poniedziałek, 17 grudnia 2018

M. Foster "Yōkai. Tajemnicze stwory w kulturze japońskiej"

Yōkai ciekawią mnie już od dawna, więc nic dziwnego, że i ta publikacja przyciągnęła moją uwagę... A jednak długo zajęło mi zabranie się za nią i to nawet pomimo tego, że już jakiś czas temu wygrałam ją w konkursie u Frydzi. Cóż, lepiej późno niż wcale i ważne, że naprawdę było warto. (W porównaniu do moich poprzednich, ostatnio bardzo nielicznych recenzji, ta wyszła dość długa, chociaż to i tak wersja skrócona względem tej, którą przygotowałam na inną okoliczność)

poniedziałek, 19 listopada 2018

Podsumowanie sezonu anime na lato 2018

Aż wstyd, ale właściwie niewiele brakowało żebym zapomniała o tym podsumowaniu... Z drugiej strony to nie tak, że nie znalazłam sobie żadnego usprawiedliwienia, nawet jeśli jest ono dość marne. Ale, już nie przedłużając, przedstawiam, co jakiś czas temu gościło na moim ekranie. :)

poniedziałek, 12 listopada 2018

Stosik 4/2018

Miało być szybko, a do czasu publikacji i tak zdążył minąć jakiś miesiąc odkąd zaczęłam opisywać ten stosik... Tym razem przeważają mangi od JPF (choć i tak nie jest tego dużo), aż dziwne, bo rzadko się to u mnie zdarza. Nowych książek brak, ostatnio głównie korzystam z Legimi lub Storytel.

wtorek, 30 października 2018

J. Ćwiek "Stróże"

Bardzo polubiłam serię książek o Kłamcy, więc z radością powitałam wiadomość, że autor postanowił jeszcze bardziej rozszerzyć to uniwersum. Więcej nawet, gdy tylko się o tym dowiedziałam, chciałam jak najprędzej chwycić za książkę (w tym przypadku za czytnik).

sobota, 6 października 2018

Nakamura Asumiko "Yobidashi Hajime"

A tym razem nietypowo, bo o mandze, której nie widziałam nigdzie poza japońskim wydaniem, nawet w postaci skanów w jakimkolwiek języku. "Yobidashi Hajime" trafiło do mnie wraz innymi mangami Nakamury, które kupiłam po japońsku i grzecznie czekało na swoją kolej, by w końcu stać się pierwszą mangą, którą w całości przeczytałam po japońsku. A ponieważ jest to tytuł (jak mi się wydaje) mało znany, uznałam, że dobrze byłoby coś na jego temat napisać.

środa, 19 września 2018

Gong Ji-young "Nasze szczęśliwe czasy" + Book Tour

Ostatnio przeczytałam tę książkę po raz czwarty, już po dłuższej przerwie. Chciałam się przekonać, czy wciąż będzie mi równie droga. Są takie książki, przy których, choć bardzo dobrze je wspominam, mam opory przed sięgnięciem po nie ponownie z obawy, że nie wytrzymają próby czasu. W tą wierzyłam od początku i, jak się okazało już po paru stronach, nie był to błąd.
Wydawałoby się, że trzydziestoletnia Yu-jeong ma wszystko, co można sobie wymarzyć, od pieniędzy i wpływowej rodziny zaczynając, a jednak uważa się za najbardziej nieszczęśliwego człowieka na świecie. Czyżby z nadmiaru dobrobytu poprzewracało jej się w głowie? Po trzeciej już próbie samobójczej dostaje wybór. Może zostać w szpitalu na terapię lub przez miesiąc towarzyszyć swojej ciotce zakonnicy w spotkaniach z więźniem skazanym na śmierć. Cóż, chyba lepsze to, niż wujek lekarz w kółko powtarzający, że powinna się wypłakać. Z drugiej strony dlaczego miałaby poświęcać swój czas dla kogoś, kto zdaniem społeczeństwa zasłużył na śmierć? I choć właśnie z takim nastawieniem przychodzi na spotkanie, z niepokojem odnosi niejasne wrażenie, że może jednak mają ze sobą coś wspólnego.

"Po raz pierwszy zrozumiałam, że zbrodnia, jak słowa, które zostaną wypowiedziane, nigdy nie znika. Nie przemija jak powiew wiatru, który pojawia się nagle, pozostawiając jedynie znikomy ślad."

Z początku planowałam jeszcze raz napisać recenzję tej książki, jednak kiedy zajrzałam do tej pierwszej, napisanej już cztery lata temu, z pewnym zaskoczeniem (choć i z zadowoleniem) odkryłam, że zawarłam tam chyba wszystko, co chciałam. Tak więc jeśli jeszcze nie znacie tej książki albo wciąż macie wątpliwości czy warto ją przeczytać, odsyłam tutaj. Choć i tak dopiszę jeszcze trochę poniżej.

Znając już dobrze fabułę (nawet jeśli mimo wszystko wiele szczegółów zdążyło rozmyć mi się w pamięci) łatwiej było mi tak po prostu skupić się na tekście, bez pośpiechu docenić styl i barwne opisy... Choć z czasem znów coraz szybciej przewracałam strony. Poza tym praktycznie co chwilę miałam ochotę zaznaczyć jakiś fragment, wiele było momentów wywołujących u mnie rozczulenie, często też pomieszane ze smutkiem. Zostawiam jednak pole do popisu Wam i chętnie się przekonam, co takiego wyróżnicie (mile widziane także dodatkowe komentarze czy inne dopiski, także w wypadku, gdy interesujący Was fragment został już zaznaczony).

Tym razem nieco irytowało mnie to ciągłe przeskakiwanie między zwykłymi rozdziałami i niebieskimi karteczkami. Chciałam ciągłości, przy czym z początku chodziło o narrację Yu-jeong, za to kiedy nieco bardziej rozwinęła się historia Yun-su - właśnie o nią. A potem jeszcze raz na odwrót, co dowodzi, że oba wątki potrafią być równie wciągające. Myślę, że jeszcze spróbuję przeczytać je oddzielnie, ale jeszcze nie teraz. Z kolei za pierwszym razem zdecydowanie radzę czytać tak, jak jest.

Czasami lekko zgrzytało mi tłumaczenie, jednak są to nieliczne i niezbyt znaczące przypadki, przypuszczalnie wynikające ze specyfiki języka koreańskiego. Przykładowo siostra Monika wyjaśniająca co to empatia - może po koreańsku jest to słowo wymagające dookreślenia, jednak po polsku wydało mi się to nienaturalne, zwłaszcza w rozmowie między dorosłymi ludźmi. Jest też fragment, kiedy Yun-su przeprasza za użycie słowa "dupek". Wydaje mi się, że jest to za mało dosadne wyrażenie, aby sprawiło, że ktoś jego pochodzenia poczuł potrzebę zreflektowania się.

A teraz, już bez przedłużania, zapraszam na pierwszy u mnie Book Tour, właśnie z "Naszymi szczęśliwymi czasami". Więcej informacji znajdziecie tutaj.
Ta sama strona będzie też cały czas podlinkowana po lewej.

sobota, 8 września 2018

Mangowe zbiory (wrzesień 2018)

Ostatnio zmieniałam trochę (a wręcz bardzo) układ mang i książek na półkach i uznałam, że to dobra okazja do uaktualnienia mojej mangowej kolekcji (sama przy okazji dowiem się ile tego mam, bo od dłuższego czasu nie liczyłam, a poprzednie zbiory są jeszcze z września 2016). A więc na początek trochę liczb i zaraz przechodzimy do mang.
Mangi: 199 → 373
LN: 2 → 3
1 artbook (bez zmian) + 2 DVD
Zaczynamy (po raz kolejny) od Kuroshitsuji, którego liczba (20) wciąż nie uległa zmianie i pewnie nie ulegnie. Pewnie jeszcze nadejdzie czas, kiedy postanowię go sprzedać, a tymczasem sobie stoi. Poza tym Petshop of Horrors, który niestety zostanie tak jak jest, niedokończony, a szkoda. Podobnie Paradise Kiss, którego ostatniego tomu już nie udało mi się kupić. I jeszcze nieco zabłąkany The Innocent.
 Noragami mam nadzieję kiedyś nadrobić, a czy się uda, to jeszcze zobaczymy. A do Marsa może by tak jeszcze kiedyś wrócić? Całkiem przyjemnie się czytało.
Pandora Hearts wciąż jeszcze czytam, jestem jakoś w połowie. Green Blood też w trakcie.
 Kolejnych tomów Ao no Exorcist niestety szybko mi nie przybędzie. Takie minusy zrównania wydania polskiego z japońskim. A już by się chciało znać kolejne wydarzenia... Time Killers do spółki i Death Note na swoim stałym miejscu.
 Tak zwane poważniejsze tytuły? Tutaj wciąż mam sporo do przeczytania. Za mną Pluto, Dynia z majonezem, Mushishi (w sumie fajnie byłoby mieć kolejne tomy), Dziennik z zaginięcia, Osiedle Promieniste i Wolpertingermenchen (przy następnych zakupach koniecznie muszę kupić jeszcze parę tytułów od Hitohai). Klan Poe już kiedyś zaczęłam, ale jakoś mi wtedy nie szło.
 Prophecy zawsze spoko, w sumie aż dziwne, że nie kupiłam nic z innych wydanych u nas mang tego autora (poza obecnym tu jeszcze Duds Hunt). Tasogare Otome x Amnesia jeszcze do dokończenia (a przy okazji, tu pisałam o anime). Orange całkiem miła szojka, ReLIFE w sumie chętnie bym kontynuowała, ale tyle innych serii do zbierania... Zobaczymy. Kagen no Tsuki, które wciąż czeka na przeczytanie; o Ristorante Paradiso już pisałam. I jeszcze pierwsza manga jaką kupiłam, czyli Grimms Manga.
 Tu trochę BLek. W zasadzie niewiele się tu zmieniło poza tym, że trochę przybyło od Dango. Więcej pisałam o Seven Days i pierwszym tomie Usłyszeć ciepło słońca.
 Tutaj taka trochę zbieranina, bo już zabrakło mi możliwości do kombinowania. Trzy tomy LN DRRR!! (wciąż nie dokończyłam czytania). Niedozbierany Śmiech w chmurach, Kawaii Scotland, które jednak nie za bardzo trafia w moje gusta (chce ktoś?), Acid Town, którego kolejnego tomu ani widu, ani słychu. Caste Heaven chyba jednak nie będę zbierać, z kolei Oblubienicę czarnoksiężnika bym chciała, ale jakoś nie mogę się do tego zabrać. Z ogłoszenia Sherlocka tak się cieszyłam, a w końcu mam tylko jeden tom i to przeczytany dopiero ostatnio. W porządku, choć te trójkątne uśmiechy są nieco creepy. Dalej parę mang Nakamury Asumiko po japońsku (w tym Utsubora, którą z amerykańskim wydaniem porównywałam tutaj). To cieniutkie to Sen o Japonii. Tytuły od KattLett pewnie pójdą na sprzedaż - Exitus Letalis ostatecznie nawet nie skompletowałam, a Artificial People: Magenta okazało się inne od moich wyobrażeń i nawet pewien sentyment do postaci nie całkiem pomógł. Emma i Opowieść panny młodej wciąż pozostają na wstrzymaniu.
Niestety niekompletny Cześć, Michael!, Utsubora po angielsku. Lady Detective jednak nie chwyciła mnie za serce i chyba nie kupię kolejnych tomów. Savage Garden czeka na... odpowiednią chwilę? Oby nadeszła wkrótce. Ciekawe czy wydanie DOGS jeszcze się kiedyś ruszy... A dalej trochę Jednotomówek Waneko. Spośród nich na razie pisałam tylko o Niesamowitych opowieściach pana Shiranui.
 Tutaj też taka zbieranina. Nasz cud, który - jak już wiele razy powtarzałam - bardzo pozytywnie mnie zaskoczył i wciąż mi go mało. Dalej dwa tomy Bungou Stray Dogs, jakoś wciąż nieprzeczytane. Historia o miłości, o której pierwszym tomie pisałam na długo zanim został u nas wydany oraz Przekleństwo siedemnastej wiosny, też zrecenzowane. Demon Maiden Zakuro to nie całkiem moje klimaty, ze zbierania Kwiatów grzechu zrezygnowałam, a Drug-on dostałam w gratisie. Dalej jeszcze parę Jednotomówek Waneko - kochane Na dzień przed ślubem i Przyjacióki oraz dwie mangi BL autorstwa Scarlet Beriko, którą uwielbiam za kreskę (a historie też są niczego sobie). I na końcu Ajin, którego jednak nie zdecydowałam się zbierać.
 Fullmetal Alchemist, wciąż najdłuższa seria w mojej kolekcji i zdecydowanie jedna z ulubionych. A dalej Nakamura. Pierwszej mangi wciąż nie czytałam, kolejne to japońskie i polskie wydania serii jej mang - Koledzy z klasy, Absolwenci (w tym jeden tomik po hiszpańsku, bo dlaczego nie :P). Sora i Hara oraz O.B. (jeszcze niewydane w Polsce). Całość zamyka jeszcze anime Doukyuusei na DVD oraz artbook Sotsugyo Album.
A tu zacznę od tyłu. Świetne All you need is kill, które długo czekało aż je przeczytam, a jeszcze dłużej na recenzję, której ostatecznie wciąż nie ma. Także świetne Wzgórze Apolla, któremu z całego serca życzę, żeby było bardziej doceniane. Trzy ostatnie tytuły zbieram chyba najregularniej. Dimension W, które bardzo spodobało mi się jako anime, a manga pozwala mi poznać kolejne wydarzenia, rewelacyjne Requeim Króla Róż wraz z jednym tomem po japońsku i Posępny Mononokean ze swoimi pięknymi, barwnymi obwolutami oraz ciekawymi historiami. Oczywiście zapomniałam dodać na którąś z półek DVD z One Piece'owym filmem, który wygrałam w loterii.

To by było na tyle. :)