poniedziałek, 27 października 2014

Anime "Aoi Bungaku Series"

Ja serio napisałam tak dużo na temat tego anime? Sama jestem w szoku (a wciąż mogłabym napisać nieco więcej). Mam jedynie nadzieję, że nie przerazicie się za bardzo ilością tekstu i jednak zdecydujecie się przebrnąć przez moje nieco przydługie wywody.

Tytuł: Aoi Bungaku Series
Ilość odcinków: 12
Rok produkcji: 2009
Ocena: 9

Klasyka literatury to coś, co pasowałoby znać. Przynajmniej teoretycznie, bo w praktyce różnie z tym bywa. Nie oszukujmy się, nie każdy czyta. A nawet jeśli, to nie zawsze uśmiecha mu się wizja przebrnięcia przez niektóre uznane za narodowe arcydzieła historie. Twórcy "Aoi Bungaku" postanowili wyjść naprzeciw współczesnemu społeczeństwu i zaproponować całkiem inny sposób na interakcję z kilkoma utworami wywodzącymi się z Kraju Kwitnącej Wiśni.

"Aoi Bungaku" to adaptacja sześciu klasyków literatury japońskiej. Nie czytałam, więc niewiele wiem na ich temat, jednak samo anime zainteresowało mnie już jakiś czas temu. Zaczyna się od krótkiego wprowadzenia, w którym prezenter Sakai Masato (będący jednocześnie seiyuu kilku występujących tu postaci) informuje nas o aktualnie przedstawianej historii, dopowiada nieco o autorze czy okolicznościach towarzyszących ich pracy. Poznawanie dziejów tych dzieł, losów ich autorów oraz występujących między nimi zależności - już samo to było dla mnie ciekawym doświadczeniem, a przecież nadal nie wspomniałam nawet o wydarzeniach mających miejsce w poszczególnych historiach. Ale teraz czas to nadrobić.

Pierwszą i najdłuższą z historii jest "Koniec człowieczeństwa" autorstwa Osamu Dazai - zdaniem prezentera opowieść, która nigdy się nie starzeje. To tragiczna historia człowieka, który nie potrafi sobie radzić w społeczeństwie. Pragnie żyć jak każdy zwyczajny człowiek, jednak szansa na to nieustannie wymyka mu się z rąk. Youzou Oba, bo tak mu właśnie na imię, z początku jawi się nam jako wyrachowany manipulant, jednak maska, jaką przybrał szybko pryska. Zostaje nieszczęśliwy, zagubiony człowiek ze zwichrowaną osobowością, który w swoim prawdziwym ja upatruje potwora, a który próbuje chwytać swoje szanse na szczęście. Otoczony przez osoby, które upatrują sobie w nim możliwość łatwego zarobku, nie będzie miał łatwo. Ile błędów zdąży w tym czasie popełnić? I czy osiągnie to, czego pragnie? Charakteryzujący "Koniec człowieczeństwa" niepokojący klimat, dodatkowo wzmacniany dzięki klimatycznej muzyce, jest wręcz namacalny i nie pozwala o sobie zapomnieć. Poza tym zawarty tu ładunek emocjonalny - niespełnione nadzieje, szaleństwo, chwile radości, ale i wiele cierpienia - może wprowadzić w dość parszywy nastrój. Youzou od początku przywodził mi na myśl Lighta z "Death Note" i nie ma się co dziwić, skoro za projekt postaci odpowiadał Takeshi Obata. Kreska bardzo przypadła mi do gustu, podobnie jak stonowana kolorystyka, w odpowiednich momentach przybierająca jednak na intensywności, oraz ciekawa gra świateł.

"Las Skryty Pod Gałęziami Wiśni w Pełnym Rozkwicie" Sakaguchiego Ango inspirowany był pewnym prawdziwym wydarzeniem, które wstrząsnęło autorem. Czy można uznać kwitnące wiśniowe drzewo za straszne? Najwyraźniej tak. Właśnie takie odczucia żywi nieustraszony (nie licząc wspomnianej dopiero co słabości) bandyta Shigemaru, mieszkający w lesie wraz z grupką swoich żon. Dla niego spadające z drzewa płatki stały się zapowiedzią mających mieć wkrótce miejsce krwawych wydarzeń, zła stopniowo wypełniającego przestrzeń wokół. Wkrótce zaślepiony miłością do pięknej, pewnej siebie, nawykłej do luksusów, cynicznej kobiety, która wykorzystuje jego uległość na każdym kroku, będzie musiał wiele dla niej poświęcić. Jak wiele jej zachcianek zdoła spełnić? Jak bardzo ceni jej wątpliwą miłość? I jaki jest sekret "Lasu Skrytego Pod Gałęziami Wiśni w Pełnym Rozkwicie", którego tak się obawia? Tym razem za projekt postaci odpowiadał Kubo Tite, znany głównie z "Bleacha". W związku z tym historia ta roztacza całkiem inny klimat - zdecydowanie mniej przytłaczający, pełen humoru, choć i tutaj znajdzie się trochę dramatyzmu, zwłaszcza pod koniec. Irytowało mnie wtrącanie do dialogów angielskich zwrotów, a muzyka, choć było jej całkiem sporo, nie wydawała mi się zbyt interesująca. Jakoś nie moje klimaty.

Jak podpowiada prezenter, Natsume Souseki napisał "Kokoro" z wściekłości na egoizm i morale ludzkości. Projektem postaci ponownie zajął się Takeshi Obata. Sensei (jego imienia nie znamy) mieszka w domu pewnej dziewczyny (od dawna mają się ku sobie) i jej matki. Pewnego dnia decyduje się zapewnić dach nad głową swojemu przyjacielowi, żyjącemu w bardzo rygorystyczny sposób. Pragnie pokazać mu, że ludzie potrafią być życzliwi, jednak wkrótce nachodzą go wątpliwości. Czy był to dobry pomysł? Czy jego obawy dotyczące bezpieczeństwa dziewczyny są uzasadnione? Do czego doprowadzi cała ta sytuacja?
Wersja anime została wzbogacona o przedstawienie tej historii z perspektywy wspomnianego przyjaciela, K. Przyznam, że zaskoczyła mnie. Wydawała mi się odmienna od tego, co przedstawiał oryginał, w pewien sposób bardziej bezwzględna. Z jednej strony ta niezgodność nieco mnie drażniła, z drugiej brałam pod uwagę to, że mógł to być całkowicie subiektywny sposób postrzegania tej sytuacji przez K. A jednak przebieg akcji, choć podobny, w obu wersjach różni się pewnymi szczegółami, chociażby porą roku. Z początku nie wiedziałam co o tym myśleć, jednak ostatecznie wszystko stało się bardziej klarowne. Przynajmniej w pewnym stopniu. Perspektywa K była ciekawym dodatkiem, choć nie potrafię stwierdzić, czy rzeczywiście... właściwym? I tak pewnie pozostanie, skoro nie miałam okazji przeczytać pierwowzoru. To dwa całkowicie różne, w pewien sposób sprzeczne, spojrzenia na tę samą historię, jednak nawet gdyby pominąć drugą część wydaje mi się, że nie udało mi się do końca zrozumieć intencji autora/twórców.

Inne dzieło Osamu Dazai, "Biegnij, Melosie", powstało w czasie, gdy twórczość autora wciąż miała jeszcze pozytywny wydźwięk. "Trudno jest temu, który czeka? A może trudniej jest temu, który każe komuś czekać?" Właśnie to pytanie okazało się tu kluczowe. Takada zostaje poproszony o napisanie scenariusza do wystawianej na scenie opowieści o Melosie, dla którego przyjaciel postawił swoje życie na szali. Od początku nie był do niej przekonany, jednak wziął to zlecenie. Nie spodziewał się jednak, że starożytna historia obudzi w nim własne, bolesne wspomnienia, o których wolałby zapomnieć. Czy zdoła na czas napisać scenariusz? Czy w jakiś sposób będzie to miało związek z jego przeszłością? Czy pozwoli mu się z nią rozliczyć? To historia pełna wątpliwości, żalu, zniechęcenia, straconego zaufania, którego iskierka wciąż jeszcze tli się gdzieś w człowieku. Uraza, jaką od dawna żywi Takada jest jednocześnie bezgłośną prośbą o poznanie powodu, prawdy kryjącej się za rozczarowaniem, którego doznał. Czy pozna odpowiedź na przytoczone wcześniej pytanie? Za projekt postaci odpowiedzialny był Konomi Takeshi znany z "Prince of Tennis".

Na dwie ostatnie historie przeznaczono po jednym odcinku. Autorem obu jest Akutagawa Ryuunosuke, a za projekt postaci znów odpowiedzialny był  Kubo Tite i o ile w "Lesie...", nie budził we mnie ten fakt większych zachwytów, to tym razem przyznam, że była to świetna decyzja, a żywa kolorystyka idealnie pasuje do tych historii. Pierwsza z nich to "Pajęcza nić", której bohaterem jest bezwzględny, nie zważający na nic i nikogo złodziej i zabójca Kandata, który pewnego dnia uznał, że nie zabije napotkanego przypadkiem pająka. Nie chcę jednak zdradzać na ten temat za wiele. Czy pajęcza nić może w niedalekiej przyszłości stać się dla niego szansą na ratunek? Na koniec dostajemy jeszcze "Obraz piekła", czyli, krótko mówiąc, opowieść o człowieku, który poświęca wszystko dla swojej sztuki.

Są historie, które roztaczają wokół siebie pewną aurę niezwykłości, które nieuchronnie do siebie przyciągają i nawet już po zapoznaniu się z nimi przez dłuższy czas nie dają myślom odpocząć. Według mnie należy do nich "Koniec człowieczeństwa". Są jednak też te  z początku niepozorne czy zwyczajne historie, których treść należy najpierw przetrawić, poświęcić więcej czasu na rozmyślania, by w pełni docenić ich wartość. I przykładem takiej historii jest dla mnie "Las…". A "Kokoro"? Nie dawało mi spokoju i skłaniało do ponownego roztrząsania tej historii, gdyż czułam, że wciąż nie uchwyciłam czegoś ważnego, że coś wciąż mi umykało, nawet po ponownym obejrzeniu. To jednak stanowi o jego sile - nie pozostawia widza obojętnym. Podobnie z "Biegnij, Melosie", gdzie rzeczywistość miesza się z grą na scenie, a przeszłość z teraźniejszością. Cienka granica pomiędzy nimi nadaje tej historii ulotnego czaru, a i kreska całkiem nieźle się tu prezentuje.

Przeszło mi przez myśl, że zamiast obejrzeć anime wolałabym te powieści przeczytać. Nie dlatego, że mi się nie podobało - wręcz przeciwnie, po prostu dzięki temu mogłabym spędzić przy nich więcej czasu. I właśnie dlatego tym bardziej żałuję, że żadna z nich nie została wydana w Polsce, z cichą nadzieją oczekując chwili, w której to się zmieni. Choć minęło dość sporo czasu odkąd obejrzałam tę serię, to moje odczucia względem niej, nawet jeśli zbledły, to jedynie nieznacznie i wciąż pozostają żywe. Wciąż pamiętam emocje, jakie mi towarzyszyły, a czytając to, co wcześniej napisałam, dalej znajduję tematy, o których mogłabym rozprawiać i wiem, że jeszcze do tej serii powrócę.

Pisząc tę recenzję, na nowo rozpatrując poszczególne historie, kompletnie zatraciłam poczucie czasu (kolejny powód, by zapoznać się z tą serią). Mało w tym wszystkim krytycznych uwag? Może i tak, jednak to również kolejny dowód na to, że poświęcony temu anime czas nie uważam za stracony. Czy ktoś jeszcze ma jakieś wątpliwości? Niezależnie od odpowiedzi zapraszam przed ekrany.

6 komentarzy:

  1. Lubię od czasu do czasu obejrzeć sobie jakieś anime. O tym jeszcze nie słyszałam, ale bardzo chętnie je poznam, bo wydaje się bardzo ciekawe :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Przyznam szczerze, że już pierwsza grafika zamieszczona przy tej recenzji zachęciła mnie do oglądania. W końcu rękę tutaj przyłożył Takeshi Obata! Ah, no i sam pomysł na zilustrowanie japońskich klasyków jest bardzo ciekawy.

    OdpowiedzUsuń
  3. Oglądałam już dosyć dawno temu i też jestem zachwycona tym anime. Nie od dzisiaj wiadomo, że japońskie powieści są nietypowe a ta produkcja tylko to podkreśla. Koniecznie muszę wygospodarować trochę czasu na rewatch!

    OdpowiedzUsuń
  4. Niestety nie dla mnie. Nie lubię anime.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Widziałam tylko "Koniec człowieczeństwa" z tej serii. Rzeczywiście klimat i grafika od razu zrobiły na mnie wrażenie, ale minęła chwila, zanim wciągnęłam się w historię. Zastanawiałam się wtedy, czy spodobałaby mi się wersja książkowa. Bez tego ciężko powiedzieć, czy chodzi o różnice kulturowe, czy po prostu akurat tę interpretację. Ale z Lightem to prawda, strona graficzna zdecydowanie ciągnie ku "Death Note".

    OdpowiedzUsuń
  6. "Kokoro" zostało wydane, polski tytuł to "Sedno rzeczy". Po obejrzeniu tego anime przeszukałam wszystko żeby znaleźć przynajmniej niektóre książki. Natomiast w książce "Życie szaleńca" jest "Pajęcza nić".

    OdpowiedzUsuń

będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz po sobie jakiś ślad, dobrze wiedzieć, że są osoby które tu zaglądają ;)

i bez spamu, proszę :)