wtorek, 23 maja 2017

M. C. Beaton "Agatha Raisin i ciasto śmierci"

Wydawnictwo: Edipresse  |  Liczba stron: 252  |  Seria: Agatha Raisin (1)
Agatha Raisin - mimo trudnych początków prawdziwa kobieta biznesu i żywa legenda w branży PR - decyduje się odejść na emeryturę. Sprzedaje firmę, żegna się z byłymi pracownikami i przenosi się na prowincję, by tam zamieszkać w swoim wymarzonym domku. Okazuje się jednak, że nie tak łatwo wkraść się w łaski tamtejszej społeczności, a w uprzejmych słowach mieszkańców wyczuwa się dystans. Jak temu zaradzić? No cóż, Agatha nie przebiera w środkach. Postanawia wziąć udział w konkursie na najlepszy wypiek, a ponieważ kucharka z niej żadna, zgłasza placek kupiony w Londynie. Przecież liczy się efekt końcowy, prawda? Oszukująca poczuje się jednak oszukana, gdy okaże się, że wynik był od początku znany - wygrywa ulubienica sędziego. Na tym jednak nie koniec, bo już wkrótce placek Agathy staje się przyczyną śmierci tegoż jurora…

Po tym, jak policjanci poznali się na jej kuchni, Agatha szybko zostaje odsunięta od wszelkich podejrzeń. Wciąż pozostaje jednak kwestia tego, jak to się mogło stać. Nieszczęśliwy wypadek, przy którym większość zdaje się obstawać, czy może czyjeś celowe działanie? I czy wyjście na jaw jej oszustwa nie zaprzepaści doszczętnie jej reputacji w miasteczku?

No cóż, życie toczy się dalej, Agatha raz po raz zastanawia się, czy emerytura była dobrym pomysłem, w wolnych chwilach (czyli praktycznie cały czas) zaczytuje się w powieściach swojej imienniczki, Agathy Christie, zaprasza też swojego byłego pracownika, właściwie jedyną osobę, którą względnie mogłaby nazwać przyjacielem. Roy, bo tak mu na imię, zaciekawiony tym, co się wokół niej rozgrywa, namawia Agathę do szukania prawdy, zwłaszcza że zmarły zdaje się mieć swoje za uszami. Za to nastawiony do niej bardzo przyjaźnie miejscowy policjant, Bill Wong, przy każdej okazji odradza jej jakichkolwiek niebezpiecznych działań. Kogo posłucha nasza bohaterka?

Prawda jest taka, że Agatha Raisin jest bardzo specyficznym typem człowieka. Dumna i wyniosła, którą życie nauczyło, że należy walczyć o swoje, a jednocześnie pragnąca gdzieś należeć, choć nie przyznałaby tego głośno. Jej osobowość może nieco odrzucać, jednak ogólnie rzecz biorąc jest to ciekawa postać i można z zainteresowaniem śledzić jej poczynania - zarówno te dotyczące prowadzonego po cichu osobistego śledztwa, jak i prób dopasowania się do życia w miasteczku.

Chociaż nasza główna bohaterka nie należy do najłatwiejszych w obyciu i żadna z niej panna Marple (choć może przy odrobinie - albo raczej sporej ilości - praktyki…), całkiem miło spędziłam w jej towarzystwie czas. Myślę też, że na tym nie zakończę znajomości z nią i zabiorę się za kolejne części serii (choć ich ilość wydaje mi się… nieco oszałamiająca).

wtorek, 16 maja 2017

Podsumowanie sezonu anime na zimę 2017

Ten sezon zaczęłam nadrabiać dość późno (co chyba zaczyna mi wchodzić w nawyk). Niemal zaczęłam mieć wyrzuty sumienia, że podsumowanie wciąż nie gotowe. Zanim to jednak nastąpiło zauważyłam, że z jakichś przyczyn (nie wnikałam) ostatni odcinek "Tales of Zestiria" jest zaplanowany dopiero na koniec kwietnia. Uznałam, że jakieś usprawiedliwienie to jest (może marne, ale jednak) i mogę poczekać jeszcze trochę. Z tym jednak koniec, zapraszam na podsumowanie. ;)
ACCA: 13-ku Kansatsu-ka
Liczba odcinków: 12
Ocena: 8

Na tę serię postanowiłam zerknąć głównie ze względu na to, że zobaczyłam seinen w gatunkach. Włączam, kreska wygląda jakoś znajomo… No tak! Natsume Ono! Już samo to zachęciło mnie jeszcze bardziej, a dalsze oglądanie utwierdziło mnie w przekonaniu, że warto przyjrzeć się tej historii bliżej. Oddział Nadzorczy, który miał zostać rozwiązany, ale decyzję cofnięto, wykrywanie oszustw i intrygi wiszące w powietrzu. Do tego główny bohater, którego najwyższe władze zaczynają (niesłusznie?) podejrzewać o złe zamiary. Czyżby właśnie ważyły się losy całego kraju? Powietrze jest aż gęste od intryg, jest interesująco, a do tego nieraz także zabawnie. Szybko polubiłam bohaterów tej serii, a moim ulubieńcem bezkompromisowo został Niino, chociaż Jean również ma wiele zalet.
Kreska jest bardzo charakterystyczna i (przynajmniej moim zdaniem) świetnie pasuje do tej serii. Żywy opening bardzo przypadł mi do gustu, a kontrastującego z nim spokojnego endingu również całkiem miło się słuchało.

Ao no Exorcist: Kyoto Fujouou-hen
Liczba odcinków: 12
Ocena: 8

Cieszę się, że doczekałam się kontynuacji tej serii, teraz już zgodnej z mangowymi wydarzeniami. Zaczęłam oglądać jakoś w połowie sezonu (nie wytrzymałam z czekaniem do końca), szybko się wciągnęłam i chociaż już wiedziałam co się wydarzy, to i tak nie mogłam się doczekać kolejnych odcinków.
Trochę już minęło od emisji poprzedniej serii i jest to widoczne chociażby w kresce, między innymi w tłach. Opening z początku mnie nie zachwycał, ale po paru odsłuchaniach zdecydowanie go polubiłam. Ciekawe, czy (albo raczej kiedy) pojawi się kolejna część…

Fuuka
Liczba odcinków: 12
Ocena: 6

Jakoś tak wpadło mi w oko to anime i postanowiłam obejrzeć, ale po jakichś dwóch minutach zmieniłam zdanie (ecchi, a do tego Fuuka bezpardonowo rozwalająca nieznajomemu telefon? Niee, podziękuję). Później doszły mnie jednak słuchy, że będzie lepiej, więc seria dostała ode mnie drugą szansę. I fakt, po pewnym czasie zaczynało być lepiej, ale wciąż było sporo elementów, które dla mnie są dość ciężkostrawne. Nie byłam przez to pewna, czy dotrwam do końca. A jednak - mimo tego, co irytujące, pojawiały się też takie sytuacje, przez które byłam ciekawa dalszego ciągu i kiedy doszło do tego, że do końca było mi już bliżej niż dalej uznałam, że jakoś dam radę. Mam więc do tego anime stosunek dość ambiwalentny.

Kobayashi-san Chi no Maid Dragon
Liczba odcinków: 13
Ocena: 7

Z początku wcale a wcale nie zwróciłam na to anime uwagi, jednak gdzieś tam coś się podsłyszało i postanowiłam zaryzykować. Jest zabawnie, bywa absurdalnie, pierwsze odcinki może nie pochłonęły mnie bez reszty, ale też nie zraziły. Powolutku więc nadrabiałam, aż w pewnym momencie zrozumiałam, że naprawdę wsiąknęłam w tę serię. To naprawdę ciepła, pełna humoru seria z ciekawymi bohaterami. Naprawdę przyjemnie obserwuje się tę zgraję. Do tego Kanna jest naprawdę urocza i mówię to ja, osoba, którą zwykle takie postaci raczej irytują niż się podobają.
Choć same projekty postaci są dość proste, graficznie seria prezentuje się naprawdę ładnie. Żywy, niezwykle pozytywny opening i ending świetnie pasują do całości. Pod względem tego, że anime to spodobało mi się bardziej niż początkowo zakładałam, przypomina mi trochę "Shounen Maid".

Kuzu no Honkai
Liczba odcinków: 12
Ocena: 7

Kolejny seinen w tym sezonie? Biorę! Po pierwszym odcinku postanowiłam poczekać aż ukaże się całość. O ile pierwszy odcinek zapowiadał się świetnie, a i kolejne nie były złe, to jednak seria poszła w zdecydowanie inną stronę niż przypuszczałam. To nie wsparcie, jakim ta dwójka miała dla siebie być odgrywa tu główną rolę. Zamiast tego na światło dzienne wychodzą kolejne postaci i ich uczucia, co jeszcze bardziej wszystko komplikuje, a część postaci szuka ukojenia coraz bardziej pogrążając się w mroku. A jednak kiedy myślałam, że (pod tym względem) może być już tylko gorzej, coś się zaczęło powoli zmieniać. Może jeszcze zdecyduję się na pełną recenzję.
Jak na seinen kreskę ma dość nietypową, bo taką trochę shoujowatą, jednak naprawdę dobrze się prezentuje. Pod pewnymi względami przypomina mi nawet "Doukyuusei". Opening pasuje do serii, jednak dopiero po pewnym czasie go doceniłam. Co innego "Heikousen" od Sayuri, której endingi nieodmiennie uwielbiam. Ogólnie "Kuzu no Honkai" okazało się zdecydowanie inne niż przypuszczałam, ale i tak myślę, że było warto.

Shouwa Genroku Rakugo Shinjuu: Sukeroku Futatabi-hen
Liczba odcinków: 12
Ocena: 8

Po świetnej pierwszej serii nie było mowy, żebym miała odpuścić kolejną, chociaż właściwie nie wiedziałam, czego mam się tym razem spodziewać. Historia dawnego Kikuhiko bardzo mnie wciągnęła, ale jak będzie po przeniesieniu akcji do czasów obecnych? Na szczęście okazało się, że moje obawy były niepotrzebne i szybko wkręciłam się w rozgrywające się wydarzenia. Całość bardzo przyjemnie się ogląda, nie brakuje mniej lub bardziej zaskakujących fragmentów, a bohaterowie mają wyraziste charaktery. Do tego kreska, którą bardzo lubię i pasująca do serii muzyka. Opening i ending pod względem graficznym jakoś do mnie nie przemawiają, za to piosenkę z openingu po paru odsłuchaniach polubiłam (może nie tak, jak z pierwszej części, ale jednak).

Tales of Zestiria the X 2nd Season
Liczba odcinków: 13
Ocena: 7

Oczywiście, że musiałam się zabrać za tę serię. Postanowiłam jednak poczekać, aż ukażą się wszystkie (noo, prawie wszystkie) odcinki. Wciąż oglądało mi się tak samo dobrze jak poprzednią część i bardzo szybko wciągnęłam się w akcję. Do tego pod względem wizualnym seria wciąż robi wrażenie. Muzycznie za to bez większego szału, trochę brakowało mi czegoś równie chwytliwego, jak poprzedni opening.



Do dokończenia kiedyś… może:


Masamune-kun no Revenge
Liczba odcinków: 3/12

Postanowiłam zerknąć na tę serię bez większego powodu i po pierwszym odcinku nie byłam pewna, czy oglądać dalej, zwłaszcza że było sporo elementów, które w jakiś sposób mnie irytowały. Mimo to próbowałam i chociaż znalazło się coś, co mnie nieco zaciekawiło, to ostatecznie dałam sobie spokój, przynajmniej na razie.





Trickster: Edogawa Ranpo "Shounen Tanteidan" yori
Liczba odcinków: 7/24

To anime rozpoczęło się jeszcze w sezonie jesiennym, jednak ja zabrałam się za nie dopiero teraz. Już wcześniej widziałam anime oparte na twórczości Edogawy Ranpo ("Ranpo Kitan: Game of Laplace"), więc z początku trochę dziwnie było mi oglądać tak bardzo odmienną serię, gdzie jedynie imiona były w niektórych przypadkach takie same. Cóż… z jednej strony spodziewałam się czegoś innego, jakby… bardziej detektywistycznego? Tymczasem dostaję trochę zagadek, grupkę dzieciaków (w tym irytująco lekkomyślnego Hanasakiego), których pod swoje skrzydła wziął prawdziwy detektyw, a na dokładkę chłopca z bardzo niebezpieczną nadnaturalną mocą. A! I jeszcze dający o sobie znać co jakiś czas antagonista, którego celem jest nasz detektyw. Przyznam jednak, że oglądało się nieźle, więc może kiedyś...


Youjo Senki
Liczba odcinków: 1/12

Sam koncept zapowiada się ciekawie i nie mówię nie, jednak akurat nie miałam ochoty na serię o tematyce militarnej. "Youjo Senki" na razie będzie musiało poczekać.






Muzyka:
ACCA: 13-ku Kansatsu-ka OP - ONE III NOTES "Shadow and Truth"
Kuzu no Honkai ED - Sayuri "Heikousen"
Shouwa Genroku Rakugo Shinjuu: Sukeroku Futatabi-hen OP - Hayashibara Megumi "Imawa no Shinigami"

wtorek, 9 maja 2017

S. King "Doktor Sen"

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka  |  Długość trwania: 20h 39 min.  |  Seria: Lśnienie (2)
Pamiętacie małego chłopca o niezwykłych umiejętnościach, który pewnej zimy musiał stawić czoła nienawistnym siłom czyhającym w hotelu Panorama? Mijają lata, a demony przeszłości wciąż nie odpuszczają i chociaż nie jest całkiem bezbronny, jest mu z tym naprawdę ciężko. Chociaż powtarza sobie, że nie będzie taki jak ojciec, że nie sięgnie po kieliszek, to jednak pewnego dnia daje za wygraną i odkrywa, że w jego przypadku alkohol spełnia dodatkową funkcję - przytępia jaśnienie, a więc i niechciane wizje. I tak się zaczyna. Mijają lata, a Dan stopniowo stacza się coraz bardziej, byle tylko odciąć się od swojego daru, który dla niego stał się przekleństwem. Dostaje jednak od losu drugą szansę, a wraz z nią ludzi, którzy będą go podtrzymywać w chwilach słabości. Zaczyna od nowa, ale czy wytrwa?

Tymczasem Prawdziwy Węzeł od niepamiętnych czasów stale trwa. Jego członkowie podróżują w kamperach i starają się nie wyróżniać. Gdyby jednak przyjrzeć im się bliżej, okazałoby się, że to bardzo nietypowa grupa, której charakter może ulec zmianie w ciągu jednego dnia. I mają ogromny sekret. Swoją energię życiową czerpią z tak zwanej pary, którą muszą sobie zapewnić sami przez… bezlitosne torturowanie jaśniejących dzieci. Czy, kiedy przyjdzie czas, Dan stanie na wysokości zadania i zdobędzie się na pomoc, jaką niegdyś był dla niego Halloran?

Prawda jest taka, że decydując się na tę powieść praktycznie wcale nie nastawiałam się na horror. Tym, czego od niej oczekiwałam były dalsze losy Dana więcej na temat tych, którzy - tak jak i on - jaśnieją. W związku z tym obawiałam się chwili, gdy zacznie się ta straszniejsza część. Tymczasem autor stopniowo snuł opowieść, rozwijał kolejne wątki, a ja po raz pierwszy byłam naprawdę wdzięczna za to, że powieści Kinga w tak dużej części potrafią przypominać obyczajówki. I przyznam szczerze, że wciąż nie potrafię patrzeć na tę książkę jak na horror. Akcja ciągnie się całymi latami, w trakcie których zagrożenie, jakim jest Prawdziwy Węzeł, pozostaje odległe, nie dotyka tych, o których słyszymy najwięcej. Czuć jednak to napięcie, które każe nam się zastanawiać, kiedy przyjdzie moment konfrontacji i jaki będzie miała przebieg.

"Przychodzi taki dzień gdy do człowieka dociera, że dalsza tułaczka nie ma sensu. 
Że dokądkolwiek idziesz, zabierasz ze sobą siebie."

Przez cały czas trwania powieści przewinęło się przez nią całkiem sporo postaci. Znaczną ich część bardzo polubiłam, zwłaszcza za wsparcie okazane Danowi. Z przyjemnością obserwowałam, jak zaczyna stawać na nogi, jak odnajduje miejsce, do którego należy, pracę, która mu odpowiada. Będąc sanitariuszem w hospicjum staje się znany pod pseudonimem Doktor Sen - ten, który pomaga przejść na drugą stronę, choć nie każdy wierzy, że rzeczywiście coś w tym jest. King zadbał również o to, żeby proces powrotu Dana do abstynencji był wiarygodny, a więc naznaczony trudem, którego mógłby nie znieść gdyby nie AA i nieustanne wsparcie. Dan stał się o wiele bardziej otwarty, choć swoje umiejętności wciąż woli trzymać w ukryciu. Pojawia się oczywiście też dziecko. Dziewczynka o tak silnej jasności, że przewyższa nawet Dana z czasów jego największej mocy. Przez bardzo długi czas ich losy nie przeplatały się prawie wcale, nie licząc sporadycznych wiadomości, jakie przez jasność, może nawet nie całkiem świadomie, przesyłała mu mała Abra. Nadchodzi jednak dzień, gdy dziewczynka przyciągnie uwagę Prawdziwego Węzła…

Książkę tę rozpoczęłam pełna obaw. Nie chciałam, aby warstwa horroru przesłoniła to, co interesowało mnie najbardziej, a więc sytuację Dana i innych jaśniejących. Na całe szczęście "Doktor Sen" spełnił moje oczekiwania. Dla tych, którzy chcieliby wiedzieć, co stało się z chłopcem ze "Lśnienia", jest to lektura wręcz obowiązkowa. Jeśli chcecie horroru, może jednak warto poszukać gdzie indziej.

"Starość ma jedną zaletę - nie musisz się bać, że umrzesz młodo."

sobota, 29 kwietnia 2017

J. Ćwiek "Chłopcy"

Wydawnictwo: SQN  |  Liczba stron: 320  |  Seria: Chłopcy (1)
Na pewno kojarzycie Piotrusia Pana, Dzwoneczka i Zagubionych Chłopców, prawda? A wiecie, że ich bajka skończyła się trochę inaczej? A raczej wciąż trwa, choć już nie w magicznym świecie i bez Piotrusia Pana, o którym lepiej nie wspominajcie - to drażliwa kwestia. Zagubieni Chłopcy wciąż więc trwają - trochę wyrośnięci, choć wciąż nie dojrzali - z Dzwoneczkiem na czele, do której teraz zwracają się "mamo".

Niech Was nie zwiedzie inspiracja Piotrusiem Panem, "Chłopcy" to powieść od początku do końca wulgarna i takim też językiem pisana. Właśnie dlatego, chociaż już od dawna byłam jej ciekawa, miałam też co do niej pewne obawy. W zależności od tego, z jakim podejściem rozpoczyna się tę książkę można ją albo zmieszać z błotem, albo po prostu dobrze się przy niej bawić, a nawet i doszukiwać się w niej nieco głębszego przekazu. Ja nastawiałam bardziej na coś lekkiego, nie do końca na poważnie i na szczęście udało mi się trafić do tej drugiej grupy. Jedyne, czego żałuję, to to, że Piotrusia Pana znam dość pobieżnie i - co za tym idzie - nie udało mi się wyłapać wszystkich nawiązań do jego historii. Jest to tym bardziej przykre, że sam autor wspomina, jak ważna była dla niego ta opowieść.

Przez większość czasu "Chłopcy" to po prostu zbiór opowiadań przybliżających nam codzienność tego mocno nietypowego gangu motocyklowego, którego kwatera mieści się w starym parku rozrywki. Alkohol, kobiety, zabijanie potworów, trochę innych interesów, chociażby tych wymagających użycia magicznego pyłku - dzień jak co dzień dla Zagubionych Chłopców. Od czasu do czasu pojawia się jednak coś, co pokazuje, że ich życie nie jest wyłącznie zabawą. Stopniowo dostajemy wskazówki na temat tego, dlaczego opuścili Nibylandię, dlaczego nie ma z nimi Piotrusia Pana, a ostatni rozdział pozwala przypuszczać, że całe to wprowadzenie miało coś na celu, że w następnej części możemy się spodziewać czegoś więcej.

"Im później nauczysz się bać, ksiądz - Kruszyna dobył noża 
i rozejrzał się za jakimś patykiem - tym później dorośniesz."

Dzwoneczek, choć drobniutka, najłatwiej będzie określić terminem ostra babka. Dość wspomnieć, że ta mała blondyneczka trzyma w garści cały gang motocyklowy i nikt nie ośmieli się jej sprzeciwić. Spośród reszty wyróżniają się ci, którzy byli z nią od początku, którzy do życia w naszym świecie musieli dopiero przywyknąć. Poza tym mamy nowicjuszy, którzy na miano Zagubionych Chłopców muszą sobie dopiero zasłużyć. A czy wspominałam już, że ta zgraja dba też o dzieci z sierocińca?

Przy okazji wspomnę o opowiadaniu, które nie załapało się do tej książki i zostało wydane osobno w formie ebooka. Konkretnie "Faul to cię zrobił" zaliczające się do historii ze szkolnych lat Chłopców. Jest raczej przeciętne i spokojnie można je ominąć, ale jeśli komuś mało przygód Zagubionych Chłopców, to nie zaszkodzi na nie zerknąć.

Do "Chłopców" pochodziłam nieco z obawą, jednak naprawdę dobrze się przy tej książce bawiłam. Polubiłam tę zgraję, nawet mimo ich wulgarności i raczej przedmiotowego traktowania kobiet - cóż, najwyraźniej mają coś w sobie. A może to tylko zasługa magicznego pyłku? Tak czy inaczej, z chęcią poznam ich dalsze przygody.

"Życie życiem, realność realnością, ale gdy raz wdepniesz w jakąś bajkę,
 to twój świat będzie nią śmierdział, aż zdechniesz."

poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Podsumujmy: sezony anime 2016

Nie mam w zwyczaju robić rocznych podsumowań sezonów anime. Nie mam, a jednak po przeczytaniu takiego wpisu u Kusonoki Akane przyszła mi na to ochota, chociażby po to, żeby samej zorientować się ile to ja obejrzałam. Zapraszam więc na krótki (w zamierzeniu) przegląd serii, które obejrzałam podczas zeszłorocznych sezonów anime.

A gdyby ktoś chciał, odsyłam do poszczególnych podsumowań:
❄ zima | 🍃 wiosna | ☼ lato | 🍂 jesień
Zacznę więc według ocen rosnąco. Najniżej uplasowały się dwie krótkometrażowe serie, obie mające ze sobą nieco wspólnego. Obie zawierają elementy grozy oraz mocno uproszczoną animację. Yami Shibai 3rd Season, trzeci już zbiór historii, które w zamierzeniu miały być straszne, a w praktyce bywało z tym różnie. Kagewani: Shou dostało ode mnie niższą ocenę niż pierwsza część.
Spośród serii, które oceniłam na 6 nieco słabiej wypadło Kotetsujou no Kabaneri, któremu jakoś nie potrafiłam zapomnieć tego, jak bardzo przypomina konceptem Tytanów (chociaż przyznać trzeba, że kreskę miało całkiem ciekawą). Prince of Stride było po prostu przeciętne, Sakamoto desu ga? nie za bardzo trafiło w moje gusta, a z Super Lovers bywało różnie (i jeszcze raz wspomnę jak bardzo żałuję, że właśnie ta seria dostała anime, a nie moje ukochane KomaHoshi tej autorki). Watashi ga Motete Dousunda bywało zabawne, ale bez większego szału. Kiznaiver oglądało mi się całkiem nieźle i polubiłam tą charakterystyczną kreskę. Z kolei Fukigen na Mononokean nie dostało wyższej oceny głównie dlatego, że wciąż pozostało wiele niewiadomych (anime zachęciło mnie jednak do mangi). Na plus też krótkometrażowe Fudanshi Koukou Seikatsu, dość absurdalne, ale i śmieszne.
Nieco poniżej siódemki Servamp, który dość pozytywnie mnie zaskoczył - niewiele się po nim spodziewałam, a jednak oglądało się przyjemnie. Bungou Stray Dogs ma u mnie plusa już za same nawiązania do literatury. Do tego ciekawe postaci i ładna kreska. Drugi sezon z jednej strony uraczył mnie przeszłością Dazaia (której byłam bardzo ciekawa), z drugiej mocno irytował ciągłym użalaniem się nad sobą Atsushiego. O Joker Game pisałam tutaj. Orange zdecydowanie wolałam w mandze, w anime kreska bardzo straciła na uroku. Nijiiro Days to ciepła, przyjemna seria. Po 91 Days chyba spodziewałam się nieco więcej, ale i tak było warto. Cieszę się, że przy Arslan Senki: Fuujin Ranbu mogłam wrócić do Arslana i jego popleczników, nawet jeśli na krótko. Drugi sezon Ushio to Tora był w porządku. Drifters naprawdę ciekawie się oglądało, choć byłoby jeszcze lepiej, gdyby udało mi się wyłapać więcej nawiązań. Mob Psycho 100 bardzo ciekawie i nietypowo podeszło do swojego tematu.
Shounen Maid, czyli anime, o którym nie przypuszczałam, że mi się spodoba, a jednak okazało się pełną ciepła i sympatycznych bohaterów serią. Tanaka-kun wa Itsumo Kedaruge to seria baaardzo ospała, którą należy oglądać z odpowiednio leniwym nastawieniem. Ujęła mnie jednak filozofia życiowa Tanaki. Re:Zero kara Hajimeru Isekai Seikatsu dość pozytywnie zaskakuje, bo chociaż główny bohater potrafi czasami zirytować swoim zachowaniem, to jednak do bezmyślnych zdecydowanie nie należy. No i jeszcze Boku no Hero Academia, które po prostu dobrze się oglądało i miało ciekawe postaci.
Dimension W to seria bardzo w moim guście, pisałam o niej tutaj. Tales of Zestiria the X po pierwsze oczarowuje świetną kreską, jednak szybko się okazało, że i fabuła oraz bohaterowie potrafili mnie zainteresować. Yuri!!! On Ice wbrew moim przypuszczeniom nie okazało się po prostu kolejną sportówką pełną fanserwisu, ale mocno przewyższyło moje oczekiwania (jeśli ktoś jeszcze nie czytał, to polecam recenzję myszy). Ajin, choć nie zachęca marnym CGI, ma naprawdę ciekawą fabułę i nietypowego głównego bohatera. ReLIFE pozytywnie zaskoczyło mnie chociażby humorem, który potrafi nieco zaboleć, jeśli trafi w czułe miejsce. Poza tym miło było obserwować, jak Kaizaki wykorzystuje swoje życiowe doświadczenie żeby doradzać innym. Shouwa Genroku Rakugo Shinjuu ma niesamowity klimat (i świetnie pasującą kreskę), ciekawą historię i bohaterów oraz niebanalny wątek romantyczny. A do tego ten opening! Nieco wyżej mamy jeszcze drugi sezon Ansatsu Kyoushitsu, który stanowił dobrą kontynuację i zakończenie serii.
Najwyżej natomiast znalazły się dwie serie. Boku dake ga Inai Machi od początku pretendowało do miana jednego z najlepszych w ubiegłym roku i chociaż zdania na temat zakończenia są dość podzielone, myślę, że zasłużyło sobie na tak wysoką ocenę. To dobrze przemyślana i świetne wykonana seria. Drużynę z Karasuno (oraz wiele innych osób) z każdym sezonem Haikyuu!! uwielbiam jeszcze bardziej. Przy trzecim sezonie szczególnie cieszę się z tego, że tak dobrze została ukazana zmiana sposobu myślenia Tsukishimy, który przeszedł długą drogę od grania tak po prostu, aż po prawdziwą motywację, chęć wygrania oraz ciągłego udoskonalania swoich umiejętności. Tsukki! ♥

Ahhh, naprawdę miło pisało mi się to podsumowanie. ^^
Wyszło mi z tego 34 pełne serie i 3 krótkometrażówki.

poniedziałek, 17 kwietnia 2017

A. Christie "Morderstwo w zaułku"

Wydawnictwo Dolnośląskie  |  Czas trwania: 8 godz.
Tym razem przedstawię Wam zbiór opowiadań, w którym główną rolę odgrywa detektyw Herkules Poirot. Pierwsze z nich, tytułowe "Morderstwo w zaułku" to sprawa - jak by się wydawało - samobójstwa, ale jak to zazwyczaj w takich przypadkach bywa, szybko się okazuje, że pewne szczegóły przeczą tej teorii. Kolejna jest historia kradzieży dokumentów, która - jak by na to nie patrzeć - wydaje się niemożliwa. Oczywiście nie dla naszego detektywa. W "Lustrze nieboszczyka" Poirot będzie musiał odkryć prawdę na temat śmierci ekscentrycznego, zadufanego w sobie bogacza, a w "Trójkącie na Rodos" dowiedzie, jak dobra jest jego znajomość ludzkich charakterów. A chociaż na urlopie chciał mieć trochę spokoju…

Herkules Poirot - jak to on - do śledztwa podchodzi na swój własny sposób. Uważnie obserwuje, zwraca uwagę na z pozoru nic nieznaczące szczegóły i niekoniecznie dzieli się swoimi spostrzeżeniami z innymi. Przynajmniej do czasu, aż wszystkie elementy układanki trafią na swoje miejsca. Czasami wydaje się przy tym, że do prawdy dochodzi jakby okrężną drogą. Jest przy tym bardzo pewny swoich umiejętności, co nie zawsze podoba się tym, którzy muszą znosić jego towarzystwo. Ale przecież o takich bohaterach zazwyczaj czyta się chętnie, prawda? W tym przypadku nie było inaczej. Poszczególne historie były w porządku, a chyba najbardziej spodobało mi się pierwsze, tytułowe.

Z "Morderstwem w zaułku" zapoznałam się w formie audiobooka i myślę, że był to dobry pomysł. Ponieważ mamy tu do czynienia z opowiadaniami, a każde z nich trwa około dwóch godzin, nie trzeba się szczególnie martwić tym, że nie wystarczy nam czasu na ich odsłuchanie. Poza tym Danuta Stenka całkiem nieźle poradziła sobie jako lektor.

Nie jest to może jedna z lepszych książek Christie, ale trzeba wziąć poprawkę na to, że przy opowiadaniach raczej nie ma co liczyć na niezwykle skomplikowaną intrygę. Mimo to zawsze miło poobserwować, jak Poirot zadziwia wszystkich wokół swoimi umiejętnościami. W każdym razie całkiem miło spędziłam czas towarzysząc temu dumnemu Belgowi w jego śledztwach.

czwartek, 6 kwietnia 2017

Natsuhiko Kyogoku "The Summer of the Ubume"

Wydawnictwo: Vertical.  |  Liczba stron: 320
Rodzinie Kuonji od pokoleń towarzyszy zła sława. Choć jeszcze nie tak dawno byli uznanymi lekarzami, obecnie ich interes podupada. Do tego jeszcze te pogłoski o zaginionych noworodkach… Na tym jednak nie kończą się ich problemy. Makio, który wżenił się w ich rodzinę, nagle zniknął jakieś półtora roku temu i to z zamkniętego od środka pokoju. Tymczasem jego żona już od dwudziestu miesięcy jest w ciąży i nic nie wskazuje na to, by wkrótce miała rodzić. Coś tu wyraźnie nie gra, prawda?

Po usłyszeniu tej historii utrzymujący się z pisania Sekiguchi postanawia odwiedzić swojego przyjaciela. Z zamiarem oparcia na tym swojej następnej opowieści grozy zaczyna wypytywać antykwariusza, człowieka niezwykle oczytanego, a ten jak zwykle zaczyna swoją tyradę… Z bardzo nieoczekiwanym dla Sekiguchiego skutkiem. Nigdy nie przypuszczał, że jedna rozmowa ze starym przyjacielem tak nieodwołalnie odwiedzie go od pisania i jednocześnie skłoni do szukania prawdy kryjącej się za pogłoskami o rodzinie Kuonji.

"The Summer of the Ubume" zaciekawiło mnie już od samego początku. Pierwsza rzecz - świadomość, że znajdę tu coś na temat youkai (japońskich demonów itp.), które uważam za bardzo ciekawy temat. Następnie bohaterowie. Będąc molem książkowym nie mogę nie docenić tego, że i oni są zagorzałymi czytelnikami. Sekiguchi to pisarz. Tymczasem jego przyjaciel Kyogokudo (a właściwie Akihiko Chuzenji), prowadzi sklep z używanymi książkami, ale chyba tylko dlatego, że jego własna kolekcja już dawno wymknęła się spod kontroli. Do tego pełne przyjacielskiego przekomarzania się, a jednocześnie głębszego znaczenia rozmowy wciągnęły mnie już od pierwszych stron. Sam Sekiguchi wydaje się dość zwyczajny, zwłaszcza w porównaniu do osób, które go otaczają, ale myślę, że to dobra postać na narratora. Poza tym ma spore znaczenie dla całej powieści. Bez błyskotliwego, znającego się niemal na wszystkim Kyogokudo niewiele by jednak zdziałał. Mamy też kolejnego z jego przyjaciół, niby-detektywa o bardzo specyficznym charakterze, często trudnym w obejściu oraz siostrę Kyogokudo, która w pewnych kwestiach bardzo przypomina brata. Jest też oczywiście rodzina Kuonji, spośród której najczęściej towarzyszyć nam będzie Ryoko, siostra ciężarnej, prawdziwa piękność, choć o słabym zdrowiu.

"There is nothing that is strange in this world, Sekiguchi."

Wracając do rozmów, uwielbiam sposób, w jaki Kyogokudo opowiada - nieco okrężny, jakby rozwlekły. W ciągu jednej rozmowy potrafi wielokrotnie zmieniać temat, wyciągając na światło - jak by się wydawało - coraz to odleglejsze kwestie, by w końcu okazało się, że wszystko to prowadzi do ostatecznej konkluzji, którą jego rozmówca jest w stanie zaakceptować właśnie dlatego, że wszystkie względnie problematyczne elementy zostały gdzieś po drodze wytłumaczone. Nagle rozmowa wraca na właściwe tory i wszystko staje się jasne. Jest w tym co prawda pewna doza arogancji czy wyniosłości, jednak nie zmienia to faktu, że postać antykwariusza niezwykle przypadła mi do gustu (a może wręcz przeciwnie - właśnie dlatego lubię go jeszcze bardziej?).

A jakie to kwestie będą roztrząsać nasi bohaterowie? Najróżniejsze, często wchodząc na bardzo niepewny grunt, gdzie pozostaje nam jedynie teoretyzowanie. Istnienie duchów, duszy, związek między umysłem a świadomością czy instynktem; to, co zwykle nazwalibyśmy zjawiskami paranormalnymi (chociaż Kyogokudo posłałby mi za użycie tego zwrotu pełne pogardy spojrzenie) oraz całą masę innych spraw, których nawet nie ma sensu wymieniać, jeśli nie jest się w temacie. Wszystko to po to, by wyjaśnić tajemnicę zaginięcia oraz przedłużającej się ciąży (chociaż nie, właściwie nie tylko dlatego, ale więcej nie będę zdradzać). Czy to coś nadprzyrodzonego? A może wszystko da się logicznie wytłumaczyć? Bardzo ciekawie było obserwować zmagania bohaterów z tą kwestią.

Powieść została przypisana do kategorii mystery/horror, przy czym o wiele bardziej wpasowuje się do tej pierwszej, więc nie radzę zabierać się do niej oczekując horroru. Ja liczyłam na tajemnice, trochę niepokoju oraz wielu rozmów o youkai czy o innych interesujących kwestiach i właśnie to dostałam. A kim jest tytułowa ubume? To jedna z wielu istot japońskiego folkloru, której dokładniej nie będę teraz opisywać ze względu na sporą rozbieżność w tekstach, które jej dotyczą. Najlepiej wyjaśni to sama książka.

Już dawno nie zdarzyło się, żebym sięgnęła po książkę, o której wcześniej nic nie wiedziałam. "The Summer of the Ubume" było więc dla mnie sporą niespodzianką i to - jak się wkrótce okazało - bardzo pozytywną. Chciałabym kiedyś zobaczyć ją po polsku… A na razie przyjdzie mi żałować, że nawet po angielsku została wydana tylko ona, choć to początek dłuższego cyklu.

środa, 29 marca 2017

K. Hancock "Tańcząc na rozbitym szkle"

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka  |  Liczba stron: 608
Lucy i Mickey tworzą szczęśliwe małżeństwo. Szczęśliwe, choć stale zmagające się z problemami. Nad nią (i jej rodziną) unosi się widmo nowotworu, który co prawda raz pokonała, a jednak nie może być pewna, czy za jakiś czas nie powróci ze zdwojoną siłą. On zmaga się z chorobą afektywną dwubiegunową i zachowuje równowagę psychiczną jedynie dzięki sporej dawce leków. Balansuje na krawędzi i czasami przegrywa walkę z samym sobą. Oboje wiedzieli, na co się piszą, a jednak nie zrezygnowali ze swojego uczucia, byli dla siebie zbyt ważni, potrzebowali siebie nawzajem.

Ze względu na swoją sytuację nałożyli jednak na siebie pewne ograniczenia, zasady, których zobowiązali się przestrzegać. Jedną z nich był brak potomstwa, jednak pomimo usilnych starań, by temu zapobiec, Lucy zaszła w ciążę. I co teraz? Cieszyć się z szansy podarowanej przez los, czy może zamartwiać się tym, jak bardzo obciążone genetycznie może być ich dziecko?

"Tańcząc na rozbitym szkle" kupiło mnie już na samym początku, a to za sprawą niezwykle czarującego prologu, który pomimo smutnego wydźwięku w naprawdę piękny sposób przedstawia śmierć oraz miłość. Autorka czaruje słowami, naprawdę. Co więcej, była w tym pewna domieszka niesamowitości, która co jakiś czas występowała także w późniejszych momentach. Nie tylko prolog zaskarbił sobie jednak moje uznanie. Ka Hancock bardzo umiejętnie wykreowała realistyczny obraz małżeństwa, a także więzów rodzinnych, które czasami wykraczają poza więzy krwi. Nie zadowoliła się przy tym przypisaniem każdemu z bohaterów kilku podstawowych cech, ale stopniowo odkrywała przed czytelnikami kolejne strony ich charakterów.
"Lucy, każde małżeństwo to taniec, czasem kłopotliwy, czasem dający wiele radości, a przez większość czasu po prostu spokojny. Z Mickeyem zaś czasami będziesz musiała tańczyć na rozbitym szkle. Pojawi się cierpienie. Pod jego wpływem albo się wycofasz, albo wzmocnisz uścisk, by kontynuować taniec, aż w końcu znów będzie wam łatwo."
Wciąż pozostaję pod ogromnym wrażeniem wewnętrznej siły, jaka cechowała Lucy. Niezwykle zaimponowało mi to, jak mimo niezliczonych trudności przez całe życie stara się iść z podniesioną głową, nosząc w sercu słowa wypowiedziane przez ojca, gdy była jeszcze małą dziewczynką. Podziwiam ją też za odwagę, by zawalczyć o szczęście u boku ukochanego mężczyzny, nawet jeśli jest ono okupione licznymi wyrzeczeniami. Mickey… jemu też potrzebna jest odwaga. Odwaga, aby stawiać czoła światu oraz swoim wewnętrznym demonom, aby nie zatracić się w euforii lub depresji, jakie może nieść ze sobą choroba. Bo przecież ulec byłoby tak łatwo… Ważną rolę odgrywają tu także siostry Lucy. Pełna serdeczności Lily - jej bratnia dusza - oraz Priscilla, prawdziwa kobieta sukcesu. Ten opis wydaje się jednak tak bardzo pobieżny (a i postaci przewinie się tu zdecydowanie więcej)… Możecie mi jednak wierzyć, że w powieści ich charaktery są o wiele bardziej złożone.

Tej książce od samego początku zawiesiłam poprzeczkę dość wysoko i mogę z zadowoleniem stwierdzić, że nie zawiodła moich oczekiwań. To powieść pełna emocji, niekoniecznie tych pozytywnych, często przytłaczających, a jednak wciąż niosąca ze sobą nadzieję (nawet jeśli nie zawsze znajdziemy ją tam, gdzie byśmy sobie tego życzyli). I - co ważne - jest pięknie ubrana w słowa. Zdecydowanie jedna z lepszych książek, jakie czytałam!

"Śmierć to ta łatwa część. Umieranie to już inna historia."

wtorek, 21 marca 2017

J. Ćwiek "Grimm City. Wilk!"

Wydawnictwo: SQN  |  Liczba stron: 384  |  Seria: Grimm City (1)
Zacznijmy od tego, że Grimm City to miasto parszywe, w którym powietrze i ulice są równie brudne, co interesy, jakie zwykle się tam przeprowadza. Ze swoją własną hierarchią, wszędobylską wręcz korupcją i kopalnianymi zanieczyszczeniami z dnia na dzień dąży do coraz większego zepsucia, a zwykli ludzie jakoś muszą z tym żyć. Wśród tego wszystkiego jest jednak kilka względnie bezpiecznych, a może nawet i nieźle płatnych zawodów. Taką pracę mieli chociażby taksówkarze… przynajmniej do czasu, gdy ktoś zaczął ich mordować wraz z pasażerami i to w dość spektakularny sposób... Czyżby w mieście pojawił się nowy gracz?

Właśnie te kwestie z pewnością rozważał Alfie, muzyk, któremu w życiu powodziło się różnie, kiedy przyjaciel taksówkarz po raz kolejny poprosił go, żeby w jego zastępstwie wsiadł za kierownicę. Z równie dużą dozą pewności mogę stwierdzić, że nawet nie przypuszczał wtedy, w jak ogromne, a jednak całkiem innej natury kłopoty, wpędzi go udzielenie odpowiedzi twierdzącej. Właśnie ta decyzja oraz szereg zbiegów okoliczności sprawią, że znajdzie się praktycznie w samym centrum tego, co dzieje się w mieście.
"Każda opowieść zaś ma jedno nadrzędne prawo - niezależnie od poziomu skomplikowania ma jeden finał, gdzie wszystko splata się w całość."
W "Grimm City. Wilk!" autor sięga po temat baśni od innej strony. Nie nawiązuje do nich całkiem bezpośrednio, ale tworzy na ich podstawie religię, całą ideologię, która przenika na wskroś świat, jaki tu stworzył. Bohaterowie mogą sobie być wierzący lub nie, jednak duch opowieści zawsze gdzieś nad tym wszystkim krąży, zwłaszcza w Grimm City, mieście powstałym ponoć na ciele pokonanego olbrzyma, którego gęsta, czarna krew wydobywana przez górników wciąż stanowi siłę napędową przemysłu. A ponieważ mroczne, baśniowe klimaty to coś, co bardzo lubię, szybko wkręciłam się w wykreowany przez Ćwieka świat i z zainteresowaniem czytałam o kolejnych koncepcjach bajanizmu, jak i o tym, co dzieje się na granicy prawa i przestępczego półświatka.

Alfie to bohater, którego da się lubić. Zdecydował się żyć z tego, co kocha i choć bywa z tym różnie, zwłaszcza przy zmieniających się muzycznych trendach, nie zamierza się poddawać. No i kiedy trzeba, potrafi całkiem nieźle główkować. Nieco później poznamy detektywa, który dzięki swoim umiejętnościom zaszedł całkiem wysoko, a także jego byłego partnera, który nie przepada za jego metodami i lekceważącym sposobem bycia. Mamy i ważniaka o wybuchowym temperamencie oraz jego wszechstronnego lokaja. Znajdzie się też młoda reporterka, która walczy o swoje prawo bytu w skorumpowanym, zdominowanym przez mężczyzn świecie prasy. Ogólnie bohaterów mamy więc ciekawych, o których aż chce się czytać.

Zakończenie mnie zaskoczyło. Co prawda od pewnego momentu zaczęłam podejrzewać, że autor nie odkryje przed nami wszystkich kart, jeszcze nie teraz, a jednak takiego rozstrzygnięcia się nie spodziewałam. Nie żebym była zawiedziona - co to to nie! Po prostu teraz czym prędzej chciałabym poznać dalszy ciąg, a na to przyjdzie mi jeszcze trochę poczekać.

czwartek, 16 marca 2017

Moje M&A aktualności 1/2017

Trochę zdążyło się już tego nazbierać, ale tak to już jest, jak się nie pisze notek na bieżąco... Co więcej, właściwie większość tego, co tu znajdziecie powinnam zaliczyć jeszcze do aktualności z ubiegłego roku, ale nie chciałam wprowadzać dodatkowego zamieszania w oznaczeniach.
Baccano! | 13 odcinków | Ocena: 9/10
Baccano! już od dawna miałam w planach. Liczyłam na coś naprawdę dobrego i nie rozczarowałam się. To jedna z tych serii, które w pierwszej chwili kompletnie oszałamiają widza natłokiem informacji - wydarzeń, postaci i imion. Na szczęście sytuacja wkrótce zaczyna się klarować i okazuje się, że w tym szaleństwie jest jednak metoda. Poza tym bardzo spodobał mi się opening, który nie tylko świetnie brzmi i wygląda, ale też pozwala zorientować się kto jak się nazywa, a nawet dowiedzieć się co nieco o bohaterach. Za jakiś czas chętnie wróciłabym do tej serii. c:
Kimi to Boku. | 13 odcinków | Ocena: 6+/10
Już dawno zaczęłam to anime, ale dopiero ostatnio do niego wróciłam. Nie ma tu co liczyć na wartką akcję - jest spokojnie, czasami wręcz powolnie (lub nawet nudno), jednak całkiem nieźle sprawdza się jako lekkie okruchy życia. Bohaterowie są sympatyczni, dość zróżnicowani i przyjemnie ogląda się ich wzajemne docinki, chociaż czasami zachowania niektórych bohaterów (Tachibana...) bardziej mnie irytowały niż bawiły. Tak czy inaczej nie żałuję i planuję obejrzeć także kontynuację. Muzyka jest raczej spokojna, a opening potrafi się nieźle uczepić - po oglądaniu zwykle jeszcze przez jakiś czas chodził mi po głowie. A! I te pojawiające się co jakiś czas bez konkretnego powodu ujęcia kotów były całkiem urocze. ^^
Free!: Eternal Summer Special | 1 odcinek | Ocena: 7/10
Hmm... co by tu napisać? Na pewno było zabawnie, chociaż bohaterom zdarzało się aż za bardzo wczuć w tę swoją grę survivalową... No i mimo wszystko żałuję, że nie było okazji zobaczyć Rina w stroju pokojówki (chociaż trzeba przyznać, że jako lokaj prezentował się świetnie). xD
Yamada-kun to 7-nin no Majo | 12 odcinków | Ocena: 7/10
Wcześniej dałam sobie spokój z tym anime, bo za bardzo drażniły mnie przeinaczenia względem mangi i pomijanie wątków (tak to już jednak jest, jak się chce w 12 odcinków wcisnąć jakieś 90 rozdziałów). Teraz nie wydawało mi się to jednak aż tak uciążliwe, może dlatego, że szczegóły zdążyły zatrzeć mi się w pamięci. Mogłam więc bez przeszkód oglądać dalej... no prawie. Co jakiś czas miałam silne wrażenie, że mimo wszystko coś jest nie tak, brakowało mi tych pominiętych momentów. Nie przeszkadzało mi to jednak na tyle, żeby zrezygnować, zwłaszcza że miło było zobaczyć wszystkich w kolorze (przy mandze często zapominałam, jak kolorowe są ich włosy :P), zwłaszcza że kreska jest naprawdę ładna. Bardzo podoba mi się również opening - niby prosty, bez żadnych rewelacji, a jednak ma w sobie coś, co przyciąga. Ending, chociaż z początku wydawał mi się zbyt cukierkowy, też miło wspominam. Ostatecznie przyznaję, że wyszło całkiem nieźle, chociaż wciąż będę faworyzować mangę.
Tanaka-kun wa Kyou mo Kedaruge | 35 odcinków (po 30 sec.) | Ocena: 6/10
Przy głównej serii całkiem nieźle się bawiłam, więc nie mogłam sobie odmówić tych króciutkich odcinków w wersji chibikowej. Jak można się spodziewać po ich długości, są to właściwie nic nieznaczące humorystyczne epizody pełne tanakowych mądrości życiowych - jedne lepsze, inne nieco gorsze, a ponieważ od początku nie spodziewałam się cudów, jestem zadowolona z tego, co dostałam. A które były najlepsze? Chyba 13. z różnymi sposobami noszenia Tanaki, 16. - sposób na dosięgnięcie pilota?, 19. z wózkiem.
Kekkai Sensen: Ousama no Restaurant no Ousama | 1 odcinek OVA | Ocena: 7/10
Długo czekałam na to OVA i co prawda jestem z niego w miarę zadowolona, jednak spodziewałam się czegoś... bardziej konkretnego? Jakiejś akcji, walk, a nie baaardzo dziwnego posiłku w jeszcze dziwnejszej restauracji. Okej, później trochę się działo i fajnie było zobaczyć Femta w trochę innym wydaniu, do tego współpracującego z Leo, ale nie zmienia to faktu, że miałam nadzieję na coś innego. Cóż, może problem w tym, że był to zaledwie jeden odcinek, a ja chętnie zobaczyłabym więcej. W każdym razie nie żałuję i wyczekuję kolejnego sezonu.
One Piece | 472/? odcinków
Miałam tu napisać coś więcej o moich wrażeniach, ale przez ten czas tyle się tego nazbierało, że jednak sobie odpuszczę. Nie dość, że do załogi dołączyły już dwie kolejne osoby, to jeszcze tyle się działo... oj, za dużo by tego wyszło. xD Może następnym razem napiszę coś konkretniejszego.

Natsume Yuujinchou | 13 odcinków | Ocena: 7/10
Zoku Natsume Yuujinchou | 13 odcinków | Ocena: 8/10
Natsume Yuujinchou San | 13 odcinków | Ocena: 8/10
Natsume Yuujinchou Shi | 8/13 odcinków

Kiedyś już zaczęłam to anime, ale jakoś nie mogłam się wciągnąć i poprzestałam na jednym odcinku. Tym razem spodobało mi się od razu i dziwię się, dlaczego nie było tak wcześniej. Pierwszy sezon dostał ode mnie siódemkę, jednak już kolejny zasłużył sobie na więcej i cieszę się, że to wciąż nie koniec. Martwi mnie tylko, że w tym tempie już niedługo zostanie mi ostatni jak na razie sezon.
Great Teacher Onizuka | 15/43 odcinki
Od dawna myślałam o zaczęciu tej serii, ale dopiero ostatnio zmotywowała mnie do tego recenzja Kusonoki Akane. Praktycznie od razu po jej przeczytaniu włączyłam pierwszy odcinek i... był to błąd... przynajmniej w czasie sesji, bo naprawdę ciężko było się powstrzymać od obejrzenia przynajmniej kilku pod rząd. Co prawda Onizuka jest człowiekiem bardzo specyficznym, a całość bywa dość przerysowana, ale naprawdę dobrze się to ogląda.
Saiyaku wa Boku wo Suki Sugiru | Kannagi Satoru & Ninomiya Etsumi | 33/? rozdziałów
Dość długo zwlekałam z rozpoczęciem tej mangi, a jednak bardzo szybko pożałowałam, że jak na razie nie ma więcej rozdziałów. Przechodząc do konkretów, jest to historia dwóch chłopców, których na skutek dającej o sobie znać co sto lat klątwy połączyło wspólne przeznaczenie. Przez najbliższy rok będą musieli razem stawić czoło dwunastu nieszczęściom, które mają na nich spaść. Przez ten czas jeśli coś stanie się Kagurze, jego rany wkrótce przeniosą się na ciało Ichijyou, nic więc dziwnego, że obaj wolą tego uniknąć.
Tak oto dwóch dotąd zupełnie sobie obcych chłopców musi nauczyć się współpracować, by jakoś przeżyć najbliższy rok. Ichijyou, który dopiero co przeniósł się do nowej szkoły, przy pierwszej okazji oświadcza kolegom Kagury, że zakochał się w nim od pierwszego wejrzenia stwierdzając, że to idealny pretekst, by cały czas być przy nim. Swoje domniemane uczucie potwierdza nieustannym klejeniem się do niego i odpowiednimi komentarzami, co jest wręcz… zawstydzające. Tymczasem ludzie z ich otoczenia przyjmują taki stan rzeczy niemal bez mrugnięcia okiem (taki to już urok niektórych BL), a to, co z początku było zwykłą farsą stopniowo przeradza się w prawdziwe uczucie. Jak to jednak zwykle bywa, przed tą dwójką wciąż jeszcze wiele przeszkód i wyzwań. No i ostatnio trochę się pokomplikowało... mam nadzieję, że manga mimo wszystko utrzyma poziom do końca.
Nurarihyon no Mago | Shiibashi Hiroshi | 110/218 rozdziałów
Tym razem napiszę tylko: powoli zbliżam się do końca wydarzeń opisanych w anime.
Fullmetal Alchemist | Hiromu Arakawa | 27 tomów | Ocena: 10/10
Wreszcie skończyłam czytać Fullmetala. :D Jakoś szybko mi zleciały te ostatnie tomy i przyznam, że trochę mi dziwnie z tą świadomością, że całość już za mną (teraz już zarówno manga jak i anime).

piątek, 10 marca 2017

N. Gaiman "Mitologia nordycka"

Wydawnictwo: MAG  |  Długość trwania: 7 h 15 min.
Już od dawna gdzieś z tyłu głowy tkwiła mi myśl, że chciałabym choć trochę lepiej poznać mitologię nordycką, jednak brakowało mi motywacji. Z pomocą przyszedł Neil Gaiman, który, korzystając z oryginalnych źródeł, postanowił opowiedzieć pewne historie na nowo.

Całość rozpoczynają wyjaśnienia autora, zarówno na temat mitologii, jak i samej książki. Następne jest przedstawienie bohaterów i powstanie świata. Odtąd zaczynają się najróżniejsze historie, które przybliżają nam zarówno postaci bogów, jak i ważne, czy nawet nieco bardziej błahe wydarzenia. Skąd wziął się młot Thora, dlaczego Odyn ma tylko jedno oko, jak wygląda drzewo świata i wiele, wiele więcej. A wszystko to przybliża nas do zmierzchu bogów, słynnego Ragnaroku.

Po poleganiu na najróżniejszych interpretacjach - z książek, filmów, czy jeszcze innych tworów - naprawdę ciekawie było móc zapoznać się z prawdziwymi mitologicznymi postaciami. Mogłam się dowiedzieć, jakie pierwotnie były ich charaktery, że Thor, choć pod względem siły wręcz nie miał sobie równych, to jednak do szczególnie bystrych nie należał; że Loki był nie tyle zły, co raczej złośliwy oraz niezwykle inteligentny i lubił patrzeć na efekty swoich działań, a inni bogowie tolerowali go, bo korzyści i straty, które wynikały z jego postępków, równoważyły się wzajemnie. Po drodze poznałam cały szereg postaci, które do tej pory znałam jedynie z imienia lub nawet wcale nie zdawałam sobie sprawy z ich istnienia. Dowiedziałam się też, jak wielkie były zasługi Odyna i oczywiście o co konkretnie chodzi z tym całym Ragnarokiem, o którym do tej pory miałam dość mgliste pojęcie.

Z "Mitologią nordycką" zapoznałam się w formie audiobooka i chociaż słuchało się całkiem przyjemnie, to przyznam, że w tym przypadku czasami wygodniejsza byłaby wersja papierowa. Chodzi mi tu chociażby o sytuację, gdy chciałoby się wrócić do jakiegoś wcześniejszego momentu i upewnić się co do nazwy czy imienia, bo o ile z tymi najbardziej znanymi czy najczęściej występującymi postaciami nie powinno być problemu, to reszta może sprawić pewien kłopot. Jako ciekawostkę dodam za to, że w oryginale audiobooka czyta sam autor.

Mitologia w interpretacji Neila Gaimana to świetna okazja, żeby w przystępny sposób zapoznać się z nordyckimi wierzeniami, w sam raz dla tych, którzy do tej pory znali je jedynie z filmów czy innych dzieł. Autor wspomniał na samym początku, że starał się opowiedzieć to wszystko jak najciekawiej i mogę potwierdzić, że udało mu się z tego wywiązać.
"Dzięki Lokiemu świat jest ciekawszy, ale mniej bezpieczny."

sobota, 4 marca 2017

Stosik 1/2017

Tym razem głównie mangowo, bo doszłam do wniosku, że czas się trochę wstrzymać z kupowaniem książek (z drobnymi wyjątkami) i nadrobić te tytuły, które już od dłuższego czasu czekają na półkach.

Aya Kanno "Requiem Króla Róż" (5-6) - No cóż, dzieje się. Intrygom nie ma końca, a Ryszard zaczyna zastanawiać się, czy pole bitwy rzeczywiście jest jedynym miejscem, w którym potrafi się odnaleźć...
Adachitoka "Noragami" (5-7) - Wreszcie miałam okazję nadrobić tę serię, a kiedy już to nastąpiło, zaczęłam żałować, że nie mam więcej do poczytania. No cóż, pozostaje czekać na kolejne.
Ori Mita "Yamada i chłopak" - Prosta, ale bardzo dobrze poprowadzona historia, do której dodatkowo mam lekki sentyment ze względu na to, że pierwszy raz trafiłam na nią, kiedy miała zaledwie jeden rozdział. Tym bardziej cieszę się, że Dango postanowiło ją wydać. :)
Ilona Myszkowska & Janina Grzegorek & Dranka "Kawaii Scotland" (1) - Kupione z ciekawości. Graficznie wypada naprawdę nieźle (chociaż nie rozumiem po co ten kierunek czytania od prawej do lewej). Historia na każdym kroku kpi sobie z utartych mangowych schematów i to całkowicie otwarcie. Ogólnie w porządku, ale nie wiem, czy zdecyduję się na kolejny tom, trochę nie mój typ humoru.
Yuki Kodama "Wzgórze Apolla" (7-8) - Coraz szybciej zbliżamy się ku końcowi. Pewne sprawy się komplikują, niektóre wręcz przeciwnie, a ja niecierpliwie wyczekuję kolejnego tomu.
Kakizaki Masasumi "Green Blood" (5) - Na razie nieprzeczytane, ale mam nadzieję, że jak już to nadrobię, to przy okazji naskrobię jakąś recenzję całości. ;)
Iwahara Yuji "Dimension W" (3-4) - Cieszę się, że zdecydowałam się na tę serię, naprawdę dobrze mi się ją czyta. Te tomy są poświęcone tajemnicy jeziora Yasogami.
Ryohgo Narita "Durarara!!" LN (2-3) - Jakoś nie miałam motywacji do kupienia kolejnych tomów tej nowelki, ale myszy i jej pochwałom udało się to zmienić. Na razie za mną tom drugi, który czytało mi się całkiem przyjemnie, a chyba najlepiej wspominam fragmenty z Shizuo. :D
S. Caspari "W krainie kolibrów" - Książka z BookTour'u. Recenzja ukazała się już jakiś czas temu.
F. S. Fitzgerald "Wielki Gatsby" - Kupiona w Biedronce za nieco ponad złotówkę... Niby jak miałabym się oprzeć takiej cenie? Do tego od dawna miałam tą książkę w planach. Już przeczytana, ale na razie wspomnę tylko, że spodziewałam się czegoś innego.
L. Swann "Sprawiedliwość owiec" - Z wymiany książkowej, wzięta trochę z braku lepszych opcji.
Zaopatrzyłam się też w kilka audiobooków:
A. Christie "Morderstwo w zaułku" - Cztery opowiadania i Poirot w roli głównej. Już przesłuchane.
A. Christie "A.B.C." - I znów Poirot, tym razem w pełnej powieści.
S. King "Doktor Sen" - Po "Lśnieniu" chciałam się dowiedzieć co dalej, a ponieważ była promocja...
I jeszcze coś specjalnego, mangi po japońsku zgarnięte w pakiecie, wszystkie Nakamury Asumiko. ^^
"Utsubora" - Recenzja mangi (na podstawie amerykańskiego wydania) tutaj.
"Doukyuusei" & "Sotsugyousei" - Cóż, to było do przewidzenia, prawda? Recenzje polskich wersji tu i tu.
"Sora to Hara" & "O.B." - Spin-off i kontynuacja, których póki co po polsku nie mamy.
"Yobidashi Hajime" - Tej mangi byłam szczególnie ciekawa. Sportówka o sumo i to od Nakamury? Chcę to poznać! Do tego nigdzie nie widziałam skanów tej mangi.
"Katakoi no Nikki Shoujo", "Magarikado no Bokura", "Tetsudou Shoujo Manga" - O tych mangach nie wiem za wiele, ale z tego, co wyczytałam są to zbiory kilku historii.

W związku z przybyciem do mnie japońskich tomików zastanawiam się nad zrobieniem ich porównania do polskich wydań (i amerykańskiego w przypadku "Utsubory"). Co Wy na to? :)

poniedziałek, 27 lutego 2017

A. Christie "Morderstwo na plebanii"

Wydawnictwo Dolnośląskie  |  Liczba stron: 271
Pułkownik Protheroe nie należy do osób szczególnie lubianych. Więcej nawet, chyba każdemu zdążył raz czy dwa zaleźć kiedyś za skórę, a i samemu pastorowi zdarzyło się powiedzieć na jego temat parę słów za dużo. Traf chciał, że niedługo później został odnaleziony martwy właśnie w gabinecie pastora, a zdarzenie to i jego liczne następstwa zmąciły spokój miasteczka St. Mary Mead.

Kryminały Christie czytam dość losowo i raczej rzadko się zdarza, żebym rozglądała się za jakimś konkretnym tytułem. "Morderstwo na plebanii" przyciągnęło jednak moją uwagę tym, że to właśnie w tej powieści debiutuje panna Marple. Mimo to przez większość czasu nie wybija się ona szczególnie ponad resztę bohaterów, zwykle opisywana jako ta wścibska starsza pani, która tak lubi się mądrzyć i snuć domysły. Naszym narratorem pozostaje tymczasem wspomniany już wcześniej pastor, który dokłada wszelkich starań, aby wesprzeć śledztwo (chociaż nieprzyjemny sposób bycia inspektora wcale go do tego nie zachęca).

Jeśli wierzyć pannie Marple (bo i dlaczego nie?) podejrzanych mamy siedmiu, ale kto miał dostateczny motyw i determinację, by zamiary zmienić w czyn? Do potencjalnych sprawców możemy zaliczyć żonę zamordowanego, jego córkę oraz przybyłego tam malarza. Jest też oczywiście nowa mieszkanka, która wzbudza ogólną podejrzliwość swoją tajemniczością i nieprzestrzeganiem ogólnie przyjętych zachowań towarzyskich, charakterystycznych dla takich małomiasteczkowych społeczności. To jednak wciąż nie wszyscy, kogo jeszcze podejrzewa starsza pani i jak poradzi sobie ze swoim pierwszym śledztwem?

"Morderstwo na plebanii" to całkiem niezły detektywistyczny debiut dla panny Marple, która z jednej strony nie chce się bezpośrednio, w widoczny sposób angażować, a jednak z chęcią próbuje swoich sił w sztuce dedukcji. Tu szepnie słówko, tam coś dopowie i tym sposobem pcha akcję do przodu, choć i pozostali bohaterowie, a szczególnie pastor, mają w tym swój udział. Postaci zostały umiejętnie wykreowane i choć przyznam, że zdarzało mi się nieco pogubić w rzadziej wspominanych nazwiskach, to nie było to większym problemem. Książka nie zalicza się może do najlepszych powieści Christie, ale i tak myślę, że warto.

"Młodzi myślą, że starzy są głupi, ale starzy wiedzą, że młodzi są głupi."

środa, 22 lutego 2017

Serialowo 1/2017

Po naprawdę dłuuuugiej przerwie (prawie rok! :O) przyszedł czas na kolejną serialową notkę. ;)
Jak na razie odpuściłam sobie Arrow'a, za to zabrałam się za Flasha i muszę przyznać, że wywarł na mnie bardzo pozytywne wrażenie. To miła odmiana po tym, jak ciężka atmosfera panuje w Arrow'ie. Flash ma dużo pozytywniejszy wydźwięk, a ciemniejsze sprawki przybierają kształt zawoalowanych intryg - wiadomych widzowi, ale już niekoniecznie bohaterom (jestem bardzo ciekawa, jak rozwinie się ta główna). Za mną również już pierwszy crossover obu tytułów, w którym pojawia się sam Oliver, który dodatkowo podkreślił różnicę między tymi serialami oraz mentalnością obu głównych bohaterów. Jak na razie za mną 11 odcinków.

Zabrałam się też (a nawet już skończyłam) Lucifera. Lubię historie kryminalne, zwłaszcza z ciekawymi postaciami, więc i ten serial przypadł mi do gustu. Główny bohater wprowadza całą masę humoru (zwykle czarnego lub też sprośnego), a detektyw Decker, skutecznie opierająca się jego urokowi, tworzy z nim interesujący duet. No i ciekawi też reakcja Lucyfera na zmiany jakie w nim zachodzą - zamiast martwić się rosnącym niebezpieczeństwem, jego obecna sytuacja coraz bardziej go fascynuje. Wraz z kolejnymi odcinkami serial podobał mi się coraz bardziej (czasami oglądałam kilka pod rząd, a to już coś znaczy, bo odkąd przestałam regularnie oglądać seriale rzadko mi się to zdarza). Poszczególne historie były naprawdę ciekawe i bywało, że sprawy zaczynały przybierać całkiem niespodziewany obrót. Mamy więc zarówno całą masę humoru, jak i poważniejsze kwestie i chociaż Lucyfer zwykle zachowuje się jak palant, to jednak potrafi się wykazać w jakiś inny sposób. Poza tym wybór Toma Ellisa na głównego bohatera uważam za świetny wybór. No i w soundtracku trafiło się co najmniej kilka ciekawych utworów, chociażby "Confessions". Jak dobrze, że jakiś czas temu ukazał się drugi sezon!

Zdecydowałam się też na Sleepy Hollow i swojej decyzji nie żałuję. Najpierw dość zabawnie (mimo powagi sytuacji) było obserwować, jak Ichabod stopniowo przywyka do myśli, że nie są to już jego czasy i jest wiele rzeczy które musi zrozumieć. Sama historia przedstawia się jednak dużo poważniej. Ichabod musi się nieźle wysilić, by inni uwierzyli w jego wersję, Abbie zmaga się sama ze sobą musząc uwierzyć w coś, co przez tyle czasu próbowała wyprzeć z pamięci, a zło nadciągające do Sleepy Hollow (czy raczej czające się tam od bardzo dawna) nie zamierza czekać, aż oni sobie wszystko poukładają. Jak na razie za mną 4 odcinki.

W końcu obejrzałam też And Then There Were None (I nie było już nikogo), które już długo odkładałam na później. Nie żebym się jakoś szczególnie na tym znała, jednak myślę, że serial został naprawdę dobrze nakręcony i świetnie oddaje niepokojący klimat tej historii. W ciekawy sposób, stopniowo została też przedstawiona przeszłość bohaterów. Na dobór aktorów również nie narzekam. To naprawdę solidna ekranizacja.

I oczywiście Sherlock! Czwarty sezon był... inny od reszty. Do tego po tak długim oczekiwaniu aż dziwna była dla mnie świadomość, że w końcu jest, że dowiem się co dalej. Poszczególne odcinki były mocno dezorientujące, cały czas coś się działo, czasami trudno się było połapać co jest prawdziwe, a co nie. Napisałabym coś więcej, ale... jakoś nic nie przychodzi mi do głowy...

I to by było na tyle. W najbliższych planach mam drugi sezon Lucifera, który już zaczęłam oglądać. Poza tym może zabiorę się za Jessicę Jones (jeśli czas pozwoli), a z nowszych produkcji moją uwagę zwrócił Luke CageDo tego wciąż nie zabrałam się za Night Manager, ale to się jeszcze kiedyś (mam nadzieję) nadrobi.

czwartek, 16 lutego 2017

A. Harmon "Prawo Mojżesza"

Wydawnictwo: Editio  |  Liczba stron: 360  |  Seria: Prawo Mojżesza (1)
Mojżesz został znaleziony w koszu jako niemowlę, zupełnie jak jego biblijny imiennik. Jego matka narkomanka zmarła z przedawkowania, a i na jego zdrowiu odbił się jej nałóg. Dziecko cracku. Chłopiec z problemami przekazywany od jednego krewnego do drugiego. Tego lata Mojżesz mieszkał u swojej babci, chyba jedynej osoby, która naprawdę się o niego troszczyła. Georgia wiedziała, że wszyscy wokół uważali, że lepiej trzymać się od niego z daleka, a jednak nie potrafiła. Zainteresował ją, on i jego pęknięcia, a im bardziej próbował trzymać ją na dystans, tym bardziej stawała się uparta. A trzeba wam wiedzieć, że czego jak czego, ale samozaparcia to jej nie brakuje. Tym sposobem powoli się do niego zbliżała, stopniowo rodziło się między nimi uczucie. Ale czy to wystarczy?

Rzadko zdarza mi się kupić jakąś książkę zaraz po jej premierze, a jednak w tym przypadku właśnie tak było. Przeczytałam jedną recenzję i już wiedziałam, że chcę jak najprędzej sięgnąć po tę powieść (chociaż mimo wszystko minęło więcej czasu niż chciałam, a jeszcze więcej zanim wreszcie dokończyłam recenzję). Oczekiwania miałam spore, a kolejne pozytywne opinie jeszcze bardziej je podsycały. W końcu zaczęłam czytać. I co? Przede wszystkim "Prawo Mojżesza" okazało się inne niż sądziłam. Spodziewałam się bardziej typowego NA, a dostałam coś całkiem innego. Bo chociaż uczucia naszej dwójki bohaterów grają tu kluczową rolę, to jednak w grę wchodzi także nietypowa natura problemów Mojżesza i wszystko, co z tym związane.

"Jeśli nie kochasz, nikt nie zostaje zraniony. Łatwo odejść. Łatwo pogodzić się ze stratą. Łatwo dać sobie spokój."

Mojżesz, zdając sobie sprawę ze swoich pęknięć i tego, co ze sobą niosą, nie chce sobie pozwolić na bliższą znajomość z Georgią. Wolałby pozostać samotnikiem, aby nie ranić ani nie być ranionym. Dziewczyna nie odpuszcza jednak tak łatwo i jemu samemu również zaczyna zależeć, choć nie przyznałby tego na głos. Mimo to wciąż pozostaje wiele innych kwestii - niezrozumienie, uprzedzenia mieszkańców, a także jego własne problemy, które sprawiają, że jest postrzegany tak, a nie inaczej. Przed nimi wciąż jeszcze wiele do przejścia. Z pozostałych bohaterów na wyróżnienie zdecydowanie zasługuje jego babcia, która akceptuje go takiego, jakim jest. Rodzice Georgii, choć martwią się o córkę, również nie są z tych, co ocenialiby pochopnie.

Pojawia się też wątek kryminalny, który jednak nie do końca mnie zadowolił. Dlaczego? Można go było dostrzec od samego początku, podobnie jak pewne powiązania, ale na rozwinięcie tej kwestii trzeba było czekać praktycznie do samego końca. Wtedy co prawda został należycie poprowadzony, jednak nieco wytrącało mnie z równowagi tak długie odwlekanie tej chwili (chociaż faktem pozostaje, że bohaterowie mieli wtedy też inne sprawy na głowie, co trochę ich - a zwłaszcza Mojżesza - usprawiedliwia). I jeszcze jedno ale - ostatecznie poczułam się z pewnego powodu nieco oszukana, jednak nie mogę się wyrazić w tej kwestii jaśniej, nie ujawniając jednocześnie za dużo.

"Prawo Mojżesza" częściowo padło ofiarą przerostu moich oczekiwań, może też trochę nie trafiło na odpowiednią chwilę? Tak czy inaczej jest to jednak interesująca książka, dość nietypowa jak na swój gatunek i pełna zarówno momentów, od których robi się ciepło na sercu, jak i tych smutnych, wypełnionych żalem i rozczarowaniami.

"Każdy zawsze mówi o równym traktowaniu. I ja to rozumiem. Naprawdę. Ale może zamiast być ślepym na kolory, powinniśmy celebrować kolor, we wszystkich jego odcieniach. Wkurza mnie to, że powinniśmy ignorować nasze różnice jakbyśmy ich nie widzieli, podczas gdy dostrzeganie ich nie musi być negatywne."

piątek, 10 lutego 2017

Podsumowanie anime na jesień 2016

Tym razem nie oglądałam wiele, zwłaszcza na bieżąco, no ale tak to już czasem bywa. Chętnie obejrzałabym jeszcze "Natsume Yuujinchou Go", ale na razie nadrabiam poprzednie części (i pewnie już wkrótce pożałuję, że nie ma ich więcej). Poza seriami, które oglądałam w miarę na bieżąco, do podsumowania zdecydowałam się nadrobić tylko jedną z wcześniej planowanych anime, na resztę przyjdzie czas kiedy indziej.
Ajin 2nd Season
Liczba odcinków: 13
Ocena: 7

Oczywiście, że musiałam zabrać się za kontynuację. Byłam bardzo ciekawa, jak potoczą się dalsze wydarzenia. Już na początku czeka nas dość spory zwrot akcji, który mi zdecydowanie się podoba. Niewiele myślący Nakano potrafi być naprawdę irytujący, ale jakoś to trzeba znieść. W międzyczasie trwają przygotowania do konfrontacji z Satou, który razem ze swoją grupką poczyna sobie coraz śmielej. Mamy okazję dowiedzieć się nieco więcej o Shimomurze, a także sprawdzić, jak miewa się Kai. W kwestii muzyki… nie za bardzo podoba mi się wybór piosenki do openingu, zwłaszcza po świetnym "Yoru wa Nemureru kai?" z poprzedniej części. Na szczęście brzmienie endingu bardzo przypadło mi do gustu (nawiasem mówiąc, towarzysząca mu animacja jest pełna aluzji - czy może wręcz spojlerów - do wydarzeń w anime). CGI wciąż wygląda kiepsko, ale zwykle po prostu próbowałam nie zwracać na to uwagi.

Bungou Stray Dogs 2nd Season
Liczba odcinków: 12
Ocena: 7-

Pierwszą część oglądało mi się całkiem przyjemnie, więc nie mogłam sobie odmówić kontynuacji. Tym razem zaczynamy od wydarzeń z przeszłości, konkretnie przeszłości Dazaia, co mnie dosyć zaskoczyło, ale i ucieszyło, bo byłam tego bardzo ciekawa. Po kilku takich odcinkach wracamy do momentu, w którym zakończył się poprzedni sezon. Bywa zabawnie, bywa poważnie, ogółem w porządku, jednak miałam serdecznie dość tego, jak Atsushi dosłownie co chwilę rozpamiętuje swoją przeszłość. Naprawdę można było odpuścić choć trochę tego dramatyzmu. Co do mocy, ciekawie jest poznawać kolejne inspiracje znanymi pisarzami.
Opening i ending nie wywarły na mnie jakiegoś szczególnego wrażenia i to do tego stopnia, że miałam problem z przypomnieniem sobie jak brzmiały. Jeśli miałabym jednak wybierać, to wolę ending.

Drifters
Liczba odcinków: 12
Ocena: 7

Zgodnie z myślą, że skoro nie zdecydowałam się na wydawaną w Polsce mangę, to chociaż zerknę na anime, zabrałam się za tę serię. Nastąpiło jednak to dość późno i dopiero po zakończonym sezonie zaczęłam faktycznie nadrabiać "Driftersów". Zacznę może od tego, że po muzyce można się praktycznie od razu domyślić, że to anime ma coś wspólnego z "Hellsingiem" (dla niedoinformowanych: autora). Pewnie ciekawiej oglądałoby się znając te wszystkie historyczne nawiązania, których mamy tu całą masę, ale i bez dokładniejszej wiedzy można się całkiem nieźle bawić. Bohaterowie są barwni i nie da się ich pomylić. Kreska jest bardzo charakterystyczna, może nawet nieco przerysowana, ale w tym przypadku dobrze się to sprawdza. Ścieżka dźwiękowa jest energiczna, polubiłam zwłaszcza opening. Z chęcią przekonam się, co jeszcze czeka naszych bohaterów. Poza tym po tej serii skłaniam się do tego, żebym w końcu ruszyć "Hellsing Ultimate" (w całości oglądałam tylko starszą wersję).

Haikyuu!!: Karasuno Koukou VS Shiratorizawa Gakuen Koukou
Liczba odcinków: 10
Ocena: 9

Jak miło znów powrócić do Karasuno! Ogólnie rzecz biorąc jest przesympatycznie, choć przychodzą i cięższe chwile, wyraźnie widać też, jak bardzo rozwinęły się poszczególne postaci. Naprawdę sporo osób miało tu okazję się wykazać, a na szczególną uwagę w moim mniemaniu zasługuje Tsukki, który przeszedł długą drogę od postawy typu 'nie chcę się angażować, to zbyt kłopotliwe' do prawdziwej chęci gry (i wygranej), a co za tym idzie, do ciągłego rozwijania się. Tym razem, w przeciwieństwie do końcówki poprzedniego sezonu, nie miałam wątpliwości, na czyjej wygranej zależy mi bardziej, ale to już kwestia nastawienia do przeciwników.
Animacja jest płynna, co ma bardzo duże znaczenie, zwłaszcza gdy na boisku dzieje się tak wiele - a możecie być pewni, że nagłych zwrotów akcji jest tu cała masa. O tym, jak ładna jest kreska chyba nawet nie muszę wspominać? I parę słów o muzyce, którą będę bardzo miło wspominać. Opening jak zawsze przyjemnie się słuchało. W dodatku jakoś mam słabość do tak pozytywnie brzmiących melodii, jak na przykład ta z endingu. No i towarzysząca mu animacja przypomina mi trochę te z "Durarary!!", co też zaliczam jako plus.

Watashi ga Motete Dousunda
Liczba odcinków: 12
Ocena: 6

Kiedyś czytałam mangę i była w porządku (jeśli podejść do niej z odpowiednim przymrużeniem oka), więc dlaczego miałabym nie zabrać się za anime? Pomijając  pewną absurdalność tego, że w ciągu paru dni Serinuma "wylaszczyła się" nie do poznania, najbardziej denerwujące jest to, że chłopcy, którzy dotąd traktowali ją co najwyżej z lekceważeniem nagle zaczynają przy każdej okazji zabiegać o jej względy (i to - nie oszukujmy się - dość nachalnie). Całe szczęście, że mamy chociaż Mutsumiego, który nie tylko od początku traktował ją jak należy, ale przez dłuższy czas nawet nie uświadamiał sobie, że mógłby czuć do niej coś więcej.
Jako komedia sprawdza się jednak nie najgorzej, zwłaszcza kiedy początkowe kwestie odejdą nieco w zapomnienie. Ma też całkiem ładną kreskę (i oczywiście ładnych chłopców). Muzyka jakaś niesamowita nie była, ale nie narzekam. Zauważyłam, że kolejność wydarzeń jest nie do końca zgodna z mangą (albo coś zostało dodane, nie jestem pewna).

Yuri!!! On Ice
Liczba odcinków: 12
Ocena: 8

Zaczynając tę serię byłam przekonana, że będzie pełna fanserwisu i poza tym nie spodziewałam się po niej wiele więcej. Tymczasem YOI naprawdę pozytywnie mnie zaskoczyło. Praktycznie każda sportówka w większym lub mniejszym stopniu stanowi pożywkę dla fujoshi, jednak to, co najważniejsze zawsze zostaje jedynie w sferze domysłów. Tymczasem YOI idzie o krok dalej, co więcej, robi to naprawdę dobrze. Postaci mają złożone charaktery, wyraźnie widać także ich rozwój, a samo łyżwiarstwo zostało dobrze ukazane. To jedna z nielicznych serii, które oglądałam rzeczywiście regularnie.
Bardzo podoba mi się opening - sam utwór, animacja wraz z kolorystyką i układem, naprawdę świetnie to wszystko wygląda (i brzmi). Ending też jest w porządku. Z kolei kreska może zarówno zachwycić, jak i rozczarować w zależności od momentu, ale ogólnie nie przeszkadzało mi to jakoś bardzo. Czekam na kontynuację. ^^

Do dokończenia kiedyś… może:


Bernard-jou Iwaku.
Liczba odcinków: 1/12


Krótkometrażówka, za którą postanowiłam się zabrać, bo książki. I biblioteka. Choć trochę niepokojący był fakt, że główna bohaterka, choć interesuje się książkami, to wcale ich nie czyta… Ostatecznie jednak jakoś z niej zrezygnowałam, ale nie wykluczam możliwości wrócenia do niej za jakiś czas.



Muzyka:
Drifters OP - Minutes Til Midnight "Gospel Of The Throttle 狂奔REMIX ver."
Haikyuu!! 3rd Season OP - BURNOUT SYNDROMES "Hikari Are"
Haikyuu!! 3rd Season ED - NICO Touches the Walls "Mashi Mashi"
Yuri!!! On Ice OP - Dean Fujioka "History Maker"