poniedziałek, 31 grudnia 2018

Zapadające w pamięć (2018)

Jak ja lubię te podsumowania roku! To dobra okazja, żeby jeszcze raz przejrzeć to, co czytałam (oglądałam i tak dalej), tym razem dodatkowo o tyle ważniejsza, że z moim pisaniem o książkach było raczej kiepsko, więc o niewielu książkach wspomniałam na blogu (a z tych poniżej o żadnej). Z czytaniem było za to całkiem nieźle - wyszło tego 73 książki. Zwykle do pisania zabieram się na długo przed końcem grudnia, tym razem jakoś tak wyszło, że zajęłam się tym praktycznie na ostatnią chwilę.

Ursula K. Le Guin "Ziemiomorze"
Co prawda to cała seria, ale właśnie tak pozwolę ją sobie przedstawić (tym bardziej, że mój ebook właśnie całość zawierał). Już od dość dawna byłam ciekawa tej serii i wreszcie na początku tego roku ją zaczęłam, a skończyłam w sierpniu. I tak na przykład po przeczytaniu Czarnoksiężnika z Archipelagu bardzo chętnie od razu przeczytałabym go jeszcze raz, a to o czymś świadczy. Kolejne części serii były równie dobre i jestem pewna, że jeszcze kiedyś do nich wrócę, bo Ziemiomorze stało się jednym z moich ulubionych magicznych światów. Chętnie sięgnęłabym też po inne serie autorki.

M. Zusak "Złodziejka książek"
Wreszcie i ja poznałam tę wielu dobrze znaną i cenioną historię. Tak wyszło, że jeszcze o niej nie pisałam, więc napiszę parę słów teraz. Przyznam, że miałam na jej temat nieco inne wyobrażenie. Okazała się odmienna od tego, czego się po niej spodziewałam, jednak było to zaskoczenie jak najbardziej pozytywne. Powieść już od samego początku oczarowała mnie piękną narracją z perspektywy śmierci - z jednej strony mimo wszystko bardzo ludzką, z drugiej zawierającą odmienne spojrzenie na życie i jego kres. Bardzo ciekawe było też to, jak śmierć postrzega barwy, szuka ich i docenia. W ramach ciekawostki dodam, że słuchałam jej akurat w drodze do i z Berlina. ;)

T. Canavan "Anioł Burz"
W tym roku przeczytałam zarówno Złodziejską Magię jak i Anioła Burz (obie wchodzące w skład Prawa Milenium), jednak to tę drugą książkę postanowiłam wyróżnić z tego prostego względu, że w niej fabuła była już zdecydowanie bardziej rozwinięta, dzięki czemu było też ciekawiej. Bardzo lubię to, że Canavan przy każdej swojej trylogii od podstaw tworzy całkiem inny od poprzednich magiczny system (oczywiście nie licząc Trylogii Zdrajcy, która jest przecież kontynuacją Trylogii Czarnego Maga), tutaj nawet jeszcze bardziej różnorodny ze względu na istnienie wielu światów. Ostatnia część trylogii jeszcze przede mną.

B. Sanderson "Alcatraz kontra Bibliotekarze"
I jeszcze jedna seria w całości, bo nie chciałam jej rozbijać na poszczególne tomy. Książek, z których najbardziej słynie Sanderson wciąż jeszcze nie czytałam (poza króciutką Duszą cesarza), za to mam już za sobą jego serię książek młodzieżowych. W końcu jak tu się nie zainteresować gdy się słyszy o złych Bibliotekarzach? Przecież trzeba to sprawdzić! Jest ciekawie i niekoniecznie poważnie, a humor autora oraz częste zwroty bezpośrednio do czytelników i nietypowe zagrywki wprost powalają. Gdybym miała całą serię na półce, z pewnością byłyby kolorowe od wszystkich pozaznaczanych fragmentów. Jeszcze to nadrobię, a jak na razie całość znam z audiobooków, z czego ostatni tom przesłuchałam po angielsku, bo jeszcze nie był dostępny po polsku. Postaram się jeszcze napisać o tej serii więcej.

J. Jonasson "Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął"
O tej akurat książce jeszcze napiszę osobno. Przesłuchana po prostu dlatego, że była taka możliwość i nie miałam względem niej większych oczekiwań... Tymczasem bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła i świetnie się przy niej bawiłam. Do tego stopnia, że postanowiłam ją tu wymienić. Do tego jak Złodziejkę książek słuchałam przy okazji wyjazdu do Berlina (świadomy wybór), tak ze Stulatkiem... zapoznałam się na krótko przed podróżą do Szwecji (skąd pochodzą zarówno autor, jak i bohater powieści, co uświadomiłam sobie dopiero w trakcie słuchania audiobooka).

A. Lange "Clovis LaFay. Magiczne akta Scotland Yardu"
Długo miałam tę książkę w planach, a kiedy w końcu się za nią zabrałam, praktycznie od razu wiedziałam, że był to strzał w dziesiątkę. Nie dość, że Scotland Yard (a więc zagadki kryminalne), to jeszcze magia! Do tego dobrze pomyślana historia i ciekawi, złożeni bohaterowie - w to mi graj! Nic tylko pogratulować (polskiej!) autorce świetnego debiutu i liczyć na więcej.

A. Sapkowski Wiedźmin
A konkretnie dwa zbiory opowiadań - Ostatnie życzenie i Miecz przeznaczenia. Zaczęło się od tego, że od dłuższego czasu rzucały mi się one w oczy podczas przeglądania oferty Storytel. Następnie brat zaczął grać w Wiedźmina. Pewnego razu zaproponowałam mu, że skoro lubi grę, to może da szansę audiobookom, a ponieważ na to przystał, sama też postanowiłam poznać książkowego Wiedźmina bliżej (co stanowiło moją pierwszą styczność zarówno z nim, jak i w ogóle z twórczością Sapkowskiego). Był to bardzo dobry wybór, a audiobooki miały jeszcze tę zaletę, że zostały nagrane z podziałem na role i sporadycznymi efektami dźwiękowymi. Na tych dwóch tomach na pewno nie poprzestanę.

M. Kisiel "Siła niższa"
Chociaż bardzo dobrze wspominam Dożywocie, jakoś długo zwlekałam z sięgnięciem po jego kontynuację. Co prawda nieco zajęło mi ponowne wdrożenie się w historię, jednak kiedy już się z tym uporałam, okazało się że jest równie dobrze, jeśli nie lepiej niż poprzednio. Szalony humor, masa absurdów i nieobliczalnych bohaterów nie pozwalają się nudzić. Wspomnę jeszcze, że od autorki przeczytałam jeszcze Toń (też bardzo udane) i naprawdę kochane Małe Licho i tajemnicę Niebożątka.

Boku no Hero Academia
Już trzeci sezon. Tym, którzy oglądają (lub czytają) chyba nie trzeba tłumaczyć dlaczego jest to świetna seria (albo po prostu używam tego jako wymówki żeby się za bardzo nie rozpisywać). ^^''

Hoozuki no Reitetsu
Uznałam, że wyjście drugiego sezonu to dobry powód, żeby umieścić tutaj Hoozukiego. Uwielbiam czarny humor tej serii, a to, że dodatkowo możemy (z przymrużeniem oka) dowiedzieć się czegoś o tradycyjnym japońskim postrzeganiu piekła jest dodatkowym plusem.

Saiki Kusuo no Ψ-nan
Tu też drugi sezon. Yay! O ile przy pierwszym sezonie bawiłam się nieźle, tak dopiero teraz naprawdę zaczęłam doceniać tę serię i przywiązywać się do bohaterów. Ogłaszam więc: to świetne anime! Lećcie oglądać Saikiego! Do tego dosłownie parę dni temu wyszedł special będący adaptacją ostatnich rozdziałów mangi, też świetny (choć trochę przykro, że nie wszystko doczekało się anime... chyba czas zacząć mangę!), a że nie mogłam się doczekać napisów, to uznałam, że jakoś zrozumiem po japońsku (i myślę, że wyszło mi to całkiem nieźle).

Wotaku ni Koi wa Muzukashii (Wotakoi)
Oczywiście nie mogłam pominąć tej kochanej i w wielu kwestiach tak reletable serii. ♥ Zawsze miło (chyba zawsze?) miło obejrzeć anime o kimś, kogo zainteresowania podzielamy. Plus też za to, że akcja wcale nie dzieje się w szkole, tylko w pracy, między dorosłymi ludźmi. I bardzo pozytywny opening!

Paprika
Nie wiem jak to jest, że jakoś ciężko jest mi zdecydować się na film, czy to aktorski, czy anime. Paprikę miałam w planach już od bardzo dawna, w końcu można powiedzieć, że jest to film już kultowy. Po tym jak coraz to kolejne osoby mi go polecały i zachwalały muzykę, wreszcie go obejrzałam. I jak się można domyślić, było warto.

Violet Evergarden
Seria, którą zaczęłam po zobaczeniu przepięknych kadrów, a którą wkrótce pokochałam także za chwytającą za serce historię. Po prostu polecam.

Steins;Gate
Wreszcie i ja mogę się pochwalić znajomością tej serii, o której słyszałam chyba prawie od samych początków mojej przygody z anime. I okazuje się, że naprawdę było warto, choć gdyby nie świadomość jej sławy, możliwe że przez początkowe zachowanie pewnych bohaterów szybko bym ją porzuciła.

Banana Fish
Najświeższe z wszystkich przedstawionych tutaj anime. Uwspółcześniona wersja sporo starszej mangi. Ma swoje niedoróbki (choć wciąż jeszcze nie mogę porównać jej z pierwowzorem), jednak wciąż pozostaje warta uwagi. I ma dwa przepiękne endingi - Prayer X i RED.
Nakamura Asumiko "Yobidashi Hajime"
Trochę ze względu na to, że jest to pierwsza manga, którą w całości przeczytałam po japońsku, głównie dlatego, że to po prostu bardzo dobrze zapowiadająca się historia. Tym bardziej jest mi przykro, że prawdopodobnie nie poznam jej dalszego ciągu i nawet tych parę rozdziałów nie doczeka się większego rozgłosu.
Natsuo Kumeta "Nasz cud"
Świetna manga, wciągająca, pełna intryg i niespodzianek historia oraz ciekawi bohaterowie. Gdyby tylko kreska pozwalała łatwiej rozróżnić poszczególne postaci... no ale to nie jest aż taki problem, zwłaszcza gdy czyta się kilka tomów pod rząd. Jedna z tych mang, na których skompletowaniu mi zależy, więc ze smutkiem przyjęłam wiadomość, że przez kiepską sprzedaż będzie rzadziej wydawana. Obecnie mamy 13 tomów.
Tohru Tagura "Historia o miłości"
Tę mangę postanowiłam wymienić dlatego, że Dango zaczęło ją wydawać w Polsce. Yay! A pisałam o niej jeszcze na długo przed tym. Coś wolno to idzie, ale podejrzewam, że to kwestia jakichś trudności ze strony japońskiej. Oby jednorazowych. Drugi tom ma mieć premierę na początku marca.
W ramach wyjątku, bo ogólnie w nic raczej nie gram (chociaż wcześniej mogłam uwzględnić Mystic Messengera... no trudno), w tym roku mogę stworzyć dodatkową kategorię i wrzucić do niej One Piece Pirate Warriors 3. Przyznam, że się tego nie spodziewałam, a jednak szybko się w nią wkręciłam (chociaż raczej grając w towarzystwie, nie sama).
Uznałam, że wymienię nieco więcej tytułów niż początkowo zakładałam. Jak można się było spodziewać, większość obejrzanych przeze mnie w tym roku filmów było produkcji Marvela. Czarna pantera na przykład. Nie mogłam też oczywiście przegapić Avengers: Infinity War (nie mogę się doczekać drugiej części). Był i świetny Deadpool 2, któremu udało się przewyższyć pierwszą część. Twój Simon niestety nie spełnił moich oczekiwań, o czym pisałam tutaj. Po drodze załapali się też Iniemamocni 2 oraz Ant-Man i Osa, oba filmy oglądało się całkiem przyjemnie. Krzysiu, gdzie jesteś? zdecydowanie zasługuje na to, by go wyróżnić. Bardzo ładny film. Trafił się i Venom, a z okazji 5 listopada uznałam, że wreszcie obejrzę V jak Vendetta i nie był to czas stracony.
Tym razem (głównie za sprawą Netflixa, na który w końcu się zdecydowałam) także w tej kategorii mam coś do powiedzenia. Dokończyłam na przykład oglądanie Lucifera (w każdym razie drugiej serii i od tamtej pory nieustannie ubolewam nad tym, że trzecia wciąż nie jest dostępna na Netflixie). Wreszcie znalazłam też czas na obejrzenie Belfra, którego specjalnie kupiłam na DVD i przyznam, był całkiem niezły. Dalej poszło hurtem - Jessica Jones, Iron Fist i po dłuższej przerwie powrót do Daredevila, a skoro ich osobne seriale już co najmniej napoczęłam, czym prędzej zabrałam się za Defenders, którego ze swoim zamiłowaniem do crossoverów po prostu nie mogłam przegapić. Ostatnio zaczęłam też Ultraviolet, polski serial o detektywach-amatorach. A! I oczywiście Brooklyn 9-9, który jest świetną komedią, a przy okazji i niezłym serialem kryminalnym.
Panic! At the Disco Pray for the Wicked
W tym roku (prawie na moje urodziny) wyszedł nowy album Panic! at the Disco i to chyba pierwszy taki przypadek, żebym miała płytę tak szybko po jej premierze. Mieć płytę - fajna rzecz, ale niewielu mam lubianych wykonawców, przy których czuję jakąś wielką potrzebę jak najszybszego posłuchania ich nowych piosenek czy ogólnie śledzenia co się w tym temacie dzieje. A wracając do płyty, choć mam swoich ulubieńców (chociażby King of the clouds), szybko polubiłam wszystkie z pojawiających się tu utworów. Odtwarzacz jakoś się nie chciał dodać, więc pozostaje użyć linku.

Ruelle
Ruelle tworzy przede wszystkim muzykę do filmów i seriali. Zaczęło się od tego, że zaczęłam ją kojarzyć z piosenek pojawiających się w Shadowhunters, jednak do przyjrzenia się bliżej jej twórczości zmotywowała mnie chyba piosenka z The Darkest Minds (samego filmu nie widziałam, za to zwiastun kilkakrotnie w kinie) i jakoś to już wtedy poszło. Bardzo podoba mi się jej głos i ogólny klimat utworów.

Kenshi Yonezu (米津 玄師)
Najpierw usłyszałam go w openingu do Boku no Hero  Academia, ale wtedy jeszcze nie zwróciłam na niego większej uwagi. Właściwie nawet nie wiem dokładnie od czego się zaczęło, ale w końcu jego piosenki bardzo przypadły mi do gustu.

Daoko
I z pośpiechu zapomniałam o jeszcze jednej osobie, jakoś mi się wydawało, że już o niej pisałam. Daoko poznałam przy okazji endingu do Kekkai Sensen & Beyond (poniżej) i przez jakiś czas na tym się moja wiedza kończyła, ale w końcu zaczęłam słuchać innych jej piosenek. To, że tak ją polubiłam było dla mnie trochę zaskoczeniem, bo zwykle wolę raczej inny typ wokalu.

sobota, 22 grudnia 2018

Stosik 5/2018

A teraz między innymi trochę targowych zdobyczy, których postanowiłam nie dokładać do poprzedniego stosiku, żeby nie opóźniać go jeszcze bardziej.
Aya Kanno "Requiem Króla Róż" (10) - Ten tom przynosi naprawdę sporo rewelacji i ogólnie wiele się pozmieniało. A na kolejny znów będzie trzeba trochę poczekać...
Kiri Wazawa "Posępny Mononokean" (11) - Poważniejszych tematów ciąg dalszy (chociaż to nie tak, że humoru nie było wcale). Kwestia ojca Hanae wciąż pozostaje ważna i zastanawia mnie, co teraz postanowi Abeno. A tak swoją drogą, już niedługo drugi sezon anime!
Yuki Midorikawa "Księga Przyjaciół Natsume" (2) - I kolejne przygody Natsume, a wśród nich test odwagi, Nyanko-sensei w wersji miniaturowej i spotkanie z egzorcystą Natorim.
Naoki Urasawa "Monster" (1) - Od pewnego czasu myślałam nad zaczęciem tej serii, a że akurat trafiłam na pierwszy tom w całkiem niezłej cenie, nie zastanawiałam się długo. Zapowiada się na interesującą, choć i ciężką tematycznie lekturę. Inna kwestia dotyczy tego, kiedy będę mogła ją kontynuować biorąc pod uwagę to, z jakim trudem przychodzi mi decyzja o kupieniu sporo droższej niż zazwyczaj mangi... Z drugiej strony, czytając ten tom towarzyszyła mi myśl typu 'wow, to naprawdę porządne wydanie'. Na taki tomik (czy może już tomiszcze?) aż miło się patrzy, więc może uda mi się jakoś łatwiej przełamać. ;) No i to wydanie podwójne, więc do uzbierania jest 9, nie 18 tomów.

Takashi Hiraide "Kot, który spadł z nieba" - Od dawna miałam ją w planach i uznałam, że Targi Książki będą dobrą okazją, żeby ją wreszcie kupić. Całkiem miło się czytało, choć zdecydowanie nie jest to książka dla tych, którzy oczekują wartkiej akcji. Tutaj wszystko dzieje się powoli i spokojnie.
W. Bruce Cameron "Był sobie pies" - Ta i książki poniżej są z targowej wymiany, trochę z przypadku, bo coś przecież trzeba było wziąć, ale mogę przyznać, że wyszło zdecydowanie lepiej niż na pierwszej wymianie, w której brałam udział (chyba dwa lata temu).
Suzanne Collins "Gregor i niedokończona przepowiednia" - Ta jest najbardziej przypadkowa, wzięta, bo kojarzyłam ją z przeczytanej kiedyś recenzji
Tetsuya Honda "Przeczucie" - Ze zdobycia tej jestem najbardziej zadowolona, bo od dłuższego czasu chciałam ją przeczytać, tylko jakoś nie mogłam się zebrać do kupienia jej.
Mick Finlay "Detektyw Arrowood" - Ma detektywa w tytule, tak? Powinno wystarczyć jako powód. Co prawda miałabym dostęp do tej książki w Legimi, ale skoro akurat napatoczyło się wydanie papierowe, to dlaczego miałabym nie skorzystać? ;)

I to miało być na tyle, jednak ostatecznie wpadło w moje ręce coś więcej. I to nawet sporo cosiów. :3
Eiichiro Oda "One Piece" (51) - Nie żebym miała wszystkie poprzednie (czy jakiekolwiek) tomy (chociaż chciałabym), po prostu szczęśliwym trafem udało mi się zdobyć ten tom za darmo. Przedstawia początek wydarzeń na archipelagu Sabaody i jak tak sobie czytałam, to jeszcze bardziej nabrałam ochoty, żeby zdobyć resztę, co niestety byłoby bardzo kosztowne... i nie wiem gdzie ja bym to wszystko upchnęła. ^^'' Może kiedyś...
Hiro Arikawa "Kroniki kota podróżnika" - Od pewnego czasu czaiłam się na tę powieść - w końcu jak tu się oprzeć kotu? Właśnie czytam i jest całkiem ciekawie.
M. Visniec "Sprzedawca początków powieści" - A tu rzadki widok u mnie, jakaś nowość! Dość spontaniczna decyzja pod wpływem jednej czy dwóch opinii na jej temat. Oby było warto.
Keigo Higashino "Cuda za rogiem" - Ta powieść wpadła mi w oko jeszcze podczas Targów Książki, ale wtedy jeszcze się nie zdecydowałam. Ostatecznie jednak do mnie trafiła.
K. Bednarz "Kwiaty w pudełku" - Tu też nietypowo na mnie, bo z publicystyką jakoś zwykle nie było mi po drodze, brakowało okazji (choć może to tylko wymówka). W każdym razie na początek wybrałam reportaże o kobietach w Japonii, na które czaiłam się od dłuższego czasu.
Z. Davisson "Yūrei" - Skoro "Yōkai" już za mną, to czas na coś o japońskich duchach.

poniedziałek, 17 grudnia 2018

M. Foster "Yōkai. Tajemnicze stwory w kulturze japońskiej"

Yōkai ciekawią mnie już od dawna, więc nic dziwnego, że i ta publikacja przyciągnęła moją uwagę... A jednak długo zajęło mi zabranie się za nią i to nawet pomimo tego, że już jakiś czas temu wygrałam ją w konkursie u Frydzi. Cóż, lepiej późno niż wcale i ważne, że naprawdę było warto. (W porównaniu do moich poprzednich, ostatnio bardzo nielicznych recenzji, ta wyszła dość długa, chociaż to i tak wersja skrócona względem tej, którą przygotowałam na inną okoliczność)

poniedziałek, 19 listopada 2018

Podsumowanie sezonu anime na lato 2018

Aż wstyd, ale właściwie niewiele brakowało żebym zapomniała o tym podsumowaniu... Z drugiej strony to nie tak, że nie znalazłam sobie żadnego usprawiedliwienia, nawet jeśli jest ono dość marne. Ale, już nie przedłużając, przedstawiam, co jakiś czas temu gościło na moim ekranie. :)

poniedziałek, 12 listopada 2018

Stosik 4/2018

Miało być szybko, a do czasu publikacji i tak zdążył minąć jakiś miesiąc odkąd zaczęłam opisywać ten stosik... Tym razem przeważają mangi od JPF (choć i tak nie jest tego dużo), aż dziwne, bo rzadko się to u mnie zdarza. Nowych książek brak, ostatnio głównie korzystam z Legimi lub Storytel.

wtorek, 30 października 2018

J. Ćwiek "Stróże"

Bardzo polubiłam serię książek o Kłamcy, więc z radością powitałam wiadomość, że autor postanowił jeszcze bardziej rozszerzyć to uniwersum. Więcej nawet, gdy tylko się o tym dowiedziałam, chciałam jak najprędzej chwycić za książkę (w tym przypadku za czytnik).

sobota, 6 października 2018

Nakamura Asumiko "Yobidashi Hajime"

A tym razem nietypowo, bo o mandze, której nie widziałam nigdzie poza japońskim wydaniem, nawet w postaci skanów w jakimkolwiek języku. "Yobidashi Hajime" trafiło do mnie wraz innymi mangami Nakamury, które kupiłam po japońsku i grzecznie czekało na swoją kolej, by w końcu stać się pierwszą mangą, którą w całości przeczytałam po japońsku. A ponieważ jest to tytuł (jak mi się wydaje) mało znany, uznałam, że dobrze byłoby coś na jego temat napisać.

środa, 19 września 2018

Gong Ji-young "Nasze szczęśliwe czasy" + Book Tour

Ostatnio przeczytałam tę książkę po raz czwarty, już po dłuższej przerwie. Chciałam się przekonać, czy wciąż będzie mi równie droga. Są takie książki, przy których, choć bardzo dobrze je wspominam, mam opory przed sięgnięciem po nie ponownie z obawy, że nie wytrzymają próby czasu. W tą wierzyłam od początku i, jak się okazało już po paru stronach, nie był to błąd.
Wydawałoby się, że trzydziestoletnia Yu-jeong ma wszystko, co można sobie wymarzyć, od pieniędzy i wpływowej rodziny zaczynając, a jednak uważa się za najbardziej nieszczęśliwego człowieka na świecie. Czyżby z nadmiaru dobrobytu poprzewracało jej się w głowie? Po trzeciej już próbie samobójczej dostaje wybór. Może zostać w szpitalu na terapię lub przez miesiąc towarzyszyć swojej ciotce zakonnicy w spotkaniach z więźniem skazanym na śmierć. Cóż, chyba lepsze to, niż wujek lekarz w kółko powtarzający, że powinna się wypłakać. Z drugiej strony dlaczego miałaby poświęcać swój czas dla kogoś, kto zdaniem społeczeństwa zasłużył na śmierć? I choć właśnie z takim nastawieniem przychodzi na spotkanie, z niepokojem odnosi niejasne wrażenie, że może jednak mają ze sobą coś wspólnego.

"Po raz pierwszy zrozumiałam, że zbrodnia, jak słowa, które zostaną wypowiedziane, nigdy nie znika. Nie przemija jak powiew wiatru, który pojawia się nagle, pozostawiając jedynie znikomy ślad."

Z początku planowałam jeszcze raz napisać recenzję tej książki, jednak kiedy zajrzałam do tej pierwszej, napisanej już cztery lata temu, z pewnym zaskoczeniem (choć i z zadowoleniem) odkryłam, że zawarłam tam chyba wszystko, co chciałam. Tak więc jeśli jeszcze nie znacie tej książki albo wciąż macie wątpliwości czy warto ją przeczytać, odsyłam tutaj. Choć i tak dopiszę jeszcze trochę poniżej.

Znając już dobrze fabułę (nawet jeśli mimo wszystko wiele szczegółów zdążyło rozmyć mi się w pamięci) łatwiej było mi tak po prostu skupić się na tekście, bez pośpiechu docenić styl i barwne opisy... Choć z czasem znów coraz szybciej przewracałam strony. Poza tym praktycznie co chwilę miałam ochotę zaznaczyć jakiś fragment, wiele było momentów wywołujących u mnie rozczulenie, często też pomieszane ze smutkiem. Zostawiam jednak pole do popisu Wam i chętnie się przekonam, co takiego wyróżnicie (mile widziane także dodatkowe komentarze czy inne dopiski, także w wypadku, gdy interesujący Was fragment został już zaznaczony).

Tym razem nieco irytowało mnie to ciągłe przeskakiwanie między zwykłymi rozdziałami i niebieskimi karteczkami. Chciałam ciągłości, przy czym z początku chodziło o narrację Yu-jeong, za to kiedy nieco bardziej rozwinęła się historia Yun-su - właśnie o nią. A potem jeszcze raz na odwrót, co dowodzi, że oba wątki potrafią być równie wciągające. Myślę, że jeszcze spróbuję przeczytać je oddzielnie, ale jeszcze nie teraz. Z kolei za pierwszym razem zdecydowanie radzę czytać tak, jak jest.

Czasami lekko zgrzytało mi tłumaczenie, jednak są to nieliczne i niezbyt znaczące przypadki, przypuszczalnie wynikające ze specyfiki języka koreańskiego. Przykładowo siostra Monika wyjaśniająca co to empatia - może po koreańsku jest to słowo wymagające dookreślenia, jednak po polsku wydało mi się to nienaturalne, zwłaszcza w rozmowie między dorosłymi ludźmi. Jest też fragment, kiedy Yun-su przeprasza za użycie słowa "dupek". Wydaje mi się, że jest to za mało dosadne wyrażenie, aby sprawiło, że ktoś jego pochodzenia poczuł potrzebę zreflektowania się.

A teraz, już bez przedłużania, zapraszam na pierwszy u mnie Book Tour, właśnie z "Naszymi szczęśliwymi czasami". Więcej informacji znajdziecie tutaj.
Ta sama strona będzie też cały czas podlinkowana po lewej.

sobota, 8 września 2018

Mangowe zbiory (wrzesień 2018)

Ostatnio zmieniałam trochę (a wręcz bardzo) układ mang i książek na półkach i uznałam, że to dobra okazja do uaktualnienia mojej mangowej kolekcji (sama przy okazji dowiem się ile tego mam, bo od dłuższego czasu nie liczyłam, a poprzednie zbiory są jeszcze z września 2016). A więc na początek trochę liczb i zaraz przechodzimy do mang.
Mangi: 199 → 373
LN: 2 → 3
1 artbook (bez zmian) + 2 DVD
Zaczynamy (po raz kolejny) od Kuroshitsuji, którego liczba (20) wciąż nie uległa zmianie i pewnie nie ulegnie. Pewnie jeszcze nadejdzie czas, kiedy postanowię go sprzedać, a tymczasem sobie stoi. Poza tym Petshop of Horrors, który niestety zostanie tak jak jest, niedokończony, a szkoda. Podobnie Paradise Kiss, którego ostatniego tomu już nie udało mi się kupić. I jeszcze nieco zabłąkany The Innocent.
 Noragami mam nadzieję kiedyś nadrobić, a czy się uda, to jeszcze zobaczymy. A do Marsa może by tak jeszcze kiedyś wrócić? Całkiem przyjemnie się czytało.
Pandora Hearts wciąż jeszcze czytam, jestem jakoś w połowie. Green Blood też w trakcie.
 Kolejnych tomów Ao no Exorcist niestety szybko mi nie przybędzie. Takie minusy zrównania wydania polskiego z japońskim. A już by się chciało znać kolejne wydarzenia... Time Killers do spółki i Death Note na swoim stałym miejscu.
 Tak zwane poważniejsze tytuły? Tutaj wciąż mam sporo do przeczytania. Za mną Pluto, Dynia z majonezem, Mushishi (w sumie fajnie byłoby mieć kolejne tomy), Dziennik z zaginięcia, Osiedle Promieniste i Wolpertingermenchen (przy następnych zakupach koniecznie muszę kupić jeszcze parę tytułów od Hitohai). Klan Poe już kiedyś zaczęłam, ale jakoś mi wtedy nie szło.
 Prophecy zawsze spoko, w sumie aż dziwne, że nie kupiłam nic z innych wydanych u nas mang tego autora (poza obecnym tu jeszcze Duds Hunt). Tasogare Otome x Amnesia jeszcze do dokończenia (a przy okazji, tu pisałam o anime). Orange całkiem miła szojka, ReLIFE w sumie chętnie bym kontynuowała, ale tyle innych serii do zbierania... Zobaczymy. Kagen no Tsuki, które wciąż czeka na przeczytanie; o Ristorante Paradiso już pisałam. I jeszcze pierwsza manga jaką kupiłam, czyli Grimms Manga.
 Tu trochę BLek. W zasadzie niewiele się tu zmieniło poza tym, że trochę przybyło od Dango. Więcej pisałam o Seven Days i pierwszym tomie Usłyszeć ciepło słońca.
 Tutaj taka trochę zbieranina, bo już zabrakło mi możliwości do kombinowania. Trzy tomy LN DRRR!! (wciąż nie dokończyłam czytania). Niedozbierany Śmiech w chmurach, Kawaii Scotland, które jednak nie za bardzo trafia w moje gusta (chce ktoś?), Acid Town, którego kolejnego tomu ani widu, ani słychu. Caste Heaven chyba jednak nie będę zbierać, z kolei Oblubienicę czarnoksiężnika bym chciała, ale jakoś nie mogę się do tego zabrać. Z ogłoszenia Sherlocka tak się cieszyłam, a w końcu mam tylko jeden tom i to przeczytany dopiero ostatnio. W porządku, choć te trójkątne uśmiechy są nieco creepy. Dalej parę mang Nakamury Asumiko po japońsku (w tym Utsubora, którą z amerykańskim wydaniem porównywałam tutaj). To cieniutkie to Sen o Japonii. Tytuły od KattLett pewnie pójdą na sprzedaż - Exitus Letalis ostatecznie nawet nie skompletowałam, a Artificial People: Magenta okazało się inne od moich wyobrażeń i nawet pewien sentyment do postaci nie całkiem pomógł. Emma i Opowieść panny młodej wciąż pozostają na wstrzymaniu.
Niestety niekompletny Cześć, Michael!, Utsubora po angielsku. Lady Detective jednak nie chwyciła mnie za serce i chyba nie kupię kolejnych tomów. Savage Garden czeka na... odpowiednią chwilę? Oby nadeszła wkrótce. Ciekawe czy wydanie DOGS jeszcze się kiedyś ruszy... A dalej trochę Jednotomówek Waneko. Spośród nich na razie pisałam tylko o Niesamowitych opowieściach pana Shiranui.
 Tutaj też taka zbieranina. Nasz cud, który - jak już wiele razy powtarzałam - bardzo pozytywnie mnie zaskoczył i wciąż mi go mało. Dalej dwa tomy Bungou Stray Dogs, jakoś wciąż nieprzeczytane. Historia o miłości, o której pierwszym tomie pisałam na długo zanim został u nas wydany oraz Przekleństwo siedemnastej wiosny, też zrecenzowane. Demon Maiden Zakuro to nie całkiem moje klimaty, ze zbierania Kwiatów grzechu zrezygnowałam, a Drug-on dostałam w gratisie. Dalej jeszcze parę Jednotomówek Waneko - kochane Na dzień przed ślubem i Przyjacióki oraz dwie mangi BL autorstwa Scarlet Beriko, którą uwielbiam za kreskę (a historie też są niczego sobie). I na końcu Ajin, którego jednak nie zdecydowałam się zbierać.
 Fullmetal Alchemist, wciąż najdłuższa seria w mojej kolekcji i zdecydowanie jedna z ulubionych. A dalej Nakamura. Pierwszej mangi wciąż nie czytałam, kolejne to japońskie i polskie wydania serii jej mang - Koledzy z klasy, Absolwenci (w tym jeden tomik po hiszpańsku, bo dlaczego nie :P). Sora i Hara oraz O.B. (jeszcze niewydane w Polsce). Całość zamyka jeszcze anime Doukyuusei na DVD oraz artbook Sotsugyo Album.
A tu zacznę od tyłu. Świetne All you need is kill, które długo czekało aż je przeczytam, a jeszcze dłużej na recenzję, której ostatecznie wciąż nie ma. Także świetne Wzgórze Apolla, któremu z całego serca życzę, żeby było bardziej doceniane. Trzy ostatnie tytuły zbieram chyba najregularniej. Dimension W, które bardzo spodobało mi się jako anime, a manga pozwala mi poznać kolejne wydarzenia, rewelacyjne Requeim Króla Róż wraz z jednym tomem po japońsku i Posępny Mononokean ze swoimi pięknymi, barwnymi obwolutami oraz ciekawymi historiami. Oczywiście zapomniałam dodać na którąś z półek DVD z One Piece'owym filmem, który wygrałam w loterii.

To by było na tyle. :)

środa, 29 sierpnia 2018

B. Albertalli "Simon oraz inni homo sapiens" + film

"Simon oraz inni homo sapiens" (czy też "Twój Simon" jak to widnieje w wydaniu z filmową okładką) ciekawiło mnie już od dłuższego czasu, jednak cały czas odkładałam tę książkę na później i dopiero zbliżająca się premiera filmu zmotywowała mnie do jej przeczytania (a wtedy już nawet zbliżająca się wielkimi krokami sesja mnie nie powstrzymała i czytanie poszło szybko).

Jeśli ktoś jeszcze nie orientuje się w historii, oto fragment opisu (tak, idę nieco na łatwiznę):
Każdy zasługuje na wielką miłość, prawda? Jednak historia 17-letniego Simona Spiera jest nieco skomplikowana. Simon jest fanem Harry’ego Pottera, nałogowym pożeraczem oreo, miłośnikiem muzyki alternatywnej oraz gejem. Nie ujawnił tego jeszcze nikomu ze swego otoczenia. Ukrywający swoją orientację seksualną szesnastoletni Simon uważa, że miejsce dramatów jest na scenie teatralnej. Jednak kiedy napisana przez niego wiadomość mailowa wpada w niepowołane ręce, pojawia się ryzyko, że jego wielki sekret ujrzy światło dzienne. A co gorsza w niebezpieczeństwie znajdzie się także Blue, chłopak, z którym Simon wymienia maile.

Naprawdę świetnie czytało mi się tę książkę. Jest lekka i pełna humoru, choć nie wszystkie wydarzenia są miłe i przyjemne. Ciekawie obserwowało się wymianę maili między Simonem i Blue, jak stopniowo otwierali się przed sobą, dzieląc się raz tym, czego nie wiedział o nich nikt inny, a kolejnym razem po prostu anegdotami z życia. Miło było też poznać całą rodzinkę Spierów, którzy są naprawdę świetnymi ludźmi, a w późniejszym czasie towarzyszyć Simonowi w próbach rozgryzienia tożsamości Blue. Z kolei do tych mniej przyjemnych elementów należy szantaż i idące za nim kłamstwa, niepewności i nieporozumienia, to, jak Simon musiał balansować na krawędzi bycia w porządku wobec siebie i przyjaciół a postępowaniem według wymagań szantażującego go Martina.

Podobały mi się występujące w książce nawiązania, najczęściej do Harry'ego Pottera oraz lekka obsesja Simona na punkcie oreo (którą potrafię zrozumieć ;3). Znalazłam też sporo fajnych cytatów. Raczej rzadko mi się zdarza wciągnąć się w książkę tak mocno, by czytać do bardzo późna, a jednak w tym przypadku tak się właśnie stało (nawet jeśli ostatecznie nie dotrwałam do końca i kontynuowałam już następnego dnia) - to chyba o czymś świadczy. ;)
Co do filmu, pewnie bardziej podobałby mi się, gdybym nie przeczytała książki, a tak byłam skazana na ciągłe porównywanie jednej wersji z drugą. I oczywiście książka wypada tu lepiej.
Mogłabym narzekać na różne szczegóły, które zostały pozmieniane (i zapewne będę), jednak na tym się nie kończy. Inaczej zostały też przedstawione nawet te ważne wątki. Mogę nie czepiać się tego, że zmienili rasę psa, niech im będzie, ale dlaczego niby Leah w filmie jednak kochała się w Simonie, a nie w Nicku (a raczej w ogóle w którymkolwiek z nich, jak podpowiada Otai)? Jak to się stało, że Bram postanowił urządzić u siebie imprezę, na której w książce wcale nie miało go być, bo nie lubi takich rzeczy?
Dodano postać strasznie denerwującego dyrektora, skutek - jeszcze więcej irytacji. W nauczycielce prowadzącej zajęcia teatralne też coś mi nie pasowało, w książce wydawała się dużo fajniejszą postacią.
Trochę też żałuję, że jedną siostrę Simona pominięto, a drugiej przydzielono całkiem inne hobby, ale już mniejsza o to. Jednym z moich głównych problemów z tym filmem jest to, że nawet Simon wypada tu dużo gorzej przez swoje zachowanie. Jasne, nawet w książce z powodu szantażu podejmował kiepskie decyzje, jednak nie kłamał tak w żywe oczy, raniąc przy tym przyjaciół. Do tego Martin, który tutaj stał się jeszcze bardziej nie do zniesienia. A całe to czekanie na Blue w wesołym miasteczku? Przecież w filmie zrobili z tego jakąś farsę, widowisko, na które zleciało się chyba z pół szkoły. Jak niby ten nieśmiały Blue miał się nagle odważyć na ujawnienie się w takiej sytuacji? Trochę też przykro, że zmienione zostały adresy mailowe bohaterów, które w książce niosły dla nich ze sobą pewne znaczenie. I jeszcze uwaga do polskich napisów: dlaczego nie zostawiliście Blue w spokoju i musieliście przetłumaczyć ten pseudonim jako Smutny?! To jedna z rzeczy, których nie potrafię przeboleć.
Nie jest jednak tak, że film okazał się porażką. Po prostu wyszło bardziej płytko niż sądziłam, trochę sztampowo w pewnych momentach, a do tego secondhand embarrassment dawał mi się trochę we znaki. Muzyka była za to niezła, na aktorów też nie narzekałam, a do tego bardzo spodobał mi się pokój Simona. Konkretnie łóżko we wnęce i cała ściana w tym kąciku służąca za tablicę, po której można było pisać kredą. Doceniam też puszczenie oczka w stronę widzów w postaci widocznej w pewnym momencie na półce innej książki tej samej autorki oraz "Bardziej szczęśliwy niż nie", też o tematyce LGBT (może było coś jeszcze, ale tylko tyle zauważyłam). Zostawili też sporo rozmów o oreo (choć nie aż tyle, co w książce, a dużo innych nawiązań pominęli). A! I jeszcze dodanie Panic! At The Disco (uwielbiam! ♥) jako jednego z ulubionych zespołów Simona. Wydaje mi się też, że w książce został wspomniany jakiś inny gej w szkole (poprawcie mnie jeśli się mylę), w filmie natomiast został przedstawiony bardziej szczegółowo i myślę, że wyszło to na plus.

Czytaliście książkę albo oglądaliście film? Jakie są Wasze odczucia?

sobota, 18 sierpnia 2018

Stosik 3/2018

I wreszcie okazja, żeby trochę nadrobić zaległości! Tyle dobrych mang i interesujących wydarzeń!
Aya Kanno "Requiem Króla Róż" (9) - Mówiąc ogólnie, seria wciąż trzyma poziom i buduje napięcie, przez co tym trudniej czeka się na kolejne tomy.
Yuji Iwahara "Dimension W" (12-13) - Dwunasty tom przynosi sporo nowych informacji, ważnych i zaskakujących, a tuż po tym nadchodzi czas na kolejne większe zadanie, teraz już w powiększonym składzie. Dowiadujemy się też więcej na temat wpływu nowego ogniwa na Mirę.
Kiri Wazawa "Posępny Mononokean" (8-9) - Od teraz cała trójka rządząca w zaświatach jest nam znana. W pewnym momencie jest trochę niebezpiecznie, za to w końcu coś się ruszyło z wątkiem, który już od dawna mnie ciekawił i przez który pierwsza seria anime wydawała mi się niepełna. A skoro już o tym mowa, wiecie, że został ogłoszony drugi sezon anime? :D
Kazue Kato "Ao no Exorcist" (21) - Ten tom znów przynosi pełno sensacji, tym razem bez jakichś lżejszych przerywników i mogę jedynie dodać, że jak najszybciej chciałabym zdobyć kolejny.
Natsuo Kumeta "Nasz cud" (7-12) - Udało się! Z kupowaniem jestem na bieżąco, z czytaniem już też, nadrobiłam w ekspresowym tempie i żałuję tylko, że jeszcze nie ma kolejnych. Co chwilę pojawiają się nowe, ważne informacje, przez co nie ma miejsca na nudę. Tym bardziej przykre, że teraz trzeba będzie dłużej czekać na kolejne tomy (przeniesienie na tryb trzymiesięczny). :<
Meguru Hinohara "Secret XXX" - Moja kolejna miłość jeśli chodzi o kreskę. Jest prześliczna! A to debiut autorki. Historia też całkiem przyjemna, choć z początku raczej pośpieszona. Czekam na spin-off.
Kaori Ozaki "Kłamstwa bogów" - Ostatnio już nie tak często decyduję się na tytuły z Jednotomówek Waneko, jednak tą już wcześniej miałam w planach, więc wrzuciłam do koszyka.
Nakamura Asumiko "Sora i Hara" - Już zrecenzowane.
"Harry Potter. Podróż przez historię magii" - Od dawna się na nią czaiłam. Na razie wciąż jestem w trakcie czytania, ale chyba nie do końca odpowiada temu, czego się spodziewałam.
M. Melanowicz "Historia literatury japońskiej" - Długo się zastanawiałam, czy faktycznie ją kupić, ale w końcu się zdecydowałam i... czeka na przypływ motywacji.
V. E. Schwab "Wyczarowanie światła" - Ostatnia część serii, właśnie czytam.
T. Canavan "Obietnica następcy" - I tu też ostatni tom trylogii.
I jeszcze płyta, Panic! At The Disco "Pray for the wicked". Jak zawsze świetny wybór. ^^

środa, 8 sierpnia 2018

Nakamura Asumiko "Sora i Hara"

Koledzy z klasy  Absolwenci  Sora i Hara  O.B.  |  blanc
dodatkowo:  anime Doukyuusei artbook Sotsugyo Album

Wydawnictwo: Waneko  |  Liczba stron: 274
Sajou skończył szkołę, a Haraczowi pozostaje jakoś uporać się z ostatecznym zawodem miłosnym. Może najlepszym sposobem będzie znalezienie kogoś na jego miejsce? Z tą myślą wybiera się do baru i nawet kogoś poznaje, jednak wspomnienie Sajou wciąż pozostaje zbyt żywe, więc szybko się wycofuje. Jak wielkie musi być jego zdziwienie, kiedy okazuje się, że poznany poprzedniego wieczoru chłopak właśnie zaczyna naukę w jego szkole! Po tym odkryciu jasno wyznacza granicę ich znajomości. Nauczyciel i uczeń, nic więcej. Otwartość i przyjazne usposobienie Sorano sprawiają jednak, że nie sposób trzymać się od niego z daleka, zwłaszcza gdy z godną podziwu upartością wtrąca się w nie swoje sprawy, zwłaszcza w kwestię nieszczęśliwej miłości swojego nauczyciela. Poza tym pasuje mieć go na oku, żeby przypadkiem nie wpadł w jakieś kłopoty czy złe towarzystwo. Co im przyjdzie z tej znajomości?

"Sora i Hara" stanowi świetną okazję do tego, by spojrzeć na Harasena (jednak wciąż wolę oryginalną wersję jego przezwiska, wybaczcie) z innej strony, zwłaszcza jeśli po poprzednich częściach wciąż nie jesteście do niego całkiem przekonani. Poznajemy go jako nauczyciela może i mocno zblazowanego, jednak świadomego spoczywającej na nim odpowiedzialności i mającego swoje zasady (chociażby tą o nie tykaniu swoich uczniów). I mimo że na swój sposób uganiał się za Sajou (warto zaznaczyć, że konkretniejsze kroki podjął dopiero gdy poczuł zagrożenie ze strony Kusakabe), nie zamierzał szukać szansy dla siebie na siłę. Wiedział kiedy dać za wygraną, a później potrafił uznać zalety rywala. Dowiadujemy się o nim też trochę od strony prywatnej (ta różnica między jego wyglądem w szkole a poza nią!), częściowo z relacji pewnego przyjaciela.
Nie mogłabym też nie napisać czegoś więcej na temat Sorano, który jest bardzo barwną postacią. Śmiały, otwarty, walczący o swoje i pozytywnie zakręcony, a jednocześnie niepozbawiony własnych niepewności czy problemów (lub też sam w sobie problematyczny). Razem z Haraczem zdają się być jak niebo i ziemia (i w taki też sposób można przetłumaczyć tytuł tej mangi), jednak właśnie tego było im trzeba. Harasen dostał porządnego kopa, którego potrzebował by ruszyć naprzód, a Sorano wsparcie i dobrą radę (nawet jeśli czasem wyrażone w nieco szorstki sposób).

Mimo że spory objętościowo, to jednak akcja tego tomu rozgrywa się w dość krótkim przedziale czasowym, za to dużo się dzieje. Sajou i Kusakabe też się pojawiają, a jakże, jednak zwłaszcza tego drugiego będzie tutaj niewiele. Rozwinięty zostaje za to (jak się okazuje trochę kontrowersyjny pod pewnymi względami) wątek Arisaki, dawnego nauczyciela Haracza, przedstawionego już w jednym z rozdziałów "Absolwentów". Jest też trochę o młodości Harasena, wspomnianym już przyjacielu (Koma, który i z Sorano zaczyna się nieźle dogadywać) oraz nieodwzajemnionym uczuciu Sorano.
Pełna kolorów obwoluta wprowadza spory kontrast względem poprzednich, na których przeważała biel i stonowane kolory. Do tego tym razem nie jest ona matowa. I jeszcze ci nauczyciele wylegujący się na trawie (stanowią ciekawe urozmaicenie)! Pod obwolutą zamiast zwyczajowych wizerunków postaci mamy jeszcze krótką historię na koniec, tak jak tytuł rozdzieloną na dwa kolory - niebieski i zielony. Z kolei na skrzydełkach znajdziemy kilka kadrów z mangi. A w środku? Strony trochę prześwitują, ale nie wydaje się to problemem. Zauważyłam jedną literówkę, poza tym nic mi nie zgrzytało (a tym razem w razie potrzeby mogłabym sprawdzić tłumaczenie z oryginałem).  Nad kreską po raz kolejny pozostaje mi się rozpływać, bo uwielbiam specyficzny styl Nakamury, który od czasów "Kolegów z klasy" znacznie się poprawił.

Ten tom zdecydowanie był potrzebny, by lepiej poznać i zrozumieć Harasena (choć nie tylko jego). Poza tym tak po prostu dobrze spędziłam z tą mangą czas i doceniam też nawet i tą drobną możliwość wglądu w dalsze losy Sajou i Kusakabe. Teraz pozostaje czekać na wydanie "O.B.", a w przyszłości (mam nadzieję) także i "blanc", które wciąż jeszcze powstaje.

wtorek, 10 lipca 2018

Podsumowanie sezonu anime na wiosnę 2018

Ten sezon uważam za całkiem udany. Właściwie spodziewałam się, że mniej będę miała tych serii, jednak oglądanie na bieżąco zdecydowanie pomaga w znalezieniu czasu na choć trochę więcej anime.

wtorek, 3 lipca 2018

Moje M&A aktualności 1/2018

Lipiec, a ja dopiero teraz dodaję pierwsze M&A aktualności w tym roku... Jak to się stało?
Baccano! Specials | 3 odcinki | Ocena: 8/10
Trochę zwlekałam z tymi odcinkami specjalnymi, ale w końcu je obejrzałam. Było ciekawie, za to akcja nie jest tu aż tak szalenie poplątana jak w głównej serii, dzięki czemu zdecydowanie łatwiej za nimi nadążyć. A tak swoją drogą, to planuję (kiedyś) obejrzeć Baccano! jeszcze raz i sprawdzić, czy tym razem wyciągnę z tej serii więcej.

Boku no Hero Academia: Sukue! Kyuujo Kunren! | OVA | 1 odcinek | 7/10 
Nasi bohaterowie ponownie odbywają ćwiczenia, które poprzednio zostały przerwane przez pojawienie się złoczyńców. Czy przezwyciężą obawę przed ich ponownym wtargnięciem i zdołają się skupić na treningu? Nie chcę zdradzić za wiele, więc poprzestanę na takim opisie. Oglądało się całkiem przyjemnie.

One Piece: Heart of Gold | Special | 1h 44 min. | 8/10
Na początek wspomnę, że teraz ułożyłam te trzy tytuły w kolejności chronologicznej, jednak jakoś tak wyszło, że obejrzałam je dokładnie na odwrót. No cóż, głupi błąd, który na szczęście wcale nie odebrał mi przyjemności z oglądania. Słyszeliście o pure gold? To bardzo cenna substancja, której wytwarzanie zostało zabronione. Pewna dziewczynka zna jednak do niej drogę i zamierza to wykorzystać. Problem w tym, że nie tylko ona chciałaby zdobyć tę substancję. Czy Luffy wraz z załogą zdołają uratować ją przed łowcami skarbów, którzy nie cofną się przed niczym? Jak najbardziej mogę polecić. Do tego pojawiła się tu bardzo ładna piosenka. ♥

One Piece Film: Gold Episode 0 | 10 min. | 7/10
Tutaj mamy króciutki prequel do filmu poniżej, który może i nie wnosi za wiele, ale jako taka ciekawostka sprawdza się nieźle. No i jest po prostu zabawny, a nasi bohaterowie mają ciekawe wdzianka. ;D

One Piece Film: Gold | 2h | 7/10
Załoga trafia do prawdziwego raju dla hazardzistów Gran Tesoro, gdzie są niespodziewanie dobrze traktowani... przynajmniej dopóki zachowują się tak, jak chciałby tego jego właściciel. Kiedy zaczynają dostrzegać ciemną stronę tego miejsca, zaczynają się problemy.
Każda okazja, żeby pooglądać jeszcze trochę One Piece'a jest dobra (zwłaszcza gdy z serią jest się już na bieżąco). W sumie typowy One Piece, tylko że ze względu na scenerię znajdziemy tu więcej ekstrawagancji, czy to w wystroju, czy w ubiorze bohaterów. Nie był to czas zmarnowany. ;)

Natsume Yuujinchou: Itsuka Yuki no Hi ni | OVA | 1 odcinek | 8/10
Niewiele mam już Natsume do nadrobienia i to jeden z ostatnich odcinków jakie mi zostały - jeszcze tylko dwa speciale z szóstego sezonu i pozostaje czekać na film. Jak głosi tytuł, tym razem akcja dzieje się w czasie zimy. Natsume spotyka śnieżnego youkai i - jak to zwykle z nim bywa - próbuje mu pomóc.

High☆Speed!: Free! Starting Days | 1h 50 min. | 7/10
Nowy sezon Free! znajdzie się znajdzie się na mojej liście anime do obejrzenia w czasie wakacji, a więc uznałam, że przydałoby się obejrzeć powyższy film, który wprowadza kilka postaci mających się później ukazać. Bywało, że niektórzy wkurzali w ten czy inny sposób, ale ostatecznie wszystko się ułożyło, więc nie zamierzam jakoś bardzo narzekać.

D.Gray-man | 103 odcinki | 7/10
Pomyślałam, że może wreszcie dokończę tę serię - przecież zostało mi już tylko kilkanaście odcinków - i tak też zrobiłam, chociaż chwilę to trwało. Trochę żałuję, że nie zrobiłam tego wcześniej, kiedy pamiętałam więcej z poprzednich wydarzeń, no ale trudno. Myślę, że zabiorę się też za D.Gray-man Hallow, chociaż już teraz widzę, że dziwnie będzie się tak nagle przestawić na nowszą kreskę, a tym bardziej przyzwyczaić się do tego, że ktoś inny podkłada głos Allenowi, może nie tylko jemu. No cóż, zobaczymy.

Paprika | 1h 30 min. | 8/10
Anime, które już od bardzo dawna było na mojej liście, ale wciąż odkładałam je na później. Całkowicie niepotrzebnie, jak się okazuje, bo było naprawdę świetne. Pokręcone, co chwilę mieszające rzeczywistość z fantazją i wciągające. Do tego muzyka zdecydowanie zasługuje na uwagę.

Free!: Take your marks | 1h 48 min. | 8/10
O ile na pierwszą serię patrzyłam raczej z góry, tak później, zarażona entuzjazmem przyjaciółki i jej sposobem patrzenia na nie, sama zaczęłam lubić to anime. I proszę, przyszedł dzień, kiedy z własnej inicjatywy i z prawdziwą przyjemnością obejrzałam Free!: Take Your Marks. Film jest w zasadzie trochę o niczym, szukanie mieszkania w Tokio, spędzanie czasu ze znajomymi, trochę śmiesznych sytuacji z powodu niedomówień, jednak naprawdę miło spędziłam przy nim czas.
Za dodatkowy plus poczytuję to, że cały film udało mi się obejrzeć po japońsku, bez napisów... Trochę jest to wynik lenistwa (film i napisy były osobno, a że nie jestem do czegoś takiego przyzwyczajona, to nie chciało mi się szukać playera, do którego dałoby się je wrzucić), ale zostańmy przy tym, że było to ciekawe wyzwanie językowe. :P

Mononoke | 2/12 odcinków
Anime, które od bardzo dawna planowałam obejrzeć, choć w zasadzie prawie nic o nim nie wiedziałam. Stąd spore zdziwienie, kiedy w końcu zaczęłam oglądać i... na razie nie wiem za bardzo co o nim powiedzieć. Zwłaszcza kreska oraz sposób animacji są nietypowe, mało płynne. Na razie wstrzymam się z dawaniem opinii.

Ao no Exorcist: Kyoto Fujouou-hen OVA | 2 odcinki | 7/10
Pierwszy odcinek nieco przybliża nam historię tego, jak Toudou zwiódł Mamushi, by pomogła mu w jego planach i ogólnie jak dziewczyna zachowywała się podczas nauki w akademii (i tsunderowała przy Juuzou). W porządku, choć bez szału. Drugi za to był dużo zabawniejszy, choć wydaje mi się, że nieco więcej wyciągną z niego osoby, które znają mangę - stanowi ciekawe dopełnienie pewnego wątku. Mephisto wyznacza tutaj Shimie trzy dość absurdalne i kłopotliwe zadania, aby sprawdzić jego użyteczność dla swoich planów. Dodatkowo wspomnę, że po raz pierwszy zauważyłam tu, że Shima i reszta postaci z Kioto mówią w dialekcie, wcześniej jakoś nigdy nie zwracałam na to uwagi. Co za niedopatrzenie z mojej strony!
Noragami | 8/? tomów
Już od dawna nie było tu żadnych mangowych aktualności, więc korzystając z tego, że wreszcie przeczytałam nieco zapomniany przeze mnie ósmy tom, postanowiłam coś o nim wspomnieć. Wciąż są to jeszcze wydarzenia znane mi z Noragami Aragoto. Yato zajmuje się swoimi sprawami, a Hiyori niemal zapomina o nim i Yukine. Jak już zaczęłam, to dobrze by było dokupić kolejne czekające na mnie tomy, ale tyle się już innych mang do kupienia nazbierało... Nie wiem więc, kiedy mi się to uda. A tak poza tym, to w najbliższym czasie mam zamiar chociaż trochę nadrobić pozostałe mangowe zaległości, których piętrzy się coraz więcej.

sobota, 16 czerwca 2018

Stosik 2/2018

Odkładałam ten stosik od kwietnia z myślą, że jeszcze coś przybędzie (na zmianę ze zwyczajnym brakiem czasu czy chęci), ale ostatecznie dodaję go w takiej postaci.

Shohei Ooka "Ognie polne" - Kolejna książka do mojej kolekcji literatury japońskiej. Tematyka wojenna.
Abe Kobo "Urwisko czasu" - Z biblioteki. Zbiór opowiadań, dramatów i esejów, z których większość (a może i wszystkie) jest bardzo dziwnych i... trochę nie wiem, co o nich myśleć.
B. Albertalli "Simon oraz inni homo sapiens" - Od dawna w planach, zwłaszcza że chciałam ją przeczytać jeszcze przed obejrzeniem filmu, ale jakoś wciąż odkładałam kupienie jej na później. Liczyłam też na to, że dorwę ją w bibliotece, jednak ktoś wyraźnie nie spieszył się ze zwrotem i w końcu kupiłam. Oczywiście z pierwszą okładką, nie tą filmową. Zastanawiałam się, czy znajdę na nią czas gdzieś między jednym a drugim egzaminem, ale jednak się udało, a kiedy już zaczęłam, ciężko się było oderwać. Teraz jeszcze wybrać się do kina. ;)
Tohru Tagura "Historia o miłości" (1) - Pamiętacie może, jak kiedyś pisałam o tej mandze? Wtedy liczyła sobie tylko cztery rozdziały, a ja miałam wielką nadzieję, że jakieś wydawnictwo pokusi się o to, żeby ją wydać. I oto zabrało się za nią Dango, z czego bardzo się cieszę. ♥ To naprawdę świetna historia, a jeśli ktoś się jeszcze waha, odsyłam do recenzji.
Nakamura Asumiko "En la misima clase" (2) - A tutaj mój mały wymysł - tomik "Absolwentów" w wydaniu hiszpańskim... nie żebym rozumiała z niego więcej niż parę słów typu gracias czy me gusta. xD Po prostu byłam ciekawa jak wyglądają inne wydania, a że akurat hiszpańskie było dostępne, to wzięłam. Napiszę o nim coś więcej przy okazji porównania japońskiego i polskiego wydania.
Kazue Kato "Ao no Exorcist" (20) - Z jednej strony znajdziemy w tym tomie sporo lżejszych tematów - wspólne przyjęcie świąteczne, krótką historię o matce Rina i Yukio (po raz pierwszy), a także wizytę w Kioto. Z drugiej zachowanie Yukio robi się coraz bardziej podejrzane i ogólnie pod koniec robi się spore zamieszanie.
Yuji Iwahara "Dimension W" (10-11) - Tutaj wreszcie wychodzimy poza wydarzenia z anime. Teraz, gdy przeszłość Kyoumy jest już wyjaśniona, akcja zaczyna się bardziej skupiać na innych bohaterach, w tym na Mirze i córce Losera, Elizabeth.
Natsuo Kumeta "Nasz cud" (3-6) - Wreszcie trochę nadrobiłam tę serię (chociaż wciąż nie przeczytałam wszystkiego). Okazało się też, że wbrew moim przypuszczeniom wcale nie doszłam zbyt daleko, kiedy jeszcze zastanawiałam się nad tą serią i zaczęłam na próbę czytać skany. Na razie jestem po czterech tomach no i cóż, zapewniam, że akcja zagęszcza się coraz bardziej.
Kiri Wazawa "Posępny Mononokean" (6-7) - I tutaj też mamy już wydarzenia wychodzące poza anime. Yay! Pojawiają się coraz to inne demony, a do tego nadarza się okazja, by lepiej przyjrzeć się temu, jak wygląda podział władzy w zaświatach. Chcę już kolejny tom!

sobota, 19 maja 2018

Natsuhiko Kyogoku & Aki Shimizu "Ubume no Natsu"

"Ubume no Natsu" poznałam już jakiś czas temu dzięki przetłumaczonej na język angielski powieści Natsuhiko Kyogoku ("The Summer of the Ubume"). To pierwsza część serii książek pełnych tajemnic i mocno nawiązujących do japońskich wierzeń i folkloru. Niestety, tylko ta jedna została przetłumaczona (a i ją aktualnie bardzo trudno dostać). Są za to powstałe na ich podstawie mangi, a ponieważ bardzo chciałabym tę serię kontynuować, postanowiłam sprawdzić, jak "Ubume no Natsu" ma się do swojego książkowego pierwowzoru.

niedziela, 22 kwietnia 2018

Porównanie wydań: "Utsubora" Nakamury Asumiko

Już dawno (jeszcze przy okazji tego stosiku) wspominałam, że skoro już mam mangi po japońsku, to chciałabym zrobić porównanie wydań, jednak, jak to często bywa, pomysł na dłuższy czas odszedł w zapomnienie, aż w końcu się do tego zmobilizowałam. Tak więc oto przedstawiam Wam pierwsze porównanie - "Utsubora", wydanie po japońsku i angielsku. I od razu uprzedzam, będzie sporo zdjęć, tekstu z kolei niewiele. :3

sobota, 14 kwietnia 2018

Podsumowanie sezonu anime na zimę 2018

Tym razem nie ma tego za wiele, za to prawie wszystko oglądałam na bieżąco. I coś mi się wydaje, że tak już teraz zostanie - tylko kilka wybranych serii, za to większość obejrzanych do końca.

czwartek, 22 marca 2018

Stosik 1/2018

Pierwszy stosik w tym roku, choć składający się w sporej mierze z nabytków jeszcze z poprzedniego (tym dziwniejsze, że dopiero teraz się pojawia, no cóż... tak to jest jak się cały czas zwleka). Poza mangami i książkami wpadło mi też parę płyt, którymi też postanowiłam się pochwalić.
C. Bukowski "O kotach" - Właściwie powinna się już znaleźć w poprzednim stosiku, ale jakoś mi to umknęło. Moja pierwsza książka Bukowskiego.
Akutagawa Ryuunosuke "Życie szaleńca" - Zbiór opowiadań. Już przeczytane.
M. Witkiewicz "Czereśnie zawsze muszą być dwie" - Naczytałam się tyle pozytywnych opinii na jej temat, że w końcu trafiła na moją półkę, a teraz czeka na swoją kolej.
T. Canavan "Trylogia Zdrajcy" - Już od dłuższego czasu przymierzałam się do tego zakupu, bo choć uwielbiam książki Canavan, do tej pory żadnej nie miałam na półce. Uznałam, że razem z tym boxem będą się świetnie prezentować. Przydałaby się jeszcze Trylogia Czarnego Maga.
T. Canavan "Złodziejska magia" - Skoro już zdecydowałam się kupić coś Canavan, uznałam, że wreszcie zabiorę się też za jej najnowszą trylogię (wreszcie, bo z czytaniem czekałam aż ukaże się cała). Już przeczytane.
Shusaku Endo "Morze i trucizna" - Kolejna książka do kolekcji literatury japońskiej.
"Cień wschodzącego słońca" - Jak wyżej.
R. Tyler "Baśnie japońskie" - Pożyczone od koleżanki. Cała masa krótszych lub dłuższych (ale raczej krótszych) historii. A czy warte uwagi, to się jeszcze okaże.
T. Canavan "Anioł burz" - I najnowszy nabytek, bo tak jak przypuszczałam, po pierwszej części od razu chciałam się zabrać za kolejną. Właśnie czytam.
W. Collins "The Woman in White" - Skrócona wersja przeznaczona do ćwiczenia angielskiego, pożyczona od koleżanki. Była okazja, więc uznałam, że skorzystam. Czytało się naprawdę dobrze i szybko, jednak ze względu na sporą skrótowość jakoś nie wczułam się w samą historię.
M. Musierowicz "Ciotka Zgryzotka" - Jeden z tych niewielu przypadków, gdy książkę kupuję zaraz po premierze. Trochę już minęło od poprzedniej części Jeżycjady, jednak mam nadzieję, że stopniowo sobie przypomnę co się tam działo.
Yuki Fumino "Usłyszeć ciepło słońca. Limit" (1) - I kolejna część serii.
"Sen o Japonii" - Króciutka historia, która zdobyła trzecie miejsce w 10 edycji Japan International MANGA Award. Była okazja, to postanowiłam zobaczyć co to takiego.
Yuji Iwahara "Dimension W" (8-9) - Już coraz bliżej do końca wydarzeń, które objęło anime. Coraz więcej jest też mniejszych lub większych rozbieżności między obiema wersjami, co tym bardziej wzmaga ciekawość.
Natsuo Kumeta "Nasz cud" (2) - Powolutku, powolutku, ale zbieram. Może następnym razem kupię więcej niż jeden? Chciałabym trochę nadgonić tę serię.
Kiri Wazawa "Posępny Mononokean" (4-5) - Może i już znam te wydarzenia z anime, jednak i tak nie mogę się doczekać kolejnych tomów.
Aya Kanno "Requiem Króla Róż" (8) - Zastanawiałam się, co po ostatnich wydarzeniach przygotowała dla swoich bohaterów autorka. Okazuje się, że wraz z tym tomem przenosimy się parę lat do przodu. Znów nadchodzą niespokojne czasy, intrygi i niebezpieczeństwa wiszą w powietrzu.
Takano Ichigo "Orange" (6) - Dodatkowy tom przedstawiający rzeczywistość, w której nie udało się uratować Kakeru. To mogło wypalić albo nie. Na szczęście wyszło całkiem nieźle.
KattLett "Artificial People: Magenta" (2) - Jak już z sentymentu do tej historii kupiłam pierwszy tom, to pasowało zdobyć i drugi. Teraz jednak wydarzenia jeszcze bardziej odbiegają od tego, co pamiętam z pierwotnej wersji i... sama nie wiem co o tym myśleć. Wtedy była to w miarę zamknięta historia, teraz dużo bardziej stanowi prequel do dalszych wydarzeń, serii, w którą nie za bardzo chcę się pakować. No cóż...
THE ORAL CIGARETTES "FIXION" - Marzyły mi się jakieś płyty japońskich zespołów, których słucham (a których niestety u nas nie dostaniemy) i po namyśle padło na tą. Wszystkie te piosenki już wcześniej znałam, ale zawsze miło dołączyć płytę do kolekcji i właśnie z niej słuchać.
Creephyp "Hitotsu ni narenai nara, semete futatsu dake de iyou" (tak bardzo już przywykłam do widoku znaków, że jakoś dziwnie mi pisać to w romaji :o) - Podobnie jak powyżej, z tą tylko różnicą, że część piosenek jest dla mnie nowością, więc tym bardziej cieszę się, że znalazłam się w jej posiadaniu.
Radwimps "Your name." - Jak sam tytuł wskazuje, soundtrack do "Kimi no Na wa". Byłam zaskoczona, gdy okazało się, że jest dostępny w Empiku i postanowiłam skorzystać z okazji.
Selah Sue - Od dawna czaiłam się na tę płytę. Nawet jeśli samej piosenkarki nie znacie, to pewnie obiło Wam się o uszy "This world", które swego czasu pojawiło się w reklamie Kinder Bueno. ;)
ONE OK ROCK "Ambitions" - W ubiegłym roku jakoś zaniedbałam słuchanie ONE OK ROCK (może trochę przez to, że teraz śpiewają głównie po angielsku i nie do końca mi to pasuje), ale postanowiłam to zmienić.

piątek, 9 marca 2018

Krótko o książkach 1/2018

Czyli o tym, jak nie zmobilizowałam się do napisania recenzji, ale jednak głupio mi pozostawić je wszystkie bez choćby paru słów. Jest to też próba reorganizacji bloga po tym, jak straciłam systematyczność w jego prowadzeniu. Zobaczymy jak się sprawdzi. A zaczynam od paru książek, które czytałam jeszcze w (aż wstyd przyznać)... 2016 roku. No cóż, chciałam zrobić użytek ze swoich notatek na ich temat.

Stieg Larsson "Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet"  |  Seria: Millenium (1)  |  9/10
Oskarżony o zniesławienie dziennikarz na prośbę wpływowego magnata przemysłowego podejmuje próbę wyjaśnienia zniknięcia sprzed lat bez śladu szesnastoletniej Harriet Vanger, w czym pomaga mu genialna, choć aspołeczna hakerka. Choć początkowo nie trafiają na nic nowego, kilka szczegółów w końcu naprowadza ich na trop. Ten z kolei prowadzi do wydarzeń, które ktoś bardzo chciałby zachować w sekrecie…

Naprawdę długo zwlekałam z rozpoczęciem tej kultowej już trylogii Larssona. A to wykręcałam się brakiem czasu, innym razem po prostu z obawy, że jednak ciężko będzie mi przez nią przebrnąć. I co? Wszystko to było bezpodstawne - w powieść wciągnęłam się już od samego początku i z ogromną ciekawością śledziłam kolejne posunięcia bohaterów. W "Mężczyznach, którzy nienawidzą kobiet" naprawdę wiele może zainteresować czytelnika. Po pierwsze samo zniknięcie Harriet, którego nie udało się wyjaśnić przez blisko czterdzieści lat. Dalej mamy nieprzystępną, często skłóconą rodzinę Vangerów oraz Blomkvista ze swoim wyrokiem za zniesławienie - dlaczego się nie bronił, skoro tak naprawdę wciąż wierzy w swoje racje? I oczywiście Lisbeth, dziewczyna niezwykła pod tak wieloma względami, że nie ma mowy, żeby nie wzbudziła w czytelnikach zainteresowania. Koniecznie będę musiała przeczytać kolejne części.
"- Przyjaźń - według mojej definicji - zasadza się na dwóch rzeczach - powiedział nagle. - Szacunku i zaufaniu. Oba czynniki są niezbędne. I muszą działać w obie strony. Można do kogoś żywić głęboki szacunek, ale bez zaufania przyjaźń się rozpada."

Olga Rudnicka "Diabli nadali"  |  7/10
Tutaj wspomogę się opisem. Dagmar Różyk zostaje znaleziony martwy w swoim gabinecie w okolicznościach budzących u jednych śmiech, u drugich wstręt, a jeszcze u innych - godną pożałowania radość. [...] Motywów zabójstwa jest bez liku, tak samo jak podejrzanych. Monika, jego sekretarka, jako jedyna zna tajemnice szefa i jest zdecydowana za wszelką cenę sama odkryć prawdę. Pomaga jej młody policjant Mateusz Jankowski [...]. Z powodu prywatnych kontaktów z Moniką, która jest jedną z głównych podejrzanych, Mateusz zostaje odsunięty od sprawy. Nie wierząc w winę dziewczyny, postanawia działać na własną rękę, ryzykując przyszłą karierę. Poszlaki prowadzą do mieszkania Magdy W., znienawidzonej przez wszystkich zastępczyni Różyka, zwanej przez personel Zdzirą. Zdaniem Moniki to właśnie ona może być zabójczynią, ale najpierw muszą się dowiedzieć, gdzie jest pani wicedyrektor. Ostatnio widziano ją w wieczór poprzedzający śmierć Różyka, gdy odgrażając się i klnąc na czym świat stoi, wybiegła z jego biura.
"Ostatecznie każda z tu obecnych była osobą podejrzaną o zabójstwo, dopóki nie udowodni, że jest inaczej. Wprawdzie prawo działało odwrotnie, ale myśleć mógł, co mu się żywnie podobało."
Rudnicka nie zawodzi (przynajmniej z tego, co mi wiadomo, a nie wszystkie jej książki czytałam). "Diabli nadali" jest pełne szalonego humoru i równie szalonych wydarzeń, a praktycznie wszystkie postaci są bardzo... wyraziste. Tak, to odpowiednie słowo. Piekielnie przystojny szef, który kobiet mógłby mieć na pęczki. Monika, której - mimo ostrożności - czasem wymsknie się taki czy inny komentarz (taka już jej natura). Jej braciszkowie i tatko, dla których jest prawdziwym oczkiem w głowie. Młody policjant z aspiracjami, któremu podoba się Monika. I jeszcze parę innych postaci. W powieści śledzimy zarówno wydarzenia obecne, jak i mamy wgląd w te już minione i w obu przypadkach jest interesująco. Przebieg śledztwa, podejrzenia i oskarżenia, a w przeszłości chociażby przekomarzania Diabła (jak zwykło się mawiać na szefa) i Moniki - naprawdę dobrze mi się o tym czytało. Przyznam nawet, że mam ochotę sięgnąć po książkę jeszcze raz, może wtedy doczekałaby się pełnej recenzji. ;)
"Tatko zresztą mawiał, żeby sama nigdy nie zaczynała, ale jak ktoś z nią zacznie, to ona ma skończyć. Tak, żeby ten ktoś już więcej z nią nie zaczął. Synów uczył dokładnie tego samego. Ale oni nie używali języka, tylko pięści."

Andy Weir "Marsjanin"  |  7/10
W wyniku niesprzyjających warunków pogodowych zostaje wydana decyzja o przedwczesnym zakończeniu misji. Niestety, w trakcie opuszczania Marsa jeden z członków załogi zostaje ranny i odseparowany od reszty. Cały szereg towarzyszących temu okoliczności skutkuje ostatecznie tym, że załoga odlatuje przekonana o jego śmierci. Mark Watney wciąż jednak żyje i od tego momentu zaczyna się jego walka o przetrwanie. Sam na Marsie, bez żadnego wsparcia. W takiej sytuacji nie byłoby trudno spanikować, albo wręcz poddać się już na starcie, jednak Watney nie zamierza się nad sobą użalać. Zamiast tego z całych sił podejmuje kolejne kroki, by wyjść cało z tej sytuacji.

"Marsjanin", choć podejmuje temat poważny, pełen trudnych wyborów i dylematów moralnych, wcale nie jest powieścią szczególnie przytłaczającą, a to wszystko dzięki optymizmowi i poczuciu humoru głównego bohatera. Jego relacji, zwłaszcza tych doprawionych solidną dawką ironii, słuchałam z prawdziwą przyjemnością (z chęcią przytoczyłabym przynajmniej kilka cytatów). Stanowi to w dodatku zaskakujący kontrast z zachowaniem ludzi na Ziemi, którzy denerwują się, stresują i panikują. Z powieścią zapoznałam się w formie audiobooka czytanego przez Jacka Rozenka i uważam, że było warto.
"Rozplątałem łóżko Martineza, zabrałem na zewnątrz sznurek i przymocowałem taśmą do kadłuba, wzdłuż linii zaplanowanego cięcia. Tak, oczywiście, taśma klejąca  w niemalże próżni. Taśma klejąca działa wszędzie. Taśma klejąca jest magiczna i powinna być czczona."

Dominik Dan "Czerwony kapitan"  |  Seria: Komisarz Krauz (1)  |  6/10
I tym razem pozwolę sobie posłużyć się gotowym opisem: 
Akcja Czerwonego kapitana dzieje się w 1992 r., tuż po transformacji ustrojowej. Komisarz Krauz („bardzo młody, bezczelny, szybki i niedoświadczony, ale perspektywiczny”) prowadzi śledztwo w sprawie morderstwa popełnionego kilka lat wcześniej przez służby bezpieczeństwa. Trop prowadzi przez służby kościelne i tajne organizacje StB i sięga… głębokiego średniowiecza. Komisarzowi Krauzowi przyda się znajomość łaciny, nie tylko tej ulicznej…

Z tą powieścią zapoznałam się w formie audiobooka (czyta Maciej Stuhr) dzięki akcji CzytajPL. Słuchało się całkiem nieźle, a historia była ciekawa, jednak w pewnej chwili poszła za bardzo w teorie spiskowe. Co prawda tego typu wątki też potrafią być interesujące, jednak od tej książki oczekiwałam czegoś bardziej typowego. Bohaterowie dają się jednak polubić, więc nie wykluczam, że mogłabym kiedyś przeczytać kolejną część. Na podstawie książki powstał słowacko-czesko-polski film z Stuhrem w roli głównej. Właściwie jestem ciekawa, co z tego wyszło, więc może kiedyś zerknę.