poniedziałek, 8 kwietnia 2019

Stosik 1/2019

Przychodzę do Was z pierwszym w nowym roku stosikiem. :D Korzystając z tej okazji postanowiłam trochę zmienić jego formę. Miał się ukazać jeszcze na początku roku, ale oczywiście zamiary rozminęły się z rzeczywistością. Za to dołączyło do niego w tym czasie więcej mang. :3

Moim priorytetem było dokupienie Piety i Dziewczyny znad morza. Dalej pierwszy tom Op: Bezbarwne dni Itaru Yoake, po pierwsze dlatego, że jest o detektywie, a po drugie byłam ciekawa jaka będzie manga od Kou Yonedy, która nie jest BL. Do Czy chcesz zostać starą panną? najpierw zraziłam się już za samo wydanie (bardzo nie podoba mi się układ tekstu u czcionka na okładce!), ale sama historia jest podobno całkiem dobra, więc postanowiłam zaryzykować. Do Heleny Wiktorii zachęciła mnie Aypa swoją recenzją i ogólnym zachwalaniem, więc postanowiłam wykorzystać okazję i kupić. Tym sposobem zamiast trzech tomów Noragami dotarł do mnie tylko jeden, bo tym razem chciałam kupić tylko tyle, żeby załapać się na darmową wysyłkę. Biorąc jednak pod uwagę to, ile minęło odkąd przeczytałam poprzedni tom, zawsze to jakiś postęp. ;)
Pietę czytało się całkiem nieźle. Co prawda łatwo przewidzieć ogólny rozwój wydarzeń i pojawiają się baaardzo wkurzające postaci (czytaj: macocha Rio), jednak to wciąż ciekawa historia, a dwa tomy to przecież niewiele. Cliffhanger, którym zakończył się pierwszy tom Dziewczyny znad morza ostatecznie nie okazał się aż tak ważny jak się wydawało, za to, tak jak słyszałam, ogółem było dość kontrowersyjnie. Mam trochę mieszane uczucia względem tej mangi, jednak ogólnie była ciekawa. Pod pewnymi względami przywodziła mi na myśl Kuzu no Honkai (wspominałam o tym anime w podsumowaniu zimy 2017; a tak swoją drogą, od pewnego czasu zastanawiam się nad sięgnięciem po mangę). W każdym razie nie żałuję. Helena Wiktoria długo czekała aż ją przeczytam, ale w końcu się doczekała, a ja dołączam się do pozytywnych głosów na jej temat i czekam na dalszy ciąg. Odnośnie Op: Bezbarwne dni Itaru Yoake ograniczę się może do jednego: chcę już kolejny tom! Miło było wrócić do czytania Noragami, nawet jeśli na krótko. Na razie wciąż są to wydarzenia znane mi z anime, jednak następne tomy chyba lepiej byłoby zamówić hurtem. ;)
Czy chcesz zostać starą panną? czekało najdłużej wszystkich tych mang, a jednak kiedy wreszcie zaczęłam czytać, poszło bardzo szybko (choć też sam tomik nie jest zbyt długi). Całe szczęście, że nie dałam się odstraszyć, bo to naprawdę dobra historia i to w tematyce, która raczej rzadko jest poruszana. A tak swoją drogą, zaskoczyło mnie jak mało ocen ma ta manga na MALu. :o
I coś specjalnego - kolejne mangi w oryginale! Moim głównym celem były dwa tomy Ojisama to Neko. Historia ta ujęła mnie od pierwszych rozdziałów, na które trafiłam i od tego czasu wiedziałam, że chcę tę mangę mieć. Historia jest kochana, a wydanie zaskakuje starannością, ale o tym opowiem więcej w recenzji. Dalej Bokura no Kiseki (czyli Nasz cud) tomy 17, 18. Są co prawda koleżanki, ale skorzystałam z okazji i przeczytałam. Właśnie na 16. tomie skończyły się dotychczasowe skany (oczywiście w dość ważnym momencie), więc dzięki tym tomom mogłam zapoznać się z dalszymi wydarzeniami. Miło zaskoczyło mnie to, że czytanie szło mi dość sprawnie, choć wydawało mi się, że Bokura może być dość trudna. Co do fabuły (żeby nie spojlerować) dodam tylko, że jest coraz ciekawiej i dostajemy parę odpowiedzi. Trochę tylko żałuję, że jednak nie kupiłyśmy 19. tomu... Pisałam już, że z radością powitałabym polskie wydanie Therapy Game. No cóż... zamiast czekać (choć wciąż bym kupiła) zdecydowałam się na wydanie japońskie i utwierdziłam się w mojej wielkiej sympatii do tej mangi. Do tego pojawiły się krótkie dodatki, których wcześniej nie znałam. ^^ Zastanawiałam się co jeszcze dorzucić do zamówienia i padło na 12. tom Fukigen na Mononokean (Posępny Mononokean), bo... właściwie dlaczego nie? :) Teraz jest już co prawda dostępny i po polsku, ale udało mi się go przeczytać jeszcze przed naszym wydaniem. ;)
Ao no Exorcist przeczytałam dosłownie chwilę po tym, gdy w ogóle do mnie dotarło. Wreszcie dowiadujemy się coś więcej o przeszłości Shiro i matki bliźniaków, choć oczywiście to wciąż mało, żeby zaspokoić ciekawość. Przyszedł też trzeci tom Natsume, w którym największym wydarzeniem było spotkanie z innymi egzorcystami. A ponieważ tak bardzo zwlekałam ze stosikiem, to zdążył jeszcze dotrzeć i czwarty tom. I doczekałam się wreszcie O.B.! O tej mandze jeszcze napiszę dokładniej. Dalej 15. tom Dimension W, a w nim więcej o przeszłości Eli i ogólnie coraz więcej kłopotów, chociaż pojawiło się i trochę wyjaśnień. Dokupiłam też 14. tom Naszego cudu, żeby być na bieżąco.
Sporo osób cieszyło się wydania Perfect World, a ja, kompletnie nie znając tej serii, wahałam się czy dać jej szansę. Na pomoc przyszła Aypa, pożyczyła mi pierwszy tom (jeszcze raz dziękuję! ♥), a ja stwierdziłam, że chyba rzeczywiście będzie warto. Pierwszy tom pozostawił mnie z myślą, że od razu chciałabym wiedzieć, co będzie dalej.

I na tym kończę ten odkładany prawie w nieskończoność stosik. Może z kolejnym nie będę zwlekać aż tak długo... Książek tym razem nie ma. Ostatnio coraz bardziej zaczynam polegać na audiobookach, na które jakoś dużo łatwiej jest mi znaleźć czas. Gdyby nie one liczba przeczytanych w tym roku książek byłaby bardzo marna... ^^''

niedziela, 10 marca 2019

[mini recenzja] J. Jonasson "Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął"

Jak głosi już sam tytuł, mężczyzna w swoje setne urodziny wychodzi przez okno i znika. Brzmi niedorzecznie? Nie martwcie się, będzie jeszcze dziwniej. Na przykład taka kradzież walizki pewnemu podejrzanemu typkowi (w wykonaniu staruszka) i późniejszy pościg. A to dopiero początek. W międzyczasie poznajemy życie naszego bohatera od najmłodszych lat i wkrótce przestaje dziwić nazywanie staruszka szwedzkim Forrest Gumpem.
O ile zwykle nie decyduję się na tego typu historie, tak bardzo się cieszę, że dałam szansę “Stulatkowi…”. Jest naprawdę zabawnie i dostajemy też przy tym małą powtórkę z historii świata, mniej więcej na przestrzeni ostatnich stu lat… Oczywiście odpowiednio podrasowaną, aby nasz bohater mógł odegrać w niej swoją rolę, a przyznać trzeba, że odegrał niejedną, a i zasięg jego oddziaływania do małych nie należy. Inni bohaterowie, choć już nie tak niezwykli jak on, również dają radę (choć może akurat słonia też należałoby zaliczyć do postaci niezwykłych…?). Świetnie się przy tej książce bawiłam, a za jakiś czas z chęcią obejrzałabym też film na jej podstawie.

Nazbierało się pełno książek, o których nie pisałam albo pisać jedynie zaczęłam i raczej recenzji się nie doczekają, dlatego postanowiłam, że od czasu dodam na temat takich tytułów choć parę słów. Tak oto właśnie "Stulatkiem..." rozpoczynam cykl mini recenzji... o ile recenzjami można to w ogóle nazwać. ^^''

niedziela, 3 marca 2019

Jakie mangi BL chętnie zobaczyłabym u siebie na półce?

Od pewnego czasu nawet jeśli wychodzą u nas mangi BL, które już znam i nawet lubię, coraz częściej rezygnuję z ich kupienia, po części jako oszczędność pieniędzy, po części miejsca na półce, bo - powiedzmy sobie szczerze - zamiast kupować i ponownie czytać to, co znam i pewnie długo do tego nie wrócę (jeśli w ogóle), wolę wybrać coś innego (chociaż znajdzie się i parę takich, nad którymi wciąż się zastanawiam). Są jednak takie tytuły, które z radością powitałabym na półce. I przyszło mi na myśl, żeby o paru takich mangach napisać.
PS próbuję wrócić do bardziej regularnego blogowania, ale jakoś ciężko mi to idzie :<<<

Zacznę z grubej rury, a co! Z grubej, bo seria liczy sobie aż 26 tomów. Nie żebym miała wielką nadzieję na jej wydanie, jednak kiedy zaczęłam tworzyć tę listę, jakoś naturalnie była jedną z pierwszych mang, jakie przyszły mi na myśl. Seria jest dość stara, a kreska zwłaszcza z początku może odstraszać, jednak autorka świetnie się spisała jeśli chodzi o ukazanie bohaterów i rozwoju zarówno ich relacji, jak i charakterów, o czym z resztą rozpisywałam się już jakiś czas temu.

Meguru Hinohara Therapy Game
To akurat (mam nadzieję) jak najbardziej realne mangowe marzenie, bo to spin-off już wydanej u nas mangi - Secret XXX. Już wtedy zakochałam się w przepięknej kresce i polubiłam bohaterów (i króliki!), ale to Minato od samego początku Therapy Game ujął mnie najbardziej. Chociaż Shizuma oczywiście też miał w tym swój udział. Czytałam mangę kiedy jeszcze wychodziła, a że bardzo chciałam wiedzieć co będzie dalej, to o ile tylko było to możliwe, rzucałam się na rozdziały po japońsku.

Chise Ogawa Owaranai Fukou ni Tsuite no Hanashi
Od tej autorki dostaliśmy już Caste Heaven i To nie tak, że cię kocham!. Pierwszego mam jeden tom, ale postanowiłam nie zbierać dalej, drugiej nie kupiłam, bo spośród mang autorki ta jakoś średnio mi się podobała. Owaranai... z kolei jakoś szczególnie zapadło mi w pamięć. Co tu wiele kryć? Mam słabość do bohaterów pokroju Takayukiego (Minato z Therapy Game też zalicza się do tej grupy), dumnych i niezależnych, często też z niewyparzonym językiem (co często nie ułatwia sprawy, a wręcz ją komplikuje), niedających łatwo poznać swoich nadziei czy słabości (przy czym to dość skrótowy opis). Życzę im jak najlepiej i już. Jest to jednak spin-off, więc pierwsze musiałoby pewnie być Gosan no Heart.

Sagami Waka Kuchizuke wa Uso no Aji
Manga z przepiękną kreską i fabułą pełną kłamstw oraz intryg. Czy można się zakochać w kimś, kto zarabia oszukując innych i przez kogo już na wstępie zostało się poważnie oszukanym? Okej, zakochać się to jedno, ale jak długo można wytrwać w związku-nie-związku z osobą, której działań i intencji nigdy nie możemy być pewni? Zdecydowanie nie jest to układ dla każdego, a jednak w przypadku tej dwójki działa (chociaż wątpliwości i podejrzeń jest cała masa, w końcu to one - oraz dawanie im wiary lub nie - są główną osią fabuły). Jak na razie manga ma cztery tomy.

Kei Ichikawa Blue Sky Complex
Od autorki mamy już Slow Starter (mam) i Uśmiechnij się do mnie (może jeszcze kupię) i zdaje się że dużo osób było zainteresowanych Blue Sky Complex, jednak, o ile dobrze pamiętam, przez jakieś komplikacje ze strony japońskiej (okej, sprawdziłam, chodziło o za duże wymagania) manga nie doczekała się wydania w Polsce. A szkoda, bo to naprawdę dobra historia.

Jest jeszcze jedna manga, nad której umieszczeniem tu się zastanawiałam, ale - niespodzianka! Nie tak dawno (a w każdym razie kiedy byłam w trakcie pisania) zapowiedziało ją Studio JG. Konkretnie chodzi mi o Kazoku ni Narouyo Kurahashi Tomo. Może nie jest jakaś wybitna, jednak czytało się ją całkiem miło, więc myślę, że się na nią skuszę.

piątek, 15 lutego 2019

Zarys czytelniczych planów

Zaczęłam to pisać może w połowie stycznia, ale jakoś się przeciągnęło na luty, a sesja nie pomagała. Na szczęście wreszcie znalazłam chwilę na dokończenie tej listy i (miejmy nadzieję) nadrobienie innych blogowych zaległości. Nie zamierzam trzymać się ściśle wytyczonego planu czy zarzekać się, że każdą z poniższych książek przeczytam, jednak pomyślałam, że nie zaszkodzi się nad tą kwestią zastanowić (a za rok porównać na ile się z tego wywiązałam).

Na początek z książek, które już czekają na półce. Na pewno chciałabym przeczytać Obietnicę następcy, kończąc tym samym Prawo Millenium (z innych książek Trudi Canavan może zabiorę się też wreszcie za Uczennicę Maga, czyli tom zerowy Trylogii Czarnego Maga, który w planach mam już od baaardzo dawna). Sporo do przeczytania nazbierało mi się z literatury japońskiej, z tych nowszych książek Przeczucie, ze starszych na przykład Wrota, Jestem kotem, Sprawa osobista, Cień wschodzącego słońca czy Tydzień świętego mozołu. W planach mam i swój reportażowy debiut w postaci Kwiatów w pudełku. Może uda mi się też dokończyć Harry'ego Pottera i kamień filozoficzny po japońsku? Zdecydowanie za długo na swoją kolej czekają Ścieżki północy i Labirynt duchów, podobnie Genialna przyjaciółka, której jednak nie mam w tej chwili przy sobie. A! Jeszcze Wyczarowanie światła czeka na dokończenie. Już nawet nie wiem jak długo mam na półce Lokatorkę Wildfell Hall... Może i na nią przyjdzie czas?

A co poza tym? Wspominałam na przykład niedawno, że chciałabym poznać kolejne części Wiedźmina. Chętnie przeczytam Analfabetkę, która potrafiła liczyć, czyli książkę autora Stulatka, który wyszedł przez okno i zniknął. Mam nadzieję, że będzie równie interesująca. ^^ O! Cały czas odkładałam też na później powieści Sandersona (nie licząc serii o Alcatrazie), może wreszcie się za nie zabiorę? Na pierwszy ogień poszedłby pewnie Z mgły zrodzony. Po skończonym Ziemiomorzu chciałabym zacząć Sześć światów Hain (chyba że ktoś ma inne rekomendacje?). O, miałam też przeczytać Czerwone dziewczyny Kazuki Sakuraby i 451 stopni Fahrenheita. Od dawna planowałam też Raczej szczęśliwy niż nie, ale zawsze najpierw wpadało coś innego do przeczytania. Może dorzucę jeszcze jakiś kryminał Christie? Tak oto wygląda moja bardzo wstępna, więc i niezbyt długa lista rzeczy do przeczytania.

piątek, 25 stycznia 2019

Podsumowanie sezonu anime na jesień 2018

A co tu tak sportowo? Niewiele anime zdecydowałam się tym razem śledzić, a jednak zdołały tu wskoczyć aż trzy sportówki, chyba jakiś rekord. Ogólnie jestem całkiem zadowolona z tego sezonu.

wtorek, 8 stycznia 2019

Moje M&A Aktualności 2/2018

Jak można się domyślić po numerze, trochę to trwało zanim wreszcie zebrałam się do opublikowania tych aktualności. Do tego dodaję je już w nowym roku, ale ponieważ wszystko to widziałam/czytałam jeszcze w poprzednim, pozostawienie 2018 w tytule wydaje mi się tu uzasadnione.
Natsume Yuujinchou Roku OVA | 2 odcinki | Ocena: 7/10
Dwie historie. Youkai drzewa, które zostało zniszczone przez błyskawicę i zostało ścięte, nie może sobie przypomnieć obietnicy złożonej człowiekowi. Natsume nie zamierza się temu bezczynnie przyglądać. Kolejna to coś nowego (a w każdym razie rzadkiego), ponieważ pojawia się tu człowiek, nie youkai. Natsume postanawia pomóc dziewczynie znaleźć pewną sowę. Nie widzi ona youkai, a cała sytuacja przypomina jej "Alicję w Krainie Czarów". Co tu wiele pisać, oczywiście miło było jeszcze raz potowarzyszyć Natsume w jego przygodach.

Kekkai Sensen & Beyond OVA | 1 odcinek | Ocena: 6/10
Tym razem się rozczarowałam. Już wcześniej pojawiał się w tej serii głupawy humor, ale do tej pory był lepiej wkomponowany, tymczasem teraz w ciągu jednego odcinka dostajemy dwie niewiele znaczące krótkie historie i masę specjalnych technik walki wykonanych jakby od niechcenia, co by pokazać jacy to oni są silni. Poprzednie OVA miało zdecydowanie więcej sensu.

Ajin OVA | 3 odcinki | Ocena: 7/10
Długo zwlekałam, ale wreszcie to nadrobiłam. Dostajemy trzy osobne historie. Pierwsza to przypadek Nakamury Shinyi, o tym, jak dowiedział się, że jest ajinem i jakie kroki w związku z tym podjął. W następnej dostaniemy nieco powtórek z głównej serii wraz z dodatkowymi dopowiedzeniami (zbieranie funduszy przez Sato, sposoby na cięcie kosztów w bazie Tosakiego). Znalazło się nawet miejsce na improwizowane gorące źródła, bo przecież co to za anime bez choćby krótkiej wzmianki na ten temat (sarkazm? jaki sarkazm?). I na koniec historia o Sato z czasów wojska, która była chyba najciekawszą częścią - w końcu kto się nie zastanawiał jaka była jego przeszłość?

Strike the Blood II | OVA | 8 odcinków | Ocena: 6/10
Jak zwykle nie lubię ecchi, tak "Strike the Blood" z jakiegoś powodu udało mi się znieść (choć wysokiej oceny ode mnie nie dostało). Seria dostała kontynuację w postaci OVA i... jakoś tak to też obejrzałam. Nie jest jakieś wybitne, do tego przy każdej okazji daje po oczach wdziękami bohaterek, ale... jak na tego typu serię daje się oglądać? Sama nie jestem pewna skąd się bierze akurat taki mój stosunek do tego anime. Po obejrzeniu pomyślałam sobie okej, anime odhaczone... po czym okazało się, że będzie kolejna część.

Violet Evergarden Special | 34 min. | Ocena: 8/10
Odcinek trochę dłuższy niż standardowo i jak na Violet przystało piękny zarówno graficznie jak i pod względem historii. ♥ Zdecydowanie warto obejrzeć, a jeśli jeszcze nie znacie tej serii, to czym prędzej to nadrabiajcie!

Mononoke | 12 odcinków | Ocena: 7/10
Od dawna miałam tę serię w planach. Pod względem kreski jest bardzo nietypowa, ale wciąż interesująca. Składa się na nią kilka osobnych historii, a w każdej z nich towarzyszymy naszemu bohaterowi w pozbywaniu się tytułowych mononoke - złych duchów czy też demonów. By to zrobić należy jednak poznać ich formę, prawdę i powód (jap. katachi, makoto, kotowari). Ze względu na powtarzający się schemat jest nieco monotonnie, jednak wciąż ciekawie, a przez wzgląd na dość odległy czas akcji można się dowiedzieć co nieco na temat kultury. W odcinku o Nue została na przykład przedstawiona jedna z rozrywek arystokracji Heian - rozpoznawanie zapachów. Trochę żałuję, że nie obejrzałam wcześniej "Ayakashi: Japanese Classic Horror", gdzie pojawiła się jeszcze jedna historia, do której nawiązywali niektórzy bohaterowie. Pozostaje nadrobić to już po fakcie.

Steins;Gate | 24 odcinki | Ocena: 8/10
Tak znane i cenione anime, a ja dopiero jakiś czas temu je nadrobiłam. Cóż, lepiej późno niż wcale. Przyznam jednak, że gdybym nie znała sławy tej serii, istniałoby duże prawdopodobieństwo, że po pierwszym odcinku dałabym sobie spokój przez denerwujące zachowanie postaci. A tak postanowiłam to przetrwać i z czasem robiło się coraz sensowniej i ciekawiej. Teraz już wiem, że "Steins;Gate" naprawdę zasłużyło sobie na swoją pozycję.

Fujita | Wotaku ni Koi wa Muzukashii | 30/? rozdziałów
Po anime zabrałam się za mangę, której niestety nie ma jeszcze wiele. W większości były to głównie wydarzenia, które znałam już z anime, jednak bywało, że część z nich w mandze była bardziej rozwinięta. Z drugiej strony zdarzało się też, że to w anime było czegoś więcej, więc myślę, że po obie wersje warto sięgnąć. Do tego już teraz pojawiają się rozdziały wykraczające poza akcję anime.

Hatta Ayuko | Ookami Shoujo to Kuro Ouji | 16 tomów | Ocena: 7/10
Miałam trochę nadrobić, a tak jakoś wyszło, że skończyłam całość. Mimo ciężkich początków, z czasem bardzo polubiłam tę historię i w pewnych momentach wręcz nie mogłam się oderwać od czytania. Naprawdę fajnie się czytało o tej dwójce (i przy okazji o innych towarzyszących im osobach), nawet jeśli czasem wyskakiwały bardzo typowe dla szojek problemy. Zaskoczyła mnie rozpiętość czasowa, to, że nie skończyło się na liceum i zamiast tego historia została poprowadzona dalej (choć może czasem przeskok bywał zbyt szybki...). Miło będę wspominać tę mangę. ^^

Kumaoka Fuyu | My Hero! | 2 tomy | Ocena: 6/10
A to w ramach przeczytania czegoś lekkiego i w miarę krótkiego, choć szojki zwykle nie są moim pierwszym wyborem (stwierdzam mimo dużo dłuższej mangi widniejącej powyżej xD). Kreską czy historią jakoś szczególnie nie zachwyca, za to zamiast typowego bisza u boku naszej bohaterki z zapałem pałęta się dość zwyczajny i czasem nieporadny chłopak.

Nitori Sasami | Fushigi Neko no Kyuu-chan | 251/? rozdziałów
Może się wydawać, że to dużo, ale tak naprawdę każdy rozdział to tylko jedna strona. To pełna humoru historia o dość niezwykłym kocie i jego codziennym życiu u boku jego właściciela. Jest zabawnie i uroczo. No i jest kot. Czy potrzebny jest inny powód do czytania? Do tego rozdziały (zazwyczaj) ukazują się codziennie, więc mogą stać się stałym punktem dnia. :D

Kuze Gaku | Uramichi Oniisan | 18/? rozdziałów | Ocena: 7/10
O tej mandze dowiedziałam się niedawno i szybko mnie zainteresowała, chociażby niezwykle szczerymi i bezpośrednimi spostrzeżeniami na temat życia. xD

Ishiwata Youji & Yamane Akihiro | Dendrobates | 58 rozdziałów | Ocena: 7/10
Jakoś tak przypomniałam sobie ostatnio o tej mandze i pomyślałam, że przeczytam parę rozdziałów... a skończyło się na tym, że znowu przeczytałam całość. :P Pisałam już na jej temat tutaj, więc nie będę się znowu rozpisywać. Dodam tylko, że tym razem ostatni wątek uznałabym za trochę za szybko poprowadzony. Nie zmienia to jednak faktu, że świetnie mi się tę mangę czytało. ^^

poniedziałek, 31 grudnia 2018

Zapadające w pamięć (2018)

Jak ja lubię te podsumowania roku! To dobra okazja, żeby jeszcze raz przejrzeć to, co czytałam (oglądałam i tak dalej), tym razem dodatkowo o tyle ważniejsza, że z moim pisaniem o książkach było raczej kiepsko, więc o niewielu książkach wspomniałam na blogu (a z tych poniżej o żadnej). Z czytaniem było za to całkiem nieźle - wyszło tego 73 książki. Zwykle do pisania zabieram się na długo przed końcem grudnia, tym razem jakoś tak wyszło, że zajęłam się tym praktycznie na ostatnią chwilę.

Ursula K. Le Guin "Ziemiomorze"
Co prawda to cała seria, ale właśnie tak pozwolę ją sobie przedstawić (tym bardziej, że mój ebook właśnie całość zawierał). Już od dość dawna byłam ciekawa tej serii i wreszcie na początku tego roku ją zaczęłam, a skończyłam w sierpniu. I tak na przykład po przeczytaniu Czarnoksiężnika z Archipelagu bardzo chętnie od razu przeczytałabym go jeszcze raz, a to o czymś świadczy. Kolejne części serii były równie dobre i jestem pewna, że jeszcze kiedyś do nich wrócę, bo Ziemiomorze stało się jednym z moich ulubionych magicznych światów. Chętnie sięgnęłabym też po inne serie autorki.

M. Zusak "Złodziejka książek"
Wreszcie i ja poznałam tę wielu dobrze znaną i cenioną historię. Tak wyszło, że jeszcze o niej nie pisałam, więc napiszę parę słów teraz. Przyznam, że miałam na jej temat nieco inne wyobrażenie. Okazała się odmienna od tego, czego się po niej spodziewałam, jednak było to zaskoczenie jak najbardziej pozytywne. Powieść już od samego początku oczarowała mnie piękną narracją z perspektywy śmierci - z jednej strony mimo wszystko bardzo ludzką, z drugiej zawierającą odmienne spojrzenie na życie i jego kres. Bardzo ciekawe było też to, jak śmierć postrzega barwy, szuka ich i docenia. W ramach ciekawostki dodam, że słuchałam jej akurat w drodze do i z Berlina. ;)

T. Canavan "Anioł Burz"
W tym roku przeczytałam zarówno Złodziejską Magię jak i Anioła Burz (obie wchodzące w skład Prawa Milenium), jednak to tę drugą książkę postanowiłam wyróżnić z tego prostego względu, że w niej fabuła była już zdecydowanie bardziej rozwinięta, dzięki czemu było też ciekawiej. Bardzo lubię to, że Canavan przy każdej swojej trylogii od podstaw tworzy całkiem inny od poprzednich magiczny system (oczywiście nie licząc Trylogii Zdrajcy, która jest przecież kontynuacją Trylogii Czarnego Maga), tutaj nawet jeszcze bardziej różnorodny ze względu na istnienie wielu światów. Ostatnia część trylogii jeszcze przede mną.

B. Sanderson "Alcatraz kontra Bibliotekarze"
I jeszcze jedna seria w całości, bo nie chciałam jej rozbijać na poszczególne tomy. Książek, z których najbardziej słynie Sanderson wciąż jeszcze nie czytałam (poza króciutką Duszą cesarza), za to mam już za sobą jego serię książek młodzieżowych. W końcu jak tu się nie zainteresować gdy się słyszy o złych Bibliotekarzach? Przecież trzeba to sprawdzić! Jest ciekawie i niekoniecznie poważnie, a humor autora oraz częste zwroty bezpośrednio do czytelników i nietypowe zagrywki wprost powalają. Gdybym miała całą serię na półce, z pewnością byłyby kolorowe od wszystkich pozaznaczanych fragmentów. Jeszcze to nadrobię, a jak na razie całość znam z audiobooków, z czego ostatni tom przesłuchałam po angielsku, bo jeszcze nie był dostępny po polsku. Postaram się jeszcze napisać o tej serii więcej.

J. Jonasson "Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął"
O tej akurat książce jeszcze napiszę osobno. Przesłuchana po prostu dlatego, że była taka możliwość i nie miałam względem niej większych oczekiwań... Tymczasem bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła i świetnie się przy niej bawiłam. Do tego stopnia, że postanowiłam ją tu wymienić. Do tego jak Złodziejkę książek słuchałam przy okazji wyjazdu do Berlina (świadomy wybór), tak ze Stulatkiem... zapoznałam się na krótko przed podróżą do Szwecji (skąd pochodzą zarówno autor, jak i bohater powieści, co uświadomiłam sobie dopiero w trakcie słuchania audiobooka).

A. Lange "Clovis LaFay. Magiczne akta Scotland Yardu"
Długo miałam tę książkę w planach, a kiedy w końcu się za nią zabrałam, praktycznie od razu wiedziałam, że był to strzał w dziesiątkę. Nie dość, że Scotland Yard (a więc zagadki kryminalne), to jeszcze magia! Do tego dobrze pomyślana historia i ciekawi, złożeni bohaterowie - w to mi graj! Nic tylko pogratulować (polskiej!) autorce świetnego debiutu i liczyć na więcej.

A. Sapkowski Wiedźmin
A konkretnie dwa zbiory opowiadań - Ostatnie życzenie i Miecz przeznaczenia. Zaczęło się od tego, że od dłuższego czasu rzucały mi się one w oczy podczas przeglądania oferty Storytel. Następnie brat zaczął grać w Wiedźmina. Pewnego razu zaproponowałam mu, że skoro lubi grę, to może da szansę audiobookom, a ponieważ na to przystał, sama też postanowiłam poznać książkowego Wiedźmina bliżej (co stanowiło moją pierwszą styczność zarówno z nim, jak i w ogóle z twórczością Sapkowskiego). Był to bardzo dobry wybór, a audiobooki miały jeszcze tę zaletę, że zostały nagrane z podziałem na role i sporadycznymi efektami dźwiękowymi. Na tych dwóch tomach na pewno nie poprzestanę.

M. Kisiel "Siła niższa"
Chociaż bardzo dobrze wspominam Dożywocie, jakoś długo zwlekałam z sięgnięciem po jego kontynuację. Co prawda nieco zajęło mi ponowne wdrożenie się w historię, jednak kiedy już się z tym uporałam, okazało się że jest równie dobrze, jeśli nie lepiej niż poprzednio. Szalony humor, masa absurdów i nieobliczalnych bohaterów nie pozwalają się nudzić. Wspomnę jeszcze, że od autorki przeczytałam jeszcze Toń (też bardzo udane) i naprawdę kochane Małe Licho i tajemnicę Niebożątka.

Boku no Hero Academia
Już trzeci sezon. Tym, którzy oglądają (lub czytają) chyba nie trzeba tłumaczyć dlaczego jest to świetna seria (albo po prostu używam tego jako wymówki żeby się za bardzo nie rozpisywać). ^^''

Hoozuki no Reitetsu
Uznałam, że wyjście drugiego sezonu to dobry powód, żeby umieścić tutaj Hoozukiego. Uwielbiam czarny humor tej serii, a to, że dodatkowo możemy (z przymrużeniem oka) dowiedzieć się czegoś o tradycyjnym japońskim postrzeganiu piekła jest dodatkowym plusem.

Saiki Kusuo no Ψ-nan
Tu też drugi sezon. Yay! O ile przy pierwszym sezonie bawiłam się nieźle, tak dopiero teraz naprawdę zaczęłam doceniać tę serię i przywiązywać się do bohaterów. Ogłaszam więc: to świetne anime! Lećcie oglądać Saikiego! Do tego dosłownie parę dni temu wyszedł special będący adaptacją ostatnich rozdziałów mangi, też świetny (choć trochę przykro, że nie wszystko doczekało się anime... chyba czas zacząć mangę!), a że nie mogłam się doczekać napisów, to uznałam, że jakoś zrozumiem po japońsku (i myślę, że wyszło mi to całkiem nieźle).

Wotaku ni Koi wa Muzukashii (Wotakoi)
Oczywiście nie mogłam pominąć tej kochanej i w wielu kwestiach tak reletable serii. ♥ Zawsze miło (chyba zawsze?) miło obejrzeć anime o kimś, kogo zainteresowania podzielamy. Plus też za to, że akcja wcale nie dzieje się w szkole, tylko w pracy, między dorosłymi ludźmi. I bardzo pozytywny opening!

Paprika
Nie wiem jak to jest, że jakoś ciężko jest mi zdecydować się na film, czy to aktorski, czy anime. Paprikę miałam w planach już od bardzo dawna, w końcu można powiedzieć, że jest to film już kultowy. Po tym jak coraz to kolejne osoby mi go polecały i zachwalały muzykę, wreszcie go obejrzałam. I jak się można domyślić, było warto.

Violet Evergarden
Seria, którą zaczęłam po zobaczeniu przepięknych kadrów, a którą wkrótce pokochałam także za chwytającą za serce historię. Po prostu polecam.

Steins;Gate
Wreszcie i ja mogę się pochwalić znajomością tej serii, o której słyszałam chyba prawie od samych początków mojej przygody z anime. I okazuje się, że naprawdę było warto, choć gdyby nie świadomość jej sławy, możliwe że przez początkowe zachowanie pewnych bohaterów szybko bym ją porzuciła.

Banana Fish
Najświeższe z wszystkich przedstawionych tutaj anime. Uwspółcześniona wersja sporo starszej mangi. Ma swoje niedoróbki (choć wciąż jeszcze nie mogę porównać jej z pierwowzorem), jednak wciąż pozostaje warta uwagi. I ma dwa przepiękne endingi - Prayer X i RED.
Nakamura Asumiko "Yobidashi Hajime"
Trochę ze względu na to, że jest to pierwsza manga, którą w całości przeczytałam po japońsku, głównie dlatego, że to po prostu bardzo dobrze zapowiadająca się historia. Tym bardziej jest mi przykro, że prawdopodobnie nie poznam jej dalszego ciągu i nawet tych parę rozdziałów nie doczeka się większego rozgłosu.
Natsuo Kumeta "Nasz cud"
Świetna manga, wciągająca, pełna intryg i niespodzianek historia oraz ciekawi bohaterowie. Gdyby tylko kreska pozwalała łatwiej rozróżnić poszczególne postaci... no ale to nie jest aż taki problem, zwłaszcza gdy czyta się kilka tomów pod rząd. Jedna z tych mang, na których skompletowaniu mi zależy, więc ze smutkiem przyjęłam wiadomość, że przez kiepską sprzedaż będzie rzadziej wydawana. Obecnie mamy 13 tomów.
Tohru Tagura "Historia o miłości"
Tę mangę postanowiłam wymienić dlatego, że Dango zaczęło ją wydawać w Polsce. Yay! A pisałam o niej jeszcze na długo przed tym. Coś wolno to idzie, ale podejrzewam, że to kwestia jakichś trudności ze strony japońskiej. Oby jednorazowych. Drugi tom ma mieć premierę na początku marca.
W ramach wyjątku, bo ogólnie w nic raczej nie gram (chociaż wcześniej mogłam uwzględnić Mystic Messengera... no trudno), w tym roku mogę stworzyć dodatkową kategorię i wrzucić do niej One Piece Pirate Warriors 3. Przyznam, że się tego nie spodziewałam, a jednak szybko się w nią wkręciłam (chociaż raczej grając w towarzystwie, nie sama).
Uznałam, że wymienię nieco więcej tytułów niż początkowo zakładałam. Jak można się było spodziewać, większość obejrzanych przeze mnie w tym roku filmów było produkcji Marvela. Czarna pantera na przykład. Nie mogłam też oczywiście przegapić Avengers: Infinity War (nie mogę się doczekać drugiej części). Był i świetny Deadpool 2, któremu udało się przewyższyć pierwszą część. Twój Simon niestety nie spełnił moich oczekiwań, o czym pisałam tutaj. Po drodze załapali się też Iniemamocni 2 oraz Ant-Man i Osa, oba filmy oglądało się całkiem przyjemnie. Krzysiu, gdzie jesteś? zdecydowanie zasługuje na to, by go wyróżnić. Bardzo ładny film. Trafił się i Venom, a z okazji 5 listopada uznałam, że wreszcie obejrzę V jak Vendetta i nie był to czas stracony.
Tym razem (głównie za sprawą Netflixa, na który w końcu się zdecydowałam) także w tej kategorii mam coś do powiedzenia. Dokończyłam na przykład oglądanie Lucifera (w każdym razie drugiej serii i od tamtej pory nieustannie ubolewam nad tym, że trzecia wciąż nie jest dostępna na Netflixie). Wreszcie znalazłam też czas na obejrzenie Belfra, którego specjalnie kupiłam na DVD i przyznam, był całkiem niezły. Dalej poszło hurtem - Jessica Jones, Iron Fist i po dłuższej przerwie powrót do Daredevila, a skoro ich osobne seriale już co najmniej napoczęłam, czym prędzej zabrałam się za Defenders, którego ze swoim zamiłowaniem do crossoverów po prostu nie mogłam przegapić. Ostatnio zaczęłam też Ultraviolet, polski serial o detektywach-amatorach. A! I oczywiście Brooklyn 9-9, który jest świetną komedią, a przy okazji i niezłym serialem kryminalnym.
Panic! At the Disco Pray for the Wicked
W tym roku (prawie na moje urodziny) wyszedł nowy album Panic! at the Disco i to chyba pierwszy taki przypadek, żebym miała płytę tak szybko po jej premierze. Mieć płytę - fajna rzecz, ale niewielu mam lubianych wykonawców, przy których czuję jakąś wielką potrzebę jak najszybszego posłuchania ich nowych piosenek czy ogólnie śledzenia co się w tym temacie dzieje. A wracając do płyty, choć mam swoich ulubieńców (chociażby King of the clouds), szybko polubiłam wszystkie z pojawiających się tu utworów. Odtwarzacz jakoś się nie chciał dodać, więc pozostaje użyć linku.

Ruelle
Ruelle tworzy przede wszystkim muzykę do filmów i seriali. Zaczęło się od tego, że zaczęłam ją kojarzyć z piosenek pojawiających się w Shadowhunters, jednak do przyjrzenia się bliżej jej twórczości zmotywowała mnie chyba piosenka z The Darkest Minds (samego filmu nie widziałam, za to zwiastun kilkakrotnie w kinie) i jakoś to już wtedy poszło. Bardzo podoba mi się jej głos i ogólny klimat utworów.

Kenshi Yonezu (米津 玄師)
Najpierw usłyszałam go w openingu do Boku no Hero  Academia, ale wtedy jeszcze nie zwróciłam na niego większej uwagi. Właściwie nawet nie wiem dokładnie od czego się zaczęło, ale w końcu jego piosenki bardzo przypadły mi do gustu.

Daoko
I z pośpiechu zapomniałam o jeszcze jednej osobie, jakoś mi się wydawało, że już o niej pisałam. Daoko poznałam przy okazji endingu do Kekkai Sensen & Beyond (poniżej) i przez jakiś czas na tym się moja wiedza kończyła, ale w końcu zaczęłam słuchać innych jej piosenek. To, że tak ją polubiłam było dla mnie trochę zaskoczeniem, bo zwykle wolę raczej inny typ wokalu.