wtorek, 20 czerwca 2017

J. Ćwiek "Kłamca 2,5. Machinomachia"

Wydawnictwo: SQN  |  Liczba stron: 192  |  Seria: Kłamca (2,5)
Po dość sporej już przerwie przerwie postanowiłam sprawdzić, jak radzi sobie Loki na usługach aniołów, tym razem w opowiadaniach z tomu połówkowego. Dwie pierwsze historie rozgrywają się gdzieś pomiędzy wydarzeniami z pierwszego tomu. "Handlarz snów" to opowiadanie króciutkie, właściwie niewiele wnoszące. Na szczęście "Swat" przedstawia się już ciekawiej. Gniewny anioł zakochany w ludzkiej dziewczynie? Czy to się może udać? Cóż, z pomysłowością Kłamcy może nawet coś by z tego mogło wyjść, ale jak wpłyną na to inne czynniki?

Ostatnie i najdłuższe z opowiadań, tytułowa "Machinomachia", rozgrywa się już po tym, jak do drużyny Kłamcy dołączyło dwóch greckich bogów. Współpraca nie układa im się może jeszcze najlepiej, ale to przecież kwestia czasu, prawda? Czego tak poza tym możecie się spodziewać? Cóż, twierdząc, że praktycznie wszystkiego, właściwie nie rozminęłabym się za bardzo z prawdą. Coś o greckich bogach, mechaniczni ninja, zastępy aniołów, a na dodatek całkiem spory szum w mediach. Wyraźnie widać, że autor dał się ponieść wyobraźni po całości. A! Pojawi się też Jenny.

Tych, którzy poznali i polubili Kłamcę, pewnie nie będzie trzeba specjalnie przekonywać. Ten tom to po prostu dobra okazja, żeby znów zobaczyć Lokiego w akcji i dowód na to, że wyobraźnia autora pracuje pełną parą. Doceniam również puszczanie oczka do czytelników w tak drobnych sprawach jak na przykład pewien rudowłosy motocyklista ("Chłopcy" się kłaniają) przewijający się gdzieś w tle, czy - o ile się nie mylę - Tom Hiddlestone (marvelowski Loki) pozdrawiający naszego Kłamcę. Na końcu znajdują się jeszcze zasady Kłamcianki (dołączanej do książki gry karcianej), jednak ze względu na to, że ja swój egzemplarz mam z biblioteki, nie miałam okazji ich wypróbować.

"Kłamca 2,5. Machinomachia" nie jest może arcydziełem i nie wnosi wiele do głównej akcji, więc można by było ten tom pominąć, jednak dla spragnionych kolejnych przygód Lokiego będzie w sam raz. Jeśli znacie już poprzednie części i macie ochotę na coś lekkiego do poczytania, nie wahajcie się sięgnąć po tę książkę.

wtorek, 13 czerwca 2017

Serie anime, które chciałabym obejrzeć jeszcze raz

Ostatnio dość spontanicznie przyszło mi na myśl, żeby stworzyć listę anime, do których chciałabym jeszcze wrócić. Uznałam, że właściwie czemu nie i zabrałam się do pisania. Gdyby bardziej zagłębić się w ten temat, pewnie znalazłoby się ich więcej, jednak postanowiłam poprzestać na tych, które jako pierwsze wpadły mi w oko.

Baccano!
Anime, które może i oglądałam nie tak jeszcze dawno, jednak jestem pewna, że muszę do niego kiedyś wrócić. Jest tak bardzo pokręcone i pogmatwane, że czasami ciężko się połapać co i jak. Teraz, mając już pewne rozeznanie w tym, o co tam chodziło, chcę spróbować jeszcze raz, postarać się wyłapać szczegóły, które za pierwszym razem mi umknęły czy też po prostu nie umiałam ich do niczego dopasować.

Barakamon
Seria zabawna i pełna ciepła, którą po prostu bardzo przyjemnie się ogląda i aż ma się nadzieję, że się nie skończy. Biorąc to wszystko pod uwagę miałam nadzieję, że jej prequel "Handa-kun" będzie w podobnym klimacie, tymczasem są to kompletnie różne serie. W tym wypadku pozostaje mi dalej wspominać "Barakamon". Tak, kiedyś zdecydowanie do tej serii wrócę.

Darker than Black  ~recenzja~
Obejrzane już dwa razy, ale na tym zdecydowanie nie poprzestanę! To wciąż jedna z moich ulubionych serii. Uwielbiam raz pogodnego, raz pełnego rezerwy Heia, który wyróżnia się pośród innych kontraktorów, lubię też wiele innych postaci (choć nie wszystkie), jak i samą fabułę. Aaach, zdecydowanie obejrzałabym ponownie, choćby od razu! Taka myśl nachodzi mnie praktycznie za każdym razem, gdy przyuważę jakąś wzmiankę czy kadr z tej serii.

Devil May Cry
Właściwie jedno z pierwszych moich anime (a przynajmniej tak mi się wydaje). Nie było jakieś niesamowite, a do tego raczej proste i pewnie teraz oceniłabym je niżej, jednak pamiętam, że naprawdę dobrze mi się tę serię oglądało i bardzo podobał mi się jej klimat. Kto wie, może jeszcze tego pożałuję, jednak chciałabym jeszcze kiedyś zerknąć na to anime.

Garo: Honoo no Kokuin
Seria dość specyficzna, która przeszła (jak mi się wydaje) raczej bez większego echa. Sama też nie uważam jej za jakiś fenomen, ale bardzo dobrze mi się ją oglądało i od razu spodobał mi się jej klimat, bohaterowie (choć Leon potrafił czasem być irytujący) oraz charakterystyczna kreska (nawet jeśli ma swoje niedoróbki i bywa dość koślawa). Nie zniechęcił mnie nawet pewien wielki plot twist gdzieś w połowie, a pod koniec znalazłam nawet ciekawy pairing. Jeśli w końcu obejrzę tę serię jeszcze raz, postaram się naskrobać pełną recenzję.

Hyouka  ~recenzja~
Bardzo spontaniczny wybór, po prostu uznałam, że w sumie fajnie byłoby sobie tę serię odświeżyć. Zastanawiam się tylko, czy to wciąż będzie to samo, skoro w pewnej części opiera się na zagadkach, z których wciąż mogę coś jeszcze pamiętać. No cóż, spróbować nie zaszkodzi. ;)

Kiseijuu: Sei no Kakuritsu  ~recenzja~
Kolejna seria obejrzana już dwa razy, której wciąż mi mało. Bardzo lubię takie wątki, kiedy z pewnych względów dwie istoty (bo akurat tu trudno mówić o osobach) muszą nauczyć się żyć w zgodzie, a w międzyczasie ścierają się ich odmienne poglądy na wiele spraw. Poza tym w "Kiseijuu" sporo się dzieje i po prostu ciekawie się to wszystko ogląda.

Strike the Blood
Co do tego anime… sama się dziwię, że jakimś sposobem trafiło na tę listę. Nie dość, że reprezentuje gatunki, za którymi nie przepadam (a więc haremówkę i ecchi), to jeszcze samo w sobie nie jest czymś szczególnym (dostało ode mnie 5/10) i dość regularnie irytuje typowo tsundere zachowaniami. Mimo to jakoś zapadło mi w pamięć i właściwie nie miałabym nic przeciwko, żeby obejrzeć je jeszcze raz. Na początek jednak pewnie przyjrzę się kontynuacji, która nie tak dawno się zakończyła.

Trigun
Seria, która ma już swoje lata i jest naprawdę świetna. Długo (za długo) się za nią zabierałam, ale tak to już ze mną bywa. Podana bardzo lekko i humorystycznie, a jednak niosąca ze sobą poważniejsze tematy. No i sam główny bohater owiany legendą, który pomimo mistrzowskiego posługiwania się bronią ma pewną zasadę - nigdy nie zabija. Aaaach, zdecydowanie obejrzałabym jeszcze raz!

Yahari Ore no Seishun Love Comedy wa Machigatteiru.
Mocno sarkastyczna, pełna ciętego humoru i specyficznych poglądów seria szkolna z głównym bohaterem, który najchętniej nie miałby z nikim nic wspólnego. Życie towarzyskie? Po co to komu? I tak by sobie pewnie po cichu żył, gdyby pewna nauczycielka nie postanowiła się wtrącić i przypisać go do działalności klubowej.

A jakie serie trafiłyby na Waszą listę? :)

środa, 7 czerwca 2017

C. Carmack "Coś do ukrycia"

Wydawnictwo: Jaguar  |  Liczba stron: 368  |  Seria: Coś do stracenia (2)
Bliss i Garrick są w szczęśliwym związku, a Cade wciąż udaje, że wszystko z nim w porządku, podczas gdy wcale tak nie jest. Nie dość, że złamane serce boli jak cholera, to jeszcze musi być świadkiem szczęścia ukochanej z innym. Nie może przestać o niej myśleć, jest w kropce. Jest też Max, czerwonowłosa, wytatuowana, grająca w zespole, który jest jej największą pasją. Tylko z rodzicami ma problem, bo oni wciąż chcą w niej widzieć grzeczną, ułożoną dziewczynkę. Właśnie dlatego Max przed nimi udaje, przez telefon mówi o chłopaku, którego poznała w bibliotece. Tym razem biorą ją jednak z zaskoczenia, przyjeżdżają bez zapowiedzi i oznajmiają, że za parę minut zjawią się w kawiarni. I kogo ma im przedstawić? Osiłka, który do biblioteki chyba nawet by nie trafił? W życiu! Widząc więc siedzącego samotnie przy stoliku Cade'a, decyduje się na desperacki krok. Podchodzi i pyta, czy nie odegra przed rodzicami jej chłopaka. Cade postanawia się zgodzić, choć - ku niezadowoleniu dziewczyny - na rozmowie w kawiarni się nie kończy.

Po przeczytaniu "Czegoś do stracenia" byłam ciekawa kolejnej części serii. Cade - bądź co bądź porządny facet - miał nieszczęście być tym trzecim w historii miłosnej Bliss i Garricka, a teraz dostał swoją własną szansę na happy end. Chciałam dowiedzieć się co i jak, a jednak nie rwałam się do tego. Swego czasu naczytałam się opinii głoszących, że po "Czymś do stracenia" to już nie to samo, że humor już nie ten, co trochę mnie wstrzymało. Jak jednak widać, ostatecznie uległam, w czym niewątpliwie udział miała okazyjna cena. I jak?

Faktycznie, "Coś do ukrycia" ma już trochę inny charakter, jednak nie uważam, że to coś złego. Chociaż wciąż znajdziemy masę zabawnych momentów, nie są to już brane nie całkiem na serio perypetie fajtłapowatej Bliss (mimowolnie porównując ją do Max, momentami dziwiłam się, że do tej pory nie grała mi za bardzo na nerwach). To historia o ludziach, którzy sporo przeszli, którzy doświadczyli straty najbliższych, którzy wytworzyli własne mechanizmy obronne. Autorka poświęciła całkiem sporo miejsca po to, abyśmy dobrze ich poznali. Max i Cade wydają się całkowicie różnić. Tak bardzo, że nie uważają, żeby mogli być dla siebie dobrą partią. Chemię między nimi da się jednak wyczuć błyskawicznie, a ich wzajemne docinki sprawiają, że jest jeszcze ciekawiej. Tak, czasami może zalatywać zbytnim dramatyzmem i bywało, że miałam serdecznie dość tych całych podchodów naszych bohaterów, przekonanych nawzajem, że drugie ich nie zaakceptuje, że do siebie nie pasują, ale jako całość powieść odebrałam bardzo pozytywnie.

"Coś do ukrycia" podchodzi do sprawy zdecydowanie inaczej niż poprzednia część, więc trzeba się nastawić na coś bardziej na serio, a jednak wciąż można się przy tej książce świetnie bawić. Tym bardziej, jeśli w pierwszej części polubiliście Cade'a i chcecie się dowiedzieć o nim czegoś więcej.

poniedziałek, 29 maja 2017

Moje M&A aktualności 2/2017

Nie przedłużając, zapraszam do przeczytania tego, co mam do powiedzenia o paru tytułach. :)
Natsume Yuujinchou Shi | 13 odcinków | Ocena: 8/10
Natsume Yuujinchou Go | 11 odcinków | Ocena: 9/10

I tak oto nadszedł czas, kiedy do obejrzenia (poza odcinkami specjalnymi) został mi jedynie aktualnie trwający nowy sezon Natsume... Z jednej strony dobrze, że jestem już niemal na bieżąco, z drugiej żałuję, że niedługo nie będę miała co oglądać (nie licząc jeszcze paru dodatków). Odkładając jednak tę kwestię na bok, z każdym odcinkiem coraz bardziej uwielbiam to anime i już wiem, że gdyby w Polsce wyszła manga, nie wahałabym się ani chwili (nawet mimo nieszczególnie zachęcającej kreski).
Yahari Ore no Seishun Love Comedy wa Machigatteiru. Zoku OVA | Ocena: 7/10
Trochę już minęło odkąd oglądałam tę serię, jednak to jednoodcinkowe OVA szybko przypomniało mi, jak przyjemnie spędziłam przy niej czas. Jest specyficznie jak zawsze i pełno tu ciętych uwag oraz dogryzania sobie nawzajem. Ahhh, aż chciałoby się wrócić do tej serii...
Occultic;Nine | 12 odcinków | Ocena: 7/10
Tę serię postanowiłam obejrzeć już po zakończeniu sezonu, nawet myślałam o pełnej recenzji. Obejrzałam. I... nie wiedziałam co myśleć. Przynajmniej w pewnych kwestiach. Tak więc zamiast recenzji jedynie wspominam o niej tutaj. Postaci jest dużo i choć potrafią czasem zirytować, to jednak ciekawią i zdecydowanie chce się poznawać tę historię dalej. Bardzo charakterystycznym elementem jest to, że bohaterowie wyrzucają słowa z szybkością karabinu maszynowego, przez co nieraz miałam wrażenie, że oglądam tę serię w przyspieszonym tempie.
Kimi no Na wa. | 1h 46 min. | Ocena: 9/10
Już bardzo długo planowałam obejrzeć to anime, aż w końcu się zmobilizowałam. I było warto, zdecydowanie. Anime oczywiście zachwyca pod względem graficznym i już samo to sprawia, że od razu chce się je obejrzeć jeszcze raz. Historia jednak też zdecydowanie zasługuje na uwagę, a jej piękna oprawa graficzna po prostu dopełnia całości. Muzycznie też bardzo dobrze. Zdecydowanie jeszcze niejednokrotnie powrócę do tego anime. ♥
Garo: Honoo no Kokuin - Home | Special | Ocena: 6/10
Ponieważ z jakiegoś powodu upodobałam sobie to anime, nie mogłam sobie oczywiście odpuścić wszelkich do niego dodatków. Ten odcinek specjalny zdradzi nam nieco więcej na temat Emy i jej rodzinnych stron. Może nie jest jakiś szczególny, jednak dobrze mi się go oglądało.
Garo Movie: Divine Flame | 1h 18 min. | Ocena: 7/10
Powód jak wyżej, tym razem jednak mogłam powrócić do świata tego anime na trochę dłużej. Jest to kontynuacja serii rozgrywająca się parę lat po jej zakończeniu, więc nie chcę spojlerować tym, którzy nie oglądali. Ogólnie oglądało się całkiem nieźle, poza tym cieszę się z okazji do powrócenia do tego świata. Może tylko trochę żałuję, że nie było więcej scen pewnego pairingu. ;)
Saiki Kusuo no Ψ-nan | 45/120 odcinków
Seria, którą zainteresowałam się po tej recenzji i  to zdecydowanie była dobra decyzja. Niech Was tylko nie przeraża liczba odcinków - są króciutkie. Jest to seria bardzo humorystyczna, jej główny bohater ma wręcz niewyobrażalne moce psychiczne i z łatwością mógłby zawładnąć całym wszechświatem, a jednak woli zadowolić się (w miarę) zwyczajnym życiem. Wychodzi z tym różnie, jest zabawnie i znajdziemy tu wiele typowych schematów pokazanych w krzywym zwierciadle. Świetna seria na chwilę odprężenia. ^^

wtorek, 23 maja 2017

M. C. Beaton "Agatha Raisin i ciasto śmierci"

Wydawnictwo: Edipresse  |  Liczba stron: 252  |  Seria: Agatha Raisin (1)
Agatha Raisin - mimo trudnych początków prawdziwa kobieta biznesu i żywa legenda w branży PR - decyduje się odejść na emeryturę. Sprzedaje firmę, żegna się z byłymi pracownikami i przenosi się na prowincję, by tam zamieszkać w swoim wymarzonym domku. Okazuje się jednak, że nie tak łatwo wkraść się w łaski tamtejszej społeczności, a w uprzejmych słowach mieszkańców wyczuwa się dystans. Jak temu zaradzić? No cóż, Agatha nie przebiera w środkach. Postanawia wziąć udział w konkursie na najlepszy wypiek, a ponieważ kucharka z niej żadna, zgłasza placek kupiony w Londynie. Przecież liczy się efekt końcowy, prawda? Oszukująca poczuje się jednak oszukana, gdy okaże się, że wynik był od początku znany - wygrywa ulubienica sędziego. Na tym jednak nie koniec, bo już wkrótce placek Agathy staje się przyczyną śmierci tegoż jurora…

Po tym, jak policjanci poznali się na jej kuchni, Agatha szybko zostaje odsunięta od wszelkich podejrzeń. Wciąż pozostaje jednak kwestia tego, jak to się mogło stać. Nieszczęśliwy wypadek, przy którym większość zdaje się obstawać, czy może czyjeś celowe działanie? I czy wyjście na jaw jej oszustwa nie zaprzepaści doszczętnie jej reputacji w miasteczku?

No cóż, życie toczy się dalej, Agatha raz po raz zastanawia się, czy emerytura była dobrym pomysłem, w wolnych chwilach (czyli praktycznie cały czas) zaczytuje się w powieściach swojej imienniczki, Agathy Christie, zaprasza też swojego byłego pracownika, właściwie jedyną osobę, którą względnie mogłaby nazwać przyjacielem. Roy, bo tak mu na imię, zaciekawiony tym, co się wokół niej rozgrywa, namawia Agathę do szukania prawdy, zwłaszcza że zmarły zdaje się mieć swoje za uszami. Za to nastawiony do niej bardzo przyjaźnie miejscowy policjant, Bill Wong, przy każdej okazji odradza jej jakichkolwiek niebezpiecznych działań. Kogo posłucha nasza bohaterka?

Prawda jest taka, że Agatha Raisin jest bardzo specyficznym typem człowieka. Dumna i wyniosła, którą życie nauczyło, że należy walczyć o swoje, a jednocześnie pragnąca gdzieś należeć, choć nie przyznałaby tego głośno. Jej osobowość może nieco odrzucać, jednak ogólnie rzecz biorąc jest to ciekawa postać i można z zainteresowaniem śledzić jej poczynania - zarówno te dotyczące prowadzonego po cichu osobistego śledztwa, jak i prób dopasowania się do życia w miasteczku.

Chociaż nasza główna bohaterka nie należy do najłatwiejszych w obyciu i żadna z niej panna Marple (choć może przy odrobinie - albo raczej sporej ilości - praktyki…), całkiem miło spędziłam w jej towarzystwie czas. Myślę też, że na tym nie zakończę znajomości z nią i zabiorę się za kolejne części serii (choć ich ilość wydaje mi się… nieco oszałamiająca).

wtorek, 16 maja 2017

Podsumowanie sezonu anime na zimę 2017

Ten sezon zaczęłam nadrabiać dość późno (co chyba zaczyna mi wchodzić w nawyk). Niemal zaczęłam mieć wyrzuty sumienia, że podsumowanie wciąż nie gotowe. Zanim to jednak nastąpiło zauważyłam, że z jakichś przyczyn (nie wnikałam) ostatni odcinek "Tales of Zestiria" jest zaplanowany dopiero na koniec kwietnia. Uznałam, że jakieś usprawiedliwienie to jest (może marne, ale jednak) i mogę poczekać jeszcze trochę. Z tym jednak koniec, zapraszam na podsumowanie. ;)
ACCA: 13-ku Kansatsu-ka
Liczba odcinków: 12
Ocena: 8

Na tę serię postanowiłam zerknąć głównie ze względu na to, że zobaczyłam seinen w gatunkach. Włączam, kreska wygląda jakoś znajomo… No tak! Natsume Ono! Już samo to zachęciło mnie jeszcze bardziej, a dalsze oglądanie utwierdziło mnie w przekonaniu, że warto przyjrzeć się tej historii bliżej. Oddział Nadzorczy, który miał zostać rozwiązany, ale decyzję cofnięto, wykrywanie oszustw i intrygi wiszące w powietrzu. Do tego główny bohater, którego najwyższe władze zaczynają (niesłusznie?) podejrzewać o złe zamiary. Czyżby właśnie ważyły się losy całego kraju? Powietrze jest aż gęste od intryg, jest interesująco, a do tego nieraz także zabawnie. Szybko polubiłam bohaterów tej serii, a moim ulubieńcem bezkompromisowo został Niino, chociaż Jean również ma wiele zalet.
Kreska jest bardzo charakterystyczna i (przynajmniej moim zdaniem) świetnie pasuje do tej serii. Żywy opening bardzo przypadł mi do gustu, a kontrastującego z nim spokojnego endingu również całkiem miło się słuchało.

Ao no Exorcist: Kyoto Fujouou-hen
Liczba odcinków: 12
Ocena: 8

Cieszę się, że doczekałam się kontynuacji tej serii, teraz już zgodnej z mangowymi wydarzeniami. Zaczęłam oglądać jakoś w połowie sezonu (nie wytrzymałam z czekaniem do końca), szybko się wciągnęłam i chociaż już wiedziałam co się wydarzy, to i tak nie mogłam się doczekać kolejnych odcinków.
Trochę już minęło od emisji poprzedniej serii i jest to widoczne chociażby w kresce, między innymi w tłach. Opening z początku mnie nie zachwycał, ale po paru odsłuchaniach zdecydowanie go polubiłam. Ciekawe, czy (albo raczej kiedy) pojawi się kolejna część…

Fuuka
Liczba odcinków: 12
Ocena: 6

Jakoś tak wpadło mi w oko to anime i postanowiłam obejrzeć, ale po jakichś dwóch minutach zmieniłam zdanie (ecchi, a do tego Fuuka bezpardonowo rozwalająca nieznajomemu telefon? Niee, podziękuję). Później doszły mnie jednak słuchy, że będzie lepiej, więc seria dostała ode mnie drugą szansę. I fakt, po pewnym czasie zaczynało być lepiej, ale wciąż było sporo elementów, które dla mnie są dość ciężkostrawne. Nie byłam przez to pewna, czy dotrwam do końca. A jednak - mimo tego, co irytujące, pojawiały się też takie sytuacje, przez które byłam ciekawa dalszego ciągu i kiedy doszło do tego, że do końca było mi już bliżej niż dalej uznałam, że jakoś dam radę. Mam więc do tego anime stosunek dość ambiwalentny.

Kobayashi-san Chi no Maid Dragon
Liczba odcinków: 13
Ocena: 7

Z początku wcale a wcale nie zwróciłam na to anime uwagi, jednak gdzieś tam coś się podsłyszało i postanowiłam zaryzykować. Jest zabawnie, bywa absurdalnie, pierwsze odcinki może nie pochłonęły mnie bez reszty, ale też nie zraziły. Powolutku więc nadrabiałam, aż w pewnym momencie zrozumiałam, że naprawdę wsiąknęłam w tę serię. To naprawdę ciepła, pełna humoru seria z ciekawymi bohaterami. Naprawdę przyjemnie obserwuje się tę zgraję. Do tego Kanna jest naprawdę urocza i mówię to ja, osoba, którą zwykle takie postaci raczej irytują niż się podobają.
Choć same projekty postaci są dość proste, graficznie seria prezentuje się naprawdę ładnie. Żywy, niezwykle pozytywny opening i ending świetnie pasują do całości. Pod względem tego, że anime to spodobało mi się bardziej niż początkowo zakładałam, przypomina mi trochę "Shounen Maid".

Kuzu no Honkai
Liczba odcinków: 12
Ocena: 7

Kolejny seinen w tym sezonie? Biorę! Po pierwszym odcinku postanowiłam poczekać aż ukaże się całość. O ile pierwszy odcinek zapowiadał się świetnie, a i kolejne nie były złe, to jednak seria poszła w zdecydowanie inną stronę niż przypuszczałam. To nie wsparcie, jakim ta dwójka miała dla siebie być odgrywa tu główną rolę. Zamiast tego na światło dzienne wychodzą kolejne postaci i ich uczucia, co jeszcze bardziej wszystko komplikuje, a część postaci szuka ukojenia coraz bardziej pogrążając się w mroku. A jednak kiedy myślałam, że (pod tym względem) może być już tylko gorzej, coś się zaczęło powoli zmieniać. Może jeszcze zdecyduję się na pełną recenzję.
Jak na seinen kreskę ma dość nietypową, bo taką trochę shoujowatą, jednak naprawdę dobrze się prezentuje. Pod pewnymi względami przypomina mi nawet "Doukyuusei". Opening pasuje do serii, jednak dopiero po pewnym czasie go doceniłam. Co innego "Heikousen" od Sayuri, której endingi nieodmiennie uwielbiam. Ogólnie "Kuzu no Honkai" okazało się zdecydowanie inne niż przypuszczałam, ale i tak myślę, że było warto.

Shouwa Genroku Rakugo Shinjuu: Sukeroku Futatabi-hen
Liczba odcinków: 12
Ocena: 8

Po świetnej pierwszej serii nie było mowy, żebym miała odpuścić kolejną, chociaż właściwie nie wiedziałam, czego mam się tym razem spodziewać. Historia dawnego Kikuhiko bardzo mnie wciągnęła, ale jak będzie po przeniesieniu akcji do czasów obecnych? Na szczęście okazało się, że moje obawy były niepotrzebne i szybko wkręciłam się w rozgrywające się wydarzenia. Całość bardzo przyjemnie się ogląda, nie brakuje mniej lub bardziej zaskakujących fragmentów, a bohaterowie mają wyraziste charaktery. Do tego kreska, którą bardzo lubię i pasująca do serii muzyka. Opening i ending pod względem graficznym jakoś do mnie nie przemawiają, za to piosenkę z openingu po paru odsłuchaniach polubiłam (może nie tak, jak z pierwszej części, ale jednak).

Tales of Zestiria the X 2nd Season
Liczba odcinków: 13
Ocena: 7

Oczywiście, że musiałam się zabrać za tę serię. Postanowiłam jednak poczekać, aż ukażą się wszystkie (noo, prawie wszystkie) odcinki. Wciąż oglądało mi się tak samo dobrze jak poprzednią część i bardzo szybko wciągnęłam się w akcję. Do tego pod względem wizualnym seria wciąż robi wrażenie. Muzycznie za to bez większego szału, trochę brakowało mi czegoś równie chwytliwego, jak poprzedni opening.



Do dokończenia kiedyś… może:


Masamune-kun no Revenge
Liczba odcinków: 3/12

Postanowiłam zerknąć na tę serię bez większego powodu i po pierwszym odcinku nie byłam pewna, czy oglądać dalej, zwłaszcza że było sporo elementów, które w jakiś sposób mnie irytowały. Mimo to próbowałam i chociaż znalazło się coś, co mnie nieco zaciekawiło, to ostatecznie dałam sobie spokój, przynajmniej na razie.





Trickster: Edogawa Ranpo "Shounen Tanteidan" yori
Liczba odcinków: 7/24

To anime rozpoczęło się jeszcze w sezonie jesiennym, jednak ja zabrałam się za nie dopiero teraz. Już wcześniej widziałam anime oparte na twórczości Edogawy Ranpo ("Ranpo Kitan: Game of Laplace"), więc z początku trochę dziwnie było mi oglądać tak bardzo odmienną serię, gdzie jedynie imiona były w niektórych przypadkach takie same. Cóż… z jednej strony spodziewałam się czegoś innego, jakby… bardziej detektywistycznego? Tymczasem dostaję trochę zagadek, grupkę dzieciaków (w tym irytująco lekkomyślnego Hanasakiego), których pod swoje skrzydła wziął prawdziwy detektyw, a na dokładkę chłopca z bardzo niebezpieczną nadnaturalną mocą. A! I jeszcze dający o sobie znać co jakiś czas antagonista, którego celem jest nasz detektyw. Przyznam jednak, że oglądało się nieźle, więc może kiedyś...


Youjo Senki
Liczba odcinków: 1/12

Sam koncept zapowiada się ciekawie i nie mówię nie, jednak akurat nie miałam ochoty na serię o tematyce militarnej. "Youjo Senki" na razie będzie musiało poczekać.






Muzyka:
ACCA: 13-ku Kansatsu-ka OP - ONE III NOTES "Shadow and Truth"
Kuzu no Honkai ED - Sayuri "Heikousen"
Shouwa Genroku Rakugo Shinjuu: Sukeroku Futatabi-hen OP - Hayashibara Megumi "Imawa no Shinigami"

wtorek, 9 maja 2017

S. King "Doktor Sen"

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka  |  Długość trwania: 20h 39 min.  |  Seria: Lśnienie (2)
Pamiętacie małego chłopca o niezwykłych umiejętnościach, który pewnej zimy musiał stawić czoła nienawistnym siłom czyhającym w hotelu Panorama? Mijają lata, a demony przeszłości wciąż nie odpuszczają i chociaż nie jest całkiem bezbronny, jest mu z tym naprawdę ciężko. Chociaż powtarza sobie, że nie będzie taki jak ojciec, że nie sięgnie po kieliszek, to jednak pewnego dnia daje za wygraną i odkrywa, że w jego przypadku alkohol spełnia dodatkową funkcję - przytępia jaśnienie, a więc i niechciane wizje. I tak się zaczyna. Mijają lata, a Dan stopniowo stacza się coraz bardziej, byle tylko odciąć się od swojego daru, który dla niego stał się przekleństwem. Dostaje jednak od losu drugą szansę, a wraz z nią ludzi, którzy będą go podtrzymywać w chwilach słabości. Zaczyna od nowa, ale czy wytrwa?

Tymczasem Prawdziwy Węzeł od niepamiętnych czasów stale trwa. Jego członkowie podróżują w kamperach i starają się nie wyróżniać. Gdyby jednak przyjrzeć im się bliżej, okazałoby się, że to bardzo nietypowa grupa, której charakter może ulec zmianie w ciągu jednego dnia. I mają ogromny sekret. Swoją energię życiową czerpią z tak zwanej pary, którą muszą sobie zapewnić sami przez… bezlitosne torturowanie jaśniejących dzieci. Czy, kiedy przyjdzie czas, Dan stanie na wysokości zadania i zdobędzie się na pomoc, jaką niegdyś był dla niego Halloran?

Prawda jest taka, że decydując się na tę powieść praktycznie wcale nie nastawiałam się na horror. Tym, czego od niej oczekiwałam były dalsze losy Dana więcej na temat tych, którzy - tak jak i on - jaśnieją. W związku z tym obawiałam się chwili, gdy zacznie się ta straszniejsza część. Tymczasem autor stopniowo snuł opowieść, rozwijał kolejne wątki, a ja po raz pierwszy byłam naprawdę wdzięczna za to, że powieści Kinga w tak dużej części potrafią przypominać obyczajówki. I przyznam szczerze, że wciąż nie potrafię patrzeć na tę książkę jak na horror. Akcja ciągnie się całymi latami, w trakcie których zagrożenie, jakim jest Prawdziwy Węzeł, pozostaje odległe, nie dotyka tych, o których słyszymy najwięcej. Czuć jednak to napięcie, które każe nam się zastanawiać, kiedy przyjdzie moment konfrontacji i jaki będzie miała przebieg.

"Przychodzi taki dzień gdy do człowieka dociera, że dalsza tułaczka nie ma sensu. 
Że dokądkolwiek idziesz, zabierasz ze sobą siebie."

Przez cały czas trwania powieści przewinęło się przez nią całkiem sporo postaci. Znaczną ich część bardzo polubiłam, zwłaszcza za wsparcie okazane Danowi. Z przyjemnością obserwowałam, jak zaczyna stawać na nogi, jak odnajduje miejsce, do którego należy, pracę, która mu odpowiada. Będąc sanitariuszem w hospicjum staje się znany pod pseudonimem Doktor Sen - ten, który pomaga przejść na drugą stronę, choć nie każdy wierzy, że rzeczywiście coś w tym jest. King zadbał również o to, żeby proces powrotu Dana do abstynencji był wiarygodny, a więc naznaczony trudem, którego mógłby nie znieść gdyby nie AA i nieustanne wsparcie. Dan stał się o wiele bardziej otwarty, choć swoje umiejętności wciąż woli trzymać w ukryciu. Pojawia się oczywiście też dziecko. Dziewczynka o tak silnej jasności, że przewyższa nawet Dana z czasów jego największej mocy. Przez bardzo długi czas ich losy nie przeplatały się prawie wcale, nie licząc sporadycznych wiadomości, jakie przez jasność, może nawet nie całkiem świadomie, przesyłała mu mała Abra. Nadchodzi jednak dzień, gdy dziewczynka przyciągnie uwagę Prawdziwego Węzła…

Książkę tę rozpoczęłam pełna obaw. Nie chciałam, aby warstwa horroru przesłoniła to, co interesowało mnie najbardziej, a więc sytuację Dana i innych jaśniejących. Na całe szczęście "Doktor Sen" spełnił moje oczekiwania. Dla tych, którzy chcieliby wiedzieć, co stało się z chłopcem ze "Lśnienia", jest to lektura wręcz obowiązkowa. Jeśli chcecie horroru, może jednak warto poszukać gdzie indziej.

"Starość ma jedną zaletę - nie musisz się bać, że umrzesz młodo."

sobota, 29 kwietnia 2017

J. Ćwiek "Chłopcy"

Wydawnictwo: SQN  |  Liczba stron: 320  |  Seria: Chłopcy (1)
Na pewno kojarzycie Piotrusia Pana, Dzwoneczka i Zagubionych Chłopców, prawda? A wiecie, że ich bajka skończyła się trochę inaczej? A raczej wciąż trwa, choć już nie w magicznym świecie i bez Piotrusia Pana, o którym lepiej nie wspominajcie - to drażliwa kwestia. Zagubieni Chłopcy wciąż więc trwają - trochę wyrośnięci, choć wciąż nie dojrzali - z Dzwoneczkiem na czele, do której teraz zwracają się "mamo".

Niech Was nie zwiedzie inspiracja Piotrusiem Panem, "Chłopcy" to powieść od początku do końca wulgarna i takim też językiem pisana. Właśnie dlatego, chociaż już od dawna byłam jej ciekawa, miałam też co do niej pewne obawy. W zależności od tego, z jakim podejściem rozpoczyna się tę książkę można ją albo zmieszać z błotem, albo po prostu dobrze się przy niej bawić, a nawet i doszukiwać się w niej nieco głębszego przekazu. Ja nastawiałam bardziej na coś lekkiego, nie do końca na poważnie i na szczęście udało mi się trafić do tej drugiej grupy. Jedyne, czego żałuję, to to, że Piotrusia Pana znam dość pobieżnie i - co za tym idzie - nie udało mi się wyłapać wszystkich nawiązań do jego historii. Jest to tym bardziej przykre, że sam autor wspomina, jak ważna była dla niego ta opowieść.

Przez większość czasu "Chłopcy" to po prostu zbiór opowiadań przybliżających nam codzienność tego mocno nietypowego gangu motocyklowego, którego kwatera mieści się w starym parku rozrywki. Alkohol, kobiety, zabijanie potworów, trochę innych interesów, chociażby tych wymagających użycia magicznego pyłku - dzień jak co dzień dla Zagubionych Chłopców. Od czasu do czasu pojawia się jednak coś, co pokazuje, że ich życie nie jest wyłącznie zabawą. Stopniowo dostajemy wskazówki na temat tego, dlaczego opuścili Nibylandię, dlaczego nie ma z nimi Piotrusia Pana, a ostatni rozdział pozwala przypuszczać, że całe to wprowadzenie miało coś na celu, że w następnej części możemy się spodziewać czegoś więcej.

"Im później nauczysz się bać, ksiądz - Kruszyna dobył noża 
i rozejrzał się za jakimś patykiem - tym później dorośniesz."

Dzwoneczek, choć drobniutka, najłatwiej będzie określić terminem ostra babka. Dość wspomnieć, że ta mała blondyneczka trzyma w garści cały gang motocyklowy i nikt nie ośmieli się jej sprzeciwić. Spośród reszty wyróżniają się ci, którzy byli z nią od początku, którzy do życia w naszym świecie musieli dopiero przywyknąć. Poza tym mamy nowicjuszy, którzy na miano Zagubionych Chłopców muszą sobie dopiero zasłużyć. A czy wspominałam już, że ta zgraja dba też o dzieci z sierocińca?

Przy okazji wspomnę o opowiadaniu, które nie załapało się do tej książki i zostało wydane osobno w formie ebooka. Konkretnie "Faul to cię zrobił" zaliczające się do historii ze szkolnych lat Chłopców. Jest raczej przeciętne i spokojnie można je ominąć, ale jeśli komuś mało przygód Zagubionych Chłopców, to nie zaszkodzi na nie zerknąć.

Do "Chłopców" pochodziłam nieco z obawą, jednak naprawdę dobrze się przy tej książce bawiłam. Polubiłam tę zgraję, nawet mimo ich wulgarności i raczej przedmiotowego traktowania kobiet - cóż, najwyraźniej mają coś w sobie. A może to tylko zasługa magicznego pyłku? Tak czy inaczej, z chęcią poznam ich dalsze przygody.

"Życie życiem, realność realnością, ale gdy raz wdepniesz w jakąś bajkę,
 to twój świat będzie nią śmierdział, aż zdechniesz."

poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Podsumujmy: sezony anime 2016

Nie mam w zwyczaju robić rocznych podsumowań sezonów anime. Nie mam, a jednak po przeczytaniu takiego wpisu u Kusonoki Akane przyszła mi na to ochota, chociażby po to, żeby samej zorientować się ile to ja obejrzałam. Zapraszam więc na krótki (w zamierzeniu) przegląd serii, które obejrzałam podczas zeszłorocznych sezonów anime.

A gdyby ktoś chciał, odsyłam do poszczególnych podsumowań:
❄ zima | 🍃 wiosna | ☼ lato | 🍂 jesień
Zacznę więc według ocen rosnąco. Najniżej uplasowały się dwie krótkometrażowe serie, obie mające ze sobą nieco wspólnego. Obie zawierają elementy grozy oraz mocno uproszczoną animację. Yami Shibai 3rd Season, trzeci już zbiór historii, które w zamierzeniu miały być straszne, a w praktyce bywało z tym różnie. Kagewani: Shou dostało ode mnie niższą ocenę niż pierwsza część.
Spośród serii, które oceniłam na 6 nieco słabiej wypadło Kotetsujou no Kabaneri, któremu jakoś nie potrafiłam zapomnieć tego, jak bardzo przypomina konceptem Tytanów (chociaż przyznać trzeba, że kreskę miało całkiem ciekawą). Prince of Stride było po prostu przeciętne, Sakamoto desu ga? nie za bardzo trafiło w moje gusta, a z Super Lovers bywało różnie (i jeszcze raz wspomnę jak bardzo żałuję, że właśnie ta seria dostała anime, a nie moje ukochane KomaHoshi tej autorki). Watashi ga Motete Dousunda bywało zabawne, ale bez większego szału. Kiznaiver oglądało mi się całkiem nieźle i polubiłam tą charakterystyczną kreskę. Z kolei Fukigen na Mononokean nie dostało wyższej oceny głównie dlatego, że wciąż pozostało wiele niewiadomych (anime zachęciło mnie jednak do mangi). Na plus też krótkometrażowe Fudanshi Koukou Seikatsu, dość absurdalne, ale i śmieszne.
Nieco poniżej siódemki Servamp, który dość pozytywnie mnie zaskoczył - niewiele się po nim spodziewałam, a jednak oglądało się przyjemnie. Bungou Stray Dogs ma u mnie plusa już za same nawiązania do literatury. Do tego ciekawe postaci i ładna kreska. Drugi sezon z jednej strony uraczył mnie przeszłością Dazaia (której byłam bardzo ciekawa), z drugiej mocno irytował ciągłym użalaniem się nad sobą Atsushiego. O Joker Game pisałam tutaj. Orange zdecydowanie wolałam w mandze, w anime kreska bardzo straciła na uroku. Nijiiro Days to ciepła, przyjemna seria. Po 91 Days chyba spodziewałam się nieco więcej, ale i tak było warto. Cieszę się, że przy Arslan Senki: Fuujin Ranbu mogłam wrócić do Arslana i jego popleczników, nawet jeśli na krótko. Drugi sezon Ushio to Tora był w porządku. Drifters naprawdę ciekawie się oglądało, choć byłoby jeszcze lepiej, gdyby udało mi się wyłapać więcej nawiązań. Mob Psycho 100 bardzo ciekawie i nietypowo podeszło do swojego tematu.
Shounen Maid, czyli anime, o którym nie przypuszczałam, że mi się spodoba, a jednak okazało się pełną ciepła i sympatycznych bohaterów serią. Tanaka-kun wa Itsumo Kedaruge to seria baaardzo ospała, którą należy oglądać z odpowiednio leniwym nastawieniem. Ujęła mnie jednak filozofia życiowa Tanaki. Re:Zero kara Hajimeru Isekai Seikatsu dość pozytywnie zaskakuje, bo chociaż główny bohater potrafi czasami zirytować swoim zachowaniem, to jednak do bezmyślnych zdecydowanie nie należy. No i jeszcze Boku no Hero Academia, które po prostu dobrze się oglądało i miało ciekawe postaci.
Dimension W to seria bardzo w moim guście, pisałam o niej tutaj. Tales of Zestiria the X po pierwsze oczarowuje świetną kreską, jednak szybko się okazało, że i fabuła oraz bohaterowie potrafili mnie zainteresować. Yuri!!! On Ice wbrew moim przypuszczeniom nie okazało się po prostu kolejną sportówką pełną fanserwisu, ale mocno przewyższyło moje oczekiwania (jeśli ktoś jeszcze nie czytał, to polecam recenzję myszy). Ajin, choć nie zachęca marnym CGI, ma naprawdę ciekawą fabułę i nietypowego głównego bohatera. ReLIFE pozytywnie zaskoczyło mnie chociażby humorem, który potrafi nieco zaboleć, jeśli trafi w czułe miejsce. Poza tym miło było obserwować, jak Kaizaki wykorzystuje swoje życiowe doświadczenie żeby doradzać innym. Shouwa Genroku Rakugo Shinjuu ma niesamowity klimat (i świetnie pasującą kreskę), ciekawą historię i bohaterów oraz niebanalny wątek romantyczny. A do tego ten opening! Nieco wyżej mamy jeszcze drugi sezon Ansatsu Kyoushitsu, który stanowił dobrą kontynuację i zakończenie serii.
Najwyżej natomiast znalazły się dwie serie. Boku dake ga Inai Machi od początku pretendowało do miana jednego z najlepszych w ubiegłym roku i chociaż zdania na temat zakończenia są dość podzielone, myślę, że zasłużyło sobie na tak wysoką ocenę. To dobrze przemyślana i świetne wykonana seria. Drużynę z Karasuno (oraz wiele innych osób) z każdym sezonem Haikyuu!! uwielbiam jeszcze bardziej. Przy trzecim sezonie szczególnie cieszę się z tego, że tak dobrze została ukazana zmiana sposobu myślenia Tsukishimy, który przeszedł długą drogę od grania tak po prostu, aż po prawdziwą motywację, chęć wygrania oraz ciągłego udoskonalania swoich umiejętności. Tsukki! ♥

Ahhh, naprawdę miło pisało mi się to podsumowanie. ^^
Wyszło mi z tego 34 pełne serie i 3 krótkometrażówki.

poniedziałek, 17 kwietnia 2017

A. Christie "Morderstwo w zaułku"

Wydawnictwo Dolnośląskie  |  Czas trwania: 8 godz.
Tym razem przedstawię Wam zbiór opowiadań, w którym główną rolę odgrywa detektyw Herkules Poirot. Pierwsze z nich, tytułowe "Morderstwo w zaułku" to sprawa - jak by się wydawało - samobójstwa, ale jak to zazwyczaj w takich przypadkach bywa, szybko się okazuje, że pewne szczegóły przeczą tej teorii. Kolejna jest historia kradzieży dokumentów, która - jak by na to nie patrzeć - wydaje się niemożliwa. Oczywiście nie dla naszego detektywa. W "Lustrze nieboszczyka" Poirot będzie musiał odkryć prawdę na temat śmierci ekscentrycznego, zadufanego w sobie bogacza, a w "Trójkącie na Rodos" dowiedzie, jak dobra jest jego znajomość ludzkich charakterów. A chociaż na urlopie chciał mieć trochę spokoju…

Herkules Poirot - jak to on - do śledztwa podchodzi na swój własny sposób. Uważnie obserwuje, zwraca uwagę na z pozoru nic nieznaczące szczegóły i niekoniecznie dzieli się swoimi spostrzeżeniami z innymi. Przynajmniej do czasu, aż wszystkie elementy układanki trafią na swoje miejsca. Czasami wydaje się przy tym, że do prawdy dochodzi jakby okrężną drogą. Jest przy tym bardzo pewny swoich umiejętności, co nie zawsze podoba się tym, którzy muszą znosić jego towarzystwo. Ale przecież o takich bohaterach zazwyczaj czyta się chętnie, prawda? W tym przypadku nie było inaczej. Poszczególne historie były w porządku, a chyba najbardziej spodobało mi się pierwsze, tytułowe.

Z "Morderstwem w zaułku" zapoznałam się w formie audiobooka i myślę, że był to dobry pomysł. Ponieważ mamy tu do czynienia z opowiadaniami, a każde z nich trwa około dwóch godzin, nie trzeba się szczególnie martwić tym, że nie wystarczy nam czasu na ich odsłuchanie. Poza tym Danuta Stenka całkiem nieźle poradziła sobie jako lektor.

Nie jest to może jedna z lepszych książek Christie, ale trzeba wziąć poprawkę na to, że przy opowiadaniach raczej nie ma co liczyć na niezwykle skomplikowaną intrygę. Mimo to zawsze miło poobserwować, jak Poirot zadziwia wszystkich wokół swoimi umiejętnościami. W każdym razie całkiem miło spędziłam czas towarzysząc temu dumnemu Belgowi w jego śledztwach.

czwartek, 6 kwietnia 2017

Natsuhiko Kyogoku "The Summer of the Ubume"

Wydawnictwo: Vertical.  |  Liczba stron: 320
Rodzinie Kuonji od pokoleń towarzyszy zła sława. Choć jeszcze nie tak dawno byli uznanymi lekarzami, obecnie ich interes podupada. Do tego jeszcze te pogłoski o zaginionych noworodkach… Na tym jednak nie kończą się ich problemy. Makio, który wżenił się w ich rodzinę, nagle zniknął jakieś półtora roku temu i to z zamkniętego od środka pokoju. Tymczasem jego żona już od dwudziestu miesięcy jest w ciąży i nic nie wskazuje na to, by wkrótce miała rodzić. Coś tu wyraźnie nie gra, prawda?

Po usłyszeniu tej historii utrzymujący się z pisania Sekiguchi postanawia odwiedzić swojego przyjaciela. Z zamiarem oparcia na tym swojej następnej opowieści grozy zaczyna wypytywać antykwariusza, człowieka niezwykle oczytanego, a ten jak zwykle zaczyna swoją tyradę… Z bardzo nieoczekiwanym dla Sekiguchiego skutkiem. Nigdy nie przypuszczał, że jedna rozmowa ze starym przyjacielem tak nieodwołalnie odwiedzie go od pisania i jednocześnie skłoni do szukania prawdy kryjącej się za pogłoskami o rodzinie Kuonji.

"The Summer of the Ubume" zaciekawiło mnie już od samego początku. Pierwsza rzecz - świadomość, że znajdę tu coś na temat youkai (japońskich demonów itp.), które uważam za bardzo ciekawy temat. Następnie bohaterowie. Będąc molem książkowym nie mogę nie docenić tego, że i oni są zagorzałymi czytelnikami. Sekiguchi to pisarz. Tymczasem jego przyjaciel Kyogokudo (a właściwie Akihiko Chuzenji), prowadzi sklep z używanymi książkami, ale chyba tylko dlatego, że jego własna kolekcja już dawno wymknęła się spod kontroli. Do tego pełne przyjacielskiego przekomarzania się, a jednocześnie głębszego znaczenia rozmowy wciągnęły mnie już od pierwszych stron. Sam Sekiguchi wydaje się dość zwyczajny, zwłaszcza w porównaniu do osób, które go otaczają, ale myślę, że to dobra postać na narratora. Poza tym ma spore znaczenie dla całej powieści. Bez błyskotliwego, znającego się niemal na wszystkim Kyogokudo niewiele by jednak zdziałał. Mamy też kolejnego z jego przyjaciół, niby-detektywa o bardzo specyficznym charakterze, często trudnym w obejściu oraz siostrę Kyogokudo, która w pewnych kwestiach bardzo przypomina brata. Jest też oczywiście rodzina Kuonji, spośród której najczęściej towarzyszyć nam będzie Ryoko, siostra ciężarnej, prawdziwa piękność, choć o słabym zdrowiu.

"There is nothing that is strange in this world, Sekiguchi."

Wracając do rozmów, uwielbiam sposób, w jaki Kyogokudo opowiada - nieco okrężny, jakby rozwlekły. W ciągu jednej rozmowy potrafi wielokrotnie zmieniać temat, wyciągając na światło - jak by się wydawało - coraz to odleglejsze kwestie, by w końcu okazało się, że wszystko to prowadzi do ostatecznej konkluzji, którą jego rozmówca jest w stanie zaakceptować właśnie dlatego, że wszystkie względnie problematyczne elementy zostały gdzieś po drodze wytłumaczone. Nagle rozmowa wraca na właściwe tory i wszystko staje się jasne. Jest w tym co prawda pewna doza arogancji czy wyniosłości, jednak nie zmienia to faktu, że postać antykwariusza niezwykle przypadła mi do gustu (a może wręcz przeciwnie - właśnie dlatego lubię go jeszcze bardziej?).

A jakie to kwestie będą roztrząsać nasi bohaterowie? Najróżniejsze, często wchodząc na bardzo niepewny grunt, gdzie pozostaje nam jedynie teoretyzowanie. Istnienie duchów, duszy, związek między umysłem a świadomością czy instynktem; to, co zwykle nazwalibyśmy zjawiskami paranormalnymi (chociaż Kyogokudo posłałby mi za użycie tego zwrotu pełne pogardy spojrzenie) oraz całą masę innych spraw, których nawet nie ma sensu wymieniać, jeśli nie jest się w temacie. Wszystko to po to, by wyjaśnić tajemnicę zaginięcia oraz przedłużającej się ciąży (chociaż nie, właściwie nie tylko dlatego, ale więcej nie będę zdradzać). Czy to coś nadprzyrodzonego? A może wszystko da się logicznie wytłumaczyć? Bardzo ciekawie było obserwować zmagania bohaterów z tą kwestią.

Powieść została przypisana do kategorii mystery/horror, przy czym o wiele bardziej wpasowuje się do tej pierwszej, więc nie radzę zabierać się do niej oczekując horroru. Ja liczyłam na tajemnice, trochę niepokoju oraz wielu rozmów o youkai czy o innych interesujących kwestiach i właśnie to dostałam. A kim jest tytułowa ubume? To jedna z wielu istot japońskiego folkloru, której dokładniej nie będę teraz opisywać ze względu na sporą rozbieżność w tekstach, które jej dotyczą. Najlepiej wyjaśni to sama książka.

Już dawno nie zdarzyło się, żebym sięgnęła po książkę, o której wcześniej nic nie wiedziałam. "The Summer of the Ubume" było więc dla mnie sporą niespodzianką i to - jak się wkrótce okazało - bardzo pozytywną. Chciałabym kiedyś zobaczyć ją po polsku… A na razie przyjdzie mi żałować, że nawet po angielsku została wydana tylko ona, choć to początek dłuższego cyklu.

środa, 29 marca 2017

K. Hancock "Tańcząc na rozbitym szkle"

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka  |  Liczba stron: 608
Lucy i Mickey tworzą szczęśliwe małżeństwo. Szczęśliwe, choć stale zmagające się z problemami. Nad nią (i jej rodziną) unosi się widmo nowotworu, który co prawda raz pokonała, a jednak nie może być pewna, czy za jakiś czas nie powróci ze zdwojoną siłą. On zmaga się z chorobą afektywną dwubiegunową i zachowuje równowagę psychiczną jedynie dzięki sporej dawce leków. Balansuje na krawędzi i czasami przegrywa walkę z samym sobą. Oboje wiedzieli, na co się piszą, a jednak nie zrezygnowali ze swojego uczucia, byli dla siebie zbyt ważni, potrzebowali siebie nawzajem.

Ze względu na swoją sytuację nałożyli jednak na siebie pewne ograniczenia, zasady, których zobowiązali się przestrzegać. Jedną z nich był brak potomstwa, jednak pomimo usilnych starań, by temu zapobiec, Lucy zaszła w ciążę. I co teraz? Cieszyć się z szansy podarowanej przez los, czy może zamartwiać się tym, jak bardzo obciążone genetycznie może być ich dziecko?

"Tańcząc na rozbitym szkle" kupiło mnie już na samym początku, a to za sprawą niezwykle czarującego prologu, który pomimo smutnego wydźwięku w naprawdę piękny sposób przedstawia śmierć oraz miłość. Autorka czaruje słowami, naprawdę. Co więcej, była w tym pewna domieszka niesamowitości, która co jakiś czas występowała także w późniejszych momentach. Nie tylko prolog zaskarbił sobie jednak moje uznanie. Ka Hancock bardzo umiejętnie wykreowała realistyczny obraz małżeństwa, a także więzów rodzinnych, które czasami wykraczają poza więzy krwi. Nie zadowoliła się przy tym przypisaniem każdemu z bohaterów kilku podstawowych cech, ale stopniowo odkrywała przed czytelnikami kolejne strony ich charakterów.
"Lucy, każde małżeństwo to taniec, czasem kłopotliwy, czasem dający wiele radości, a przez większość czasu po prostu spokojny. Z Mickeyem zaś czasami będziesz musiała tańczyć na rozbitym szkle. Pojawi się cierpienie. Pod jego wpływem albo się wycofasz, albo wzmocnisz uścisk, by kontynuować taniec, aż w końcu znów będzie wam łatwo."
Wciąż pozostaję pod ogromnym wrażeniem wewnętrznej siły, jaka cechowała Lucy. Niezwykle zaimponowało mi to, jak mimo niezliczonych trudności przez całe życie stara się iść z podniesioną głową, nosząc w sercu słowa wypowiedziane przez ojca, gdy była jeszcze małą dziewczynką. Podziwiam ją też za odwagę, by zawalczyć o szczęście u boku ukochanego mężczyzny, nawet jeśli jest ono okupione licznymi wyrzeczeniami. Mickey… jemu też potrzebna jest odwaga. Odwaga, aby stawiać czoła światu oraz swoim wewnętrznym demonom, aby nie zatracić się w euforii lub depresji, jakie może nieść ze sobą choroba. Bo przecież ulec byłoby tak łatwo… Ważną rolę odgrywają tu także siostry Lucy. Pełna serdeczności Lily - jej bratnia dusza - oraz Priscilla, prawdziwa kobieta sukcesu. Ten opis wydaje się jednak tak bardzo pobieżny (a i postaci przewinie się tu zdecydowanie więcej)… Możecie mi jednak wierzyć, że w powieści ich charaktery są o wiele bardziej złożone.

Tej książce od samego początku zawiesiłam poprzeczkę dość wysoko i mogę z zadowoleniem stwierdzić, że nie zawiodła moich oczekiwań. To powieść pełna emocji, niekoniecznie tych pozytywnych, często przytłaczających, a jednak wciąż niosąca ze sobą nadzieję (nawet jeśli nie zawsze znajdziemy ją tam, gdzie byśmy sobie tego życzyli). I - co ważne - jest pięknie ubrana w słowa. Zdecydowanie jedna z lepszych książek, jakie czytałam!

"Śmierć to ta łatwa część. Umieranie to już inna historia."

wtorek, 21 marca 2017

J. Ćwiek "Grimm City. Wilk!"

Wydawnictwo: SQN  |  Liczba stron: 384  |  Seria: Grimm City (1)
Zacznijmy od tego, że Grimm City to miasto parszywe, w którym powietrze i ulice są równie brudne, co interesy, jakie zwykle się tam przeprowadza. Ze swoją własną hierarchią, wszędobylską wręcz korupcją i kopalnianymi zanieczyszczeniami z dnia na dzień dąży do coraz większego zepsucia, a zwykli ludzie jakoś muszą z tym żyć. Wśród tego wszystkiego jest jednak kilka względnie bezpiecznych, a może nawet i nieźle płatnych zawodów. Taką pracę mieli chociażby taksówkarze… przynajmniej do czasu, gdy ktoś zaczął ich mordować wraz z pasażerami i to w dość spektakularny sposób... Czyżby w mieście pojawił się nowy gracz?

Właśnie te kwestie z pewnością rozważał Alfie, muzyk, któremu w życiu powodziło się różnie, kiedy przyjaciel taksówkarz po raz kolejny poprosił go, żeby w jego zastępstwie wsiadł za kierownicę. Z równie dużą dozą pewności mogę stwierdzić, że nawet nie przypuszczał wtedy, w jak ogromne, a jednak całkiem innej natury kłopoty, wpędzi go udzielenie odpowiedzi twierdzącej. Właśnie ta decyzja oraz szereg zbiegów okoliczności sprawią, że znajdzie się praktycznie w samym centrum tego, co dzieje się w mieście.
"Każda opowieść zaś ma jedno nadrzędne prawo - niezależnie od poziomu skomplikowania ma jeden finał, gdzie wszystko splata się w całość."
W "Grimm City. Wilk!" autor sięga po temat baśni od innej strony. Nie nawiązuje do nich całkiem bezpośrednio, ale tworzy na ich podstawie religię, całą ideologię, która przenika na wskroś świat, jaki tu stworzył. Bohaterowie mogą sobie być wierzący lub nie, jednak duch opowieści zawsze gdzieś nad tym wszystkim krąży, zwłaszcza w Grimm City, mieście powstałym ponoć na ciele pokonanego olbrzyma, którego gęsta, czarna krew wydobywana przez górników wciąż stanowi siłę napędową przemysłu. A ponieważ mroczne, baśniowe klimaty to coś, co bardzo lubię, szybko wkręciłam się w wykreowany przez Ćwieka świat i z zainteresowaniem czytałam o kolejnych koncepcjach bajanizmu, jak i o tym, co dzieje się na granicy prawa i przestępczego półświatka.

Alfie to bohater, którego da się lubić. Zdecydował się żyć z tego, co kocha i choć bywa z tym różnie, zwłaszcza przy zmieniających się muzycznych trendach, nie zamierza się poddawać. No i kiedy trzeba, potrafi całkiem nieźle główkować. Nieco później poznamy detektywa, który dzięki swoim umiejętnościom zaszedł całkiem wysoko, a także jego byłego partnera, który nie przepada za jego metodami i lekceważącym sposobem bycia. Mamy i ważniaka o wybuchowym temperamencie oraz jego wszechstronnego lokaja. Znajdzie się też młoda reporterka, która walczy o swoje prawo bytu w skorumpowanym, zdominowanym przez mężczyzn świecie prasy. Ogólnie bohaterów mamy więc ciekawych, o których aż chce się czytać.

Zakończenie mnie zaskoczyło. Co prawda od pewnego momentu zaczęłam podejrzewać, że autor nie odkryje przed nami wszystkich kart, jeszcze nie teraz, a jednak takiego rozstrzygnięcia się nie spodziewałam. Nie żebym była zawiedziona - co to to nie! Po prostu teraz czym prędzej chciałabym poznać dalszy ciąg, a na to przyjdzie mi jeszcze trochę poczekać.

czwartek, 16 marca 2017

Moje M&A aktualności 1/2017

Trochę zdążyło się już tego nazbierać, ale tak to już jest, jak się nie pisze notek na bieżąco... Co więcej, właściwie większość tego, co tu znajdziecie powinnam zaliczyć jeszcze do aktualności z ubiegłego roku, ale nie chciałam wprowadzać dodatkowego zamieszania w oznaczeniach.
Baccano! | 13 odcinków | Ocena: 9/10
Baccano! już od dawna miałam w planach. Liczyłam na coś naprawdę dobrego i nie rozczarowałam się. To jedna z tych serii, które w pierwszej chwili kompletnie oszałamiają widza natłokiem informacji - wydarzeń, postaci i imion. Na szczęście sytuacja wkrótce zaczyna się klarować i okazuje się, że w tym szaleństwie jest jednak metoda. Poza tym bardzo spodobał mi się opening, który nie tylko świetnie brzmi i wygląda, ale też pozwala zorientować się kto jak się nazywa, a nawet dowiedzieć się co nieco o bohaterach. Za jakiś czas chętnie wróciłabym do tej serii. c:
Kimi to Boku. | 13 odcinków | Ocena: 6+/10
Już dawno zaczęłam to anime, ale dopiero ostatnio do niego wróciłam. Nie ma tu co liczyć na wartką akcję - jest spokojnie, czasami wręcz powolnie (lub nawet nudno), jednak całkiem nieźle sprawdza się jako lekkie okruchy życia. Bohaterowie są sympatyczni, dość zróżnicowani i przyjemnie ogląda się ich wzajemne docinki, chociaż czasami zachowania niektórych bohaterów (Tachibana...) bardziej mnie irytowały niż bawiły. Tak czy inaczej nie żałuję i planuję obejrzeć także kontynuację. Muzyka jest raczej spokojna, a opening potrafi się nieźle uczepić - po oglądaniu zwykle jeszcze przez jakiś czas chodził mi po głowie. A! I te pojawiające się co jakiś czas bez konkretnego powodu ujęcia kotów były całkiem urocze. ^^
Free!: Eternal Summer Special | 1 odcinek | Ocena: 7/10
Hmm... co by tu napisać? Na pewno było zabawnie, chociaż bohaterom zdarzało się aż za bardzo wczuć w tę swoją grę survivalową... No i mimo wszystko żałuję, że nie było okazji zobaczyć Rina w stroju pokojówki (chociaż trzeba przyznać, że jako lokaj prezentował się świetnie). xD
Yamada-kun to 7-nin no Majo | 12 odcinków | Ocena: 7/10
Wcześniej dałam sobie spokój z tym anime, bo za bardzo drażniły mnie przeinaczenia względem mangi i pomijanie wątków (tak to już jednak jest, jak się chce w 12 odcinków wcisnąć jakieś 90 rozdziałów). Teraz nie wydawało mi się to jednak aż tak uciążliwe, może dlatego, że szczegóły zdążyły zatrzeć mi się w pamięci. Mogłam więc bez przeszkód oglądać dalej... no prawie. Co jakiś czas miałam silne wrażenie, że mimo wszystko coś jest nie tak, brakowało mi tych pominiętych momentów. Nie przeszkadzało mi to jednak na tyle, żeby zrezygnować, zwłaszcza że miło było zobaczyć wszystkich w kolorze (przy mandze często zapominałam, jak kolorowe są ich włosy :P), zwłaszcza że kreska jest naprawdę ładna. Bardzo podoba mi się również opening - niby prosty, bez żadnych rewelacji, a jednak ma w sobie coś, co przyciąga. Ending, chociaż z początku wydawał mi się zbyt cukierkowy, też miło wspominam. Ostatecznie przyznaję, że wyszło całkiem nieźle, chociaż wciąż będę faworyzować mangę.
Tanaka-kun wa Kyou mo Kedaruge | 35 odcinków (po 30 sec.) | Ocena: 6/10
Przy głównej serii całkiem nieźle się bawiłam, więc nie mogłam sobie odmówić tych króciutkich odcinków w wersji chibikowej. Jak można się spodziewać po ich długości, są to właściwie nic nieznaczące humorystyczne epizody pełne tanakowych mądrości życiowych - jedne lepsze, inne nieco gorsze, a ponieważ od początku nie spodziewałam się cudów, jestem zadowolona z tego, co dostałam. A które były najlepsze? Chyba 13. z różnymi sposobami noszenia Tanaki, 16. - sposób na dosięgnięcie pilota?, 19. z wózkiem.
Kekkai Sensen: Ousama no Restaurant no Ousama | 1 odcinek OVA | Ocena: 7/10
Długo czekałam na to OVA i co prawda jestem z niego w miarę zadowolona, jednak spodziewałam się czegoś... bardziej konkretnego? Jakiejś akcji, walk, a nie baaardzo dziwnego posiłku w jeszcze dziwnejszej restauracji. Okej, później trochę się działo i fajnie było zobaczyć Femta w trochę innym wydaniu, do tego współpracującego z Leo, ale nie zmienia to faktu, że miałam nadzieję na coś innego. Cóż, może problem w tym, że był to zaledwie jeden odcinek, a ja chętnie zobaczyłabym więcej. W każdym razie nie żałuję i wyczekuję kolejnego sezonu.
One Piece | 472/? odcinków
Miałam tu napisać coś więcej o moich wrażeniach, ale przez ten czas tyle się tego nazbierało, że jednak sobie odpuszczę. Nie dość, że do załogi dołączyły już dwie kolejne osoby, to jeszcze tyle się działo... oj, za dużo by tego wyszło. xD Może następnym razem napiszę coś konkretniejszego.

Natsume Yuujinchou | 13 odcinków | Ocena: 7/10
Zoku Natsume Yuujinchou | 13 odcinków | Ocena: 8/10
Natsume Yuujinchou San | 13 odcinków | Ocena: 8/10
Natsume Yuujinchou Shi | 8/13 odcinków

Kiedyś już zaczęłam to anime, ale jakoś nie mogłam się wciągnąć i poprzestałam na jednym odcinku. Tym razem spodobało mi się od razu i dziwię się, dlaczego nie było tak wcześniej. Pierwszy sezon dostał ode mnie siódemkę, jednak już kolejny zasłużył sobie na więcej i cieszę się, że to wciąż nie koniec. Martwi mnie tylko, że w tym tempie już niedługo zostanie mi ostatni jak na razie sezon.
Great Teacher Onizuka | 15/43 odcinki
Od dawna myślałam o zaczęciu tej serii, ale dopiero ostatnio zmotywowała mnie do tego recenzja Kusonoki Akane. Praktycznie od razu po jej przeczytaniu włączyłam pierwszy odcinek i... był to błąd... przynajmniej w czasie sesji, bo naprawdę ciężko było się powstrzymać od obejrzenia przynajmniej kilku pod rząd. Co prawda Onizuka jest człowiekiem bardzo specyficznym, a całość bywa dość przerysowana, ale naprawdę dobrze się to ogląda.
Saiyaku wa Boku wo Suki Sugiru | Kannagi Satoru & Ninomiya Etsumi | 33/? rozdziałów
Dość długo zwlekałam z rozpoczęciem tej mangi, a jednak bardzo szybko pożałowałam, że jak na razie nie ma więcej rozdziałów. Przechodząc do konkretów, jest to historia dwóch chłopców, których na skutek dającej o sobie znać co sto lat klątwy połączyło wspólne przeznaczenie. Przez najbliższy rok będą musieli razem stawić czoło dwunastu nieszczęściom, które mają na nich spaść. Przez ten czas jeśli coś stanie się Kagurze, jego rany wkrótce przeniosą się na ciało Ichijyou, nic więc dziwnego, że obaj wolą tego uniknąć.
Tak oto dwóch dotąd zupełnie sobie obcych chłopców musi nauczyć się współpracować, by jakoś przeżyć najbliższy rok. Ichijyou, który dopiero co przeniósł się do nowej szkoły, przy pierwszej okazji oświadcza kolegom Kagury, że zakochał się w nim od pierwszego wejrzenia stwierdzając, że to idealny pretekst, by cały czas być przy nim. Swoje domniemane uczucie potwierdza nieustannym klejeniem się do niego i odpowiednimi komentarzami, co jest wręcz… zawstydzające. Tymczasem ludzie z ich otoczenia przyjmują taki stan rzeczy niemal bez mrugnięcia okiem (taki to już urok niektórych BL), a to, co z początku było zwykłą farsą stopniowo przeradza się w prawdziwe uczucie. Jak to jednak zwykle bywa, przed tą dwójką wciąż jeszcze wiele przeszkód i wyzwań. No i ostatnio trochę się pokomplikowało... mam nadzieję, że manga mimo wszystko utrzyma poziom do końca.
Nurarihyon no Mago | Shiibashi Hiroshi | 110/218 rozdziałów
Tym razem napiszę tylko: powoli zbliżam się do końca wydarzeń opisanych w anime.
Fullmetal Alchemist | Hiromu Arakawa | 27 tomów | Ocena: 10/10
Wreszcie skończyłam czytać Fullmetala. :D Jakoś szybko mi zleciały te ostatnie tomy i przyznam, że trochę mi dziwnie z tą świadomością, że całość już za mną (teraz już zarówno manga jak i anime).

piątek, 10 marca 2017

N. Gaiman "Mitologia nordycka"

Wydawnictwo: MAG  |  Długość trwania: 7 h 15 min.
Już od dawna gdzieś z tyłu głowy tkwiła mi myśl, że chciałabym choć trochę lepiej poznać mitologię nordycką, jednak brakowało mi motywacji. Z pomocą przyszedł Neil Gaiman, który, korzystając z oryginalnych źródeł, postanowił opowiedzieć pewne historie na nowo.

Całość rozpoczynają wyjaśnienia autora, zarówno na temat mitologii, jak i samej książki. Następne jest przedstawienie bohaterów i powstanie świata. Odtąd zaczynają się najróżniejsze historie, które przybliżają nam zarówno postaci bogów, jak i ważne, czy nawet nieco bardziej błahe wydarzenia. Skąd wziął się młot Thora, dlaczego Odyn ma tylko jedno oko, jak wygląda drzewo świata i wiele, wiele więcej. A wszystko to przybliża nas do zmierzchu bogów, słynnego Ragnaroku.

Po poleganiu na najróżniejszych interpretacjach - z książek, filmów, czy jeszcze innych tworów - naprawdę ciekawie było móc zapoznać się z prawdziwymi mitologicznymi postaciami. Mogłam się dowiedzieć, jakie pierwotnie były ich charaktery, że Thor, choć pod względem siły wręcz nie miał sobie równych, to jednak do szczególnie bystrych nie należał; że Loki był nie tyle zły, co raczej złośliwy oraz niezwykle inteligentny i lubił patrzeć na efekty swoich działań, a inni bogowie tolerowali go, bo korzyści i straty, które wynikały z jego postępków, równoważyły się wzajemnie. Po drodze poznałam cały szereg postaci, które do tej pory znałam jedynie z imienia lub nawet wcale nie zdawałam sobie sprawy z ich istnienia. Dowiedziałam się też, jak wielkie były zasługi Odyna i oczywiście o co konkretnie chodzi z tym całym Ragnarokiem, o którym do tej pory miałam dość mgliste pojęcie.

Z "Mitologią nordycką" zapoznałam się w formie audiobooka i chociaż słuchało się całkiem przyjemnie, to przyznam, że w tym przypadku czasami wygodniejsza byłaby wersja papierowa. Chodzi mi tu chociażby o sytuację, gdy chciałoby się wrócić do jakiegoś wcześniejszego momentu i upewnić się co do nazwy czy imienia, bo o ile z tymi najbardziej znanymi czy najczęściej występującymi postaciami nie powinno być problemu, to reszta może sprawić pewien kłopot. Jako ciekawostkę dodam za to, że w oryginale audiobooka czyta sam autor.

Mitologia w interpretacji Neila Gaimana to świetna okazja, żeby w przystępny sposób zapoznać się z nordyckimi wierzeniami, w sam raz dla tych, którzy do tej pory znali je jedynie z filmów czy innych dzieł. Autor wspomniał na samym początku, że starał się opowiedzieć to wszystko jak najciekawiej i mogę potwierdzić, że udało mu się z tego wywiązać.
"Dzięki Lokiemu świat jest ciekawszy, ale mniej bezpieczny."

sobota, 4 marca 2017

Stosik 1/2017

Tym razem głównie mangowo, bo doszłam do wniosku, że czas się trochę wstrzymać z kupowaniem książek (z drobnymi wyjątkami) i nadrobić te tytuły, które już od dłuższego czasu czekają na półkach.

Aya Kanno "Requiem Króla Róż" (5-6) - No cóż, dzieje się. Intrygom nie ma końca, a Ryszard zaczyna zastanawiać się, czy pole bitwy rzeczywiście jest jedynym miejscem, w którym potrafi się odnaleźć...
Adachitoka "Noragami" (5-7) - Wreszcie miałam okazję nadrobić tę serię, a kiedy już to nastąpiło, zaczęłam żałować, że nie mam więcej do poczytania. No cóż, pozostaje czekać na kolejne.
Ori Mita "Yamada i chłopak" - Prosta, ale bardzo dobrze poprowadzona historia, do której dodatkowo mam lekki sentyment ze względu na to, że pierwszy raz trafiłam na nią, kiedy miała zaledwie jeden rozdział. Tym bardziej cieszę się, że Dango postanowiło ją wydać. :)
Ilona Myszkowska & Janina Grzegorek & Dranka "Kawaii Scotland" (1) - Kupione z ciekawości. Graficznie wypada naprawdę nieźle (chociaż nie rozumiem po co ten kierunek czytania od prawej do lewej). Historia na każdym kroku kpi sobie z utartych mangowych schematów i to całkowicie otwarcie. Ogólnie w porządku, ale nie wiem, czy zdecyduję się na kolejny tom, trochę nie mój typ humoru.
Yuki Kodama "Wzgórze Apolla" (7-8) - Coraz szybciej zbliżamy się ku końcowi. Pewne sprawy się komplikują, niektóre wręcz przeciwnie, a ja niecierpliwie wyczekuję kolejnego tomu.
Kakizaki Masasumi "Green Blood" (5) - Na razie nieprzeczytane, ale mam nadzieję, że jak już to nadrobię, to przy okazji naskrobię jakąś recenzję całości. ;)
Iwahara Yuji "Dimension W" (3-4) - Cieszę się, że zdecydowałam się na tę serię, naprawdę dobrze mi się ją czyta. Te tomy są poświęcone tajemnicy jeziora Yasogami.
Ryohgo Narita "Durarara!!" LN (2-3) - Jakoś nie miałam motywacji do kupienia kolejnych tomów tej nowelki, ale myszy i jej pochwałom udało się to zmienić. Na razie za mną tom drugi, który czytało mi się całkiem przyjemnie, a chyba najlepiej wspominam fragmenty z Shizuo. :D
S. Caspari "W krainie kolibrów" - Książka z BookTour'u. Recenzja ukazała się już jakiś czas temu.
F. S. Fitzgerald "Wielki Gatsby" - Kupiona w Biedronce za nieco ponad złotówkę... Niby jak miałabym się oprzeć takiej cenie? Do tego od dawna miałam tą książkę w planach. Już przeczytana, ale na razie wspomnę tylko, że spodziewałam się czegoś innego.
L. Swann "Sprawiedliwość owiec" - Z wymiany książkowej, wzięta trochę z braku lepszych opcji.
Zaopatrzyłam się też w kilka audiobooków:
A. Christie "Morderstwo w zaułku" - Cztery opowiadania i Poirot w roli głównej. Już przesłuchane.
A. Christie "A.B.C." - I znów Poirot, tym razem w pełnej powieści.
S. King "Doktor Sen" - Po "Lśnieniu" chciałam się dowiedzieć co dalej, a ponieważ była promocja...
I jeszcze coś specjalnego, mangi po japońsku zgarnięte w pakiecie, wszystkie Nakamury Asumiko. ^^
"Utsubora" - Recenzja mangi (na podstawie amerykańskiego wydania) tutaj.
"Doukyuusei" & "Sotsugyousei" - Cóż, to było do przewidzenia, prawda? Recenzje polskich wersji tu i tu.
"Sora to Hara" & "O.B." - Spin-off i kontynuacja, których póki co po polsku nie mamy.
"Yobidashi Hajime" - Tej mangi byłam szczególnie ciekawa. Sportówka o sumo i to od Nakamury? Chcę to poznać! Do tego nigdzie nie widziałam skanów tej mangi.
"Katakoi no Nikki Shoujo", "Magarikado no Bokura", "Tetsudou Shoujo Manga" - O tych mangach nie wiem za wiele, ale z tego, co wyczytałam są to zbiory kilku historii.

W związku z przybyciem do mnie japońskich tomików zastanawiam się nad zrobieniem ich porównania do polskich wydań (i amerykańskiego w przypadku "Utsubory"). Co Wy na to? :)