego, drugi do Sakury Miki, podającej się za jej siostrę bliźniaczkę (i rzeczywiście, jak zauważa Mizorogi, podobieństwo jest zdumiewające). Problem w tym, że po samobójczym skoku głową w dół jedynie dolna część ciała pozostała we względnie nienaruszonym stanie, co znacznie utrudnia (czy może wręcz uniemożliwia) jednoznaczną identyfikację (chociaż dziwi mnie, że nie było mowy o testach DNA... no trudno).

Cała ta sytuacja pociąga za sobą wiele pytań. Policja ma wątpliwości co do tożsamości Sakury Miki, wiele wskazuje na to, że osoba o takim imieniu może wcale nie istnieć. Kim w takim razie jest piękność, która podaje się za bliźniaczkę zmarłej i czy to rzeczywiście Aki skoczyła z budynku? Zastanawia również relacja między Aki a Mizorogim - dlaczego niemłody już autor utrzymywał kontakt z jedną ze swoich czytelniczek, pięknością, która sprawiała wrażenie, jakby dopiero co wyszła z kart jego powieści? Pewne wnioski - trafne czy też nie - nasuwają się same.

To jednak dopiero początek tego, co na nas czeka. Mogłabym teraz zacząć coś kręcić, ale jako że ta kwestia i tak szybko wychodzi na jaw, wolę postawić sprawę jasno: nowe dzieło Mizorogiego to tak na prawdę plagiat pracy Aki Fujino. Zdesperowany człowiek może się uciec do najróżniejszych przekrętów (i odnosi się to do nich obojga), ale co będzie z dalszym ciągiem "Utsubory" po śmierci jej oryginalnego twórcy? W celu wybadania sytuacji Mizorogi postanawia spotkać się z Sakurą i wkrótce przekonuje się, że obie siostry są równie tajemnicze... Tylko czy aby na pewno ma do czynienia z całkiem inną osobą? Są chwile, gdy sam nie jest pewien, z kim ma tak naprawdę do czynienia...
Między Mizorogim a Sakurą wywiązuje się niepisana umowa. Wciąż nie ma jednak pojęcia, jakie motywy kierowały bliźniaczkami ani czego od niego oczekują. Dlaczego Aki popełniła samobójstwo? Jaki jest cel Sakury? Czy wypełnia ostatnią wolę siostry? A może jednak za tą pokręconą sytuacją kryje się znacznie więcej? Cała intryga, na której opiera się ta manga jest mocno zagmatwana. Niewiadomych wciąż przybywa, a odpowiedzi są dawkowane bardzo oszczędnie, często jedynie w postaci wskazówek, które mają nas naprowadzić na właściwy trop. Jeśli o mnie chodzi, wciąż czuję, że coś mi umknęło, że nie zdołałam zrozumieć wszystkiego, co z jednej strony jest mocno frustrujące, ale z drugiej skłania do tego, by próbować szukać dalej, a więc, przynajmniej dla mnie, zdecydowanie nie jest to historia na jeden raz.

Twórczość Nakamury Asumiko jako całość tak naprawdę trudno jednoznacznie zdefiniować. Autorka sięga po tak wiele różnorodnych tematów i gatunków, że właściwie nie sposób pisać o nich wszystkich na raz. Tutaj chodzi jednak o "Utsuborę", historię tajemniczą, pełną specyficznego uroku roztaczanego od samego początku aż do ostatniej strony. Wszystko zaczyna się od Mizorogiego, ale szybko pojawia się wiele innych wątków i choć kwestia Sakury, Aki oraz samego pisarza pozostaje najważniejsza, poznamy wiele innych postaci. Wśród nich jest Koyomi, mieszkająca u niego siostrzenica, która pełni niejako rolę pani domu, a także mający do niej słabość edytor, który domyśla się plagiatu i nie ma pojęcia, co w tej sprawie robić, zwłaszcza że sam jest wielkim fanem twórczości Mizorogiego. Poznajemy też innego cenionego pisarza, a jednocześnie wieloletniego przyjaciela Mizorogiego; z kolei Kaiba, młodszy ze śledczych z pewnych względów zaczął podchodzić do śmierci Aki zbyt osobiście. Wszystkie te wątki oraz kilka innych splatają się ze sobą, prędzej czy później wychodząc na wierzch. Tym samym autorka zadbała o to, by postaci poboczne nie były jedynie tłem, ale miały swój własny wkład, odpowiednio dopełniały całą historię i rozwijały się wraz z jej trwaniem. Moim zdaniem wypadło to naprawdę świetnie.
W kresce Nakamury Asumiko jestem zakochana już od dawna, nie dziwcie się więc temu, jak wiele przeczytacie tu pochwał na jej temat. Przede wszystkim jest niezwykle charakterystyczna. Całość wydaje się być narysowana bardzo swobodnie, śmiałymi, a jednocześnie lekkimi liniami. Niezwykle podoba mi się wygląd postaci i to praktycznie wszystkich - Aki i Sakura to prawdziwe piękności, ale i Koyomi nie ustępuje im urokiem, choć może nieco innego, bardziej subtelnego typu; Mizorogi, chociaż już niemłody, wciąż roztacza wokół siebie pewną aurę dystyngowania i wyniosłości, w dalszym ciągu może się podobać. Wygląd pozostałych postaci również bardzo do nich pasuje, każdy ma w sobie coś charakterystycznego. Autorka nie ma też problemu z ukazaniem ich emocji. I oczywiście oczy. Niezwykłe, mające w sobie coś tajemniczego, a świetnym na to przykładem jest już sama okładka. Nie obyło się bez sporadycznych przekłamań anatomicznych, jednak nie są one kwestią braku umiejętności, ale specyficznego stylu autorki, która w pewnych sytuacjach pozwala sobie na znacznie więcej swobody w kreowaniu swoich postaci.

Ograniczeniom wiekowym (+18) nie ma się co dziwić - już na pierwszej stronie pojawia się sylwetka nagiej dziewczyny (Aki? Sakury?), a w całej historii seksualność odgrywa znaczną rolę (zasłużenie czy nie? sama zadaję sobie czasem to pytanie, ale wciąż nie udało mi się dojść do żadnego wniosku) i jest dość specyficznym jej elementem, a wręcz charakterystycznym dla części prac Nakamury (szczególnie tych psychologicznych). Do tego sam Mizorogi. Choć jest spokojny, czasami wręcz mrukliwy, o jego dziełach mówi się jako o pełnych zmysłowości (o czym możemy się przekonać jedynie z relacji innych).
Pierwotnie dwutomowa manga została połączona w całość, a druga okładka powędrowała do tyłu. Czerwone i niebieskie tło zniknęło na rzecz bieli, która w ciekawy sposób uwydatniła spoglądającą z okładki postać. Jeśli chodzi o format, jest zbliżony na przykład do tego z Jednotomówek Waneko. Papier jest żółtawy, a onomatopeje, chociaż przetłumaczone, w większości nie zostały wyczyszczone. Ogólnie jestem jednak zadowolona z wydania.

Pozostaje jeszcze kwestia tytułu. Co więc może znaczyć "Utsubora"? Tak naprawdę nic, przynajmniej nie bezpośrednio. To pisane w katakanie słowo u osób dobrze zaznajomionych z japońskim może jednak wywołać pewne skojarzenia, brzmieniem przypominać inne słowa, nieco naprowadzając na odpowiedni trop. Cała ta kwestia została objaśniona na końcu przez tłumacza, podobnie jak kilka innych kwestii, które mogą się przyczynić do lepszego zrozumienia mangi.

Polecić czy nie? Właściwie nie jestem pewna. "Utsubora" to bardzo specyficzna manga, przez co nie każdemu przypadnie do gustu. W dużej mierze skupia się na aspekcie psychologicznym postaci oraz tajemnicy, która, przynajmniej dla mnie, nawet po ponownym przeczytaniu wciąż pozostaje nie do końca jasna (w związku z tym dalej będę próbować w pełni ją zrozumieć). Mimo to mogę Was zapewnić, że nie żałuję jej zakupu.
"I am, and so are you. But the you I see is a you I see through my eyes. The voice I hear is a voice I hear through my ears. Can we be sure that there is no trace of fabrication on my part? Couldn't I be seeing what I want to see and hearing what I want to hear? In the end, could I really know that the you in front of me is perfectly you and not adulterated?"

***************
Jak widać dość konkretnie się rozpisałam... No ale inaczej po prostu nie potrafiłam. Właściwie wciąż mogłabym dodać co nieco do recenzji, ale na tym poprzestanę. Na koniec chciałabym jeszcze dodać, że na Centrum Mangi po długiej przerwie pojawiły się kolejne rozdziały "Utsubory" (już połowa mangi), co było dla mnie sporym zaskoczeniem (zwłaszcza że po angielsku wcale nie mogłam ich znaleźć i właśnie to przekonało mnie do kupienia "Utsubory") i pozwala mieć nadzieję, że ukaże się całość. A skoro tak, to może zerkniecie? ;)