sobota, 6 października 2018

Nakamura Asumiko "Yobidashi Hajime"

A tym razem nietypowo, bo o mandze, której nie widziałam nigdzie poza japońskim wydaniem, nawet w postaci skanów w jakimkolwiek języku. "Yobidashi Hajime" trafiło do mnie wraz innymi mangami Nakamury, które kupiłam po japońsku i grzecznie czekało na swoją kolej, by w końcu stać się pierwszą mangą, którą w całości przeczytałam po japońsku. A ponieważ jest to tytuł (jak mi się wydaje) mało znany, uznałam, że dobrze byłoby coś na jego temat napisać.

środa, 19 września 2018

Gong Ji-young "Nasze szczęśliwe czasy" + Book Tour

Ostatnio przeczytałam tę książkę po raz czwarty, już po dłuższej przerwie. Chciałam się przekonać, czy wciąż będzie mi równie droga. Są takie książki, przy których, choć bardzo dobrze je wspominam, mam opory przed sięgnięciem po nie ponownie z obawy, że nie wytrzymają próby czasu. W tą wierzyłam od początku i, jak się okazało już po paru stronach, nie był to błąd.
Wydawałoby się, że trzydziestoletnia Yu-jeong ma wszystko, co można sobie wymarzyć, od pieniędzy i wpływowej rodziny zaczynając, a jednak uważa się za najbardziej nieszczęśliwego człowieka na świecie. Czyżby z nadmiaru dobrobytu poprzewracało jej się w głowie? Po trzeciej już próbie samobójczej dostaje wybór. Może zostać w szpitalu na terapię lub przez miesiąc towarzyszyć swojej ciotce zakonnicy w spotkaniach z więźniem skazanym na śmierć. Cóż, chyba lepsze to, niż wujek lekarz w kółko powtarzający, że powinna się wypłakać. Z drugiej strony dlaczego miałaby poświęcać swój czas dla kogoś, kto zdaniem społeczeństwa zasłużył na śmierć? I choć właśnie z takim nastawieniem przychodzi na spotkanie, z niepokojem odnosi niejasne wrażenie, że może jednak mają ze sobą coś wspólnego.

"Po raz pierwszy zrozumiałam, że zbrodnia, jak słowa, które zostaną wypowiedziane, nigdy nie znika. Nie przemija jak powiew wiatru, który pojawia się nagle, pozostawiając jedynie znikomy ślad."

Z początku planowałam jeszcze raz napisać recenzję tej książki, jednak kiedy zajrzałam do tej pierwszej, napisanej już cztery lata temu, z pewnym zaskoczeniem (choć i z zadowoleniem) odkryłam, że zawarłam tam chyba wszystko, co chciałam. Tak więc jeśli jeszcze nie znacie tej książki albo wciąż macie wątpliwości czy warto ją przeczytać, odsyłam tutaj. Choć i tak dopiszę jeszcze trochę poniżej.

Znając już dobrze fabułę (nawet jeśli mimo wszystko wiele szczegółów zdążyło rozmyć mi się w pamięci) łatwiej było mi tak po prostu skupić się na tekście, bez pośpiechu docenić styl i barwne opisy... Choć z czasem znów coraz szybciej przewracałam strony. Poza tym praktycznie co chwilę miałam ochotę zaznaczyć jakiś fragment, wiele było momentów wywołujących u mnie rozczulenie, często też pomieszane ze smutkiem. Zostawiam jednak pole do popisu Wam i chętnie się przekonam, co takiego wyróżnicie (mile widziane także dodatkowe komentarze czy inne dopiski, także w wypadku, gdy interesujący Was fragment został już zaznaczony).

Tym razem nieco irytowało mnie to ciągłe przeskakiwanie między zwykłymi rozdziałami i niebieskimi karteczkami. Chciałam ciągłości, przy czym z początku chodziło o narrację Yu-jeong, za to kiedy nieco bardziej rozwinęła się historia Yun-su - właśnie o nią. A potem jeszcze raz na odwrót, co dowodzi, że oba wątki potrafią być równie wciągające. Myślę, że jeszcze spróbuję przeczytać je oddzielnie, ale jeszcze nie teraz. Z kolei za pierwszym razem zdecydowanie radzę czytać tak, jak jest.

Czasami lekko zgrzytało mi tłumaczenie, jednak są to nieliczne i niezbyt znaczące przypadki, przypuszczalnie wynikające ze specyfiki języka koreańskiego. Przykładowo siostra Monika wyjaśniająca co to empatia - może po koreańsku jest to słowo wymagające dookreślenia, jednak po polsku wydało mi się to nienaturalne, zwłaszcza w rozmowie między dorosłymi ludźmi. Jest też fragment, kiedy Yun-su przeprasza za użycie słowa "dupek". Wydaje mi się, że jest to za mało dosadne wyrażenie, aby sprawiło, że ktoś jego pochodzenia poczuł potrzebę zreflektowania się.

A teraz, już bez przedłużania, zapraszam na pierwszy u mnie Book Tour, właśnie z "Naszymi szczęśliwymi czasami". Więcej informacji znajdziecie tutaj.
Ta sama strona będzie też cały czas podlinkowana po lewej.

sobota, 8 września 2018

Mangowe zbiory (wrzesień 2018)

Ostatnio zmieniałam trochę (a wręcz bardzo) układ mang i książek na półkach i uznałam, że to dobra okazja do uaktualnienia mojej mangowej kolekcji (sama przy okazji dowiem się ile tego mam, bo od dłuższego czasu nie liczyłam, a poprzednie zbiory są jeszcze z września 2016). A więc na początek trochę liczb i zaraz przechodzimy do mang.
Mangi: 199 → 373
LN: 2 → 3
1 artbook (bez zmian) + 2 DVD
Zaczynamy (po raz kolejny) od Kuroshitsuji, którego liczba (20) wciąż nie uległa zmianie i pewnie nie ulegnie. Pewnie jeszcze nadejdzie czas, kiedy postanowię go sprzedać, a tymczasem sobie stoi. Poza tym Petshop of Horrors, który niestety zostanie tak jak jest, niedokończony, a szkoda. Podobnie Paradise Kiss, którego ostatniego tomu już nie udało mi się kupić. I jeszcze nieco zabłąkany The Innocent.
 Noragami mam nadzieję kiedyś nadrobić, a czy się uda, to jeszcze zobaczymy. A do Marsa może by tak jeszcze kiedyś wrócić? Całkiem przyjemnie się czytało.
Pandora Hearts wciąż jeszcze czytam, jestem jakoś w połowie. Green Blood też w trakcie.
 Kolejnych tomów Ao no Exorcist niestety szybko mi nie przybędzie. Takie minusy zrównania wydania polskiego z japońskim. A już by się chciało znać kolejne wydarzenia... Time Killers do spółki i Death Note na swoim stałym miejscu.
 Tak zwane poważniejsze tytuły? Tutaj wciąż mam sporo do przeczytania. Za mną Pluto, Dynia z majonezem, Mushishi (w sumie fajnie byłoby mieć kolejne tomy), Dziennik z zaginięcia, Osiedle Promieniste i Wolpertingermenchen (przy następnych zakupach koniecznie muszę kupić jeszcze parę tytułów od Hitohai). Klan Poe już kiedyś zaczęłam, ale jakoś mi wtedy nie szło.
 Prophecy zawsze spoko, w sumie aż dziwne, że nie kupiłam nic z innych wydanych u nas mang tego autora (poza obecnym tu jeszcze Duds Hunt). Tasogare Otome x Amnesia jeszcze do dokończenia (a przy okazji, tu pisałam o anime). Orange całkiem miła szojka, ReLIFE w sumie chętnie bym kontynuowała, ale tyle innych serii do zbierania... Zobaczymy. Kagen no Tsuki, które wciąż czeka na przeczytanie; o Ristorante Paradiso już pisałam. I jeszcze pierwsza manga jaką kupiłam, czyli Grimms Manga.
 Tu trochę BLek. W zasadzie niewiele się tu zmieniło poza tym, że trochę przybyło od Dango. Więcej pisałam o Seven Days i pierwszym tomie Usłyszeć ciepło słońca.
 Tutaj taka trochę zbieranina, bo już zabrakło mi możliwości do kombinowania. Trzy tomy LN DRRR!! (wciąż nie dokończyłam czytania). Niedozbierany Śmiech w chmurach, Kawaii Scotland, które jednak nie za bardzo trafia w moje gusta (chce ktoś?), Acid Town, którego kolejnego tomu ani widu, ani słychu. Caste Heaven chyba jednak nie będę zbierać, z kolei Oblubienicę czarnoksiężnika bym chciała, ale jakoś nie mogę się do tego zabrać. Z ogłoszenia Sherlocka tak się cieszyłam, a w końcu mam tylko jeden tom i to przeczytany dopiero ostatnio. W porządku, choć te trójkątne uśmiechy są nieco creepy. Dalej parę mang Nakamury Asumiko po japońsku (w tym Utsubora, którą z amerykańskim wydaniem porównywałam tutaj). To cieniutkie to Sen o Japonii. Tytuły od KattLett pewnie pójdą na sprzedaż - Exitus Letalis ostatecznie nawet nie skompletowałam, a Artificial People: Magenta okazało się inne od moich wyobrażeń i nawet pewien sentyment do postaci nie całkiem pomógł. Emma i Opowieść panny młodej wciąż pozostają na wstrzymaniu.
Niestety niekompletny Cześć, Michael!, Utsubora po angielsku. Lady Detective jednak nie chwyciła mnie za serce i chyba nie kupię kolejnych tomów. Savage Garden czeka na... odpowiednią chwilę? Oby nadeszła wkrótce. Ciekawe czy wydanie DOGS jeszcze się kiedyś ruszy... A dalej trochę Jednotomówek Waneko. Spośród nich na razie pisałam tylko o Niesamowitych opowieściach pana Shiranui.
 Tutaj też taka zbieranina. Nasz cud, który - jak już wiele razy powtarzałam - bardzo pozytywnie mnie zaskoczył i wciąż mi go mało. Dalej dwa tomy Bungou Stray Dogs, jakoś wciąż nieprzeczytane. Historia o miłości, o której pierwszym tomie pisałam na długo zanim został u nas wydany oraz Przekleństwo siedemnastej wiosny, też zrecenzowane. Demon Maiden Zakuro to nie całkiem moje klimaty, ze zbierania Kwiatów grzechu zrezygnowałam, a Drug-on dostałam w gratisie. Dalej jeszcze parę Jednotomówek Waneko - kochane Na dzień przed ślubem i Przyjacióki oraz dwie mangi BL autorstwa Scarlet Beriko, którą uwielbiam za kreskę (a historie też są niczego sobie). I na końcu Ajin, którego jednak nie zdecydowałam się zbierać.
 Fullmetal Alchemist, wciąż najdłuższa seria w mojej kolekcji i zdecydowanie jedna z ulubionych. A dalej Nakamura. Pierwszej mangi wciąż nie czytałam, kolejne to japońskie i polskie wydania serii jej mang - Koledzy z klasy, Absolwenci (w tym jeden tomik po hiszpańsku, bo dlaczego nie :P). Sora i Hara oraz O.B. (jeszcze niewydane w Polsce). Całość zamyka jeszcze anime Doukyuusei na DVD oraz artbook Sotsugyo Album.
A tu zacznę od tyłu. Świetne All you need is kill, które długo czekało aż je przeczytam, a jeszcze dłużej na recenzję, której ostatecznie wciąż nie ma. Także świetne Wzgórze Apolla, któremu z całego serca życzę, żeby było bardziej doceniane. Trzy ostatnie tytuły zbieram chyba najregularniej. Dimension W, które bardzo spodobało mi się jako anime, a manga pozwala mi poznać kolejne wydarzenia, rewelacyjne Requeim Króla Róż wraz z jednym tomem po japońsku i Posępny Mononokean ze swoimi pięknymi, barwnymi obwolutami oraz ciekawymi historiami. Oczywiście zapomniałam dodać na którąś z półek DVD z One Piece'owym filmem, który wygrałam w loterii.

To by było na tyle. :)

środa, 29 sierpnia 2018

B. Albertalli "Simon oraz inni homo sapiens" + film

"Simon oraz inni homo sapiens" (czy też "Twój Simon" jak to widnieje w wydaniu z filmową okładką) ciekawiło mnie już od dłuższego czasu, jednak cały czas odkładałam tę książkę na później i dopiero zbliżająca się premiera filmu zmotywowała mnie do jej przeczytania (a wtedy już nawet zbliżająca się wielkimi krokami sesja mnie nie powstrzymała i czytanie poszło szybko).

Jeśli ktoś jeszcze nie orientuje się w historii, oto fragment opisu (tak, idę nieco na łatwiznę):
Każdy zasługuje na wielką miłość, prawda? Jednak historia 17-letniego Simona Spiera jest nieco skomplikowana. Simon jest fanem Harry’ego Pottera, nałogowym pożeraczem oreo, miłośnikiem muzyki alternatywnej oraz gejem. Nie ujawnił tego jeszcze nikomu ze swego otoczenia. Ukrywający swoją orientację seksualną szesnastoletni Simon uważa, że miejsce dramatów jest na scenie teatralnej. Jednak kiedy napisana przez niego wiadomość mailowa wpada w niepowołane ręce, pojawia się ryzyko, że jego wielki sekret ujrzy światło dzienne. A co gorsza w niebezpieczeństwie znajdzie się także Blue, chłopak, z którym Simon wymienia maile.

Naprawdę świetnie czytało mi się tę książkę. Jest lekka i pełna humoru, choć nie wszystkie wydarzenia są miłe i przyjemne. Ciekawie obserwowało się wymianę maili między Simonem i Blue, jak stopniowo otwierali się przed sobą, dzieląc się raz tym, czego nie wiedział o nich nikt inny, a kolejnym razem po prostu anegdotami z życia. Miło było też poznać całą rodzinkę Spierów, którzy są naprawdę świetnymi ludźmi, a w późniejszym czasie towarzyszyć Simonowi w próbach rozgryzienia tożsamości Blue. Z kolei do tych mniej przyjemnych elementów należy szantaż i idące za nim kłamstwa, niepewności i nieporozumienia, to, jak Simon musiał balansować na krawędzi bycia w porządku wobec siebie i przyjaciół a postępowaniem według wymagań szantażującego go Martina.

Podobały mi się występujące w książce nawiązania, najczęściej do Harry'ego Pottera oraz lekka obsesja Simona na punkcie oreo (którą potrafię zrozumieć ;3). Znalazłam też sporo fajnych cytatów. Raczej rzadko mi się zdarza wciągnąć się w książkę tak mocno, by czytać do bardzo późna, a jednak w tym przypadku tak się właśnie stało (nawet jeśli ostatecznie nie dotrwałam do końca i kontynuowałam już następnego dnia) - to chyba o czymś świadczy. ;)
Co do filmu, pewnie bardziej podobałby mi się, gdybym nie przeczytała książki, a tak byłam skazana na ciągłe porównywanie jednej wersji z drugą. I oczywiście książka wypada tu lepiej.
Mogłabym narzekać na różne szczegóły, które zostały pozmieniane (i zapewne będę), jednak na tym się nie kończy. Inaczej zostały też przedstawione nawet te ważne wątki. Mogę nie czepiać się tego, że zmienili rasę psa, niech im będzie, ale dlaczego niby Leah w filmie jednak kochała się w Simonie, a nie w Nicku (a raczej w ogóle w którymkolwiek z nich, jak podpowiada Otai)? Jak to się stało, że Bram postanowił urządzić u siebie imprezę, na której w książce wcale nie miało go być, bo nie lubi takich rzeczy?
Dodano postać strasznie denerwującego dyrektora, skutek - jeszcze więcej irytacji. W nauczycielce prowadzącej zajęcia teatralne też coś mi nie pasowało, w książce wydawała się dużo fajniejszą postacią.
Trochę też żałuję, że jedną siostrę Simona pominięto, a drugiej przydzielono całkiem inne hobby, ale już mniejsza o to. Jednym z moich głównych problemów z tym filmem jest to, że nawet Simon wypada tu dużo gorzej przez swoje zachowanie. Jasne, nawet w książce z powodu szantażu podejmował kiepskie decyzje, jednak nie kłamał tak w żywe oczy, raniąc przy tym przyjaciół. Do tego Martin, który tutaj stał się jeszcze bardziej nie do zniesienia. A całe to czekanie na Blue w wesołym miasteczku? Przecież w filmie zrobili z tego jakąś farsę, widowisko, na które zleciało się chyba z pół szkoły. Jak niby ten nieśmiały Blue miał się nagle odważyć na ujawnienie się w takiej sytuacji? Trochę też przykro, że zmienione zostały adresy mailowe bohaterów, które w książce niosły dla nich ze sobą pewne znaczenie. I jeszcze uwaga do polskich napisów: dlaczego nie zostawiliście Blue w spokoju i musieliście przetłumaczyć ten pseudonim jako Smutny?! To jedna z rzeczy, których nie potrafię przeboleć.
Nie jest jednak tak, że film okazał się porażką. Po prostu wyszło bardziej płytko niż sądziłam, trochę sztampowo w pewnych momentach, a do tego secondhand embarrassment dawał mi się trochę we znaki. Muzyka była za to niezła, na aktorów też nie narzekałam, a do tego bardzo spodobał mi się pokój Simona. Konkretnie łóżko we wnęce i cała ściana w tym kąciku służąca za tablicę, po której można było pisać kredą. Doceniam też puszczenie oczka w stronę widzów w postaci widocznej w pewnym momencie na półce innej książki tej samej autorki oraz "Bardziej szczęśliwy niż nie", też o tematyce LGBT (może było coś jeszcze, ale tylko tyle zauważyłam). Zostawili też sporo rozmów o oreo (choć nie aż tyle, co w książce, a dużo innych nawiązań pominęli). A! I jeszcze dodanie Panic! At The Disco (uwielbiam! ♥) jako jednego z ulubionych zespołów Simona. Wydaje mi się też, że w książce został wspomniany jakiś inny gej w szkole (poprawcie mnie jeśli się mylę), w filmie natomiast został przedstawiony bardziej szczegółowo i myślę, że wyszło to na plus.

Czytaliście książkę albo oglądaliście film? Jakie są Wasze odczucia?

sobota, 18 sierpnia 2018

Stosik 3/2018

I wreszcie okazja, żeby trochę nadrobić zaległości! Tyle dobrych mang i interesujących wydarzeń!
Aya Kanno "Requiem Króla Róż" (9) - Mówiąc ogólnie, seria wciąż trzyma poziom i buduje napięcie, przez co tym trudniej czeka się na kolejne tomy.
Yuji Iwahara "Dimension W" (12-13) - Dwunasty tom przynosi sporo nowych informacji, ważnych i zaskakujących, a tuż po tym nadchodzi czas na kolejne większe zadanie, teraz już w powiększonym składzie. Dowiadujemy się też więcej na temat wpływu nowego ogniwa na Mirę.
Kiri Wazawa "Posępny Mononokean" (8-9) - Od teraz cała trójka rządząca w zaświatach jest nam znana. W pewnym momencie jest trochę niebezpiecznie, za to w końcu coś się ruszyło z wątkiem, który już od dawna mnie ciekawił i przez który pierwsza seria anime wydawała mi się niepełna. A skoro już o tym mowa, wiecie, że został ogłoszony drugi sezon anime? :D
Kazue Kato "Ao no Exorcist" (21) - Ten tom znów przynosi pełno sensacji, tym razem bez jakichś lżejszych przerywników i mogę jedynie dodać, że jak najszybciej chciałabym zdobyć kolejny.
Natsuo Kumeta "Nasz cud" (7-12) - Udało się! Z kupowaniem jestem na bieżąco, z czytaniem już też, nadrobiłam w ekspresowym tempie i żałuję tylko, że jeszcze nie ma kolejnych. Co chwilę pojawiają się nowe, ważne informacje, przez co nie ma miejsca na nudę. Tym bardziej przykre, że teraz trzeba będzie dłużej czekać na kolejne tomy (przeniesienie na tryb trzymiesięczny). :<
Meguru Hinohara "Secret XXX" - Moja kolejna miłość jeśli chodzi o kreskę. Jest prześliczna! A to debiut autorki. Historia też całkiem przyjemna, choć z początku raczej pośpieszona. Czekam na spin-off.
Kaori Ozaki "Kłamstwa bogów" - Ostatnio już nie tak często decyduję się na tytuły z Jednotomówek Waneko, jednak tą już wcześniej miałam w planach, więc wrzuciłam do koszyka.
Nakamura Asumiko "Sora i Hara" - Już zrecenzowane.
"Harry Potter. Podróż przez historię magii" - Od dawna się na nią czaiłam. Na razie wciąż jestem w trakcie czytania, ale chyba nie do końca odpowiada temu, czego się spodziewałam.
M. Melanowicz "Historia literatury japońskiej" - Długo się zastanawiałam, czy faktycznie ją kupić, ale w końcu się zdecydowałam i... czeka na przypływ motywacji.
V. E. Schwab "Wyczarowanie światła" - Ostatnia część serii, właśnie czytam.
T. Canavan "Obietnica następcy" - I tu też ostatni tom trylogii.
I jeszcze płyta, Panic! At The Disco "Pray for the wicked". Jak zawsze świetny wybór. ^^

środa, 8 sierpnia 2018

Nakamura Asumiko "Sora i Hara"

Koledzy z klasy  Absolwenci  Sora i Hara  O.B.  |  blanc
dodatkowo:  anime Doukyuusei artbook Sotsugyo Album

Wydawnictwo: Waneko  |  Liczba stron: 274
Sajou skończył szkołę, a Haraczowi pozostaje jakoś uporać się z ostatecznym zawodem miłosnym. Może najlepszym sposobem będzie znalezienie kogoś na jego miejsce? Z tą myślą wybiera się do baru i nawet kogoś poznaje, jednak wspomnienie Sajou wciąż pozostaje zbyt żywe, więc szybko się wycofuje. Jak wielkie musi być jego zdziwienie, kiedy okazuje się, że poznany poprzedniego wieczoru chłopak właśnie zaczyna naukę w jego szkole! Po tym odkryciu jasno wyznacza granicę ich znajomości. Nauczyciel i uczeń, nic więcej. Otwartość i przyjazne usposobienie Sorano sprawiają jednak, że nie sposób trzymać się od niego z daleka, zwłaszcza gdy z godną podziwu upartością wtrąca się w nie swoje sprawy, zwłaszcza w kwestię nieszczęśliwej miłości swojego nauczyciela. Poza tym pasuje mieć go na oku, żeby przypadkiem nie wpadł w jakieś kłopoty czy złe towarzystwo. Co im przyjdzie z tej znajomości?

"Sora i Hara" stanowi świetną okazję do tego, by spojrzeć na Harasena (jednak wciąż wolę oryginalną wersję jego przezwiska, wybaczcie) z innej strony, zwłaszcza jeśli po poprzednich częściach wciąż nie jesteście do niego całkiem przekonani. Poznajemy go jako nauczyciela może i mocno zblazowanego, jednak świadomego spoczywającej na nim odpowiedzialności i mającego swoje zasady (chociażby tą o nie tykaniu swoich uczniów). I mimo że na swój sposób uganiał się za Sajou (warto zaznaczyć, że konkretniejsze kroki podjął dopiero gdy poczuł zagrożenie ze strony Kusakabe), nie zamierzał szukać szansy dla siebie na siłę. Wiedział kiedy dać za wygraną, a później potrafił uznać zalety rywala. Dowiadujemy się o nim też trochę od strony prywatnej (ta różnica między jego wyglądem w szkole a poza nią!), częściowo z relacji pewnego przyjaciela.
Nie mogłabym też nie napisać czegoś więcej na temat Sorano, który jest bardzo barwną postacią. Śmiały, otwarty, walczący o swoje i pozytywnie zakręcony, a jednocześnie niepozbawiony własnych niepewności czy problemów (lub też sam w sobie problematyczny). Razem z Haraczem zdają się być jak niebo i ziemia (i w taki też sposób można przetłumaczyć tytuł tej mangi), jednak właśnie tego było im trzeba. Harasen dostał porządnego kopa, którego potrzebował by ruszyć naprzód, a Sorano wsparcie i dobrą radę (nawet jeśli czasem wyrażone w nieco szorstki sposób).

Mimo że spory objętościowo, to jednak akcja tego tomu rozgrywa się w dość krótkim przedziale czasowym, za to dużo się dzieje. Sajou i Kusakabe też się pojawiają, a jakże, jednak zwłaszcza tego drugiego będzie tutaj niewiele. Rozwinięty zostaje za to (jak się okazuje trochę kontrowersyjny pod pewnymi względami) wątek Arisaki, dawnego nauczyciela Haracza, przedstawionego już w jednym z rozdziałów "Absolwentów". Jest też trochę o młodości Harasena, wspomnianym już przyjacielu (Koma, który i z Sorano zaczyna się nieźle dogadywać) oraz nieodwzajemnionym uczuciu Sorano.
Pełna kolorów obwoluta wprowadza spory kontrast względem poprzednich, na których przeważała biel i stonowane kolory. Do tego tym razem nie jest ona matowa. I jeszcze ci nauczyciele wylegujący się na trawie (stanowią ciekawe urozmaicenie)! Pod obwolutą zamiast zwyczajowych wizerunków postaci mamy jeszcze krótką historię na koniec, tak jak tytuł rozdzieloną na dwa kolory - niebieski i zielony. Z kolei na skrzydełkach znajdziemy kilka kadrów z mangi. A w środku? Strony trochę prześwitują, ale nie wydaje się to problemem. Zauważyłam jedną literówkę, poza tym nic mi nie zgrzytało (a tym razem w razie potrzeby mogłabym sprawdzić tłumaczenie z oryginałem).  Nad kreską po raz kolejny pozostaje mi się rozpływać, bo uwielbiam specyficzny styl Nakamury, który od czasów "Kolegów z klasy" znacznie się poprawił.

Ten tom zdecydowanie był potrzebny, by lepiej poznać i zrozumieć Harasena (choć nie tylko jego). Poza tym tak po prostu dobrze spędziłam z tą mangą czas i doceniam też nawet i tą drobną możliwość wglądu w dalsze losy Sajou i Kusakabe. Teraz pozostaje czekać na wydanie "O.B.", a w przyszłości (mam nadzieję) także i "blanc", które wciąż jeszcze powstaje.

wtorek, 10 lipca 2018

Podsumowanie sezonu anime na wiosnę 2018

Ten sezon uważam za całkiem udany. Właściwie spodziewałam się, że mniej będę miała tych serii, jednak oglądanie na bieżąco zdecydowanie pomaga w znalezieniu czasu na choć trochę więcej anime.
3D Kanojo: Real Girl
Liczba odcinków: 12
Ocena: 6

Z początku nie miałam tej serii w planach, ale w końcu dałam jej szansę i… w sumie mam raczej mieszane uczucia. To, że relacja dwójki bohaterów przebiega niezbyt płynnie, trochę jakby sztucznie można z jednej strony tłumaczyć nieobyciem naszego otaku, który nagle zostaje wrzucony na głęboką wodę, ale… takie usprawiedliwienie nie całkiem mi wystarcza. Wychodzi to po prostu nijako. Do tego jeszcze powód, dla którego Igarashi na samym początku wyznaczyła granicę czasową ich związku - liczyłam na to, że w końcu zostanie to jakoś lepiej wyjaśnione, a tu nic. Może w końcu do tego dochodzi, ale patrząc jedynie z perspektywy anime, przeszkadza mi to. Kreska raczej prosta i bez szału, jak z resztą cała seria. Openingu słuchało mi się dość przyjemnie, na tyle, że czasem spontanicznie przychodził mi na myśl.

Boku no Hero Academia 3rd Season
Liczba odcinków: 25
Ocena: 8

*trwające
Kolejny sezon, jak miło! I kolejny świetny opening. ♥ Co tu jeszcze o tej serii napisać? Wyczekiwałam ich obozu treningowego i zdecydowanie było warto, potem z resztą też jest bardzo ciekawie. To, jak Deku obronił Koutę, jak parę odcinków później znalazł sposób, aby wydostać się z pola walki razem z Bakugou... No ale nie będę wszystkiego wymieniać. Ehh, aż ciężko się czeka na kolejne odcinki.


Caligula
Liczba odcinków: 12
Ocena: 6

Nie był to mój priorytet, chociaż z czasem polubiłam to anime i byłam ciekawa tego, jak ostatecznie potoczą się losy bohaterów. Dość interesujące było patrzeć, jak wraz z usterkami stopniowo uświadamiają sobie nieprawdziwość świata, w którym żyją, czasem nie chcąc przyjąć tego do wiadomości i jak z czasem podejmują kroki, aby wrócić do rzeczywistości i zmierzyć się z problemami, od których uciekali. Taki raczej średniaczek, ale będę go miło wspominać. Kreska z jednej strony jest ładna (zwłaszcza te kwiatowe elementy, ale też projekty postaci), z drugiej ma swoje niedoróbki. Polubiłam opening, całkiem fajny duet. Ogólnie dobrze się oglądało.

Golden Kamuy
Liczba odcinków: 12
Ocena: 7

Anime, w którym pojawiają się Ajnowie? Oczywiście musiałam na to zerknąć! Poza tym słyszałam też nieco o mandze i nawet myślałam czy się za nią nie zabrać, ale ostatecznie padło na anime. Dużo akcji, walk i niebezpieczeństw, trochę wstawek historycznych, kultury Ajnów, sporo polowań, a następnie jedzenia i rozprawiania o jedzeniu. Do tego jeszcze główny cel - poszukiwanie ukrytego złota. Jest ciekawie, także jeśli chodzi o bohaterów, a i humoru nie brakuje. Kreska jest całkiem ładna, choć mało brakowało, żeby ten fatalny niedźwiedź CGI z pierwszego odcinka śnił mi się po nocach… Co nie zmienia faktu, że będę wyczekiwać kontynuacji.

Hoozuki no Reitetsu 2nd Season: Sono Ni
Liczba odcinków: 13
Ocena: 8


Więcej Hoozukiego! Tak! Właściwie nie wiem, co jeszcze miałabym dodać poza tym, że wciąż świetnie się bawiłam przy tej serii, z przymrużeniem oka poznając realia japońskiego piekła, a czasami też trochę historii czy demonów. Bardzo odpowiada mi ten humor. Dostajemy też kolejny ciekawy opening. Jednym słowem: polecam!



Saiki Kusuo no Ψ-nan 2
Liczba odcinków: 24
Ocena: 8

*kontynuacja z poprzedniego sezonu
No i anime dobiegło końca (choć sądząc po słowach z ostatniego odcinka, jest szansa na więcej). Muszę przyznać, że im dalej, tym robi się  coraz lepiej. Zwykle jest to po prostu dużo różnego typu humoru, jednak od czasu do czasu seria potrafi zaskoczyć czymś poważniejszym. Przyznam, że się tego nie spodziewałam, ale zarówno opening, jak i ending bardzo zapadły mi w pamięć. Przy pierwszym praktycznie zawsze nuciłam, a drugi lubię sobie czasem tak po prostu włączyć.


Tokyo Ghoul:re
Liczba odcinków: 12
Ocena: 7

Kiedyś czytałam mangę i nawet byłam na bieżąco, ale potem zrobiłam sobie przerwę i jakoś nie potrafiłam wrócić. Anime zaczęłam więc trochę z nadzieją, że wróci mi motywacja, a poza tym byłam ciekawa jak to wyjdzie. Co ciekawe, okazało się, że anime prawie dokładnie pokryło się z tym, co zdążyłam przeczytać. W sumie nawet przyjemnie się oglądało, chociaż czasami czegoś w tym brakowało. O ile czas pozwoli, to może faktycznie wrócę do mangi.
Opening dość szybko polubiłam, z endingiem trwało to trochę dłużej, ale też przyjemnie się go słucha. Miałam nadzieję, że walka z Orochim w 2 odcinku potrwa dłużej (więcej badassowego Sassana ;p), a jednak skrócili ją względem mangi (no cóż, materiału mają sporo, więc to nie takie dziwne, ale i tak trochę przykro). Za to walka w ostatnim odcinku wyszła nieźle. Tak czy inaczej, kontynuację też planuję obejrzeć.

Wotaku ni Koi wa Muzukashii
Liczba odcinków: 11
Ocena: 8

Ahhh, piękna rzecz. Miałam zacząć czytać mangę, ale - jak to zwykle u mnie bywa - anime zdążyło wyprzedzić te plany. Za to po jego skończeniu faktycznie zabrałam się za mangę. Bohaterowie są po prostu tacy kochani i uwielbiam ich relację, a do tego można tu znaleźć naprawdę sporo humoru oraz momentów, z którymi można się utożsamić. Podoba mi się też to, że kiedy pojawiają się okładki mang, można całkiem łatwo rozpoznać, co to jest. Opening jest naprawdę chwytliwy, bardzo podoba mi się też animacja do niego. Chcę więcej! Już zaczęłam mangę i na razie mogę wspomnieć, że w niektórych miejscach ma ona jakieś dodatkowe historie, z kolei w innych jest bardziej okrojona niż anime, więc wydaje mi się, że z obiema wersjami warto się zapoznać.


Nadrabiam:

Kakuriyo no Yadomeshi
Liczba odcinków: 26

*trwające
Dołączone trochę z doskoku, bo podobno całkiem niezłe. Mimo to przez dłuższy czas spychałam tę serię na dalszy plan, jakoś temu niedowierzając i narobiłam sobie zaległości. Okazało się to jednak nieco przydatne gdy już zabrakło innych serii do oglądania. I faktycznie, anime okazało się lepsze niż początkowo sądziłam, postaci są dość ciekawe, a główna bohaterka ma własne zdanie i nie daje byle komu sobą rządzić. A! I jeszcze opening jest całkiem niezły, polecam na DDR. Stopniowo będę nadrabiać.



Porzucone:




Dorei-ku The Animation
Liczba odcinków: 1/12

Obejrzane na próbę, jednak nie zainteresowało mnie na tyle, żeby oglądać dalej.





Muzyka:
Boku no Hero Academia 3rd Season OP - UVERworld "ODD FUTURE"
Tokyo Ghoul:re OP -  Cö shu Nie "asphyxia"
Wotakoi OP - sumika "fiction"