sobota, 12 grudnia 2015

Stosik 7/2015

Ostatnio czytam głównie lektury szkolne. "Ferdydurke" było tak jakby moją listopadową zmorą, ale jakoś dałam radę. Poza tym jak zwykle mangi, choć z czytaniem kilku z nich na razie się wstrzymam, no i niektóre przedstawiłam już przy okazji prezentowania moich mangowych zbiorów. Do mojej domowej biblioteczki zawitało też kilka książek po angielsku.
Kazue Kato "Ao no Exorcist" (14) - W końcu kolejny tomik (chociaż już i tak nie mogę się doczekać następnego)! Ciąg dalszy chorych pomysłów Gedoina, trochę większych lub mniejszych kłopotów, no i Kamiki w pięknym, tradycyjnym stroju (jakoś rzuciło mi się to w oczy :P). Chcę kolejny tom!
Adachitoka "Noragami" (1) - W końcu moje! Po rozpoczęciu "Noragami Aragoto" zdałam sobie sprawę z tego, jak bardzo brakowało mi Yato i reszty, aż w końcu podjęłam decyzję, przed którą długo się wzbraniałam - będę zbierać tę mangę. Jestem bardzo ciekawa różnic w stosunku do anime.
Ichigo Takano "Orange" (2-4) - Na razie nie zamierzam czytać, wolę poczekać na ostatni tom i dopiero wtedy nadrobić całość. Chociaż manga niewątpliwie kusi.
Tsukiji Nao "Dziewczyny z ruin" - Przez jakiś czas się wahałam, ale w końcu uległam, na co wpływ miała między innymi kreska. Zwłaszcza tła są naprawdę piękne i szczegółowe.
Yamamoto Kotetsuko "Bezsenne noce" (3) - No i wreszcie komplet. Lekka i pełna humoru manga, a do tego kreska Kotetsuko (tak, mam zamiar o tym wspominać za każdym razem, gdy jest mowa o jej mangach xD). Chociaż nie powiedziałabym, że manga jakoś szczególnie się wybija. Jestem ciekawa, czy Ringo Ame zdecyduje się też na wciąż wydawany spin-off tej serii - "Kimi to Kore kara".
Rihito Takarai "W stolicy kwiatów" - Spin-off do "Tylko kwiaty wiedzą". Co prawda czytałam tą mangę już wcześniej, ale, w przeciwieństwie do głównej historii, nie pamiętałam jej za bardzo.
Jun Mochizuki "Pandora Hearts" (5-8) - Wciąż brakuje mi tomów 2-4, ale akurat była okazja, żeby kupić te cztery taniej, więc chętnie skorzystałam. Minusem są obwoluty przyklejone do okładek, ale jakoś to zniosę.
Maybe "Tasogare Otome x Amnesia" (1-4) - Do niedawna kompletnie ignorowałam tę serię, ale po obejrzeniu anime (którego recenzję za jakiś czas planuję opublikować) nabrałam ochoty, by przekonać się, o ile bardziej rozbudowana jest manga. No i, tak jak powyżej, cena była zachęcająca. Zaczyna się dość podobnie, jednak już w pierwszym tomie pojawiają się różnice. W mandze jest sporo historii nieopisanych w anime, a postaci poboczne nie są zredukowane do niezbędnego minimum. Co prawda nie przepadam za ecchi, jednak ta seria zainteresowała mnie na tyle, by uzbierać ją do końca. No i kolorowe obwoluty świetnie prezentują się na półce. ^^
Lee Hyeon-sook "Savage Garden" (4-5) - Tutaj też poczekam z czytaniem do uzbierania całości, choć już teraz jestem ciekawa dalszego ciągu (jeszcze dwa tomiki! jakoś wytrzymam). Tej serii zdecydowanie nie służy czytanie w większych odstępach czasowych.
Masaomi Kakizaki "Green Blood" (1) - Co zwróciło moją uwagę jako pierwsze? Fenomenalna kreska. Nie będzie przesadą, jeśli stwierdzę, że za każdym razem, gdy przewracałam kolejną stronę, myślałam sobie WOW. Ta dokładność przywodzi mi na myśl "Opowieść panny młodej" (a to jeden z najlepszych komplementów), choć fabularnie te dwie mangi to kompletne przeciwieństwa. Chciałabym jak najszybciej uzbierać całość!
Yuki Kodama "Wzgórze Apolla" (2) - Chwilę to trwało, zanim go przeczytałam (coś w stylu po co się spieszyć, skoro i tak wiem, co się stanie?), ale kiedy już zaczęłam, na nowo się wkręciłam i chcę następny tom. Na końcu znajdziemy kolejny one-shot, tym razem krótszy.
Moto Hagio "Klan Poe" (1,2) - Moja pierwsza Mega Manga (widzę, że ta seria wydawnicza nie bez powodu ma właśnie taką nazwę ^^''). Jej rozmiar naprawdę robi wrażenie. Przeczytam, gdy będę mieć więcej czasu.
J. Chmielewska "Całe zdanie nieboszczyka", "Dwie głowy i jedna noga", "Wszystko czerwone" - Mikołajkowy prezent. Moja kolekcja kryminałów Chmielewskiej stopniowo się rozrasta, teraz byle tylko znaleźć czas na czytanie. ^^''
M. Musierowicz "Pulpecja", "Nutria i Nerwus", "Feblik" - Też prezent mikołajkowy, Dwie pierwsze już kiedyś czytałam, ale nie były moje. Z kolei "Feblik" to najnowsza część Jeżycjady, z którą niedawno się zapoznałam i przyznam, że nie spodziewałam się, że wkręcę się tak bardzo. Niedługo recenzja. :)
"Współczesna Japonia w pytaniach i odpowiedziach" - Już od pewnego czasu byłam ciekawa tej książki, zwłaszcza że jest jednocześnie po polsku i po japońsku, więc skorzystałam z okazji przy składaniu zamówienia na stronie Waneko. Na razie dopiero ją przejrzałam, jednak już w tej chwili mogę stwierdzić, że furigana mogłaby się okazać pomocna.
W. Gombrowicz "Ferdydurke" - Lektura szkolna. Już przeczytana i mam względem niej dość mieszane uczucia, o których mam zamiar już wkrótce napisać.
S. I. Witkiewicz "Szewcy" - Lektura szkolna. Z dramatami jest tak, że wolałabym zobaczyć je na scenie niż czytać, no ale trudno. Nie podobała mi się wulgarność tego utworu. Przeczytałam mniej więcej do połowy, po czym przerzuciłam się na słuchowisko. I na tym poprzestanę.
F. Kafka "Proces" - Lektura szkolna, którą prędzej czy później pewnie i tak bym przeczytała - już tyle się naczytałam nawiązań do niej w innych utworach, chociażby u Murakamiego, że chciałam w końcu ją poznać. Nie lubię czcionki z wydań Grega, jednak tutaj nie przeszkadzała mi tak bardzo. Już przeczytana.
E. Chase "Zaplątani" - Pożyczona od koleżanki. Trafiła do mnie dość niespodziewanie, jednak uznałam, że nie zaszkodzi przeczytać czegoś niezobowiązującego i z humorem. Już przeczytana.
O. Wilde "Portret Doriana Graya" - Czytałam już dość dawno (recenzja), jednak w formie ebooka, a to nie to samo, co postawić sobie książkę na półce (zwłaszcza gdy to jedna z ulubionych). Nie chciałam wydania z filmową okładką, nie pasowało mi też to od Zysk i S-ka (okładka), więc gdy tylko dowiedziałam się o tym pięknym wydaniu od Vesper nie czekałam już ani chwili. Książka jest naprawdę ładna, na okładce znajdziemy lakier wybrany, a w środku ilustracje i zdobienia. Zdecydowanie było warto!
M. Falkoff "Playlist for the dead" - Zaciekawiła mnie zwłaszcza tytułowa playlista. Zobaczymy, co z tego wyjdzie.
J. K. Rowling "The Tales of Beedle the Bard" - Miałam ją w planach już od dłuższego czasu. Z polskiej wersji dawno zrezygnowałam (cena na Allegro co najmniej 100 zł), nad angielską długo się zastanawiałam (42 zł  na zagranicznej stronie), aż przypadkiem trafiłam na nią na Allegro za 16 zł (jak już oszczędzać, to konkretnie xD).
T. Canavan "Age of Five" (Pirestess of the White, Last of The Wilds, Voice of the Gods) - Kupione przy okazji.  Po polsku całą trylogię mam już za sobą (Kapłanka w bieli, Ostatnia z Dzikich, Głos Bogów), jednak wypożyczyłam ją z biblioteki. Sęk w tym, że uwielbiam twórczość Canavan i chciałabym mieć wszystkie jej książki u siebie, do czego nie zachęcają ani ceny, ani ich obecność w bibliotece. Skorzystałam więc z okazji i za całą trylogię po angielsku zapłaciłam 26 zł. Nie zaszkodzi trochę podszkolić znajomości języka. ;)
A tak na marginesie... możecie sobie wyobrazić moją konsternację, gdy rozpakowałam przesyłkę i przekonałam się, że drugi tom ma mniejszy format niż pozostałe... Na szczęście na półce nie prezentuje się to tak źle, jak się obawiałam.

środa, 9 grudnia 2015

"Podaruj mi miłość. 12 świątecznych opowiadań"

Wydawnictwo Otwarte (Moondrive)  |  Ilość stron: 430  |  Autorzy:
Holly Black  |  Ally Carter  |  Matt de la Pena  |  Gayle Forman  |  Jenny Han  |  David Leviathan  |  Kelly Link 
Myra McEntire  |  Stephanie Perkins  |  Rainbow Rowell  |  Laini Taylor  |  Kiersten White
musiałam się posłużyć tym obrazkiem, bo kompletnie zapomniałam o zdjęciu >,<
Okładkę tej książki widziałam już wiele razy - trudno było nie zobaczyć, skoro była tak silnie promowana. Cały ten szum wokół niej na mnie wywarł jednak odwrotny skutek i nie chciałam mieć z nią nic wspólnego, nie wiedziałam nawet, o czym dokładnie jest. I tak by już pewnie zostało, gdybym nie uznała, że świetnie nada się na prezent. Zaczęłam więc czytać o niej więcej, a kiedy już dostałam ją w swoje ręce, nie mogłam postąpić inaczej, jak tylko zajrzeć do środka (nawet jeśli w zamierzeniu nie była przeznaczona dla mnie). Dodatkowym bodźcem było to, że spośród wymienionych wyżej autorów do tej miałam okazję przeczytać jedynie coś od Laini Taylor, podczas gdy książki kilku innych mam na oku.

A więc co dostałam? Jak to zwykle bywa ze zbiorami opowiadań, były historie lepsze i gorsze. Czy raczej przeciętne, bo w "Podaruj mi miłość" nie znalazłam opowiadania, którego czytanie przyszłoby mi z trudem. W każdym z nich święta lub chociażby zima czy śnieg odgrywają pewną rolę i rzeczywiście da się tu wyczuć świąteczny klimat. Jeśli chodzi o moich faworytów, były to przede wszystkim opowiadania z dość nietuzinkowymi bohaterami, pełne sarkastycznego humoru, chociażby "Cud Charliego Browna" Stephanie Perkins i "Coś ty narobiła, Sophie Roth?" Gayle Forman. Do tej grupy mogę też zaliczyć "Witamy w Christmas w Kalifornii" Kiersten White, które pokrótce określiłabym jako milutkie i potrafiące wzruszyć, a jednocześnie pozbawione zbędnego lukru. Znajdziemy w nim trochę nietypowej magii świąt (i jedzenia).

"Gdybyś była jedzeniem, byłabyś pierniczkiem. Dość pikantnym, żeby życie było interesujące,
 a jednocześnie tak słodkim, żeby to zrównoważyć."

Jeśli chodzi o autorów, których od początku miałam na oku, najlepiej wypadła wcześniej już wymieniona Gayle Forman. Otwierające cały zbiór opowiadanie "Północ" Rainbow Rowell było dość sympatyczne, jednak pełne lukru, choć przyznam, że podobały mi się te roczne odstępy między poszczególnymi wydarzeniami. David Leviathan, nad którego książkami zastanawiałam się już od dłuższego czasu, nieco mnie zawiódł swoim "Kryzysowym Mikołajem", czegoś mi w nim brakowało (dodam, że było to jedyne, a do tego krótkie opowiadanie o parze homoseksualnej). No i jeszcze zamykająca zbiór Laini Taylor, którą znam z "Córki dymu i kości". "Dziewczyna, która obudziła Śniącego" była najbardziej oderwanym od rzeczywistości opowiadaniem, pełnym magii, choć już niekoniecznie tej świątecznej.

W "Aniołach na śniegu" nie podobał mi się ośli upór głównego bohatera, jednak poza tym historia była dość przyjemna. "Dama i lis" to kolejna historia z rocznymi przerwami w fabule, czegoś mi tam brakowało i nie do końca polubiłam bohaterów. W króciutkim "Gwiazda Polarna wskaże ci drogę" poznajemy adoptowaną córkę św. Mikołaja. "Gwiazda betlejemska" zaczyna się nieco tajemniczo i pełno tam niedomówień, jednak pod koniec wpada w zbytnie przedramatyzowanie. Zostało jeszcze "Krampuslauf" - szalone, zabawne, z barwnymi bohaterami i elementami nadprzyrodzonymi, które wspominam całkiem miło oraz "Jezus malusieńki leży wśród wojenki", które zaczęło się od przypadkowego podpalenia szopy, a skończyło na próbie uratowania jasełek przez największego łobuza w mieście i dostrzeżeniu mylności pozorów.

Nie mogłabym również nie wspomnieć o pięknym wydaniu książki - twarda oprawa, pokryty brokatem tytuł i gwiazdy oraz służąca za zakładkę czerwona wstążka sprawiają, że aż chciałoby się ją postawić na półce lub po prostu trzymać w rękach i podziwiać. Trudno ocenić zbiór opowiadań jako całość, jednak "Podaruj mi miłość" w ogólnym rozrachunku wypada całkiem nieźle i przyznam, że spodobało mi się bardziej, niż ubiegłoroczne "W śnieżną noc". Może po części przez tą różnorodność. Myślę, że warto, chociażby dla tych kilku opowiadań.

czwartek, 3 grudnia 2015

Anime "Ranpo Kitan: Game of Laplace"

Ilość odcinków: 11  |  Emisja: lato 2015
Lubię anime z wątkiem detektywistycznym i nie przepuszczę większości okazji, by z takowymi się zapoznać, zwłaszcza jeśli nowy sezon anime oferuje takie produkcje.  A jednak w przypadku "Ranpo Kitan: Game of Laplace" to wcale nie wątek detektywistyczny był powodem, dla którego zdecydowałam się zasiąść przed ekranem, ale pochodząca z tego anime piosenka, w której niemal od razu rozpoznałam utwór amazarashi, zespołu od pewnego czasu należącego do moich ulubionych. No dobrze, powód (chociaż kiepski) jest. Ale co z fabułą?

Kobayashi zawsze uważał swoje życie za nudne. Nie było w nim nic, co mógłby uznać za ciekawe, zajmujące, czy też po prostu zabawne. Przynajmniej do czasu, gdy obudził się w jednej ze szkolnych klas sam na sam z przerobionymi na krzesło zwłokami nauczyciela. Co z tego, że został pierwszym podejrzanym? Przecież właśnie w tamtej chwili poczuł, że naprawdę żyje i nie zamierza ot tak powrócić do szarej codzienności. W związku z tym chłopak z wielką chęcią angażuje się w śledztwo, choć nie jest to łatwe, a w dodatku jego przyjaciel, Hashiba, stara się odwieść go od tego zamiaru. Policja podejmuje współpracę z Akechim, ponadprzeciętnie inteligentnym nastoletnim detektywem należącym do uprzywilejowanej Cesarskiej Agencji, a Kobayashi, zafascynowany jego pracą dąży do zostania jego asystentem. Nie zapominajmy jednak, że chłopak wciąż jest w pewnym stopniu podejrzany o popełnienie zbrodni. Kobayashi jest jednak tak zdeterminowany, że Akechi ostatecznie przystaje na jego prośbę. Pod jednym warunkiem - odnajdzie prawdziwego mordercę, oczyszczając się tym samym z zarzutów.

Mniej więcej tak przedstawiają się założenia fabuły, jednak gdybym na tym zakończyła, wciąż pozostałoby wiele niedomówień. Zacznijmy od tego, że jest to anime bardzo nietypowe i to niekoniecznie w pozytywnym sensie. Krótko mówiąc, znajdziemy tu pełno przekombinowania, które skutecznie przyćmiło już i tak niewykorzystany należycie potencjał serii. Na początek główny bohater, którego z łatwością można uznać za dziewczynę (i to całkiem urodziwą), co kompletnie mu nie przeszkadza i stwarza wiele okazji do wiadomych aluzji (z rumieniącym się Hashibą na czele). Wiele postaci to jedynie sylwetki. Niektóre z nich pozostają takie do końca, wygląd pozostałych poznajemy dopiero, gdy nabiorą większego znaczenia dla akcji, choć akurat na to można znaleźć dość sensowne wyjaśnienie, więc nie będę się czepiać. Różnego rodzaju wyjaśnienia, chociażby przebiegu zbrodni, przybierają formę pełnego efektów specjalnych przedstawienia teatralnego, nie brakuje też podobnych im dialogów wewnętrznych. Miałam jednak wrażenie, że całe te objaśnienia następowały zbyt szybko. Z kolei wyniki autopsji zostają nam przedstawione podczas czegoś na kształt telewizyjnego show (Shitai-kun, rządzisz!). Nie zabrakło również beztroskiej loli-nauczycielki z kocimi uszami. Jeśli chodzi o najbardziej pokręconą postać w całym anime, myślę, że będzie to Kuro Tokage (Czarna Jaszczurka) - przetrzymywana w więzieniu w dość szczególnych warunkach kryminalistka o skrajnie masochistycznych upodobaniach,  która pomimo swojej sytuacji wciąż zachowała sporo wpływów i od czasu do czasu pomaga w śledztwach (zwłaszcza jeśli to Akechi chce zasięgnąć rady). Większość scen z jej udziałem uważam po prostu za niesmaczne.
Należałoby wspomnieć również o tym, że "Ranpo Kitan: Game of Laplace" zostało stworzone dla upamiętnienia Ranpo Edogawy, japońskiego twórcy kryminałów, w 50. rocznicę jego śmierci i oparto je na konceptach z jego opowiadań.  Anime nie ogranicza się wyłącznie do rozwiązywania kolejnych spraw kryminalnych. Wkrótce zostajemy zapoznani ze sprawą Dwudziestu Twarzy - przestępcy będącego swoistym symbolem, którym - dokładnie tak, jak sugeruje jego pseudonim - może być każdy. Samosądom dokonywanym pod przykrywką Dwudziestu Twarzy nie ma końca, a Akechi zdaje się szczególnie zaangażowany w sprawy z nim związane (co w jego przypadku jest bardzo nietypowe). Czy już domyślacie się, że wiąże się to jakoś z jego przeszłością?  Po obejrzeniu całości mogę stwierdzić, że pomysł był całkiem ciekawy, jednak można go było zdecydowanie lepiej zrealizować. Natłok tandetnego efekciarstwa nie wyszedł tej serii na dobre, nad czym naprawdę ubolewam.

Teraz czas na parę słów na temat postaci. Na początek oczywiście Kobayashi, dziwny dzieciak o niezwykle dziewczęcej urodzie, a zarazem nasz główny bohater. Wiele razy dowiódł swojej inteligencji i umiejętności obserwacji, jednak wykazywał przy tym pewne cechy często przypisywane różnemu rodzaju geniuszom - w tym przypadku socjopatyczne skłonności, których przykładów znajdziemy tu wiele. Przede wszystkim jest to jego ogromna fascynacja zbrodnią, traktowanie jej jak zabawy, a także niedostosowanie do norm społecznych. W niektórych momentach Kobayashi po prostu nie rozumiał punktu widzenia zwyczajnych ludzi. W dodatku cechuje go niezwykły optymizm oraz brak poczucia strachu. Wyzwania? Niebezpieczeństwa? Skieruje się w ich stronę bez mrugnięcia okiem, a w swoich dążeniach do rozwiązania śledztwa potrafi być naprawdę uparty i zaangażowany. Hashibę można właściwie nazwać jego kompletnym przeciwieństwem. Choć jest to całkiem bystry chłopak, pozostaje dość zwyczajny, jednak w dobrym tego słowa znaczeniu. Zawsze martwi się o Kobayashiego (ma przecież ku temu powody) i próbuje wyperswadować mu co bardziej szalone pomysły. Niektóre momenty wskazują, że nie jest obojętny na dziewczęcą powierzchowność przyjaciela, jednak myślę, że nie ma co doszukiwać się w tym czegoś więcej (chyba że ktoś już naprawdę się uprze). Następnie Akechi, jak już wspomniałam, niezwykle inteligentny nastoletni detektyw. Jego przynależność do Cesarskiej Agencji pozwala mu całkowicie zignorować szkołę, a także zapewnia inne przywileje. Jest dość nieprzyjemny w obyciu, skryty i sarkastyczny, ma rozległą wiedzę i wiele przydatnych umiejętności - niemal wzorowy przykład postaci, którą w zamyśle twórców widz powinien uwielbiać, prawda? Dodatkowo jest uzależniony od puszkowanej kawy, cały czas łyka tabletki na ból głowy i najwyraźniej boi się kotów. Na koniec jeszcze trochę o postaciach pobocznych. Nakamura to przygarbiony, policyjny weteran, który niejedno już widział, dlatego do wielu spraw, także kryminalnych, podchodzi z dystansem. Z kolei jego młody podwładny, Kagami wszystko traktuje bardzo serio i nie może znieść bezradności policji w pewnych sytuacjach. Wkrótce dane nam będzie również poznać Człowieka Cienia, potrafiącego zmieniać swój wygląd (nie pytajcie jak, nie mam pojęcia), jednak wolę nie zdradzać za wiele na jego temat, byście sami mogli go poznać.
Co by nie mówić, audiowizualne aspekty "Ranpo Kitan" uplasują się na naprawdę przyzwoitym poziomie. Tła są starannie wykonane, bohaterów przyjemnie się ogląda (chyba że ktoś nie może znieść na przykład Kobayashiego lub akurat widzimy same kolorowe sylwetki), a barwna kolorystyka świetnie tu pasuje. Najbardziej spodobała mi się jednak muzyka, której było tu pełno. Przede wszystkim wspomniany już utwór amazarashi, "Speed and Friction", wykorzystany w openingu. Piosenka ta świetnie pasuje do tego anime, a towarzysząca jej animacja, w której znajdziemy sporo odniesień do fabuły, swoją stylistyką przypomina niektóre z teledysków tego zespołu. Dalej ending, czyli "Mikazuki" w wykonaniu Sayuri, który po kilku przesłuchaniach mocno zapadł mi w pamięć i wkrótce trafił do moich ulubionych. Z pozostałych utworów mogę podać chociażby ten z samego początku - "Dream".

"Ranpo Kitan" zdecydowanie nie jest serią wybitną, co więcej, nawet do przeciętności sporo jej brakuje (chyba że w grę wchodzi muzyka lub kreska), jednak jego oglądanie nie było również katorgą. Żarty nie zawsze mnie śmieszyły, pewne momenty po prostu irytowały, jednak były też chwile, gdy po przywyknięciu do różnego rodzaju dziwactw produkcja ta okazywała się zabawna, a nawet interesująca. Ostatecznie nie żałuję, że się na nią zdecydowałam, jednak szkoda mi niewykorzystanego potencjału. Po pewnym czasie zaczęłam się też zastanawiać, czy nie oceniłam tego anime zbyt surowo, jednak ostatecznie zdecydowałam pozostać przy dotychczasowym wyborze z zastrzeżeniem, że mimo wszystko nie była to kompletna strata czasu i może się spodobać.

sobota, 28 listopada 2015

S. Simukka "Białe jak śnieg"

Wydawnictwo: YA!  |  Ilość stron: 256  |  Seria: Lumikki Anderson (2)
Od wydarzeń z pierwszej części minęło już trochę czasu, nastało lato i Lumikki postanowiła wybrać się do Pragi. Miasto to bardzo jej się spodobało, jednak na kilka dni przed planowanym powrotem stało się coś całkowicie niespodziewanego, zagadnęła ją kompletnie obca dziewczyna, oświadczając, że prawdopodobnie są siostrami. Stek kłamstw? Teoretycznie tak właśnie powinno być, jednak coś nie pozwala Lumikki ot tak zignorować słów niewiele od niej starszej Lenki. Dziewczyna zdaje się wiedzieć o niej i jej ojcu nieco za wiele, zna szwedzki, a w dodatku wszystkie te rewelacje obudziły w Lumikki jakieś niejasne wspomnienia z dzieciństwa, na nowo przywołały dawno pogrzebany w zakamarkach pamięci koszmar. Co to może oznaczać? Czyżby panująca od zawsze w jej rodzinie atmosfera tajemnicy i niedomówień właśnie zaczynała nabierać sensu? Przed Lumikki trudny wybór - zignorować całe to zamieszanie, czy może uwierzyć w domniemane więzy krwi łączące ją z Lenką? Ale, ale! Jest jeszcze coś. Matka dziewczyny zmarła kilka lat temu, a ona sama ma teraz nową rodzinę - Białą Rodzinę.

Tym oto sposobem Lumikki z dnia na dzień znów wplątuje się w niebezpieczeństwo, tym razem w postaci sekty, która wcale nie jest tą dobrą rodziną, za jaką ma ją Lenka. Tylko jak udowodnić to dziewczynie, która od lat żyła pod całkowitym wpływem jej pełnego fałszu przywódcy? I czy w ogóle warto narażać się dla kogoś, kto jedynie przypuszczalnie może być jej krewnym? W międzyczasie poznajemy również Jiriego, ambitnego dziennikarza (z nie najgorszą osobowością), który ostatnio dostał cynk na Białą Rodzinę. Czyżby szykowało się coś większego?

Lumikki wciąż pozostaje twardą i zaradną dziewczyną, którą da się lubić, jednak poznanie Lenki nieco wytrąca ją z dotychczas utrzymywanej równowagi, budzi wątpliwości. Tym razem to nie wspomnienia prześladowania, jakiego doświadczyła, grają tu główną rolę. Upalne dni przypominają jej poprzednie lato, a konkretnie te dni pełne szczęścia, które utraciła. Dziewczyna boi się uwierzyć w swoje powiązania z Lenką, jednocześnie przyłapując się na tym, że coraz bardziej zależy jej na domniemanej siostrze. Czy pozwoli sobie ponownie otworzyć się na drugą osobę?

Przyznam szczerze, że z początku nie byłam przekonana do całego tego wątku z sektą i to wcale nie dlatego, że uważałam go za nieciekawy, nieprzekonujący czy coś w tym stylu - po prostu kompletnie nie miałam ochoty zagłębiać się w ten temat. Autorka jednak na swój sposób sobie z nim poradziła. Ta - co tu ukrywać - nienależąca do najprzyjemniejszych kwestia za sprawą niezwykle lekkiego stylu Simukki stała się zdecydowanie łatwiejsza w odbiorze, nie czuło się jej ciężaru, a akcja toczyła się bardzo szybko. Co więcej, nie powiedziałabym, że intryga należy do szczególnie skomplikowanych, jednak całkiem prosta też nie jest. Dzięki temu "Białe jak śnieg" świetnie sprawdza się jako niezbyt zobowiązująca lektura na wieczór czy dwa.

W końcu dostałam odpowiedź na dręczące mnie od pierwszej części ("Czerwone jak krew") pytanie - co zaszło między Lumikki a jej ukochanym. I przyznam, że wyjaśnienie mnie zaskoczyło, czegoś takiego kompletnie się nie spodziewałam. Jednocześnie dostałam kolejne niewiadome, których rozwiązania mam nadzieję znaleźć w ostatniej części przygód Lumikki, "Czarne jak heban". Oby było warto.

"Właściwe informacje otwierają te drzwi, które zazwyczaj zamknięte są na cztery spusty."

niedziela, 22 listopada 2015

T. Canavan "Królowa Zdrajców"

Wydawnictwo: Galeria Książki  |  Ilość stron: 580  |  Seria: Trylogia Zdrajcy (3)
Co tym razem słychać w Imardinie i okolicach? Cery coraz dotkliwiej odczuwa upływ lat, a nieustanne zmartwienia, których główne źródło można by było wyrazić jednym słowem (Skellin), tylko pogarszają sytuację. Bezpieczne kryjówki się kończą, w dodatku Gol został ranny, więc Złodziej wraz ze swoimi ochroniarzami decyduje się ukryć w tunelach pod Gildią, choć w ten sposób będą musieli polegać na pomocy Lilii. Ta cieszy się z możliwości spotkań z Anyi, jednak ma na głowie sporo innych problemów - braki do nadrobienia, zajęcia, pośrednictwo między Cerym a Kallenem w sprawie złapania Skellina, a na domiar złego jeden z nowicjuszy zaczyna jej się coraz bardziej naprzykrzać. Wielu mieszkańców Imardinu wciąż boryka się z uzależnieniem od nilu, w tym także kilku magów. Z kolei w Sachace Lorkin został uwięziony przez króla za to, że nie ujawnił informacji, jakie zdobył na temat Zdrajców. Do czego posunie się sachakański władca, by wydobyć z niego tę wiedzę? To samo pytanie zadaje sobie Dannyl, boleśnie świadomy swojej bezsilności w tej kwestii. Ambasador Gildii jest też pełen wątpliwości względem ashakiego Achatiego. Sonea tymczasem martwi się o syna i wraz z Reginem ma wyruszyć do Sachaki, by wynegocjować jego uwolnienie oraz spotkać się ze Zdrajcami.

Oczywiście mogłabym tak jeszcze długo wymieniać, ale przecież nie będę streszczać całej powieści, prawda? Ilość wątków zdążyła się rozrosnąć tak bardzo, że wskazanie głównego bohatera graniczy z niemożliwością. Wydaje mi się jednak, że spośród całej tej gromady na przód wybija się Lilia - już nie łatwowierna nowicjuszka, ale pewna siebie i zaradna pretendentka do roli Czarnego Maga. Bardzo spodobała mi się zmiana, jaka zaszła w jej charakterze.

Czasami miałam wrażenie, że Canavan prowadzi pewne wątki dokładnie po myśli czytelnika (zwłaszcza te romantyczne, co skłania mnie do przyznania racji tym, którzy nazywają jej twórczość kobiecą fantastyką), jednak nie miałam jej tego za złe. Nie dostajemy już ciągłych miłosnych rozterek Dannyla, których w poprzedniej części nagromadziło się naprawdę sporo - autorka zdołała zachować umiar. Tyczy się to również związku Lilii i Anyi, który nie jest przesadnie eksponowany. A Lorkin i Tyvara? Cóż, najpierw ten pierwszy musi się wydostać z więzienia.

Po raz kolejny miałam okazję przypomnieć sobie, za co uwielbiam twórczość Trudi Canavan, a także poczuć rozczarowanie tym, że koniec nastąpił tak szybko (a jednak okazuje się, że niemal 600 stron to wciąż mało...). Już od dłuższego czasu nie wciągnęłam się aż tak w akcję powieści. Pozostaje mi liczyć na to, że za jakiś czas autorka postanowi znów uraczyć nas trylogią (czy chociaż jedną powieścią) ze świata Imardinu i pobliskich krajów.

"Problem z wyborem tego, co najlepsze, polega na tym, że zawsze musi się znaleźć
coś przeciętnego i najgorszego, do czego można to porównać."

wtorek, 17 listopada 2015

Mangowe zbiory (listopad 2015)

Już od dłuższego czasu planowałam zaprezentować moją mangową kolekcję, ale cały czas odkładałam to na później z nadzieją, że w końcu zaopatrzę się w nową półkę (a najlepiej kilka). Na razie się jednak na to nie zapowiada, więc postanowiłam zmobilizować się do stworzenia tej notki. A ponieważ to pierwszy taki post (przynajmniej od września 2013, kiedy to moja kolekcja liczyła sobie 26 mang), postanowiłam napisać nieco więcej o poszczególnych nabytkach.
Obecna ilość mang: 199
(eech, tak mało zabrakło do 200... no ale już i tak za długo odkładałam tę notkę na później)
Yana Toboso "Kuroshitsuji" (20) - Jedna z moich pierwszych mang, wciąż królująca na półce pod względem ilości tomików. Jakiś czas temu zastanawiałam się, czy dalej ją zbierać, jednak obecnie polskie wydanie praktycznie zrównało się z japońskim, więc tomiki i tak nie będą się już pojawiały tak często. Ostatecznie postanowiłam dobić do 20. tomu i na tym poprzestać. O tomach od 1 do 3 pisałam już dawno, tutaj.
Tsugumi Ohba, Takeshi Obata "Death Note" (12) - Już jakiś czas temu skompletowałam całość, jednak czytam tę serię w dość dużych odstępach czasowych, przez co jak na razie zatrzymałam się na jedenastym tomie.
Lily Hoshino "Demon Maiden Zakuro" (4) - Czytało mi się dość przyjemnie, jednak długie oczekiwanie na piąty tom sprawiło, że jakoś straciłam zainteresowanie tym tytułem. Wygląda na to, że na czterech tomach poprzestanę.
Magdalena "Lyon" Lech "Basement" - Jak dla mnie niewypał, recenzja tutaj.
Kobayashi Makoto "Cześć, Michael!" (2,4,5,6,8) - Seria trochę niekompletna (na zdjęciu jeszcze bardziej, bo pozostałe tomy na razie pożyczyłam), jednak mimo wszystko przezabawna.
Hiromu Arakawa "Fullmetal Alchemist" (17) - Po anime (które mogę uznać za swoje ulubione) przyszedł czas na zaopatrzenie się w mangę. Co prawda wciąż trochę mi brakuje, jednak kolekcja stopniowo się rozrasta.
Kazue Kato "Ao no Exorcist" (13) - Po anime zainteresowałam się mangą (najpierw były to skany po angielsku), a skoro była okazja, to postanowiłam zaopatrzyć się w polskie wydanie, bo wiedziałam, że akurat do tej serii z chęcią będę powracać. Niedawno zaczęły się rozdziały, których nie czytałam już na skanach.
Kazue Kato "Time Killers" - Od razu wiedziałam, że musi być moja, to w końcu historie od Kazue Kato. Co prawda oczekiwałam od tego zbioru nieco więcej, ale i tak nie narzekam.
Akino Matsuri "Pet Shop of Horrors" (5) - Jeśli nie przepada się za starszą kreską, manga ta może nie zachęcać, jednak ma w sobie coś takiego, przez co po prostu chce się poznać kolejne opisane tam historie (fabuła jest dość epizodyczna). Tym bardziej szkoda, że wydawnictwo Taiga zakończyło działalność. :c
Shirow Miwa "DOGS: Bullets & Carnage" (10) i "DOGS: Stray dogs howling in the dark" - Historie z tomu zerowego dostały swoje OVA, które zainteresowało mnie na tyle, by zdecydować się na mangę. Podoba mi się specyficzny styl autora. Uświadczymy tu jedynie czerń i biel - żadnej szarości, co czasami może utrudnić połapanie się co i jak, jednak w ogólnym rozrachunku wypada naprawdę dobrze.
Lee Hyeon-sook "Savage Garden" (5) - Moja pierwsza manhwa. Seria ta jest ciekawa, jednak z dalszym czytaniem wstrzymam się do czasu zdobycia wszystkich siedmiu tomów, gdyż przedstawiona tu historia ma to do siebie, że nie służą jej dłuższe przerwy. Po prostu część szczegółów umyka z pamięci, a pewne trudności w rozróżnieniu bohaterów wcale nie pomagają (chociaż kreska jako taka jest całkiem interesująca i podoba mi się).
Kaoru Mori "Emma" (1) - Ciekawi mnie ta historia i z chęcią zakupiłabym pozostałe tomy, ale zawsze znajdzie się coś pilniejszego. W kwestii kreski nie jest jeszcze tak dobrze, jak w "Opowieści...", jednak i tak jest całkiem ładna.
Kaoru Mori "Opowieść panny młodej" (4) - Po sporej ilości zachwytów nad tą serią postanowiłam sama sprawdzić, czy rzeczywiście jest taka świetna. Sama historia jest tak trochę o niczym (ot, codzienne życie w Azji Środkowej XIXw.), jednak warto ją poznać dla sympatycznych bohaterów i kreski, która jest prawdziwym mistrzostwem (dokładność, dbałość o detale i po prostu urok). A do tego manga wydana została w twardej oprawie. Mimo to muszę przyznać, że jakoś nie spieszy mi się do zebrania pozostałych tomów i na czterech na razie poprzestanę.
Inio Asano "Osiedle Promieniste" - Kilka specyficznych, powiązanych ze sobą historii. Mam do tej mangi dość mieszane, choć raczej pozytywne odczucia. Może zdecyduję się na recenzję, kiedy już uporządkuję myśli na jej temat.
Kiriko Nananan "Dynia z majonezem" - recenzja tutaj.
Naoki Urasawa, Osamu Tezuka "Pluto" (8) - Już od dłuższego czasu miałam na tę serię chrapkę i mogę stwierdzić, że było warto. A o tym, jak bardzo, może napiszę za jakiś czas w recenzji.
Yuki Urushibara "Mushishi" (1) - Bardzo lubię anime, więc z chęcią skusiłam się na mangę. Niestety, pozostawiające wiele do życzenia tłumaczenie skutecznie odwiodło mnie od kupowania kolejnych tomów. A szkoda, naprawdę szkoda.
Hiroshi Sakuraka, Takeshi Obata "All You Need Is Kill" (2) - Długo nie mogłam się zdecydować na tą mangę, ale w końcu skorzystałam z okazji. Teraz grzecznie czeka, aż postanowię ją przeczytać.
KattLett "Exitus Letalis" (3) - Pierwszy tom zrecenzowany tutaj. Dalej też jest ciekawie i choć pojawia się kilka denerwujących elementów, chętnie poznam dalszy ciąg (jeszcze dwa tomy).
KattLett "Hunting For Online Demons" - Co prawda manga to to nie jest, ale skoro i tak stoi akurat na tej półce, to nie zaszkodzi wspomnieć tej light-novel. Recenzja tutaj.
Nokuto Koike "6000: The deep sea of madness" (4) - Zapowiadało się nieźle, ale ostatecznie okazało się, że to dość przeciętna manga, przynajmniej w moim odczuciu.
Natsume Ono "Risotrante Paradiso" - recenzja tutaj. Specyficzna, ale całkiem przyjemna manga.
Sui Ishida "Tokyo Ghoul" (1) - Zaczęło się od anime. Przed końcem pierwszej serii przerzuciłam się na mangę i przeczytałam całość po angielsku. Teraz wciąż mam wątpliwości, czy kupować polskie wydanie, choć manga mi się podobała. No cóż, może za jakiś czas to nadrobię.
Yazawa Ai "Kagen no Tsuki" (3) - Cały czas odkładałam zakup kolejnych dwóch tomów, jednak w końcu postanowiłam to w końcu nadrobić. Wciąż czeka na przeczytanie.
Ono Fuyumi, Yamamoto Kotetsuko "Przekleństwo siedemnastej wiosny" (2) - Pierwszy zakup od Ringo Ame. Historia jest całkiem w porządku, a do tego ilustrowała ją Kotetsuko. Planuję napisać recenzję.
Avi Arad, Junichi Fujisaku, Ko Yasung "The Innocent" - Jedna z moich pierwszych mang. Całkiem w porządku. Dopiero jakiś czas temu dowiedziałam się, że jeden z jej twórców jest powiązany z Marvelem.
Tetsuya Tsutsui "Prophecy" (3) - recenzja tutaj.
Tetsuya Tsutsui "Duds Hunt" - Za jakiś czas dodam recenzję.
Kei Ishiyama "Grimms Manga" (2) - Pierwsza manga, jaką kupiłam. Bardzo miło ją wspominam, a do zawartych w niej historii nie zaszkodzi od czasu do czasu powrócić. Recenzje (może nieco nieporadne) tomików: #1, #2.
Kalio Suzukin "Kwiat i Gwiazda" - Moje pierwsze shoujo-ai. Całkiem sympatyczne, jednak raczej nie stanę się fanką tego gatunku. Może za jakiś czas napiszę recenzję.
Hozumi "Na dzień przed ślubem" - recenzja tutaj. Przepiękna kreska, ujmujące historie - czego chcieć więcej? :)
Aiji Yamakawa, Kazune Kawahara "Przyjaciółki" - recenzja tutaj. Z początku nie byłam do niej przekonana, jednak wkrótce zmieniłam zdanie i doceniłam zarówno historię, jak i kreskę.
Rihito Takarai "Tylko kwiaty wiedzą" (3) - Uwielbiam kreskę autorki, a i historia jest niczego sobie (i tacy sympatyczni bohaterowie ^^), więc manga ta musiała trafić na moją półkę.
Venio Tachibana, Rihito Takarai "Seven Days" (2) - recenzja tutaj. Jedna z moich ulubionych mang.
Kou Yoneda "NightS" - Całkiem udany zbiór opowiadań. No i lubię kreskę Yonedy.
Kou Yoneda "Labirynt uczuć" - Nie jest to jakaś niezwykle skomplikowana czy głęboka historia, jednak jakoś tak ją sobie upodobałam i cieszę się, że Kotori ma w planach wydanie jej spin-offu.
Yamamoto Kotetsuko "Bezsenne noce" (3) - Z początku nie miałam kupować tej serii (wolałam poczekać na coś innego), ale w końcu uległam, bo to jednak Kotetsuko, a jej prace są pełne humoru, który świetnie trafia w mój gust. Nie jest jakaś świetna, może nawet nieco bliżej jej do przeciętności, ale to jednak Kotetsuko.
Sakiya Haruhi, Yamamoto Kotetsuko "Zawrócić czas" (1) - I znów Kotetsuko, choć tym razem jedynie w rysunkach. Historia jest zdecydowanie poważniejsza od tej powyżej, jednak znajdzie się i trochę humoru.
Kyugo "Acid Town" (4) - Długo zastanawiałam się nad tą mangą, ale w końcu uległam i... zastanawiam się jedynie, kiedy dane mi będzie zdobyć kolejne tomy. Wątek miłosny jest tu właściwie dodatkiem - przedstawiony na początku, z czasem schodzi na dalszy plan. Dostajemy mafijne porachunki, brutalną rzeczywistość, sporo intryg, a także stopniowo poznajemy liczne, bardzo ciekawe powiązania między bohaterami (i chyba właśnie to interesuje mnie najbardziej). Chciałabym już poznać dalszy ciąg. Kyugo, pracuj pilnie!
Kyugo "Ty i ja etc." - Całkiem przyjemny, lekki zbiór opowiadań. Tylko dlaczego strony są takie cieniutkie? :c
Yoshiki Tonogai "Doubt" (4) - Jedna z moich pierwszych mang. Spodobała mi się, jednak nie mam do niej większego sentymentu. Co ciekawe, po pierwszym tomie pomyślałam sobie coś w stylu "co by było gdyby..." i ostatecznie okazało się, że właśnie tak się stało. To taki mój mały triumf. ;)
Jun Mochizuki "Pandora Hearts" (1) - Na razie tylko pierwszy tom, jednak zamierzam nadrobić resztę.
Karakarakemuri "Śmiech w chmurach" (2) - Z początku byłam bardzo ciekawa tej serii, jednak w międzyczasie moje zainteresowanie gdzieś umknęło i nie mam motywacji, by zaopatrzyć się w pozostałe tomy. Może kiedyś...
Misaki Satou "Drug-on" (1) - Dostałam w gratisie, jednak nie czuję się zachęcona do zebrania pozostałych tomów.
Lee Hyeon-sook "Kwiaty grzechu" (1) - Druga manhwa tej autorki w mojej kolekcji. Nie zdecydowałam się jednak na dalsze poznawanie historii specyficznej relacji dwójki bohaterów (rodzeństwa) i wiążących się z tym wydarzeń. Przynajmniej na razie. Może jeszcze zmienię zdanie, ale najpierw wolę skompletować "Savage Garden".
Yuki Kodama "Wzgórze Apolla" (2) - Zainteresowałam się tym tytułem po przejrzeniu przykładowych stron. Potem zabrałam się za anime, aż w końcu postanowiłam zacząć zbierać mangę.
Fuyumi Soryo "Mars" (15) - Seria kupiona w komplecie dość spontanicznie, głównie za sprawą Otai. Niektóre z tomików (głównie obwolut) nie są w najlepszym stanie, ale nie przeszkadza mi to za bardzo. Mangę czytało się bardzo przyjemnie (choć to słowo niezbyt pasuje do licznych, rozgrywających się tam dramatów) i naprawdę mnie wciągnęła - jeśli już zaczynałam, to nie kończyło się na jednym tomie. Do tego bardzo spodobała mi się kreska autorki, a zwłaszcza sposób, w jaki rysuje oczy. Mangę czyta się od lewej do prawej (strony zostały poodwracane), przy czym czasami nie obyło się bez małych wpadek (na jednej stronie miałam odwrócony też tekst).
Ai Yazawa "Paradise Kiss" (4) - Niestety, seria niekompletna, brakuje mi ostatniego tomu (który w związku z tym przeczytałam na skanach). A szkoda, bo historia jest naprawdę ciekawa, bohaterowie niezwykle barwni, wręcz szaleni, a przy tym bardzo sympatyczni (choć nie w każdej sytuacji).
Takano Ichigo "Orange" (4) - Z początku się wzbraniałam, ale teraz nie mogę się doczekać wydania wszystkich tomików (luty 2016). Jak na razie mam za sobą tylko pierwszy tom. Resztę nadrobię, gdy skompletuję całość.
Chihiro Tamaki "Walkin' Butterfly" (4) - Całkiem ciekawa historia ze specyficzną kreską. Z początku może się wydawać dość niechlujna, czy wręcz brzydka, jednak wkrótce przekonujemy się, że bardzo pasuje do tej historii.
Tsukiji Nao "Dziewczyny z ruin" - Najpierw się wahałam, ale w końcu kupiłam (kreska zrobiła swoje). Jeszcze nieprzeczytana, prawdopodobnie napiszę recenzję.
Masasumi Kakizaki "Green Blood" (1) - Już po kilku stronach byłam pewna, że będę ją zbierać dalej. Dlaczego? Za każdym razem, gdy przewracałam kartkę, myślałam sobie wow. I to wcale nie przesada. Kreska jest naprawdę niesamowita z tą swoją szczegółowością (taka jakby mroczna wersja Kaoru Mori) i niezwykłym klimatem, a i historia zapowiada się całkiem interesująco. Chcę już kolejne tomy!
Hideo Azuma "Dziennik z zaginięcia" - Dopiero ostatnio zwrócił moją uwagę. Czytam dość powoli, ale jeszcze dam radę i może nawet wyskrobię jakąś recenzję.
Daisuke Igarashi "Pitu pitu" (2) - Od dawna planowałam się bliżej zapoznać z japońską mitologią, ale brakowało mi motywacji. Może to będzie dobre na początek.
Jirou Taniguchi "Odległa dzielnica" - Miałam ją na oku już od dłuższego czasu, aż w końcu kupiłam przy okazji promocji. Wciąż czeka na przeczytanie.
Usamaru Furuya "Muzyka Marie" (2) - Tutaj podobnie, a ponieważ słyszałam, że to dość ciężki tytuł, czekam na odpowiedni nastrój (a przynajmniej tak sobie wmawiam).
Motorou Mase "Ikigami" (1) - Kupione niejako na próbę i na razie nie planuję skompletowania całości.

piątek, 13 listopada 2015

Aiji Yamakawa, Kazune Kawahara "Przyjaciółki"

Wydawnictwo: Waneko  |  Ilość stron: 256  |  Jednotomówki Waneko
O prawdziwą przyjaźń jest raczej trudno. Powierzchowne relacje oparte na pozorach, wspólne pogaduszki, a następnie obmowa, gdy druga osoba zniknie z pola widzenia - tego typu sytuacje nie należą do rzadkości. Ale czy nie warto mimo wszystko dalej szukać? Wiele osób może dziwić, że szkolna piękność Moe i nieśmiała Eiko są ze sobą tak blisko. Wielu może wątpić w prawdziwość ich przyjaźni, ta jednak nadal trwa. Może Eiko zwyczajnie podporządkowuje się władczej, pewnej siebie Moe i nie ma odwagi tego zmienić? Nie, w tym jest coś więcej, możecie mi wierzyć. Piękna Moe mogłaby mieć praktycznie każdego chłopaka, a jednak nadal jest sama. Powód jest prosty, każdemu, kto wyznaje jej uczucia stawia jeden warunek - ma dbać o Eiko bardziej, niż o nią samą. Choć kryterium jest tylko jedno, drastycznie zawęża grono kandydatów. W końcu trafił się jednak śmiałek gotowy zaakceptować taką kolej rzeczy. Ale czy Tsuchida sprosta wymaganiom dziewczyny? Poza tym jest jeszcze Eiko, która w tej sytuacji czuje się jak piąte koło u wozu. Nieprzyzwyczajona do bycia w centrum uwagi z jednej strony cieszy się z towarzystwa Moe, a z drugiej czuje, że stoi im na drodze. A ponieważ jedną z jej głównych cech jest wielka troska o przyjaciółkę, usuwa się w cień, dla jej szczęścia stara się zignorować własne pragnienia. Moe nie jest jednak głupia, dostrzega prawdziwe intencje Eiko i w tej sytuacji bez wahania dokonuje wyboru.

Nie martwcie się, to nie było streszczenie całej mangi, przed nami wciąż jeszcze sporo wydarzeń. A tymczasem przejdźmy do Narugamiego, przyjaciela Tsuchidy, według którego Moe jest zwykłą egoistką, dla której troska o Eiko była jedynie pretekstem do zerwania. Uważa też, że wszystkie dziewczyny są takie same, a ich relacje przepełnione są fałszem - wokół dostrzega przecież tak wiele tego przykładów. To w połączeniu z gniewem za złamane serce przyjaciela sprawia, że Narugami zaczyna uprzykrzać życie Eiko. Ta jednak reaguje całkiem inaczej, niż się tego spodziewał. Co postanowi dotychczasowy prześladowca, gdy pozna jej prawdziwy charakter?

"Gdyby spytano mnie, co napawa mnie największą dumą, odpowiedziałabym, że moja przyjaciółka."

Największą zaletą tej mangi są bohaterowie, ich zachowanie i relacje. Wszyscy, nawet nieśmiała Eiko, są wyraziści i charakterystyczni, a przyczyny ich postępowania są zrozumiałe i nie biorą się z powietrza. Moe jest pięknością z charakterkiem, co odstrasza wiele osób odnoszących wrażenie, że się wywyższa, chociaż tak naprawdę jest po prostu sobą. Wielu chłopaków sądzi, że jest w porządku, dopóki się nie odzywa. Dalej Eiko - nieśmiała, niepotrafiąca odmawiać, wiecznie przepraszająca, a jednak wesoła, czasami uparta, no i w każdym potrafi dostrzec dobro. Kompletnie się od siebie różnią, a jednak tak dobrze czują się we własnym towarzystwie i rozumieją siebie nawzajem. Jestem pod wrażeniem tego, jak trafnie i wiarygodnie udało się autorce ukazać ich przyjaźń. Nie twierdzę, że nie ma w tym ani odrobiny przesady, jednak nie zmienia to faktu, że wypada dość przekonująco. Poza tym podobały mi się fragmenty w domu Eiko i jej rozmowy z bratem, które w naturalny sposób pokazywały, że i ona potrafi być stanowcza czy wygadana, przynajmniej do pewnego stopnia (nie ma to jak nieszkodliwe sprzeczki z bratem). Na temat Tsuchidy dowiadujemy się najmniej, jednak wystarczająco, by móc stwierdzić, że to naprawdę dobry chłopak, choć może nieco zbyt ufny, podobnie jak Eiko. Z kolei Narugami bardziej przypomina Moe. Jest równie bezpośredni i nie zamierza bezczynnie stać w obliczu krzywdy przyjaciela. Inna sprawa, że z tym swoim prześladowaniem Eiko zachowywał się zupełnie jak dzieciak, jednak to można do pewnego stopnia usprawiedliwić jego uprzedzeniem wynikającym z zachowania jego siostry i wielu innych dziewczyn. Innych postaci nie ma za wiele i stanowią jedynie tło - bezimienne koleżanki, odrzuceni zalotnicy czy uliczni naciągacze, którzy wyczuli w nieśmiałej Eiko łatwą zdobycz.
W "Przyjaciółkach" zawiera się również inna, krótsza historia - "Dowiem się o nim wszystkiego". Midori podejrzewa swojego chłopaka o zdradę i prosi przyjaciółkę, by zdobyła dowód, bo sama nie czuje się na siłach. Miwako, chcąc nie chcąc, zostaje zaangażowana do niewdzięcznej roli detektywa, a w trakcie śledztwa swoją pomoc oferuje jej przyjaciel podejrzanego o niewierność. Chłopak najwyraźniej ją zna, jednak Miwako za nic nie może sobie przypomnieć skąd. Co wyniknie z współpracy dwójki detektywów amatorów? To opowiadanie jest nieco dziwne i trochę naciągane, jednak w ogólnym rozrachunku całkiem przyjemnie się je czyta. Kompletnie nie spodobały mi się charaktery Midori i jej chłopaka, jednak Miwako i jej niespodziewany sprzymierzeniec, których było tu zdecydowanie więcej, zdołali mi to wynagrodzić.

Manga należy do serii Jednotomówek Waneko, co za tym idzie, została wydana w powiększonym formacie. Scenariusz do tej historii stworzyła Kazune Kawahara, a stroną graficzną zajęła się Aiji Yamakawa. Obwoluta jest całkiem ładna i przedstawia bohaterów na szkolnym korytarzu - z przodu robiące sobie zdjęcie Moe i Eiko, z tyłu Tsuchidę i Narukamiego. Na okładce znajdziemy podobny podział, jednak całkiem inne obrazki na białym tle. Kreska jest jakby niedbała (zdaję sobie jednak sprawę, że trzeba włożyć sporo pracy, by taka "niedbałość" wyglądała tak dobrze), Moe od czasu do czasu brakuje nosa, a tła żyją własnym życiem, co sprawia, że bohaterowie nieraz stoją w próżni, jednak podoba mi się. Postaci wyglądają naprawdę dobrze i mają bogatą mimikę (chyba że nie leży to w ich naturze). Co do tłumaczenia nie mam zastrzeżeń, wszystko brzmi tak, jak powinno. Nie brakuje także humoru i żartobliwych rozmów, które dodatkowo umilają czas spędzony na czytaniu. Pod tym względem moją uwagę zwróciły zwłaszcza liczne utarczki Moe i Narukamiego (nie tylko słowne). Na końcu znajdziemy wypowiedź Kazune Kawahary, a także kulisy współpracy obu pań - szkice wraz z opisami, krótki wywiad - oraz posłowie od rysowniczki.

"Przyjaciółki. The secret of friendship" nie doceniłam od razu. Z początku uznałam po prostu, że jest w porządku, ale nic więcej. Dopiero później doszłam do wniosku, że jednak ma coś w sobie i postanowiłam przeczytać ją jeszcze raz (myśl o recenzji też miała w tym swój udział), a im dłużej wpatrywałam się w stworzone przez Aiji Yamakawę postaci, tak bardzo pasujące do swoich charakterów, tym bardziej podobała mi się jej kreska (z chęcią przekonałabym się też, jak radzi sobie z tworzeniem własnych historii). Bardzo się cieszę, że "Przyjaciółki" trafiły na moją półkę, zarówno ze względu na przedstawioną historię, jak i jej stronę wizualną.