piątek, 21 lipca 2017

M. C Beaton "Agatha Raisin i..." (części 2-4)

Doszłam do wniosku, że nie będę pisać o każdej z tych książek osobno, zwłaszcza że im dalej, tym pewnie mniej osób będzie zainteresowanych jeśli nie znają poprzednich części. Dochodzi do tego także lekki brak chęci, zwłaszcza że trochę już minęło odkąd je skończyłam, zwłaszcza pierwszą z nich.
Będzie więc konkretniej, choć jednocześnie starałam się unikać spojlerów, więc myślę, że można czytać spokojnie nawet nie znając poszczególnych części. Jeśli jednak ta seria jest Wam kompletnie obca, na początek zapraszam jeszcze na recenzję pierwszej części.

piątek, 14 lipca 2017

Kaoru Inai "Niesamowite opowieści pana Shiranui"

Wydawnictwo: Waneko  |  Liczba stron: 160  |  Jednotomówki Waneko
Kojarzycie tego podejrzanie wyglądającego typka, który ostatnio kręci się po okolicy? Bez obaw, nie jest groźny. Jego po prostu interesują tajemnicze opowieści i ludowe podania. Z chęcią opowiada je nawet przypadkowym słuchaczom i z równym entuzjazmem poszukuje kolejnych. Może akurat schroniliście się gdzieś w przypadkowym miejscu przed deszczem i nie macie co zrobić z wolnym czasem? Albo chcecie dowiedzieć się jak zostać kappą? Może on zna na to sposób...

sobota, 8 lipca 2017

S. Simukka "Czarne jak heban"

Wydawnictwo: YA!  |  Liczba stron: 192  |  Seria: Lumikki Andersson (3)
Po wydarzeniach w Pradze, które przyniosły jej pewną sławę, Lumikki wraca do codziennego życia, które - o dziwo - zaczyna się układać. Wreszcie zdołała pozbierać się po rozstaniu z Liekkim, a do tego znalazła kogoś, przy kim dobrze się czuje. Sampsa zdołał ją nawet namówić na wzięcie udziału w przedstawieniu! Byłoby jednak zbyt pięknie, gdyby tak już zostało. Zaczynają się pojawiać liściki, esemesy, grożby. Lumikki ma cichego wielbiciela… czy raczej prześladowcę, który nie tylko wie to, z czego niewielu zdaje sobie sprawę, on zdaje się wiedzieć to, czego tak desperacko poszukuje Lumikki. Prawdę o jej rodzinnym sekrecie.

Poprzednie części serii czytałam dość dawno, więc nie byłam pewna, czy pamiętam wszystko, co powinnam. Na szczęście "Czarne jak heban" zawiera w sobie wystarczająco podpowiedzi, by nawet ci, którzy nieco już pozapominali, byli w stanie stopniowo zorientować się w tym wszystkim. Lumikki wciąż pozostaje silną postacią, choć do tej pory mogła przy Sampsie nieco spuścić gardę i po prostu cieszyć się tym, co ma. Wraz z pojawieniem się prześladowcy, Lumikki na nowo zaczyna się obawiać, dostrzega, że jej przeszłość wciąż kładzie się cieniem na jej życiu i jak bardzo różni ją to od Sampsy. Niespodziewanie pojawia się także Liekki. Jak w tym wszystkim odnajdzie się nasza bohaterka?

Książkę tą, choć porusza dość ciężkie tematy, czyta się lekko. Jest napisana prostym językiem i tak jak poprzednie części nawiązuje w pewien sposób do baśni. Tutaj przede wszystkim za sprawą przedstawienia, w którym Lumikki gra swoją imienniczkę, Śnieżkę. Czasami miałam wrażenie, że pewne elementy były przesadzone (podobnie jak poprzednio), chociażby umiejętności Lumikki, ale potrafię przymknąć na to oko.

"Czarne jak heban", choć króciutkie, jest dobrym zakończeniem serii. Nie rewelacyjnym, po prostu dobrym. Poznajemy odpowiedzi na dręczące nas i główną bohaterkę już od pierwszego tomu pytania. Do tego książkę czyta się szybko i tak też płynie akcja. Nada się na lekkie czytadło na jeden wieczór.

poniedziałek, 3 lipca 2017

Stosik 2/2017

Ten stosik miał się ukazać zdecydowanie wcześniej, jednak chciałam poczekać na mangi, których wysyłka się opóźniła... I to bardzo. Myślałam nawet, żeby na razie je sobie odpuścić, ale w końcu są. Tak więc na blogu wakacje rozpoczynam prezentacją moich nabytków. Mangi, książki... i coś jeszcze. ;)
Yuji Iwahara "Dimension W" (5) - Wciąż naprawdę dobrze czyta mi się tę serię (do tego manga ma nieco więcej szczegółów) i zastanawiam się, co będzie, kiedy fabuła wyjdzie poza anime.
Kazue Kato "Ao no Exorcist" (18) - Kończy się wątek z Shurą i wracamy do Akademii Prawdziwego Krzyża, a tam zarówno trochę rozterek bohaterów, jak i nieco poważniejszych spraw. Do tego Shima wciąż pozostaje bardzo niejednoznaczną postacią. A tak z lżejszych tematów, Shiemi po raz pierwszy czytająca mangę shoujo i Rin grillujący za pomocą swoich płomieni. xD
Yayoi So "ReLIFE" (1-3) - Długo się zastanawiałam czy to kupić, a główną zachętą (poza tym, że anime mi się podobało) było to, że to przecież jest całe w kolorze, co nie zdarza się codziennie. xD W końcu uległam i nie żałuję. Poza tym ciekawe jest to, że po ułożeniu tomików obok siebie, okładki tworzą całość.
Kore Yamazaki "Oblubienica czarnoksiężnika" (1) - Długo ciągnęło mnie do tej mangi, aż w końcu kupiłam pierwszy tom i chętnie sięgnę po kolejne. Zapowiada się ciekawie, a do tego kreska bardzo ładnie się prezentuje.
Adachitoka "Noragami" (8) - Na razie jeszcze czeka na przeczytanie.
Kiri Wazawa "Posępny Mononokean" (1-2) - Po anime nawet planowałam zabrać się za mangę, ale zanim się zdecydowałam, Waneko postanowiło ją wydać. Yay! Zdecydowanie będę zbierać. Sama historia jest całkiem sympatyczna (no i youkai ♥), kreska potrafi być ładna, chociaż nieco bardziej oddalone postaci są niezbyt szczegółowe (za to te obwoluty!). No i trochę przykro, że imię pewnego youkai w polskiej wersji (Włochacz) nie brzmi ani trochę tak uroczo jak po japońsku (もじゃもじゃ). :<
Kei Ichikawa "Slow Starter" - Niby nic specjalnego, ot, taka dość typowa, lekka historia, ale całkiem przyjemnie się ją czytało (nawet po raz kolejny). Kreska nieco kanciasta, ale i tak ją lubię.
Yuki Fumino "Usłyszeć ciepło słońca: Teoria szczęścia" - Kontynuacja historii Koheia i Taichiego. W pierwszej chwili tomik (pozytywnie) zaskoczył mnie swoją grubością. Mangę czytało się bardzo przyjemnie (choć fabuła nie była dla mnie tajemnicą) i zdecydowanie chcę więcej! :D
Chise Ogawa "Caste Heaven" (1) - Miałam nie kupować, ale Dango ma dar przekonywania (dodatki!). Szczególnie ciekawa byłam tego, jaka karta do mnie trafi. Niestety, tomik trafił do mnie z uszkodzonym grzbietem. Zastanawiam się czy go wymienić...
Scarlet Beriko "Jackass!" - Jeszcze nie miałam okazji się do tego przyznać, ale wprost uwielbiam kreskę tej autorki, więc bardzo ucieszyła mnie wiadomość, że ta manga zostanie wydana. To zabawne BL z dość sympatycznymi postaciami, więc chętnie będę do niej wracać (no i żeby podziwiać kreskę ♥).
Scarlet Beriko "Czwarty: Tatsuyuki Oyamato" - Ta sama autorka (w ogóle byłam zaskoczona, ze Waneko ogłosiło dwa jej tytuły praktycznie pod rząd), choć tym razem przy nieco cięższej tematyce, chociażby dlatego, że mamy do czynienia z yakuzą. Lubię tu przede wszystkim dwóch głównych bohaterów.
Kaoru Inai "Niesamowite opowieści pana Shiranui" - Długo się wahałam, ale w końcu postanowiłam zapoznać się z tą historią. Mam nadzieję, że to dobry wybór. ;)
Satomi Ran & Maki Ebishi "Doll Star" - Jakoś tak się skusiłam, trochę w ciemno.
J. Ćwiek "Kłamca 2,5. Machinomachia" - Z biblioteki. Już przeczytane.
C. Carmack "Coś do ukrycia" - Skusiłam się na nią, ze względu na dość niską cenę. Poza tym od dawna byłam ciekawa, jak tam Cade, którego w "Coś do stracenia" zdążyłam polubić.
N. Gaiman "Gwiezdny pył" - Jakoś tak uznałam, że właśnie to kupię i przeczytam, ale na razie wciąż czeka.
J. K. Rowling "Baśnie barda Beedle'a", "Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć", "Quiddich przez wieki" - Kiedy tylko dowiedziałam się o wznowieniu tych książek (a było to już jakiś czas temu), wiedziałam, że będą moje! Co prawda baśnie mam już po angielsku (recenzja), ale co tam!
M. Kisiel "Dożywocie" - Wreszcie kupiłam kolejną książkę autorki (po "Nomen omen" miałam na to wielką ochotę)! Na przeczytanie wciąż jednak czeka...
H. Murakami "Sputnik Sweetheart" - Pożyczone. Nie wiem dlaczego, ale jakoś spodziewałam się mniej oderwanej od rzeczywistości książki. Mimo to czytało się przyjemnie.
Natsume Sōseki "Sedno rzeczy" - Z biblioteki. Wreszcie się za tę książkę zabrałam.
A. Christie "Poirot prowadzi śledztwo" - Z biblioteki. Christie nigdy dość, nawet jeśli to króciutkie opowiadania, a więc zbyt pasjonująco nie będzie. Już przeczytane.
S. Lynch "Kłamstwa Locke'a Lamory" - Z biblioteki. Dość spontaniczna decyzja. Słyszałam kiedyś o tej książce i akurat zauważyłam ją w bibliotece. Uznałam, że jeśli teraz jej nie wezmę, to później mogę o niej zapomnieć.
I jeszcze dwa nabytki, tym razem nie te do czytania. Nie przypuszczałam, że w najbliższym czasie zdecyduję się na jakiekolwiek figurki, no ale stało się. I zdecydowanie nie żałuję, bo Natsume prezentuje się przepięknie! Przy okazji kupiłam też pluszowego Nyanko-senseia. ♥

wtorek, 20 czerwca 2017

J. Ćwiek "Kłamca 2,5. Machinomachia"

Wydawnictwo: SQN  |  Liczba stron: 192  |  Seria: Kłamca (2,5)
Po dość sporej już przerwie przerwie postanowiłam sprawdzić, jak radzi sobie Loki na usługach aniołów, tym razem w opowiadaniach z tomu połówkowego. Dwie pierwsze historie rozgrywają się gdzieś pomiędzy wydarzeniami z pierwszego tomu. "Handlarz snów" to opowiadanie króciutkie, właściwie niewiele wnoszące. Na szczęście "Swat" przedstawia się już ciekawiej. Gniewny anioł zakochany w ludzkiej dziewczynie? Czy to się może udać? Cóż, z pomysłowością Kłamcy może nawet coś by z tego mogło wyjść, ale jak wpłyną na to inne czynniki?

Ostatnie i najdłuższe z opowiadań, tytułowa "Machinomachia", rozgrywa się już po tym, jak do drużyny Kłamcy dołączyło dwóch greckich bogów. Współpraca nie układa im się może jeszcze najlepiej, ale to przecież kwestia czasu, prawda? Czego tak poza tym możecie się spodziewać? Cóż, twierdząc, że praktycznie wszystkiego, właściwie nie rozminęłabym się za bardzo z prawdą. Coś o greckich bogach, mechaniczni ninja, zastępy aniołów, a na dodatek całkiem spory szum w mediach. Wyraźnie widać, że autor dał się ponieść wyobraźni po całości. A! Pojawi się też Jenny.

Tych, którzy poznali i polubili Kłamcę, pewnie nie będzie trzeba specjalnie przekonywać. Ten tom to po prostu dobra okazja, żeby znów zobaczyć Lokiego w akcji i dowód na to, że wyobraźnia autora pracuje pełną parą. Doceniam również puszczanie oczka do czytelników w tak drobnych sprawach jak na przykład pewien rudowłosy motocyklista ("Chłopcy" się kłaniają) przewijający się gdzieś w tle, czy - o ile się nie mylę - Tom Hiddlestone (marvelowski Loki) pozdrawiający naszego Kłamcę. Na końcu znajdują się jeszcze zasady Kłamcianki (dołączanej do książki gry karcianej), jednak ze względu na to, że ja swój egzemplarz mam z biblioteki, nie miałam okazji ich wypróbować.

"Kłamca 2,5. Machinomachia" nie jest może arcydziełem i nie wnosi wiele do głównej akcji, więc można by było ten tom pominąć, jednak dla spragnionych kolejnych przygód Lokiego będzie w sam raz. Jeśli znacie już poprzednie części i macie ochotę na coś lekkiego do poczytania, nie wahajcie się sięgnąć po tę książkę.

wtorek, 13 czerwca 2017

Serie anime, które chciałabym obejrzeć jeszcze raz

Ostatnio dość spontanicznie przyszło mi na myśl, żeby stworzyć listę anime, do których chciałabym jeszcze wrócić. Uznałam, że właściwie czemu nie i zabrałam się do pisania. Gdyby bardziej zagłębić się w ten temat, pewnie znalazłoby się ich więcej, jednak postanowiłam poprzestać na tych, które jako pierwsze wpadły mi w oko.

Baccano!
Anime, które może i oglądałam nie tak jeszcze dawno, jednak jestem pewna, że muszę do niego kiedyś wrócić. Jest tak bardzo pokręcone i pogmatwane, że czasami ciężko się połapać co i jak. Teraz, mając już pewne rozeznanie w tym, o co tam chodziło, chcę spróbować jeszcze raz, postarać się wyłapać szczegóły, które za pierwszym razem mi umknęły czy też po prostu nie umiałam ich do niczego dopasować.

Barakamon
Seria zabawna i pełna ciepła, którą po prostu bardzo przyjemnie się ogląda i aż ma się nadzieję, że się nie skończy. Biorąc to wszystko pod uwagę miałam nadzieję, że jej prequel "Handa-kun" będzie w podobnym klimacie, tymczasem są to kompletnie różne serie. W tym wypadku pozostaje mi dalej wspominać "Barakamon". Tak, kiedyś zdecydowanie do tej serii wrócę.

Darker than Black  ~recenzja~
Obejrzane już dwa razy, ale na tym zdecydowanie nie poprzestanę! To wciąż jedna z moich ulubionych serii. Uwielbiam raz pogodnego, raz pełnego rezerwy Heia, który wyróżnia się pośród innych kontraktorów, lubię też wiele innych postaci (choć nie wszystkie), jak i samą fabułę. Aaach, zdecydowanie obejrzałabym ponownie, choćby od razu! Taka myśl nachodzi mnie praktycznie za każdym razem, gdy przyuważę jakąś wzmiankę czy kadr z tej serii.

Devil May Cry
Właściwie jedno z pierwszych moich anime (a przynajmniej tak mi się wydaje). Nie było jakieś niesamowite, a do tego raczej proste i pewnie teraz oceniłabym je niżej, jednak pamiętam, że naprawdę dobrze mi się tę serię oglądało i bardzo podobał mi się jej klimat. Kto wie, może jeszcze tego pożałuję, jednak chciałabym jeszcze kiedyś zerknąć na to anime.

Garo: Honoo no Kokuin
Seria dość specyficzna, która przeszła (jak mi się wydaje) raczej bez większego echa. Sama też nie uważam jej za jakiś fenomen, ale bardzo dobrze mi się ją oglądało i od razu spodobał mi się jej klimat, bohaterowie (choć Leon potrafił czasem być irytujący) oraz charakterystyczna kreska (nawet jeśli ma swoje niedoróbki i bywa dość koślawa). Nie zniechęcił mnie nawet pewien wielki plot twist gdzieś w połowie, a pod koniec znalazłam nawet ciekawy pairing. Jeśli w końcu obejrzę tę serię jeszcze raz, postaram się naskrobać pełną recenzję.

Hyouka  ~recenzja~
Bardzo spontaniczny wybór, po prostu uznałam, że w sumie fajnie byłoby sobie tę serię odświeżyć. Zastanawiam się tylko, czy to wciąż będzie to samo, skoro w pewnej części opiera się na zagadkach, z których wciąż mogę coś jeszcze pamiętać. No cóż, spróbować nie zaszkodzi. ;)

Kiseijuu: Sei no Kakuritsu  ~recenzja~
Kolejna seria obejrzana już dwa razy, której wciąż mi mało. Bardzo lubię takie wątki, kiedy z pewnych względów dwie istoty (bo akurat tu trudno mówić o osobach) muszą nauczyć się żyć w zgodzie, a w międzyczasie ścierają się ich odmienne poglądy na wiele spraw. Poza tym w "Kiseijuu" sporo się dzieje i po prostu ciekawie się to wszystko ogląda.

Strike the Blood
Co do tego anime… sama się dziwię, że jakimś sposobem trafiło na tę listę. Nie dość, że reprezentuje gatunki, za którymi nie przepadam (a więc haremówkę i ecchi), to jeszcze samo w sobie nie jest czymś szczególnym (dostało ode mnie 5/10) i dość regularnie irytuje typowo tsundere zachowaniami. Mimo to jakoś zapadło mi w pamięć i właściwie nie miałabym nic przeciwko, żeby obejrzeć je jeszcze raz. Na początek jednak pewnie przyjrzę się kontynuacji, która nie tak dawno się zakończyła.

Trigun
Seria, która ma już swoje lata i jest naprawdę świetna. Długo (za długo) się za nią zabierałam, ale tak to już ze mną bywa. Podana bardzo lekko i humorystycznie, a jednak niosąca ze sobą poważniejsze tematy. No i sam główny bohater owiany legendą, który pomimo mistrzowskiego posługiwania się bronią ma pewną zasadę - nigdy nie zabija. Aaaach, zdecydowanie obejrzałabym jeszcze raz!

Yahari Ore no Seishun Love Comedy wa Machigatteiru.
Mocno sarkastyczna, pełna ciętego humoru i specyficznych poglądów seria szkolna z głównym bohaterem, który najchętniej nie miałby z nikim nic wspólnego. Życie towarzyskie? Po co to komu? I tak by sobie pewnie po cichu żył, gdyby pewna nauczycielka nie postanowiła się wtrącić i przypisać go do działalności klubowej.

A jakie serie trafiłyby na Waszą listę? :)

środa, 7 czerwca 2017

C. Carmack "Coś do ukrycia"

Wydawnictwo: Jaguar  |  Liczba stron: 368  |  Seria: Coś do stracenia (2)
Bliss i Garrick są w szczęśliwym związku, a Cade wciąż udaje, że wszystko z nim w porządku, podczas gdy wcale tak nie jest. Nie dość, że złamane serce boli jak cholera, to jeszcze musi być świadkiem szczęścia ukochanej z innym. Nie może przestać o niej myśleć, jest w kropce. Jest też Max, czerwonowłosa, wytatuowana, grająca w zespole, który jest jej największą pasją. Tylko z rodzicami ma problem, bo oni wciąż chcą w niej widzieć grzeczną, ułożoną dziewczynkę. Właśnie dlatego Max przed nimi udaje, przez telefon mówi o chłopaku, którego poznała w bibliotece. Tym razem biorą ją jednak z zaskoczenia, przyjeżdżają bez zapowiedzi i oznajmiają, że za parę minut zjawią się w kawiarni. I kogo ma im przedstawić? Osiłka, który do biblioteki chyba nawet by nie trafił? W życiu! Widząc więc siedzącego samotnie przy stoliku Cade'a, decyduje się na desperacki krok. Podchodzi i pyta, czy nie odegra przed rodzicami jej chłopaka. Cade postanawia się zgodzić, choć - ku niezadowoleniu dziewczyny - na rozmowie w kawiarni się nie kończy.

Po przeczytaniu "Czegoś do stracenia" byłam ciekawa kolejnej części serii. Cade - bądź co bądź porządny facet - miał nieszczęście być tym trzecim w historii miłosnej Bliss i Garricka, a teraz dostał swoją własną szansę na happy end. Chciałam dowiedzieć się co i jak, a jednak nie rwałam się do tego. Swego czasu naczytałam się opinii głoszących, że po "Czymś do stracenia" to już nie to samo, że humor już nie ten, co trochę mnie wstrzymało. Jak jednak widać, ostatecznie uległam, w czym niewątpliwie udział miała okazyjna cena. I jak?

Faktycznie, "Coś do ukrycia" ma już trochę inny charakter, jednak nie uważam, że to coś złego. Chociaż wciąż znajdziemy masę zabawnych momentów, nie są to już brane nie całkiem na serio perypetie fajtłapowatej Bliss (mimowolnie porównując ją do Max, momentami dziwiłam się, że do tej pory nie grała mi za bardzo na nerwach). To historia o ludziach, którzy sporo przeszli, którzy doświadczyli straty najbliższych, którzy wytworzyli własne mechanizmy obronne. Autorka poświęciła całkiem sporo miejsca po to, abyśmy dobrze ich poznali. Max i Cade wydają się całkowicie różnić. Tak bardzo, że nie uważają, żeby mogli być dla siebie dobrą partią. Chemię między nimi da się jednak wyczuć błyskawicznie, a ich wzajemne docinki sprawiają, że jest jeszcze ciekawiej. Tak, czasami może zalatywać zbytnim dramatyzmem i bywało, że miałam serdecznie dość tych całych podchodów naszych bohaterów, przekonanych nawzajem, że drugie ich nie zaakceptuje, że do siebie nie pasują, ale jako całość powieść odebrałam bardzo pozytywnie.

"Coś do ukrycia" podchodzi do sprawy zdecydowanie inaczej niż poprzednia część, więc trzeba się nastawić na coś bardziej na serio, a jednak wciąż można się przy tej książce świetnie bawić. Tym bardziej, jeśli w pierwszej części polubiliście Cade'a i chcecie się dowiedzieć o nim czegoś więcej.