wtorek, 31 grudnia 2013

C. Bronte "Profesor"


Profesor - Charlotte Brontë

Wydawnictwo: MG
Rok wydania: 2012
Ilość stron: 312

William Crimsworth, ambitny i inteligentny młodzieniec postanowił porzucić wszelkie rodzinne koneksje, aby samodzielnie zapracować na swój sukces. Choć obrana przez niego droga nie była prosta, zawsze postępował zgodnie z własnym sumieniem, pozostawał wierny swoim zasadom. Pomimo wielu przeciwności wkrótce z Anglii zawędrował do Brukseli, gdzie objął posadę nauczyciela w szkole z internatem. Wybrany zawód bardzo mu odpowiadał i choć nadal czekało na niego wiele niewiadomych, szedł przez życie z podniesioną głową. Co go jeszcze czeka? Intrygi, życzliwość i wzgarda, niechęć, codzienne zmartwienia, radości i... miłość?

"Profesor" jest historią życia Williama i właśnie on nam ją przedstawia. Stosuje barwne i obszerne opisy, czasami zwraca się bezpośrednio do czytelnika. Wiele miejsca poświęca na przedstawienie swoich odczuć, także tych, które dostarcza mu niemal bezustanne analizowanie otoczenia. A trzeba przyznać, że obserwatorem jest bardzo spostrzegawczym. Można doznać wrażenia, jakoby potrafił z dużą precyzją odczytać główne cechy charakteru opisywanej osoby z samej tylko twarzy. Może też przez to wydać się nieco pyszałkowaty, czy zarozumiały, jednak mimo wszystko jako człowiek inteligentny i pozostający w zgodzie ze swoimi zasadami wzbudza sympatię. Chwilami wydawał mi się nieco wyidealizowany, zwłaszcza w czasie, gdy wytykał mankamenty otaczających go ludzi, jakby sobie samemu nie miał nic do zarzucenia. Zdawał się być jedyną prawą postacią. Przynajmniej do czasu, ponieważ wybranka jego serca okazała się być równie ambitną i elokwentną osobą, co on...

Znajdziemy tu zarówno postacie, które da się lubić, jak i sporo tych wywołujących w czytelniku antypatię, czy chociaż budzących mieszane uczucia. O głównym bohaterze już wspomniałam. Jedną z ciekawszych postaci jest też Hunsden, nietuzinkowy, na swój własny sposób życzliwy, choć cechę tą zwykle przesłaniają jego docinki i ignorancja. Choć lubi się wywyższać, wywołuje raczej pozytywne odczucia.
Język powieści bardzo przypadł mi do gustu. Od razu wiadomo, że mamy do czynienia z człowiekiem wykształconym, wręcz arystokratą. W jego mowie nie ma miejsca na prostactwo, co dodatkowo umila czas poświęcony na lekturę. Codzienne życie, powoli kiełkujące uczucie, krytyka ludzkiej interesowności i przewrotności, a to wciąż nie wszystko. Autorka świetnie przedstawia dziewiętnastowieczne realia, co będzie zaletą zwłaszcza dla miłośników tejże epoki.

"Profesor", pierwsza napisana przez Charlotte Brontë książka, jest jednocześnie pierwszą z jej dorobku, po którą sięgnęłam. Ze swojej decyzji jestem jak najbardziej zadowolona i chętnie przeczytam także inne dzieła tej autorki. Wam mogę zaproponować to samo. ;)

7/10

piątek, 27 grudnia 2013

E. Schmitt "Trucicielka"


Trucicielka i inne opowiadania - Éric-Emmanuel Schmitt

Wydawnictwo: Znak, Litera Nova
Rok wydania: 2011
Ilość stron: 246

I tak oto kolejny raz dopiero w domu zorientowałam się, że wypożyczona przeze mnie książka to zbiór opowiadań (czy o takich rzeczach nie powinno się wspomnieć na okładce chociaż słowem?)... Mimo to niezrażona zaczęłam lekturę. Było warto.

Marie Maurestier, tytułowa trucicielka lata temu została oskarżona o zabójstwo swoich trzech mężów, jednak śledztwo zostało umorzone. Przyzwyczaiła się do złej sławy, jaką przez to zdobyła, jednak gdy młody proboszcz pomimo tych okoliczności traktuje ją na równi z innymi, w końcu nie wytrzymuje. Postanawia wyznać mu na spowiedzi swoje winy, zafascynowania możliwością rozprawiania o owych zbrodniach tak otwarcie i ich wpływem na młodego duchownego, który wkrótce niemal cały swój czas poświęci wyłącznie jej. Ale co nią kierowało? Były to szczere wyznania, czy może raczej kpina z jego gorliwości? Co z tego wyniknie?
"Powrót" przedstawia historię pracoholika przebywającego obecnie na morzu, który otrzymuje druzgocącą wiadomość o śmierci córki. Problem w tym, że ma ich cztery i nie wie o którą z nich chodziło, a nawiązanie kontaktu z rodziną jest w tej chwili niemożliwe. W tej sytuacji Greg, który skupiał się wyłącznie na pracy, zaczyna coraz więcej czasu poświęcać na rozmyślania, które długo nie dają mu spokoju. Tym oto sposobem wkrótce dochodzi do zaskakujących wniosków...
Ogarnięty manią współzawodnictwa i chęcią wygranej chłopak, który ma na względzie jedynie własne dobro, oraz marzyciel obdarzony naturalnym talentem. Dwóch rówieśników porównanych do Kaina i Abla. A do tego wypadek, który wszystko zmienił... Nie chcę zdradzać za wiele szczegółów, jednak wspomnę, że właśnie "Koncert »Pamięci anioła«" spodobał mi się najbardziej.
"Elizejska miłość" również była ciekawa i warta uwagi. Catherine zdała sobie sprawę, że już od dawna nie kocha swojego męża prezydenta, gra jedynie wyuczoną na pamięć rolę. Wkrótce postanawia przestać udawać przed swoim małżonkiem, zaczyna z wielką gorliwością zatruwać mu życie, jednak dla opinii publicznej wciąż zachowuje pozory. Mąż nie pozostaje jej dłużny... Jak zakończy się ich historia? Choć tytułowe uczucie było nietypowe, przybierające różne formy - od miłości do nienawiści - to było szczere i dające do myślenia.

Autor tworzy ciekawe portrety psychologiczne bohaterów, z powodzeniem zagłębia się w ich psychikę, a swoje dociekania przedstawia czytelnikowi trafnie formułując je w słowa. W stosunku do pierwszego opowiadania mam dość mieszane uczucia. Nie potrafię podać jakiegoś konkretnego powodu. Tak po prostu było. Ostatecznie wszystkie opowiadania tworzą wspólną całość, dopełniają się wzajemnie, zamiast stanowić całkowicie niezależne utwory (choć i tak mogłyby funkcjonować). Co je łączy? Obsesja. Obsesja, która może przybrać najróżniejsze formy. Może być częścią codzienności, powodem ludzkiego cierpienia lub dalszej egzystencji, może niszczyć, ale i skłonić do czegoś dobrego, zmiany na lepsze.
Na końcu jest jeszcze fragmenty dziennika pisarza dotyczące powstania książki. Zarówno w nim, jak i w opowiadaniach można znaleźć wiele ciekawych cytatów. "Trucicielka" bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. Co więcej, z chęcią sięgnę po inne dzieła tego autora.

"Nasze życie stworzone jest tak, że pod spojrzeniem, którym je ogarniamy, staje się straszne lub cudowne."
8/10

poniedziałek, 23 grudnia 2013

Stosik grudniowy

Planowałam dodać go już wcześniej, ale długo czekałam na mangi. Rozumiem, grudzień. Przedświąteczne zamieszanie. Ale czekać ponad dwa tygodnie na przesyłkę? No cóż, najważniejsze, że w końcu są. Poza mangami większość książek jest z biblioteki.

Yana Toboso "Kuroshitsuji" (13)
Chichiro Tamiki "Walkin' butterfly" (1)
L. Hoshino "Demon Maiden Zakuro" (4)
Shirow Miwa "DOGS" (1,2,4) - kupione w świątecznym zestawie promocyjnym, jednak ze względu na problemy z zaopatrzeniem trzeci tomik doślą mi w styczniu
E. Schmitt "Trucicielka" - z biblioteki; kolejna książka, którą wypożyczyłam i dopiero w domu zauważyłam, że to zbiór opowiadań... ale nie narzekam. ;)
C. R. Zafon "Pałac Północy" - z biblioteki
N. Sparks "Dla ciebie wszystko" - z biblioteki; od dawna planowałam przeczytać którąś z jego książek
J. Fielding "W pajęczej sieci" - z biblioteki; zainteresował mnie opis, zobaczymy, czy treść też
T. Webber "Tak blisko..." - kupione już jakiś czas temu, ale jeszcze nie miałam okazji żeby ją zaprezentować
C. Bronte "Profesor" - z biblioteki; tyle już razy obiecywałam sobie zapoznać się zarówno z twórczością tej autorki, jak i z książką, której akcja rozgrywałaby się właśnie w tej epoce, aż w końcu przyszedł na to czas
Magazyn Otaku (47)
i na koniec dwa gashaponki - Kuroko i Kagami, jestem z nich dumna, mogłabym się na nie cały czas patrzeć :D

A tak przy okazji życzę wszystkim wesołych świąt, udanego sylwestra wielu ciekawych książek (tudzież mang, czy czego innego sobie życzycie) do przeczytania i w ogóle wszystkiego najlepszego. :)

sobota, 21 grudnia 2013

C. R. Zafon "Pałac północy"


Pałac Północy - Carlos Ruiz Zafón

Wydawnictwo: MUZA
Rok wydania: 2011
Ilość stron: 287

W dniu, gdy stworzona przez grupkę podopiecznych St. Patrick organizacja ma zostać oficjalnie rozwiązana (ponieważ wkrótce mają opuścić sierociniec), historia opowiedziana przez Sheere zmienia wszystko. Do Chowbar Society, organizacji zobowiązującej swoich członków do niesienia sobie wzajemnej pomocy, dołącza kolejna osoba (choć przyjechała tu na krótko). Za cel stawiają sobie odnalezienie w Kalkucie pewnego domu, jednak niespodziewanie sprawy bardzo się komplikują. Ben dowiaduje się, że ktoś czyha na jego życie i nie tylko on sam jest w niebezpieczeństwie. Niedopowiedzenia, tajemnice, niezwykłe zdarzenia i morderca, który nie cofnie się przed niczym... Czy w tej sytuacji członkowie Chowbar Society wywiążą się z nałożonych na siebie zobowiązań?

Wciągająca, przepełniona mieszanką magii i tajemnicy, a jednocześnie lekka, napisana przystępnym i barwnym językiem. Taka jest właśnie ta historia. Bohaterowie są różnorodni, może nieszczególnie zaskakujący czy warci większej uwagi (może poza Benem), po prostu zwyczajni i dzięki temu wiarygodni. Widać, że ich wzajemne oddanie jest szczere. Chętnie dowiedziałabym się więcej o samym Benie, charakteryzującym się ciekawą osobowością, której jednak nie było mi dane poznać bliżej, gdyż na pierwszy plan niezmiennie wysuwała się owa tajemnica, mająca swój początek w nieznanej mu przeszłości. Przeszłości, od której nie da się uciec, nawet nie będąc świadomym, czego dotyczyła. Ucieczka jest jedynie odwlekaniem w czasie nieuniknionego, ponieważ demony przeszłości bywają bardzo cierpliwe. Czy nasi bohaterowie będą w stanie sprostać czekającym na nich wyzwaniom? Ile będą musieli poświęcić, aby wyjść cało z niebezpieczeństwa?

Choć ta książka nie wywarła na mnie aż takiego wrażenia, jak "Książę Mgły", nie można odmówić jej swoistego uroku, sprawiającego, że tak dobrze się ją czyta. Mimo to muszę przyznać, że opisana tu historia nie do końca mnie przekonała. Czegoś mi brakowało, jednak nie przeszkodziło mi to w czerpania przyjemności z lektury. Właściwie dopiero teraz poczułam chęć zapoznania się z późniejszymi powieściami autora i z niecierpliwością będę wyczekiwać tej sposobności. Czy przeczytać "Pałac północy"? Na to pytanie niech każdy odpowie sobie sam. Ja w każdym razie nie żałuję tej decyzji.

"Bo dać wiarę prawdzie, to rzecz najtrudniejsza i nic tak nie kusi jak kłamstwo, zwłaszcza potężne."
7/10

poniedziałek, 16 grudnia 2013

Anime "Kotoura-san"

Miał być stosik, ale jak na razie nadal czekam na jedną przesyłkę. Tymczasem postanowiłam dodać recenzję anime, którą napisałam już jakiś czas temu, a która najwyraźniej czekała właśnie na taką chwilę. ;)


Tytuł: Kotoura-san
Długość odcinka: 23 min.
Ilość odcinków: 12
Rok produkcji: 2013
Ocena: 6/10


To jedno z tych anime, które obejrzałam bez jakiegoś konkretnego powodu, po prostu dlatego, że akurat mi się nawinęło. Poza tym nie chciałam rozpoczynać jakichś dłuższych serii. Muszę przyznać, że "Kotoura-san" bardzo pozytywnie mnie zaskoczyło. Dlaczego? O tym za chwilę...

Kotoura od zawsze potrafiła czytać innym ludziom w myślach, choć nawet nie zdawała sobie z tego sprawy. Gdy, nie widząc w tym nic złego, zaczęła na głos wyjawiać to, co starały się ukryć jej koleżanki z przedszkola, została nazwana notoryczną kłamczuchą i zaczęto uważać to za przejaw choroby. Dziewczynka czuła się wykluczona, ponieważ nikt nie chciał się z nią bawić. Również jej matka nie miała lekko, gdy chodziła z córką po lekarzach bezradnie rozkładających ręce, nie mogąc liczyć na nawet najmniejsze wsparcie męża, który całą odpowiedzialność za wychowanie Kotoury zwalał właśnie na jej barki. W końcu przy dziewczynce został jedynie dziadek. Po przeniesieniu się do nowej szkoły nie oczekiwała, że coś się w jej życiu zmieni. Na nic nie liczyła, a jednak...
Dziewczyna odpychała wszystkich, którzy choćby z grzeczności próbowali się do niej zbliżyć, jednak Manabe nie poddawał się tak łatwo i - wbrew jej przypuszczeniom - po poznaniu prawdy o jej umiejętnościach, zamiast nazwać ją dziwadłem, jeszcze bardziej zaciekawił się jej osobą. Na nic zdały się wszelkie prośby, gdyż chłopak nie przejmował się tym, że mimowolnie czytała mu w myślach. Wkrótce okazuje się również, że nie on jedyny nie ma nic przeciwko przyjaźni z nią...

Kotoura od dziecka była sama. Dopiero w liceum zaczęło się to powoli zmieniać - najpierw Manabe, następnie dołączyła do klubu ESP zajmującego się zjawiskami nadprzyrodzonymi (może nawet nie tyle dołączyła, co została zaciągnięta siłą...). Z wiecznie milczącej i niedostępnej osoby stała się uśmiechniętą dziewczyną, której bardzo zależy na przyjaciołach. Mimo tej wielkiej zmiany dawne lęki nie opuściły jej całkowicie, więc niejednokrotnie będzie musiała stawić im czoła. Tym razem nie jest jednak sama, są ludzie, którym nie jest obojętna. Razem z nimi spróbuje stawić czoła przeszłości i zaakceptować samą siebie. Parapsychiczne zdolności Kotoury to praktycznie jedynie dodatek do historii o otwieraniu się na ludzi i zaprzestaniu życia w ciągłej obawie przed zrobieniem czegoś nie tak. Razem z bohaterami przeżywamy kolejne przygody, niektóre całkiem zwyczajne, inne trochę nienormalne. Znajdzie się nawet miejsce na policyjne śledztwo.

Teraz trochę o bohaterach. Manabe to nieco zidiociały, jednak sympatyczny zboczeniec (akurat ta jego cecha sprawia, że świetnie dogaduje się z dziadkiem Kotoury, ach to podobieństwo charakterów...), który swoimi fantazjami uwielbia wyprowadzać z równowagi Kotourę, która - chce czy nie - odczytuje jego myśli. Mifune bardzo interesuje się zjawiskami paranormalnymi, głównie ze względu na los jej matki, ale o tym możecie się przekonać sami. Z dala od naszej bohaterki próbuje grać zimną i wyrachowaną, sprawiać wrażenie, że wykorzystuje znajomość z nią do własnych celów, jednak w rzeczywistości naprawdę cieszy się ze spędzanego wraz z członkami klubu ESP czasu. A jej przyjaciel z dzieciństwa Muroto? O nim nie potrafię zbyt wiele powiedzieć, jednak czasami ma dość specyficzne poczucie humoru. Jest jeszcze Moritani - z początku raczej zołza, jednak zyskuje przy bliższym poznaniu. (Swoją drogą, zauważyliście, że wszyscy ci bohaterowie mają imiona na M?)

"Kotoura-san" przypomina mi "Sakurasou..", nie tylko ze względu na humorystyczny, nierzadko podchodzący pod ecchi charakter (czego zwykle nie lubię), ale też z powodu wątku romantycznego, który rozwija się bardzo powoli i dość niewinnie, bo choć Manabe nad wyraz często nawiedzają nieczyste myśli, to w stosunku do Kotoury jest bardzo nieśmiały i boi się ją urazić, a i nasza bohaterka nie daje mu jasno do zrozumienia, że odwzajemnia jego uczucia.
Muzyka jest całkiem przyjemna i dobrze wyraża naturę tej serii - lekką, z humorem i nieco romantyczną. Opening (Megumi Nakajima - "Sonna Koto Ura no Mata Urabanashi desho") jest bardzo wesoły, natomiast ending (Haruka Chisuga "Kibou no Hana") bardziej refleksyjny. Obu słuchałam całkiem chętnie. Kreska jest prosta, a jej jasna kolorystyka świetnie tu pasuje. Postaci są może trochę dziecinne, ale jest dobrze tak, jak jest. Podsumowując, miła, przyjemna i niezbyt wymagająca seria. Jeśli właśnie czegoś takiego szukacie, powinniście być zadowoleni. :)

środa, 11 grudnia 2013

Jo Nesbo "Karaluchy"


Wydawnictwo Dolnośląskie
Rok wydania: 2013
Długość trwania: 11h 37 min.
Seria: Harry Hole (cz. 2)

Po "Człowieku nietoperzu" byłam ciekawa dalszych losów Harry'ego Hole, więc przeczytanie kolejnej części było jedynie kwestią czasu. Z początku nie spodziewałam się jednak, że zapoznam się z nią w formie audiobooka, co więcej, nazywanego superprodukcją.

Norweski ambasador zostaje odnaleziony w tajlandzkim motelu przez prostytutkę. Martwy. Z nożem w plecach. Owe okoliczności, w połączeniu z kilkoma innymi mniej lub bardziej powiązanymi faktami z pewnością nie postawiłyby norweskiego rządu w dobrym świetle. Zaczynają się więc działania mające na celu uniknięcie skandalu, a na miejsce zdarzenia z Oslo zostaje wysłany tylko jeden człowiek, mianowicie sierżant Harry Hole, który po sukcesie w Australii zdobył spory rozgłos. Dlaczego politycy nalegali właśnie na tego funkcjonariusza, który w dodatku znany jest ze swoich skłonności do nadużywania alkoholu? I od czego zacząć, gdy wszelkie poszlaki zdają się do niczego nie prowadzić? Policjant kolejny raz będzie musiał błądzić na oślep, narażać się na niebezpieczeństwo oraz przełamywać opór ze strony innych. Problem w tym, że rząd norweski nie ma zamiaru współpracować (przynajmniej nie po dobroci) i zataja wiele informacji o ambasadorze. Hole ma jednak swoje sposoby. Czy w jednym z najbardziej skorumpowanych państw świata uda mu się dotrzeć do rozwiązania tej sprawy? Jak wiele intryg zdoła przy okazji odkryć? Jedno jest pewne - nie będzie ich mało...

Jo Nesbø kolejny raz daje czytelnikom możliwość zapoznania się z inną kulturą, w tym przypadku z codziennością w Bangkoku, przy czym nie będziemy się ograniczać do jego uroków, a raczej wgłębimy w przestępczą działalność jego mieszkańców (choć nie tylko). Niemal każdy z bohaterów dorzuci do tej historii swoje trzy grosze, coś wyzna, coś opowie - to wszystko składa się na bogatą mozaikę przeżyć, uczuć i atmosfery Bangkoku. Dodatkowo autor porusza kontrowersyjny temat, jakim jest pedofilia. Wzmianki na ten temat przewijają się przez całą powieść. Oczywiście jest tego więcej - prostytucja, hazard, korupcja - do wyboru, do koloru.
A co na temat naszego głównego bohatera? Po powrocie z Australii znów zaczął pić, jednak wstrzymał się dla dobra śledztwa. Zdarza mu się wspominać przeszłe zdarzenia, zwykle nie ma zbyt wiele cierpliwości, zachował swój trudny charakter i cynizm, po prostu pozostaje sobą. Dąży do obranego sobie celu bez względu na wszelkie przeciwności i nie daje za wygraną pomimo nalegań ze strony polityków i przełożonych. W Bangkoku również poznamy kilka mniej lub bardziej ciekawych bohaterów.

Już po dwóch powieściach autora mogę jednak dostrzec pewną schematyczność występującą w stworzonych przez niego historiach. Sam Hole również w pewnej chwili zauważył podobieństwa. Czyżby więc był to celowy zabieg? Wprowadza to pewien dyskomfort, jednak nie jest szczególnie uciążliwe. Może w kolejnych jego dziełach będzie inaczej?
Jeśli chodzi o samego audiobooka, to został naprawdę świetnie nagrany. Występuje tu podział ról, a nagrania wzbogacone są o odpowiednie odgłosy takie jak gwar ulic, oraz dopasowaną do całości muzykę, która również wpływa na nasz odbiór całości. Poza tym w końcu dowiedziałam się, jak poprawnie wymawiać nazwisko głównego bohatera. Mam jednak pewne ale. Bywało, że nieco gubiłam się w akcji, głównie z powodu ilości nazwisk, które trudno było zapamiętać za pierwszym razem (zwłaszcza tych norweskich), dlatego tak ważny był podział ról - często mój jedyny sposób na rozróżnienie bohaterów. Tak czy inaczej, z chęcią sięgnę po kolejną książkę z tej serii.

7/10

czwartek, 5 grudnia 2013

Y. Ogawa "Miłość na marginesie"


Miłość na marginesie - Yōko Ogawa

Wydawnictwo: WAB
Rok wydania: 2011
Ilość stron: 208

Nasza bohaterka cierpi na głuchotę czuciowo-nerwową, która może się objawiać na różny sposób - nie tylko brakiem dźwięków, ale i obecnością tych nieistniejących lub zaburzeniami w ich postrzeganiu. Dzień przed jej wystąpieniem opuścił ją mąż, wkrótce potem zdecydował o rozwodzie. Y spotkała na wywiadzie z innymi chorymi do pewnego czasopisma. Był stenografem i nikt poza nią zdawał się nie dostrzegać jego obecności. Tym, co ją zafascynowało były jego dłonie, sprawnie poruszające się po kartce. Właśnie z powodu tego artykułu mieli okazję spotkać się ponownie i wdali się w miłą, niezobowiązującą rozmowę, a jej fascynacja Y (czy raczej jego dłońmi) rosła. Po wyjściu ze szpitala powróciła do codziennego życia, jednak nie zerwali kontaktu.
Właściwie nie traktowała swojej przypadłości jak choroby. Wciąż chodziła na badania, zażywała leki, jednak te dźwięki, do których tylko ona miała dostęp przyjmowała niemal z wdzięcznością, wierząc, że tak ma być, że poświęcając im uwagę będzie mogła lepiej zrozumieć samą siebie. Tak oto uszy przywoływały jej dawno zapomnienie wspomnienia, które następnie Y spisywał. Oboje świetne się dogadywali, wymieniając się swoimi nietypowymi poglądami - o przelewaniu słów na papier, o postrzeganiu dźwięków... Ich rozmowy były swobodne i naturalne, i w taki też sposób rozwijała się ich relacja. Tylko czy łączące ich uczucie można określić mianem miłości?

Dawno nie czytałam takiej ciepłej, niezobowiązującej lektury. Lekki i przystępny styl autorki sprawił, że skończyłam ją w mgnieniu oka. Ta historia ma też pewien swój specyficzny, jakby nieco eteryczny charakter. W dużej mierze składa się z plastycznych opisów, z odczuć i przemyśleń naszej bohaterki. Jeśli nie macie więc cierpliwości, aby słuchać ciągłych wywodów na temat idealnych dłoni Y (to trochę jak jakiś podchodzący pod obsesję fetysz), może lepiej sobie odpuścić. Mimo to lektura "Miłości na marginesie" była dla mnie miłą odskocznią od codzienności i z czystym sercem mogę ją polecić zainteresowanym. Mam jednak pewne niejasne, ale i nieodparte wrażenie, że gdzieś pomiędzy kolejnymi stronami zagubiłam jej sens... Sama historia też pewnie nie pozostanie w mojej pamięci na długo. Ale było miło. ;)

"Podczas choroby odkryłam, że jeśli ludzie mówią cichym głosem, stają się wobec siebie bardziej łagodni."
7/10

czwartek, 28 listopada 2013

Chang-Rae Lee "Kiedy ulegnę"


Kiedy ulegnę - Chang-Rae Lee

Wydawnictwo: Świat Książki
Rok wydania: 2011
Ilość stron: 492

June jeszcze będąc dzieckiem doświadczyła okrucieństwa związanego z wojną, co w dużej mierze zaważyło na jej dalszym życiu. Szukając ratunku w ogarniętej wojną Korei, straciła całą swoją rodzinę. Po wielu latach stała się zaradną, pewną siebie, choć od pewnego czasu nie cieszącą się najlepszym zdrowiem kobietą z New Jersey, która po latach rozłąki postanawia odnaleźć swojego syna. Hector Brennan z kolei z powodu pewnych wydarzeń z przeszłości zdecydował się wstąpić do wojska i wziąć udział w wojnie koreańskiej. Wiele tam przeszedł, a jego obecne życie w Fort Lee wielu uznałoby za osobistą porażkę, jednak on sam na nie nie narzeka. Jest też Sylvie, żona pastora, którą oboje poznali podczas swojego pobytu w Korei, a która dla obojga wiele znaczyła. Jej również będzie nam dane przyjrzeć się bliżej. Co łączy tą trójkę i jakie były ich wzajemne relacje? Przekonajcie się sami.

Wróćmy teraz na chwilę do poszukiwań syna, które również odgrywają tu ważną rolę. Wspominając pewne swoje decyzje, June ma wrażenie, że zaniedbała swoje relacje z Nicholasem. Chciałaby też poznać powód, dla którego zerwał z nią kontakt - po wyjeździe do Europy pisał do niej listy, następnie same pocztówki, ale i te znaki życia stopniowo zanikały. Po wynajęciu prywatnego detektywa dowiedziała się, że najprawdopodobniej był zamieszany w liczne przestępstwa, ale i to jej nie powstrzymało. Może decydująca była również chęć ponownego spotkania w obliczu prześladującego ją widma śmierci? W każdym razie jest bardzo zdeterminowana, a do swojej wyprawy spróbuje przekonać także Hectora. Tylko po co? I czy aby na pewno jest gotowa na to, jakie mogą być jej rezultaty?

To opowieść o okrucieństwie wojny i ich następstwach, trudnych wyborach, cierpieniu, poświęceniu, śmierci, a także miłości, której często nie potrafimy okazać. Ukazuje jedne z najgorszych aspektów świata, jednak pozwala wierzyć, że wciąż istnieją w nim zalążki dobra, choć i ono często ma swoją cenę. Jest pełna rozmaitych uczuć i emocji, a użyty na okładce zwrot "Miłość może zranić bardziej niż wojna" znalazł się na niej nie bez powodu. "Kiedy ulegnę" ukazuje też walkę z chorobą, własnymi ograniczeniami i oswajanie się bohaterów ze śmiercią, której obecność trudno jednak tak po prostu zaakceptować.
Autor skupia się głównie na zapoznaniu nas z bohaterami, ich osobowością i przeżyciami, jednak dawkuje je stopniowo, ukazując subtelne powiązania między poszczególnymi z nich. Dzięki temu naszym oczom ukazuje się coraz dokładniejszy portret psychologiczny danych postaci - znając ich przeszłość i tok myślenia możemy lepiej zrozumieć ich postępowanie, wczuć się w ich sytuację. Jednocześnie, chcąc poznać dalszy ciąg konkretnego wątku, musimy mimowolnie zapoznać się z kolejnymi rozdziałami, by ostatecznie dopasować wszystkie elementy tej misternie opracowanej układanki.

Akcja jest bardzo rozłożona w czasie i niekoniecznie chronologiczna, co jednak nie wprowadza większego zamętu. Bohaterowie są ciekawi i barwni. Mają na sumieniu większe lub mniejsze przewinienia, nie są czarno-biali. Autor nikogo tu nie ocenia, pozostawiając tą kwestię do rozstrzygnięcia czytelnikom, a idąc za jego przykładem wolałabym również nie zdradzić za wiele. Do tej książki robiłam trzy podejścia, jednak cieszę się, że ostatecznie ją przeczytałam. Chang-Rae Lee stworzył historię przejmującą, dopracowaną pod względem psychologicznym i oddziałującą na czytelnika całą gamą emocji. Naprawdę warto było się z nią zapoznać.

"Dobrze wiedział, że nie ma gorszej odmiany samotności niż ta, która wynika z użalania się nad własnym losem."
8/10

niedziela, 24 listopada 2013

O filmach co nieco: O dziewczynie skaczącej przez czas, Bejbi blues


Toki wo Kakeru Shoujo

Tytuł: O dziewczynie skaczącej przez czas
(Toki wo Kakeru Shōjo)
Reżyseria: Mamoru Hosoda
Scenariusz: Satoko Okudera
Rok: 2006
Czas trwania: 1h 38 min.
Produkcja: Japonia
Gatunek: melodramat, przygodowy, sci-fi
Ocena: 7/10

Pewnego dnia Makoto odkrywa, że jest w stanie cofać się w czasie. Swoją umiejętność wykorzystuje, by uniknąć wcześniej popełnionych błędów, gaf i niezręcznych sytuacji, oraz z innych swoich egoistycznych pobudek (chociażby dla możliwości wielogodzinnej zabawy przy karaoke), przy czym nie przejmuje się praktycznie niczym, uzasadniając to możliwością ponownego skoku (dosłownie) w czasie. Za nic ma też uwagi ciotki (która o dziwo nie jest szczególnie zaskoczona jej umiejętnościami) o możliwych szkodliwych skutkach tych działań, jednak wkrótce przekona się, że jest w tym sporo racji. Poza tym bywają sytuacje, których nie da się tak łatwo naprawić, nawet jeśli bardzo się tego pragnie. Makoto będzie musiała poradzić sobie z irytacją i własnymi uczuciami. Przekona się, że manipulacja przeszłością może przynieść wiele niepożądanych skutków, następnie będzie próbować zapobiec im za sprawą kolejnych podróży. Do czego to wszystko doprowadzi?
Poza kreacją postaci, która bynajmniej na kolana nie powala, kreska jest całkiem ładna, jednak bez większych zachwytów. Muzyka też jest w porządku. Ogólnie rzecz biorąc otrzymujemy całkiem przyzwoitą historię, z której obejrzenia możemy czerpać przyjemność. Nie spodziewajcie się jednak niezwykle głębokich portretów psychologicznych bohaterów, bo tu ich nie znajdziecie. Właściwie Makoto wydała mi się dość płytką postacią, lekkoduchem, który dość rzadko zastanawia się nad konsekwencjami swoich działań. Co prawda wraz z kolejnymi wydarzeniami zmienia swoje nastawienie, jednak nie ma co oczekiwać od niej cudów. Ostatecznie, ta historia mi się podobała. Jeśli nie macie zbyt wygórowanych oczekiwań, śmiało możecie obejrzeć to anime, jednak jeśli spodziewacie się czegoś więcej niż lekki film, może lepiej zrezygnować. Decyzja należy do Was. ;)


Tytuł: Bejbi blues
Reżyseria: Katarzyna Rosłaniec
Scenariusz: Katarzyna Rosłaniec
Rok: 2012
Czas trwania: 1h 45min.
Produkcja: Polska
Gatunek: dramat obyczajowy
Ocena: 5/10

Katarzyna Rosłaniec, reżyserka kultowych i wielokrotnie nagrodzonych "Galerianek", przedstawia historię niedojrzałej 17-latki, która zostaje matką. Chciała mieć dziecko, bo fajnie jest mieć dziecko. Wszystkie młode gwiazdy jak Britney Spears czy Nicole Richie mają dzieci. Ale dlaczego tak naprawdę Natalia zdecydowała się na macierzyństwo w tak młodym wieku? Może odpowiedź kryje się w tym co piszą nastolatki na internetowych forach? Chcą mieć dziecko, żeby w końcu ktoś je naprawdę kochał, żeby same miały kogoś do kochania.
(opis i plakat z filmweb.pl)

Natalia postanowiła zostać matką. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że ma dopiero 17 lat. Dostała, co chciała i przyszedł czas zmierzyć się z rzeczywistością, do której podchodzi dość swobodnie. Po tym, jak jej matka się wyprowadziła, dziewczyna zamieszkała razem z Kubą, ojcem dziecka, jednak ogólnie rzecz biorąc bywało różnie. Mają swoje wzloty i upadki, próbują sprostać obowiązkom, jednak z tej dwójki to Natalia wydaje się bardziej odpowiedzialna. Przynajmniej do czasu...
Można wymyślać wiele usprawiedliwień dla jej zachowania (z brakiem zainteresowanie ze strony matki na czele), jednak dziewczyna ta jest po prostu niedojrzała, odniosłam wrażenie, że dziecko jest dla niej dodatkiem i zwyczajnie nie pojmuje (lub nawet nie próbuje pojąć) powagi sytuacji. Wciąż najważniejsze są dla niej jej własne potrzeby, choć na swój własny sposób stara się być dobrą matką. Również Kuba nie jest lepszy - chce się widywać z synem, jednak w końcu odpuszcza. Co z tego wyniknie?
Można mówić, że "Bejbi blues" porusza ważną kwestię i ja temu nie przeczę, jednak do mnie po prostu nie przemawia. Rozumiem przesłanie, że dziecko to nie zabawka i w ogóle, jednak przedstawiona tu rzeczywistość wydaje mi się bardzo odległa, a odczucie to jedynie wzmacniają krzykliwe stroje Natalii, czy jazda na rolkach podczas prowadzenia wózka z dzieckiem. A może to ja jestem dziwna? O muzyce nie będę się wypowiadać, bo poza scenami w klubie, czy na imprezach praktycznie jej nie było. Mogę jednak pochwalić to, że film kręcony był z ręki, co było dobrym wyborem. Jak dla mnie za dużo kiczu. Jeśli jesteście go ciekawi, droga wolna, może odbierzecie go inaczej niż ja.

wtorek, 19 listopada 2013

A. Christie "Śmiertelna klątwa"


Śmiertelna klątwa - Agatha Christie

Wydawnictwo Dolnośląskie
Rok wydania: 2008
Ilość stron: 108

Nie czarujmy się, po "Śmiertelną klątwę" sięgnęłam ze względu na jej nieznaczną objętość, czasami po prostu lubię przeczytać coś krótkiego. Tak oto wypożyczyłam ją z biblioteki i... dopiero w domu zorientowałam się, że jest to zbiór opowiadań. No ale nie narzekam, w końcu nie ma tego, co by na dobre nie wyszło, czy jakoś tak. Więc co ostatecznie mam do powiedzenia na ten temat? Już spieszę z wyjaśnieniami.

W tej niewielkiej książeczce znajdziemy osiem różnych opowiadań, z których nie każde dotyczy zbrodni. Co je łączy? W sześciu z nich pojawia się osoba, bez której trudno byłoby o rozwiązanie tych zagadek, a mianowicie panna Jane Marple. O ile w powieściach Agaty Chrisie ta postać przypadła mi do gustu, o tyle w opowiadaniach nieco mnie irytowała - wciąż na nowo przedstawiana jako świetny detektyw (czego się oczywiście wypierała, skromnie tłumacząc, że po prostu zna się na ludziach), w co trudno było uwierzyć samym zainteresowanym, do tego nieustannie porównywała osoby, których dotyczyła zagadka do członków własnej rodziny, tym samym wyjaśniając ich postępowanie (co z czasem przestało być tak zauważalne). Ostatnie dwa opowiadania są całkiem inne i zawierają pewne wątki paranormalne, przy czym to właśnie jedno z nich - "Lalka krawcowej" najbardziej przypadło mi do gustu.
Jeśli chodzi o poruszane zagadnienia, bywa różnie - morderstwa, poszukiwania ukrytego spadku, domniemana klątwa. Opowiadania mają po kilka, kilkanaście stron, więc i intryga nie może być zbyt skomplikowana. Poza tym z początku może nie być łatwo spamiętać kto jest kim (na co nie mamy wiele czasu). To wszystko sprawia, że trudno w pełni wczuć się w sytuację i zainteresować śledztwem, które kończy się już po kilku stronach. Do tego jedno z opowiadań oparte jest na angielskim powiedzeniu, które będzie prawdopodobnie nie do końca zrozumiałe dla polskiego czytelnika (tak też było ze mną). Mimo to część z nich była ciekawa - takie lekkie czytadło.

"Śmiertelna klątwa" nie zachwyca, jednak można poświęcić jej chwilę - w końcu tych sto stron, to nie jest wiele (zwłaszcza w przypadku formatu wydania kieszonkowego). Mimo wszystko nie żałuję, że sięgnęłam po ten zbiór. Teraz przynajmniej wiem, że wolę skupić się na pełnowymiarowych powieściach tej autorki, co i Wam proponuję. Przeczytać, czy nie? Tą kwestię będziecie musieli rozstrzygnąć sami.

5/10

czwartek, 14 listopada 2013

Y. Toboso "Kuroshitsuji" #1-3


Kuroshitsuji Tom 1 - Yana Toboso


Wydawnictwo: Waneko
Rok wydania: 2011, 2012
Ilość tomów: +13 (seria wychodząca)
Ilość stron: 3x194
Recenzowane: 1-3

Jakiś czas temu pisałam o anime powstałym na podstawie tej mangi, teraz przyszedł czas na pierwowzór. Uznałam, że nie ma sensu rozpisywać się osobno o każdym z tomów, więc zacznę od razu od pierwszych trzech (oczywiście bez zdradzania istotnych szczegółów). :)

XIX-wieczna Anglia. Posiadłość rodu Phantomhive, a w niej dwunastoletni Ciel będący głową rodziny. Pomimo tak młodego wieku przejął po ojcu wiążące się z tym obowiązki - zarówno zarządzanie firmą Funtom, jak i wierną służbę królowej jako jeden z czołowych przedstawicieli tzw. mrocznej arystokracji. Powierzane mu zadania nie należą do łatwych i często dotyczą eliminacji niepożądanych w społeczeństwie jednostek. Nie jest jednak sam - przy jego boku wiernie trwa niezwykle utalentowany kamerdyner o iście diabelskim pochodzeniu...

Dwa pierwsze rozdziały stanowią właściwie wprowadzenie do całej historii. Mamy okazję zapoznać się z bohaterami i poczuć klimat panujący w posiadłości. Przekonamy się też jak niesamowitym kamerdynerem jest Sebastian, potrafiący znaleźć rozwiązanie w każdej sytuacji. Dowiemy się trochę o mieszkańcach posiadłości i ich zwyczajach, a także będziemy świadkami kameralnego balu, którego inicjatorką zostanie młoda lady Elisabeth (Lizzie), narzeczona Ciela.
Reszta pierwszego tomu upłynęła na rozprawianiu o brudnych interesach i porwaniu. Kogo? Z jakiego powodu? Możecie sami sprawdzić. Tutaj Sebastian wreszcie miał szansę się wykazać i wyjaśnił też co nieco na temat wiążącego go z paniczem kontraktu.

"Jestem kamerdynerem rodziny Phantomhive. Byłoby hańbą nie znać czegoś tak elementarnego."

Drugi tom rozpoczynają kolejne perypetie mieszkańców znanej nam już posiadłości. Cóż, Sebastian nie ma lekko, jednak nawet kłopotliwa służba i taki, a nie inny panicz nie przeszkodzą mu w wypełnianiu swoich obowiązków. Następne rozdziały dotyczą śledztwa w sprawie Kuby Rozpruwacza, którego okrutne poczynania nakłoniły królową do powierzenia tej sprawy Cielowi. Panicz oczywiście przystaje na to i wkrótce wyrusza do Londynu w poszukiwaniu winnego. Czy odkryje tożsamość sprawcy? Ile będzie go to kosztować? Przy tej okazji warto zauważyć, że Yana Toboso świetnie kreuje swoje postaci - nic nie dzieje się samo z siebie, każda ich decyzja ma swoje przyczyny, bohaterami kierują różnorodne motywy.
Na koniec autorka serwuje nam rozdział lżejszy od poprzednich, bo dotyczący wizyty ciotki Francis, matki Lizzie. Ta charakterna, lubiąca się rządzić kobieta potrafi wprowadzić wiele zamieszania, jednak nie ma złych intencji. Autorka podpowiada nam też, że w kolejnym tomie możemy spodziewać się pewnych egzotycznych przybyszów...

"Bezużyteczna służba. Przebiegły panicz. Nie jest łatwo być kamerdynerem."

W dwóch pierwszych tomikach są jeszcze krótkie dodatki od autorki - "Pod schodami Kuroshitsuji", z których możemy (w bardzo humorystyczny sposób) dowiedzieć się jak wyglądała praca nad tą mangą, oraz "Lekcja, jak być damą" (w tym przypadku nie będę Wam psuła niespodzianki). Pomysł, moim zdaniem, bardzo trafiony.
Kreska jest przyjemna dla oka, zwykle dość oszczędna, jeśli chodzi o tła, jednak pozwala dostrzec przepych pięknych, dziewiętnastowiecznych strojów. Choć nie brakuje scen typu super-deformed, nie miałam wrażenia, że było ich za wiele. Tomiki (z obwolutą) są porządnie wydane, a na wszystkich trzech okładkach widnieje Sebastian.  Z kolei na właściwych okładkach znajdziemy parodie naszego kamerdynera (np. mroczny host, czy też lekarz) - bo przecież trochę humoru nie zaszkodzi. Choć w pierwszych tomach nie widać tego tak bardzo, manga i anime znacznie się od siebie różnią, jednak właśnie dzięki temu można ją czytać już po obejrzeniu anime, nie obawiając się niezliczonych powtórzeń. Ładna kreska, ciekawi bohaterowie, interesująca fabuła, dużo zabawnych sytuacji - nie pozostaje nic innego, jak tylko zabrać się za czytanie. Ja w każdym razie na pewno sięgnę po kolejne tomy. ;)

"Demon ze mnie, nie kamerdyner."
8/10
(w przypadku niezrozumiałych pojęć proponuję zajrzeć do słowniczka)

niedziela, 10 listopada 2013

Jesteś pewny, że wiesz co czytasz?

Zaciekawiona zapoczątkowaną przez Jenny L. zabawą, postanowiłam pójść za jej przykładem i spróbować w pewnym stopniu określić, co ja właściwie czytam. Na początek parę informacji o samej akcji...

"Cała zabawia polegać więc będzie na zrobieniu zdjęcia książek, reprezentujących mniej więcej twój gust. NIE BÓJMY SIĘ POKAZAĆ CO CZYTAMY! Miło by było, gdybyś i Ty, potencjalny uczestniku zabawy, widniał na tym zdjęciu. W końcu są to książki opisujące właśnie Ciebie! Nie mniej jednak, jeśli nie masz ochoty udostępniać swojej twarzy w internetach, nie będę mieć nic przeciwko.

Przepis na Twoje zdjęcie:
1. Wstań z tego, na czym właśnie siedzisz
2. Rozejrzyj się po swoim pokoju/domu/mieszkaniu/biblioteczce w poszukiwaniu książek, które lubisz bardzo, lubisz tak zwyczajnie i takich, które czytasz od czasu do czasu
3. Wybierz te, które najbardziej pasują do akcji (nie ma konkretnych kryteriów. jedna książka może opisywać kilka kategorii na raz, ale również jeden gatunek może być rozdrobniony do tego stopnia, że opisywać go będzie kilka książek, bo każda ma coś, czego nie ma ta druga. tylko od Ciebie zależy, co chcesz pokazać)
4. Zgromadź je w jednym miejscu
5. Zrób zdjęcie (możesz również poprosić innych o pomoc, kiedy sam będziesz ustawiać się do zdjęcia)
6. Stwórz nowy post na blogu, w który wkleisz zdjęcie
7. Opisz książki, które się na nim znajdują (tytuł, autor, powód dlaczego właśnie ta książka). Może mieć to formę listy, tekstu ciągłego, komentarzy na zdjęciu - co tylko sobie wymarzysz.
8. Wyzwij kolejnych blogerów! Opublikuj. I ciesz się rezultatami."


Po głębszym zastanowieniu udało mi się uformować właśnie taki stosik. "Na południe od granicy, za zachód od słońca" ma reprezentować twórczość Murakamiego (wybrałabym "Norwegian Wood", jednak nie pochodzi ona z mojej domowej biblioteczki), którego uwielbiam za jego charakterystyczny styl, humor, trafne cytaty i takie tam. Następnie Z. Marriott i "Cienie na Księżycu", czyli książki z wątkami magicznymi/magicznopodobnymi, a w tym przypadku także powiązane z Japonią. Jakiś przyjemny wątek miłosny też nie zaszkodzi (byle nie był zbyt przesłodzony). "Gwiazd naszych wina" reprezentuje twórczość J. Greena, bo choć do tej pory poznałam tylko dwie jego książki, z pewnością na tym nie poprzestanę. "Brulion Bebe B." wybrałam na przedstawicielkę Jeżycjady autorstwa M. Musierowicz. Książki z tej serii były jednymi z pierwszych, po jakie sięgnęłam i mam do nich spory sentyment. Poza tym niektóre z nich chętnie przeczytałabym jeszcze raz. Przy okazji "Emilki ze Srebrnego Nowiu" wspomnę o twórczości L. M. Montgomery, która również jest mi bliska. Do tej pory przeczytałam jakieś sześć jej powieści, choć w przypadku serii o Ani jestem dopiero przy drugiej części - "Ania z Avonlea". Nic straconego, jeszcze to nadrobię. Nie można zapomnieć też o "Harrym Potterze", ale akurat tego wyboru chyba nie muszę tłumaczyć. Recenzowane niedawno "Zatrute pióro" niech będzie przykładem powieści królowej kryminałów - A. Christie - po które sięgam z chęcią. W ich przypadku zdaję się jednak na bibliotekę, na szczęście całkiem nieźle zaopatrzoną pod tym kątem. Nie przedłużając, jest jeszcze "Kiedy moja siostra śpi" B. Delinsky, czyli ciepła i przyjemna powieść obyczajowa oraz "Jak kamień w wodę" C. Stevens'a jako przykład thrilleru (dodatkowo znajdziemy tu wątek kryminalny). Jakoś niewiele tu fantastyki, jednak nie miałam pod ręką odpowiednich przykładów (tak na marginesie wspomnę chociażby o "Trylogii Czarnego Maga" T. Canavan). A jednak mimo wszystko mam wrażenie, że nie udało mi się we właściwy sposób przekazać tego, co chciałam. Trochę jakby to był dopiero początek. No ale już kończę.

Mam nadzieję, że Was zbytnio nie zanudziłam swoimi wywodami... ;) Na koniec zachęcam Was do zrobienia podobnego rozeznania we własnej biblioteczce. Tak jak ja przekonajcie się, że to naprawdę ciekawe doświadczenie. :)

wtorek, 5 listopada 2013

A. Christie "Zatrute pióro"


Zatrute pióro - Agatha Christie

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 1999
Ilość stron: 200

Jerry Burton, z zawodu lotnik właśnie przechodzi rehabilitację po dość poważnym wypadku. Lekarze są dobrej myśli, jednak, jak powszechnie wiadomo, w takich sytuacjach ważny jest spokój. Ze względu na to wraz z siostrą wyprowadza się na wieś, gdzie pośród małomiasteczkowej społeczności ma się poddać rekonwalescencji. Wszystko pięknie, jednak spokojną aurę mieściny zakłócają pełne niewybrednych oszczerstw anonimy skierowane do poszczególnych mieszkańców. Co rozsądniejsi puszczają te listy mimo uszu, jednak są również tacy, którzy w mniejszym lub większym stopniu biorą sobie owe słowa do serca. A w takim przypadku nietrudno o tragedię... Samobójstwo? Morderstwo? Co wydarzy się w Lymstock?

Klasyczne, małe miasteczko wraz z występującymi w nim uprzedzeniami, różnorodnymi charakterami mieszkańców oraz utartymi stereotypami to świetne miejsce na tego typu intrygę. Czytelnik nie może narzekać na brak ludzi podejrzanych - tutaj niemal każdy mógłby się kwalifikować na domniemanego sprawcę, co dodatkowo utrudnia jego identyfikację. Niejednokrotnie towarzyszyło mi przeświadczenie, że sytuacje przemawiające na niekorzyść bohaterów byłyby zbyt oczywistą wskazówką. Nie wiedziałam, które z nich mam uznać za ważne, a które spróbować zignorować lub zinterpretować inaczej - gdyby skupić się na wszystkich, u każdego z mieszkańców można by dopatrzeć się motywu, sposobności i tym podobnych. Więc co nam pozostaje? Cierpliwie zbierać kolejne informacje i mieć nadzieję, że w końcu zdołamy wyciągnąć odpowiednie wnioski.
Narracja została poprowadzona w typowo pamiętnikarski sposób, całą historię poznajemy dzięki relacjom Jerry'ego. Łatwo też zauważyć, że opowiada ją, znając już jej finał, przytaczając przy tym pewne wnioski, pozornie mało ważne szczegóły, nad którymi powinien zastanowić się już wcześniej, a których znaczenia nie zauważył.
Jerry jest osobą, która nie da sobie w kaszę dmuchać, jednak pewne typy osobowości nieco go przytłaczają. Joanna to silna, pewna siebie kobieta, która pomimo początkowych trudności szybko przystosowuje się do życia w miasteczku. Jeśli chodzi o resztę mieszkańców, będziecie się musieli zadowolić moimi zapewnieniami o ich barwnych osobowościach (lub zawierzyć zdolnościom autorki). Interesujące było zapoznawanie się z tymi wszystkimi "teoriami spiskowymi", jakie powstawały w umysłach mieszkańców, możliwość spojrzenia na rozgrywające się wydarzenia z kilku całkiem różnych (niekiedy nieco absurdalnych) perspektyw. Ciekawie wypadła również konfrontacja poglądów pochodzących z Londynu Jerry'ego i Joanny z poglądami pozostałych bohaterów.

Agatha Christie jak zwykle mnie nie zawiodła. Całą intrygę poprowadziła ciekawie i sprawnie, nie zaniedbując przy tym bohaterów i wydarzeń w niewielkim stopniu związanych z samą zbrodnią. Co więcej, miłym zaskoczeniem było dla mnie niespodziewane pojawienie się jak zwykle niezawodnej panny Marple, którą miałam okazję poznać przy okazji "4.50 z Paddington". Książkę jak najbardziej polecam, zwłaszcza tym, którzy zechcą przy okazji rozwiązywania tej zagadki poczuć panujący w "Zatrutym piórze" sielski klimat.

"Co my w ogóle wiemy? Znacznie więcej, aniżeli wiemy, że wiemy."
8/10

środa, 30 października 2013

G. Green "Papierowe miasta"


Papierowe miasta - John Green

Wydawnictwo: Bukowy Las
Rok wydania: 2013
Ilość stron: 397

Quentin to zwyczajny chłopak kończący szkołę średnią. Margo z kolei trudno byłoby określić jako zwyczajną. Od dzieciństwa są sąsiadami, jednak z czasem ich drogi się rozeszły, a Margo stała się żywą legendą. Była znana ze swojej wyjątkowej osobowości - towarzyska, lubiana, sympatyczna, niekiedy szalona... Wiele można by wymieniać. Od czasu do czasu nagle znikała, by po kilku dniach wrócić równie niespodziewanie i choć pozostawiała po sobie pewne wskazówki, nikt nie potrafił rozszyfrować ich na czas. A może nikt nawet nie próbował? W końcu zawsze wracała z własnej inicjatywy.
Pewnej majowej nocy Quentin dostrzega w swoim oknie Margo. A raczej jej oczy, bo całą twarz ma umazaną na czarno. Dziewczyna prosi go, aby pomógł jej w pewnym przedsięwzięciu i tak oto wkrótce już jadą przez opustoszałe ulice, aby wcielić w życie plan Margo - równie szalony jak ona sama. Tej nocy dziewczyna spaliła za sobą wiele mostów, jednak odnowiła znajomość z Quentinem. Jak będą wyglądać kolejne dni? Właśnie takie pytanie zadaje sobie Q.
A jednak w szkole zmienia się niewiele. Przynajmniej nie licząc zniknięcia Margo, jednak to nie pierwszy raz, nie ma co panikować. Dopiero po kilku dniach Quentin odnajduje pozostawione przez nią wskazówki, które najwyraźniej skierowane są do niego. Przejęty swoim odkryciem, natychmiast zaczyna poszukiwania. Do jakich wniosków go doprowadzą?

Ta książka pokazuje nam, jak dalekie od rzeczywistości mogą być nasze wyobrażenia na temat innych. To też opowieść o przyjaźni - zarówno tej z prawdziwego zdarzenia, jak i tej, która może nie sprostać naszym oczekiwaniom. Dodatkowym jej atutem jest ciekawy i przystępny styl autora - z jednej strony nie brakuje tu plastycznych opisów czy porównań (nie można zapomnieć o metaforach, które odegrały tu znaczną rolę), a z drugiej cechuje ją pewna bezpośredniość. To wszystko sprawia, że jej czytanie to prawdziwa przyjemność.
Jeśli chodzi o bohaterów, to choć nie wszyscy mogą poszczycić się niezwykle interesującą osobowością, z pewnością wydają się realni. Nieprzewidywalna Margo, Q, który ze wszystkich sił stara się ją odnaleźć i jego przyjaciele, którzy chcą go wspierać, jednak nie zapominają o swoim własnym życiu i, co za tym idzie, nie podporządkowują go całkowicie odnalezieniu dziewczyny. Pozostaje jednak pytanie: czy ona rzeczywiście chce zostać odnaleziona? Co nią kierowało? Jaki będzie finał tej historii? Tego dowiecie się już bezpośrednio z książki.

John Green porusza wiele ważnych kwestii - od wspomnianej już wcześniej przyjaźni, do zrozumienia samego siebie, innych i swojej roli w społeczeństwie. Nie zabrakło przy tym sporej dawki humoru i wielu wartych zapamiętania cytatów. Cóż, nie pozostaje mi nic innego, jak tylko polecić Wam "Papierowe miasta" i zacząć polowania na kolejną książkę tego autora. ;)

"Pamiętaj, że czasami nasze wyobrażenie drugiej osoby niewiele ma wspólnego z tym, kim ona naprawdę jest."
9/10

środa, 23 października 2013

K. Hadley "Two Warsaw Mysteries"


Two Warsaw Mysteries - Kevin Hadley

Wydawnictwo: Edgard
Rok wydania: 2013
Ilość stron: 168
Seria: Angielski z kryminałem

Lubię angielski, jednak jak na razie nie czuję się na siłach, by zabrać się za jakąś konkretną książkę w tym języku. Z tego względu bardzo się ucieszyłam, gdy tylko dowiedziałam się o serii kryminałów wydanych przez wydawnictwo Edgard. Jak sam tytuł podpowiada, w "Two Warsaw Mysteries" mamy do czynienia z dwoma zagadkami. Pierwsza z nich "A Strange Pair" dotyczy śledztwa w sprawie dwójki złodziei, którzy napadają na bank w dość nietypowych okolicznościach. "The Strange Case of Pablo Garcia" natomiast to historia zabójstwa hiszpańskiego artysty i pisarza, który przyjechał do Warszawy. Choć z początku nie wiemy prawie nic na jego temat, wkrótce okazuje się, że był niezwykle barwną, a nawet kontrowersyjną postacią. Kto go zabił? Dlaczego? Zapraszam do lektury.
W obu historiach głównym bohaterem jest inspektor Robert Nowak, który wraz ze swoim partnerem Pawlukiem próbuje te zagadki rozwiązać. W tej chwili nie potrafię wiele na jego temat napisać, ponieważ autor skupił się głównie na przedstawieniu przebiegu dochodzeń, praktycznie pomijając zaznajomienie nas z bohaterami.

Jeśli chodzi o znajomość języka angielskiego, "Two Warsaw Mysteries" reprezentuje sobą poziom A2. Tekst jest rzeczywiście łatwy i przystępny. Z pewnością jest to zaleta tej książki, jednak ograniczony zasób słownictwa sprawia, że niewiele można powiedzieć na temat stylu pisania autora, nie ma tu czegoś, co by ją wyróżniało. W każdym razie zamiast drążyć ten temat przejdę do kwestii zasadniczej, czyli nauki języka. Pod tym względem jestem z tej publikacji bardzo zadowolona. Książka jest podzielona na krótkie rozdziały, a po każdym z nich mamy ćwiczenia dotyczące przed chwilą poznanego słownictwa. Są one różnorodne - łączenie synonimów, pytania odnośnie fabuły (tak więc należy czytać uważnie), wstawiane odpowiednich wyrażeń do tekstu i inne. Na marginesach znajdziemy objaśnienia trudniejszych słówek (choć w większości nie stanowiły dla mnie problemu), a na końcu odpowiedzi do zadań i słowniczek.

"Two Warsaw Mysteries" pozwala połączyć przyjemne z pożytecznym. Choć opisane tu historie nie zachwycają niezwykle wartką akcją, czytałam je z chęcią. Poza tym autor potrafi zaskoczyć czytelnika czymś niespodziewanym na sam koniec, co odebrałam jako ciekawe urozmaicenie. Książkę polecam wszystkim, którzy, tak jak ja, chcą w przyjemny sposób podszkolić swój angielski. Moim zdaniem warto. :)

7/10

środa, 16 października 2013

H. Murakami "Wszystkie boże dzieci tańczą"


Wszystkie boże dzieci tańczą - Haruki Murakami


Wydawnictwo: MUZA
Rok wydania: 2012
Ilość stron: 182

To pierwszy zbiór opowiadań Murakamiego, jaki miałam okazję przeczytać. Uogólniając, są to krótkie epizody z życia różnych osób, które dają ich bohaterom okazję do przemyśleń, wspominania przeszłych wydarzeń i snucia różnorakich wniosków. Są owiane tajemnicą, pełne niedopowiedzeń, można potraktować je jako zwyczajne opowiadania lub spróbować doszukiwać się w nich jakiegoś ukrytego sensu. Koniec opowiadania nie jest równoznaczny z końcem przedstawionej historii. Autor pozostawia nam wiele swobody w kwestii interpretacji jego utworów i tylko od nas zależy jak to wykorzystamy.

Choć opowiadania to nie to samo, co pełnowymiarowa powieść, Murakami radzi sobie z nimi równie dobrze. Przedstawiony w nich świat kreuje z umiarem - ni mniej, ni więcej niż to, czego potrzeba nam do odpowiedniego odbioru jego tekstów. Nie widzę sensu w opisywaniu wszystkich sześciu opowiadań - przy tak krótkich utworach lepiej zapoznać się z nimi na własną rękę - jednak wspomnę co nieco na ich temat. W każdym z nich w pewnym momencie wspomniane jest trzęsienie ziemi w Kobe. Poza tym bohaterom towarzyszy wiele objawiających się w różny sposób niepewności. Mężczyzna, którego porzuciła żona, pracownik biura ubezpieczeń, którego odwiedza wielka żaba... Niektóre historie wydają się nieco oderwane od rzeczywistości, inne całkiem surrealistyczne. Przy ograniczonych możliwościach, jakie daje opowiadanie, Murakami zdołał przekazać czytelnikowi to, co zamierzał.
Historie te bardzo się od siebie różnią, jednak czyta się je równie przyjemnie. Wyraźnie odznacza się charakterystyczny dla Murakamiego styl, który nadaje im ten niepowtarzalny klimat. Poza tym podoba mi się wydanie książki. Powoli coraz bardziej zaczynam lubić opowiadania, jednak tym, którzy dopiero planują sięgnąć po któreś z dzieł tego autora, proponuję zacząć od jednej z jego powieści.

"Ciężko jest być młodym. Są takie rzeczy, na które nawet myślenie nie poradzi."
7/10

czwartek, 10 października 2013

G. Hurwitz "Nie ufaj nikomu"


Nie ufaj nikomu - Gregg Hurwitz

Wydawnictwo: Albatros
Rok wydania: 2011
Ilość stron: 400

Nick Horrigan został kiedyś wplątany w zabójstwo swojego ojczyma - agenta służb specjalnych, pracującego przy ochronie wiceprezydenta Caruthersa. Choć było to oskarżenie całkiem bezpodstawne, wystarczyło, by wywrócić całe jego życie do góry nogami... Teraz, po latach żyje we względnym spokoju. Przynajmniej do czasu wtargnięcia do jego domu w środku nocy agentów służb specjalnych. Nagle okazuje się, że niebezpieczny terrorysta zgadza się porozmawiać wyłącznie z nim. Nie mając innego wyboru, Nick wyrusza na spotkanie. Na miejscu okazuje się jednak, że nie ma żadnej bomby, a domniemany terrorysta, który przedstawia się jako Charlie, znał Franka, jego ojczyma, gdy ten był jeszcze w wojsku. Mężczyzna przekazuje mu klucz i zaczyna tłumaczyć powody, dla których ściągnął tu Nicka. Nie ma jednak okazji dokończyć swojej opowieści, gdyż służby specjalne zaczynają działać...
Wkrótce Nick budzi się w szpitalu, gdzie wszyscy okrzykują go bohaterem. Ale czy słusznie? Przecież to nie był nawet prawdziwy atak terrorystyczny. Ponadto ze względu na zbliżające się wybory, na spotkanie z nim nalega sam prezydent Bilton. Jego osoba wzbudza wielkie zainteresowanie, jednak Nick woli pozostać anonimowy. Problem w tym, że teraz wszystko jest podejrzane, a on sam jest pod niemal stałą obserwacją. Dlaczego? Czy wpadł na trop jakiejś tajemnicy wagi państwowej? Pewnie dałby sobie z tym spokój, gdyby nie to, że nie daje mu spokoju wizja Franka wplątanego w niebezpieczną aferę. Przekonany o jego niewinności postanawia poznać prawdę, by oczyścić imię ojczyma.

"Nie da się przejść życia, by nikogo nie skrzywdzić."

Całkiem zgrabnie poprowadzona intryga, barwni bohaterowie, tajemnice i niedopowiedzenia, których z każdą chwilą przybywa... To wszystko sprawia, że w opisane tu wydarzenia są wciągające i czyta się je z niemałą przyjemnością. Nick - z całą swoją przeszłością i przesadną dbałością o bezpieczeństwo - jest postacią dość barwną. Gdy sytuacja tego wymagała, zwykle decydował się na ucieczkę, jednak nie tym razem. Za cel postawił sobie doprowadzenie tej sprawy do końca. Aby tego dokonać odświeża stare znajomości i zawiera nowe, poza tym przydatne okażą się umiejętności, które nabył mieszkając z Frankiem. Czy da sobie radę? Znajdziemy też kilka innych ciekawych postaci. Jedną z nich jest Induma, genialna informatyczka hinduskiego pochodzenia. Nick zawsze może na nią liczyć, choć ich związek od dawna należy do przeszłości. Gdyby nie jej kontakty, niewiele udałoby mu się zdziałać. Poza tym jest jeszcze Homer, pewien bezdomny, którego Nick uważa za przyjaciela, a który również miał swój udział w jego osobistym śledztwie. Jaki był powód całego tego zamieszania? Czy było warto? Sprawdźcie sami.
Ponadto znajdziemy tu pewien wątek polityczny. Raz po raz przewijały się tu opinie i inne takie na temat dwóch kandydatów na prezydenta, ich odmiennych poglądów i kampanii. Było to niezbędne, ponieważ sprawa ta dotyczyła również polityki. Może nie byłam jakoś szczególnie zachwycona tą książką, jednak prezentuje całkiem przyzwoity poziom i dobrze mi się ją czytało. Pierwszy raz miałam do czynienia z twórczością tego autora, jednak jeśli będę miała okazję, chętnie przeczytam inne jego dzieła.

"Najważniejsze, czego się nauczyłem w życiu, to że ludzi nie pogrąża jedna chwila, lecz tysiąc drobnych decyzji."
7/10

piątek, 4 października 2013

"31.10 Halloween po polsku"



Wydawnictwo: WRCW
Rok wydania: 2011
Ilość stron: 362
Seria: 31.10 Halloween po polsku (cz. 1)

"31.10 Halloween po polsku" to eksperymentalny zbiór opowiadań grozy stworzony przez ponad 20 polskich autorów (dociekliwych odsyłam na LC) i wydany w formie darmowego ebooka. Zawiera ponad 30 opowiadań o różnorodnej tematyce - zabawne, straszne, żartobliwe, poważne... W jednych występują duchy i zjawy, w kolejnych różnego rodzaju kreatury lub klątwy, jeszcze inne opisują po prostu nietypowe zdarzenia. Bywają te bardziej zagadkowe, w których chodzi głównie o ową niewiadomą, ale i te, gdzie celem jest rozlew krwi. Odmienna jest również ich obszerność i styl, w jakim zostały napisane.
Ta różnorodność sprawia, że trudno ocenić je jako całość (choć jednocześnie pozwoli każdemu znaleźć coś dla siebie). Jedne zaciekawiły mnie bardziej, inne mniej, co nie zmienia faktu, że przyjemnie spędziłam przy nich czas. Większość ma po kilka, kilkanaście stron, więc czyta się je szybko, nawet jeśli trafimy na mniej interesującą historię.

W wielu przypadkach nie obyło się bez przewidywalności, tu i tam brakowało literek, jednak pomijając te mankamenty było całkiem nieźle. Część opowiadań rzeczywiście było ściśle powiązanych z halloween, w innych podejście do tematu było bardzo swobodne. Pośród strasznych historii znalazło się też kilka, które zaliczają się bardziej do fantasy, niż opowiadań grozy, jednak tą różnorodność poczytuję jako zaletę.
Pomysł i wykonanie uważam za całkiem udane. Rzadko sięgam po zbiory opowiadań, jednak powoli staram się do nich przekonać (podobnie zresztą jak do ebooków, co idzie mi całkiem nieźle, bo w końcu mam na czym je czytać) i znalezione tu utwory wcale mnie od tego nie odwiodły. To dobra okazja, aby zapoznać się z twórczością mało znanych polskich autorów. Dodatkowo ebook urozmaicony jest czarno-białymi ilustracjami, w większości wykonanymi ołówkiem, które dodają mu klimatu i przykuwają uwagę.
Najwyraźniej nie tylko ja przyjęłam tą publikację dość entuzjastycznie, ponieważ dzięki swojej popularności po roku doczekała się kolejnej odsłony, jaką jest "31.10 Wioska przeklętych". Za jakiś czas chętnie sięgnę również po nią, a tymczasem zainteresowanych pierwszą częścią odsyłam tutaj. Myślę, że warto. :)

6/10

poniedziałek, 30 września 2013

Anime "Another"



Tytuł: Another
Ilość odcinków: 12
Długość odcinka: 24 min.
Rok produkcji: 2012
Ocena: 6/10

Pozwolę sobie już na wstępie zauważyć, że nie powinniście się zniechęcać widząc ocenę 6/10, ponieważ w odniesieniu do anime utożsamiam ją z produkcją dobrą, przy której miło spędziłam czas i którą uważam za wartą obejrzenia, nawet jeśli nie wydała mi się jakaś szczególnie rewelacyjna. ;) No a teraz przejdźmy do fabuły...

Sakakibara Kouichi przeprowadził się z Tokio do Yomiyamy. Inni uczniowie, choć naprawdę sympatyczni, zdawali się coś przed nim ukrywać, co jakiś czas śląc między sobą wymowne spojrzenia. Dodatkowo z niewiadomych powodów dopytywali się, czy kiedyś już tu mieszkał (choć dał im jasno do zrozumienia, że jedynie jako dziecko przyjechał tu kiedyś w odwiedziny). Dopiero od tajemniczej, trzymającej się na uboczu (wręcz ignorowanej) Misaki Mei dowiedział się o zdarzeniach mających miejsce 26 lat temu, o śmierci, z którą nikt nie mógł się pogodzić, więc wszyscy udawali, że owa dziewczyna - Misaki (czyżbyście doszukiwali się jakichś powiązań?) - wciąż jest wśród nich. Na dodatek w czasie zakończenia szkoły okazało się, że uczennica ta pojawiła się na zdjęciu klasowym razem z innymi. Jak to możliwe? Historia ta ma też swój dalszy ciąg, jednak nikt nie ma ochoty wprowadzać Kouichiego w szczegóły. Z kolei Mei przestrzegła go, że nie powinien się z nią zadawać. Dlaczego?

Z jednej strony chłopak stara się zachowywać zwyczajnie, jednak wyczuwa panującą wokół atmosferę. Z kolei jego nieliczne próby dojścia do prawdy kwitowane są jedynie bojaźliwymi spojrzeniami innych uczniów i dość niezrozumiałymi ostrzeżeniami kierowanymi w jego stronę. Jednocześnie chłopak kontynuuje znajomość z Mei, pomimo niepokoju, jaki w nim wzbudza. Czy w końcu zrozumie co dzieje się wokoło? W międzyczasie uczniowie z jego klasy i powiązane z nimi osoby zaczynają ginąć w tragicznych, choć często groteskowych okolicznościach, a cała reszta zupełnie przestaje się do niego odzywać. Gdzie tu sens? Nawet gdy już poznał powody, dla których tak postąpili, nadal pozostawało wiele niewiadomych. Czy ma to coś wspólnego ze zdarzeniami sprzed lat? Korzystając z pomocy nielicznych skorych do współpracy osób spróbuje się tego dowiedzieć. Czy można to jakoś zatrzymać? Ile jeszcze osób będzie musiało zginąć?

Właściwie, to po odkryciu przyczyn, które doprowadziły do zaistniałych wydarzeń dość szybko zorientowałam się na co będą musieli się zdobyć bohaterowie, by przeżyć, jednak w praktyce czekało ich o wiele więcej dylematów. Czy dadzą radę? Zdobędą się na współpracę, czy może w akcie desperacji zdecydują się na coś, czego wkrótce pożałują? Zaistniała sytuacja niejednokrotnie zmusi ich do podjęcia radykalnych decyzji, które zaważą na ich życiu - to prawdziwa próba charakteru, którą zdołają przejść nieliczni. Ale czy tak naprawdę mają jakikolwiek wpływ na rozwój wydarzeń? Czy są w stanie znaleźć sposób, aby przeżyć? Jedno jest pewne - nie zamierzają się tak po prostu poddać.
Dopiero gdy już poznałam prawdę uświadomiłam sobie, że twórcy tego anime zamieścili w nim kilka wskazówek, z pozoru nic niewnoszących szczegółów, które w rzeczywistości mogły naprowadzić widza na właściwy trop. Ja jednak nie potrafiłam ich wykorzystać.

Anime od samego początku roztacza ponurą, niepokojącą aurę, którą dodatkowo wzmaga odpowiednio dobrana muzyka. Jeśli chodzi o opening (ALI PROJECT "Kyoumu Densen"), to choć początkowo nie byłam do niego przekonana, wkrótce zaskarbił sobie moją sympatię. Był jakiś taki... psychodeliczny, że tak to ujmę i na swój własny sposób dobrze obrazował całą serię. Ending (Annabel "anamnesis") jako taki nie był zły, jednak nijak nie pasował do tego anime. Był zbyt spokojny, niemal sentymentalny (jaki jest sens słuchania czegoś takiego, jeśli odcinek przed chwilą skończył się czyjąś tragiczną śmiercią? To psuje cały efekt). Dużo lepszym wyborem byłoby coś w stylu soundtracku przy zapowiedzi następnego odcinka. Kreskę uważam za naprawdę dobrą. Postacie prezentują się świetnie, tła też są niczego sobie, a kolorystyka odpowiada nastrojom jakie ma wywoływać. Poza tym niesamowite, choć często niepokojące wrażenie robią ukazane w anime lalki, których tworzeniem zajmuje się matka Mei. Jest na co popatrzeć.
A co na temat bohaterów? Z pewnością są różnorodni, choć może nieszczególnie wyjątkowi. Mamy sympatycznego Kouchiego, który próbuje dowiedzieć się co się wkoło niego dzieje, wycofaną Mei, która sprawia wrażenie pogodzonej ze swoim losem, Akazawę, która od początku stara się uchronić klasę przed najgorszym i wielu innych uczniów przerażonych sytuacją, w jakiej się znaleźli. Do czego jest zdolny człowiek doprowadzony do ostateczności? Sprawdźcie sami.

"Another" niejednokrotnie przywodziło mi na myśl filmy z serii "Oszukać przeznaczenie". Porównując te dwie produkcje doszłam do wniosku, że anime wypada o niebo lepiej. Znajdziemy tu zdecydowanie ciekawsze okoliczności, głębszy sens (którego w filmie jakoś nie mogłam się dopatrzeć) itd. No ale jako że nie jest to żadna charakterystyka porównawcza, pozwolę sobie zakończyć ten temat. A anime polecam. :)

czwartek, 26 września 2013

T. Rayburn "Syrena"


Syrena - Tricia Rayburn

Wydawnictwo Dolnośląskie
Rok wydania: 2010
Ilość stron: 359
Seria: Syrena (cz. 1)

Po sprzeczce z matką Justine wychodzi z rodzinnego domu w Winter Harbour i już nie wraca. Wkrótce zostaje odnaleziona martwa. Powszechnie uważa się, że skoczyła z klifu pomimo szalejącej burzy, a silny prąd nie pozwolił jej wypłynąć. A jednak Vanessa nie potrafi się pogodzić z tą wersją wydarzeń, nie wierzy żeby jej siostra mogła zrobić coś tak lekkomyślnego, nie mówiąc już o możliwości samobójstwa. Wkrótce zda sobie sprawę z tego, że nie znała Justine tak dobrze, jak jej się wydawało. W poszukiwaniu odpowiedzi na kotłujące się w jej głowie pytania postanawia wrócić do Winter Harbour, gdzie czekają na nią kolejne niepokojące wieści, takie jak zniknięcie Caleba, chłopaka Justine, niewyjaśnione anomalie pogodowe i wzrastająca liczba utonięć. Do tego twarze wszystkich ofiar zastygły w szerokim uśmiechu. Co takiego zobaczyli przed śmiercią? I jak to możliwe, że wciąż może usłyszeć Justine? Dziewczyna wraz z Simonem - przyjacielem z dzieciństwa i bratem Caleba rozpoczyna poszukiwania, w międzyczasie nawiązując znajomość z przesympatyczną Paige i, chcąc nie chcąc, także z Zarą, która zdaje się być jakoś powiązana ze zniknięciem chłopaka. Do tego sama obecność Zary wywołuje u Vanessy silny ból głowy. Jak to możliwe? Wkrótce wpadają na trop wydarzeń, których początek sięga wielu lat wstecz. Jakie sekrety kryją się w wodach Winter Harbour?

"Nie rozumiem,jak można wejść do wody tak głęboko,by pod stopami nie czuć dna,nie zanurzając przy tym głowy...a tak naprawdę to nie rozumiem,jak można z własnej woli wejść do wody,która może cię porwać i wciągnąć pod powierzchnię,gdy tylko dotknie kostek."

Z początku obawiałam się, że Vanessa będzie jedną z tych bohaterek, które wiecznie irytują czytelników swoim niezdecydowaniem. Niepozorna, szara myszka, która wszystkiego się boi i uważa się za gorszą od swojej siostry. Właśnie takie wrażenie sprawiała w pierwszym rozdziale. A jednak potem wszystko rozeszło się po kościach. Została nam piękna dziewczyna z zaniżoną samooceną i szeregiem lęków, jednak pełna samozaparcia i motywacji do działania. Choć nadal nieco niepewna, raz po raz stawiała czoła swoim obawom i udowadniała, że potrafi o siebie zadbać. Na pierwszy rzut oka widać, że zaszła w niej duża zmiana. To, czego doświadczyła pozwoliło jej lepiej poznać samą siebie. Poza tym nie obeszło się bez dość przyjemnego w odbiorze wątku romantycznego.
W "Syrenie" główny prym wiodą kobiety - silne, zdecydowane, pewne siebie i piękne, podczas gdy mężczyźni są jedynie dodatkiem lub wręcz ich ofiarami. Nawet charyzmatyczni bracia Carmichaelowie bledną pod ich naporem. Myślę, że jest to całkiem ciekawe rozwiązanie. Poza tym chyba nikt nie ma wątpliwości co do tego, że w całą historię zamieszane są syreny - tytuł daje nam to wystarczająco jasno do zrozumienia. A jednak ilość pytań nie maleje. Kto? Jak? Dlaczego? Czy można temu zaradzić? Tego możecie się dowiedzieć już podczas czytania.

Książka została ładnie wydana, a u dołu każdej strony widnieją wodorosty. Niby nic takiego, a jednak dzięki temu w pewien sposób się wyróżnia. Przeszkadzał mi jednak brak akapitów - czasami trudno było stwierdzić gdzie kończy się jedna wypowiedź, a gdzie zaczyna druga lub opis. Książka nie ujęła mnie jakoś szczególnie za serce, jednak naprawdę dobrze mi się ją czytało i chętnie sięgnę po kolejną część.

7/10
Syrena | Głębia | Mroczna toń

sobota, 21 września 2013

T. Canavan "Wielki Mistrz"


Wielki Mistrz - Trudi Canavan

Wydawnictwo: Galeria Książki
Rok wydania: 2008
Ilość stron: 718
Seria: Trylogia Czarnego Maga (cz. 3)

Sonea, po wielu przejściach, w końcu może w spokoju kontynuować naukę magii. Dawne prześladowania poszły w niepamięć, a wygrany pojedynek zapewnił jej szacunek nie tylko wśród nowicjuszy, ale i nauczycieli. Poza tym jest podopieczną Wielkiego Mistrza... i właśnie w tym tkwi problem. Choć nie widuje go zbyt często, nadal wzbudza w niej strach i obawę. W końcu jak mogłoby być inaczej, skoro jest jedną z niewielu, którzy zdają sobie sprawę z tego, że Akkarin praktykuje czarną magię? Co więcej, teraz najwyraźniej próbuje w pewien sposób przekonać ją do swych racji. Jeden wielki kant, czy może jednak w jego opowieściach jest ziarno prawdy? Czy po tym wszystkim zdoła mu zaufać?
Cery z kolei może poszczycić się całkiem niezłą pozycją wśród Złodziei, którą do pewnego stopnia zawdzięcza swojej współpracy z pewnym Magiem. Ma też bardzo odpowiedzialne zadanie, jakim jest odnajdywanie przebywających w mieście sachakańskich szpiegów. Do tego wszystkiego dochodzi też ponętna Sachakanka, która oferuje mu swoją pomoc. Tylko czy to rzeczywiście jest dobry pomysł?
Jest też Rothen, który nieustannie martwi się o Soneę. Jego niepokój dodatkowo wzmaga niespodziewana zmiana jej nastawienia. Tymczasem Administrator Lorlen nie może się pogodzić ze swoją bezsilnością w związku z sekretem Wielkiego Mistrza, a Dannyl będzie musiał postawić na szali swoją znajomość z Tayendem, aby zdemaskować powstałą w Elyne organizację, której członkowie pragną nielegalnie nauczyć się magii. A Akkarin? Ma wiele na głowie - od ukrywania swojego sekretu, aż po powstrzymywanie sachakańskich magów. Po czyjej więc stronie stoi?

Jak widać, akcja "Wielkiego Mistrza" rozgrywa się na wielu różnych płaszczyznach i z perspektywy kilku bohaterów. Ta wielowątkowość zdecydowanie działa na korzyść, nawet jeśli czasem oznacza powtarzanie tych samych wydarzeń jeszcze raz. Pozwala nam to lepiej zrozumieć bohaterów i ich decyzje - także te niewłaściwe, których znajdzie się sporo. Ostatnia część trylogii obfituje w wiele wydarzeń i nagłych zwrotów akcji, co sprawia, że trudno się od niej oderwać. Z tego też powodu nie mogę napisać zbyt wiele, by nie psuć innym niespodzianki (choć pewnie ci, którzy czytali poprzednie części sami dojdą do wniosku, że i po tą ostatnią warto sięgnąć).

Akkarin, dotąd zawsze stawiany w złym świetle, postanawia wyjaśnić Sonei swoje pobudki, aby sama zdecydowała, co zrobić z tą wiedzą. Od tego, co postanowi, może wiele zależeć. Wszystkich bohaterów czeka wiele trudnych wyborów, a stawką może się okazać bezpieczeństwo całej Kyralii. Co jest słuszne, a co nie? Kto jest wrogiem, a kto przyjacielem? Wkrótce przyjdzie im podjąć decyzję.

Na "Wielkiego Mistrza" polowałam już od jakiegoś roku i dopiero niedawno udało mi się go dorwać w bibliotece. Choć nie spodziewałam się takiego obrotu spraw, nie jestem rozczarowana, a raczej wręcz przeciwnie - wciąż mi mało, dlatego z chęcią sięgnę po "Trylogię Zdrajcy", której akcja rozgrywa się jakiś czas po zakończeniu tej serii. Nie ukrywam też, że oczekiwania mam dość spore.

"Trudno jest odmawiać komuś, kto zna zbyt wiele twoich sekretów."
9/10
Gildia Magów | Nowicjuszka | Wielki Mistrz

poniedziałek, 16 września 2013

A. Michaelis "Baśniarz"


Baśniarz - Antonia Michaelis

Wydawnictwo: Dreams
Rok wydania: 2012
Ilość stron: 400

Bywa, że w następstwie z pozoru całkiem nieistotnych błahostek wszystko się zmienia. Gdyby wtedy nie zajrzała pod kanapę... Gdyby nie znalazła tej lalki... Ale stało się i właśnie tak poznała drugie oblicze cieszącego się złą sławą Abla Tannateka, w szkole znanego jako polski handlarz pasmanterią, choć w rzeczywistości zajmował się całkiem innym interesem. Domyślacie się już? Anna, wiedziona ciekawością, postanawia go śledzić, by w ten sposób dowiedzieć się o nim czegoś więcej. W ten właśnie sposób odkrywa inne jego oblicze - troskliwego brata i utalentowanego baśniarza. Fascynacja jego osobą nie przemija i Anna wkrótce zaczyna odgrywać coraz większą rolę w życiu rodzeństwa - mała Michi wprost ją uwielbia, a Abel, choć nie przyznałby się do tego wprost, również docenia jej obecność. A problemów nie brakuje, bo życie tej dwójki nie należy do łatwych. Matka, która ponoć wyjechała, ojciec, z którym nie chcą mieć nic wspólnego... Nawet samo nastawienie Abla niczego nie ułatwia. A jednak dziewczyna wciąż brnie w tą znajomość, chce być dla niego oparciem, cieszyć się z jego obecności. To uczucie sprawia, że wszystko inne przestaje się dla niej liczyć. Co z tego wyniknie?

A jeśli to, co mówią o Tannateku to prawda? Jeśli w rzeczywistości jest całkiem inną osobą? Do tego te zabójstwa... Ktoś chce go wrobić, czy może raczej to właśnie jego sprawka? Czy rzeczywiście byłby do tego zdolny?
Baśń Abla w niezwykły sposób przeplata się tu z prawdziwym życiem. Przez swoją twórczość chłopak wyraża swoje nadzieje, obawy, a także to, czego nie zamierza powiedzieć wprost. Jego baśń nie kłamie, jedyne, co należy zrobić, to odpowiednio ją zinterpretować.

"Ale za słowami czyhała ciemność, ciemność jaka panuje we wszystkich baśniach. Dopiero później,
 dużo później, zbyt późno zrozumie, że ta baśń była śmiertelnie niebezpieczna."

Anna. Cicha, spokojna, zdystansowana Anna żyjąca we wnętrzu swojej bańki mydlanej... Właśnie tak była kiedyś postrzegana. A jednak za sprawą znajomości z Ablem nabrała więcej stanowczości, nie bała się wyjść przed szereg. Zaangażowanie w problemy Tannateka i jego siostry utwierdziło ją w przekonaniu, że w rzeczywistości to właśnie jej znajomi nie mieli pojęcia o prawdziwym życiu i dylematach, które się z nim wiązały. Jeśli zaś chodzi o samego Abla pozostaje on tak samo tajemniczy jak na początku, pełen sprzeczności, naznaczony trudnym dzieciństwem. To bardzo ciekawa postać. Do tego są też znajomi Anny, którym trudno zaakceptować ten związek, oraz jej rodzice, którzy pomimo wielu obaw pragną ją wspierać. Choć otacza ją wielu życzliwych ludzi, jej wybór pozostaje niezmienny. Czy dobrze na tym wyjdzie?

"Baśniarza" miałam w planach już od dłuższego czasu. Gdy w końcu po niego sięgnęłam, przepadłam. Dryfująca gdzieś pomiędzy dziecięcymi fantazjami a'la "Mały Książę" a rzeczywistością, straciłam poczucie czasu i było mi z tym dobrze. Pragnęłam trwać w tym stanie jak najdłużej, choć po głowie nieśmiało kołatała mi myśl, że każda kolejna strona przybliża mnie do zakończenia. Ta tajemnicza, pełna niedopowiedzeń i stale przybywających pytań historia pozwoliła mi się oderwać od codzienności, a jednocześnie mieć poczucie brutalnej rzeczywistości, która otacza naszych bohaterów. Jeśli chodzi o koniec, hm... czegoś takiego się nie spodziewałam. A może raczej nie dopuszczałam do siebie takiej myśli? Tak czy inaczej, "Baśniarz" bardzo mi się podobał.

8/10

czwartek, 12 września 2013

M&A Tag + Stosik mangowy

Nominowała mnie Carrie, dziękuję. :) Tag ten powstał, by łączyć fanów m&a piszących blogi. Należy odpowiedzieć na dziesięć zawartych w nim pytań, następnie nominować siedem osób i poinformować je o nominacji. Jeśli ktoś ma ochotę się dołączyć, zachęcam.
1. Obrazy ruchome i nieruchome.
Wolisz czytać mangi czy oglądać anime?
Raczej anime. Mimo wszystko wolę, gdy postacie się poruszają, mogę usłyszeć ich głos. Poza tym pewne reakcje lub sytuacje lepiej wypadają lepiej jako animacje, a nie rysunki. No i są kolory, i niektóre soundtracki są świetne. Mangę też lubię, czasami nawet wolę, ale w każdym razie częściej mam styczność z anime.

2. Pierwsze pokemony za płoty.
Jaka była Twoja pierwsza i obejrzana w całości seria?
Więc tak, był Naruto, Pokemony też chyba zdarzało mi się obejrzeć, a tak w całości, to chyba pierwsze było Shaman King. W pełni świadoma tego, że oglądam anime byłam chyba dopiero przy okazji Gravitation...

3. Życie mierzone w odcinkach i rozdziałach.
Ile mniej więcej obejrzałeś/łaś anime i przeczytałeś/łaś mang?
Ukończonych serii mam 48, czyli, jak podpowiada MAL, jakieś 17,8 dnia. Mang było jakieś 30, ale prawdopodobnie jednak więcej, bo niektórych mogłam nie uwzględnić.

4. Twarz z plakatów.
Jaka jest Twoja ulubiona postać?
Jest sporo postaci, które lubię, ale żeby tak ulubioną... No to może Grell Sutcliff, Edward Elric, Kamiigusa Misaki, Rin Okumura? Naprawdę trudno mi się zdecydować.

5. Festiwal otwierających się w kieszeni czerwonych scyzoryków.
Której postaci najbardziej nienawidzisz?
Właściwie to nie ma takiej postaci (przynajmniej na razie). Do tej pory chyba nie natrafiłam na bohatera, którego mogłabym z całego serca znienawidzić.

6. Przez uszy do serca.
Masz swojego ulubionego seiyu?
Tutaj też pozostaje mi przyznać, że raczej nie. Jest jednak kilku, których kojarzę bardziej niż innych lub po prostu lubię ich głos, np. Jun Fukuyama, Nobuhiko Okamoto, czy Natsumi Takamori.

7. Historia najnowsza.
Jaką serię ostatnio obejrzałeś/łaś?
Shingeki no Kyojin. Gdy dopiero co zaczęto ją emitować nie byłam nią zainteresowana, ale później nasłuchałam się tylu zachęcających słów... Skończyło się na tym, że nadrobiłam tych 21 odcinków w 2 dni i wyczekuję kolejnych. A jeśli chodzi o serię, którą ostatnio obejrzałam w całości, to było to Gosick.

8. Chluba fana.
Zbierasz mangi, magazyny lub gadżety związane z m&a?
Tak, zaczęłam jakieś pół roku temu. Planowałam też pokazać moje zdobycze na blogu, więc zrobię to przy tej okazji. :)

9. Manga w czerwieni i bieli.
Jakie jest Twoje ulubione polskie wydawnictwo zajmujące się wydawaniem mang?
Jako że nie siedzę w tym zbyt długo, to nie umiem tego stwierdzić, ale postawiłabym na Waneko.

10. Oczy szeroko otwarte.
Co myślisz o fandomie?
Tu też nie mam wiele do powiedzenia.


Teraz stosik mangowy, a raczej cały mój dotychczasowy dobytek w tym temacie. Całe 26 tomów. Myślę, że nie jest najgorzej, biorąc pod uwagę, że jeszcze na początku tego roku nie miałam ani jednej. Mam jednak nadzieję, że na tym się nie skończy. ;)
Kei Ishiyama "Grimms Manga" #1, #2 -  2/2
Tetsuya Tsutsui "Prophecy" - 1/1+
Avi Arad, Junichi Fujisaku, Ko Yasung "The Innocent" - 1/1
Lily Hoshino "Demon Maiden Zakuro" - 1/3+
Yana Toboso "Kuroshitsuji" - 12/12+
Yoshiki Tonogai "Doubt" - 4/4
Tsugumi Ooba, Takeshi Obata "Death Note" - 5/12
Poza tym mam sketchbook (jedna z moich pierwszych zdobyczy), kilka magazynów Otaku (#41-45), kilka przypinek (ta odpadła mi, gdy ją nosiłam przy torbie) i <dam da da daam!> zeszyt Death Note, który leży sobie spokojnie, bo jakoś nie mam serca, żeby pisać w nim byle co i tak oto czeka na swoją chwilę. ;)

sobota, 7 września 2013

M. Mous "Boy 7"


Boy 7 - Mirjam Mous


Wydawnictwo: Dreams
Rok wydania: 2012
Ilość stron: 248

Pewnego dnia budzisz się gdzieś na pustkowiu i nie pamiętasz praktycznie niczego. Nie wiesz kim jesteś, skąd się tu wziąłeś, nie wiesz nawet jak wyglądasz. W pobliżu leży plecak, a w nim kilka mniej lub bardziej przydatnych rzeczy, między innymi... komórka! No ale tu kolejne rozczarowanie, bo z nagranej na nim wiadomości dowiadujesz się, że pod żadnym pozorem nie wolno ci zadzwonić na policję. Co jeszcze dziwniejsze, ze słuchawki dobiega twój własny głos. Na szczęście ktoś tamtędy przejeżdża i zabiera cię ze sobą. Co dalej? Nie pozostaje ci nic innego, jak tylko spróbować zorientować się we własnej sytuacji. Nie wiesz od czego zacząć, komu zaufać, nie wiesz praktycznie nic. A jednak masz parę wskazówek, które mogą naprowadzić cię na jakiś ślad. Jak je wykorzystasz?
Właśnie tak pokrótce przedstawia się sytuacja Boy'a 7 (w każdym razie właśnie takie imię zdecydował się na razie przyjąć). Z jego przeszłością łączą go jedynie nieliczne przedmioty znalezione w plecaku, takie jak paragon z Pizza Hut, mały kluczyk z numerem 31 i zdjęcie pewnego budynku. Choć to prawie nic, z odrobiną szczęścia i pomocy ze strony .. (dziewczyny, która znalazła go wtedy na drodze) może mu się udać. Tylko czy może jej ufać? Wydaje się miła, ale czasami zachowuje się podejrzanie. A może to tylko wybujała wyobraźnia Boy'a?

Tak oto zdany na siebie (którego wcale nie zna) próbuje dociec prawdy, zrozumieć dlaczego stracił pamięć i jak udało mu się to przewidzieć. Pomysł na fabułę zdecydowanie interesujący, wykonanie również całkiem niezłe, a książka wciągająca. Mimo to mam kilka drobnych ale. Przede wszystkim autorka nie daje czytelnikowi nawet szansy na rozwiązanie tej zagadki na własną rękę. Owszem, z początku jesteśmy skazani na snucie domysłów wraz z bohaterem, jednak ostatecznie dostajemy rozwiązanie podane jak na talerzu i nawet jeśli wciąż pozostaje wiele niewiadomych, ogólną koncepcję już znamy. Poza tym bywało, że język powieści nieco mnie irytował i nie obeszło się bez paru literówek (to wydawnictwo tak już chyba ma). O Boy'u nie będę się zbytnio rozpisywać, skoro na początku on sam nic o sobie nie wiedział. Najlepiej gdybyście poznali go na własną rękę, bo mimo wszystko uważam, że "Boy'a 7" warto przeczytać.
Jeśli macie ochotę na lekką i wciągającą lekturę, w dodatku z zagadką do rozwiązania i kilkoma nagłymi zwrotami akcji, myślę, że będzie to dobry wybór. To niezbyt wymagająca, a jednak przyjemna historia, choć nazywanie jej thrillerem jest trochę na wyrost. Skierowana jest głównie do młodzieży, ale nic nie stoi na przeszkodzie, aby i ci starsi czytelnicy się na nią zdecydowali.

7/10