czwartek, 25 czerwca 2015

E. Schmitt "Małe zbrodnie małżeńskie"

Wydawnictwo: Znak  |  Ilość stron: 97
Mężczyzna wchodzi do obcego mieszkania, nieznana mu kobieta mówi, że to jest jego dom, a ona sama jest jego żoną. Nic z tego nie wydaje się jednak znajome. Tak, to amnezja. Kobieta stara się przywrócić mężowi pamięć. On również próbuje sobie coś przypomnieć, jednak coś jest nie tak. Lisa coś przed nim ukrywa. Czyżby chodziło o wypadek, przez który znalazł się w takim właśnie stanie? Na tym jednak nie koniec, gdyż mężczyzna również zdaje się nie być do końca szczery. Może zaczyna sobie coś przypominać? Pytanie tylko: co?

"Kochać to znaczy mieć tę wytrzymałość, która pozwala przechodzić przez wszystkie stany,
od cierpienia do radości, z tą samą intensywnością."

W ten właśnie nietypowy sposób Lisie i Gillesowi, małżeństwu ze sporym już stażem, przyszło rozliczyć się ze swoich niepewności, podejrzeń, a także targających nimi uczuć. Rozgrywający się między nimi dialog pozwala nam dość szybko rozeznać się w łączących ich relacjach, jednak to wciąż zaledwie wierzchołek góry lodowej. Naginanie faktów, przedstawianie ich w nieco innym świetle, aż po zwyczajne kłamstwa - znajdziemy tego wiele, ale co doprowadziło tych dwoje do takiego właśnie stanu? Czy ich uczucie jest aż tak płytkie, czy raczej aż tak głębokie? I w tym miejscu dochodzimy do kwestii zasadniczej - przedstawienia związku w sposób bardzo nietypowy, a nawet kontrowersyjny, jednak wolę nie zdradzać za wiele szczegółów.

"Chciałabyś, żeby miłość dowiodła ci, że istnieje. Nie tędy droga. To ty masz dowieść, że istnieje."

W tej niepozornej książeczce, którą bez większego problemu można przeczytać za jednym razem znajdziemy mnóstwo emocji, skrajnych uczuć, intryg i nagłych zwrotów akcji. W tym wszystkim nie zabrakło również miejsca na trochę humoru, który od czasu do czasu pomagał nieco rozładować atmosferę. Zaskakujące? Nie tylko w tym przypadku, gdyż sama jej forma również może dziwić. Dramat, który czyta się jak najbardziej wciągającą powieść? Właśnie tak głosi tekst z okładki, a ja mogę temu z przekonaniem przyznać rację. Co więcej, znalazłam tu całe mnóstwo ciekawych cytatów i w związku z tym miałam niemały dylemat, gdy przyszło mi wybrać tylko kilka z nich, które dołączę do recenzji (właśnie dlatego pojawiło się ich więcej niż zwykle).

"Kochać to coś irracjonalnego, to niedzisiejsza fantazja, coś, czego nie da się wytłumaczyć, coś,
co nie jest praktyczne, coś, co samo w sobie jest swoim jedynym usprawiedliwieniem."

Autor w bardzo dosłowny sposób pokazuje, że miłość od nienawiści może oddzielać bardzo cienka, niemal umowna granica i czasami wystarczy naprawdę niewiele, by ją przekroczyć. Daje nam też do zrozumienia, jak głęboko mogą się w nas zakorzenić lęki i obawy, o ile nie stawimy im czoła wystarczająco szybko. A wtedy coraz trudniej jest zdobyć się na szczerość. Nawet względem samego siebie. Za pośrednictwem dwójki naszych bohaterów przekazuje nie tylko słowa raniące, ale i piękne, brzmiące wręcz poetycko kwestie traktujące głównie o miłości. Część z nich może sprawiać wrażenie wyświechtanych, czy też wpadających w ton typowo moralizatorski, jednak śledzenie tego burzliwego dialogu między małżonkami było bardzo ciekawym doświadczeniem, dla którego zdecydowanie warto było poświęcić trochę swojego czasu. To kolejna książka Schmitta, przy której naprawdę przyjemnie spędziłam czas.
"[...] żeby uczucie trwało, trzeba zgodzić się na niepewność, wypłynąć na niebezpieczne wody, tam gdzie posuwa się do przodu tylko ten, kto ufa, odpoczywać unosząc się na zmiennych falach zwątpienia, znużenia, spokoju, ale nigdy nie zbaczać z kursu."

15 komentarzy:

  1. Moje doświadczenie z Schmittem jest dość nikłe >< dlatego zapytam od jakiej książki powinnam zacząć, żeby porwała mnie fala jego fenomenu? :D Od Małych zbrodni małżeńskich czy czegoś innego?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cóż, ja zaczęłam od "Trucicielki" i myślę, że był to dobry wybór. To zbiór kilku całkiem ciekawych, niebanalnych opowiadań, które potrafią wciągnąć (aż nabrałam ochoty, żeby znowu je przeczytać XD). Na początek mogłabym też polecić chyba najbardziej znane "Oskar i pani Róża" - krótkie, ale bardzo uczuciowe. :)

      Usuń
  2. Miałem przyjemność przeczytać dwie książki tego autora. Tę mam w planach.

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetna recenzja. Zachęciłaś mnie do tej książki :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Tej książki autora jeszcze nie czytałam. Świetne cytaty.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie znam książek autora, ale ta mnie interesuje. Okładka jest fenomenalna(a do tego świetne tło do niej stworzyłaś) ;) Wykonanie jak widzę dobre, a do tego te cytaty, fakt są świetne! ;)

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. ;) Tak, już chociażby dla tych cytatów warto było tę książkę przeczytać. :3

      Usuń
  6. Schmitta czytałam tylko "Oskara i panią Różę" i się zauroczyłam w tej powieści. Wierzę w to, że "Zbrodnie małżeńskie" są tak samo dobrą lekturą. Cytaty mnie urzekły, szczególnie ten ostatni.

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie czytałam jeszcze ani jednej książki tego autora, ale ta mnie strasznie ciekawi. Ten cały wątek z amnezją, z kłamstwami, działa na mój mózg pobudzająco. Mam teraz w głowie tyle domysłów co też się wydarzyło w powieści! :) Myślę, że sięgnę po nią. :)
    Pozdrawiam,
    Sherry

    OdpowiedzUsuń
  8. Jakoś nie mogę się przemóc do tej książki. Kiedyś, jeszcze w liceum na lekcji polskiego mieliśmy podawać przykłady z literatury porównawcze do jednego wiersza. Moja koleżanka, z makiażem nawalonym tak, że ledwo otwierała usta, podała tą ksiązkę. Niby się zgadzała,ale nadal w mojej głowie powstaje stereotyp"nie czytaj tego,to jest dla dziewczyn pokroju twojej koleżanki". Myslę,że gdyby się wtedy nie odezwała,miałabym inne zdanie.

    pozdrawiam i dziękuję za komentarz u mnie
    www.japonskiwachlarz.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niektóre uprzedzenia trudno zwalczyć. ;)

      Usuń
  9. Na książkach się nie znam, wolę pisać sama.
    Ale chcę pochwalić patent na fotografię do recenzji, naprawdę pasuje :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Każda twoja notka uświadamia mi ile jeszcze ciekawych i różnych książek na mnie czeka. Tak samo jest i tym razem :)
    Nic tylko znaleźć ta malutka książeczkę i w jeden wieczór przeczytać ^^

    OdpowiedzUsuń
  11. Okładka książki genialne, ale to raczej nie moje klimaty. Chociaż przeczytałabym jakiś dramat tylko podany w lżejszy sposób (w końcu sprawy małżeńskie to nie przelewki XD)

    OdpowiedzUsuń

będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz po sobie jakiś ślad, dobrze wiedzieć, że są osoby które tu zaglądają ;)

i bez spamu, proszę :)