czwartek, 10 sierpnia 2017

Anime "Shounen Maid"

Liczba odcinków: 12 + 1 OVA  |  Emisja: wiosna 2016  |  Ocena: 7/10
Komiya Chihiro jeszcze do niedawna mieszkał razem z wychowującą go samotnie matką. Niestety, nadmiar pracy, nawet pomimo wielkiej pomocy Chihiro w domu, mocno dawał jej się we znaki i ostatecznie chłopiec został sam. Po śmierci matki, która nie utrzymywała kontaktu z rodziną, nie miał dokąd pójść, więc nawet najbliższa przyszłość była dla niego wielkim znakiem zapytania. Aż pewnego dnia ratuje przypadkowo spotkanego mężczyznę przed... małym pieskiem. Tak, dokładnie. Chwilę później nieznajomy oznajmia, że jest wujkiem Chihiro i odtąd to on się nim zajmie. Pomimo tak nietypowych okoliczności wszystko wskazuje na to, że to jednak prawda. Co więcej, nowo poznany krewny okazuje się być bogaczem mieszkającym w okazałej rezydencji (na której widok chłopiec od razu… zabiera się do sprzątania, nie mogąc znieść zalegającego po kątach kurzu). Niejeden stwierdziłby, że trafił mu się szczęśliwy los na loterii. A jednak nie dumny i równie uparty, co jego mama Chihiro, któremu nie w smak takie życie na czyjejś łasce. W końcu dochodzą jednak do porozumienia i w zamian za dach nad głową Chihiro zostaje zatrudniony w posiadłości swojego wujka Madoki jako pomoc domowa.

Przyznam, że z początku podchodziłam do tej serii bardzo sceptycznie (już sam tytuł budził moje wątpliwości). Pojawiający się ni stąd ni zowąd beztroski wujek bogacz, który zatrudnia swojego zakręconego na punkcie sprzątania siostrzeńca jako pomoc domową i przyszykowuje mu uniform niewiele różniący się od strojów pokojówek - to anime bardzo łatwo mogłoby pójść w - że tak to ujmę - niewłaściwą stronę. A jednak nic takiego się nie dzieje. Dostajemy natomiast pełne ciepła i humoru okruchy życia, które z każdym kolejnym odcinkiem oglądałam coraz chętniej. I chociaż minęło już sporo czasu odkąd obejrzałam to anime, to wreszcie zmotywowałam się do dokończenia recenzji - "Shounen Maid" zdecydowanie zasługuje na trochę więcej uwagi!

środa, 2 sierpnia 2017

J. Green, D. Levithan "Will Grayson, Will Grayson"

Wydawnictwo: Bukowy Las  |  Liczba stron: 368
Sporo czasu minęło odkąd ostatnio czytałam powieść Johna Greena. Byłam co prawda ciekawa, zwłaszcza gdy była to jeszcze nowość, co swoim czytelnikom zaserwuje tym razem i jak wyszła mu współpraca z innym pisarzem, jednak… jakoś zabrakło motywacji. Kiedy jednak przyszło do wybrania pierwszej książki, jaką przeczytam dzięki Legimi, doszłam do wniosku, że czas poznać Willa Graysona. A nawet dwóch. Czy było warto?

czwartek, 27 lipca 2017

Podsumowanie anime na wiosnę 2017

Tym razem właściwie wszystko nadrabiałam już po tym, jak sezon dobiegł końca. Z tego też powodu podsumowanie pojawia się tak późno, zwłaszcza że nie chciałam nic oglądać na siłę. Nie zdecydowałam się na wiele anime, więc żeby nie było zbyt pusto, postanowiłam zerknąć jeszcze na kilka serii.
Atom: The Beginning
Liczba odcinków: 12
Ocena: 7

Anime powiązane z Astro Boy'em Tezuki? Bardzo chętnie zerknę (nawet jeśli samego Astro Boy'a znam jedynie ze słyszenia)! Dokładniej rzecz biorąc akcja serii rozgrywa się jakiś czas przed Astro Boy'em. Ma w sobie coś charakterystycznego dla starszych serii i przyznam, że całkiem miło się to ogląda (nawet jeśli Tenma potrafi czasem wkurzyć swoją upartością).
Opening jakoś tak niepozornie zapadł mi w pamięć wraz z towarzyszącą mu animacją. Kreska też jest całkiem w porządku. No i oczywiście bardzo polubiłam A106, czyli naszego robota z sercem. ^^

Boku no Hero Academia 2nd Season
Liczba odcinków: 25
Ocena: 8

*trwające
Tej serii od początku byłam pewna i rzeczywiście było na co czekać. Z przyjemnością wróciłam do znanych mi z poprzedniego sezonu bohaterów, a także poznałam tych nowych, do czego szkolne zawody były świetną okazją. Postaci coraz bardziej się rozwijają, Midoriya stara się opanować moc, a gdzieś w tle złoczyńcy szykują się do wykonania kolejnego ruchu - nic, tylko oglądać dalej! Opening wpada w ucho, w sam raz do tej serii, a ending… przyznam, że tym razem go zwykle pomijałam na rzecz włączenia kolejnych odcinków nieco szybciej.

Natsume Yuujinchou Roku
Liczba odcinków: 11
Ocena: 9

Poprzednie sezony już nadrobiłam, więc nie mogło tu przecież zabraknąć tej serii. W tej części sporo jest o relacjach Natsume z innymi, chociaż na bardziej oderwane od tej kwestii historie też znalazło się miejsce. Co tu więcej pisać? Anime trzyma poziom, a tych, którzy znają poprzednie części pewnie nie trzeba specjalnie przekonywać do obejrzenia kolejnej. Muzyka może bez większych zachwytów, jednak słuchało się dobrze. Ehhh, już bym chciała kolejny sezon…


Shingeki no Kyojin 2nd Season
Liczba odcinków: 12
Ocena: 8

Tyle się czekało na ten drugi sezon, a tu tylko 12 odcinków… No cóż, trzeba brać co jest. Moje zainteresowanie zdążyło co prawda przez ten czas trochę spaść, jednak i tak z chęcią zabrałam się za tę serię. Liczyłam oczywiście na otworzenie piwnicy, ale na to wciąż pozostaje nam czekać. Jest za to sporo innych rewelacji - zarówno trochę odpowiedzi, jak i masa nowych pytań, co sprawia, że czekanie na kolejny sezon będzie jeszcze bardziej nieznośne. Opening pozostaje w podobnym klimacie co poprzednie, dzięki czemu jest charakterystyczny. Do tego dość szybko wpada w ucho. Zaciekawiło mnie też nietypowe brzmienie endingu - lubię takie specyficzne melodie, nawet jeśli najpierw trzeba do nich trochę przywyknąć.

Może kiedyś:

Alice to Zouroku
Liczba odcinków: 1/12

Dziewczynka z mocą, dzięki której może prawie wszystko oraz zła organizacja, która czyha na jej umiejętności (oraz innych podobnych dzieci)? A do tego starszy pan, który postanawia jej pomóc, ale nie dla własnego zysku tylko tak z dobroci serca i w dodatku zakazuje jej używać mocy? No cóż, coś z tego może wyjść. Sprawdzę za jakiś czas.





Boruto: Naruto Next Generations
Liczba odcinków: 1/?

*trwające
No cóż, postanowiłam zerknąć, jak to jest z tym Boruto i innymi postaciami z nowego pokolenia (film jedynie zaczęłam, jakoś mi nie podszedł) i trzeba przyznać, że nasz tytułowy bohater nawet daje radę. Może być ciekawie, jednak jeszcze nie jestem pewna, czy chcę dalej brnąć w tę historię. Poza tym może jednak najpierw dokończę "Naruto Shippuuden" (oczywiście z pominięciem fillerów, inaczej sobie tego nie wyobrażam).




Eromanga-sensei
Liczba odcinków: 1/12

Zaczęte bez jakiegoś konkretnego powodu, ot, bo chciałam sprawdzić co to takiego. Zapowiada się mocno niezobowiązująca komedia z wianuszkiem bohaterek wokół naszego protagonisty i… właściwie nie brzmi to tak najgorzej. Chociaż po zaledwie jednym odcinku trudno to stwierdzić na pewno.





Sakurada Reset
Liczba odcinków: 4/24

*trwające
No cóż, 'mystery' w gatunkach robi swoje - postanowiłam zerknąć na tę serię, a ending od THE ORAL CIGARETTES był dodatkową zachętą. Jest… nieco dziwnie, do tego główni bohaterowie są z tych, nieco wycofanych, ale może jednak coś z tego wyjdzie. To wciąż trwająca seria, więc może się jeszcze okazać, że do podsumowania kolejnego sezonu trafi już jako obejrzana, zobaczymy.


Porzucone:


Souryou to Majiwaru Shikiyoku no Yoru ni…
Liczba odcinków: 2/12

Miałam to oglądać, bo josei, przy czym z początku nie przeczytałam nawet dokładnie opisu. Potem zobaczyłam, że odcinki mają po trzy minuty, co wzbudziło moje wątpliwości. Zerknęłam i… nie. Po części przez denerwującą bohaterkę.





Muzyka:
Natsume Yuujinchou Roku ED - Rei Yasuda "Kimi no Uta"
Shingeki no Kyojin 2nd Season ED - Shinsei Kamattechan "Yuugure no Tori"
Sakurada Reset ED - THE ORAL CIGARETTES "Tonari Au"

piątek, 21 lipca 2017

M. C Beaton "Agatha Raisin i..." (części 2-4)

Doszłam do wniosku, że nie będę pisać o każdej z tych książek osobno, zwłaszcza że im dalej, tym pewnie mniej osób będzie zainteresowanych jeśli nie znają poprzednich części. Dochodzi do tego także lekki brak chęci, zwłaszcza że trochę już minęło odkąd je skończyłam, zwłaszcza pierwszą z nich.
Będzie więc konkretniej, choć jednocześnie starałam się unikać spojlerów, więc myślę, że można czytać spokojnie nawet nie znając poszczególnych części. Jeśli jednak ta seria jest Wam kompletnie obca, na początek zapraszam jeszcze na recenzję pierwszej części.

piątek, 14 lipca 2017

Kaoru Inai "Niesamowite opowieści pana Shiranui"

Wydawnictwo: Waneko  |  Liczba stron: 160  |  Jednotomówki Waneko
Kojarzycie tego podejrzanie wyglądającego typka, który ostatnio kręci się po okolicy? Bez obaw, nie jest groźny. Jego po prostu interesują tajemnicze opowieści i ludowe podania. Z chęcią opowiada je nawet przypadkowym słuchaczom i z równym entuzjazmem poszukuje kolejnych. Może akurat schroniliście się gdzieś w przypadkowym miejscu przed deszczem i nie macie co zrobić z wolnym czasem? Albo chcecie dowiedzieć się jak zostać kappą? Może on zna na to sposób...

sobota, 8 lipca 2017

S. Simukka "Czarne jak heban"

Wydawnictwo: YA!  |  Liczba stron: 192  |  Seria: Lumikki Andersson (3)
Po wydarzeniach w Pradze, które przyniosły jej pewną sławę, Lumikki wraca do codziennego życia, które - o dziwo - zaczyna się układać. Wreszcie zdołała pozbierać się po rozstaniu z Liekkim, a do tego znalazła kogoś, przy kim dobrze się czuje. Sampsa zdołał ją nawet namówić na wzięcie udziału w przedstawieniu! Byłoby jednak zbyt pięknie, gdyby tak już zostało. Zaczynają się pojawiać liściki, esemesy, grożby. Lumikki ma cichego wielbiciela… czy raczej prześladowcę, który nie tylko wie to, z czego niewielu zdaje sobie sprawę, on zdaje się wiedzieć to, czego tak desperacko poszukuje Lumikki. Prawdę o jej rodzinnym sekrecie.

Poprzednie części serii czytałam dość dawno, więc nie byłam pewna, czy pamiętam wszystko, co powinnam. Na szczęście "Czarne jak heban" zawiera w sobie wystarczająco podpowiedzi, by nawet ci, którzy nieco już pozapominali, byli w stanie stopniowo zorientować się w tym wszystkim. Lumikki wciąż pozostaje silną postacią, choć do tej pory mogła przy Sampsie nieco spuścić gardę i po prostu cieszyć się tym, co ma. Wraz z pojawieniem się prześladowcy, Lumikki na nowo zaczyna się obawiać, dostrzega, że jej przeszłość wciąż kładzie się cieniem na jej życiu i jak bardzo różni ją to od Sampsy. Niespodziewanie pojawia się także Liekki. Jak w tym wszystkim odnajdzie się nasza bohaterka?

Książkę tą, choć porusza dość ciężkie tematy, czyta się lekko. Jest napisana prostym językiem i tak jak poprzednie części nawiązuje w pewien sposób do baśni. Tutaj przede wszystkim za sprawą przedstawienia, w którym Lumikki gra swoją imienniczkę, Śnieżkę. Czasami miałam wrażenie, że pewne elementy były przesadzone (podobnie jak poprzednio), chociażby umiejętności Lumikki, ale potrafię przymknąć na to oko.

"Czarne jak heban", choć króciutkie, jest dobrym zakończeniem serii. Nie rewelacyjnym, po prostu dobrym. Poznajemy odpowiedzi na dręczące nas i główną bohaterkę już od pierwszego tomu pytania. Do tego książkę czyta się szybko i tak też płynie akcja. Nada się na lekkie czytadło na jeden wieczór.

poniedziałek, 3 lipca 2017

Stosik 2/2017

Ten stosik miał się ukazać zdecydowanie wcześniej, jednak chciałam poczekać na mangi, których wysyłka się opóźniła... I to bardzo. Myślałam nawet, żeby na razie je sobie odpuścić, ale w końcu są. Tak więc na blogu wakacje rozpoczynam prezentacją moich nabytków. Mangi, książki... i coś jeszcze. ;)
Yuji Iwahara "Dimension W" (5) - Wciąż naprawdę dobrze czyta mi się tę serię (do tego manga ma nieco więcej szczegółów) i zastanawiam się, co będzie, kiedy fabuła wyjdzie poza anime.
Kazue Kato "Ao no Exorcist" (18) - Kończy się wątek z Shurą i wracamy do Akademii Prawdziwego Krzyża, a tam zarówno trochę rozterek bohaterów, jak i nieco poważniejszych spraw. Do tego Shima wciąż pozostaje bardzo niejednoznaczną postacią. A tak z lżejszych tematów, Shiemi po raz pierwszy czytająca mangę shoujo i Rin grillujący za pomocą swoich płomieni. xD
Yayoi So "ReLIFE" (1-3) - Długo się zastanawiałam czy to kupić, a główną zachętą (poza tym, że anime mi się podobało) było to, że to przecież jest całe w kolorze, co nie zdarza się codziennie. xD W końcu uległam i nie żałuję. Poza tym ciekawe jest to, że po ułożeniu tomików obok siebie, okładki tworzą całość.
Kore Yamazaki "Oblubienica czarnoksiężnika" (1) - Długo ciągnęło mnie do tej mangi, aż w końcu kupiłam pierwszy tom i chętnie sięgnę po kolejne. Zapowiada się ciekawie, a do tego kreska bardzo ładnie się prezentuje.
Adachitoka "Noragami" (8) - Na razie jeszcze czeka na przeczytanie.
Kiri Wazawa "Posępny Mononokean" (1-2) - Po anime nawet planowałam zabrać się za mangę, ale zanim się zdecydowałam, Waneko postanowiło ją wydać. Yay! Zdecydowanie będę zbierać. Sama historia jest całkiem sympatyczna (no i youkai ♥), kreska potrafi być ładna, chociaż nieco bardziej oddalone postaci są niezbyt szczegółowe (za to te obwoluty!). No i trochę przykro, że imię pewnego youkai w polskiej wersji (Włochacz) nie brzmi ani trochę tak uroczo jak po japońsku (もじゃもじゃ). :<
Kei Ichikawa "Slow Starter" - Niby nic specjalnego, ot, taka dość typowa, lekka historia, ale całkiem przyjemnie się ją czytało (nawet po raz kolejny). Kreska nieco kanciasta, ale i tak ją lubię.
Yuki Fumino "Usłyszeć ciepło słońca: Teoria szczęścia" - Kontynuacja historii Koheia i Taichiego. W pierwszej chwili tomik (pozytywnie) zaskoczył mnie swoją grubością. Mangę czytało się bardzo przyjemnie (choć fabuła nie była dla mnie tajemnicą) i zdecydowanie chcę więcej! :D
Chise Ogawa "Caste Heaven" (1) - Miałam nie kupować, ale Dango ma dar przekonywania (dodatki!). Szczególnie ciekawa byłam tego, jaka karta do mnie trafi. Niestety, tomik trafił do mnie z uszkodzonym grzbietem. Zastanawiam się czy go wymienić...
Scarlet Beriko "Jackass!" - Jeszcze nie miałam okazji się do tego przyznać, ale wprost uwielbiam kreskę tej autorki, więc bardzo ucieszyła mnie wiadomość, że ta manga zostanie wydana. To zabawne BL z dość sympatycznymi postaciami, więc chętnie będę do niej wracać (no i żeby podziwiać kreskę ♥).
Scarlet Beriko "Czwarty: Tatsuyuki Oyamato" - Ta sama autorka (w ogóle byłam zaskoczona, ze Waneko ogłosiło dwa jej tytuły praktycznie pod rząd), choć tym razem przy nieco cięższej tematyce, chociażby dlatego, że mamy do czynienia z yakuzą. Lubię tu przede wszystkim dwóch głównych bohaterów.
Kaoru Inai "Niesamowite opowieści pana Shiranui" - Długo się wahałam, ale w końcu postanowiłam zapoznać się z tą historią. Mam nadzieję, że to dobry wybór. ;)
Satomi Ran & Maki Ebishi "Doll Star" - Jakoś tak się skusiłam, trochę w ciemno.
J. Ćwiek "Kłamca 2,5. Machinomachia" - Z biblioteki. Już przeczytane.
C. Carmack "Coś do ukrycia" - Skusiłam się na nią, ze względu na dość niską cenę. Poza tym od dawna byłam ciekawa, jak tam Cade, którego w "Coś do stracenia" zdążyłam polubić.
N. Gaiman "Gwiezdny pył" - Jakoś tak uznałam, że właśnie to kupię i przeczytam, ale na razie wciąż czeka.
J. K. Rowling "Baśnie barda Beedle'a", "Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć", "Quiddich przez wieki" - Kiedy tylko dowiedziałam się o wznowieniu tych książek (a było to już jakiś czas temu), wiedziałam, że będą moje! Co prawda baśnie mam już po angielsku (recenzja), ale co tam!
M. Kisiel "Dożywocie" - Wreszcie kupiłam kolejną książkę autorki (po "Nomen omen" miałam na to wielką ochotę)! Na przeczytanie wciąż jednak czeka...
H. Murakami "Sputnik Sweetheart" - Pożyczone. Nie wiem dlaczego, ale jakoś spodziewałam się mniej oderwanej od rzeczywistości książki. Mimo to czytało się przyjemnie.
Natsume Sōseki "Sedno rzeczy" - Z biblioteki. Wreszcie się za tę książkę zabrałam.
A. Christie "Poirot prowadzi śledztwo" - Z biblioteki. Christie nigdy dość, nawet jeśli to króciutkie opowiadania, a więc zbyt pasjonująco nie będzie. Już przeczytane.
S. Lynch "Kłamstwa Locke'a Lamory" - Z biblioteki. Dość spontaniczna decyzja. Słyszałam kiedyś o tej książce i akurat zauważyłam ją w bibliotece. Uznałam, że jeśli teraz jej nie wezmę, to później mogę o niej zapomnieć.
I jeszcze dwa nabytki, tym razem nie te do czytania. Nie przypuszczałam, że w najbliższym czasie zdecyduję się na jakiekolwiek figurki, no ale stało się. I zdecydowanie nie żałuję, bo Natsume prezentuje się przepięknie! Przy okazji kupiłam też pluszowego Nyanko-senseia. ♥

wtorek, 20 czerwca 2017

J. Ćwiek "Kłamca 2,5. Machinomachia"

Wydawnictwo: SQN  |  Liczba stron: 192  |  Seria: Kłamca (2,5)
Po dość sporej już przerwie przerwie postanowiłam sprawdzić, jak radzi sobie Loki na usługach aniołów, tym razem w opowiadaniach z tomu połówkowego. Dwie pierwsze historie rozgrywają się gdzieś pomiędzy wydarzeniami z pierwszego tomu. "Handlarz snów" to opowiadanie króciutkie, właściwie niewiele wnoszące. Na szczęście "Swat" przedstawia się już ciekawiej. Gniewny anioł zakochany w ludzkiej dziewczynie? Czy to się może udać? Cóż, z pomysłowością Kłamcy może nawet coś by z tego mogło wyjść, ale jak wpłyną na to inne czynniki?

Ostatnie i najdłuższe z opowiadań, tytułowa "Machinomachia", rozgrywa się już po tym, jak do drużyny Kłamcy dołączyło dwóch greckich bogów. Współpraca nie układa im się może jeszcze najlepiej, ale to przecież kwestia czasu, prawda? Czego tak poza tym możecie się spodziewać? Cóż, twierdząc, że praktycznie wszystkiego, właściwie nie rozminęłabym się za bardzo z prawdą. Coś o greckich bogach, mechaniczni ninja, zastępy aniołów, a na dodatek całkiem spory szum w mediach. Wyraźnie widać, że autor dał się ponieść wyobraźni po całości. A! Pojawi się też Jenny.

Tych, którzy poznali i polubili Kłamcę, pewnie nie będzie trzeba specjalnie przekonywać. Ten tom to po prostu dobra okazja, żeby znów zobaczyć Lokiego w akcji i dowód na to, że wyobraźnia autora pracuje pełną parą. Doceniam również puszczanie oczka do czytelników w tak drobnych sprawach jak na przykład pewien rudowłosy motocyklista ("Chłopcy" się kłaniają) przewijający się gdzieś w tle, czy - o ile się nie mylę - Tom Hiddlestone (marvelowski Loki) pozdrawiający naszego Kłamcę. Na końcu znajdują się jeszcze zasady Kłamcianki (dołączanej do książki gry karcianej), jednak ze względu na to, że ja swój egzemplarz mam z biblioteki, nie miałam okazji ich wypróbować.

"Kłamca 2,5. Machinomachia" nie jest może arcydziełem i nie wnosi wiele do głównej akcji, więc można by było ten tom pominąć, jednak dla spragnionych kolejnych przygód Lokiego będzie w sam raz. Jeśli znacie już poprzednie części i macie ochotę na coś lekkiego do poczytania, nie wahajcie się sięgnąć po tę książkę.

wtorek, 13 czerwca 2017

Serie anime, które chciałabym obejrzeć jeszcze raz

Ostatnio dość spontanicznie przyszło mi na myśl, żeby stworzyć listę anime, do których chciałabym jeszcze wrócić. Uznałam, że właściwie czemu nie i zabrałam się do pisania. Gdyby bardziej zagłębić się w ten temat, pewnie znalazłoby się ich więcej, jednak postanowiłam poprzestać na tych, które jako pierwsze wpadły mi w oko.

Baccano!
Anime, które może i oglądałam nie tak jeszcze dawno, jednak jestem pewna, że muszę do niego kiedyś wrócić. Jest tak bardzo pokręcone i pogmatwane, że czasami ciężko się połapać co i jak. Teraz, mając już pewne rozeznanie w tym, o co tam chodziło, chcę spróbować jeszcze raz, postarać się wyłapać szczegóły, które za pierwszym razem mi umknęły czy też po prostu nie umiałam ich do niczego dopasować.

Barakamon
Seria zabawna i pełna ciepła, którą po prostu bardzo przyjemnie się ogląda i aż ma się nadzieję, że się nie skończy. Biorąc to wszystko pod uwagę miałam nadzieję, że jej prequel "Handa-kun" będzie w podobnym klimacie, tymczasem są to kompletnie różne serie. W tym wypadku pozostaje mi dalej wspominać "Barakamon". Tak, kiedyś zdecydowanie do tej serii wrócę.

Darker than Black  ~recenzja~
Obejrzane już dwa razy, ale na tym zdecydowanie nie poprzestanę! To wciąż jedna z moich ulubionych serii. Uwielbiam raz pogodnego, raz pełnego rezerwy Heia, który wyróżnia się pośród innych kontraktorów, lubię też wiele innych postaci (choć nie wszystkie), jak i samą fabułę. Aaach, zdecydowanie obejrzałabym ponownie, choćby od razu! Taka myśl nachodzi mnie praktycznie za każdym razem, gdy przyuważę jakąś wzmiankę czy kadr z tej serii.

Devil May Cry
Właściwie jedno z pierwszych moich anime (a przynajmniej tak mi się wydaje). Nie było jakieś niesamowite, a do tego raczej proste i pewnie teraz oceniłabym je niżej, jednak pamiętam, że naprawdę dobrze mi się tę serię oglądało i bardzo podobał mi się jej klimat. Kto wie, może jeszcze tego pożałuję, jednak chciałabym jeszcze kiedyś zerknąć na to anime.

Garo: Honoo no Kokuin
Seria dość specyficzna, która przeszła (jak mi się wydaje) raczej bez większego echa. Sama też nie uważam jej za jakiś fenomen, ale bardzo dobrze mi się ją oglądało i od razu spodobał mi się jej klimat, bohaterowie (choć Leon potrafił czasem być irytujący) oraz charakterystyczna kreska (nawet jeśli ma swoje niedoróbki i bywa dość koślawa). Nie zniechęcił mnie nawet pewien wielki plot twist gdzieś w połowie, a pod koniec znalazłam nawet ciekawy pairing. Jeśli w końcu obejrzę tę serię jeszcze raz, postaram się naskrobać pełną recenzję.

Hyouka  ~recenzja~
Bardzo spontaniczny wybór, po prostu uznałam, że w sumie fajnie byłoby sobie tę serię odświeżyć. Zastanawiam się tylko, czy to wciąż będzie to samo, skoro w pewnej części opiera się na zagadkach, z których wciąż mogę coś jeszcze pamiętać. No cóż, spróbować nie zaszkodzi. ;)

Kiseijuu: Sei no Kakuritsu  ~recenzja~
Kolejna seria obejrzana już dwa razy, której wciąż mi mało. Bardzo lubię takie wątki, kiedy z pewnych względów dwie istoty (bo akurat tu trudno mówić o osobach) muszą nauczyć się żyć w zgodzie, a w międzyczasie ścierają się ich odmienne poglądy na wiele spraw. Poza tym w "Kiseijuu" sporo się dzieje i po prostu ciekawie się to wszystko ogląda.

Strike the Blood
Co do tego anime… sama się dziwię, że jakimś sposobem trafiło na tę listę. Nie dość, że reprezentuje gatunki, za którymi nie przepadam (a więc haremówkę i ecchi), to jeszcze samo w sobie nie jest czymś szczególnym (dostało ode mnie 5/10) i dość regularnie irytuje typowo tsundere zachowaniami. Mimo to jakoś zapadło mi w pamięć i właściwie nie miałabym nic przeciwko, żeby obejrzeć je jeszcze raz. Na początek jednak pewnie przyjrzę się kontynuacji, która nie tak dawno się zakończyła.

Trigun
Seria, która ma już swoje lata i jest naprawdę świetna. Długo (za długo) się za nią zabierałam, ale tak to już ze mną bywa. Podana bardzo lekko i humorystycznie, a jednak niosąca ze sobą poważniejsze tematy. No i sam główny bohater owiany legendą, który pomimo mistrzowskiego posługiwania się bronią ma pewną zasadę - nigdy nie zabija. Aaaach, zdecydowanie obejrzałabym jeszcze raz!

Yahari Ore no Seishun Love Comedy wa Machigatteiru.
Mocno sarkastyczna, pełna ciętego humoru i specyficznych poglądów seria szkolna z głównym bohaterem, który najchętniej nie miałby z nikim nic wspólnego. Życie towarzyskie? Po co to komu? I tak by sobie pewnie po cichu żył, gdyby pewna nauczycielka nie postanowiła się wtrącić i przypisać go do działalności klubowej.

A jakie serie trafiłyby na Waszą listę? :)

środa, 7 czerwca 2017

C. Carmack "Coś do ukrycia"

Wydawnictwo: Jaguar  |  Liczba stron: 368  |  Seria: Coś do stracenia (2)
Bliss i Garrick są w szczęśliwym związku, a Cade wciąż udaje, że wszystko z nim w porządku, podczas gdy wcale tak nie jest. Nie dość, że złamane serce boli jak cholera, to jeszcze musi być świadkiem szczęścia ukochanej z innym. Nie może przestać o niej myśleć, jest w kropce. Jest też Max, czerwonowłosa, wytatuowana, grająca w zespole, który jest jej największą pasją. Tylko z rodzicami ma problem, bo oni wciąż chcą w niej widzieć grzeczną, ułożoną dziewczynkę. Właśnie dlatego Max przed nimi udaje, przez telefon mówi o chłopaku, którego poznała w bibliotece. Tym razem biorą ją jednak z zaskoczenia, przyjeżdżają bez zapowiedzi i oznajmiają, że za parę minut zjawią się w kawiarni. I kogo ma im przedstawić? Osiłka, który do biblioteki chyba nawet by nie trafił? W życiu! Widząc więc siedzącego samotnie przy stoliku Cade'a, decyduje się na desperacki krok. Podchodzi i pyta, czy nie odegra przed rodzicami jej chłopaka. Cade postanawia się zgodzić, choć - ku niezadowoleniu dziewczyny - na rozmowie w kawiarni się nie kończy.

Po przeczytaniu "Czegoś do stracenia" byłam ciekawa kolejnej części serii. Cade - bądź co bądź porządny facet - miał nieszczęście być tym trzecim w historii miłosnej Bliss i Garricka, a teraz dostał swoją własną szansę na happy end. Chciałam dowiedzieć się co i jak, a jednak nie rwałam się do tego. Swego czasu naczytałam się opinii głoszących, że po "Czymś do stracenia" to już nie to samo, że humor już nie ten, co trochę mnie wstrzymało. Jak jednak widać, ostatecznie uległam, w czym niewątpliwie udział miała okazyjna cena. I jak?

Faktycznie, "Coś do ukrycia" ma już trochę inny charakter, jednak nie uważam, że to coś złego. Chociaż wciąż znajdziemy masę zabawnych momentów, nie są to już brane nie całkiem na serio perypetie fajtłapowatej Bliss (mimowolnie porównując ją do Max, momentami dziwiłam się, że do tej pory nie grała mi za bardzo na nerwach). To historia o ludziach, którzy sporo przeszli, którzy doświadczyli straty najbliższych, którzy wytworzyli własne mechanizmy obronne. Autorka poświęciła całkiem sporo miejsca po to, abyśmy dobrze ich poznali. Max i Cade wydają się całkowicie różnić. Tak bardzo, że nie uważają, żeby mogli być dla siebie dobrą partią. Chemię między nimi da się jednak wyczuć błyskawicznie, a ich wzajemne docinki sprawiają, że jest jeszcze ciekawiej. Tak, czasami może zalatywać zbytnim dramatyzmem i bywało, że miałam serdecznie dość tych całych podchodów naszych bohaterów, przekonanych nawzajem, że drugie ich nie zaakceptuje, że do siebie nie pasują, ale jako całość powieść odebrałam bardzo pozytywnie.

"Coś do ukrycia" podchodzi do sprawy zdecydowanie inaczej niż poprzednia część, więc trzeba się nastawić na coś bardziej na serio, a jednak wciąż można się przy tej książce świetnie bawić. Tym bardziej, jeśli w pierwszej części polubiliście Cade'a i chcecie się dowiedzieć o nim czegoś więcej.

poniedziałek, 29 maja 2017

Moje M&A aktualności 2/2017

Nie przedłużając, zapraszam do przeczytania tego, co mam do powiedzenia o paru tytułach. :)
Natsume Yuujinchou Shi | 13 odcinków | Ocena: 8/10
Natsume Yuujinchou Go | 11 odcinków | Ocena: 9/10

I tak oto nadszedł czas, kiedy do obejrzenia (poza odcinkami specjalnymi) został mi jedynie aktualnie trwający nowy sezon Natsume... Z jednej strony dobrze, że jestem już niemal na bieżąco, z drugiej żałuję, że niedługo nie będę miała co oglądać (nie licząc jeszcze paru dodatków). Odkładając jednak tę kwestię na bok, z każdym odcinkiem coraz bardziej uwielbiam to anime i już wiem, że gdyby w Polsce wyszła manga, nie wahałabym się ani chwili (nawet mimo nieszczególnie zachęcającej kreski).
Yahari Ore no Seishun Love Comedy wa Machigatteiru. Zoku OVA | Ocena: 7/10
Trochę już minęło odkąd oglądałam tę serię, jednak to jednoodcinkowe OVA szybko przypomniało mi, jak przyjemnie spędziłam przy niej czas. Jest specyficznie jak zawsze i pełno tu ciętych uwag oraz dogryzania sobie nawzajem. Ahhh, aż chciałoby się wrócić do tej serii...
Occultic;Nine | 12 odcinków | Ocena: 7/10
Tę serię postanowiłam obejrzeć już po zakończeniu sezonu, nawet myślałam o pełnej recenzji. Obejrzałam. I... nie wiedziałam co myśleć. Przynajmniej w pewnych kwestiach. Tak więc zamiast recenzji jedynie wspominam o niej tutaj. Postaci jest dużo i choć potrafią czasem zirytować, to jednak ciekawią i zdecydowanie chce się poznawać tę historię dalej. Bardzo charakterystycznym elementem jest to, że bohaterowie wyrzucają słowa z szybkością karabinu maszynowego, przez co nieraz miałam wrażenie, że oglądam tę serię w przyspieszonym tempie.
Kimi no Na wa. | 1h 46 min. | Ocena: 9/10
Już bardzo długo planowałam obejrzeć to anime, aż w końcu się zmobilizowałam. I było warto, zdecydowanie. Anime oczywiście zachwyca pod względem graficznym i już samo to sprawia, że od razu chce się je obejrzeć jeszcze raz. Historia jednak też zdecydowanie zasługuje na uwagę, a jej piękna oprawa graficzna po prostu dopełnia całości. Muzycznie też bardzo dobrze. Zdecydowanie jeszcze niejednokrotnie powrócę do tego anime. ♥
Garo: Honoo no Kokuin - Home | Special | Ocena: 6/10
Ponieważ z jakiegoś powodu upodobałam sobie to anime, nie mogłam sobie oczywiście odpuścić wszelkich do niego dodatków. Ten odcinek specjalny zdradzi nam nieco więcej na temat Emy i jej rodzinnych stron. Może nie jest jakiś szczególny, jednak dobrze mi się go oglądało.
Garo Movie: Divine Flame | 1h 18 min. | Ocena: 7/10
Powód jak wyżej, tym razem jednak mogłam powrócić do świata tego anime na trochę dłużej. Jest to kontynuacja serii rozgrywająca się parę lat po jej zakończeniu, więc nie chcę spojlerować tym, którzy nie oglądali. Ogólnie oglądało się całkiem nieźle, poza tym cieszę się z okazji do powrócenia do tego świata. Może tylko trochę żałuję, że nie było więcej scen pewnego pairingu. ;)
Saiki Kusuo no Ψ-nan | 45/120 odcinków
Seria, którą zainteresowałam się po tej recenzji i  to zdecydowanie była dobra decyzja. Niech Was tylko nie przeraża liczba odcinków - są króciutkie. Jest to seria bardzo humorystyczna, jej główny bohater ma wręcz niewyobrażalne moce psychiczne i z łatwością mógłby zawładnąć całym wszechświatem, a jednak woli zadowolić się (w miarę) zwyczajnym życiem. Wychodzi z tym różnie, jest zabawnie i znajdziemy tu wiele typowych schematów pokazanych w krzywym zwierciadle. Świetna seria na chwilę odprężenia. ^^

wtorek, 23 maja 2017

M. C. Beaton "Agatha Raisin i ciasto śmierci"

Wydawnictwo: Edipresse  |  Liczba stron: 252  |  Seria: Agatha Raisin (1)
Agatha Raisin - mimo trudnych początków prawdziwa kobieta biznesu i żywa legenda w branży PR - decyduje się odejść na emeryturę. Sprzedaje firmę, żegna się z byłymi pracownikami i przenosi się na prowincję, by tam zamieszkać w swoim wymarzonym domku. Okazuje się jednak, że nie tak łatwo wkraść się w łaski tamtejszej społeczności, a w uprzejmych słowach mieszkańców wyczuwa się dystans. Jak temu zaradzić? No cóż, Agatha nie przebiera w środkach. Postanawia wziąć udział w konkursie na najlepszy wypiek, a ponieważ kucharka z niej żadna, zgłasza placek kupiony w Londynie. Przecież liczy się efekt końcowy, prawda? Oszukująca poczuje się jednak oszukana, gdy okaże się, że wynik był od początku znany - wygrywa ulubienica sędziego. Na tym jednak nie koniec, bo już wkrótce placek Agathy staje się przyczyną śmierci tegoż jurora…

Po tym, jak policjanci poznali się na jej kuchni, Agatha szybko zostaje odsunięta od wszelkich podejrzeń. Wciąż pozostaje jednak kwestia tego, jak to się mogło stać. Nieszczęśliwy wypadek, przy którym większość zdaje się obstawać, czy może czyjeś celowe działanie? I czy wyjście na jaw jej oszustwa nie zaprzepaści doszczętnie jej reputacji w miasteczku?

No cóż, życie toczy się dalej, Agatha raz po raz zastanawia się, czy emerytura była dobrym pomysłem, w wolnych chwilach (czyli praktycznie cały czas) zaczytuje się w powieściach swojej imienniczki, Agathy Christie, zaprasza też swojego byłego pracownika, właściwie jedyną osobę, którą względnie mogłaby nazwać przyjacielem. Roy, bo tak mu na imię, zaciekawiony tym, co się wokół niej rozgrywa, namawia Agathę do szukania prawdy, zwłaszcza że zmarły zdaje się mieć swoje za uszami. Za to nastawiony do niej bardzo przyjaźnie miejscowy policjant, Bill Wong, przy każdej okazji odradza jej jakichkolwiek niebezpiecznych działań. Kogo posłucha nasza bohaterka?

Prawda jest taka, że Agatha Raisin jest bardzo specyficznym typem człowieka. Dumna i wyniosła, którą życie nauczyło, że należy walczyć o swoje, a jednocześnie pragnąca gdzieś należeć, choć nie przyznałaby tego głośno. Jej osobowość może nieco odrzucać, jednak ogólnie rzecz biorąc jest to ciekawa postać i można z zainteresowaniem śledzić jej poczynania - zarówno te dotyczące prowadzonego po cichu osobistego śledztwa, jak i prób dopasowania się do życia w miasteczku.

Chociaż nasza główna bohaterka nie należy do najłatwiejszych w obyciu i żadna z niej panna Marple (choć może przy odrobinie - albo raczej sporej ilości - praktyki…), całkiem miło spędziłam w jej towarzystwie czas. Myślę też, że na tym nie zakończę znajomości z nią i zabiorę się za kolejne części serii (choć ich ilość wydaje mi się… nieco oszałamiająca).

wtorek, 16 maja 2017

Podsumowanie sezonu anime na zimę 2017

Ten sezon zaczęłam nadrabiać dość późno (co chyba zaczyna mi wchodzić w nawyk). Niemal zaczęłam mieć wyrzuty sumienia, że podsumowanie wciąż nie gotowe. Zanim to jednak nastąpiło zauważyłam, że z jakichś przyczyn (nie wnikałam) ostatni odcinek "Tales of Zestiria" jest zaplanowany dopiero na koniec kwietnia. Uznałam, że jakieś usprawiedliwienie to jest (może marne, ale jednak) i mogę poczekać jeszcze trochę. Z tym jednak koniec, zapraszam na podsumowanie. ;)
ACCA: 13-ku Kansatsu-ka
Liczba odcinków: 12
Ocena: 8

Na tę serię postanowiłam zerknąć głównie ze względu na to, że zobaczyłam seinen w gatunkach. Włączam, kreska wygląda jakoś znajomo… No tak! Natsume Ono! Już samo to zachęciło mnie jeszcze bardziej, a dalsze oglądanie utwierdziło mnie w przekonaniu, że warto przyjrzeć się tej historii bliżej. Oddział Nadzorczy, który miał zostać rozwiązany, ale decyzję cofnięto, wykrywanie oszustw i intrygi wiszące w powietrzu. Do tego główny bohater, którego najwyższe władze zaczynają (niesłusznie?) podejrzewać o złe zamiary. Czyżby właśnie ważyły się losy całego kraju? Powietrze jest aż gęste od intryg, jest interesująco, a do tego nieraz także zabawnie. Szybko polubiłam bohaterów tej serii, a moim ulubieńcem bezkompromisowo został Niino, chociaż Jean również ma wiele zalet.
Kreska jest bardzo charakterystyczna i (przynajmniej moim zdaniem) świetnie pasuje do tej serii. Żywy opening bardzo przypadł mi do gustu, a kontrastującego z nim spokojnego endingu również całkiem miło się słuchało.

Ao no Exorcist: Kyoto Fujouou-hen
Liczba odcinków: 12
Ocena: 8

Cieszę się, że doczekałam się kontynuacji tej serii, teraz już zgodnej z mangowymi wydarzeniami. Zaczęłam oglądać jakoś w połowie sezonu (nie wytrzymałam z czekaniem do końca), szybko się wciągnęłam i chociaż już wiedziałam co się wydarzy, to i tak nie mogłam się doczekać kolejnych odcinków.
Trochę już minęło od emisji poprzedniej serii i jest to widoczne chociażby w kresce, między innymi w tłach. Opening z początku mnie nie zachwycał, ale po paru odsłuchaniach zdecydowanie go polubiłam. Ciekawe, czy (albo raczej kiedy) pojawi się kolejna część…

Fuuka
Liczba odcinków: 12
Ocena: 6

Jakoś tak wpadło mi w oko to anime i postanowiłam obejrzeć, ale po jakichś dwóch minutach zmieniłam zdanie (ecchi, a do tego Fuuka bezpardonowo rozwalająca nieznajomemu telefon? Niee, podziękuję). Później doszły mnie jednak słuchy, że będzie lepiej, więc seria dostała ode mnie drugą szansę. I fakt, po pewnym czasie zaczynało być lepiej, ale wciąż było sporo elementów, które dla mnie są dość ciężkostrawne. Nie byłam przez to pewna, czy dotrwam do końca. A jednak - mimo tego, co irytujące, pojawiały się też takie sytuacje, przez które byłam ciekawa dalszego ciągu i kiedy doszło do tego, że do końca było mi już bliżej niż dalej uznałam, że jakoś dam radę. Mam więc do tego anime stosunek dość ambiwalentny.

Kobayashi-san Chi no Maid Dragon
Liczba odcinków: 13
Ocena: 7

Z początku wcale a wcale nie zwróciłam na to anime uwagi, jednak gdzieś tam coś się podsłyszało i postanowiłam zaryzykować. Jest zabawnie, bywa absurdalnie, pierwsze odcinki może nie pochłonęły mnie bez reszty, ale też nie zraziły. Powolutku więc nadrabiałam, aż w pewnym momencie zrozumiałam, że naprawdę wsiąknęłam w tę serię. To naprawdę ciepła, pełna humoru seria z ciekawymi bohaterami. Naprawdę przyjemnie obserwuje się tę zgraję. Do tego Kanna jest naprawdę urocza i mówię to ja, osoba, którą zwykle takie postaci raczej irytują niż się podobają.
Choć same projekty postaci są dość proste, graficznie seria prezentuje się naprawdę ładnie. Żywy, niezwykle pozytywny opening i ending świetnie pasują do całości. Pod względem tego, że anime to spodobało mi się bardziej niż początkowo zakładałam, przypomina mi trochę "Shounen Maid".

Kuzu no Honkai
Liczba odcinków: 12
Ocena: 7

Kolejny seinen w tym sezonie? Biorę! Po pierwszym odcinku postanowiłam poczekać aż ukaże się całość. O ile pierwszy odcinek zapowiadał się świetnie, a i kolejne nie były złe, to jednak seria poszła w zdecydowanie inną stronę niż przypuszczałam. To nie wsparcie, jakim ta dwójka miała dla siebie być odgrywa tu główną rolę. Zamiast tego na światło dzienne wychodzą kolejne postaci i ich uczucia, co jeszcze bardziej wszystko komplikuje, a część postaci szuka ukojenia coraz bardziej pogrążając się w mroku. A jednak kiedy myślałam, że (pod tym względem) może być już tylko gorzej, coś się zaczęło powoli zmieniać. Może jeszcze zdecyduję się na pełną recenzję.
Jak na seinen kreskę ma dość nietypową, bo taką trochę shoujowatą, jednak naprawdę dobrze się prezentuje. Pod pewnymi względami przypomina mi nawet "Doukyuusei". Opening pasuje do serii, jednak dopiero po pewnym czasie go doceniłam. Co innego "Heikousen" od Sayuri, której endingi nieodmiennie uwielbiam. Ogólnie "Kuzu no Honkai" okazało się zdecydowanie inne niż przypuszczałam, ale i tak myślę, że było warto.

Shouwa Genroku Rakugo Shinjuu: Sukeroku Futatabi-hen
Liczba odcinków: 12
Ocena: 8

Po świetnej pierwszej serii nie było mowy, żebym miała odpuścić kolejną, chociaż właściwie nie wiedziałam, czego mam się tym razem spodziewać. Historia dawnego Kikuhiko bardzo mnie wciągnęła, ale jak będzie po przeniesieniu akcji do czasów obecnych? Na szczęście okazało się, że moje obawy były niepotrzebne i szybko wkręciłam się w rozgrywające się wydarzenia. Całość bardzo przyjemnie się ogląda, nie brakuje mniej lub bardziej zaskakujących fragmentów, a bohaterowie mają wyraziste charaktery. Do tego kreska, którą bardzo lubię i pasująca do serii muzyka. Opening i ending pod względem graficznym jakoś do mnie nie przemawiają, za to piosenkę z openingu po paru odsłuchaniach polubiłam (może nie tak, jak z pierwszej części, ale jednak).

Tales of Zestiria the X 2nd Season
Liczba odcinków: 13
Ocena: 7

Oczywiście, że musiałam się zabrać za tę serię. Postanowiłam jednak poczekać, aż ukażą się wszystkie (noo, prawie wszystkie) odcinki. Wciąż oglądało mi się tak samo dobrze jak poprzednią część i bardzo szybko wciągnęłam się w akcję. Do tego pod względem wizualnym seria wciąż robi wrażenie. Muzycznie za to bez większego szału, trochę brakowało mi czegoś równie chwytliwego, jak poprzedni opening.



Do dokończenia kiedyś… może:


Masamune-kun no Revenge
Liczba odcinków: 3/12

Postanowiłam zerknąć na tę serię bez większego powodu i po pierwszym odcinku nie byłam pewna, czy oglądać dalej, zwłaszcza że było sporo elementów, które w jakiś sposób mnie irytowały. Mimo to próbowałam i chociaż znalazło się coś, co mnie nieco zaciekawiło, to ostatecznie dałam sobie spokój, przynajmniej na razie.





Trickster: Edogawa Ranpo "Shounen Tanteidan" yori
Liczba odcinków: 7/24

To anime rozpoczęło się jeszcze w sezonie jesiennym, jednak ja zabrałam się za nie dopiero teraz. Już wcześniej widziałam anime oparte na twórczości Edogawy Ranpo ("Ranpo Kitan: Game of Laplace"), więc z początku trochę dziwnie było mi oglądać tak bardzo odmienną serię, gdzie jedynie imiona były w niektórych przypadkach takie same. Cóż… z jednej strony spodziewałam się czegoś innego, jakby… bardziej detektywistycznego? Tymczasem dostaję trochę zagadek, grupkę dzieciaków (w tym irytująco lekkomyślnego Hanasakiego), których pod swoje skrzydła wziął prawdziwy detektyw, a na dokładkę chłopca z bardzo niebezpieczną nadnaturalną mocą. A! I jeszcze dający o sobie znać co jakiś czas antagonista, którego celem jest nasz detektyw. Przyznam jednak, że oglądało się nieźle, więc może kiedyś...


Youjo Senki
Liczba odcinków: 1/12

Sam koncept zapowiada się ciekawie i nie mówię nie, jednak akurat nie miałam ochoty na serię o tematyce militarnej. "Youjo Senki" na razie będzie musiało poczekać.






Muzyka:
ACCA: 13-ku Kansatsu-ka OP - ONE III NOTES "Shadow and Truth"
Kuzu no Honkai ED - Sayuri "Heikousen"
Shouwa Genroku Rakugo Shinjuu: Sukeroku Futatabi-hen OP - Hayashibara Megumi "Imawa no Shinigami"

wtorek, 9 maja 2017

S. King "Doktor Sen"

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka  |  Długość trwania: 20h 39 min.  |  Seria: Lśnienie (2)
Pamiętacie małego chłopca o niezwykłych umiejętnościach, który pewnej zimy musiał stawić czoła nienawistnym siłom czyhającym w hotelu Panorama? Mijają lata, a demony przeszłości wciąż nie odpuszczają i chociaż nie jest całkiem bezbronny, jest mu z tym naprawdę ciężko. Chociaż powtarza sobie, że nie będzie taki jak ojciec, że nie sięgnie po kieliszek, to jednak pewnego dnia daje za wygraną i odkrywa, że w jego przypadku alkohol spełnia dodatkową funkcję - przytępia jaśnienie, a więc i niechciane wizje. I tak się zaczyna. Mijają lata, a Dan stopniowo stacza się coraz bardziej, byle tylko odciąć się od swojego daru, który dla niego stał się przekleństwem. Dostaje jednak od losu drugą szansę, a wraz z nią ludzi, którzy będą go podtrzymywać w chwilach słabości. Zaczyna od nowa, ale czy wytrwa?

Tymczasem Prawdziwy Węzeł od niepamiętnych czasów stale trwa. Jego członkowie podróżują w kamperach i starają się nie wyróżniać. Gdyby jednak przyjrzeć im się bliżej, okazałoby się, że to bardzo nietypowa grupa, której charakter może ulec zmianie w ciągu jednego dnia. I mają ogromny sekret. Swoją energię życiową czerpią z tak zwanej pary, którą muszą sobie zapewnić sami przez… bezlitosne torturowanie jaśniejących dzieci. Czy, kiedy przyjdzie czas, Dan stanie na wysokości zadania i zdobędzie się na pomoc, jaką niegdyś był dla niego Halloran?

Prawda jest taka, że decydując się na tę powieść praktycznie wcale nie nastawiałam się na horror. Tym, czego od niej oczekiwałam były dalsze losy Dana więcej na temat tych, którzy - tak jak i on - jaśnieją. W związku z tym obawiałam się chwili, gdy zacznie się ta straszniejsza część. Tymczasem autor stopniowo snuł opowieść, rozwijał kolejne wątki, a ja po raz pierwszy byłam naprawdę wdzięczna za to, że powieści Kinga w tak dużej części potrafią przypominać obyczajówki. I przyznam szczerze, że wciąż nie potrafię patrzeć na tę książkę jak na horror. Akcja ciągnie się całymi latami, w trakcie których zagrożenie, jakim jest Prawdziwy Węzeł, pozostaje odległe, nie dotyka tych, o których słyszymy najwięcej. Czuć jednak to napięcie, które każe nam się zastanawiać, kiedy przyjdzie moment konfrontacji i jaki będzie miała przebieg.

"Przychodzi taki dzień gdy do człowieka dociera, że dalsza tułaczka nie ma sensu. 
Że dokądkolwiek idziesz, zabierasz ze sobą siebie."

Przez cały czas trwania powieści przewinęło się przez nią całkiem sporo postaci. Znaczną ich część bardzo polubiłam, zwłaszcza za wsparcie okazane Danowi. Z przyjemnością obserwowałam, jak zaczyna stawać na nogi, jak odnajduje miejsce, do którego należy, pracę, która mu odpowiada. Będąc sanitariuszem w hospicjum staje się znany pod pseudonimem Doktor Sen - ten, który pomaga przejść na drugą stronę, choć nie każdy wierzy, że rzeczywiście coś w tym jest. King zadbał również o to, żeby proces powrotu Dana do abstynencji był wiarygodny, a więc naznaczony trudem, którego mógłby nie znieść gdyby nie AA i nieustanne wsparcie. Dan stał się o wiele bardziej otwarty, choć swoje umiejętności wciąż woli trzymać w ukryciu. Pojawia się oczywiście też dziecko. Dziewczynka o tak silnej jasności, że przewyższa nawet Dana z czasów jego największej mocy. Przez bardzo długi czas ich losy nie przeplatały się prawie wcale, nie licząc sporadycznych wiadomości, jakie przez jasność, może nawet nie całkiem świadomie, przesyłała mu mała Abra. Nadchodzi jednak dzień, gdy dziewczynka przyciągnie uwagę Prawdziwego Węzła…

Książkę tę rozpoczęłam pełna obaw. Nie chciałam, aby warstwa horroru przesłoniła to, co interesowało mnie najbardziej, a więc sytuację Dana i innych jaśniejących. Na całe szczęście "Doktor Sen" spełnił moje oczekiwania. Dla tych, którzy chcieliby wiedzieć, co stało się z chłopcem ze "Lśnienia", jest to lektura wręcz obowiązkowa. Jeśli chcecie horroru, może jednak warto poszukać gdzie indziej.

"Starość ma jedną zaletę - nie musisz się bać, że umrzesz młodo."

sobota, 29 kwietnia 2017

J. Ćwiek "Chłopcy"

Wydawnictwo: SQN  |  Liczba stron: 320  |  Seria: Chłopcy (1)
Na pewno kojarzycie Piotrusia Pana, Dzwoneczka i Zagubionych Chłopców, prawda? A wiecie, że ich bajka skończyła się trochę inaczej? A raczej wciąż trwa, choć już nie w magicznym świecie i bez Piotrusia Pana, o którym lepiej nie wspominajcie - to drażliwa kwestia. Zagubieni Chłopcy wciąż więc trwają - trochę wyrośnięci, choć wciąż nie dojrzali - z Dzwoneczkiem na czele, do której teraz zwracają się "mamo".

Niech Was nie zwiedzie inspiracja Piotrusiem Panem, "Chłopcy" to powieść od początku do końca wulgarna i takim też językiem pisana. Właśnie dlatego, chociaż już od dawna byłam jej ciekawa, miałam też co do niej pewne obawy. W zależności od tego, z jakim podejściem rozpoczyna się tę książkę można ją albo zmieszać z błotem, albo po prostu dobrze się przy niej bawić, a nawet i doszukiwać się w niej nieco głębszego przekazu. Ja nastawiałam bardziej na coś lekkiego, nie do końca na poważnie i na szczęście udało mi się trafić do tej drugiej grupy. Jedyne, czego żałuję, to to, że Piotrusia Pana znam dość pobieżnie i - co za tym idzie - nie udało mi się wyłapać wszystkich nawiązań do jego historii. Jest to tym bardziej przykre, że sam autor wspomina, jak ważna była dla niego ta opowieść.

Przez większość czasu "Chłopcy" to po prostu zbiór opowiadań przybliżających nam codzienność tego mocno nietypowego gangu motocyklowego, którego kwatera mieści się w starym parku rozrywki. Alkohol, kobiety, zabijanie potworów, trochę innych interesów, chociażby tych wymagających użycia magicznego pyłku - dzień jak co dzień dla Zagubionych Chłopców. Od czasu do czasu pojawia się jednak coś, co pokazuje, że ich życie nie jest wyłącznie zabawą. Stopniowo dostajemy wskazówki na temat tego, dlaczego opuścili Nibylandię, dlaczego nie ma z nimi Piotrusia Pana, a ostatni rozdział pozwala przypuszczać, że całe to wprowadzenie miało coś na celu, że w następnej części możemy się spodziewać czegoś więcej.

"Im później nauczysz się bać, ksiądz - Kruszyna dobył noża 
i rozejrzał się za jakimś patykiem - tym później dorośniesz."

Dzwoneczek, choć drobniutka, najłatwiej będzie określić terminem ostra babka. Dość wspomnieć, że ta mała blondyneczka trzyma w garści cały gang motocyklowy i nikt nie ośmieli się jej sprzeciwić. Spośród reszty wyróżniają się ci, którzy byli z nią od początku, którzy do życia w naszym świecie musieli dopiero przywyknąć. Poza tym mamy nowicjuszy, którzy na miano Zagubionych Chłopców muszą sobie dopiero zasłużyć. A czy wspominałam już, że ta zgraja dba też o dzieci z sierocińca?

Przy okazji wspomnę o opowiadaniu, które nie załapało się do tej książki i zostało wydane osobno w formie ebooka. Konkretnie "Faul to cię zrobił" zaliczające się do historii ze szkolnych lat Chłopców. Jest raczej przeciętne i spokojnie można je ominąć, ale jeśli komuś mało przygód Zagubionych Chłopców, to nie zaszkodzi na nie zerknąć.

Do "Chłopców" pochodziłam nieco z obawą, jednak naprawdę dobrze się przy tej książce bawiłam. Polubiłam tę zgraję, nawet mimo ich wulgarności i raczej przedmiotowego traktowania kobiet - cóż, najwyraźniej mają coś w sobie. A może to tylko zasługa magicznego pyłku? Tak czy inaczej, z chęcią poznam ich dalsze przygody.

"Życie życiem, realność realnością, ale gdy raz wdepniesz w jakąś bajkę,
 to twój świat będzie nią śmierdział, aż zdechniesz."

poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Podsumujmy: sezony anime 2016

Nie mam w zwyczaju robić rocznych podsumowań sezonów anime. Nie mam, a jednak po przeczytaniu takiego wpisu u Kusonoki Akane przyszła mi na to ochota, chociażby po to, żeby samej zorientować się ile to ja obejrzałam. Zapraszam więc na krótki (w zamierzeniu) przegląd serii, które obejrzałam podczas zeszłorocznych sezonów anime.

A gdyby ktoś chciał, odsyłam do poszczególnych podsumowań:
❄ zima | 🍃 wiosna | ☼ lato | 🍂 jesień
Zacznę więc według ocen rosnąco. Najniżej uplasowały się dwie krótkometrażowe serie, obie mające ze sobą nieco wspólnego. Obie zawierają elementy grozy oraz mocno uproszczoną animację. Yami Shibai 3rd Season, trzeci już zbiór historii, które w zamierzeniu miały być straszne, a w praktyce bywało z tym różnie. Kagewani: Shou dostało ode mnie niższą ocenę niż pierwsza część.
Spośród serii, które oceniłam na 6 nieco słabiej wypadło Kotetsujou no Kabaneri, któremu jakoś nie potrafiłam zapomnieć tego, jak bardzo przypomina konceptem Tytanów (chociaż przyznać trzeba, że kreskę miało całkiem ciekawą). Prince of Stride było po prostu przeciętne, Sakamoto desu ga? nie za bardzo trafiło w moje gusta, a z Super Lovers bywało różnie (i jeszcze raz wspomnę jak bardzo żałuję, że właśnie ta seria dostała anime, a nie moje ukochane KomaHoshi tej autorki). Watashi ga Motete Dousunda bywało zabawne, ale bez większego szału. Kiznaiver oglądało mi się całkiem nieźle i polubiłam tą charakterystyczną kreskę. Z kolei Fukigen na Mononokean nie dostało wyższej oceny głównie dlatego, że wciąż pozostało wiele niewiadomych (anime zachęciło mnie jednak do mangi). Na plus też krótkometrażowe Fudanshi Koukou Seikatsu, dość absurdalne, ale i śmieszne.
Nieco poniżej siódemki Servamp, który dość pozytywnie mnie zaskoczył - niewiele się po nim spodziewałam, a jednak oglądało się przyjemnie. Bungou Stray Dogs ma u mnie plusa już za same nawiązania do literatury. Do tego ciekawe postaci i ładna kreska. Drugi sezon z jednej strony uraczył mnie przeszłością Dazaia (której byłam bardzo ciekawa), z drugiej mocno irytował ciągłym użalaniem się nad sobą Atsushiego. O Joker Game pisałam tutaj. Orange zdecydowanie wolałam w mandze, w anime kreska bardzo straciła na uroku. Nijiiro Days to ciepła, przyjemna seria. Po 91 Days chyba spodziewałam się nieco więcej, ale i tak było warto. Cieszę się, że przy Arslan Senki: Fuujin Ranbu mogłam wrócić do Arslana i jego popleczników, nawet jeśli na krótko. Drugi sezon Ushio to Tora był w porządku. Drifters naprawdę ciekawie się oglądało, choć byłoby jeszcze lepiej, gdyby udało mi się wyłapać więcej nawiązań. Mob Psycho 100 bardzo ciekawie i nietypowo podeszło do swojego tematu.
Shounen Maid, czyli anime, o którym nie przypuszczałam, że mi się spodoba, a jednak okazało się pełną ciepła i sympatycznych bohaterów serią. Tanaka-kun wa Itsumo Kedaruge to seria baaardzo ospała, którą należy oglądać z odpowiednio leniwym nastawieniem. Ujęła mnie jednak filozofia życiowa Tanaki. Re:Zero kara Hajimeru Isekai Seikatsu dość pozytywnie zaskakuje, bo chociaż główny bohater potrafi czasami zirytować swoim zachowaniem, to jednak do bezmyślnych zdecydowanie nie należy. No i jeszcze Boku no Hero Academia, które po prostu dobrze się oglądało i miało ciekawe postaci.
Dimension W to seria bardzo w moim guście, pisałam o niej tutaj. Tales of Zestiria the X po pierwsze oczarowuje świetną kreską, jednak szybko się okazało, że i fabuła oraz bohaterowie potrafili mnie zainteresować. Yuri!!! On Ice wbrew moim przypuszczeniom nie okazało się po prostu kolejną sportówką pełną fanserwisu, ale mocno przewyższyło moje oczekiwania (jeśli ktoś jeszcze nie czytał, to polecam recenzję myszy). Ajin, choć nie zachęca marnym CGI, ma naprawdę ciekawą fabułę i nietypowego głównego bohatera. ReLIFE pozytywnie zaskoczyło mnie chociażby humorem, który potrafi nieco zaboleć, jeśli trafi w czułe miejsce. Poza tym miło było obserwować, jak Kaizaki wykorzystuje swoje życiowe doświadczenie żeby doradzać innym. Shouwa Genroku Rakugo Shinjuu ma niesamowity klimat (i świetnie pasującą kreskę), ciekawą historię i bohaterów oraz niebanalny wątek romantyczny. A do tego ten opening! Nieco wyżej mamy jeszcze drugi sezon Ansatsu Kyoushitsu, który stanowił dobrą kontynuację i zakończenie serii.
Najwyżej natomiast znalazły się dwie serie. Boku dake ga Inai Machi od początku pretendowało do miana jednego z najlepszych w ubiegłym roku i chociaż zdania na temat zakończenia są dość podzielone, myślę, że zasłużyło sobie na tak wysoką ocenę. To dobrze przemyślana i świetne wykonana seria. Drużynę z Karasuno (oraz wiele innych osób) z każdym sezonem Haikyuu!! uwielbiam jeszcze bardziej. Przy trzecim sezonie szczególnie cieszę się z tego, że tak dobrze została ukazana zmiana sposobu myślenia Tsukishimy, który przeszedł długą drogę od grania tak po prostu, aż po prawdziwą motywację, chęć wygrania oraz ciągłego udoskonalania swoich umiejętności. Tsukki! ♥

Ahhh, naprawdę miło pisało mi się to podsumowanie. ^^
Wyszło mi z tego 34 pełne serie i 3 krótkometrażówki.